REPORTAŻ. Gwałt – wojnę o „Dziennik Wschodni” opisuje TOMASZ NIEŚPIAŁ

Paweł Puzio został nowym redaktorem naczelnym „Dziennika Wschodniego”. Wieloletni dziennikarz tej gazety objął stanowisko w asyście policjantów i ochroniarzy, którzy w sobotę zablokowali dziennikarzom wejście do redakcji. „To całkowite pogwałcenie niezależności dziennikarskiej” – mówią reporterzy Dziennika Wschodniego. Czy jedna z najbardziej opiniotwórczych gazet regionalnych zniknie z rynku? Los „Dziennika Wschodniego” jest w rękach sądu i likwidatora spółki, który wydaje gazetę.

 

Był poniedziałek, 22 lutego, kiedy do dziennikarzy „Dziennika Wschodniego” trafił mail z informacją o odwołaniu wieloletniego redaktora naczelnego gazety Krzysztofa Wiejaka. Nadawcą był Leszek Kukawski, radca prawny, który został ustanowiony likwidatorem spółki Corner Media wydającej „Dziennik Wschodni”.

 

Mecenas Kukawski ogłosił przy okazji, że na stanowisko naczelnego powołuje dotychczasowego zastępcę WiejakaPawła Buczkowskiego. I choć o konflikcie między udziałowcami spółki wydającej „Dziennik Wschodni” słychać już od dłuższego czasu, to w poniedziałkowe popołudnie w redakcji tej gazety zawrzało. – Nie uznajemy tej decyzji – mówili nam na gorąco dziennikarze.

 

Dziennikarze bronią naczelnego

 

Paweł Buczkowski uważa, że mecenas Kukawski nie miał prawa odwołać dotychczasowego redaktora naczelnego i powoływać nowego, ponieważ proces o likwidację spółki Corner Media trwa, a decyzja o ustanowieniu likwidatora jest nieprawomocna. – Takie działanie tylko potwierdza nasze wcześniejsze przypuszczenia, że w całej sprawie chodzi przede wszystkim o zamach na wolność mediów lokalnych – tłumaczy Buczkowski.

 

Nie jestem wrogiem „Dziennika Wschodniego” – przekonuje mecenas Leszek Kukawski. Jak twierdzi, jego celem jest działanie w interesie wszystkich udziałowców spółki. – To nie ja jestem przyczyną ich nieszczęść, tylko skutkiem ich konfliktu – dodaje w rozmowie z portalem sdp.pl.

 

Pracownicy „Dziennika Wschodniego” są jednak nieugięci i już następnego dnia publikują list otwarty, w którym próbę zmiany naczelnego nazywają „uzurpatorską”, a samego Wiejaka określają jako „gwaranta dziennikarskiej wolności słowa, której był wierny pomimo nacisków ze strony Tomasza Kalinowskiego, większościowego wspólnika Corner Media”.

 

Tomasz Kalinowski to lubelski przedsiębiorca, działa m.in. na rynku deweloperskim. On i jego rodzina prowadzą wiele intratnych inwestycji budowlanych w Lublinie i całym regionie. W 2014 roku został większościowym udziałowcem Corner Media.

 

Nigdy nie naciskałem na nikogo z redakcji „Dziennika Wschodniego”. Domagałem się tylko poszanowania moich praw jako wydawcy – komentuje zarzuty redakcji.

 

Z kolei Krzysztof Wiejak mówi nam, że nie kwestionuje wewnętrznego konfliktu w spółce wydającej „Dziennik Wschodni”. – Chcemy tylko, by mecenas Kukawski do czasu uprawomocnienia się postanowienia o likwidacji spółki Corner Media powstrzymał się od działań, które już teraz narażają gazetę i wydawnictwo na problemy, m.in. z kontrahentami, a udziałowców i pracowników, którzy już nie otrzymali pensji za luty, na wymierne straty finansowe – zaznacza.

 

Likwidator w prezencie

 

„Dziennik Wschodni” to jedna z najbardziej zasłużonych redakcji na Lubelszczyźnie. Według danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy w ubiegłym roku średnia sprzedaż dzienna wyniosła ponad 3,2 tys. egzemplarzy. Rekordy śrubuje natomiast strona internetowa gazety. W październiku 2020 roku serwis dziennikwschodni.pl miał ponad 2,8 mln unikatowych użytkowników i prawie 19 mln odsłon.

 

Z kolei w grudniu 2020 roku Dziennik Wschodni był – według badania prowadzonego przez Instytutu Monitorowania Mediów – najbardziej opiniotwórczym medium regionalnym w Polsce.

 

Na czele gazety stoi Krzysztof Wiejak, który z „Dziennikiem Wschodnim” związany jest od 28 lat. Najpierw jako współpracownik, od 1993 roku jako etatowy dziennikarz, a od 2006 roku nieprzerwanie jest naczelnym. – 1 lutego minęło 15 lat kierowania przeze mnie redakcją „Dziennika Wschodniego”. W prezencie dostałem pana podającego się za likwidatora – mówi Wiejak.

 

Aby wyjaśnić genezę konfliktu między redakcją a większościowym udziałowcem spółki wydającej „Dziennik Wschodni”, należy się cofnąć do 2014 roku. Wtedy tytuł zmienił właściciela. Wydawcą gazety została spółka Corner Media. Większość udziałów miał Kalinowski, ale jak sam przyznaje, nigdy nie traktował „Dziennika Wschodniego” jako projektu biznesowego. – Sam zainicjowałem powołanie tej spółki, a redakcji dałem wolność działania. Uznałem to za powinność podzielenia się sukcesem z mieszkańcami regionu. Chciałem ratować zasłużoną dla Lubelszczyzny gazetę – tłumaczy Tomasz Kalinowski.

 

Krzysztof Wiejak woli nie wracać do okresu, w którym zdecydował się na wydawniczy biznes z Kalinowskim. – Gdybym wówczas wiedział to, co dzisiaj, pewnie szukałbym innego inwestora. Ale tamtej decyzji już nie zmienimy – mówi portalowi sdp.pl.

 

Może zabrakło wyobraźni, że prędzej czy później interesy lokalnego biznesmena mogą odegrać w tej sprawie negatywną rolę – analizuje Andrzej Mielcarek, były wydawca i naczelny „Dziennika Wschodniego”.
Z kolei dr Wojciech Maguś, medioznawca z UMCS w Lublinie uważa, że w tamtym momencie trudno było przewidzieć, do czego mogą doprowadzić zmiany właścicielskie w „Dzienniku Wschodnim”. – Redakcja nie ze swojej winy znalazła się w sytuacji, w której postanowiła pracować tak jak dotychczas, ale w nowych warunkach – ocenia dr Maguś.

 

Medialny biznes dewelopera

 

Fakty są natomiast takie, że siedem lat temu Kalinowski miał 58 procent udziałów w Corner Media, a Wiejak z kilkunastoma pracownikami „Dziennika Wschodniego” 42 procent. Wtedy też udziałowcy zastrzegli, że do zmiany władz w wydawnictwie potrzebne jest 75 procent udziałów. Dziennikarze uznali, że to wystarczy, by obronić się przed ewentualnymi naciskami dewelopera na funkcjonowanie redakcji. I przez kilka lat to działało.

 

Problem zaczął narastać w 2017 roku, kiedy okazało się, że znana firma deweloperska – TBV Investment – chce wybudować w Lublinie osiedle na tzw. górkach czechowskich. – W tej sprawie napisaliśmy wiele tekstów, w których prezentowaliśmy argumenty zwolenników i przeciwników tej inwestycji. Nie miałem jednak wątpliwości, że jako gazeta powinniśmy opowiedzieć się po stronie mieszkańców przeciwnych zabetonowaniu zielonych płuc miasta – opowiada Wiejak.

 

Od tamtej pory relacje na linii WiejakKalinowski pogarszały się.
Najpierw były zawoalowane naciski, ale z czasem otrzymywałem od Tomasza Kalinowskiego bezpośrednio lub przez prokurent spółki jasne sygnały, że publikacje „Dziennika Wschodniego” psują interesy jego i jego partnerów biznesowych – wspomina Krzysztof Wiejak.

 

Tomasz Kalinowski zaprzecza, by kiedykolwiek ingerował w niezależność redakcji.
Jeśli tak było, to oczekuję przedstawienie opinii publicznej dowodów – mówi Kalinowski. – Jedyne czego oczekiwałem, to że „Dziennik Wschodni” o każdej sprawie będzie informował rzetelnie. Ale nikt nie liczył się z moim zdaniem.

 

Przedsiębiorca twierdzi, że ze sprawą zagospodarowania górek czechowskich nie ma nic wspólnego. Kiedy przypominamy, że wspólnie z TBV założył inną spółkę, zapewnia, że te sprawy nie mają ze sobą związku.
To jednak nie przekonuje Krzysztofa Jakubowskiego, prezesa Fundacji Wolności, który od początku obserwuje konflikt między przedsiębiorcą a dziennikarzami.

 

Nie mam wątpliwości, że „Dziennik Wschodni” narusza interesy swojego większościowego udziałowca, ale robi to realizując swoją misję. Działanie dewelopera to ewidentna ingerencja w wolność mediów i ograniczanie niezależności dziennikarskiej – mówi portalowi sdp.pl Krzysztof Jakubowski. – Widać dużą determinację biznesmena do pozbycia się osób, które odpowiadały za proobywatelską i proekologiczną formułę gazety – dodaje Jakubowski.

 

Natomiast dr Wojciech Maguś zauważa, że próby nacisku na dziennikarzy to zjawisko powszechne. – Władza zawsze chciała mieć wpływ na media. Szczególnie groźne stało się to w czasach utrzymującego się spadku czytelnictwa i sprzedaży gazet – wyjaśnia dr Maguś.

 

Według niego sytuacja jest bezpośrednio związana z otoczeniem gospodarczym w jakim funkcjonują media lokalne.

O ile w przypadku regionów dobrze rozwiniętych nie ma problemów z pozyskaniem dochodów reklamowych z rynku, o tyle w biedniejszych województwach wydawcy muszą się liczyć z tym, że lokalna polityka i biznes – wykorzystując ekonomiczne uwarunkowania – mogą próbować wpływać na przekaz w mediach – wyjaśnia medioznawca.

 

Przychodzi Kurczuk do Dziennika

 

Naciski na dziennikarzy to jednak nic nowego w „Dzienniku Wschodnim”. W 2004 roku szerokim echem odbiła się sprawa spotkania byłego ministra sprawiedliwości Grzegorza Kurczuka z SLD z Andrzejem Mielcarkiem, który kierował wtedy redakcją. W tamtym czasie Kurczuk, zaliczany do grona „baronów lewicy”, był jednym z najbardziej wpływowych polityków w kraju. Po serii tekstów o SLD w „Dzienniku Wschodnim” Kurczuk zasugerował Mielcarkowi, że jeśli gazeta nie przestanie krytycznie pisać o jego partii, to on użyje swoich wpływów, aby „Dziennika…” nie kupowano i nie zamieszczano w nim reklam. – Byłem wówczas w podwójnej roli: wydawcy i naczelnego. Dobrze wiedziałem, że finansowo gazeta cienko przędła i pieniądze były nam bardzo potrzebne – wspomina dziś w rozmowie z nami Andrzej Mielcarek. Wtedy jednak nie tylko nie uległ naciskom polityka, ale rozmowę z Kurczukiem nagrał i opublikował. Rozpętała się ogólnopolska afera. Sprawą zainteresowała się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a prokuratura wszczęła śledztwo.

 

I choć Mielcarek przyznaje, że decyzja o publikacji nagrań z udziałem Kurczuka nie była dla niego łatwa, to wyszła „Dziennikowi Wschodniemu” na dobre. – To była naprawdę dobra robota, pokazaliśmy wtedy charakter. To dało też siłę całemu zespołowi, bo tamci młodzi dziennikarze zobaczyli, że poza prawem i moralnością w dziennikarstwie nie ma żadnych ograniczeń – mówi Andrzej Mielcarek, który nie ukrywa, że w sporze udziałowców Corner Media kibicuję dziennikarzom. – Tam gdzie krzyżują się interesy mediów i biznesu, prasa zawsze jest w trudnej sytuacji. Jednak w dziennikarstwie podstawową rzeczą jest potrzeba wewnętrznej niezależności oraz poczucie uczciwości i rzetelności wobec samego siebie. Tylko taką postawą buduje się zaufanie czytelników – podkreśla były naczelny „Dziennika Wschodniego”. I dodaje: – Oczywiście, aby sobie na taką postawę pozwolić, trzeba mieć też niezależność ekonomiczną. Ilość zer na koncie nie jest, niestety, bez znaczenia, o czym zespół „Dziennika Wschodniego” boleśnie się przekonał.

 

Pieniądze w tej sprawie nabrały szczególnego znaczenia, kiedy w wyniku konfliktu z Tomaszem Kalinowskim Krzysztof Wiejak nie został wybrany na kolejną kadencję prezesa spółki Corner Media. Kalinowskiemu zabrakło jednak głosów do powołania jego następcy. Powód? Wspomniany już wcześniej zapis o konieczności posiadania 75 procent udziałów do podjęcia takiej decyzji.

 

Tomasz Kalinowski próbował przejąć kontrolę nad Corner Media poprzez sukcesywne skupowanie udziałów od dziennikarzy. W ubiegłym roku doszedł do poziomu 71 procent. Kolejne dwa procent udziałów kupił kilka miesięcy temu od zastępcy WiejakaJerzego Szubieli, który po tej transakcji odszedł z „Dziennika Wschodniego”.

 

Według nieoficjalnych informacji, były zastępca Wiejaka sprzedał swoje udziały za 150 tys. zł.
Dziś Jerzy Szubiela nie chce rozmawiać o okolicznościach odejścia z „Dziennika Wschodniego”. – To była prywatna decyzja – oświadcza w rozmowie z portalem sdp.pl. I dodaje: – Sprzedałem udziały i odszedłem. Postąpiłem uczciwie.

 

Krzysztof Wiejak: – Po tej decyzji nie ukrywałem wielkiego rozgoryczenia i rozczarowania, że mój zastępca, z którym przez lata siedziałem biurko w biurko, złamał naszą niepisaną umowę, że albo wszyscy sprzedajemy udziały, albo nikt. Szubiela wybrał inaczej: jego sumienie – nie moja sprawa.

 

Tymczasem KalinowskiSzubieli mówi w samych superlatywach:

Jurek to bardzo dobry i doświadczony redaktor. Jego odejście z redakcji to duża strata dla „Dziennika Wschodniego”.

 

Jednak to doświadczenie sprawiło, że mniejszościowi udziałowcy – dzisiaj jest to osiem osób, w rękach których jest 27 procent udziałów Corner Media – postanowili się zabezpieczyć przed dalszym skupem udziałów przez Kalinowskiego.

 

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że podpisali oni umowę, wedle której do sprzedaży udziałów potrzebna jest zgoda pozostałych osób z grupy mniejszościowych udziałowców Corner Media.

 

Tymczasem od marca ubiegłego roku w lubelskim sądzie toczy się proces o likwidację spółki Corner Media, jaki wytoczył jej większościowy udziałowiec, czyli właśnie Tomasz Kalinowski.

 

Pomimo wielokrotnych próśb i oficjalnych wniosków odmawiano mi dostępu do dokumentów finansowych spółki. Jako większościowy udziałowiec nie miałem wiedzy na temat rozliczeń i zawieranych umów – tłumaczy swój krok przedsiębiorca. Przekonuje też, że wielokrotnie chciał polubownie rozwiązać konflikt.

 

Proponowałem, że odkupię resztę udziałów lub odsprzedam im swoje. Nie byli zainteresowani. Nikt nie chciał też słyszeć o tym, że mogę sprowadzić do spółki inwestorów, którzy zagwarantują utrzymanie zatrudnienia i wynagrodzeń pracownikom na okres trzech lat. Dlatego wybrałem drogę sądową – tłumaczy Tomasz Kalinowski.

 

Nigdy spółka nie zatajała przed nim żadnych informacji. Jako wspólnik miał możliwość wglądu do dokumentów i sprawozdań finansowych spółki. W mojej ocenie chodziło o po prostu o pokazanie, kto tu jest najważniejszy – oświadcza natomiast Krzysztof Wiejak.

 

Wolność słowa w licytacji

 

Proces w sprawie przyszłości „Dziennika Wschodniego” trwa. Ostatnio w Krajowym Rejestrze Sądowym przy nazwie spółki Corner Media widnieje dopisek „w likwidacji”.

 

Kilka dni temu Krzysztof Wiejak opublikował post w mediach społecznościowych, w którym zapowiada batalię o gazetę. „Będę walczył o Dziennik Wschodni, bo uważam, że wolności słowa nie można zlicytować, sprzedać panom z wypchanymi portfelami, bo komuś się nie podoba, że mamy swoje zdanie i go bronimy”.

Pod postem widnieje dziesiątki komentarzy, setki „udostępnień” i „lajków”.

 

Decyzja jest w rękach sądu, ale mam nadzieję, że ta sytuacja skończy się pozytywnie dla redakcji, której celem jest zagwarantowanie sobie swobody pracy i niezależności dziennikarskiej – mówi dr Wojciech Maguś. – „Dziennik Wschodni” zajmuje ważne miejsce na medialnej mapie Lubelszczyzny. Jego likwidacja oznaczałaby ograniczenie mieszkańcom dostępu do wartościowych treści. A wielogłos przekazu jest w dzisiejszych czasach wartością nie do przecenienia – podkreśla medioznawca z UMCS w Lublinie.

 

Krzysztof Wiejak liczy się z tym, że do likwidacji spółki dojdzie. – Nie sądzę, że się dogadamy. Ale chciałbym, by ten proces przebiegł zgodnie z prawem, jak najbardziej transparentnie. Mam nadzieję, że „Dziennik Wschodni” trafi w ręce profesjonalnego wydawcy z pomysłem na gazetę i portal, który pozwoli dziennikarzom robić to, co do tej pory robili: pisać prawdę o każdym – mówi dziennikarz.

 

Tymczasem Tomasz Kalinowski nie wyklucza, że jeśli w wyniku postępowania likwidatora „Dziennik Wschodni” zostanie wystawiony na aukcję, to do niej przystąpi.

 

Dlaczego miałby Pan inwestować drugi raz firmę, którą chce zlikwidować? – pytamy z niedowierzaniem. – Bo wciąż wierzę w dziennikarstwo. A cena nie gra roli – oświadcza lubelski deweloper.

 

Epilog?

 

Kolejną odsłonę konfliktu w „Dzienniku Wschodnim” obserwowaliśmy w miniony weekend. W sobotę rano mecenas Leszek Kukawski pojawił się w siedzibie redakcji „Dziennika Wschodniego”, w towarzystwie ochrony. Wymieniono zamki w drzwiach, a dziennikarzy pracujących w gazecie nie wpuszczono do redakcji.

 

Okazało się wtedy, że decyzją mecenasa Kukawskiego nowym naczelnym został wieloletni dziennikarz „Dziennika Wschodniego” Paweł Puzio. – Zgodziłem się przyjąć tę propozycję, by zagwarantować ciągłość wydawania gazety i zapewnić pracownikom wypłaty w poniedziałek – tak Puzio tłumaczył się przed dziennikarzami na korytarzu redakcji. Na miejscu byli już tam policjanci, którzy nie pozwalali wejść dziennikarzom do środka.

 

Część z reporterów próbowała odzyskać swoje rzeczy pozostawione w redakcji. Bez skutku. – To naruszenie możliwości pracy dziennikarza – nie ma wątpliwości Paweł Buczkowski.

 

Dopiero o ustalonych przez mecenasa Kukawskiego porach dziennikarze mogli wejść do środka. Niektórzy z nich – tak jak Agnieszka Mazuś, dotychczasowa zastępczyni redaktora naczelnego – dopiero w niedzielę pojawili się w miejscu swojej pracy. Dla niej był to ostatni taki dzień – dostała bowiem wypowiedzenie z pracy. Redakcję „Dziennika Wschodniego” opuszczała ze łzami w oczach i przy wylewnych pożegnaniach z większością zespołu redakcyjnego.

 

Tomasz Nieśpiał