Nie jesteśmy zblatowani z władzą – rozmowa z MIROSŁAWEM ŁAPĄ, redaktorem naczelnym „Tygodnika Kępińskiego”

Pozytywny przekaz jest dla mnie najważniejszy, choć nie znaczy to, że unikamy spraw trudnych i kontrowersyjnych – mówi Mirosław Łapa, redaktor naczelny „Tygodnika Kępińskiego” pisma wyróżnionego Nagrodą im. Aleksandra Milskiego, w rozmowie z Błażejem Torańskim.

 

Ma pan w Kępnie wielu wrogów jako wydawca?

 

O tym nie mi sądzić, ale mniemam, że kiedyś miałem więcej.

 

Zdarzyło się, że po krytycznej publikacji ktoś przestał panu podawać rękę?

 

Tak, zdarzyło się wielokrotnie. Jednak po kilku latach, a nawet miesiącach, wracały między nami poprawne relacje.

 

O co najczęściej ludzie się obrażają?

 

Prawda zazwyczaj „w oczy kole”, a podparta jeszcze argumentem lub faktem, tym bardziej jest nie do zniesienia.

 

Czy w Polsce powiatowej ludzie są bardziej wrażliwi na krytykę?

 

Kiedyś myślałem, że tak było. Obecnie w świecie mediów internetowych nie ma to już takiego przełożenia, choć prawdziwa cnota w dużym i małym mieście krytyki nie powinna się bać.

 

A czego ludzie najbardziej się boją? Ośmieszenia? Społecznego napiętnowania? Krytyki moralnej? Czy ujawnienia spraw, które chcieliby ukryć?

 

„Dulszczyzna” w naszym społeczeństwie nadal ma się dobrze. Brudy każdy chciałby prać tylko w swoich czterech ścianach, ale dziś coraz trudniej o prywatność. Myślę, że najbardziej boimy się samotności, która staje się coraz bardziej powszechna. Boimy się bycia zapomnianym, stąd i ta – nieraz ośmieszająca – aktywność na forach internetowych

 

Jak pan ocenia siłę rażenia gazety powiatowej? Często słyszałem, że jest większa od krytyki w TVN czy TVP Info, bo z krytykowanymi spotykacie się twarzą w twarz na ulicy.

Dostępność gazety lokalnej jest większa, nie każdy ogląda TVN czy TVP, a „Tygodnik Kępiński” czytają osoby o różnych poglądach politycznych, dlatego dla opisanej krytycznie osoby osąd bywa „dotkliwszy” niż od tej z mediów ogólnopolskich, gdzie po kilku minutach zapominamy w natłoku informacji o tej dla nas istotnej.

 

Kilkanaście lat temu „Gazeta Jarocińska” sprzedawała tyle egzemplarzy, ile było kominów w powiecie. Czy zainteresowanie prasą lokalną już minęło? Liczy się wyłącznie Internet?

 

„Tygodnik Kępiński” czytany jest przez kilkanaście tysięcy mieszkańców powiatu i ościennych regionów, choć sprzedaje się w nakładzie kilku tysięcy. Oznacza to, że gazeta trafia do co trzeciego mieszkańca Kępińskiego. Poza tym, fragmentarycznie, czytana jest na stronie internetowej. Dlatego uważam, że czas gazet lokalnych jeszcze nie minął, choć kominów w mieście ubywa z uwagi na działania proekologiczne.

 

Czy lokalnie budżety reklamowe przesunęły się z papieru do sieci?

 

Ilość reklam, szczególnie w okresie pandemii, zmniejszyła się, jednak przeważa nadal reklama w gazecie papierowej. Z tej prostej przyczyny, że nie jest tak ulotna jak w sieci.

 

Idzie pan na zwarcie z władzą, prowadzi z nią grę czy też układa się z burmistrzem i starostą, aby dostawać z urzędów reklamy?

 

Każdy tekst jest starannie sprawdzany i oparty na obiektywnej rzeczywistości, my nie tworzymy faktów, jak to ma miejsce w niektórych mediach ogólnopolskich. Dlatego zdarzało się, że przez kilka tygodni nie otrzymywaliśmy zleceń reklamowych z jakiegoś samorządu. Gdy jednak poirytowany włodarz gminy przeanalizował argumenty – odniósł za i przeciw do zaistniałej sytuacji – to zaczęliśmy ponownie otrzymywać zlecenia przetargowe.

 

Są tematy, które pan z powodów strategicznych omija? Stosuje wewnątrzredakcyjną cenzurę?

 

Nie poruszamy w gazecie tematów szerzących pornografię i uderzających w religię.

 

Wchodzi Pan w kompromisy?

 

Gdyby nie kompromisy, to dziś gazety by nie było…

 

Czego one dotyczą?

 

Zawsze przedstawiamy racje wszystkich stron, nie stroniąc od własnego komentarza.

 

Zaglądacie samorządowcom do kieszeni, analizujecie oświadczenia majątkowe, dochodzicie źródeł ich stanu posiadania? 

 

Analizujemy oświadczenia majątkowe samorządowców, przedstawiając źródła dochodów. W okresie ostatnich lat Urząd Skarbowy zakwestionował tylko oświadczenia kilku radnych i dotyczyło to spraw proceduralnych, a nie kwot rozliczenia.

 

Władza w Kępnie nie wykorzystuje stanowisk dla celów prywatnych?

 

Zdarzało się, że na stanowiska samorządowe lub w instytucji podległej staroście, bądź burmistrzowi zatrudnianie były osoby protegowane. Aktualnie jednak każde zatrudnienie w samorządzie poprzedzone jest procesem konkursowym.

 

Ludzie nadal idą do samorządu, aby się wzbogacić? Radni wciąż zasiadają w radach nadzorczych miejskich spółek, łamią zasady etyczne?

 

W regionie kępińskim milionerzy nie pracują w samorządzie, prowadzą własne przedsiębiorstwa. Od wielu lat w radach gminnych pracują ludzie znani ze swojej aktywności pro bono. W radach nadzorczych spółek komunalnych zasiadają  prawnicy. W powiecie bezrobocie jest szczątkowe, stąd tu nie dorabia się w samorządzie. Robotnik zarabia tu minimum 4 tys. zł na rękę, a fachowiec jeszcze raz tyle.

 

Gazeta lokalna jest czwartą władzą i ma rzeczywisty wpływ na życie, czy może burmistrz i starosta wszystko mogą?

 

Takie czasy, kiedy burmistrz był „lokalnym królem”, to już zamierzchła przeszłość lat 90. ubiegłego wieku. Dziś, po wprowadzeniu kadencyjności stanowisk, musi on starannie i rozważnie podejmować decyzje, albowiem nie wiadomo, czy w kolejnych wyborach jego fotel nie zajmie obecny adwersarz w samorządzie.

 

Większość mediów lokalnych jest zblatowana z władzą. Czy społeczności lokalne autentycznie łakną niezależnych mediów, wolnego słowa?

 

„Tygodnik Kępiński” nigdy nie był zblatowany z żadną władzą. Społeczność kępińska jest podobna do tej z innych miast powiatowych, żądna jest sensacji, choć, zauważam, że dziś już coraz mniej. Niegdyś tytuł „Władza kłamie” robiłby furorę, dziś już mało kto reaguje emocjonalnie na takie określenie.

 

Przez lata największą gangreną niezależnych gazet były bezpłatne media samorządowe. Czy tak jest nadal?

 

W Kępińskim nie mamy takiego problemu. Burmistrz wydaje swoje pismo tylko dwa razy w roku, w pozostałych samorządach dzieje się to od czasu do czasu.

 

Gazety samorządowe nigdy nie martwiły się o wynik finansowy. Czy mogą być także przykrywką dla korupcji?

 

Myślę, że tak, ale w naszym powiecie nie ma cyklicznie wydawanych gazet lokalnych.

 

Jaki model gazety pan realizuje? Czytelnikowski czy tabloidalny? Wiadomo, że najlepiej zawsze sprzedawały się śmierć i seks.

 

Rozczaruję pana, „Tygodnik Kępiński” pisze w tonie pozytywnym. Na naszych łamach nie leje się krew, ani nie zobaczy pan obscenicznych zdjęć. Pozytywny przekaz jest dla mnie najważniejszy, choć nie znaczy to, że unikamy spraw trudnych obyczajowo i kontrowersyjnych.

 

Jakie tematy u was dominują? Sensacje, dramaty, wypadki?

 

Żaden z tych wymienionych przez pana. Gazeta głównie analizuje podjęte uchwały i decyzje władz, jakie będą miały przełożenie za życie mieszkańców. Tematy lokalnej historii to jeden z tych działów, które cieszą się czytelniczym poklaskiem. I, oczywiście, sport. Nie przeczyta pan w żadnej gazecie, prócz „Tygodnika…”, o tym jak zagrała „Zawisza” Łęka Opatowska, „Orzeł” Mroczeń czy „Polonia” Kępno lub tutejsze drużyny piłkarskie z innych klas rozgrywkowych.

 

Wiele procesów miała gazeta?

 

Na samym początku tworzenia gazety, gdy jeszcze nie mieliśmy tyle doświadczenia dziennikarskiego, popełniliśmy dwa teksty, niepoparte dokładnie faktami, o sytuacjach jakie zaistniały w kępińskim szpitalu. I mieliśmy procesy z lekarzami. Skutkowało to tym, że część kolegów, tworzących wówczas zespół redakcyjny, odeszło. Na ławie oskarżonych z jedenastoosobowego składu pozostało nas… trzech. Przegraliśmy obie rozprawy sądowe, choć, patrząc z perspektywy czasu, mogły one mieć inne rozstrzygnięcia. Po tych doświadczeniach na wiele lat stworzył się trzon redakcyjny, zmieniony nieco na początku XXI wieku.

 

Jaka jest recepta na redagowanie dobrej gazety lokalnej? Wystarczy rzetelna informacja czy wnikliwa kontrola władzy samorządowej?

 

Gazeta musi odpowiadać na zapotrzebowanie czytelników. Mieszkańcy interesują się władzą tylko w czasie wyborów, później ważne jest dla nich tylko to… żeby nie kradli. Lubią przeczytać o sobie lub znajomych, ale w treści pozytywnej. Atakowanie i opisywanie skrajności jest dobre na krótką metę, w dłuższej perspektywie traci się czytelnika, gdyż nie zawsze leje się przysłowiowa krew na stronicach gazety. Być rzetelnym, pisać obiektywnie to najważniejsze wartości w dobie internetowego szału informacyjnego.

 


 

Mirosław Łapa

Rocznik 1964. Absolwent Pedagogicznego Studium Technicznego w Kluczborku. W stanie wojennym działacz Solidarności Walczącej w Kępnie. W swojej karierze zawodowej pracował m.in. jako nauczyciel w szkole, inspektor w Powiatowym Urzędzie Pracy. Od 2004 roku jest redaktorem naczelnym „Tygodnika Kępińskiego”.