Dziennikarskie ćmy – felieton STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

Dziennikarz powinien dbać o swój wizerunek. Podobanie się władzy – to profity, ale i wstyd, żenada i plama, której Vanish nie usunie.         

 

Jeden z moich dziś już bywszych kolegów doniósł do redaktora stowarzyszeniowego – też już bywszego – periodyku: Truszczyński reanimuje komuchów. Chodziło mu o to, że napisałem wspomnienia o Ambrosiewiczu, Walterze, Pachu, MiroszowejDziedzicowej.

 

Tak, to byli dziennikarze słuchani i mający wpływ na ludzi – oczywiście pracujący w okresie reżimowym – ale w tym co było, co dało się ocalić robili dużo i dobrze.

 

Po dzisiejszych, pożal się Boże „idolach”, nic nie zostanie. Chłopaki wylecicie z obiegu i pamięć o was zaginie. Kupcie sobie od jakiegoś biskupa ziemię orną – to będzie zabezpieczenie.

 

Obejrzałem ostatnio dyskusję w TVP. Było tego prawie godzinę. O Pani Staroń. Ładniutka inżynierka, pomagająca dzielnie biednym ludziom i opowiadająca o tym w programie TVP u Jaworowicz. Wzruszające to relacje i przygnębiające. Kandydat na RPO stara się. Podobnie jak Ikonowicz. Ci prawdziwi społecznicy rzeczywiście zasługują na oklaski i medale. Ale funkcja RPO to prawno-administracyjne kompetencje. W tłumie decydentów, którzy wyrastają jak grzyby po deszczu, większość to ludzie siedzący cichutko jak mysz pod miotłą. Pączkowanie urzędów, urzędników, tony makulatury prawniczo-administracyjnej czego nikt nie czyta – to zmora, zaciskający się gordyjski węzeł. A dobre reformy, bo ciepłe, były te, które zimą nosiły nasze babcie. Inne to tylko szumne zapowiedzi i dreptanie w miejscu.

 

Dziennikarze ćmy podłączają się. Chętnie krytykują „tamto”. Rzeczywiście wolności słowa nie było. Teraz jest. Naprawdę. I nikt nikomu nie przeszkadza mówić co myśli. Najwyżej trzeba zmienić redakcję. Fakt, że w wypadku krytyki władzy media – usługowe – głównie telewizja i radio publiczne odstawiają na bok odważniaka ciupasem. Ma być tam jak kiedyś: krytyka – proszę, ale konstruktywna.

 

To wszystko co napisałem wcale nie oznacza, że nie należy podejmować prób: jak Zaremba, WarzechaZiemkiewicz – ale i wielu innych. Choć nie jest ich tak dużo.

 

Teraz jest taka szansa. Niemieccy właściciele lokalnej prasy tracili na wydawanych w Polsce gazetach, więc pojawiła się okazja zakupu. I Obajtek kupił. To energiczny gość. Ale nie wiadomo co z tym zrobi.

 

Pani Dorota Kania wyznaczona do podejmowania decyzji personalnych to dobra dziennikarka. Sprawna. Ale czy na głównych terenowych stołkach zasiądą porządni dziennikarze, którzy będą choćby się starać pracować niezależnie, a nie być tylko przydupasami władzy?

 

Polska to bardziej „teren” niż „warszawka”. W centrali głównym marzeniem polityka jest występ w studio TVP na pl. Powstańców lub Woronicza. Tam go nikt nie „przyciśnie”. Lelum polelum.

 

Dziennikarz jest dziennikarzem tylko wówczas, gdy krytykuje, obnaża, wyciąga jak psu z gardła informacje i oceny. Do chwalenia wystarczą rzecznicy ministerstw, organizacji.

 

Jest nowa rzeczywistość – nieporównywalna. Ale prawda jest jedna. Oceny się zmieniają. Dziennikarz powinien dbać o swój wizerunek. Podobanie się władzy – to profity, ale i wstyd, żenada i plama, której Vanish nie usunie. Młodzi będą mieli w tym zawodzie długi żywot. Choć nie łatwo. Mogą być zwalniani. I będą musieli szukać od nowa. Etat mogą tracić, ale twarzy nigdy.

 

Stefan Truszczyński