KRZYSZTOF SKOWROŃSKI o pytaniach do SDP ws. sierot z Mariupola: To, co robi Newsweek jest skandalem

Mariupol po miesiącu rosyjskich bombardowań. Gdzieś tutaj był dom dziecka sierot, które mieszkają teraz w DPT SDP w Kazimierzu nad Wisłą; Zdj.: prt sc/ Radio Free Europe, Radio Liberty/ Twitter@Polk_Azov

Pracownica tygodnika niemiecko-szwajcarskiego koncernu napisała do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich pytania w sprawie ponad 60 sierot z Mariupola, które na początku marca udało się ich opiekunom wywieźć z okrążonego przez Rosjan miasta. Dzieci przyjechały do Domu Pracy Twórczej SDP i tam wraz z prawie osiemdziesięcioma innymi uchodźcami z Ukrainy mieszkają już trzeci tydzień. W domu wypoczynku naszego stowarzyszenia – co potwierdzają kontrole – mają dobre warunki życia i zakwaterowania, pełne wyżywienie, a personel DPT stara się, aby goście z Ukrainy mogli, choć na jakiś czas, zapomnieć o rosyjskiej inwazji.

Dziennikarka z Newsweeka, która napisała do SDP, przesłała nam pytania de facto do opiekunów sierot z domu dziecka w Mariupolu, nie do SDP – gospodarza DPT w Kazimierzu nad Wisłą, w którym schronienie znaleźli uchodźcy.

Owe „pytania” – co zauważą nawet studenci pierwszego roku dziennikarstwa – miały charakter sugestii, a nawet insytuacji. Otóż, wielkim „problemem” dla Newsweeka, pod koniec pierwszego miesiąca wojny z rosyjskimi oprawcami i płynącej zewsząd pomocy dla Ukraińców był jeden z opiekunów dzieci – pastor z USA o którym dziennikarka napisała w internetowym artykule z 18 marca 2022 r., że jego „działalność jest pasmem kontrowersji” i dalej, iż: „przebywa w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą z grupą ponad 60 dzieci uratowanych z ukraińskiego sierocińca”.

Autorka zauważyła w tekście, że dziećmi cudem wydostanymi ze zrujnowanego przez rosyjskich żołdaków Mariupola opiekuje się: „skrajnie prawicowy republikanin, prawnik i pastor ze Stanów Zjednoczonych”. Proszę wybaczyć ironię, ale nie wiem, czy pomimo różnic w doktrynach amerykańskich i europejskich, pani redaktor spotkała kiedyś „lewicowego republikanina”. Do tego pastora. I to jeszcze z USA…

Zadawane instytucji, która tylko udziela gościny uciekinierom wojennym, czyli SDP, pytania – w większości – deprecjonowały opiekunów dzieciaków z Mariupola, dotyczyły m.in. „legalności pobytu” grupy. Pojawiały się w teście Żądło informacje dotyczące przygotowań do rzekomych adopcji dzieci z Mariupola przez osoby z USA, co wyklucza status, który nadały sierotom polskie władze.

Skrajnym jednak – moim zdaniem – przejawem nieodpowiedzialności dziennikarki było zdanie, że opiekunowie sierot z Mariupola „Nie zrealizowali również umówionej przez wicemarszałka lubelskiego wizyty jednego z dzieci u psychiatry (dziecko podjęło próbę samobójczą)” – napisano w internetowej wersji Newsweeka z 18 marca 2022 r.

 

W sprawie artykułu o opiekunach dzieci z Mariupola, które goszczą w Domu Pracy Twórczej SDP w Kazimierzu nad Wisłą i pytań przesłanych przez dziennikarkę zabrał głos prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztof Skowroński. Napisał do autorki tekstu Agnieszki Żądło:

„Uważam, że to co robi Newsweek i Pani jest absolutnym skandalem” – podkreślił Skowroński.

„Zgłosiliśmy Dom Dziennikarza jako potencjalne miejsce gościny dla uchodźców z Ukrainy. Przyjęliśmy 140 osób, w tym sieroty z Mariupola. Naszym zadaniem jest zapewnienie im elementarnych spraw bytowych i umożliwienie zapomnienia o zagrożeniach związanych z wojną” – napisał prezes SDP.

 

Miało nie być komentarza, ale będzie, bo nie można takiego zachowania Newsweeka zostawić bez riposty. Ten artykuł to nie jest reakcja tygodnika wobec sił politycznych, wobec rządu, wobec postaw społecznych, czy wobec zjawisk w środowisku celebrytów. To atak na opiekunów, którzy uratowali ukraińskie dzieci z sierocińca w Mariupolu i wywieźli małych uchodźców z okrążonego przez rosyjskich morderców miasta.


                                                 KOMENTARZ HUBERTA BEKRYCHTA

Zapłaciłem za internetową wersję Newsweeka prawie 10 złotych. Nie polecam nikomu. Musiałem jednak w pełnej wersji przeczytać artykuł.

Dawno nie miałem przed sobą tylu manipulacyjnie rozegranych, pomieszanych z fikcją, wydarzeń – faktów i komentarzy. W artykule opluto opiekunów, zarzucono im popełnienie wszystkich grzechów świata. Prawie wszystkich.

Ale powtórzę, główną niegodziwością okazało się zdanie z artykułu o domniemanych i niepotwierdzonych błędach opiekunów, którzy wg. autorki tekstu: „Nie zrealizowali również umówionej przez wicemarszałka lubelskiego wizyty jednego z dzieci u psychiatry (dziecko podjęło próbę samobójczą)” – napisano w internetowej wersji Newsweeka z 18 marca 2022 r.

Kiedy 30 lat temu zaczynałem, jako dziennikarz, uczono mnie, że nie pisze się o próbach samobójczych, jeśli nie jest to absolutnie koniecznie i nie powtarza się pogłosek, tym bardziej plotek o tym, jeśli nie potwierdzą tego policja i prokuratura. Nic się nie zmieniło. Etyka dziennikarska na pewno.

Pytań do SDP napisała autorka artykułu wiele, większość z tezą, ale jedno z nich przebiło chyba dno „dziennikarskiej wrażliwości” pani redaktor Żądło.

„Czy prawdą jest, że jedno z dzieci podjęło próbę samobójczą lub miało myśli z tym związane – w ostatnich dniach już po przybyciu do Polski?” – pytała w mailu do biura SDP dziennikarka Newsweeka.

Szkoda, że nie dostała takiej odpowiedzi:

Czy prawdą jest, że chce pani być dziennikarką lub miała myśli z tym związane, szczególnie w ostatnich dniach już po napisaniu artykułu o opiekunach dzieci z Mariupola?

Dlaczego taka złośliwość? Bo pytała o to dziennikarka, która pisała artykuł o sierotach z ukraińskiego domu dziecka. Dzieciach, które opiekunowie cudem wywieźli z piekła wojny jaką rozpętała Rosja. Dzieciach, które oprócz trudnych przeżyć pierwszych lat życia, do końca swoich dni zmagać się będą także z wojennymi wspomnieniami z krwawiącego Mariupola…

Czy to jest dziennikarstwo? Czy dziennikarstwem jest opisywanie sytuacji, kiedy z góry osądza się kogoś przed jakimikolwiek rozstrzygnięciami prawnymi? Czy dziennikarstwem jest wysyłanie prowokacyjnych pytań do instytucji, w której domu wypoczynkowym schornili się  mali uchodźcy z Ukrainy i ich opiekunowie?

Nie, to nie dziennikarstwo. Kiedyś pani redaktor byłaby kandydatką do nagrody, której już w całej gamie nagród SDP nie ma. Niestety. Ba, zbiorowym kandydatem do tej nagrody byłby tygodnik pani redaktor.

Ale, wiecie co? Nie warto.