O pisarzu zakazanym, SERGIUSZU PIASECKIM – spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP z prelekcją MARKA JOŃCZYKA

Skrót spotkania  poświęconego pisarzowi Seriuszowi Piaseckiemu w Klubie Publicystyki Kulturalnej SDP 4 marca 2026 r. (oprac. Alaeksandra Tabaczyńska)

Dr Teresa Kaczorowska: Witam państwa serdecznie na marcowym spotkaniu Klubu Publicystyki Kulturalnej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Witam po miesięcznej przerwie. Po raz pierwszy w historii odwołałam spotkanie z powodu wielkiej zimy i mrozu. Jest to dopiero drugie spotkanie w tym roku, ale niezwykle ważne.

Poświęcone jest niezwykłej, wielobarwnej postaci, jaką był Sergiusz Piasecki – antykomunista, żołnierz, pisarz, agent wywiadu, ale też buntownik i zwaśniony z prawem przemytnik.  Opisał to w swojej powieści beletrystyczno – biograficznej pt. „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”. książkę tę z pewnością państwo znacie, był też film, czy nawet dwa chyba włoski i polski, nakręcony na podstawie tej powieści. Jednak w Polsce zakazany.

Dopiero w ubiegłym roku jego ciało z Anglii sprowadzono do Polski i spoczął na warszawskich Powązkach obok Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Także mamy go już w Polsce. Nagrobek przyjechał z Anglii zrekonstruowany przez IPN i bardzo się cieszę, że gościmy dzisiaj historyka z IPN-u, z delegatury w Kielcach, IPN Kraków, pana Marka Jończyka.

Marek Jończyk jest historykiem, nauczycielem, już prawie 20 lat pracuje w IPN-ie, gdzie jest edukatorem, badaczem i autorem dwóch książek. Zajmuje się głównie zbrodnią katyńską i tematem historii najnowszej. Tej historii najtrudniejszej o żołnierzach wyklętych, a Sergiusz Piasecki był na pewno niepokorny, niezłomny i wyklęty i zaczął pisać właśnie blisko Kielc w więzieniu na Świętym Krzyżu.

Tam powstała jego najsłynniejsza powieść, która została przełożona na 16 języków i to był niezwykły sukces wydawniczy. Od razu w pierwszym roku cztery wydania polskie, później się posypały następne i polskie i zagraniczne filmy, teatry i tak dalej. Nawet zastanawiano się podobno w jury, jeśli chodzi o nagle Nobla, czy nie uwzględnić Xawerego Piaseckiego jako noblisty.

Niestety w Polsce był zakazany, niedostępny, ale już go mamy u siebie i możemy czytać jego książki, gdyż są wciąż czytane. Ja wypożyczyłam dwie książki z biblioteki, które są zaczytane, kartki wypruwają się. Bardzo serdecznie witamy – Marek Jończyk

 

MJ: Na wstępie chciałem bardzo podziękować Pani Tereso za zaproszenie, za możliwość spotkania się dzisiaj tutaj z Państwem i podzielenia się garścią informacji o tym niesłychanie frapującym, zaskakującym, wzbudzającym mnóstwo kontrowersji człowieku. To opowieść o osobie, która całe swoje życie poświęciła temu, żeby Polska była niepodległym krajem. W młodości jego ścieżki były różne. Czasami prowadziły go na manowce.

Młodość buntownika, szpiega, przemytnika

Jak za chwilę Państwu przedstawię, młodość bohatera spotkania, nie wskazywała, iż stanie się tak gorliwym polskim patriotą. Proszę Państwa, tak jak tutaj w kuluarach jeszcze przed rozpoczęciem spotkania rozmawialiśmy, miał niezwykle barwny życiorys, którym mógłby się podzielić przynajmniej z kilkoma osobami.

Sergiusz Piasecki to buntownik, człowiek o niepokornym charakterze, idący często pod prąd. Człowiek, który imał się przeróżnych zajęć, był żołnierzem, następnie przemytnikiem, fałszerzem czeków, nawet zajmował się dystrybucją i produkcją pornografii. Był żołnierzem, walczył o Polskę w 1919, 1920, 1921 roku. Był przemytnikiem, wywiadowcą, agentem polskiego wywiadu, człowiekiem, który popadł w konflikt z prawem. W miejscu najmniej spodziewanym, w najcięższym więzieniu II Rzeczpospolitej Polskiej w okresie dwudziestolecia międzywojennego w dawnym klasztorze benedyktyńskim na Łysej Górze, czyli na Świętym Krzyżu, bo tak to miejsce jest bardziej znane – rozpoczął coś, co wydawało się niemożliwe. Rozpoczął wspaniałą karierę pisarską, która w konsekwencji, dała mu wolność. Wypłynął na szerokie wody. Ten stan stabilizacji nie trwał długo, bo zaledwie dwa lata później w 1939 roku wybuchła II Wojna Światowa, która również wywarła na nim wielkie piętno, a jego postawa w czasie II Wojny zasługuje na niezwykłe uznanie. Prześladowany przez komunistów musiał udać się na emigrację, gdzie zmarł w 1964 roku.

TK: Wróćmy do początku. Młodość Sergiusza Piaseckiego. Kiedy przyszedł na świat?

MJ: I tutaj pojawiają się pewne kontrowersje. Jak wykazały analizy genealogiczne, tak to określmy, urodził się 1 kwietnia 1901 roku w Lachowiczach. To niewielka miejscowość położona niedaleko Baranowicz na terenie dzisiejszej Białorusi. Widzimy portret Sergiusza Piaseckiego, a tutaj państwo widzą ufundowaną tablicę memoratywną, która jest na ścianie kościoła parafialnego w Lachowiczach.

Proszę państwa, dlaczego powiedziałem, że moment jego urodzenia wzbudza kontrowersje? Ponieważ bardzo często pojawiały się inne daty jego urodzenia, na przykład 1 czerwca bądź 19 maja 1899 roku. Z czego to wynikało? Przede wszystkim z faktu, że w trakcie swojego burzliwego życia, głównie działalności konspiracyjnej w czasie drugiej wojny światowej, posługiwał się różnymi nazwiskami i fałszywymi dokumentami. Najczęściej te dokumenty były wystawione na nazwisko Tomaszewicz, ale również używał nazwiska Aleksander Kisielewski i w tych dokumentach pojawiały się różne daty urodzenia, wspomniane 1. czerwca bądź 19 maja 1899 roku.

Współczesne badania natomiast, wykazały, jak sam Piasecki mówił o tym, będąc już na emigracji od 1946 roku w Wielkiej Brytanii, datą pewną jego urodzenia był 1 kwietnia 1901 roku. Przyszedł na świat w rodzinie specyficznej. Jego ojciec Michał Piasecki miał korzenie szlacheckie, aczkolwiek była to zubożała szlachta i niestety zruszczona.

Michał Piasecki był naczelnikiem poczty w Lachowiczach, posługiwał się językiem rosyjskim, nie mówił po polsku. Sergiusz Piasecki przyszedł na świat z nieformalnego związku. Michał Piasecki związał się na pewnym etapie swojego życia z białoruską wieśniaczką, Klaudią Kukałowicz i matka miała incydentalny wpływ na jego wychowanie. Sam Sergiusz Piasecki w „Autodenuncjacji”, w ostatniej książce, która ukazała się, pisał, że wspomnienia matki to jakby kadry wyrwane z filmu. Do jedenastego roku życia, co ciekawe, nosił jej nazwisko, czyli gdzieś około 1911 -12 roku Michał Piasecki, ojciec Sergiusza, całkowicie odseparował matkę od syna i zabronił kontaktów. Podobno matka chciała nawiązać z nim kontakt, ale brak wykształcenia, ówczesne możliwości, zawierucha pierwszej wojny światowej, rewolucja bolszewicka, zmiany na pograniczu polsko-sowieckim, spowodowały, że utracił całkowicie kontakt z biologiczną matką.

Trudności wychowawcze

Wychowaniem Sergiusza Piaseckiego zajmowała się konkubina ojca, nazywała się Filomena Gruszewska. Była to ponoć kobieta piękna, niezwykle atrakcyjna.

Michał Piasecki, ojciec Sergiusza, prawdopodobnie kochał ją ślepą miłością i nie dostrzegał, że znęcała się nad młodym synem. Sam Sergiusz wspominał swoją przybraną matkę, w tych słowach: pomimo dobrobytu w domu wiedziałem, co to jest głód, krzywda i podstęp, prześladowania i kłamstwa. Musiałem zawsze być czujny i śledzić wroga, tak zwaną matkę, nie tylko oczami, lecz każdym nerwem. Dało mi to zdolność wyczuwania aury sadyzmu, nawet w powietrzu. Zrobiło mnie sprzymierzeńcem prześladowanych i naładowało nienawiścią do wszelkiej tyranii i obłudy.

Można powiedzieć, że już w tych latach dziecięcych czy młodzieńczych ukształtował się ten niepokorny charakter Sergiusza Piaseckiego. Rzecz ciekawa, miał też kontakt z polską kulturą. Można wyczytać o tym w pracy doktorskiej autorstwa przyjaciela Sergiusza Piaseckiego.

Ci ludzie zetknęli się na emigracji dość przypadkowo, po prostu mieszkali obok siebie w Hastings w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Mowa tutaj o Ryszardzie Demelu, który stał się wkrótce jego powiernikiem, przyjacielem, a po sześćdziesiątym czwartym roku wykonawcą jego testamentu. On też napisał rozprawę doktorską, którą obronił we Włoszech, bo tam Ryszard Demel mieszkał, w 1981 roku. Można sięgnąć do tej pracy. Ona jest dostępna. Nosi tytuł „Sergiusz Piasecki życie i twórczość”. Jak wspomina Ryszard Demel, kiedy Sergiusz Piasecki opowiadał mu dzieje swojej młodości, zetknął się po raz pierwszy z literaturą polską jako trzynastolatek, czternastolatek.

Czytał trylogię Sienkiewicza, ale rzecz ciekawa w języku rosyjskim. Nie znał wtedy języka polskiego. Chodził do szkół rosyjskich. Były to czasy zaboru rosyjskiego. Uczęszczał do szkół w Mińsku, potem w Bobrujsku, w Włodzimierzu nad Klaźmą i wreszcie w Pokrowie. Buntował się, był zrusyfikowany, a jego koledzy w szkole nazywali go pogardliwie Polaczok, Polacziszka, wytykali mu jego polskie pochodzenie. On sam nie mógł do końca tego zrozumieć, ponieważ z Polską nie miał wiele wspólnego.

Nie potrafił posługiwać się językiem polskim i to ugruntowało w nim buntowniczą naturę. Dochodziło często do bójek. Jak sam opowiadał swoje dzieciństwo i młodość, bardzo często spędzał w samotności.

Uciekał z domu rodzinnego, starając się odseparować od konkubiny ojca Filomeny Gruszewskiej i często czas spędzał na łonie natury. Bardzo to pokochał. Często dochodziło w tych gimnazjach do zwad, do bójek, stąd częste przenosiny z jednej szkoły do drugiej. W Pokrowie w 1916 lub 17 roku doszło do sytuacji dramatycznej dla samego Sergiusza. Obrażany przez swoich kolegów, pobił jednego z nich w klasie i również użył siły w stosunku do inspektora szkolnego. Oddano go w ręce władz i został doraźnie skazany na pobyt w domu poprawczym. Tak więc jak sam po latach wspominał, prosto ze szkoły w mundurku z wyszytymi palmami na kołnierzu trafił bezpośrednio do młodocianego więzienia. Był to jego pierwszy konflikt z prawem. Zdecydował się na ucieczkę z tego więzienia. Zbiegł, udał się do Moskwy i trafił w samo oko cyklonu.

Rewolucja i bolszewicka nawała nad Wisłą

Był rok 1917, po latach, na początku lat pięćdziesiątych, kiedy przygotowywał edycję jednego z najbardziej znanych swoich dzieł „Zapiski oficera Armii Czerwonej”, tak wspominał ten czas:

Rewolucja w Rosji nie po to się dokonała, żeby robotnika i chłopa od eksploatacji uwolnić, lecz po to, żeby ich ogłupić, obrabować, wpędzić w nędzę i zrobić całkowicie niewolnikami. Rząd nie chce, żeby naród był syty albo miał dostatek. Oni dobrze wiedzą, że człowiek syty zaczyna o czymś innym prócz jedzenia myśleć. A tak, to każdy ma tyle tylko, żeby z głodu nie zdechnąć i gołym nie chodzić i boi się to utracić, a jednocześnie wbijają mu w głowę przez tyle lat, że nigdzie na świecie tak dobrze nie jest jak u nich.

Jak sam po latach wspominał, nabrał wtedy awersji do ideologii bolszewickiej. Spotkał się z niezwykle dramatycznymi i krwawymi wydarzeniami. Był świadkiem śmierci swoich przyjaciół i swoich znajomych. Wiedział, czym jest rewolucja, czym jest komunizm, czym jest bolszewizm i można powiedzieć, że to ukształtowało go na następne nie tylko lata, ale całe jego życie. W 1919 roku, kiedy sytuacja polityczna na to pozwalała, powrócił do, można powiedzieć, rodzinnego Mińska. Tam, gdzie czuł się najpewniej i najlepiej. Ale to był moment, kiedy rozgorzała już wojna między odradzającą się Rzeczpospolitą po 123 latach zaborów, a właśnie Rosją bolszewicką. Rzecz ciekawa, wstąpił do takiej niepodległościowej organizacji o przekonaniach antybolszewickich, który nazywała się Zielony Dąb.

Również ukończył szkołę nadzorców telegrafów i telefonów. Pracował w tym zawodzie przez kilka miesięcy do sierpnia 1919 roku. Ten moment jest szczególny, ponieważ podczas walk na terenie Mińska między żołnierzami odradzającego się Wojska Polskiego, a żołnierzami Armii Czerwonej stanął po stronie właśnie żołnierzy Wojska Polskiego. Został 9 sierpnia 1919 roku, ranny.

Walczył przeciw bolszewikom w składzie Polskiej Dywizji Litewsko-Białoruskiej. Od końca września 1919 roku do kwietnia 1920 roku służył w Wojskowej Dyrekcji Telegrafów i Telefonów. Wyczuto jego talent, jego zdolności, jego inteligencję i został skierowany do Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty w Warszawie, którą ukończył.

I tutaj dotykamy wydarzeń sierpnia roku 1920. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej w Bitwie Warszawskiej. Walczył dokładnie 25 kilometrów od Warszawy.

Brał udział w bitwie pod Radzyminem, która przechyliła los Bitwy Warszawskiej, stoczonej w dniach między 13 a 16 sierpnia 1920 roku. Służył w szeregach Wojska Polskiego aż do wiosny 12 maja 1921 roku, kiedy już po podpisaniu rozejmu, wkrótce Traktatu Ryskiego został zdemobilizowany. Tu otwiera się nowy rozdział w jego życiu, ponieważ został człowiekiem bez środków do życia.

Ofiara traktatu z Rygi

Większa część jego rodziny po ustanowieniu granicy w wyniku Traktatu Ryskiego znalazła się po stronie sowieckiej. Nie miał, dokąd wrócić ani z czego żyć. Rozpoczyna się najbardziej dramatyczny okres w jego życiu. Zaczął zajmować się tym, do czego miał można powiedzieć predylekcje, ale również zetknął się w czasie swojej młodości, pobycie w więzieniu w okresie rewolucji bolszewickiej oraz z osobami z półświatka.

Zajmował się fałszowaniem pieniędzy, wystawieniem fałszywych czeków, zaczął pozować do zdjęć pornograficznych, kolportować pornografię. Jednocześnie zwrócił na siebie uwagę żołnierzy z II Oddziału Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, tak zwanej Dwójki. To oddział zajmujący się wywiadem i kontrwywiadem. Sergiusz znał doskonale polsko-sowieckie pogranicze, znał ludzi z półświatka, doskonale posługiwał się językiem rosyjskim i różnymi mutacjami języka białoruskiego. Słabo mówił po polsku. Był człowiekiem niesłychanie odważnym, przebojowym, mającym kontakty i postanowiono zwerbować go do pracy w polskim wywiadzie i kontrwywiadzie. To jest dokładnie sierpień 1922 roku, kiedy zostaje agentem w ekspozyturze II Oddziału Sztabu Generalnego Wojska Polskiego numer 6 w Brześciu nad Bugiem.

Rozpoczyna swoją działalność wywiadowczą. Jest człowiekiem niezwykle brawurowym. Przekraczał bardzo często granice nielegalnie. W swoich wspomnieniach pisał, że zdarzało się, nawet trzydzieści razy w miesiącu, iż przekraczał tak zwaną zieloną granicę. Przykrywką do działalności wywiadowczej była działalność przemytnicza. Bardzo często tą granicę przekraczał razem z grupami przemytników.

Była to granica bardzo słabo strzeżona. Wtedy jeszcze nie działał korpus ochrony pogranicza. Było wiele dziur, można powiedzieć tak obrazowo, w tej granicy polsko-sowieckiej, przez którą przenikały różnego rodzaju grupy ludzi wszelkiego autoramentu przemytników i aferzystów. Przez tą granicę również przeprowadzano z Sowietów uciekinierów Polaków, którzy nie mieli możliwości legalnego powrotu do odrodzonej, niepodległej już Polski. Oczywiście to odbywało się wszystko na zasadach opłacania specjalnych grup przeprowadzających tych ludzi przez zieloną granicę, a więc przykrywką dla działalności agenturalnej Piaseckiego była jego działalność przemytnicza.

Oczywiście, jak to w takim środowisku nie brakowało alkoholu, zabaw, a Sergiusz był młodym, dwudziestokilkoletnim człowiekiem, nie brakowało również narkotyków. Bardzo często kokainę używał w działalności agenturalnej, którą sprzedawał czy wręcz dawał oficerom Armii Sowieckiej, żeby wydobyć od nich różnego rodzaju informacje.

Los szmuglera…

Niestety, mając dostęp do narkotyków, sam się od nich uzależnił i tutaj rozpoczyna się kolejny dramatyczny okres w jego życiu. Przychodzi grudzień 1923 roku, dochodzi do starcia band przemytniczych. Czasami te bandy przemytników rywalizowały ze sobą.

Bandy te, co można odczytać na kartach „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzcy”, kolaborowały czy to z Policją Polską, czy Policją Sowiecką. Wystawiały swoich konkurentów. Była to bardzo brutalna, nieczysta i krwawa gra. Nie brakowało użycia broni palnej. Krew lała się w sensie dosłownym i padały ofiary śmiertelne. Po jednym z takich starć band przemytniczych w grudniu 1923 roku Piasecki został aresztowany za rozbój i przesiedział 21 miesięcy w polskim więzieniu w Nowogródku.

Prawdopodobnie po interwencji II Oddziału Sztabu Generalnego Wojska Polskiego został zwolniony bez procesu w sierpniu 1925 roku, ale wkrótce za rozboje został ponownie aresztowany i to spowodowało, że 18 lutego 1926 roku został zwolniony ze służby w polskim wywiadzie i kontrwywiadzie jako człowiek, który wzbudzał niedostateczne zaufanie. Za swoją brawurową postawę i odwagę, chodzi tutaj o wydarzenia jeszcze sprzed grudnia 1923 roku, kiedy to w brawurowy sposób uwolnił jednego ze współwywiadowców z więzienia GPU w Mińsku. Otrzymał odznaczenie brązowy krzyż zasługi z mieczami i został awansowany do oficerskiego stopnia podporucznika Wojska Polskiego, a więc stał się formalnie oficerem polskiego wywiadu i kontrwywiadu.

Szukał oczywiście jakiejś drogi dla siebie. Chciał zaciągnąć się do Legii Cudzoziemskiej jako człowiek z doświadczeniem wojskowym, jednak Francuzi odmówili jego przyjęcia do tej formacji wojskowej, ponieważ dowiedzieli się o tym, że jest oficerem Wojska Polskiego. Mimo, że zwolnionym ze służby, ale jednak nikt go nie zdegradował, więc to rozpoczęcie nowego etapu w jego życiu się nie udało.

Przychodzi lato 1926 roku. Po kilku miesiącach tułaczki zajął się tym co umiał najbardziej, czyli rozbojami. Niestety uzależnienie od narkotyków, alkohol, kontakty ze światem przestępczym spowodowały, że dopuścił się, wraz z kolegą z Wilna, pod wpływem narkotyków rozboju na dwóch żydowskich kupcach. Zrabowali kwotę niewiele ponad tysiąca złotych. Oczywiście bardzo szybko te pieniądze się rozeszły. Następnie dopuścili się ataku na kolejkę konną, która kursowała na trasie między Lidą a Grodnem w okolicy Wasyliszek. Miejsce ciekawe, szczególne miejsce, gdzie przyszedł na świat Czesław Niemen.

I w okolicach tychże Wasyliszek dokonał z kolegą napadu. Skradli kolczyki jednej z podróżujących kobiet. Warte były 154 złote z tego, co można było wyczytać w aktach sądowych. Nie zostali schwytani, ale dla chęci zysku zostali wydani przez konkubinę jego kąpana złodzieja. Dostali się do więzienia. I jest to moment szczególny rok 1926, gdzie jeszcze na tym polsko-sowieckim, polsko-litewskim pograniczu jest dość niespokojnie.

Jak można wyczytać w materiałach, które pozostawił po sobie obrońca Sergiusza Piaseckiego, Adam Pragier, w procesie, który się odbył w 1926 roku.

Piasecki, Kmicic, Babinicz

Adam Pragier był postacią bardzo barwną. To jest żołnierz Legionów Polskich, działacz Polskiej Organizacji Wojskowej, działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, poseł na Sejm I i II kadencji w odrodzonej II Rzeczpospolitej, autorytet prawny, doktor nauk prawnych, który starał się bronić Piaseckiego. Adam Pragier po latach wspominał na łamach prawdopodobnie wiadomości londyńskich w 1970 roku, a więc już po śmierci Piaseckiego, że w normalnym sądzie dostałby za to wyrok maksymalnie trzech lat więzienia. W tamtych warunkach sądziły na polsko-sowieckim pograniczu sądy doraźne i za każdy rozbój z bronią w ręku, a tak ta sytuacja wyglądała wtedy właśnie latem 26 roku, sąd zasądził wyrok kary śmierci. Został skazany na śmierć. Szok. Czekał na wykonanie tego wyroku. I w tym momencie z pomocą przyszli jego współtowarzysze służby w wywiadzie i kontrwywiadzie z II Oddziału Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Dzięki interwencji Polskiego Wojska i Sztabu Generalnego Wojska Polskiego ten wyrok kary śmierci, który zapadł w stosunku do Sergiusza Piaseckiego, został zamieniony na 15 lat ciężkiego więzienia. Adam Pragier mówił po latach o Sergiuszu Piaseckim, że nie był on typem bandyty czy złodzieja, ale raczej typem awanturnika z siedemnastego wieku, zabłąkanemu w nasze czasy. I mnie się nasuwa analogia między postacią Sergiusza Piaseckiego i tym, co napisał Adam Pragier.

Andrzej Kmicic. Jeżeli cofniemy się wstecz do okresu wojen polsko-szwedzkich, potopu szwedzkiego, lat 1655-1660, poczytamy Potop, drugą część trylogii Henryka Sienkiewicza, to taką właśnie niespokojną duszą był Andrzej Kmicic, zresztą też pochodzący z Orszy na Białorusi. A więc chorąży orszański, a więc człowiek, który urodził się na tych samych terenach, na tych samych ziemiach.

Piasecki zaczął odbywanie tego wyroku. Najpierw został osadzony w ciężkim więzieniu w Rawiczu, gdzie był często przywódcą buntów więziennych. Ta jego inicjatywa buntownicza, wynikała z nieludzkiego traktowania więźniów, ze strasznych warunków, w jakich przetrzymywano tych ludzi.

Sergiusz zaskarbił sobie niesłychaną estymę wśród współwięźniów. Karnie został przeniesiony do więzienia w Komorowie, gdzie często był również dodatkowo karany pobytem w karcerze więziennym. Nie złamało to buntowniczej natury i kręgosłupa Piaseckiego.

Za kratami

Cały czas równolegle walczył o swoje uwolnienie. W odstępach mniej więcej dwuletnich w 1930 i 1932 roku pisał listy do Prezydenta Polski, do Ministra Sprawiedliwości z prośbą o ułaskawienie, wskazując na swoją służbę w II Oddziale Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w odrodzonej już II Rzeczpospolitej. Prośby były odrzucane. W końcu za tą jego buntowniczą naturę przeniesiono go do najcięższego więzienia, które znajdowało się w byłym kompleksie klasztornym Benedyktynów Łysogórskich na Świętym Krzyżu.

Jak z panią Teresą rozmawialiśmy przed rozpoczęciem spotkania, to można by cały długi wykład popełnić. Mam szczególny sentyment do tego miejsca, ponieważ mieszkam kilka kilometrów od Kielc w paśmie Łysogór.

Jak wychodzę do swojego ogrodu, to mam widok właśnie na Łysicę i na klasztor łysogórski. Przy nawet średniej widoczności doskonale widzę to miejsce. Bywam tam bardzo często. To jedno z najstarszych miejsc, gdzie powstał pierwszy polski klasztor benedyktyński, którego korzenie sięgają prawdopodobnie początków XI wieku, a potwierdzona fundacja klasztorna ma miejsce w czasach Bolesława Krzywoustego około 1120, 1130 roku. W okresie zaborów, jeszcze przed powstaniem styczniowym władze rosyjskie, władze zaborcze dokonały kasaty klasztoru łysogórskiego.

Relikwie drzewa krzyża świętego zostały przeniesione do kościoła parafialnego w Nowej Słupi i wtedy powołano do życia w tym miejscu dom dla księży zdrożnych. Po powstaniu styczniowym jest to miejsce, gdzie toczą się walki ugrupowań partyzanckich pod dowództwem generała Mariana Langiewicza. W styczniu 1863 roku ma tam miejsce Bitwa pod Świętym Krzyżem.

Władze carskie utworzyły tam więzienie i ono funkcjonowało przez cały okres zaborów, aż do zakończenia pierwszej wojny światowej. Ten stan rzeczy nie uległ zmianie również po odzyskaniu przez Polskę niepodległości po 1918 roku i cały czas funkcjonowało tam więzienie najcięższe w Polsce.

To są fotografie z zasobu archiwalnego Narodowego Archiwum Cyfrowego. Wybrałem tylko kilka. Mogą państwo wejść na stronę Narodowego Archiwum Cyfrowego i zapoznać się z większą ilością fotografii.

Brama główna wejście do tego kompleksu więziennego. Widok na dziedziniec wewnętrzny. Budynek, gdzie dziś mieści się Muzeum Przyrodnicze na Świętym Krzyżu. Cela izolacyjna, nie od środka, tylko z zewnątrz. Nie bez przypadku wybrałem tą fotografię, bo podczas odbywania kary w tymże więzieniu na Świętym Krzyżu, Sergiusz Piasecki prawdopodobnie w tym miejscu przebywał. Był kilkakrotnie karany karą karceru za buntowniczą naturę, również za chęć pisania.

Najniższe wyroki, jakie odbywali tam więźniowie to dziesięć lat ciężkiego więzienia. Dozorowani przez strażnika służby więziennej. Zwróćcie państwo uwagę, co ci ludzie mają na nogach.

Są spętani takimi specjalnymi kajdanami, łańcuchami i tak w istocie nie jest to jedyne zdjęcie z tej kolekcji przedstawiające obrazy więzienia na Świętym Krzyżu.

Więźniowie pracowali w różnych warsztatach ślusarskich, tkackich, była szwalnia, było oczywiście piekarnia, była kuchnia, kuźnia. Oni musieli być samowystarczalni i jeszcze zarobić na swoje utrzymanie. Warunki były makabryczne.

Wiosną 1934 roku Sergiusz Piasecki wykonując pracę więźnia w kuźni znalazł wycinek gazety z ilustrowanego kuriera codziennego. I wyczytał, że tenże ilustrowany kurier codzienny organizuje konkurs na najlepszą powieść roku. I postanowił rozpocząć pisanie.

Rzecz nieprawdopodobna. Przeskoczę do roku 1935 i 36 kiedy zadzierzgnęły się znajomości między Sergiuszem Piaseckim a Melchiorem Wańkowiczem. Wańkowicz przyjechał. Pozwolono mu po długich staraniach na odwiedziny Piaseckiego wówczas odbywającego karę więzienia na Świętym Krzyżu. Wańkowicz po latach opisywał, jak wyglądało to więzienie.

Nie tylko papier limitowany…

Cele były przepełnione. Sienniki leżały piętrowo ułożone aż do samego sufitu. Na noc te sienniki, w których mieszkały pchły i pluskwy były rozkładane na betonowej podłodze i więźniowie spali i mieszkali w takich warunkach. Miejsca było tak mało, że chcąc poruszać się, chodzić, ustawiali się w krąg gęsiego i maszerowali pod wyznaczony rytm, po prostu jak żołnierze w wojsku w czasie defilady nie można było zmylić kroku, bo wtedy cały ten układ się burzył.

W takich warunkach Piasecki postanowił rozpocząć pisanie, ale musiał uzyskać zgodę naczelnika więzienia, o którą starał się prawie rok. Zaczęło się od prozaicznego wypadku. Podczas jednego z nielicznych spacerów na spacerniaku w spoinie między brukiem, którym był wyłożony ten spacerniak, Piasecki dostrzegł stalówkę, która miała złamaną główkę.

Więźniowie chodzili w kółko i on postanowił tą stalówkę zagospodarować. Posłużę się językiem Piaseckiego, odwołując się do treści Zapisków Oficera Armii Czerwonej, jak to mówił bohater tejże książki, Lejtnant Michaił Zubow, Misza Zubow, postanowił to znacjonalizować, czyli przywłaszczyć. Po którymś okrążeniu dziedzińca udał, że spadł mu chodak, schylił się po ten chodak, kucnął i zdołał wydłubać z tej spoiny stalówkę. Wyostrzył ją o ścianę celi. Atrament zrobił z rozpuszczonego ołówka kopiowego. Problem był tylko z papierem. Nie miał na czym pisać.

Papier był limitowany. Po kilkudziesięciu dniach starania, po wielu prośbach skierowanych do naczelnika więzienia na Świętym Krzyżu, uzyskał wreszcie zgodę, ale papier był limitowany. Nie mogły to być luźne kartki. Otrzymał brulion z ponumerowanymi stronami. Rozpoczął pisanie pierwszej swojej powieści zatytułowanej Piąty Etap. Napisał tą powieść w ciągu kilkudziesięciu dni, dokładnie między 2 a 29 czerwca 1934 roku.

Pisał codziennie po kilkanaście stron. Zabrakło mu papieru. Więc jak pisał? Najpierw pisał normalnie, wiersz za wierszem, wiersz za wierszem.

Kiedy skończył się papier, wystąpił do naczelnika z prośbą o przyznanie kolejnego brulionu, na co naczelnik więzienia się nie zgodził. Więc wpadł na ciekawy pomysł, zaczął pisać pionowo. Odwrócił kartę i zapisywał pod kątem prostym.

Kiedy skończyło się miejsce, zaczął używać atramentu innego koloru, z innego ołówka kopiowego. Zapisywał między wierszami. Kiedy zapisał w ten sposób cały brulion, już nie było absolutnie żadnego miejsca, musiał oddać ten brulion i dopiero potem otrzymał następne czyste.

Tak powstawały jego powieści. Wańkowicz dowiedział się o tym, dowiedzieli się o tym już po wydaniu Kochanka Wielkiej Niedźwiedzcy wszyscy literaci, na przykład Stanisław Mackiewicz, Kaden-Bandrwoski, że on pisząc na przykład ostatnie rozdziały Kochanka Wielkiej Niedźwidzy nie miał wglądu do początku. Mało tego, nie mógł dokonywać w tych brulionach żadnych poprawek, żadnych skreśleń, żadnych korekt.

On musiał to wszystko ułożyć w głowie, biorąc pod uwagę ten cały anturaż, te warunki w jakich żył, przepełnione cele, kryminaliści najgorszego sortu. Jak pisał Wańkowicz ujrzałem twarze dewiantów, morderców, kazirodców, ludzi skrzywionych, zniszczonych przez straszne warunki panujące w więzieniu.

A mimo to w tych koszmarnych warunkach Piasecki postanowił pisać i robił to. Co stało się z tą jego pierwszą powieścią Piąty Etap? Została ona zarekwirowana przez cenzurę więzienną i nie ujrzała światła dziennego.

Nie zraziło to Piaseckiego. Rozpoczął pisanie drugiej powieści. Kilka miesięcy później powstała kolejna licząca trzysta pięćdziesiąt stront powieść „Droga pod Mur”.

Pisarz bez pióra…

Ona również została skonfiskowana przez cenzurę więzienną i jej rękopis przepadł. Piasecki odtworzył go na emigracji podczas pobytu w Anglii pod zmienionym tytułem jako „Żywot Człowieka Rozbrojonego”. To był opis jego historii życia po zwolnieniu ze służby w Wojsku Polskim po zakończonej wojnie polsko-bolszewickiej, czyli po 1921 roku.

I mimo, że te dwie książki zostały skonfiskowane jako podejrzanie polityczne, również podejrzanie moralnie, Piaseckiego to nie zraziło. Jesienią 1935 roku rozpoczął pisanie „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”

Piasecki w więzieniu zaczął czytać Pismo Święte. Jego znajomość i nauka polskiego języka literackiego rozpoczyna się od lektury Biblii. Wkrótce zaczął czytać wiadomości literackie. Informacja o jakimś nieznajomym bliżej człowieku, który ma niesłychany talent literacki, nie wiadomo do dzisiaj, jakim sposobem dotarła do Wańkowicza, który zainteresował się Piaseckim.

Postanowił dotrzeć do tego człowieka i rękopis „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy” dzięki interwencji Melchiora Wańkowicza, można powiedzieć, został w końcu przepuszczony przez cenzurę więzienną i uzyskał wolność wcześniej niż autor powieści. Rękopis skierowano do wydawnictwa Rój w Warszawie w roku 1935. Po pracach redakcyjnych on został zmieniony.

Ciekawostką jest, że kiedy Piasecki wyszedł już z więzienia w 1937 roku i miał sposobność dotknąć tej książki, ją przeczytać, był oburzony i zniesmaczony. Ponieważ wydawca dokonał wielu korekt, zmian, a nawet usunął kilka rozdziałów z tej książki. Do dzisiaj nie zachował się oryginał rękopisu, który zaginął w czasie drugiej wojny światowej. Piasecki nigdy już go nie odtworzył, nie był w stanie tego zrobić. Był tym faktem zbulwersowany, ale tak naprawdę przebywając w więzieniu nie miał żadnych możliwości wpłynięcia na wydawcę, żeby powieść ukazała się w oryginalnym kształcie. Mało tego, te poprawki mogły być nieintencjonalne. Jak powiedziałem, ten rękopis był specyficzny, pisany wzdłuż i w poprzek stron.

Te treści nakładały się na siebie, więc być może ktoś to, czytywał ten rękopis, popełnił nieintencjonalne pomyłki. Piasecki przebywając w więzieniu jeszcze przed swoim zwolnieniem nie wiedział o tym, że powieść ukazała się drukiem. Dowiedział się o tym z wiadomości literackich, które otrzymywał dzięki pomocy Wańkowicza.

Przysyłano mu po prostu to czasopismo i wyczytał w wiadomościach literackich, że „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” ukazał się drukiem. Został odebrany przez czytelników i przez krytyków bardzo pozytywnie. Wkrótce ukazało się jego drugie wydanie.

Książka również wypłynęła na świat. Została przetłumaczona, jak Pani Teresa powiedziała na wstępie na piętnaście języków. O tym wszystkim Piasecki dowiedział się jeszcze przebywając w więzieniu.

Rozpętała się kampania na rzecz przedterminowego zwolnienia Piaseckiego z więzienia Łysogórskiego. Interweniował wspomniany Melchior Wańkowicz, wspomniany Stanisław Mackiewicz, Kaden-Bandrowski, wielu literatów, wielu ludzi sztuki, wśród których był też prawdopodobnie Stanisław Ignacy Witkiewicz. Przede wszystkim chodziło o to, żeby uratować tego człowieka.

On w wyniku jedenastu lat pobytu w tych ciężkich warunkach więziennych nabawił się gruźlicy. Był wrakiem człowieka. Tak naprawdę odsiadka tego wyroku do końca, przepraszam za kolokwializm, czyli jeszcze kolejne cztery lata mogły spowodować jego śmierć.

Ścieżka do wolności

Działań na rzecz ułaskawienia, bo to musiał być akt łaski prezydenta Rzeczpospolitej Ignacego Mościckiego, podjął się wspomniany Adam Pragier, który został jego adwokatem.

Doszło do sytuacji niesłychanej. Ja nigdzie nie spotkałem się z jakąś analogią. Zawarto dżentelmeńską umowę. Adam Pragier wykorzystał swoje osobiste znajomości. Znał się z wiceministrem sprawiedliwości Adamem Chełmońskim.

Adam Chełmoński był działaczem Stronnictwa Narodowego, posłem na Sejm, podobnie jak Adam Pragier. Co prawda z konkurujących partii politycznych, ale znali się. I po prostu Pragier złożył wizytę Chełmońskiemu, taką półoficjalną, półprywatną, półurzędową.

Zabrał ze sobą wydanie „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”. Podarował to Chełmońskiemu i poprosił o jedno. Panie Adamie, niech Pan nie podejmuje decyzji dzisiaj. Niech Pan przeczyta tą książkę. Niech Pan zapozna się z informacjami, w jakich warunkach ona powstała i spotkajmy się. Spotkanie odbyło się za kilkanaście dni i Chełmoński był oszołomiony tym, co przeczytał i tym, o czym dowiedział się na temat Piaseckiego.

Postanowił to wykorzystać, ale postawił pewne warunki, ponieważ paradoksalnie Piasecki przebywając w więzieniu, stał się jednocześnie zamożnym człowiekiem, ponieważ czerpał prawa autorskie do swojej powieści. Posiadał na koncie niebagatelną, jak na tamte czasy kwotę piętnastu tysięcy złotych. I wiceminister sprawiedliwości, Adam Chełmoński, powiedział Pragierowi:

Panie Adamie w zasadzie są dwie rzeczy. Awanturnicza przeszłość Piaseckiego i to, że będzie dysponował dużymi pieniędzmi. Jaką mamy gwarancję, że ten człowiek z taką przeszłością i po jedenastu latach pobytu jest zresocjalizowany? Śmiem wątpić.

Pewnie znowu uda się na pogranicze, zacznie pić, narkotyzować się, dokonywać rozbojów. Wtedy Adam Pragier zaproponował Gentleman ‘s Agreement. Stanęło na tym, że nie będzie mógł zamieszkać w strefie przygranicznej, tylko osiedli się w centralnej Polsce, daleko od granicy i że wydawnictwo Rój, które wypłacało mu te tantiemy z tytułu praw autorskich, nie wypłaci mu całej kwoty, tylko będzie płaciło miesięczną pensję w wysokości pięciuset złotych. Taka umowa dżentelmeńska umowa między dwoma panami zdecydowała o tym, że minister sprawiedliwości wystąpił z prośbą do prezydenta Mościckiego o zwolnienie Piaseckiego z więzienia, co stało się faktem 2 sierpnia 1937 roku.

Po 11 latach

Z więzienia odebrał go kielecki dziennikarz, pracujący w Gazecie Polskiej, redakcji kieleckiej nazywał się Eugeniusz Żytomirski. Rozpoznał Piaseckiego, był pierwszym człowiekiem, który przyjął go na wolności, na prośbę Wańkowicza. Konwojował go, można powiedzieć, ze Świętego Krzyża do Kielc, zameldował go w kieleckim hotelu Bristol przy głównej ulicy. Ten hotel istnieje do dzisiaj w niezmienionej lokalizacji w samym centrum miasta przy ulicy Sienkiewicza.

Zabrał do miejscowej cukierni, która była położona naprzeciwko. Piasecki był onieśmielony, oszołomiony. 11 lat pozbawienia wolności zrobiło swoje.

Następnego dnia oczywiście wzbudziło to sensację w Kielcach. Rozpisywały się o tym gazety. Ludzie tłumnie chcieli z nim robić wywiady, robić sobie zdjęcia, zobaczyć tego człowieka.

Następnego dnia pociągiem udał się do Warszawy i kiedy przyjechał już do Warszawy, wystosował do Melchiora Wańkowicza niezwykle wymowny telegram. Bardzo krótki, tej treści: Za zdjęcie z krzyża dziękuję, dziękuję, dziękuję.

Z krzyża, na którym był prawie ukrzyżowany. Z więzienia, które znajdowało się na Świętym Krzyżu i te trzykrotne podziękowania dla człowieka, który interweniował w jego obronie.

Wyszedł na wolność, ale był człowiekiem, zniszczonym przez chorobę. Potrzebna była rekonwalescencja i znowu tutaj pojawia się postać adwokata Adama Pragiera, który spotkał się z ministrem Chełmońskim i wyjednał u niego zgodę na to, ażeby znalazł się w pasie przygranicznym.

Chodziło o leczenie gruźlicy w górach. Udał się do Zakopanego. Granica z Czechosłowacją była względnie spokojna, żadne bandy przemytnicze raczej nie grasowały w takim wymiarze, jak na pograniczu wschodnim. Zresztą były to już zupełnie inne czasy. Granica wschodnia była już wtedy bardzo dobrze uszczelniona przez jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza. Mamy rok 1937, dwa lata przed wybuchem drugiej wojny światowej. W Zakopanem spotkał się z Witkacem. Panowie przypadli sobie do gustu.

Owocem przyjaźni Witkacego z Piaseckim stały się portrety. Zachowały się do naszych czasów dwa portrety Piaseckiego. To pierwszy z nich ma postać szczupłego, wysokiego, pociągłego na twarzy mężczyzny o bardzo regularnych, trochę ostrych rysach. Doskonale oddaje naturę Piaseckiego. Drugi, bardziej futurystyczny byśmy powiedzieli, jest sygnaturka Witkacy 1939 rok marzec. Proszę państwa, Witkacy Przepraszam Piasecki przebywał na leczeniu w Zakopanem, ale jednocześnie również przebywał w domu swoich przyjaciół w majątku Wandy z Wołowiczu w Rojcewiczowej w majątku Rochotna na Nowogródczyźnie gdzie był bardzo często podejmowany. Jeszcze mogę powiedzieć taką dygresję. Jak Piasecki został wypuszczony z więzienia, został przyjęty w domu Wańkowiczów. Podano obiad. Jak sam wspominał po latach, leżały na stole sztućce, normalna zastawa, porcelana. Pani Wańkowiczowa podała obiad, była łyżka, nóż, widelec, łyżeczki do ciasta i tak dalej, widelczyki.

Bez noża i widelca

No i Piasecki był bardzo zażenowany, czym byli zaskoczeni Wańkowiczowie. Powiedział po chwili, państwo pozwolą, że nie będę używał noża i widelca, bo przez ostatnie 11 lat, jeżeli używałem jakiegokolwiek sztućca, to była tym łyżka i będę jadł łyżką. Nie chcę zaczynać nauki jedzenia nożem i widelcem w obecności kogokolwiek. Widząc, że Piasecki jest bardzo skrępowany, zażenowany, że czuje się niekomfortowo, Wańkowicz no takim polskim, gościnnym sposobem zaproponował po prostu kieliszek wódki.

Na co Piasecki powiedział, a nie palę, a nie palę Melchiorze, ja zwykłem pić wódkę tylko z butelki. To pokazuje jego przeszłość, ale również w tych tragicznych okolicznościach, w tym ciężkim dla niego momencie, a jednocześnie radosnym, bo jednak wreszcie wyszedł na wolność, nie był pozbawiony humoru.

Ten okres stabilizacji nie trwał długo, bo 1. września 1939 roku wybucha druga wojna światowa. Piasecki zaciąga się, do wojska, jest podoficerem, nikt go nie pozbawił tego stopnia oficerskiego, jest zastępcą dowódcy batalionu w oddziale Korpusu Ochrony Pogranicza, walczy z Niemcami i nie ucieka z kraju. On w momencie, kiedy ta zawierucha wojenna wkracza na Wileńszczyznę i Nowogródczyznę, postanawia zostać w swoich rodzinnych okolicach, zostaje w Wilnie. Wilno przez Sowietów od września 1939 do czerwca 1940 roku jest pod okupacją litewską. Tutaj spotyka się z nacjonalizmem litewskim, ale jednocześnie nawiązuje kontakty ze strukturami podziemia niepodległościowego, Służbą Zwycięstwu Polski i Związkiem Walki Zbrojnej.

Nie inaczej rzecz wygląda po czerwcu czterdziestego roku, kiedy Wileńszczyzna przechodzi w ręce Sowietów. I nic nie ulega zmianie po czerwcu 1941 roku, kiedy na Wileńszczyznę wkraczają Niemcy. Rozpoczyna się, jak sam Piasecki mówi, trzecia okupacja w jego życiu: pierwsza litewska, druga sowiecka, trzecia niemiecka.

W konspiracji

Pełni rolę szczególną i to rzecz ciekawa, bdąc żołnierzem Polskiego Podziemia Niepodległościowego w Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej nie złożył przysięgi. Z czym to było związane? Tłumaczy się to różnie.

Nigdy Piasecki jednoznacznie nie wytłumaczył, o co chodzi. Niektórzy jego biografowie, badacze jego twórczości, życia twierdzą, że było podyktowane to jego indywidualnością, taką niepokornością, nawet krnąbrnością. Jest też inne wytłumaczenie. On cały czas przez swoje życie miał skrajnie, takie narodowe i antysowieckie, antybolszewickie poglądy i niejednokrotnie wypowiadał się na łamach prasy podziemnej, na przykład Polski Walczącej, bo pisywał artykuły do właśnie pism ukazujących się w podziemiu, wydawanych przez struktury Polskiego Państwa Podziemnego.

Krytykował polski rząd emigracyjny za zbyt uległą postawę w stosunku do Sowietów głównie po czerwcu 1941 roku. Oczywiście do momentu zerwania stosunków dyplomatycznych przez Sowietów po ujawnieniu zbrodni katyńskiej, co jak wiadomo nastąpiło w kwietniu 1943 roku. Być może to była przyczyna. Ale jak działa w tym podziemiu oprócz tego, że pisze, tworzy, publikuje w prasie podziemnej, on zajmuje się działalnością wyjątkową.

On znajduje się jako członek grupy likwidacyjnej wykonującej wyroki śmierci na osobach skazanych przed Sąd Podziemnego Państwa Polskiego, a więc rzecz niesamowita i jest w tym niesłychanie aktywny. 13 czerwca 1943 roku zorganizował i dokonał włamania do Urzędu Niemiecko-Litewskiej Policji i wyniósł stamtąd dokumenty obciążające aresztowanego kierownika Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej, a jednocześnie prokuratora Sądu Specjalnego Zygmunta Andruszkiewicza. Został odznaczony za to Brązowym Krzyżem Zasługi Sergiusz Piasecki.

Sam Zygmunt Andruszkiewicz nie przetrzymał ciężkiego śledztwa, co znaczy i przetrzymał i nie przetrzymał. Rzecz dramatyczna niezwykle, bojąc się, że nie wytrzyma tortur ze strony gestapo popełnił w więzieniu samobójstwo. Piasecki dokonując tego włamania, wyniósł również dokumenty, które były dowodem w sprawie odpowiedzialności sowieckiej w kwestii zbrodni katyńskiej. Dokumenty te zostały sporządzone przez Józefa Mackiewicza, który został przez Niemców zaproponowany jako członek delegacji Polskiego Czerwonego Krzyża, która miała się udać do Katynia wiosną czterdziestego trzeciego roku i stwierdzić tam rzeczywiste sprawstwo zbrodni katyńskiej dokonanej przez Sowietów.

Można powiedzieć, że jednocześnie w pewien sposób zawiązała się nić przyjaźni, aczkolwiek panowie nie spotkali się wcześniej. Mowa o Sergiuszu Piaseckim i Józefie Mackiewiczu, bo Józef Mackiewicz wyrokiem Podziemnego Sądu Polskiego, niewykluczone, że tutaj do dzisiaj nie wiadomo tak naprawdę, kto pociągał za sznurki, ale został również skazany na śmierć pod zarzutem kolaboracji.

Faktycznie publikował artykuły w ilustrowanym Kurierze Codziennym redagowanym przez Czesława Ancewicza, na którym zresztą Piasecki wykonał wyrok kary śmierci w maju 1943 roku. Piasecki otrzymał też rozkaz wykonania wyroku śmierci na Mackiewiczu i tego wyroku nie wykonał. Jakieś jego wewnętrzne przekonanie dało o sobie znać.

Pisarz nie strzela do pisarza

Nie wiem, do końca, czy instynkt, czy logika odegrała tu rolę, czy wszystko razem, ale spowodowało w konsekwencji, że Sergiusz Piasecki odmówił wykonania wyroku kary śmierci na Józefie Mackiewiczu. Czym uratował Mackiewiczowi życie, jak wykazało powojenne dochodzenie przeprowadzone już we Włoszech po 1945 roku Mackiewicz był fałszywie oskarżony. Nie kolaborował z Niemcami. Nie dopuścił się żadnego przewinienia w stosunku do polskiego narodu. Nie popełnił żadnej zbrodni, nie skalał się kolaboracją. Tak więc można powiedzieć, że ten akt takiej krnąbrności, tej buntowniczej postawy Piaseckiego również ratował życie.

Dochodzi jeszcze do jednego ważnego wydarzenia w czasie drugiej wojny światowej. W roku 1942, Piasecki podczas pobytu, jako że był poszukiwany przez władze okupacyjne niemieckie, posługiwał się różnymi nazwiskami. Ja powiedziałem na wstępie naszego spotkania, że tutaj pojawiają się w dokumentach różne daty jego urodzin.

Posługiwał się nazwiskami Jan Tomaszewicz i Aleksander Kisielewski. Ukrywał się przed władzami, bardzo często przebywał w majątku w Waszkiewiczach w miejscowości Barcie, w okolicach miejscowości Wilamowo na Wileńszczyźnie i tam poznał córkę właściciela majątku Jadwigę Waszkiewicz. To była wykształcona osoba, absolwentka Wydziału Prawa Uniwersytetu Batorego w Wilnie, jednak w swojej przeszłości miała pewne plamy. Zdaniem rodziny nie zasługiwała na, że tak powiem szacunek, zajmowała się bardzo przyziemnymi zajęciami: doglądała zwierząt, pracowała w polu.

Piasecki tam przebywał często jako robotnik, pomagał w tym majątku, utrzymywał się w ten sposób, bo jednocześnie ukrywał. Ci młodzi ludzie zakochali się w sobie. Jadwiga Waszkiewicz postanowiła po kilku miesiącach znajomości opuścić rodzinny dom. Wyjechała z Piaseckim do Wilna, zamieszkali razem i owocem tego związku było dziecko, które przyszło na świat 17. czerwca tysiąc 1944 roku. Syn, któremu nadano imię Władysław. Piasecki przeszedł z prawosławia na katolicyzm w tym czasie, żeby mógł zawrzeć związek małżeński.

Odbył się ślub z Jadwigą Waszkiewicz, która od tego momentu zaczęła posługiwać się nazwiskiem Tomaszewicz, czyli fałszywym nazwiskiem Piaseckiego. Nigdy nie nosiła nazwiska Piasecka, aż do śmierci używała nazwiska Tomaszewicz. Mało tego, syn Sergiusza Piaseckiego żyje do dzisiaj.

Jest to profesor Władysław Tomaszewicz, którego miałem przyjemność poznać w zeszłym roku na pogrzebie Sergiusza Piaseckiego w Warszawie w katedrze polowej Wojska Polskiego i potem na cmentarzu powązkowskim. Oni są łudząco do siebie podobni.

Mówiąc już o roku czterdziestym czwartym, jest on jednocześnie radosny, bo przychodzi na świat jego dziecko, co może być piękniejszego dla człowieka niż przyjść się na świat dziecka, a jednocześnie jest to moment szczególny, bo jest to przełom czerwca i lipca i zbliża się front sowiecki. Dochodzi do operacji Ostra Brama. Wilno jest wyzwolone siłami w większości żołnierzy Armii Krajowej.

Tu trzeba wskazać na osobę dowódcę Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej, pułkownik Aleksandra Krzyżanowskiego Wilka, który jest mózgiem operacji Ostra Brama i walki o wyzwolenie Wileńszczyzny i Nowogródczyzny spod okupacji niemieckiej, ale jednocześnie niedopuszczenia do okupacji sowieckiej. Oni doskonale wiedzieli, mówię o kresowiakach, mówię o wilniakach, o mieszkańcach Nowogródczyzny, czym jest komunizm.

Wspomnę, że tylko w okresie od września 1939 do czerwca 1941 roku na polskich kresach wschodnich, które zagarnęli Sowieci, represjonowano milion sześćset tysięcy Polaków, z czego czterysta tysięcy straciło życie, a więc można się było spodziewać wszystkiego najgorszego ze strony Sowietów. Te wszystkie obawy się potwierdziły. Piasecki już latem 1944 roku był usilnie poszukiwany zarówno przez sowieckie formacje policyjne NKWD, NKGB oraz kontrwywiadzie wojskowym, czyli SMIERSZ, oraz przez Polski Urząd Bezpieczeństwa.

Czerwona pleśń

Musiał się ponownie ukrywać, tak jak w czasie okupacji niemieckiej. W październiku 1944 roku, jesienią, już kiedy sytuacja była całkowicie opanowana przez Sowietów i przez komunistów na terenie Wileńszczyzny, Piasecki spotkał się ze swoim kolegą z konspiracji, porucznikiem Armii Krajowej Longinem Łokuciewskim i powiedział do niego takie słowa. Czerwona pleśń ogarnęła nie tylko Wilno, ale ogarnie całą Polskę i pół Europy. Tutaj to koniec epopei. Niech pan ucieka z tego czerwonego piekła, je uczynię to samo.

 Zdawał sobie sprawę z tego, że w tym kraju, w takiej sytuacji, w takich warunkach politycznych nie jest w stanie funkcjonować. Z pomocą przyszli mu żołnierzy i dowódcy Armii Krajowej. Tutaj trzeba wskazać na tragiczną postać pułkownika Antoniego Olechnowicza, pseudonim Pochorecki. Ten człowiek, wyrokiem komunistycznego sądu na początku lat pięćdziesiątych został skazany na śmierć.

Wyrok śmierci w Warszawie, na Rakowieckiej, w więzieniu Centralnym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego na Mokotowie został na Olechnowiczu wykonany 8. Lutego 1951 roku. Jego szczątki znaleziono na łączce na Powązkach w 2014 roku. Dzięki badaniom DNA, pracy biura poszukiwań Instytutu Pamięci Narodowej udało się zidentyfikować jego szczątki i został pochowany w Panteonie, który znajduje się na Powązkowskiej łączce.

Olechnowicz udzielił dużego wsparcia Piaseckiemu, zorganizował jego ucieczkę. Pierwsza planowana ucieczka miała się odbyć morzem. Udał się na wybrzeże do Gdańska, gdzie miano go pod fałszywymi papierami zaokrętować na jeden ze statków płynących do Skandynawii.

Ucieczka

Niestety to się nie udało i pod zmienionym nazwiskiem, został dołączony do konwoju UNRRA (ang. United Nations Relief and Rehabilitation Administration; tłum. pol. Administracja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy), który wyjeżdżał z Polski przez Czechosłowację, przez Niemcy, przez Szwajcarię do Włoch. Sytuacja była prozaiczna. Udało mu się wyjechać dzięki temu, że na placówce pogranicznej Polak, który odprawiał ten konwój UNRRA, był żołnierzem polskiego antykomunistycznego podziemia niepodległościowego.

Czechów przekupiono, podobnie Niemców. Włosi nie przywiązywali już do tego żadnej wagi i tym sposobem Piasecki 30 kwietnia 1946 roku, opuścił Polskę. Pozostawił swoją małżonkę, swojego syna, który miał niespełna, dwa lata.

Wybrał emigrację, ale nie tracił nadziei na to, że uda mu się ściągnąć swoich najbliższych do siebie na Zachód. I tutaj, wsparcia po raz kolejny w jego życiu udzielił Piaseckiemu, Melchior Wańkowicz. Nie miał środków do życia, bo jak się państwo domyślają, czasy okupacji niemieckiej i panujący już w Polsce komunizm odcięły go całkowicie od jakichkolwiek dochodów ze sprzedaży jego książek.

Wydawnictwo Rój zostało reaktywowane, ale w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie lat czterdziestych i tutaj też były pewne problemy. Kiedy Piasecki znalazł się we Włoszech, przypadkowo stwierdził, że jego książka ukazała się i to jej kilka wydań w języku włoskim. Poczynił starania, w czym pomógł mu Wańkowicz, ażeby wydawnictwa włoskie wypłacały mu pewną kwotę pieniędzy z tytułu praw autorskich.

Ale tak naprawdę, biorąc pod uwagę dewaluacji lira po drugiej wojnie światowej, były to kwoty symboliczne. Dzięki interwencji Wańkowicza, który spotkał się z samym generałem Władysławem Andersem, Sergiusz Piasecki został przyjęty jako oficer Wojska Polskiego, jako podporucznik do II Korpusu Polskiego. Stał się oficerem Korpusu Polskiego stacjonującego we Włoszech.

Tułaczka

Przebywał w obozach w Como, Kadenabija i Bellagio w Lombardii i następnie jesienią 1946 roku, kiedy już zapadły decyzje polityczne, oczywiście bardzo często bez udziału Polaków, kontyngent polski został systematycznie w partiach przerzucany do Włoch. Jesienią 1946 roku zaokrętowany został Piasecki z grupą żołnierzy II Korpusu w Neapolu. Statek wypłynął w Wielkiej Brytanii i przycumował w Glasgow.

Początkowo po 1946 roku Piasecki przebywał przez następnych kilka miesięcy w bazach wojskowych w Bury, w Blackpool oraz Olton. Rok później, 16 sierpnia 1947 roku został zdemobilizowany i osiadł w Londynie. Nie miał środków do życia. Zaczął czynić starania o wypłacanie pewnych kwot pieniędzy z tytułu praw autorskich od reaktywowanego w Nowym Yorku wydawnictwa Rój. Wydawnictwo to bardzo skutecznie Sergiuszowi przeszkadzało i rzucało kłody pod nogi. Często nie miał środków do życia. Żył w bardzo trudnych warunkach, ascetycznych. Mieszkał bardzo skromnie, początkowo wynajmował mieszkanie u niejakiej pani Barbary Suskiej, która mieszkała razem ze swoimi dwoma dorosłymi synami. To była rozwiedziona kobieta jeszcze z dwojgiem przysposobionych adoptowanych dzieci.

Jednym z tych dzieci była mała dziewczynka Basia Firbaim. Nie udało mi się stwierdzić, czy nazwisko tak brzmiące świadczy o jej narodowości żydowskiej, czy też nie, ale oto mniejsza. Barbara Suska prawdopodobnie zadłużyła się w Sergiuszu Piaseckim, zaproponowała mu mieszkanie w swoim letnim domu w Hastings nad morzem, gdzie przeprowadził się w 1953 roku.

Lato…

Ta kobieta posiadała tam dom letniskowy. On zamieszkiwał w niewielkim pokoju na poddaszu, doglądał tego domu, a jednocześnie pilnował posiadłości, kiedy pokoje były wynajmowane w okresie lata dla letników. Tam znalazł też dogodne warunki do pisania. Imał się różnego rodzaju prac fizycznych, bardzo często dorywczych.

Spod jego pióra wypływały kolejne książki, które były wydawane i przynosiły mu pewne dochody, ale były one niewielkie. Powstały przede wszystkim wtedy takie dzieła jak „Siedem pigułek Lucyfera” groteska na powojenną komunistyczną Polskę. Głównym bohaterem jest diabeł, który za zaniedbanie w piekle, nie doglądał rzetelnie palącego się ognia pod kotłami, został zesłany na karę jako człowiek na ziemi i trafił do komunistycznej Polski, co stało się 1. maja 1945 roku. Pod ludzką postacią wciela się w funkcjonariusza partyjnego, w szabrownika. W ten sposób Piasecki obnażył cały ustrój komunistyczny i tą rzeczywistość polityczną, jaka panowała w Polsce po zakończeniu drugiej wojny światowej. Wtedy powstała też jego, trylogia złodziejska: „Spojrzę ja w okno”, „Jabłuszko”, „Nikt nie da nam zbawienia”.

Powstały wspomniane „Zapiski oficera Armii Czerwonej”, który obnażył tą naturę homo sovieticus z głównym bohaterem jest Lejtnant Armii Czerwonej, Michaił Zubow, który wkracza do Polski 17. września 1944 roku. Akcja powieści dzieje się przez okupację sowiecką na Wileńszczyźnie. Następnie okupację niemiecką od czterdziestego pierwszego roku, a później ponownie okupację sowiecką od lata czterdziestego czwartego roku, kiedy powieść się kończy i tak naprawdę czytając tą książkę, człowiek momentami wybucha śmiechem, ponieważ jest to oczywiście przedstawienie w trochę krzywym zwierciadle sowieckiego sposobu myślenia strasznie tragicznego. Powieść kończy się niesłychanie tragicznie. Ten człowiek, który był uratowany przez Polaków, który był przetrzymywany i ukrywany przed Niemcami, później jako funkcjonariusz Armii Czerwonej sowieckiego NKWD wydaje tych samych ludzi i skazuje ich tym samym na długoletnie więzienie bądź śmierć.

Niechęć do Miłosza – krytyka, czy atak?

A więc książka niezwykle dramatyczna. Trzeba też wspomnieć o tym, że Piasecki, znajdujemy się w Domu Dziennikarza, zajmował się działalnością publicystyczną. Publikował w ukazujących się w Wielkiej Brytanii wiadomościach i to bardzo regularnie. Jego teksty ukazywały się w wydawanych w Stanach Zjednoczonych, Dzienniku Polskim i Tygodniku Polskim, w ukazującym się narodowcu we Francji i w Szwajcarii w czasopiśmie, które nosiło tytuł Pod prąd. Napisał pamflet, w którym zaatakował Czesława Miłosza. Popełnił tekst, który zatytułował „Były paputczik Miłosz”. Paputczik to nic innego jak chwilowy sprzymierzeniec, zwłaszcza w odniesieniu do pisarzy sowieckich w latach dwudziestych i trzydziestych, tych porewolucyjnych dwudziestego wieku. To określenie zostało wymyślone przez Anatolija Łunaczarskiego, twórcy sowieckiej szkoły, człowieka, który postulował, żeby młodych ludzi dzieci i młodzież sowiecką wychowywać poza domem w skoszarowanych miejscach i był autorem programów nauczania w szkołach sowieckich.

Z czym była związana publikacja tego artykułu? Oczywiście z powojenną, wczesno powojenną przeszłością Czesława Miłosza. Zanim zadeklarował się jako antykomunista i działacz opozycji i emigrant od czterdziestego piątego do pięćdziesiątego pierwszego roku przez sześć lat swojego, dorosłego życia, służył temu systemowi.

Był attaché kulturalnym w Stanach Zjednoczonych i w Paryżu, we Francji. Pełnił służbę dyplomatyczną w imieniu rządu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, państwa komunistycznego. Napiętnował go przez to Sergiusz Piasecki, czym rozpętał burzę. Jerzy Giedrojć otoczył go przecież, szczególną opieką i pozwolił wyjść na prostą i rozpocząć zupełnie nowy etap w życiu Miłosza.

Natomiast Piasecki nie mógł tego wszystkiego darować. Niewykluczone, że w tle tego była również kwestia młodości. Niewykluczone, że chodziło tutaj o Jadwigę Waszkiewicz, vel Tomaszewską, żonę Piaseckiego, która znała się z Miłoszem, znała jego poglądy. Być może w tle była też jakaś kwestia natury sercowej. Panowie nie pałali do siebie miłością i konfrontowali swoje stanowiska na łamach prasy emigracyjnej. Taki korespondencyjny pojedynek. Po raz kolejny ukazała się prawdziwa natura Piaseckiego, zadeklarowanego antykomunisty, człowieka, który mimo wszystko idzie pod prąd, nie zmienia swoich poglądów, jest zadeklarowanym antykomunistą. Charakteryzując ten okres życia na emigracji, posłużę się jeszcze wspomnieniami biografa Piaseckiego, wspomnianego Ryszarda Demela, który tak scharakteryzował jego życie w Wielkiej Brytanii:

Żył cnotliwie i uczynnie. Ciągle jednak z pewną nieufnością do otaczającego go świata. Był szanowanym przez władze i członków AK na obczyźnie za odwagę i działalność w podziemiu, szczególnie pod okupacją niemiecką. Odzyskał przyznane mu odznaczenia wojskowe, a zarząd Związku Pisarzy na obczyźnie uznał jego pozycję pisarską bez zastrzeżeń.

Odejście w kierunku wielkości

Ciężkie lata, kilkanaście lat więzienia, ciężkie życie w czasie drugiej wojny światowej, ukrywanie się, działalność w konspiracji, ascetyczny tryb życia. Piasecki był nałogowym palaczem papierosów. Nigdy palenia nie rzucił, mimo że chorował na gruźlicę. Odżywiał się bardzo skromnie. Jak sam wspomina w swoich pamiętnikach, które w szczątkowym kształcie zachowały się po jego śmierci, prowadził dziennik przed śmiercią. Pisał ten dziennik przez prawie rok i kilka dni przed śmiercią zniszczył prawie całość i zachowały się tylko pierwsze i ostatnie karty tego dziennika.

Ale jak sam napisał, gotował raz na trzy dni, odżywiał się bardzo skromnie, żył ascetycznie. To wszystko, spowodowało, że zapadł na chorobę nowotworową. Rozpoczęto oczywiście leczenie, ale mówimy tutaj o pierwszej połowie lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku, mówimy tu o emigrancie, człowieku, pozbawionym środków pieniężnych, środków na leczenie.

Sam poprosił, przebywając w jednym z brytyjskich szpitalach, o to, żeby go przenieść do polskiego szpitala w Penley w Walii, mając nadzieję na uzdrowienie, co wynika z zachowanej korespondencji z Ryszardem Demelem, gdzie snuł jeszcze plany na swoją przyszłość, gdzie pisał, mówiąc o tym, że kiedy wyjdę, to mam w planie napisanie kolejnych powieści. Niestety zmarł 12. września 1964 roku. Został kilka dni później pochowany na cmentarzu w Hastings, w miejscowości, w której spędził większą część swojego pobytu w Wielkiej Brytanii.

Nagrobek zaprojektował Ryszard Demel, bo ja o nim nie powiedziałem, oprócz tego, że był działaczem polonijnym, był wspaniałym artystą, malarzem i przede wszystkim znakomitym rzeźbiarzem i światowej sławy witrażystą. On przeniósł się z Wielkiej Brytanii w sześćdziesiątym drugim roku, wyemigrował z rodziną, z żoną do Włoch. Wtedy również troszkę rozluźniły się więzi, przyjaźni między Demelem a Piaseckim, ale korespondowali ze sobą.

Demel odwiedził Piaseckiego w czasie jego choroby, kiedy przebywał w szpitalu w Penlay. Widzieli się wtedy ostatni raz. Był takim jego powiernikiem.

Pogrzeb w Polsce

Dzięki staraniom Instytutu Pamięci Narodowej podjęto działania w celu przeniesienia doczesnych szczątków pisarza, dziennikarza, publicysty, żołnierza, buntownika, awanturnika.

Można powiedzieć bardzo delikatnie do Polski. 29 września 2025 w Katedrze Polowej Wojska Polskiego odbył się w ceremoniale wojskowym z udziałem najwyższych władz państwowych z udziałem prezydenta Rzeczypospolitej doktora Karola Nawrockiego, który zresztą rozpoczął tą całą procedurę, w czym miałem też swój jakiś drobny. Przepraszam, może takie samochwalstwo, ale kilka lat temu, kiedy rozpoczynaliśmy starania prezes ówczesne Instytutu Pamięci Narodowej doktor Nawrocki poprosił mnie o sporządzenie takiej opinii na temat Sergiusza Piaseckiego. Przyniosło to pozytywny skutek i po kilkudziesięciu latach jego szczątki zostały sprowadzone do kraju, do ojczyzny, do miejsca, które kochał najbardziej na świecie.

Chyba oprócz swojej rodziny, swojej żony i dziecka, którego niestety nigdy już nie zobaczył, a jak powiedziałem, czynił starania pod zmienionymi nazwiskami, podszywając się pod kobiety, podpisywał listy, korespondencje i paczki, wysyłał swojej żonie do Giżycka, która tam zamieszkała po zakończeniu drugiej wojny światowej. Tam wychowywała ich syna, tam opiekowała się swoją matką. Ona nigdy nie zdecydowała się na ucieczkę z Polski, wybrała opiekę nad członkami swojej rodziny, wychowanie syna. Z czasem te więzy się rozluźniły.

Wspomnienia

Jak tutaj Pani Teresa Kaczorowska już wspominała, dwaj polscy bohaterowie, wyklęci, zepchnięci na margines życia za ich postawę, za ich niezłomność, są pochowani obok siebie. Szczątki Sergiusza Piaseckiego, spoczywają wreszcie w świętej polskiej ziemi.

Na koniec odwołam się do kilku wspomnień z pamiętnika, jak Sergiusz Piasecki, sam o sobie pisał,

Uczyłem się bardzo źle, raczej wcale się nie uczyłem. Sprawowałem się jeszcze gorzej. Tatuś zawsze twierdził, że skończę źle, a ponieważ tatusie i stare ciocie nie mogą nie mieć racji, to się stało tak, jak przepowiadali i zrobiłem się pisarzem, a to prawdopodobnie jest nieuleczalne. Morał stąd taki, nie zawracałem sobie w szkole uwagi na czytanie książki. Teraz za karę muszę sam je pisać. Jedynie to mnie ratuje przed potępieniem dawnych kolegów, że robię to z chęci zysku.

Jeszcze jeden fragment jego wspomnień:

Charakter miałem ogromnie zmienny, niechętnie i ze wstydem do tej wady się przyznaję.

Na przykład w dzieciństwie nie lubiłem bardzo wódki i dziewczynek. Wódka była dla mnie niesmaczna, a dziewczynki irytowały mnie odrębną budową, tak jak koty czy psy.

Potem zasmakowałem i rozmiłowałem się w jednym i drugim. Chociaż oba te specjały sprawiały mi wiele różnego rodzaju kłopotów.

Miasto Londyn

Nie brakowało Sergiuszowi Piaseckiemu poczucia humoru, pisząc o swoim życiu, swojej przeszłości, swojej młodości. Tak wspominał na przykład pobyt w Anglii. To ostatni fragment, który chciałem zacytować, ponieważ kończy się bardzo wymownie.

Teraz mieszkam w mieście, w którym żyję na kupie tyle ludzi, ile w Litwie, Łotwie, Estonii, Finlandii i Norwegii razem wziętych. Dlatego jest tu ciasno i nudno. Miasto to nazywa się Londyn. Zamieszkują je Anglicy, policjanci i ja.

 Anglicy prawdopodobnie mówią po angielsku, bo wcale ich nie rozumiem i podejrzewam, że i oni siebie nie rozumieją. Na przykład z jednym z nich rozmawiałem, w cudzysłowie, dwie godziny, posługując się jedynie takimi znanymi słowami jak tak, nie i och. Tego mu wystarczyło.

 Działo się to, co prawda w domu publicznym, proszę się nie uśmiechać, w mowie potocznej chodzi przecież tylko o bar. Zamieniliśmy na pożegnanie kilka słów, uściski dłoni, co Anglicy robią wyjątkowo i wymieniliśmy się adresami. Za dwa dni otrzymałem list, który stwierdzał, że jestem strasznie miłym kompanem i że opowiadam bardzo ciekawe rzeczy.

 Uważam to za największy komplement, jaki kiedykolwiek otrzymałem. Policja w Anglii zamiast konkurować lub współpracować ze złodziejami i zatruwać życie obywatelom, jak to się dzieje w każdym innym kraju, opiekuje się nimi, chroni dzieci od wypadków i bardzo jest grzecznie, dokładnie i chętnie informuje tych, którzy o to proszą. A ja piszę powieści, wzbogacam wydawców i czekam, kiedy diabeł, obojętnie jakiego koloru, wydusi wreszcie bolszewików, aby móc wrócić do Polski, którą kocham ponad wszystko.

I tym chciałem zakończyć tą opowieść niepełną przecież, bo wątków byłoby jeszcze bardzo wiele do poruszenia, o niezwykle barwnej, kontrowersyjnej postaci, ale postaci, której powiem tak ze swojego doświadczenia nie da się nie kochać.

TK: Dlaczego pan zajął się Sergiuszem Piaseckim?

MJ: Jako młody człowiek działałem w ruchu oazowym, chodziłem na pielgrzymki, gdzie poznałem ludzi z opozycji, z Solidarności, studentów z NZS-u, kiedy jeszcze nie studiowałem, ludzi z KPN-u, kiedy zacząłem studia w osiemdziesiątym szóstym roku, zacząłem działać w NZS-ie. Po kilku miesiącach działam też w Konfederacji Polski Niepodległej, kolportowaliśmy prasę drugoobiegową, różnego rodzaju wydawnictwa, w tym również Miłosza, wspomnianego tutaj, którego tak Piasecki szczególnie sobie umiłował. Wpadł mi w ręce maszynopis, odbijany na jakimś nędznym powielaczu i to były Zapiski Oficera Armii Czerwonej, niekompletne, poprzecierane, potargane, z brakującymi kartkami, częściami, ja to przeczytałem jednym tchem i po prostu zakochałem się w tej książce. W ogóle nie miałem pojęcia o tym, że istnieje ktoś taki jak Piasecki, nie wiedziałem, co to za człowiek, zacząłem drążyć, szukać jakichś informacji na jego temat i jakie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że on żył przez kilkanaście lat w miejscu, które leży niedaleko mojego domu. Tak rozpoczęła się moja przygoda i moje zafascynowanie tym człowiekiem, jego twórczością i powiem szczerze, że jest to jeden z moich ulubionych autorów, do którego bardzo często sięgam, nawet w takich chwilach, kiedy jest czasami źle, kiedy są jakieś trudne momenty, to jakoś bardzo pozytywnie mnie ten człowiek nastraja, biorąc pod uwagę jego życiorys, jego koleje życia, trudności, z jakimi się zmagał, jego dramaty tak naprawdę i tą tragiczną historię jego życia.  Był w stanie to wszystko przetrzymać, znieść, a jednocześnie być takim człowiekiem, który zachował ten swój kręgosłup, swoje przekonania, swoje poglądy do samego końca, był takim niesłychanym twardzielem, szedł na przekór wszystkim, nawet jeżeli to wydawało się nielogiczne. Tutaj odwołam się choćby o tej historii o Mackiewiczu i o tym wyroku śmierci, którego na szczęście, dzięki Bogu nie wykonał. Nie wiem, czy jakaś Opatrzność nad nim wyczuwała jakiś siódmy zmysł, ale tak właśnie było.

TK: Dziękujemy bardzo za tę wyjątkowo szczegółową i mało znaną biografię Sergiusza Piaseckiego, której my nie znaliśmy przez tyle lat, bo był zakazany, nie było go w bibliotekach. Ja też czytałam ze trzydzieści lat temu Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy. Niedźwiedzica jest na jego grobie, na Marmurze Białym, jest jego ukochana Niedźwiedzica, która go prowadziła podczas pracy przemytnika, podczas przekraczania granic, a przekraczał wiele razy, więc bardzo się cieszę, że rok 2026 Sejm ogłosił rokiem Sergiusza Piaseckiego w Polsce, bo JPN miał już swój rok chyba trzy lata temu.

Myślę, że dzięki temu ukażą się nowe wydania jego dzieł, że się będzie więcej działo, że Piaseckiego bliżej poznamy i tym bardziej panu gorąco dziękuję, że pan przybył aż z Kielc, czyli tam blisko, gdzie się narodził jako pisarz.

MJ: Tak, na Świętym Krzyżu. Tak, można powiedzieć, że tam narodził się ponownie, z tego ciężkiego więzienia na Świętym Krzyżu aktem łaski prezydenta Ignacego Mościckiego zostało przed wybuchem drugiej wojny światowej zwolnionych tylko trzech więźniów. Wśród tych trzech był właśnie nasz bohater był Sergiusz Piasecki. Ta miłość do pisania, zresztą wspominał o tym Wańkowicz wielokrotnie, że kiedy odwiedził go w więzieniu, jak go zobaczył, to był przerażony, bo zobaczył takiego chodzącego trupa z takimi wielkimi oczami o ziemistej cerze, wyniszczonego warunkami w więzieniu i mówi, że był zaskoczony. Piasecki zadawał Wańkowiczowi tylko jedno pytanie, jak pisać, jak pisać, co robić? Niech mi pan powie, niech mi pan wskaże drogę, jak to jest odbierane to, co ja napisałem. Mówi, że był zszokowany tym, co zobaczył. Mówię o tych warunkach, o tej nędzy tych ludzi, o tym upokorzeniu, tragicznym losie, a jednocześnie ta jego wielka miłość do literatury, co coś wyjątkowego.

TK: Pisał, że to jest przymus, że on musi po prostu pisać, a to jest niezwykłe, jak człowiek mógł pisać, który w wieku dwudziestu lat jeszcze nie znał języka polskiego. Nie mogłam w to uwierzyć. Myślę, że duża rola była w tym jego ojca, kiedy on był już w więzieniu i pisał listy do ojca, to ojciec zauważył, że on ma talent narracyjny, prawda, że jest spostrzegawczy, że jest bystrym obserwatorem i zachęcił go do pisania.

Brulion…

I jak czytałam o nim i czytałam jego książki, to pomyślałam sobie, że to więzienie, to co pan rzekł zresztą, to były jego drugie narodziny, ale też, że więzienie sprawiło, że on stał się w ogóle innym człowiekiem. Zaczął czytać Biblię, zaczął czytać wiadomości literackie i zaczął pisać. Biurkiem był więzienny parapet.

Jedno okienko w celi, gdzie jedenastu więźniów. I brulion, w tych brulionach zapisywał maczkiem. Ucieszył się bardzo, że Wańkowicz, który go odwiedził, przywiózł mu brulion i pióro i atrament. To był największy prezent dla niego.

Wańkowicz odegrał dużą rolę, prawda, w jego życiu, bo napisał wstęp do pierwszego wydania książki i później dzięki niemu Piasecki znalazł się w korpusie. Dzięki temu mógł wyjechać do Anglii.  Pomyślałam sobie, że my tu jesteśmy wśród ludzi pióra, że człowiek pióra uratował pisarza.

MJ: Tu zresztą jeszcze wspomniałem Państwu o wizycie Piaseckiego po wyjściu z więzienia w domu Wańkowiczów. Wańkowicz otrzymał wtedy od Piaseckiego prezent. Właśnie Pismo Święte, które zabrał ze sobą z więzienia i powiedział, panie Melchiorze, to Pismo Święte towarzyszyło mi przez całe 11 lat pobytu w więzieniu.

Odrodzenie

To jest coś niesamowitego, jakby narodził się, pojawił na świecie nowy człowiek. Więzienie jednak było dla Piaseckiego resocjalizacją, można powiedzieć.

To rzecz też niezwykle ciekawa, że w apogeum stalinizmu komunistyczne państwo zwracało majątek kościelny. Tyle tylko, że gospodarzami tego miejsca od tego momentu są ojcowie Oblaci Maryi Niepokalanej, którzy prowadzą i koncentrują się głównie na działalności misyjnej. Oni są gospodarzami tego miejsca, więc klasztor jest przygotowany do ich potrzeb. Jest odnowiony, nie ma tam już tych murów, wygląda to miejsce zupełnie inaczej, ale nie do końca.

Proszę mi wierzyć, kiedy wszedłem tam do tego miejsca pierwszy raz i zobaczyłem, bo tam czas się zatrzymał, to ciarki przechodzą. Warunki straszne, skrajnie antyludzkie bym powiedział i wtedy też taka refleksja człowieka dotyka, jak w takich warunkach można było cokolwiek napisać. To wręcz nie do uwierzenia.

TK: Na nagrobku jest data urodzenia 1899, w Wikipedii też, a Pan nas dzisiaj zapewnił, że to jest 1901 rok.

MJ: Prawdopodobnie ta data, o czym sam w autobiografii pisze Piasecki, że w toku różnego rodzaju postępowań, ja nie przytoczę dokładnie słów, ale jakby sens jego wspomnień, różnego rodzaju prokuratorzy, sędziowie i śledczy ustalili, że urodziłem się 1 kwietnia 1901 roku. Więc prawdopodobnie ta data jest właściwa.

Jak każda nauka, również historia nie jest nauką zamkniętą, ciągle toczą się różnego rodzaju polemiki, spory dyskusje. No i dobrze, być może kiedyś uda się dotrzeć do jakichś dokumentów, które jednoznacznie tą kwestię rozstrzygną. W każdym razie Instytut Pamięci Narodowej w dużej mierze przyczynił się do przywrócenia drugiego życia Piaseckiego. I stąd mamy też rok, stąd sprowadzenie ciała z Anglii.

 

Opracowała Aleksandra Tabaczyńska

zdj. Marek Jończyk i Sergiusz Piasecki

DYSKUSJA SDP o projekcie nowej ustawie medialnej w oprac. ALEKSANDRY TABACZYŃSKIEJ – ŚWIRSKI, HAJDASZ, KOŁODZEJSKI, SKOWROŃSKI

Red. Aleksandra Tabaczyńska przygotowała i opracowała zapis dyskusji SDP o projekcie nowej ustawy o radiofonii i telewzji (link pod zdjęciami). 

 

Projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji nie spełnia oczekiwań między innymi środowisk dziennikarskich oraz pracowników mediów – podkreślali uczestnicy dyskusji w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich na Foksal w Warszawie 22 stycznia br. 

Debatowali: prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dyrektor Centrum Monitoringu Prasy SDP dr Jolanta Hajdasz, były przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w latach 2007-2010 i 2016 – 2022 Witold Kołodziejski, członek Zarządu Głównego SDP i wieloletni prezes Stowarzyszenia oraz założyciel i szef Radia Wnet Krzysztof Skowroński oraz członek KRRiT jej przewodniczący w latach 2022 – 2025 Maciej Świrski. Dyskusję transmitowaliśmy na portalu sdp.pl

 

Uczestnicy dyskusji SDP o projekcie nowej ustawy o radiofonii i telewizji: na zdj. od lewej członek Zarządu Głównego SDP i wieloletni prezes Stowarzyszenia oraz założyciel i szef Radia Wnet Krzysztof Skowroński, członek KRRiT jej przewodniczący w latach 2022 – 2025 Maciej Świrski, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dyrektor Centrum Monitoringu Prasy SDP dr Jolanta Hajdasz oraz były przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w latach 2007-2010 i 2016 – 2022 Witold Kołodziejski
zdj. hub

 

Maciej Świrski
zdj. hub

 

Witold Kołodziejski
zdj. hub

Przedstawiamy zapis całej dyskusji w opracowaniu red. Aleksandry Tabaczyńskiej: 

TUTAJ

 

DYSKUSJA SDP: Nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji to reanimacja medialnego trupa – nagranie i zdjęcia

Sensacyjny wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu w sprawie zabójstwa red. JAROSŁAWA ZIĘTARY! Sprawa objęta monitoringiem CMWP SDP

Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok Sądu Okręgowego  i skierował sprawę tzw. ochroniarzy do ponownego rozpatrzenia. Tym samym Sąd przyznał rację prokuraturze, która złożyła apelację od wyroku uniewinniającego ochroniarzy holdingu Elektromis o pseudonimach „Lala” i „Ryba”  od zarzutu  uprowadzenie i pomocnictwa w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. CMWP SDP wspierało stanowisko Prokuratury w tej sprawie. Od początku jest ona objęta monitoringiem CMWP SDP, jej obserwatorem jest red. Aleksandra Tabaczyńska. 

Sąd Apelacyjny obradował w składzie przewodniczący Henryk Komisarski, SSA , sprawozdawca Maciej Świergosz, SSA i sędzia Piotr Gerke.

Dziś jest to nieprawdopodobne że w samym środku Europy zaginął młody dziennikarz i nie wywołuje to realnych działań organów ścigania . Zniknięcie Jarosława Zietary było wręcz bagatelizowane, a śledztwo ograniczono do dwóch wątków – samobójstwa i wyjazdu do znajomej w Londynie.  Czas ten z punktu widzenia postępowania karnego uznać należy za stracony . Zaniechania te z pewnością utrudniły, ale nie uniemożliwiły dojście do prawdy  – ogłosił sąd.

Sąd w uzasadnieniu wyroku przytoczył słowa red. Anny Dolskiej dziennikarki i koleżanki ze studiów Jarosława Ziętary, która złożyła podczas ostatniej rozprawy apelacyjnej dodatkowe zeznania, istotne dla Sądu. To one okazały się kluczowe dla ponownego rozpatrzenia sprawy. Nie ma zbrodni doskonałej, są tylko niewłaściwie prowadzone postępowania  – mówiła w ub. tygodniu dziennikarka.

Ponadto sąd stwierdził, iż wyjątkowo pobieżnie potraktowano wiele dowodów w tej sprawie, a niektóre sąd poprzedniej instancji zupełnie pominął.

 

Satysfakcji z wyroku nie kryje prokurator Piotr Kosmaty z Prokuratury Rejonowej w Krakowie, który  po latach doprowadził do wznowienia śledztwa w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary. Po tylu latach pracy  nad tą sprawą mogę przyznać, iż cieszę się, że Sąd ją docenił, że dostrzegł wagę wielu zeznań świadków, do których dotarłem i że nie zlekceważył tych zeznań, mimo iż były składane wiele lat po zbrodni. Dziękuję bardzo za wsparcie moich działań Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, było ono bardzo ważne dla tej sprawy. Istotna była i konferencja w styczniu 2023 roku i Państwa stanowiska i wszystkie podejmowane przez Was działania – powiedział portalowi cmwp.sdp.pl prokurator Piotr Kosmaty.

Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej”, ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł do redakcji, ale nigdy tam nie trafił. W 1999 r. został uznany za zmarłego, ale jego ciała nie odnaleziono. Do dziś nie wyjaśniono okoliczności śmierci dziennikarza i nie pociągnięto do odpowiedzialności winnych tej zbrodni. 19 października 2022 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał wyrok uniewinniający dwóch byłych ochroniarzy nieistniejącego już holdingu Elektromis Mirosława R., ps. „Ryba” i Dariusza L., ps. „Lala”, oskarżonych o porwanie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. Wcześniej,  24 lutego 2022 roku uniewinniony został były senator Aleksander Gawronik, któremu zarzucano podżeganie do zabójstwa dziennikarza. Prokuratura Regionalna w Krakowie w maju 2022 roku zaskarżyła w całości wyrok uniewinniający Aleksandra Gawronika odnośnie podżegania do zamordowania Jarosława Ziętary i złożyła  apelację od wyroku uniewinniającego byłych ochroniarzy Elektromisu. W styczniu 2024 roku Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok sądu I instancji uniewinniający Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary.

tekst i zdjęcia : Aleksandra Tabaczyńska

Pod patronatem SDP: Dzień Edukacji Narodowej w Szkołach Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców w Poznaniu

Dzień Edukacji Narodowej, który był uroczyście obchodzony m.in w Szkołach Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców Oddział w Poznaniu im. bł. Natalii Tułasiewicz. Uroczystości patronatem objęło Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

W klimacie wartości patronki nauczycieli, bł. Natalii Tułasiewicz, odbył się w środę, 15 października uroczysty koncert z okazji Dnia Edukacji Narodowej. Wydarzenie zorganizowało Katolickie Stowarzyszenie Wychowawców, Oddział w Poznaniu, które prowadzi na terenie miasta cztery placówki edukacyjne: przedszkole, szkołę podstawową oraz dwa licea ogólnokształcące. Koncert wybrzmiał, w historycznej auli budynku, który od 2009 roku, jest siedzibą Publicznego Liceum Ogólnokształcącego KSW im. bł. Natalii Tułasiewicz. Neoklasycystyczny gmach z 1927 r. przy ul. Głogowskiej 92, wybudował poznański społecznik i pedagog ks. dr Czesław Piotrowski. W tymże budynku mieści się również Katolicka Szkoła Podstawowa im. św. Stanisława Kostki, prowadzona przez Archidiecezję Poznańską, z którą ściśle KSW współpracuje.

Galę poprowadzili dziennikarze Wielkopolskiego Oddziału SDP red. Irmina Kosmala i red. Dawid Jung. W pięknej auli szkolnej oprócz życzeń i kwiatów dla dyrektorów placówek: Barbary Ziółkowskiej, ks. Piotra Kusia oraz ks. Grzegorza Koniecznego odczytano okolicznościowy list dr Jolanty Hajdasz, prezes SDP, skierowany do nauczycieli i pracowników placówek Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców.

Podczas koncertu, wystąpił zespół Arete który wykonał kompozycje ze swojego 15 letniego dorobku muzycznego, w tym również utwory do słów błogosławionej Natalii.

Wydarzenie zostało objęte patronatem medialnym przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

W obchodach uczestniczyli przedstawiciele Wielkopolskiego Oddziału SDP. List z życzeniami w imieniu całego Stowarzyszenia przesłała jego prezes dr. Jolanta  Hajdasz: 

 

Pani Barbara Ziółkowska

Ks. Grzegorz Konieczny

Ks. Piotr Kuś

Dyrektorzy Szkół Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców

Oddział w Poznaniu im. bł. Natalii Tułasiewicz

 

Szanowna Pani Dyrektor, Szanowni Księża,

Nauczyciele i Pracownicy szkoły,

 

z okazji Dnia Edukacji Narodowej, pragnę z serca podziękować za Państwa codzienny trud, poświęcenie i świadectwo wiary. Mam nadzieję, że Wasza praca zakorzeniona w Ewangelii i miłości do młodego człowieka, przyniesie błogosławione owoce w sercach uczniów.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich z radością objęło swoim patronatem tak znaczące wydarzenie. Wychowanie bowiem młodego pokolenia, szczególnie w kontekście zmian programowych jakich polska szkoła doświadcza w ostatnim czasie, stanowi poważne wyzwanie. Dlatego z pełnym przekonaniem będziemy wspierać Państwa działania w obronie wartości chrześcijańskich w nauczaniu dzieci i młodzieży.

Całej społeczności szkolnej życzę, by każdy dzień był źródłem radości z odkrywania piękna prawdy, dobra i wiary. Ufam, że za wstawiennictwem bł. Natalii Tułasiewicz, Pan Bóg obdarzy Państwa mądrością w kształtowaniu serc i umysłów uczniów.

Z wyrazami szacunku,

dr Jolanta Hajdasz

Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

 

 

 

zdj.: Wielkopolski Oddział SDP, Aleksandra Tabaczyńska

ALEKSANDRA TABACZYŃSKA o kolejnej rocznicy śmierci dziennikarza JAROSŁAWA ZIĘTARY

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich upamiętniło 33. rocznicę uprowadzenia i zamordowania poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Wiązankę kwiatów złożono w Poznaniu, na ulicy Kolejowej 49, gdzie na murze kamienicy, z której Jarek wyszedł, i już nie wrócił 1. września 1992 roku, znajduje się pamiątkowa tablica.

Na kamiennej płycie widnieje wizerunek zamordowanego reportera oraz napis: „W tym domu mieszkał Jarosław Ziętara. Porwany 1 września 1992 r. Zginął dlatego, że był dziennikarzem”. Tablica, która powstała w 2016 roku, z inicjatywy Społecznego Komitetu im. Jarosława Ziętary, jest nie tylko symbolem pamięci środowiska dziennikarskiego, ale miejscem, w którym corocznie spotykają się, przyjaciele Jarka, ludzie mediów  oraz mieszkańcy miasta, aby wspomnieć reportera, zapalić znicz, złożyć kwiaty.

Na uroczystości poświęconej zamordowanemu dziennikarzowi, wspominał go Krzysztof M. Kaźmierczak twierdząc, że zbrodnia ta była tak dobrze przygotowana, że można ją uznać za zbrodnię doskonałą. Obecny na uroczystości dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM Szymon Ossowski, przypomniał, że Jarosław Ziętara był absolwentem tego wydziału ,wówczas jeszcze Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. Zapowiedziano także 11 videocastów, rozmów poświęconych dramatycznym wydarzeniom sprzed ponad 30 lat, które będą emitowane w Radiu Poznań w likwidacji.

Oskarżonych w sprawie uprowadzenia dziennikarza uniewinniono. W 2022 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił oskarżonego o podżeganie do zabójstwa Ziętary byłego senatora Aleksandra G.; w styczniu 2024 roku orzeczenie to podtrzymał sąd apelacyjny. W grudniu ub. roku Sąd Najwyższy oddalił kasację prokuratury od tego wyroku.

W październiku 2022 roku, w innym procesie, Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił Mirosława R., ps. Ryba, i Dariusza L., ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. Wyrok nie jest prawomocny; apelacja nie została jeszcze rozpoznana.

 

ALEKSANDRA TABACZYŃSKA: 33 lata sprawy RED. JAROSŁAWA ZIĘTARY – dokumentowanie zbrodni

ALEKSANDRA TABACZYŃSKA: 33 lata sprawy RED. JAROSŁAWA ZIĘTARY – dokumentowanie zbrodni

33 lata temu, 1 września 1992 roku przed dziewiątą rano, wyszedł ze swojego mieszkania na ulicy Kolejowej, na poznańskim Łazarzu 24-letni dziennikarz Jarosław Ziętara. Wyszedł do pracy, do redakcji w ówczesnej „Gazecie Poznańskiej”. Dystans niecałych 2 km miał pokonać pieszo. Tego dnia jednak nie dotarł do pracy.

Do dziś nie odnaleziono ciała mężczyzny. W roku 1999 został sądownie uznany za zmarłego. Jego symboliczny grób znajduje się w Bydgoszczy. Rodzice Jarosława, pomimo ogromnego zaangażowania przede wszystkim ojca, zmarli, nie doczekawszy się informacji o synu. Te tragiczne wydarzenia poznańscy dziennikarze upamiętnią w najbliższy poniedziałek, 1. września przed domem na ulicy Kolejowej 49, z którego Ziętara, wyszedł do pracy. Jest tam tablica pamiątkowa, pod którą każdego roku składane są kwiaty i znicze.

33 lata…

Dziennikarze i przyjaciele Jarosława Ziętary nie ustają w działaniach mających ustalić i udowodnić wydarzenia sprzed 33 lat.  21 sierpnia, w mediach pojawiła się informacja, że koleżanka ze studiów Ziętary, red. Anna Dolska przedstawiła prokuraturze rozmowę z Ryszardem B. byłym ochroniarzem Aleksandra Gawronika. Ryszard B. przed sądem apelacyjnym w 2023 r. zeznał, że były senator szukał ludzi do „uciszenia” dziennikarza i zwrócił się w tej sprawie do niego.

B. zmarł po procesie, w październiku 2024 roku w wieku 63 lat. Anna Dolska zeznała w prokuraturze, że go znała, bo był mężem jej przyjaciółki. Przedstawiła prokuraturze szczegóły swojej rozmowy, w której zdradził on, że wie więcej o sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary, ale milczał o tym przed sądem. Świadek przedstawił dziennikarce okoliczności zgodne z ustaleniami prokuratorskiego śledztwa, ale z dodatkowymi szczegółami. Dodał, że Gawronik miał przekazać ochroniarzom zdjęcie Ziętary, by go rozpoznali i o tym, że „Antek” miał brać udział w porwaniu w roli wsparcia na wypadek, gdyby Ziętara próbował uciekać. Antek, to postać ochroniarza, która do tej pory nie pojawiała się w zeznaniach świadków.

Historia wyjaśniania i dokumentowania zbrodni

Po wielu latach śledztwa, prokuratura oskarżyła byłego poznańskiego biznesmena Aleksandra Gawronika i dwóch ochroniarzy potężnej w latach 90. firmy Elektromis. Gawronikowi zarzuciła podżeganie do zabójstwa Ziętary, a ochroniarzom o pseudonimach Lala i Ryba, porwanie dziennikarza i przekazanie nieustalonym zabójcom. Motywem zbrodni, w ocenie śledczych, miało być uciszenie młodego dziennikarza, który zbierał informacje o aferach i przekrętach biznesmenów zarabiających na przemycie alkoholu i oszustwach gospodarczych na wielką skalę. Jest to jedyne morderstwo dziennikarza w Polsce po 1989 roku. Dwa oddzielne procesy toczyły się w Poznaniu, w Sądzie Okręgowym kilka lat: przeciwko Gawronikowi od 2016, a Lali i Rybie 2019. Rok 2022 to czas, w którym się zakończyły. Ogłoszenie wyroków odbyło się w znamienne daty: Aleksandra Gawronika uniewinniono 24 lutego, w dzień wybuchu wojny na Ukrainie, a oskarżeni ochroniarze usłyszeli wyrok uniewinniający, 19 października, a więc w rocznice uprowadzenia ks. Jerzego Popiełuszki.

Jest jeszcze jedna konsekwencja zakończenia obu procesów dotyczących śmierci red. Jarosława Ziętary. Na sali sądowej wydano nie tylko wyroki uniewinniające oskarżonych, ale dokonano także oceny pracy zawodowej nieżyjącego dziennikarza. Niepochlebne słowa, które padały z ust obrońców oskarżonych były w jakimś sensie spodziewane, ale te które wybrzmiały w uzasadnieniu wyroku zraniły boleśnie środowisko dziennikarskie. Zginął młody człowiek, dziennikarz któremu gwałtowna śmierć przerwała obiecującą drogę zawodową. Sąd nie musiał wypowiadać się na temat dorobku Ziętary, bo nie twórczość dziennikarska była przedmiotem procesu. Nie musiał, ale sobie tego nie odmówił.

CMWP

Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich śledziło przebieg procesów sądowych, a po każdej rozprawie zamieszczało relację z wydarzeń na sali sądowej. W styczniu 2023 roku została zorganizowana konferencja pt. „Zginął, bo był dziennikarzem. 30 lat walki o prawdę w sprawie zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary”. Uczestniczyli w niej min. oskarżyciel posiłkowy Jacek Ziętara, brat Jarosława, prokurator Piotr Kosmaty, a także dziennikarze, władze SDP Krzysztof Skowroński, Jolanta Hajdasz, Aleksandra Tabaczyńska, oraz prawnik Michał Jaszewski, a także red. Krzysztof Kaźmierczak. CMWP wsparło także apelację prokuratury od wyroku dotyczącego Gawronika. Opinię amicus curiae w tej sprawie, przygotowaną przez dr Jolantę Hajdasz oraz doradcę prawnego Michała Jaszewskiego wysłano do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu. Na murach siedziby SDP od 7 grudnia 2022 roku można było oglądać wystawę poświęconą historii redaktora Jarosława Ziętary.

 

ALEKSANDRA TABACZYŃSKA o kolejnej rocznicy śmierci dziennikarza JAROSŁAWA ZIĘTARY

Gala rozdania nagród Oddziałów Wielkopolskiego i Lubuskiego SDP

Trzeci raz z rzędu, w pięknych wnętrzach Muzeum Narodowego w Poznaniu, na Zamku Przemysła odbyła się Gala wręczania nagród w konkursie Oddziałów Wielkopolskiego i Lubuskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. We wtorek, 10 czerwca w gościnnych progach Zamku zgromadziło się liczne grono laureatów i ich bliskich oraz ludzi mediów.

Na konkurs wpłynęło 48 zgłoszeń od dziennikarzy prasowych, radiowych, telewizyjnych i internetowych z województwa lubuskiego i wielkopolskiego. Jury pod przewodnictwem prezes Zarządu WO SDP, prezes SDP red. Jolanta Hajdasz (w dniu wręczenia nagród odebrała nadany przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę Złoty Krzyż Zasługi – były gratulacje od Koleżanek i Kolegów z  WO i LO SDP).

W jury byli też: red. Barbara Miczko – Malcher, red. Aleksandra Tabaczyńska, red. Krzysztof Chmielnik, przedstawiciel LO SDP, red. Ryszard Gromadzki, red. dr Wiesław Kot, red. Jan Martini oraz Barbara Napieralska, przedstawicielka NSZZ Solidarność Region Wielkopolska. Solidarność jest fundatorem Nagrody dla Młodych Dziennikarzy im. Wojciecha Cieślewicza.

W Gali rozdania nagród udział wzięli: Jarosław Lange przewodniczący NSZZ „Solidarność” Regionu Wielkopolska, Tomasz Łęcki, dyrektora Muzeum Narodowego w Poznaniu i gospodarz miejsca, a także Marta Mleczko, dyrektor Centrum Kultury „Park Dzieje” w Murowanej Goślinie.

Jury postanowiło przyznać, w sumie, 17 nagród i wyróżnień w czterech kategoriach: Nagroda Główna, Virtuti Civili, Nagroda im. Wojciecha Dolaty i Nagroda dla Młodych Dziennikarzy im. Wojciech Cieślewicza.

Nagrodzeni dziennikarze otrzymali okolicznościowe dyplomy, nagrody pieniężne oraz vouchery na weekendowy pobyt w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym.

Wyróżnieni z kolei otrzymali książki autorstwa Grzegorza Kucharczyka pt. „ Monarchia Polska” oraz bilety na widowisko ‘Ogień i Krzyż” ufundowane przez Centrum Kultury „Park Dzieje”.

 

PIOTR ROBAKOWSKI I ROMAN WAWRZYNIAK laureatami Konkursu Dziennikarskiego 2025 Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP!

Ponadto, po raz czwarty Zarząd Wielkopolskiego Oddziału SDP, uhonorował wybitnych dziennikarzy związanych z regionem.

LAUR 2025 Wielkopolskiego otrzymali prof. Grzegorz Kucharczyk i prof. Piotr Grochmalski

Dotychczasowi Laureaci:

Laur WO SDP 2021 – laureaci red. Barbara Miczko Malcher , red. Sławomir Kmiecik

Laur WO SDP 2023 – laureaci red. Piotr Lisiewicz, red. Grażyna Wrońska

Laur WO SDP 2024 – red. Wanda Różycka – Zborowska, red. Wiesław Kot, i miesięcznik dla ministrantów KnC  Króluj nam Chryste z okazji jubileuszu XX lecia istnienia.

https://sdp.pl/laur-wielkopolskiego-oddzialu-sdp-2025-dla-prof-piotra-grochmalskiego-i-prof-grzegorza-kucharczyka/

 

„Obława Augustowska w oczach świadka” spotkanie w Klubie Publicystyki Kulturalnej

W tym roku obchodzimy 80 rocznicę dramatycznych wydarzeń Obławy Augustowskiej. Była to operacja wojskowa Armii Czerwonej, NKWD raz LWP i UB w lipcu 1945 roku na Suwalszczyźnie. Głównym jej celem była eksterminacja zbrojnego podziemia niepodległościowego i pacyfikacja ludności. To największa zbrodnia komunistyczna w Polsce po zakończeniu II wojny światowej. W czasie Obławy Augustowskiej zostało zatrzymanych około 7 tysięcy osób. Ponad 600 nigdy nie wróciło do swoich domów – zostały zamordowane i pochowane w nieznanym miejscu.

Klub Publicystyki Kulturalnej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zorganizował specjalne spotkanie, poświęcone upamiętnieniu tragedii, połączone z zaprezentowaniem książki „Obława Augustowska w oczach świadka”, autorstwa dr Teresy Kaczorowskej.

Rozmowę i dyskusję poprowadziła dr Jolanta Hajdasz, prezes SDP w siedzibie Stowarzyszenia na Foksal.

Spotkanie w Klubie Publicystyki Kulturalnej od prawej: autorka Teresa Kaczorowska i prezes SDP prowadząca spotkanie Jolanta Hajdasz
zdj. Aleksandra Tabaczyńska

Bohaterem publikacji jest ksiądz prałat Stanisław Wysocki – niezłomny kapłan, świadek historii i społeczny bojownik  o prawdę o Obławie Augustowskiej. To właśnie on, między innymi, w lipcu 1945 r. stracił ojca i dwie siostry, których na jego oczach zabrali Rosjanie z pomocą polskich komunistów. Teresa Kaczorowska zaprezentowała działalność duszpasterską kapłana oraz wpływ wydarzeń sprzed lat na całą jego drogę życiową. Zebrani, mogli wysłuchać świadectwa mecenasa Tadeusza Komosy, ucznia ks. Wysockiego. Stwierdził on, że określenie „lekcje” religii, zupełnie nie pasują do gorących dyskusji na temat prawd wiary, podczas których kapłan nauczał.

W wydarzeniu wzięła też udział Maria Lamers z Krakowa, wnuczka katyńska, która akompaniując sobie na gitarze, zaśpiewała kilka autorskich pieśni patriotycznych. Publiczność usłyszała między innymi „Apel ofiar Obławy Augustowskiej”, do której słowa ułożyła bohaterka spotkania, a muzykę Maria Lamers. Artystka opowiedziała, że gdy Teresa poprosiła ją o napisanie muzyki do swojego wiersza, udała się do biblioteki w Krakowie. Aby wniknąć w atmosferę tamtych dni, chciała wypożyczyć wszystkie pozycje jakie są w placówce, dotyczące Obławy Augustowskiej. Wcześniej o tej tragedii nie słyszała. Okazało się, że jedyne książki, które istnieją to tylko autorstwa Teresy Kaczorowskiej. Nikt o tym poza nią nie pisał.

Maria Lamers z Krakowa, wnuczka katyńska, która akompaniując sobie na gitarze, zaśpiewała kilka autorskich pieśni patriotycznych. Publiczność usłyszała między innymi „Apel ofiar Obławy Augustowskiej”, do której słowa ułożyła bohaterka spotkania, a muzykę Maria Lamers zdj. Aleksandra Tabaczyńska

Uczestnicy spotkania usłyszeli też w jaki sposób udało się autorce oczyścić ks. Stanisława Wysockiego z pomówień na temat jego rzekomej współpracy z służbami PRL. Tą ostatnią w swoim życiu bitwę o honor i prawdę leciwy już wtedy prałat, również wygrał. Został formalnie oczyszczony. Dodatkowo Teresa Kaczorowska zaprezentowała list, który otrzymała od Ryszarda Ślizankiewicza, funkcjonariusza SB Wydziału IV KW MO później WUSW. Ślizankiewicz pisze, że według jego wiedzy nie prowadzono wobec księdza żadnych spraw operacyjnych, nie był on tajnym współpracownikiem SB, nigdy nie dostał takiej propozycji, niczego nie podpisał i na nikogo nie donosił.

Dr Teresa Kaczorowska, swoją książkę przesłała Ryszardowi Schnepfowi, synowi Maksymiliana Sznepfa, dowódcy Praskiego Pułku Piechoty, który to pułk wspomagał sowieckie siły w tej największej akcji eksterminacyjnej w Puszczy Augustowskiej. Komentarz jaki otrzymała można zamknąć w słowach: mój ojciec był bohaterem.

Teresa Kaczorowska– dr nauk humanistycznych, badaczka historii najnowszej, reporterka, poetka, członek Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Jest autorką 20. książek, w tym o zbrodni katyńskiej, Obławie Augustowskiej, ostatnie to: „Obława Augustowska” wydanej też w języku angielskim „The Augustów Roundup of July 1945”, „Dziewczyny Obławy Augustowskiej” i „Było ich 27” oraz wielu artykułów prasowych i prac naukowych. Uhonorowana wieloma odznaczeniami, m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta” (2010 r.), Brązowym (2014 r.) i Srebrnym (2023 r.) Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, Nagrodą Zygmunta Krasińskiego (2025 r.).

Maria Lamers – artystka wszechstronna: śpiewa, gra na gitarze, komponuje, maluje (absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie), pisze piosenki, występowała w Piwnicy pod Baranami. Uczestniczka 6. The Voice of Poland (znalazła się w finale). Jej dziadek został zamordowany przez Rosjan w obozie jenieckim w Katyniu.

Link do „Apelu ofiar Obławy Augustowskiej”: słowa: Teresa Kaczorowska, muzyka i wykonanie: Maria Lamers:

Wielkopolski Oddział SDP w Gnieźnie: Dzień Prymasa Tysiąclecia, konkurs, wystawa organów elektronicznych

Dziennikarze Dawid Jung i Irmina Kosmala zaprosili WO SDP na dzień patrona w Katolickiej Szkole Podstawowej „Rodzice-Dzieciom” w Gnieźnie. Obchody odbyły się 28 maja, we wspomnienie liturgiczne Prymasa Tysiąclecia, gdyż szkoła nosi imię ks. Kardynał Stefana Wyszyńskiego.

Na uroczystości przyjechała delegacja WO SDP w składzie red. Barbara Miczko-Malcher, red. Barbara Ziółkowska oraz autorka.

Patron

Reprezentację SDP dopełniali, pracująca w szkole red. Kosmala oraz red. Jung, członek Zarządu Wielkopolskiego Oddziału SDP. Dzień Patrona rozpoczęła msza św. podczas której dyrektor Jacek Maćkowiak zawierzył społeczność szkolną Matce Boskiej Częstochowskiej.

Konkurs

Jednym z punktów uroczystości, już w murach szkolnych, było wręczenie nagród zwycięzcom konkursu recytatorskiego, w którym uczniowie deklamowali utwory autorstwa Dawida Junga. Na scenie można było usłyszeć zarówno bajki pełne humoru, jak i utwory niosące ważne przesłania, a także ukazujące bogactwo języka polskiego.

Młodzi ludzie z dużym zaangażowaniem i wrażliwością recytowali wiersze, a autor po wręczeniu laureatom nagród opowiedział o dalszych planach wydawniczych oraz pogratulował szkole uzdolnionych wychowanków. Na prośbę organizatorów, nasi dziennikarze podzielili się z młodzieżą szkolną swoim doświadczeniem opisując specyfikę pracy w mediach.

Muzeum

Kolejnym  punktem spotkania był wykład księdza dra Jarosława Bogacza, historyka sztuki, pt. „Organy w sztuce europejskiej. Od mistyki do surrealizmu”.

 

Zwieńczeniem tego dnia było zwiedzenie przez członów SDP Muzeum Polskich Organów Elektronicznych – największego zbioru kolekcjonerskiego na świecie, którego założycielem i pomysłodawcą jest red. Dawid Jung.

Po wystawie oprowadzał oraz wciągająco opowiedział o swej pasji, której oddaje się od ponad dwudziestu lat – sam właściciel. Wystawę można oglądać przez najbliższe pół roku w Starym Ratuszu w Gnieźnie (zgłoszenia pod numerem tel.: 572-988-174).

 

Andrzej Karpiński z Wielkopolskiego Oddziału SDP autorem obrazu beatyfikacyjnego bł. ks. Stanisława Streicha

Andrzej Karpiński, twórca logo  Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i  dziennikarz Wielkopolskiego Oddziału SDP est autorem obrazu beatyfikacyjnego bł. ks. Stanisława Streicha. Dzieło Andrzeja Karpińskiego, zostało zawieszone przy sarkofagu błogosławionego w kościele pw. św. Jana Bosko w Luboniu. Kapłan został na nim przedstawiony z palmą męczeństwa – znakiem rozpoznawczym męczenników za wiarę. Na placu przed poznańską katedrą, podczas beatyfikacji została odsłonięta reprodukcja obrazu o wymiarach 3 m na 2 m. Spod pędzla Karpińskiego wyszedł również portret bł. Stefana kardynała Wyszyńskiego, bł. Karolina Kózkówny i wiele innych.

W sobotę, 24 maja, na Placu Katedralnym w Poznaniu, odbyły się uroczystości beatyfikacyjne zamordowanego w 1938 roku ks. Stanisława Streicha. Kapłan pełnił posługę proboszcza parafii w Luboniu, pod Poznaniem i tam został zabity z pobudek politycznych w czasie nabożeństwa. W ubiegłym roku oficjalnie został uznany męczennikiem za wiarę. Na beatyfikację wyraził zgodę zmarły w tym roku papież Franciszek. Uroczystości przewodniczył kard. Marcello Semeraro, prefekt Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych. We mszy św. udział wzięli także Arcybiskup Metropolita Poznański Zbigniew Zieliński, kard. Stanisław Dziwisz, abp Tadeusz Wojda, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Wojciech Polak, prymas Polski, abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski.

Wśród tłumu wiernych Ks. Stanisław Streich był kapłanem archidiecezji poznańskiej. Niespełna 36-letni ksiądz został zastrzelony 27 lutego 1938 roku przez komunistycznego działacza, Wawrzyńca Nowaka, który oddał strzały podczas mszy świętej z udziałem dzieci w parafii w podpoznańskim Luboniu. Jedna z kul utknęła w ewangeliarzu, trzy pozostałe dosięgły ciała księdza. Jego życie, naznaczone gorliwą posługą duszpasterską, stało się symbolem oddania Bogu i ludziom. Beatyfikacja nastąpiła niespełna 8 lat po rozpoczęciu procesu.

Przedwojenna prasa donosiła, że w chwili morderstwa przestępca krzyknął: „Niech żyje komunizm! Zrobiłem to dla was! Wynoście się z kościoła!”. Za zabójstwo księdza, mężczyzna został skazany na karę śmierci. Wawrzyniec Nowak był członkiem bojówki skupionej w Wydziale Wojskowym Komunistycznej Partii Polski. Uważał Kościół katolicki za wroga postępu i rewolucji. Ks. Streich przed swoją męczeńską śmiercią otrzymywał różne pogróżki. Do kapłana przyszedł anonim, w którym przestrzegano go przed budową świątyni w Luboniu: „Nie buduj tej obory, bo zostaniesz zakatrupiony”.

O męczeństwie kapłana świadczyły badania opisów tej straszliwej zbrodni oraz wspomnienia świadków śmierci ks. Stanisława Streicha. Pierwsze starania o beatyfikację lubońskiego proboszcza rozpoczęto już w 1938 roku. Przerwała je II wojna światowa, a uniemożliwił okres PRL. Ówczesne władze skutecznie udaremniały podjęcie tej inicjatywy. Do sprawy powrócono w 1993 roku, a proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 2017 roku, który zakończył się potwierdzeniem przez papieża Franciszka, że męczennik zginął za wiarę, a jego zabójca działał z nienawiści do wiary.

 

Więcej o twórczości sakralnej i nie tylko: https://airbrush.com.pl/    

 

MAŁE OJCZYZNY, czyli wszystko, co kochamy

Niechaj, co rzadko się zdarza, będzie trochę „prywaty” na naszym portalu. Otóż zawsze wiedzieliśmy, że nasza wiceprezes i wieloletnia działaczka SDP Wanda Nadobnik, związana przez lata m.in. z TVP, jest osobą wielu talentów i coraz rzadszego obecnie dziennikarskiego renesansu, ale tu chodzi o coś więcej.

Wanda wraz z siostrą Małgorzatą Nadobnik-Hassa, a także z kuzynkami i krewnymi z miejscowego klanu Nadobników od lat angażują się w wiele inicjatyw, które określane są dosyć sucho, encyklopedycznie – Małe Ojczyzny. To znacznie więcej niż zakres zainteresowań zawodowych Wandy i jej społecznej pracy w SDP.

Między innymi, są to uroczystości w Wielichowie, małej miejscowości w województwie wielkopolskim. Uroczystości zatrzymujące w kadrze pamięci ludzi stąd, z Wielkopolski, z Polski. Powie ktoś, że to tak jak wszędzie. Tak. I to jest naszego kraju, jakakolwiek banalnie to zabrzmi, duży potencjał. Bo Małe Ojczyzny, to coś więcej niż dzieciństwo, młodość, pamięć. To nasze dziedzictwo.

I nie dotyczy to oczywiście tylko Wielichowa i ludzi stąd, nie tylko Wandy Nadobnik. To – na szczęście – dziedzictwo nie tysięcy Małych Ojczyzn, ale naszej Ojczyzny.

Poniżej publikujemy tekst i link do artykułu ze strony Gminy Wielichowo, gdzie w ramach projektu historycznego ukazała się relacja z uroczystości, bo kto lepiej zna nasze Małe Ojczyzny niż lokalne portale…

TUTAJ – Wielichowo.pl

===================================================================================

„W sobotę, 10 maja o godz. 11:00 w Wielichowie odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy poświęconej upamiętnieniu zasłużonych mieszkańców naszego miasta. Osób, które urodziły się tutaj lub związały swoje życie z Wielichowem, a ich działalność i postawy pozostawiły trwały ślad w historii i pamięci lokalnej społeczności.

 

          Uroczystość rozpoczęła się odegraniem hejnału Wielichowa przez trębacza Kajetana Włodarczaka. Następnie głos zabrała Burmistrz Wielichowa, Honorata Kozłowska, która w imieniu swoim oraz Przewodniczącej Rady Miejskiej Genowefy Feldgebel, powitała wszystkich uczestników tej patriotycznej uroczystości. Przypomniała, że aby móc patrzeć w przyszłość, trzeba pamiętać o przeszłości.

 

      To piękne przesłanie towarzyszyło rodzinom bohaterów, zaproszonym gościom, mieszkańcom, dzieciom, młodzieży oraz harcerkom. Następnie przemówiła Małgorzata Nadobnik-Hassa, przedstawicielka rodziny Nadobników – współorganizatora wydarzenia. Opowiedziała o historii projektu, którego część zakończyła się właśnie przy tej tablicy.

 

        Symbolicznego odsłonięcia tablicy dokonali: Burmistrz Honorata Kozłowska, Krystyna Krzyszkowiak – żona Zdzisława Krzyszkowiaka, Małgorzata Nadobnik-Hassa i Wanda Nadobnik – wnuczki Wandy i Marcina Nadobników, Roman Świetlik – przedstawiciel rodziny Franciszka Rosta, Wiesław Kaletka – przedstawiciel rodziny Adama Kaletki, Aneta Kurasiak – inicjatorka postawienia tablicy, Urszula Dopierała – dyrektor CK Wielichowo oraz Paweł Michalski.

 

          Zasłużeni Wielichowianie zostali uhonorowani przez uczniów szkół podstawowych z Łubnicy, Wilkowa Polskiego i Wielichowa, którzy złożyli czerwone róże przy kamieniu. Na tablicy umieszczono specjalny kod QR (Quick Response Code), który daje możliwość szybkiego dostępu do biogramów upamiętnionych postaci: Adama Kaletki, Zdzisława Krzyszkowiaka, Hieronima Łagody, Wandy i Marcina Nadobników oraz Franciszka Rosta. To nowoczesna forma zachowania i przekazywania pamięci, która będzie rozwijana wraz z pozyskiwaniem nowych informacji.

 

          Wartę przy kamieniu pełniły harcerki z 9 Grunwaldzkiej Drużyny Harcerskiej „Buki” im. Kazimierza Wielkiego w Wielichowie. Nad bezpieczeństwem czuwali druhowie z OSP Wielichowo.

 

          Dalsza część uroczystości odbyła się w Centrum Kultury. Dyrektor CK, Urszula Dopierała, przywitała gości i zaprosiła na koncert dzieci ze Szkoły Podstawowej im. Kompanii Wilkowskiej Powstańców Wielkopolskich w Wilkowie Polskim. Występ był pełen radości, patriotyzmu i autentyczności.

 

          W kolejnej części Paweł Michalski zaprosił przedstawicieli rodzin do podzielenia się wspomnieniami o zasłużonych postaciach. Wzruszające słowa wypowiedzieli m.in. Krystyna Krzyszkowiak, Wanda Nadobnik, Wiesław Kaletka, Roman Świetlik oraz sam prowadzący, opowiadając o Hieronimie Łagodzie.

 

          Aneta Kurasiak podkreśliła, że odsłonięcie pamiątkowego kamienia to wyraz głębokiej wdzięczności wobec tych, którzy poprzez swoje życie, działania i postawy kształtowali tożsamość naszego miasta. Inicjatywa ta powstała z potrzeby przywrócenia pamięci o osobach, które były często zapomniane, a miały ogromny wpływ na rozwój lokalnej społeczności.

 

          Kamień symbolizuje nie tylko przeszłość, ale i przyszłość. Jest drogowskazem, inspiracją i przypomnieniem, że wartości takie jak poświęcenie, solidarność i odpowiedzialność powinny być fundamentem wspólnoty.

 

          Choć wielu z upamiętnionych działało w różnych zakątkach Polski i świata, wszystkich łączy jedno – urodzili się w Wielichowie. To tutaj zaczęła się ich droga. Tu otrzymali język, wartości i poczucie tożsamości.

 

          Każdy z nich żył w czasach trudnych – bardzo trudnych. Mimo tego nie odwrócili się od świata. Działali na rzecz dobra wspólnego, dla innych ludzi, dla kraju. Czasem za swoją postawę płacili najwyższą cenę – oddając życie. Tym bardziej zasługują dziś na naszą pamięć, wdzięczność i szacunek.

 

         Szczególne podziękowania za współpracę i wsparcie należą się: Burmistrz Honoracie Kozłowskiej, dyrektor CK Urszuli Dopierale, Pawłowi Michalskiemu, Małgorzacie Nadobnik-Hassie, Wandzie Nadobnik, Wiesławowi Kaletce, Robertowi Wypychowi, Anecie Kurasiak, Martynie i Marcinowi Nadobnikom, firmie Anex Marciniak, Arturowi Schlafce, Wojciechowi Szczepaniakowi.

 

          „Nie ma takich miejsc, bez pamięci, bez przeszłości, trzeba tylko chcieć by wydobyć dzień z ciemności, szukać …” – te słowa piosenki zespołu „Wartaki” najtrafniej oddają sens tego dnia.

 

          Zawsze warto pamiętać. Zawsze warto chcieć.”

 

          Aneta Kurasiak, Paweł Michalski – menagerowie projektu „Pamięci Wielichowian”

DO 30 KWIETNIA BR. MOŻNA PRZESYŁAĆ PRACE NA KONKURS DZIENNIKARSKI WIELKOPOLSKIEGO I LUBUSKIEGO ODDZIAŁU SDP

Wielkopolski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich  we współpracy z Lubuskim Oddziałem SDP ogłasza konkurs o Nagrody Dziennikarskie 2025 w następujących kategoriach:

  • Nagroda Główna WO SDP
  • Nagroda Virtuti Civili
  • Nagroda im. Wojciecha Dolaty
  • Nagroda dla Młodych Dziennikarzy im. Wojciecha Cieślewicza

Termin nadsyłania zgłoszeń to 30 kwietnnia 2025 roku – regulamin ze zmienioną datą poniżej. Chodzi o materiały dziennikarskie opublikowane/nadane przed 31 grudnia 2024 roku z wyjątkiem prac zgłoszonych do Konkursu w poprzednich jego edycjach. Oznacza to, że do konkursu można zgłaszać nie tylko te prace , ktore powstały w statnich 12 miesiącach. Po raz trzeci zostanie przyznana Nagroda dla Młodych Dziennikarzy imienia Wojciecha Cieślewicza, 29-letniego  dziennikarza „Głosu Wielkopolskiego”, który 13 lutego 1982 roku, w czasie stanu wojennego,  został śmiertelnie pobity przez  funkcjionariuszy Milicji Obywatelskiej. Fundatorem i patronem tej nagrody jest NSZZ „Solidarność” Region Wielkopolska. Fundatorem Nagrody Głównej i pozostałych jest Zarząd WO SDP.  W konkursie w w/w kategoriach mogą brać udział dziennikarze prasowi, radiowi, telewizyjni, internetowi, którzy są związani zawodowo z Wielkopolską i/lub Województwem Lubuskim lub publikują materiały dziennikarskie na tematy związane z Wielkopolską lub Województwem Lubuskim.

Także w tym roku Zarząd Wielkopolskiego Oddziału SDP przyzna specjalne wyróżnienie – Laur WO SDP dla dziennikarza, którego praca na przestrzeni lat wyróżnia się ze względu na szczególne przestrzeganie etosu dziennikarza oraz zawodowy warsztat i dorobek.

  • Nagroda Główna WO i LO SDP, jak co roku, zostanie przyznana za najciekawszy, najbardziej wartościowy materiał dziennikarski, poruszający najbardziej aktualne i najistotniejsze problemy społeczne i polityczne
  • Nagroda Virtuti Civili zostanie przyznana za szczególną odwagę dziennikarza w podejmowaniu i realizacji trudnych oraz społecznie ważnych tematów
  • Nagroda im. Wojciecha Dolaty zostanie przyznana osobie, której dziennikarstwo wyróżnia się szczególną rzetelnością i fachowością
  • Nagroda dla Młodych Dziennikarzy im. Wojciecha Cieślewicza zostanie przyznana autorom poniżej 35 roku życia.

W konkursie dziennikarze mogą zgłaszać się sami, mogą być zgłaszani przez redakcje lub przez dziennikarzy – członków WO i LO SDP oraz instytucje i organizacje za zgodą i wiedzą zgłaszanego dziennikarza. Kartę zgłoszenia oraz plik z materiałem konkursowym należy przesłać wyłącznie elektronicznie na adres: [email protected] .

Regulamin konkursu TUTAJ

Karta zgłoszenia TUTAJ

Specyfikacja techniczna TUTAJ