Home / Publicystyka  / MAGDALENA KAWALEC-SEGOND: Media – wygrani, przegrani pandemii

MAGDALENA KAWALEC-SEGOND: Media – wygrani, przegrani pandemii

Jeśli zasięgi wzrosły, dlaczego dochody spadną i czy media walczą z dezinformacją, co ponoć jest ich zadaniem.

 

Na FB widziałam w czasie „szczytu” COVID-19 żart mniej więcej taki: wyobraź sobie, że jest 20 lat temu, najfajniejszym telefonem jest Nokia 3310, masz tam 4 gry, możliwość pisania sms do 450 znaków na czacie i jedyne, czego możesz tam posłuchać to 35 wbudowanych dzwonków. Jak wielu z nas przeżyłoby tę izolację bez cyfrowego radia i telewizji, smartfonów, mediów społecznościowych i Netflixa? Bez tej dookolnej cyfrowej rzeczywistości?

 

Wszyscy w kryzysie, ale na informację był popyt. Znaczy na fryzjerów też, ale oni nie mogli dostarczać legalnie usług, za to mediom nikt nie zabraniał. Gapienie się w smartfona czy tablet grozi według naukowców wieloma schorzeniami od kręgosłupa po mózg, ale nie groziło zarażeniem SARS-CoV-2 (no chyba, że ktoś nie zdezynfekował rąk i bawił się telefonem, który potem przytykał do twarzy….).  Po raz kolejny spadła wprawdzie (tym razem w ramach przerażających doniesień o trwałości wirusa w temperaturze pokojowej na kartonie aż do tygodnia) sprzedaż gazet papierowych. Na polskim rynku wręcz do niebezpiecznych dla wielu tytułów den poniżej dna. Za to informacja zdigitalizowana sprzedawała się nadzwyczaj dobrze. Jak świeże bułki szły, przynajmniej do końca maja, wszelkie newsy oraz poradnictwo okołopandemiczne. A także rozrywka. Jak najwięcej rozrywki.

 

Na polskim rynku jednak już w czerwcu ludność miała dość jakichkolwiek newsów o zachorowaniach i zgonach, jakichkolwiek doniesień popularyzujących naukę w kwestii COVID-19 i właściwie tylko informacja, że opracowano szczepionkę (której na razie nie ma i się nie zanosi) byłaby chyba w stanie zwrócić czyjaś uwagę. Jednak np. w USA, gdzie dzienny przyrost zachorowań liczy się w dziesiątkach tysięcy, zaś media to imperia, temat trwa, bo musi.  Nie tylko, że jest do czerwoności rozgrzany polityczny, ale jest po prostu codziennym dramatem społecznym. Podobnie było do niedawna w Wielkiej Brytanii, a poziom zakażeń w Indiach jest dopiero na etapie wnoszenia się ku pikowi jeszcze nie do przewidzenia. Brazylia, Rosja, Szwecja… wiadomo, że temat i tam szybko nie wygaśnie, chyba że władza okaże pogłębiającą się nerwowość i skończy się jako tako rzetelne informowanie.

 

Nie tylko jednak o czołówki prasowe chodzi. Świat po pandemii, czy ona trwać będzie, czy się skończy, nam się zmieni w bardziej zdigitalizowany i jeszcze mniej w nim będzie prywatności, a więcej inwigilacji, także w Internecie. Co to znaczy dla mediów? Kolejne, coraz doskonalsze aplikacje, będą nas śledzić nie tylko w kwarantannie. Ponieważ cyfrowy autorytaryzm Chin staje się globalny (Państwo Środka eksportuje swe technologii w tym zakresie masowo np. do Afryki), nic dziwnego, że raport „Freedom on the Net” z roku 2018 podkreślał spadek wolności Internetu już ósmy rok z rzędu. Według ówczesnego raportu amerykańskiego think tanku Freedom House, prawie jedna trzecia z 65 ocenianych krajów opracowała nowe przepisy ograniczające media internetowe. 18 rządów zwiększyło nadzór, a w sumie 26 ograniczyło wolność w Internecie. (https://towardsdatascience.com/chinas-digital-dictatorship-goes-global-bee6b093ff9b). Teraz jest tylko gorzej. Bo pandemia okazała się akceleratorem takich zmian.

 

Pod każda szerokością geograficzną i systemem rządów zmierzamy realnie w kierunku światowej cyfrowej dyktatury (Digital Imprisonment – pojęcie wprowadzone do powszechnego obiegu przez duńskiego pisarza Sorena Korsgaarda) obejmującej gromadzenie masowo danych o wszystkich, masową inwigilację, śledzenie oparte na rozpoznawaniu twarzy, społeczeństwa bezgotówkowe oparte na krypotowalutach i osłabienie społeczeństw zadłużonych (w kredytach konsumpcyjnych). Czy mass media opisują uczciwie ten pełzający, ale przyspieszający po pandemii proces?

 

Jesteśmy na to wszystko zupełnie nieprzygotowani mentalnie. Zanim pandemia się nawet pojawiła na horyzoncie, zapanowała dokoła technologia 5G i inne nowinki stawiające ludziom włosy na głowie, aż niektórzy nakładali aluminiowe czapeczki (jako peryferie nie doświadczyliśmy tego, ale taki to już urok peryferii). Jesteśmy wobec nich bezbronni informacyjnie. Szkoła nas w większości nie przygotowała do aktywnego, ze zrozumieniem uczestniczenia w cywilizacji naukowo-technicznej. W której żyjemy tak, czy siak. Czyli wszyscy mają komórki, ale prawie nikt nie wie, jak działa nie tylko telefonia cyfrowa i o co chodzi z kolejnymi G, ale nawet co to jest w istocie prąd elektryczny i jak działa. A kolejne G tuż za progiem, bo w pokowidowym świecie Internet musi „udźwignąć”’ przepływ kolejnych terabajtów informacyjnych na sekundę. Pytanie, czy media niespecjalistyczne wyjaśniają nowe technologię, zawieszę, niczym kawę w starbuniu, bo co więcej można z nim dziś zrobić owocnego?

 

Zostawię też na boku kwestię, co nam wszystkim z tych terabajtów informacji, skoro dostęp do niej nie chroni nas przed wpływem teorii spiskowych i wszelkiej innej dezinformacji, internetowych szaleńców i szarlatanów oraz fejk-newsów.

 

Nie będziemy się jednak nudzili, siedząc w związku z pandemią z „głową w telewizorze”, średnio ok. 10 proc. czasu więcej, niż dotąd. Żyjemy bowiem w oficjalnie ogłoszonym stanie wojny informacyjnej NATO-Rosja. Dowódca sojuszniczy NATO Philip Breedlove nie bez kozery nazwał sytuację w mediach i Internecie od lutego do kwietnia 2014 „najbardziej niesamowitym blitzkriegiem w historii wojny informacyjnej”. Dziś zaś przeżywamy „powtórkę z rozrywki” na tej konkretnej, medialnej arenie wojny hybrydowej, którą obserwujemy non stop od agresji Rosyjskiej na Krymie w 2014 roku. Na okoliczność COVID-19 wypuszczana jest w nasza stronę – skutecznie – ta sama w swej naturze dezinformacja, tak samo szybko, w tych samych celach i z tych samych mediów kontrolowanych przez Kreml (a także niezależnie ChRLD, ale to już na inną opowieść) oraz w Internecie – przez „fabryki trolli”.

 

Jeśli wierzyć NYT z połowy kwietnia, dezinformacja dotycząca zdrowia (np. antyszczepionkowa) jest inspirowana i „rozsyłana” przez Kreml już od ponad dekady. To samo opowieści, jakoby epidemie wirusowe (grypy, Ebola, a teraz koronawirus) zostały „rozsiane” przez amerykańskich naukowców. Czyli nowsza wersja „amerykańskiej stonki”, ale w milionach tweeterowych kont. Nie radzimy sobie, jako odbiorcy, w odsiewaniu ziaren informacji od plew, albo co gorsza toksycznego sporyszu. Cała nadzieja w tym, że mass media sobie z tym radzą… A radzą? COVID-19 pokazał, że nawet z natłokiem informacyjnym oraz z obróbką informacji specjalistycznej (np. medycznej, naukowej) nie radzą sobie najlepiej. Aczkolwiek są chlubne przykłady sprawdzania informacji, np. wykrycie przez dziennikarzy „The Guardian” fałszerstwa danych w czerwcowych publikacjach nt. szkodliwości chlorokiny z łamów prestiżowych „The Lancet” i „New England Journal of Medicine”. Można? Można. Aczkolwiek niewiele w stosunku do potrzeb.

 

Pandemia wstrząsa światem i zmiany są nieuchronne, pozostaje jedynie patrzeć, czy wszystko się pozmienia tak, aby nic się nie zmieniło, czy jednak inaczej. Warto może zatem na koniec przejrzeć odpowiedzi medioznawców, specjalistów od rynku i innych futurologów dowolnej sprawności i proweniencji, starających się udzielić odpowiedzi na pytanie: jak się COVID-19 skończy dla mediów?

 

Niemal wszystkie branże są w głębokim kryzysie popandemicznym. Podobno cofamy się do lat 90. XX wieku (czyli zostaniemy z jeszcze starszym niż kultowy 3310 modelem Nokii w rękach? Eeee, nie!). Co zatem, poza powtórkami głównie ze sportu i masowej rozrywki, niedostępnych nadal w realu, grozi nam w mediach? Bo jest jasnym i nie trzeba do tego być wróżem Maciejem, aby tę jasność mieć, iż pieniędzy w sektorze będzie mniej, bo one pochodzą z reklam. Oceniające rynek mediów (głównie anglosaski) fachowe głowy głoszą zatem, co następuje.

 

Pandemia wymusiła u odbiorców zmianę zachowań (samoizolacja, praca zdalna, edukacja domowa etc.), co wpłynęło zarówno na model biznesowy, jak i model operacyjny mediów i firm reklamowych. Telewizja, radio i prasa przeżywają niespotykany od lat wzrost widowni. Historyczne trendy spadkowe odwracają się na naszych oczach. Dla nadawców coraz ważniejsze będą platformy odtwarzania. To wymusi popularyzację systemów identyfikacji (SSO). Mass media publiczne będą musiały podjąć trud wiązania się w ponadnarodowe „sojusze” zdolne radzić sobie z konkurencją serwisów streamingowych (Netflix, Disney +, etc.), którym kryzys pandemiczny jako chyba jedynym dosłownie dodał jeszcze po dwie pary skrzydeł, do czego zaraz wrócę.

 

Spadek inwestycji firm w reklamy dotknie wszystkie media tak w roku 2020, jak i 2021. Choć oczywiście marki będące własnością globalnych korporacji nie mogą sobie pozwolić na bycie zapomnianymi przez odbiorców. Straty w 2020 r. mają wynosić od 10% rocznie dla telewizji i radia do 20% dla mediów tzw. reklamy zewnętrznej. Spadek inwestycji reklamowych nie oszczędzi mediów społecznościowych. Szacuje się, że Facebook i Google mogą w 2020 roku stracić łącznie ponad 44 miliardy dolarów przychodów z reklam.  W 2020 r. Facebook zakłada przychody z reklam rzędu 67,8 miliarda dolarów (spadek o 15,7 miliarda dolarów rok do roku). Google zaś (korporacja zajmuje pierwsze miejsce w zysku z reklam internetowych), ma zarobić z reklam 127,5 mld USD, co oznacza spadek o 28,6 mld USD.

 

Sytuacja finansowa tradycyjnych mediów (mimo tych 10 proc. czasu z głową w TV więcej) jest zagrożona. Uruchamiane są plany restrukturyzacji, a redukcja kosztów „nieistotnych” będzie stosowana w całym sektorze. W sektorze prywatnym restrukturyzacja będzie powszechna, a reorganizacje wymuszone przez postępowania upadłościowe będą przewidziane dla mniejszych podmiotów. W przypadku większych grup niektóre spółki zależne mogą utracić niezależność z powodu koniecznego w takiej sytuacji scalania zasobów.

 

Zanim przyszedł COVID-19, średnio Europejczyk zachodni słuchał radia (głównie w drodze do pracy) ok. 2 godz. i 22 min. Tendencja zaś była spadkowa, a w branży panowała stagnacja. We Francji w pierwszych tygodniach kwietnia nastąpił dwucyfrowy procentowy wzrost liczby słuchaczy radia cyfrowego. W Niemczech tendencja jest taka sama, ze średnim wzrostem o 34% w marcu 2020 r. We Włoszech internetowy agregator radia FM World (FMW) również wykazuje wzrost o 18,5%. Pomimo zatem ograniczenia i eliminacji podróży samochodowych i jazdy do pracy, wzrost czasu słuchania radia można oszacować na spektakularne 20 do 30%.

 

Nadawcy radiowi i telewizyjni nie będą mogli sobie pozwolić na oszczędności w kosztach infrastruktury IT – której ceny i zakres wręcz eksplodują. Cięcia będą w kosztach osobowych oraz w technologiach innych, niż cyfrowe, które już dziś okazują się znacznie mniej istotne. W sektorze mediów rozrywkowych nastąpi trwałe osłabienie kin, zasadniczo zanikną kina niezależne i studyjne.

 

Prasa regionalna jest najbardziej zagrożona zamykaniem tytułów. Tytuły krajowe, które odpowiednio wcześniej przeszły cyfrową rewolucję, wyjdą z kryzysu, o ile z kryzysu wyjdzie gospodarka, czyli pojawi się więcej pieniędzy z reklam w 2021 r. Nie dadzą się również tytuły o sporej liczbie subskrybentów i prenumeratorów.

 

Witryny streamingowe zwyciężyły we wszystkich kategoriach (nawet bardziej, niż podczas ostatniego porzedpandemicznego  rozdania Złotych Globów). Netflix odnotował wzrost liczby subskrypcji o 22,8% w pierwszym kwartale 2020 (halo: to jest 17,8 miliona ludzi przed ekranem i to głównie z tzw. „nowych rynków”). Disney + (bobas na rynku mediów, zaistniał w tej formule na rynku USA w 2019 roku), także przekroczył najśmielsze prognozy. I osiągnął 50 milionów subskrybentów na całym świecie 2 lata przed zakładanym terminem. W Indiach Disney + przyciągnął 8 milionów użytkowników w ciągu 1 miesiąca.

 

Ale nie samymi pieniędzmi i zasięgami żyje człowiek mediów. Konsumenci, którzy dotknęli zagrożenia śmiercią i ciężka chorobą – co jest dla wielu z nich całkowicie nowym i nieoczekiwanym doświadczeniem – zaczęli mieć  podobno zupełnie inne oczekiwania życiowe. Wg badań podobno zaczęli poszukiwać sensu(ów). Do czego będą się musieli dostosować tak reklamodawcy oraz wszelcy „specjaliści od śpiewu i mas”. Identyfikacja wizualna i komunikacja marki też przeżyją zatem post-kowidową rewolucję.

 

Magdalena Kawalec-Segond

 

Źródło danych: https://www.intotheminds.com/blog/en/impact-covid-media-industry/

Podziel się!

Wolny strzelec popularyzujący naukę od 1996 roku. „Karierę” zaczynała w „Życiu”. Dziś często publikuje na elektronicznych łamach „Tygodnika TVP”, portalu TVP INFO, oraz w „Gościu Niedzielnym” i „Świecie Lekarza”. W karierze popularyzatora nauki zaliczyła gościnne występy w „Gazecie Wyborczej” i „Dużym Formacie”, „Newsweeku Polska”, „Polityce”, „Wiedzy i Życiu”, „FOCUS Medycyna” i „FOCUS”, GPC, „W Sieci”, „Super Expresie”, a także w dziale naukowym PAP, TVP i Polskim Radiu. Współpracowała z wydawnictwami: Prószyński i S-ka, WSiP, CiS i Adamantan jako autor, tłumacz i redaktor merytoryczny. Prowadzi stronę popularyzującą naukę Naukovo.pl.

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close