Pomimo pandemii przed Sądem Okręgowym w Poznaniu nadal trwają rozprawy w tzw. procesie ochroniarzy  dot. zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary (został zamordowany w 1992 r).   W listopadzie wyznaczono dwa terminy posiedzeń, z których jeden jednak został odwołany, a z kolei we wtorek, 17 XI z trzech wezwanych świadków dwóch się nie stawiło. Tego dnia mieli zeznawać Krzysztof W., pseudonim Kanada oraz dziennikarz Piotr N., opisujący, w latach 90., działalność holdingu Elektromis. Do Sądu Okręgowego w Poznaniu przybył jedynie Maciej U., były szef poznańskiej delegatury Urzędu Ochrony Państwa, który swoje stanowisko objął 1 czerwca 1992 roku, a więc trzy miesiące przed uprowadzeniem dziennikarza Gazety Poznańskiej.

 

Proces ochroniarzy toczy się od stycznia 2019 roku i dotyczy uprowadzenia, pozbawienia wolności i pomocnictwa w zabójstwie poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. O czyny te oskarża się dwóch ochroniarzy w firmie Elektromis, należącej do Mariusza Ś.: Mirosława R., pseudonim „Ryba”, i Dariusza L., pseudonim „Lala” . Mężczyźni, według prokuratury, przebrani za policjantów, mieli 1. września 1992 roku, porwać dziennikarza spod jego mieszkania w Poznaniu i przekazać zabójcom. Oskarżeni nie przyznają się do winy. Proces obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, który reprezentuje red. Aleksandra Tabaczyńska.

 

Maciej U., to były szef Urzędu Ochrony Państwa w Poznaniu, obecnie na emeryturze. Był jednym z ostatnich solidarnościowych szefów delegatur UOP. W przeszłości pracownik naukowy Akademii Rolniczej i założyciel KPN w Poznaniu. Do urzędu trafił za czasów ministra Antoniego Macierewicza. To ważny świadek bowiem Jarosław Ziętara pomimo bardzo młodego wieku i krótkiego stażu w zawodzie niewątpliwie miał kontakt z służbami specjalnymi. Świadczą o tym choćby zeznania Macieja B. pseudonim Baryła, który opowiedział o znalezionych w mieszkaniu dziennikarza mikrofilmach i specjalnym aparacie fotograficznym.

 

Jednak Maciej U. na pytanie sądu na temat sprawy odpowiedział:

 

Zadzwonił wówczas do mnie redaktor Jerzy Nowakowski z „Gazety Poznańskiej”, że jest u niego ojciec Jarka Ziętary, Edmund, który mówi o jakiś telefonach z UOP do syna. Pojechałem do redakcji na rozmowę. Po powrocie do siedziby poznańskiej delegatury poprosiłem o informację piony: kadrowy i operacyjny czy Jarek był w ich zainteresowaniach. Takich zainteresowań ze strony delegatury nie było. Przyjąłem tą informację do wiadomości i już dalej nie dociekałem.

 

Reasumując Maciej U. nie miał wiedzy czy jakiekolwiek czynności wobec Jarosława Ziętary prowadził UOP oraz nie pamiętał czy o takie informacje zwracała się do urzędu Policja. Świadek wyjaśnił również, że z Jerzym Nowakowskim chodzili do jednej klasy w liceum i utrzymują serdeczne kontakty do dziś. Nie chciał też spekulować czy pojechałby do redakcji gdyby o to poprosił ktoś inny. Nie wydał również polecenia, by przeszukać biurko służbowe Ziętary. W toku dalszych zeznań Maciej U. nie wykluczył, że UOP mógł prowadzić jakieś działania związane z Ziętarą, ale on nie musiał o tym wiedzieć. Dopiero z doniesień medialnych dowiedział się, że dziennikarz otrzymał jednak ofertę z Zarządu Wywiadu. Podtrzymał swoje stanowisko, że on nie wiedział o tym gdyż Zarząd Wywiadu był odrębną strukturą.

 

Sprawdziłem tylko to co dotyczyło Poznania, nie miałem uprawnień dotyczących innych delegatur.

 

Kolejną sprawą o która był pytany Maciej U. to wizyta w Poznaniu, w pierwszych dniach września 1992 roku, generała Gromosława Czempińskiego i związek tej wizyty ze zniknięciem Ziętary.

 

Nie wiedziałem, że pojawił się w Poznaniu w tej sprawie. I nie musiałem o tym wiedzieć. Wówczas obowiązywał regulamin delegatury UOP, że pion operacyjny nadzorował zastępca szefa delegatury. Mogło tak się zdarzyć, że gen. Czempiński mógł się kontaktować z osoba odpowiedzialną za pion operacyjny – odpowiedział Maciej U.

 

Dopowiedział również, że prawdopodobnie już w roku 1993, wprowadził zasadę jawnego kontaktowania się dziennikarzy z urzędem poprzez konferencje prasowe i rzecznika. Było to podyktowane koniecznością uregulowania przepływu informacji. U. zdawał sobie sprawę, że mogą być funkcjonariusze szczególnie z tak zwanego „białego wywiadu”, którzy kontaktowali się z prasą za jego plecami. Ostatnim wątkiem, który poruszono podczas wtorkowej rozprawy to osoba Jerzego U. Jerzy U. to główny świadek oskarżenia, były funkcjonariusz SB, którego zeznania przed Sądem Okręgowym w Poznaniu, utajniono. Jak donoszą poznańskie media miał on podjąć się obserwacji Ziętary, na podstawie tajnego zlecenia Elektromisu. Ponadto Jerzy U. miał być naocznym świadkiem porwania dziennikarza. Jednak tu warto uzupełnić, że oficjalnie Jerzy U. odszedł z UOP, ale – według informacji z Głosu Wielkopolskiego – pozostał on na etacie niejawnym aż do 1995 roku. Oznacza to, że pracował równocześnie dla Urzędu Ochrony Państwa i Elektromisu. Maciej U. tak opisał te zdarzenia:

 

– Jerzy U. odszedł z UOP na pewno przed 1 czerwca 1992 roku, czyli jeszcze przed moim przyjściem do poznańskiej delegatury. Potem się poznaliśmy, bo spotkał się ze mną i chciał wrócić do UOP. Wiem, że wcześniej odszedł z własnej inicjatywy, twierdził, że nie układały mu się relacje z poprzednim szefem delegatury. Po analizie jego służby i jego akt osobowych podjąłem decyzję o negatywnym zaopiniowaniu jego kandydatury. Pracował w pionie operacyjnym, a ten wymagał dopływu „świeżej krwi”. Wówczas kładziono nacisk na pozyskiwanie nowych funkcjonariuszy nie związanych z tzw. resortem, czyli MSW. Politykę taką wprowadził ówczesny szef pan prof. Jerzy Konieczny, już nieżyjący. Moja odmowna decyzja dla Jerzego U. nie było formalną odpowiedzią, bo on ustnie prosił o powrót do UOP. Zresztą o przyjęciu kogokolwiek decydowałaby centrala w Warszawie. Było więcej takich pracowników.

 

Tekst i zdjęcia Aleksandra Tabaczyńska