Home / Publicystyka  / Otwiera wiele drzwi – TOMASZ NIEŚPIAŁ o sile Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP

Otwiera wiele drzwi – TOMASZ NIEŚPIAŁ o sile Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP

Co roku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przyznaje prestiżowe nagrody, w tym najcenniejszą: Główną Nagrodę Wolności Słowa. Trafia do autorów publikacji w obronie demokracji i praworządności. To nagroda za materiały dziennikarskie demaskujące nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich i praw człowieka.

 

To najważniejszy konkurs dziennikarski w Polsce – nie ma wątpliwości Mariusz Pilis, członek Zarządu Głównego SDP, który jest ostatnim laureatem Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP. Otrzymał ją w 2020 roku.

 

Niewiele jest w Polsce tak dużych konkursów, w których dziennikarz może zostać dostrzeżony, a jego dokonania nagrodzone przez wybitnych kolegów z branży. To prestiżowa nagroda, która otwiera wiele drzwi – przekonuje.

 

Mariusz Pilis został doceniony za film dokumentalny „Sprawiedliwość”. To opowieść na temat strat jakie poniosła Polska w czasie II wojny światowej i reparacji wojennych od Niemiec.

 

To dla mnie ważny film, choć nie najważniejszy w całej karierze – zastrzega. Jak tłumaczy, od pewnego czasu realizuje ideę tworzenia filmów ważnych z punktu widzenia trwającej debaty w Polsce. – Reparacje wojenne to temat trudny i wzbudzający olbrzymie emocje. Przetłumaczenie tego problemu na film, który będzie zrozumiały dla wielu ludzi, jest niezwykle istotne z punktu widzenia przekazywania wiedzy i jej porządkowania.

 

Warto bić się za to co słuszne

 

Nagroda Główna Wolności Słowa to ogromne wyróżnienie, najważniejsze w naszej branży – nie ma wątpliwości Marek Pyza, dziennikarz Tygodnika Sieci. – Myślę, że powinno być istotne dla wszystkich rzetelnych dziennikarzy, którzy ścierają się z władzą – nieważne, czy samorządową, czy centralną – i bywają narażeni na represje z jej strony – dodaje Pyza, który został laureatem drugiej nagrody Głównej Wolności Słowa SDP wspólnie z Andrzejem R. Potockim i Marcinem Wikło za tekst „Wojna Gdańska z Polską”. – To nagroda tym bardziej znacząca, że sprawa naszego artykułu ma swój ciąg dalszy w sądzie. Władze Gdańska wytoczyły nam absurdalny proces o ochronę dóbr osobistych – w znacznej mierze jego przedmiotem są opinie, a nie fakty – jako gmina Gdańsk, a więc de facto reprezentując wszystkich mieszkańców miasta. Pani prezydent Aleksandra Dulkiewicz zamiast wystąpić we własnym imieniu, skryła się za urzędem i za pieniądze gdańszczan próbuje kneblować dziennikarzy, którzy ośmielili się krytykować skandaliczną politykę jej i jej obozu politycznego – wyjaśnia Marek Pyza.

 

Wtóruje mu współautor tego tekstu Marcin Wikło. – Ta nagroda była niewątpliwym wsparciem dla nas – zaznacza dziennikarz Sieci. – Kiedy dostajesz pozew, zastanawiasz się czy wszystko zrobiłeś dobrze, czy sprawdziłeś każdą informację. Ponowne przemyślenie tej sprawy potwierdziło, że mamy rację, o którą będziemy walczyć w sądzie – wyjaśnia Marcin Wikło. I dodaje: – Zauważenie przez SDP tego sporu i wyniesienie jego rangi do sprawy ważnej było dla nas o tyle istotne, że utwierdziło nas w przekonaniu, że warto się bić za to, co uważamy za słuszne.

 

Dziennikarstwo jak ambona

 

Z kolei Michał Król, laureat z 2018 roku, nie ukrywa, że dla niego nagroda była dużym przeżyciem.

 

To była cenna i wzruszająca chwila, ale też ukoronowanie wielu lat pracy i zwrócenie uwagi na tematy, na które często nie było miejsca w ogólnodostępnych mediach – opowiada Michał Król, który Główną Nagrodę Wolności Słowa SDP otrzymał za filmy poświęcone prześladowaniu chrześcijan, które stworzył z Maciejem Grabysą i jedynym duchownym wśród laureatów tej nagrody – księdzem Romanem Sikoniem, salezjaninem. – Wiele osób dziwiło się, że ksiądz może otrzymać nagrodę dziennikarską i to najważniejszą – mówi portalowi sdp.pl ks. Roman Sikoń. – Świat duchowy jest zwykle oddzielony od świata świeckiego, ale naszymi filmami udowodniliśmy, że nie musimy zamykać się w mediach typowo katolickich. Okazało się, że możemy nie tylko dawać świadectwo wiary, ale też opowiadać o sprawach związanych z pomocą humanitarną w sposób atrakcyjny dla każdego widza – podkreśla ks. Roman Sikoń. I dodaje: – Nasze dziennikarstwo to dodatkowa ambona.

 

Maciej Łukasiewicz – dziennikarz z krwi i kości

 

Jako odrębna kategoria, główna Nagroda Wolności Słowa SDP przyznawana jest od 1999 roku. Jej pierwszą laureatką nagrody została Irena Piłatowska, ze Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia za audycję „Prawda odwrócona”. Od tamtej pory, w 21 kolejnych edycjach, wyróżnionych zostało prawie 40 dziennikarzy, niektórzy nawet dwukrotnie.

 

Tak, jak Bertold Kittel, były dziennikarz śledczy “Rzeczpospolitej”, a dziś związany ze stacją TVN, który został nagrodzony w 2004 i 2006 roku.

 

Pierwsze wyróżnienie zdobył za teksty o podejrzanych powiązaniach biznesowo-towarzyskich warszawskich urzędników. Dwa lata później powtórzył wyczyn wspólnie z Maciejem Dudą i Barbarą Sierszułą za ujawnienie międzynarodowego skandalu korupcyjnego.

 

To był fajny okres mojej pracy. A sam tekst o tzw. układzie warszawskim dotyczył zatracenia się urzędników w relacjach biznesowych – wspomina w rozmowie z sdp.pl Bertold Kittel. – Na temat wpadłem analizując majątki warszawskich urzędników. Postanowiłem sprawdzić jak to się stało, że ludzie, który pracują najwyżej dziesięć lat w urzędzie mają kilkumilionowe majątki. Potem ktoś to nazwał układem warszawskim – dodaje dziennikarz TVN.

 

Bertold Kittel przyznaje, że w tamtym czasie miał sentyment do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

Patrzyłem na tę organizację, przez pryzmat tego, że jej wiceprezesem był kiedyś Maciej Łukasiewicz, który wtedy kierował “Rzeczpospolitą”. To był prawdziwy dziennikarz – z krwi i kości – mówi Bertold Kittel.

 

Dziś Maciej Łukasiewicz patronuje jednej z kategorii konkursu SDP. Jego imieniem przyznawana jest nagroda za publikacje na temat współczesnej cywilizacji i kultury oraz popularyzację wiedzy. Natomiast Bertold Kittel krytycznie patrzy na działalność i przyznawane przez SDP nagrody. – Materiał dziennikarski aby wygrać jakikolwiek konkurs, powinien spełniać określone kryteria, być wzorem. Tak z nagrodami SDP było kiedyś. Czy tak jest nadal? Nie wiem, bo nie śledzę już kto wygrywa w tych konkursach.

 

Z kolei Marek Pyza z Tygodnika Sieci przekonuje, że tylko w SDP szanse na docenienie ma praca mediów o różnym profilu. – Jak wiadomo, inne – uznawane za prestiżowe – branżowe laury są przeznaczone dla dziennikarzy liberalno-lewicowych, zaś nurt konserwatywny jest od lat konsekwentnie pomijany – zauważa. – Co roku możemy się przekonać, że tylko Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich obiektywnie ocenia naszą pracę i honoruje publikacje niezależnie od linii redakcji. To bezcenne w czasach, gdy dziennikarstwo, przyznaję to z dużym smutkiem, mocno się dewaluuje. SDP przywraca należne proporcje i przypomina o czasem zapomnianych w naszym środowisku: warsztacie, uczciwości, odpowiedzialności za słowo, odwadze – konstatuje Marek Pyza.

 

Dla dobra publicznego

 

Dwie statuetki Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP na swoim koncie mają również Maria Dłużewska, Jolanta Hajdasz czy Joanna Lichocka. Dla tej ostatniej nagrody były ukoronowaniem dziennikarskiej pracy. Ostatnią zdobyła za 2013 rok. Potem rzuciła dziennikarstwo i weszła do polityki. W 2015 roku została posłem, a rok później członkiem Rady Mediów Narodowych.

 

W 2005 roku nagroda powędrowała do całego zespołu dziennikarzy działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”, „za rozpoczęcie i konsekwentne kontynuowanie na forum krajowym i międzynarodowym walki z kłamstwami o „polskich obozach śmierci”.

 

Nagroda Główna Wolności Słowa to dla dziennikarzy, z którymi rozmawialiśmy, przede wszystkim umocnienie, podupadającej czasem, wiary w dziennikarstwo.

 

Nie powiem, że moje życie zawodowe radykalnie się zmieniło, bo nie pracujemy dla nagród, ale – choć brzmi to może górnolotnie – dobra publicznego. Ale ta wyjątkowa nagroda dopinguje do jeszcze cięższej pracy. Daje poczucie, że w pełnieniu naszej misji – a w takich kategoriach postrzegam zawód dziennikarza – możemy liczyć na wsparcie nie tylko naszych przełożonych, ale również istotnej części środowiska – mówi Marek Pyza z Tygodnika Sieci.

 

Jego redakcyjny kolega, Marcin Wikło przyznaje natomiast, że szczególnie ważne jest dla niego zauważenie ciężkiej, dziennikarskiej pracy. – To nie są teksty, które powstają w tydzień. Te tematy trzeba wychodzić, wyjeździć, więc miło jest kiedy ktoś ten trud docenia. I nie powiem: moja próżność została zaspokojona – dodaje.

 

Mariusz Pilis nagrodę SDP traktuje jako duże wyróżnienie swojej pracy i miłe doświadczenie: – Trafiła do kolekcji nagród, które już zdobyłem, ale też składa się na obraz mnie jako dziennikarza, reżysera, i producenta.

 

SDP murem za dziennikarzem

 

O znaczenie Głównej Nagrody Wolności Słowa pytamy także Andrzeja Stankiewicza, zastępcę redaktora naczelnego Onet, który zdobył ją z Małgorzatą Solecką w 2003 roku. Stankiewicz nie ukrywa, że ma dziś problem z SDP. – Był czas, kiedy to były najważniejsze nagrody w środowisku dziennikarskim, nie wzbudzały emocji negatywnych – mówi Stankiewicz. – Oceniając materiał dziennikarski zawsze trzeba patrzeć na jakość, a ja nie mam pewności, że te wszystkie nagrodzone smoleńskie filmy to były tak ważne dziennikarskie materiały – stwierdza Stankiewicz, który jest także laureatem nagrody Watergate oraz nagrody im. Stefana Żeromskiego za reportaż „Sieroty po generale”.

 

Jednocześnie przyznaje, że nagrody SDP są dla niego ważne. – Byłem relatywnie młodym dziennikarzem, kiedy je otrzymywałem, w zawodzie pracowałem kilka lat. Tamte teksty i nagrody to był mocny sygnał dla mnie, w którym kierunku powinienem zawodowo podążać – wyjaśnia Stankiewicz.

 

Jego teksty śledcze przyniosły mu nie tylko rozgłos, ale i procesy sadowe. – Mimo, że przegrywałem sprawy w polskich sądach, a rację przyznał mi dopiero Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, to Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich było jedyną organizacją dziennikarską, która za mną wtedy stanęła. I broniła mnie do końca. To było dla mnie ważne – podkreśla Andrzej Stankiewicz.

 

Zastępca redaktora naczelnego Onetu przyznaje też, że ma wiele zastrzeżeń do konkursów dziennikarskich.

 

Nastąpiła ich straszna dewaluacja. Jeżeli konkurs jest organizowany przez środowisko sympatyzujące z władzą, to nie może być miarodajny. Z drugiej strony jeżeli w ważnych kategoriach zwyciężają materiały o niszowych problemach, to oznacza, że nagrody są przede wszystkim wyrażeniem poglądów jury. I to nie tylko dotyczy SDP. Nagrody przyznawane przez magazyn Press, też mają te defekty, co mnie irytuje – mówi Andrzej Stankiewicz.

 

Publicysta przyznaje też, że z tego powodu przez kilka lat nie zgłaszał swoich tekstów do konkursów dziennikarskich. – Miałem kryzys wiary w ich sens. Szczególnie kiedy widziałem jak przepadają w nich materiały ważne, które kosztują gigantyczne nakłady pracy dziennikarskiej i zasługują na nagrodę lub choćby nominację – wyjaśnia Stankiewicz. Ale zastrzega: – Wiem, że jestem bardzo zgorzkniały, ale tak to oceniam z perspektywy doświadczonego dziennikarza.

 

Nieco inny pogląd ma w tej sprawie Mariusz Pilis. – Świat dziennikarski rzeczywiście jest podzielony. Weszliśmy w erę wojennego dziennikarstwa. Mamy fronty, okopy. Jednak niezależnie od tego z jakiego okopu jest dziennikarz, w SDP liczy się wyłącznie warsztat. I dlatego to Główną Nagrodę Wolności Słowa należy cenić.

 

Tomasz Nieśpiał

Podziel się!

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close