CMWP SDP: Odszkodowanie za wadliwe wypowiedzenia – korzystny wyrok dla dziennikarzy Radia Zachód

Przyznane odszkodowanie za niezgodne z prawem wypowiedzenie umowy o pracę wraz z odsetkami z wymogiem natychmiastowej wykonalności oraz oddalenie powództwa o przywrócenie do pracy. Taki wyrok usłyszeli dwaj dziennikarze: Łukasz Brodzik i Marek Poniedziałek, w Sądzie Pracy w Zielonej Górze, w piątek 28. marca 2025 roku. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, obserwatorem procesu jest red. Aleksandra Tabaczyńska.

27 marca 2025 roku, przed Sądem Pracy w Zielonej Górze, odbyła się druga rozprawa w procesie z powództwa trzech dziennikarzy zwolnionych z pracy w Regionalnej Rozgłośni Polskiego Radia – Radia Zachód. Sędzia SR Lidia Iwanowska na poprzedniej rozprawie w listopadzie 2024 r. połączyła trzy sprawy w jeden proces i tak 27 marca stawili się: red. Daniel Sawicki, red. Marek Poniedziałek oraz red. Łukasz Brodzik wraz z pełnomocnikami, a także likwidator Radia Zachód Michał Iwanowski z pełnomocnikiem. Proces został objęty monitoringiem CMWP SDP, którego obserwatorem jest Aleksandra Tabaczyńska.

Na pytanie sędzi, czy są szanse na ugodę, red. Sawicki, potwierdził, że jest gotów zawrzeć porozumienie z likwidatorem. Została zarządzona krótka przerwa, po której zawarto ugodę. Daniel Sawicki, wycofał powództwo, otrzymał odszkodowanie oraz wzajemne zniesienie kosztów, a sąd umorzył postępowanie wobec dziennikarza przeciwko Radiu Zachód.

Dziennikarze Marek Poniedziałek i Łukasz Brodzik nie zgodzili się na ugodę. 26 stycznia 2024 r. pracodawca – Polskie Radio – Regionalna Rozgłośnia w Zielonej Górze „Radio Zachód” S.A. rozwiązało z nimi umowę o pracę z zachowaniem okresu wypowiedzenia. Od tej decyzji zostało wniesione odwołanie do sądu pracy, wnosząc o uznanie wypowiedzenia za bezskuteczne względnie o przywrócenie do pracy i żądając zabezpieczenia powództwa poprzez nakazanie pozwanemu dalszego zatrudniania powoda do czasu prawomocnego zakończenia postępowania.

W wypowiedzeniu likwidator zarzucał dziennikarzom nienależyte wykonywanie obowiązków pracowniczych. Powoływał się na wymóg bezstronności, wyważenia i niezależności twierdząc, iż Marek Poniedziałek i Łukasz Brodzik tych standardów mieli nie zachowywać, a nawet je łamać. Jednakże w treści wypowiedzenia zarzut ten został ujęty ogólnikowo i nie poparty żadnymi przykładami. W związku z tym obaj dziennikarze wskazywali, że nie mają wiedzy dlaczego zostali zwolnieni z pracy, gdyż w wypowiedzeniu spółka zawarła swoją opinię na temat ich pracy, zamiast wskazać rzeczywistą i udokumentowaną przyczynę.

Ustne uzasadnienie wyroku

Sędzia Lidia Iwanowska uzasadniając wyrok, powołała się na wnikliwe i dogłębne rozpoznanie sprawy. Sąd uznał i ustalił, że na mocy uchwał, które zapadły pod koniec grudnia 2023 roku, likwidacja została wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego, podobnie jak 17 oddziałów regionalnych Polskiego Radia. Likwidator Michał Iwanowski został prawomocnie wpisany postanowieniem Sądu Rejestrowego w dniu 29 listopada 2024 roku. Tym samym według sądu, likwidacja spółki jest stanem obiektywnym, i Sąd Pracy nie może w żaden sposób zaprzeczać takiemu stanowi rzeczy, gdyż likwidacja jest formalnie wpisana, zaistniała i trwa. Wynika to z odpisu z rejestru.

Sądowi z urzędu znane są okoliczności, że uchwały o postawieniu w stan likwidacji spółki z udziałem skarbu państwa, zostały zaskarżone przez Radę Nadzorczą Polskiego Radia Oddział w Kielcach. Został tam wydany prawomocny wyrok, że uchwały te są prawidłowe i ważne. W związku z tym sąd uznał, że spółka jest w likwidacji i ona trwa. W ocenie sądu niezasadny jest zarzut, że taka spółka nie może być zlikwidowana z uwagi na treść artykułu 64 Ustawy o Radiofonii i Telewizji. Wypowiedział się na ten temat Sąd Okręgowy w Kielcach jednoznacznie wskazując, że taka spółka może być zlikwidowana lub ulec przekształceniu czy zmianie w inne podmioty.

Biorąc pod uwagę to, że Sąd Pracy musiał uznać obiektywną okoliczność likwidacji, oraz że obaj dziennikarze są pracownikami podlegającymi szczególnej ochronie, sąd mógł nie uwzględnić przywrócenia obu dziennikarzy do pracy i w to miejsce zasądził odszkodowanie. Sąd przyznał, że oświadczenie likwidatora o wypowiedzeniu nie zawiera kryterium doboru pracowników do zwolnienia i jest wadliwe. Zebrany w sprawie materiał dowodowy jednoznacznie wskazuje, że likwidator 26. 01. 2024 roku, nie wskazał żadnego takiego kryterium co przesądza o wadliwości wypowiedzenia.

Sąd zbadał także drugą przyczynę zwolnienia. Mianowicie naruszenia art. 21 ustawy o radiofonii i telewizji, którą uznał za niekonkretną gdyż nie zawierała ona żadnych przykładów naruszeń przy prowadzeniu przez dziennikarzy audycji. Likwidator nie może dopiero na etapie postępowania przywoływać takich przykładów. Sąd uznał również za niecelowe przywrócenie Łukasza Brodzika i Marka Poniedziałka do pracy. Decyzję tę podjął ze względu na specyfikę zawodu oraz sytuację likwidatora, który realizuje i ma do tego prawo, określoną linię programową, ponadto jest to praca zespołowa w grupie pracowniczej. W to miejsce zasądził pełne odszkodowanie.

Tak więc w przypadku obu zwolnionych Sąd przyznał im wielotysięczne odszkodowania, z czego część z rygorem natychmiastowej zapłaty.
Co ważne, w obu sprawach Sąd oddalił jednak ich żądanie przywrócenia do pracy, uznając je za niecelowe, szczególnie w sytuacji formalnej likwidacji spółki. Wyrok nie jest prawomocny.

ALEKSANDRA TABACZYŃSKA: Pół roku po Wielkiej Wodzie – „Arka…” wystawa ojca SAVIO SITARCZYKA OFM w SDP – zdjęcia

Sześć miesięcy upłynęło od ostatniej powodzi w Kłodzku w 2024 roku. Dramatyczne wydarzenia utrwalił na zdjęciach franciszkanin, ojciec Savio Sitarczyk OFM. Ekspozycja tych poruszających fotografii pt.:” Arka. A co po powodzi?” dostępna jest dla zainteresowanych w holu pierwszego piętra siedziby Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich na Foksal w Warszawie. Organizatorami wydarzenia są Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich oraz Wspólnota Twórców Chrześcijańskich Vera Icon.

Otwarcie wystawy odbyło się 18 marca. Poprzedziło ją spotkanie pt.” Pół roku po wielkiej wodzie”, które poprowadził Jan Pospieszalski.

 

Najpierw o swoich doświadczeniach powodziowych opowiedział autor zdjęć. O. Savio to młody kapłan, który swoją posługę duszpasterską rozpoczął w Kłodzku dopiero w sierpniu 2024 roku, a więc na miesiąc przed zalaniem miasta i okolic. Do tej pory jest wikariuszem w tej samej parafii, to jest pw. Matki Bożej Różańcowej, którą prowadzą franciszkanie.

Rzeka nieszczęść

W czasie, gdy klasztor został zalany przez wielką wodę, o. Savio nie tylko zabezpieczał, wynosił i ratował co tylko się dało, ale gdy starczyło czasu i były ku temu możliwości dokumentował zdjęciami powódź.

Na fotografiach uwiecznił zarówno zniszczenia dokonane przez żywioł, jak i to, co nastąpiło później — chwile, gdy ludzie z odruchu serca zaangażowali się w pomoc poszkodowanym. Wystawa składa się z dwunastu zdjęć, opatrzonych tytułami, połączonych w pary, które dopełniają się wzajemnie.

Ławki jak łódeczki

Oprócz wystawy, o. Savio wyświetlił zebranym zdjęcia oraz materiały wideo, swojego autorstwa, pokazujące rwącą rzekę wody przepływającą przez klasztor. Rzeka ta niosła i zabierała wszystko, co spotkała na swojej drodze. Franciszkański klasztor, został zalany jako pierwszy.

Woda sięgała do wysokości trzech metrów. Runął mur wokół klasztoru. Na zdjęciach i filmach widać, jak potężne, drewniane ławki i klęczniki dryfują po kościele niczym łódeczki. Widać także, że opadanie wody jest również rwącą rzeką. Ta z kolei pozostawia za sobą błoto i muł tak ciężkie, że jak zastygną to bardzo trudno ruszyć i strząsnąć je z łopaty.

Dotyk powodzi

Następnie wystąpiła Maria Wiernikowska, dziennikarka, która zasłynęła relacjami z powodzi w 1997 roku, wyświetlając fragmenty swoich reportaży o ostatnim żywiole. Jej opowieść o powodzi z roku 2024, ukazała inny wymiar tragedii niż na zdjęciach o. Savio. Wiernikowska skupiła się na emocjach ludzi dotkniętych kataklizmem. W reportażu widać skrajnie zdesperowanych powodzian, którzy z trudem panują nad swoim zdenerwowaniem i nie chcą rozmawiać z dziennikarzami. Widać heroicznie, ponad siły walczących o swoje zrujnowane domostwa mężczyzn i kobiety.

Ludzi, którzy, dopóki pracują fizycznie, kontrolują towarzyszące im emocje, jednak zapytani o powódź z trudem panują nad głosem i napływającym przygnębieniem. Wreszcie wolontariuszy, którzy przyjechali z całej Polski, poświęcając bezinteresownie swój wolny czas, nie szczędząc sił, potu i ciężkiej pracy fizycznej.

Wystawa o. Savio będzie dostępna dla zwiedzających jeszcze przez kilka tygodni w Domu Dziennikarza SDP przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie.

 

 

 

 

 

ALEKSANDRA TABACZYŃSKA: WO SDP o rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego i spaleniu przez sowietów archikatedy w Gnieźnie

Dwa tematy zdominowały doroczne zebranie Wielkopolskiego Oddziału SDP. Były to: 1000 lecie koronacji Bolesława Chrobrego, w archikatedrze gnieźnieńskiej w 1025 roku oraz przypadająca w styczniu br. 80. rocznica spalenia tej historycznej świątyni przez wojska Armii Czerwonej.  

Wszyscy zebrani na spotkaniu oddziału dziennikarze zgodzili się, iż ten dziejowy, bardzo ważny powód do świętowania. 1000 lat temu rozpoczęła się historia suwerenności Polski, która trwa do dziś. Temat ten jest marginalizowany zarówno przez władze rządowe jak i samorządowe. Informacje na ten temat są skąpe i rozsiane na różnych stronach internetowych. Brakuje nie tylko spójnego kalendarza obchodów wielkiego jubileuszu, ale także nadania odpowiedniej rangi czekającym nas uroczystościom.

Drugim istotnym punktem zebrania była prelekcja filmu dokumentalnego pt. „Podpalenie Katedry Gnieźnieńskiej” – w związku z rocznicą tych dramatycznych wydarzeń, która minęła 23. 01. 2025 r. Dokument w reżyserii Piotra Robakowskiego wyprodukowany został na zlecenie Instytutu Pamięci Narodowej. Płonące wieże potężnego kościoła stały się symbolem sowieckiego „wyzwolenia”.

Przez lata pożar przypisywano Niemcom. Jednak katedra spłonęła dwa dni po ucieczce z tego terenu hitlerowców, w czasie, gdy w mieście stały już wojska Armii Czerwonej. Odkryte przypadkiem amatorskie zdjęcia dokumentujące czyny sowieckich żołnierzy, wykorzystano w filmie, podobnie jak świadectwa żyjących jeszcze świadków podpalenia. W spotkaniu udział wziął również reżyser dokumentu, który opowiedział o samym procesie tworzenia filmu i rozmowach z osobami przedstawiającymi okoliczności podpalenia.

Obecnych na zebraniu pracujących i mieszkających w Gnieźnie dziennikarzy żywo dotyka brak spójnych działań oraz informacji dotyczących milenijnych uroczystości. Wielkopolski Oddział SDP z pewnością włączy się aktywnie w promocje obchodów Tysiąclecia Koronacji Bolesława Chrobrego, a o szczegółach będziemy informować na stronach sdp.pl.

 

 

 

 

Wychowywać do życia. SDP na jubileuszu szkół Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców

Dziennikarze z Wielkopolskiego Oddziału SDP wzięli udział w uroczystości podwójnego jubileuszu dwóch poznańskich szkół prowadzonych przez Katolickie Stowarzyszenie Wychowawców. Były to XX-lecie Publicznej Szkoły Podstawowej im. Natalii Tułasiewicz oraz V-lecie Publicznego Liceum Ogólnokształcącego im. Kardynała Augusta Hlonda.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich objęło jubileusz patronatem medialnym. Podczas uroczystości odczytany został list gratulacyjny, skierowany do społeczności szkolnej przez Jolantę Hajdasz, prezes SDP, w którym czytamy:

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich z radością objęło swoim patronatem te uroczystości. Problematyka spraw dotyczących wychowania młodego pokolenia w kontekście zmian prawnych i programowych w edukacji szkolnej planowanych w najbliższym czasie jest nam szczególnie bliska, więc z pełnym przekonaniem postaramy się wesprzeć nie tylko tak zacny Jubileusz, ale i Państwa działania w tej materii.

Całej społeczności szkolnej życzę dalszych sukcesów w kolejnych latach. Ufam, że postacie patronów i przesłanie ich życia znacząco wpłynie na młodzież szkolną, a w konsekwencji na całe społeczeństwo.

Dyrektorem obu szkół, obchodzących swój jubileusz, jest red. Barbara Ziółkowska, która dziennikarską misję służenia prawdzie wzbogaciła misją wychowania młodych ludzi w prawdzie. Warto dodać, że mimo licznych obowiązków zawodowych, bardzo aktywnie pracuje i wspiera SDP zarówno na szczeblu władz Stowarzyszenia jak i Oddziału.

Obchody rozpoczęła, msza św. z udziałem młodzieży, a następnie sesja naukowa poświęcona wyzwaniom polskiego szkolnictwa w europejskim obszarze edukacji oraz postawie patronów szkół: Kardynała Augusta Hlonda i bł. Natalii Tułasiewicz wobec młodzieży i procesu nauczania.

Na uroczystościach Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich: reprezentowali red. Krystyna Różańska-Gorgolewska, wiceprezes Wielkopolskiego Oddziału SDP, red. Grażyna Wrońska, red. Andrzej Karpiński, który zaprojektował, na prośbę dyrektor placówki, tarcze szkolne, a także red. Aleksandra Tabaczyńska, skarbnik SDP.

 

 

Sąd oddali pozew ABW przeciwko „Gazecie Polskiej”. Sprawa objęta monitoringiem CMWP SDP

W poniedziałek 18 listopada Sąd Okręgowy w Warszawie  oddalił w całości pozew szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego płk Rafała Syrysko przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi, redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej Codziennie” i TV Republika w związku z artykułem na temat traktowania ks. Michała Olszewskiego w areszcie tymczasowym. Sprawa dotyczy artykułu „Lej do butelki – ksiądz dręczony przez funkcjonariuszy, premier straszy duchownego sądem” opublikowanego na łamach dziennika 2 lipca br. Sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP. 

W artykule pt. „Lej do butelki – ksiądz dręczony przez funkcjonariuszy, premier straszy duchownego sądem”  autor prezentuje upublicznioną przez jednego z obrońców relację księdza Michała Olszewskiego, w której duchowny opisał sposób jego zatrzymania, konwojowanie, a następnie osadzenie w policyjnej izbie zatrzymań.   Szef ABW za pośrednictwem swojego pełnomocnika zwrócił się do Redakcji GPC o zamieszczenie sprostowania dotyczącego rzekomo nieprawdziwych stwierdzeń, które pojawiły się w artykule, a także  w jego  tytule.  Redakcja nie opublikowała sprostowania stojąc na stanowisku iż artykuł oparty był na wiarygodnych przesłankach i ze względu na wagę poruszanej  sprawy powinien być opublikowany.

Na rozprawie stawili się pełnomocnicy obu stron oraz interwenient uboczny, którym był mecenas Michał Skwarzyński, obrońca księdza Michała Olszewskiego. W pozwie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego domagała się sprostowania artykułu, w którym, opisano  traktowanie kapłana po zatrzymaniu przez ABW. Szykany obejmowały m.in. uniemożliwienie skorzystania z toalety, odmówienie dostarczenia picia i jedzenia przez kilkadziesiąt godzin, a także prowadzenie w konwoju policyjnym w kajdankach, które ksiądz miał na rękach przez cały dzień.

Odbyła się  jedna, w/w rozprawa, na której sąd odrzucił wszystkie wnioski dowodowe obu stron. Były to min.: wnioski o udostępnienie nagrań oraz przesłuchanie policjantów i funkcjonariuszy ABW, którzy zatrzymywali ks. Olszewskiego.  Mecenas Sławomir Sawicki, reprezentujący Tomasza Sakiewicza, podkreślił, że strona powodowa nie złożyła pozwu przeciwko ks. Olszewskiemu, czy redaktorowi GPC, gdyż wiedziała, że będzie wtedy postępowanie dowodowe i wyjdą sprawy obciążające ABW. Stąd zamiar wykorzystania regulacji sprostowania, aby Agencja tym sposobem chce zapewnić sobie ochronę wizerunkową. Mecenas Skwarzyński, z kolei już po procesie, stwierdził, że zwyciężyła wolność słowa. Sąd zastosował przepisy prawa prasowego w sposób prokonstytucyjny. Innymi słowy, ABW zbyt
obszernymi sprostowaniami próbowało ingerować w debatę publiczną. Sąd stwierdził, że „nie jest sądem, który ustala prawdę, jak było z ks. Michałem Olszewskim, ale pozew o sprostowanie okazał się niedopuszczalny. To, że sąd nie uwzględnił żadnych wniosków dowodowych, twierdząc, że nie mają one znaczenia, nabiera sensu w kontekście tego rozstrzygnięcia”.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w oświadczeniu opublikowanym  6 listopada b.r. objęło sprawę swoim monitoringiem wspierając pozwanego redaktora naczelnego i  jego redakcję . CMWP SDP podkreśliło, iż publikacja ta była działaniem w interesie społecznym, dotyczyła bowiem bulwersującego zatrzymania i wielomiesięcznego przetrzymywania w areszcie księdza oraz dwóch urzędniczek Ministerstwa Sprawiedliwości. W obronie aresztowanych odbywały się marsze protestacyjne, publiczne modlitwy i interwencje poselskie, a sprawa ta do dziś wywołuje spory i kontrowersje. W sytuacji, gdy dziennikarz GPC zdobył materiał dziennikarski, w którym zdaniem wielu niesłusznie zatrzymany kapłan opisuje bulwersujące  okoliczności swojego  aresztowania i pierwszych tygodni w więzieniu , redakcja miała wręcz obowiązek go opublikować,  jako ważny i istotny element powszechnie dyskutowanej w mediach sprawy dot. księdza Michała Olszewskiego i fundacji Profeto – czytamy w oświadczeniu CMWP SDP. W imieniu Centrum obserwatorem procesu  jest red. Aleksandra Tabaczyńska.

Stanowisko CMWP SDP w tej sprawie:

ALEKSANDRA TABACZYŃSKA: Kłamliwy atak na dyrektor CMWP SDP

Powołując się na Statut, a dokładniej na szacunek dla poglądów wszystkich członków SDP jednocześnie odmawia się tego dyrektorowi Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP dr Jolancie Hajdasz. Ostatnie siedem lat działalności pokazało, że CMWP stało się mocnym, merytorycznym i niezależnym ośrodkiem opiniotwórczym w polskim systemie prasowym. Bez wątpienia jest istotnym partnerem do współpracy dla mediów, licznych instytucji, wydawnictw czy uczelni. Jak się okazuje, rodzi to nieuzasadnione ataki personalne i zawiść, na co nie może być zgody.

Z prawdziwym zażenowaniem i ubolewaniem, przeczytałam kłamliwy atak na dr Jolantę Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, opublikowany na stronie Oddziału Warszawskiego SDP, tydzień przed zjazdem sprawozdawczo-wyborczym Stowarzyszenia.  CMWP, w tej formie jaką teraz widzimy, działa już siedem lat. To aż nadto, aby przedstawić swoje ewentualne uwagi czy prosić o wyjaśnienie wątpliwości czy to bezpośrednio z dr Hajdasz, czy choćby za pośrednictwem Zarządu. Wyliczanka rzekomych zarzutów świadczy, że autor albo nie ma rozeznania o czym pisze, albo celowo wprowadza w błąd czytelnika.

Działania dyrektor Centrum i jednocześnie wiceprezes SDP, zawsze miały wsparcie Zarządu Głównego między innymi w postaci uchwał, które o ile pamiętam zatwierdzane były jednogłośnie. Nie mam wątpliwości, że Zarząd Główny w pełni identyfikuje się z aktywnością Jolanty Hajdasz i jest dumny z rangi i renomy jaką wypracowała stojąc na czele CMWP. Podobnie zresztą jak dziennikarze, których konsekwentnie broniło i broni dalej Centrum, bez względu na ich przynależność do Stowarzyszenia.

Efekty merytorycznej pracy szefowej CMWP SDP oraz wdzięczność, którą wielokrotnie wyrażali wspierani dziennikarze można zobaczyć podczas ostatniej konferencji „W obronie dziennikarzy i wolności słowa”, która  w całości, od chwili rozpoczęcia była transmitowana na portalu sdp.pl, a pełny zapis wydarzenia można zobaczyć także do dziś TUTAJ.

Aleksandra Tabaczyńska

Skarbnik SDP

Bez przełomu. Narada w Prokuraturze Krajowej na temat stanu sprawy zabójstwa Jarosława Ziętary

13 września w siedzibie Prokuratury Krajowej odbyło się spotkanie Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Adama Bodnara z grupą dziennikarzy dotyczące „sprawy Jarosława Ziętary”, jak napisano w zaproszeniu.  W imieniu Adama Bodnara zaproszenie dla SDP wystosowała prok. Anna Adamiak, rzecznik prasowy Prokuratora Generalnego.

W spotkaniu w imieniu naszego Stowarzyszenia uczestniczyły :  Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP i dyrektor CMWP oraz Aleksandra Tabaczyńska, obserwator obu procesów (od lutego 2019 r.)  dotyczących nieżyjącego  od 32 lat dziennikarza z Poznania – procesu oskarżonego byłego senatora Aleksandra Gawronika i tzw. procesu ochroniarzy. W siedzibie Prokuratury Krajowej, oprócz Adama Bodnara stawili się też prokuratorzy prowadzący postępowania: Piotr Kosmaty i Elżbieta Potoczek-Bara , zastępca Prokuratora Generalnego Jacek Bilewicz oraz wybrani przez zapraszających dziennikarze, m.in. przedstawiciele Press Clubu, telewizji TVN, radia RMF, Radia Poznań oraz Krzysztof Kaźmierczak, główny organizator społecznych komitetów zajmujących się wyjaśnianiem zabójstwa dziennikarza od pierwszych lat po jego śmierci oraz red.  Anna Dolska, również członek tych komitetów, a jednocześnie koleżanka ze studiów zamordowanego dziennikarza. W zaproszeniu była informacja o roboczym charakterze tej rozmowy, „bez wykorzystania kamer i nagrywania”. Przez blisko półtorej godziny prokuratorzy przypominali poszczególne etapy śledztw i ustalenia na temat zabójstwa Jarosława Ziętary, które przez te lata dokonali.  Przypomnieli także, że ich efektem było oskarżenie byłego senatora Aleksandra Gawronika o podżeganie do tego zabójstwa oraz oskarżenie dwóch byłych ochroniarzy poznańskiej firmy Elektromis o pomocnictwo w tym zabójstwie. Po trwających po kilka lat procesach ich efektem jest uniewinnienie wszystkich oskarżonych w sądzie w I instancji, co miało miejsce przed Sądem Okręgowym w Poznaniu w 2022 roku. Dodatkowo w  przypadku Aleksandra Gawronika, Sąd Apelacyjny utrzymał już w 2024 r. wyrok uniewinniający dla niego, a tzw. „sprawa ochroniarzy” czeka nadal na wyznaczenie terminu apelacji. Prokurator Piotr Kosmaty podziękował bardzo ogólnie wszystkim dziennikarzom za pomoc w prowadzeniu tej sprawy nie wymieniając nikogo personalnie. Przypomniał także, że wiosną b.r. złożył kasację do Sądu Najwyższego, w której domaga się nowego procesu Aleksandra Gawronika, o czym informowały media m.in. onet.pl i telewizja TVN.  Red. Anna Dolska przypomniała z kolei  apel komitetu o podjęcie umorzonego w 2019 roku śledztwa dotyczącego udziału w porwaniu i zabójstwie w 1992 roku dziennikarza Jarosława Ziętary osób, których nie oskarżono w pozostałych procesach, chodzi m.in. o objęcie śledztwem także tych osób, o których mówili świadkowie w trakcie procesów. Przypomniała także, że przedstawiciele Społecznego Komitetu dot. sprawy Jarosława Ziętary zwracali się wcześniej do PK z wnioskiem o to,  by zwrócił się do służb specjalnych o udostępnienie prokuraturze archiwalnych akt spraw prowadzonych przez Urząd Ochrony Państwa wobec osób i firm, których dotyczyło dziennikarskie śledztwo Jarosława Ziętary i z powodu którego miał zostać zamordowany. Wypowiedzi prokuratorów nie zawierały nowych faktów ani okoliczności dotyczących zabójstwa Jarosława Ziętary. Podobne było wystąpienia Adama Bodnara. Poza ogólnymi deklaracjami nie podano także żadnych nowych faktów, ani okoliczności dotyczących ewentualnych działań prokuratury w tej sprawie.

Po zakończeniu podsumowań dotyczących działań prokuratury umożliwiono zadawanie pytań. O głos poprosiła również Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP. Żeby wyjaśnić zabójstwo Jarosława Ziętary trzeba mieć czyste intencje, a ja wątpię w czyste intencje pana, panie ministrze obserwując to co robi pan po 13 grudnia ubiegłego roku.  Dlatego mam tylko jedno pytanie –  jako minister sprawiedliwości dlaczego pozwala pan na to, by siedział w więzieniu ks. Michał Olszewski? Jak reaguje pan, jako minister sprawiedliwości, na to jak traktowany jest ten człowiek w więzieniu? Jak chce pan wyjaśnić zbrodnie sprzed 32 laty, gdy na naszych oczach popełniana jest kolejna?  – zapytała Jolanta Hajdasz

Dziennikarze z Press Clubu, TVN  oraz osobiście Krzysztof Kaźmierczak  natychmiast zaczęli uciszać dyrektor CMWP. Okazało się, że dla większości obecnych na spotkaniu z Bodnarem dziennikarzy, te sprawy „nie mają ze sobą nic wspólnego” i nie są dla nich, tym samym dla społeczeństwa, interesujące, a Jolanta Hajdasz, nie ma „wprowadzać polityki na spotkanie”.  Jolanta Hajdasz poprosiła jednak, by Adam Bodnar odpowiedział na jej pytanie, ponieważ „pierwszy raz widzi tego ministra osobiście i musi o to zapytać, bo dziennikarzy takich jak ona nie wpuszcza się dziś na konferencje takich ministrów jak on”.  Adam Bodnar nie udzielił rzeczowej odpowiedzi, powiedział tylko, że cieszy się, iż ta sprawa (Jarka Ziętary) jego zdaniem integruje całe środowisko dziennikarskie, bo nie ma takiej drugiej, „gdzie przy jednym stole siedzą tak różne organizacje dziennikarskie”. O tym co dzieje się z Księdzem decyduje sąd, a jego zdaniem Służba Więzienna zaprzecza, by miały miejsce jakieś nieprawidłowości. Po tej wypowiedzi pożegnał się i wyszedł.

***

Dyrektor CMWP, swoim pytaniem, zepsuła przyjacielską i pełną wzajemnego zrozumienia atmosferę panującą na spotkaniu. Dodam tylko, że oskarżeni o najcięższe zbrodnie w procesie Ziętary, odpowiadali z wolnej stopy, natomiast ks. Michał Olszewski i dwie urzędniczki, którym zarzuca się przestępstwo urzędnicze, a nie pomocnictwo i podżeganie do zabójstwa, siedzą w areszcie już czwarty miesiąc. Pytanie, które tak oburzyło obecnych na spotkaniu dziennikarzy, że natychmiast słownie rzucili się na pomoc ministrowi sprawiedliwości, musi padać wszędzie, gdzie można je zadawać. W państwie prawa bowiem, wszystkie takie sprawy winny być niezwłocznie wyjaśniane, a niesłusznie przetrzymywane w areszcie osoby, zwolnione. CMWP SDP deklaruje, że sprawą zabójstwa red. Jarosława Ziętary będzie się niezmiennie zajmować i nic w tej materii się nie zmieni.

 

Sprawa Jarosława Ziętary. Sąd Apelacyjny utrzymał wyrok uniewinniający Aleksandra Gawronika

Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok sądu I instancji uniewinniający Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania i pomocnictwa do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Kończy to jeden z wątków tej wieloletniej, dramatycznej i do dziś niewyjaśnionej sprawy.

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia między innymi stwierdził

Fot. Aleksandra Tabaczyńska

– Trzeba zauważyć, że postępowanie karne, zwieńczone procesem sądowym na poziomie sądu I i II instancji to nie jest, ujmując w sposób kolokwialny: uroczyste zatwierdzenie aktu oskarżenia. Sąd ma określone zadanie do wykonania, musi się opierać na całym materiale z całego postępowania karnego. Nie może się to opierać na przypuszczeniach, prawdopodobieństwie, na pewnych kompromisach, niedomówieniach, bądź niejasnościach – orzekł sędzia Grzegorz Nowak. I dodał jeszcze

– Z pewnością Aleksander Gawronik jest osobą kontrowersyjną, bez wątpienia znał się z szefem firmy Elektromis, w której miało dojść do kluczowej narady w sprawie zabicia poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary, ale nie ma mocnych dowodów na jego winę.

Po zakończeniu posiedzenia sądu, prokurator Piotr Kosmaty powiedział mediom:

– Zasadniczo nie zgadzam się z dzisiejszym orzeczeniem (…) po prostu sąd inaczej ocenia te dowody, zmierzając do tego, że świadkowie są niewiarygodni. Natomiast ja uważam, że ten materiał dowodowy, który został zgromadzony na etapie śledztwa, jak i później w całym procesie przed sądem I instancji, jak i II instancji w pełni wykazał, że Aleksander Gawronik dopuścił się tego czynu.

Dopytywany przez dziennikarzy o dalsze losy sprawy dodał:

Fot. Aleksandra Tabaczyńska

– Będę korzystał do końca ze wszystkich możliwości prawnych, aby mówiąc kolokwialnie, walczyć o sprawiedliwość, a mianowicie doprowadzić do skazania pana Gawronika, i jeszcze do tego, aby jakiś kolejny sąd – mam nadzieję – po ostatecznym uchyleniu tego wyroku ocenił raz jeszcze te dowody. I żebym mógł przeprowadzić te dowody, których nie mogłem z uwagi na decyzję sądu I instancji –  powiedział po zakończeniu procesu, w piątek 19 stycznia prokurator Piotr Kosmaty.

Zapowiedział również, że zwróci się do sądu o uzasadnienie orzeczenia i prawdopodobnie wniesie kasację do Sądu Najwyższego.

Proces Aleksandra Gawronika toczył się przed poznańskim Sądem Okręgowym od stycznia 2016 roku. W lutym 2022 roku oskarżony, były senator został nieprawomocnie uniewinniony. Wyrok ten zaskarżyła prokuratura i od czerwca 2023 roku odbywały się kolejne rozprawy, podczas których przesłuchano trzech dodatkowych świadków. 19 stycznia br.  Grzegorz Nowak, sędzia Sądu Apelacyjnego ogłosił, że wyrok I instancji został podtrzymany.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wysłało do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu Opinię amicus curiae i objęło ten proces obserwacją.


1 września 1992 roku około godziny 9.00 rano po raz ostatni widziany był młody, poznański dziennikarz Jarosław Ziętara. Wyszedł z domu, przy ulicy Kolejowej 49 i według zeznań świadków w dwóch procesach zakończonych już w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, wsiadł do rzekomego radiowozu i odjechał. Odjechał prawdopodobnie w towarzystwie mężczyzn ubranych w mundury policji. Do redakcji „Gazety Poznańskiej”, w której pracował już nigdy nie dotarł. Do dziś nie odnaleziono ciała Ziętary, nie wiadomo też kiedy dokładnie zginął ani kto go zabił. W Poznaniu znajdują się dwa miejsca upamiętniające Jarosława Ziętarę. Pierwsze to ulica jego imienia, która znajduje się przy budynku gdzie w 1992 roku mieściła się siedziba „Gazety Poznańskiej”. To miejsce pracy, do którego Ziętara nie dotarł 32 lata temu. Drugą lokalizacją jest tablica przy ulicy Kolejowej 49 na poznańskim Łazarzu. Na murze kamienicy, gdzie dziennikarz wynajmował mieszkanie widnieje napis: „W tym domu mieszkał Jarosław Ziętara. Porwany 1 września 1992 r. Zginął bo był dziennikarzem.”

 

Ostatni świadkowie w procesie apelacyjnym Gawronika. Wyrok 19 stycznia

19 stycznia Sąd Apelacyjny w Poznaniu ma ogłosić wyrok w sprawie Aleksandra Gawronika: albo prawomocne uniewinnienie, albo nowy proces. Byłego senatora oskarżono o pomocnictwo i  podżeganie w 1992 roku do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. 24 lutego 2022 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił oskarżonego.

Prokuratura i oskarżyciel posiłkowy Jacek Ziętara – brat dziennikarza, domagają się nowego procesu, z kolei Aleksander Gawronik i jego obrońca – prawomocnego oczyszczenia z zarzutów. Rozprawy apelacyjne  w tej sprawie toczą się od czerwca br. Stanowisko prokuratury oraz oskarżyciela posiłkowego Jacka Ziętary wspiera Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, które w charakterze amicus curiae objęło proces swoim monitoringiem. Obserwatorem procesu jest red. Aleksandra Tabaczyńska .

Na ostatniej rozprawie w tym procesie, w poniedziałek 8 stycznia br., przed poznańskim Sądem Apelacyjnym  stawiło się dwóch świadków, powołanych na wniosek oskarżonego: Ewa N. emerytowana kadrowa w firmie należącej do Aleksandra Gawronika i Janusz W., szef ochrony w tym samym przedsiębiorstwie. Oboje zeznawali w kontekście nowego świadka w tej sprawie, którego sąd przesłuchał na poprzedniej rozprawie 27 listopada 2023 roku (pisaliśmy o tym TUTAJ).

Następnie sąd zamknął proces sądowy i strony wygłosiły mowy końcowe. Wyrok w tej sprawie zostanie ogłoszony w piątek 19 stycznia br.

Zeznania Ewy N.

N. zatrudniona była jako specjalista do spraw pracowniczych w biurze handlowo – prawnym należącym do Aleksandra Gawronika. Pracowała w latach 90., obecnie na emeryturze. Ryszarda B., świadka, który zeznawał na poprzedniej rozprawie, pamięta doskonale. Był on pierwszym ochroniarzem, którego przyjmowała do pracy. Miał on zajmować się ochroną miejsca zamieszkania Gawronika i jego rodziny. Na początku nie było problemów, jednak z czasem pojawiły się skargi od byłego senatora, że B. się spóźnia do pracy, była mowa o kradzieży, a nawet o piciu alkoholu.

Szef zażądał ode mnie, żebym go dyscyplinarnie zwolniła. Wytłumaczyłam, że żeby zwolnić kogoś dyscyplinarnie trzeba wypełnić wszystkie znamiona art. Kodeksu Pracy. B. pracował jeszcze chwilę , panowie się porozumieli i rozwiązany został stosunek pracy za porozumieniem stron.

Na pytanie sądu, czy słyszała nazwisko Ziętara, odpowiedziała, że nie. Ze swoim pracodawcą widuje się na spotkaniach byłych pracowników z okazji Świąt Bożego Narodzenia, które odbywają się co roku, a B. na nich nie bywa.

Zeznania Janusza W.

Z Aleksandrem Gawronikiem zna się od 1989 roku, kiedy złożył aplikację do jego firmy. Został agentem ochrony, awansował i objął stanowisko szefa ochrony osobistej, po dwóch latach przejął nadzór nad całością działu ochrony. Po kolejnym roku, ochrona została wyodrębniona, a on objął funkcję prezesa odrębnego podmiotu. Tak działał do 1994 roku, kiedy to Gawronik, jako właściciel udziałów sprzedał bez wiedzy W. wszystkie udziały. Rozstanie, jak zaznaczył świadek, nie było przyjemne. Janusz W. wcześniej pracował w Milicji Obywatelskiej w pionie antyterrorystycznym, gdzie był zastępcą dowódcy. Tam też pracował Ryszard B. Gdy W. w 1989 roku odchodził z MO to wraz z nim odeszło 7 – 8 innych funkcjonariuszy, a wśród nich B, który do pracy u Gawronika zgłosił się ok. 2 tygodnie po świadku. Ryszard B. w opinii świadka był dobrym, sprawnym fizycznie, inteligentnym i kontaktowych pracownikiem

Pytany o okoliczności rozstania odpowiedział:

Wcześnie rano zadzwonił do mnie Aleksander Gawronik i oświadczył, że jest zmuszony zwolnić B. Zapytałem o co chodzi, okazało się, że tej nocy, wieczorem zastał go z bronią pod wpływem alkoholu oraz za kradzież części odzieży należącej do małżonki. Poszedłem do biura i ostrzegłem, że będą kłopoty jeśli zwolnienie będzie dyscyplinarne, gdyż nie było twardych dowodów np. badania alkomatem. (…) Wiem, że doszło do porozumienia stron, z Ryszardem B. nie rozmawiałem.

Pytany o nazwisko dziennikarza Jarosława Ziętarę, Janusz W. odpowiedział:

Nigdy w przeszłości Aleksander Gawronik nie wspominał Ziętary. Moim zdaniem on nawet nie wiedział kto to jest.

Spytany przez adwokata czy słyszał o problemach Ryszarda B. z alkoholem, Janusz W. potwierdził oraz dodał, że nie wierzy jednak w kradzież. Uważa to za rozdaj intrygi żony oskarżonego, bo B. nie posunąłby się do tego. Co do alkoholu to w tamtym czasie dochodziły do świadka sygnały, że B. nie przyjeżdża do pracy, spóźnia się, albo jest w niedyspozycji, np. na kacu. Wyjaśnił, że praca w takich formacjach jak wcześnie MO bardzo związuje ze sobą ludzi. Spędzają oni wiele godzin razem, często więcej niż z rodziną, podczas szkoleń i też w sytuacjach trudnych. Wiedzą o sobie bardzo dużo, wytwarzają się ścisłe relacje, które utrzymują się latami. Wie, że B. wyleciał za alkohol z innych firm „koledzy musieli się go pozbyć, bo za dużo sprawiał problemów”. Wymienił m.in. „Lalę” uniewinnionego w innym procesie dotyczącym śmierci Jarosława Ziętary, który też miał zwolnić Ryszarda B. z pracy z powodu alkoholu.

Janusz W. zeznał, że B. utracił prawo jazdy, jeździł bez uprawnień za co miał trafić na rok do więzienia. Po 8 miesiącach wyszedł, ze względu na zły stan zdrowia. Pytany o ewentualny romans z żoną oskarżonego, oświadczył, że w to nie wierzy.

W tej pracy ludzie muszą być lojalni wobec siebie. Gawronik był obcy, był pracodawcą. Mieliśmy za zadanie ochronę, więc każdy detal sobie przekazywaliśmy. (…) W mojej obecności nie doszło do rozmów na temat poszukiwania osób do uciszenia dziennikarza.

Mowy końcowe

Prokurator Piotr Kosmaty bardzo szczegółowo odniósł się w mowie końcowej do całego materiału dowodowego, w tym do zeznań kluczowych świadków. Wskazał także na szereg błędów poczynionych przez sąd I instancji w tej sprawie i wnosi by wyrok sądu okręgowego został uchylony.

Podziękował także Sądowi Apelacyjnemu, że tym razem dostał możliwość przygotowania się do mowy końcowej. Krytykował przy tym Sąd Okręgowy, który nagle, 24 lutego 2022 r., czyli w dniu ataku Rosji na Ukrainę, zamknął pierwszy proces i po dwudziestu minutach wydał wyrok.

Wątpliwości budzi nie tylko sposób zakończenia tamtej sprawy. Złożyłem apelację, bo uzasadnienie tamtego wyroku zawiera sformułowania niezgodne z faktami. Poza tym sąd pierwszej instancji popełnił błędy formalne. Nie wskazał, na jakiej podstawie prawnej uniewinnił Aleksandra Gawronika, więc w tym wątku nawet nie mogłem prześledzić toku rozumowania sądu. Z kolei na ostatniej stronie 124-stronicowego uzasadnienia tamten sąd stwierdził, że nie przedstawiłem żadnych dowodów. Stwierdził tak, mimo że na wcześniejszych stronach odniósł się do moich dowodów, czyli do zeznań kluczowych świadków — podkreślił prokurator Piotr Kosmaty.

Jestem w pełni przekonany, że te dowody, które zebrałem w postępowaniu przygotowawczym, które zostały uzupełnione przed sądem okręgowym, a nawet również tu, w pełni potwierdzają, że Aleksander Gawronik dopuścił się zarzuconego mu aktem oskarżenia czynu – dodał prokurator.

Jacek Ziętara, oskarżyciel posiłkowy poparł apelację prokuratury. W swojej mowie podkreślił, że jego rodzina doświadczyła wielkiej tragedii.

Zaginął, a jak się później okazało zginął młody, 24-letni chłopak, który był na starcie swojego życia, wchodził dopiero w dorosłe życie. Miał już na to życie jakiś pomysł, pierwsze sukcesy. Moi rodzice, a przede wszystkim ojciec, zwrócił się wtedy do organów państwowych, w sposób naturalny, do ludzi, którzy tam pracowali. Zwrócił się do nich z pełnym zaufaniem i nadzieją, ale niestety srodze się na tych organach zawiedliśmy. Najpierw na policji, która właściwie nie wykazywała zaangażowania w sprawie; odnosiliśmy wrażenie jako rodzina, że działali tak, jakby mieli włączony jakiś niewidzialny hamulec, jakby grali na zwłokę. A nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć jak ważne są te pierwsze dni w wyjaśnieniu tak trudnych zagadek

Od samego początku służby kłamały w sprawie Jarka. Dlaczego, to nie wiadomo, bo to jest podobno tajemnica państwowa – a wszyscy wiemy o kontaktach Jarka z tymi służbami, i wiemy też, że służby wiedziały doskonale kim Jarem był. Dlaczego nie chciały pomóc w wyjaśnieniu tej zagadki? Czy w interesie służb leży chronienie bandytów? Czy zapomniały, że chronić państwo to oznacza również chronić zwykłych obywateli?

My jako rodzina z biegiem lat widzieliśmy, jak w soczewce, że ludzie, którzy z racji swoich obowiązków powinni nam pomóc w wyjaśnieniu sprawy – albo się zwyczajnie boją, albo są uwikłani w jakieś układy.

Adwokat Paweł Szwarc, obrońca b. senatora w mowie końcowej podkreślał, że „wyrok sądu I instancji broni się w dostateczny sposób”. Podkreślił, że Jarosław Ziętara był młodym, poczatkującym dziennikarzem i nie stanowił żadnego zagrożenia dla jego klienta.

Problem, który ma prokuratura jest następujący: nie ma motywu. Nie ma motywu, dla którego mój mandant chciałby, czy musiałby chcieć śmierci pana Ziętary. Żeby podżegać do zabójstwa trzeba mieć naprawdę bardzo dobry powód – i ten powód nie wychodzi z tych akt (…) To, że pojawiła się kwestia Art-B; o Art-B pisały tysiące dziennikarzy i wielu z nich bardzo krytycznie o moim mandancie i łączą ich dwie rzeczy: że pisali o moim mandancie, i że żyją, nikt nie zaginął

Aleksander Gawronik uzupełnił to stwierdzeniem, że w tamtym okresie „był otoczony wianuszkiem dziennikarskiej elity”.

Pisano o mnie i dobrze, i źle. Pisano o Art-B, ale w sprawach kantorów nie było nigdy nic złego. Czy były niepochlebne artykuły? Były. Czy coś się z tego tytułu wydarzyło? Nie.

 

Odroczona apelacja w sprawie zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary

6 października Sąd Apelacyjny w Poznaniu po raz kolejny odroczył rozprawę apelacyjną  po wyroku uniewinniającym byłego senatora Aleksandra Gawronika  od zarzutu podżegania do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary w 1992 r. Były senator został uniewinniony 24 lutego 2022 r, prokuratura zaskarżyła ten wyrok.

Po rozpoczęciu rozprawy sędzia Grzegorz Nowak poinformował, że tuż przed procesem wpłynęło pismo do biura podawczego, w którym wezwany na dziś świadek tłumaczy swoją nieobecność chorobą i wyjaśnia, że stosowne zwolnienie lekarskie dostarczy w późniejszym terminie. Pismo, jak się wyraził sędzia było w „formie wydruku komputerowego” i bez podpisu. W opinii sądu takie usprawiedliwienie świadka było niewłaściwe i nie do zaakceptowania. Sędzia oświadczył, że świadek został prawidłowo zawiadomiony i w lipcu odebrał wezwanie. W związku z tym została nałożona na niego kara pieniężna w wysokości 3 tys. złotych.
Poniedziałkowa rozprawa miała być przełomem w sprawie o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Świadek – są to informacje nieoficjalne – być może zezna, że na początku lat 90. XX wieku Aleksander Gawronik miał szukać płatnego zabójcy, który zlikwiduje niewygodnego dziennikarza. Ze względu na jego nieobecność w sądzie, sędziowie oraz zgromadzenia na sali dziennikarze nie mogli wysłuchać tej relacji. Kolejna rozprawa ma się odbyć 27 listopada. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP jest obserwatorem tego procesu i przesłało do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu opinię amicus curiae, w której poparło apelację krakowskiej prokuratury od wyroku uniewinniającego byłego polityka.

Opinia amicus curiae CMWP SDP w sprawie wyroku dot. zabójstwa red. Jarosława Ziętary TUTAJ.

SDP na konferencji Anti-Disinformation Warsaw Summit

– Nie jesteśmy bezradni. Są przepisy prawa ustanowione w naszych krajach, które pozwalają walczyć z dezinformacją, tylko trzeba z nich korzystać. Po to właśnie jest ta konferencja –  te słowa wypowiedział Maciej Świrski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji podczas Warszawskiego Szczytu przeciw Dezinformacji pt. „Anti-Disinformation Warsaw Summit” Obrady odbyły się w salach Zamku Królewskiego w środę, 4. października, a cała konferencja trwa do czwartku.

W obradach udział wzięli przedstawiciele organów regulujących rynek medialny w państwach Europy Środkowo-Wschodniej oraz krajach bałtyckich. Kulminacyjnym momentem tego dnia stało się podpisanie wspólnej deklaracji przez regulatorów audiowizualnych z pięciu krajów: Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) – Polska; Litewskiej Komisji ds. Radia i Telewizji; Krajowej Rady ds. Mediów Elektronicznych – Łotwa; Krajowej Rady ds. Audiowizualnych -Rumunia oraz Krajowej Rady Ukrainy ds. Telewizji i Radiofonii.

„Wojna Rosji przeciwko Ukrainie i rosyjskie imperialne ambicje przyczyniły się do zmiany sytuacji geopolitycznej w całej Europie, w szczególności w Europie Środkowo-Wschodniej i państwach bałtyckich. Dynamiczny rozwój technologii w obszarze narzędzi komunikacji cyfrowej otworzył rynki medialne na szerokie możliwości w zakresie dostępu do informacji, zarówno w procesie tworzenia treści, jak i ich odbioru” – głosi podpisana deklaracja.

Ponadto Państwa – Sygnatariusze zobowiązały się do:

– ochrony suwerenności i dobrego imienia państw oraz nienaruszalności ich granic;

– ochrony wolności słowa, wspierania odpowiedzialności za informowanie społeczeństwa, ochrony dziennikarzy i ładu medialnego zgodnie z jurysdykcją terytorialną i europejskimi ramami prawnymi;

– zabezpieczenia prawa obywateli do rzetelnej i wiarygodnej informacji jako integralnej części swobody wypowiedzi; ochrony niezależności organów regulacyjnych ds. mediów;

– edukowania obywateli w zakresie dezinformacji i propagandy poprzez wspieranie włączenia umiejętności korzystania z mediów jako obowiązkowej tematyki w szkołach.

Pełny tekst deklaracji: https://stop-disinformation.eu/pl/node/38

Zapowiedziano także utworzenie sekretariatu w celu wdrożenia zapisów tej deklaracji oraz wymiany informacji i koordynacji ustaleń. Deklaracja została podpisana na czas nieograniczony i wchodzi w życie z dniem podpisania. W imieniu Polski deklarację podpisał przewodniczący KRRiT Maciej Świrski.

Drugiego dnia konferencji odbył się roboczy panel dyskusyjny o różnych sposobach walki z dezinformacją, między innymi inicjatywie Polskiej Agencji Prasowej „Fake Hunter” i współpracy z fact-checkerami, a także szczegółom współpracy krajowych regulatorów mediów.

 

 

 

 

Odroczona apelacja w sprawie uniewinnienia Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary

Sąd Apelacyjny w Poznaniu odroczył do 16 października rozprawę apelacyjną w sprawie uniewinnieniem Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary.  Sąd uwzględnił wniosek Prokuratury i zapowiedział przesłuchanie nowego świadka. Zdaniem Sądu „dowód ten może mieć znaczenie dla rozstrzygnięcia w sprawie”. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP . Obserwatorem sprawy jest red. Aleksandra Tabaczyńska. 

29 czerwca odbyła się rozprawa przed Sądem Apelacyjnym w Poznaniu w związku z uniewinnieniem Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary. Wyrok w tej sprawie był ogłoszony 24 lutego 2022r., od niego odwołała się Prokuratura, którą wsparło także CMWP SDP.  Jak relacjonował w trakcie rozprawy Sędzia sprawozdawca, prokuratura zaskarżyła wyrok sądu pierwszej instancji w całości oraz zawnioskowała o przesłuchanie nowego świadka. Do Sądu wpłynęła też odpowiedź na apelację obrońcy oskarżonego z wnioskiem o utrzymanie w mocy zaskarżonego wyroku Sądu Okręgowego w Poznaniu i oddalenie wniosku o przesłuchanie kolejnego świadka. Sędzia poinformował również o wpłynięciu do Sądu opinii Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i uczestnictwa w procesie jako „przyjaciel sądu” amicus curiae. Sędzia stwierdził, że nie ma wątpliwości, „że ten podmiot nie jest stroną w sprawie”, ale ponieważ stanowisko CMWP SDP pojawiło się, Sędzia o tym informuje.
Stanowisko wpłynęło 20 stycznia, odniesiono się w nim po pierwsze do tła historycznego zdarzenia, roli pokrzywdzonego i oskarżonego w kontekście jego działalności szczególnie akcentując początek lat dziewięćdziesiątych. CMWP odniosło się również do wyroku i jego uzasadnienia z Sądu pierwszej instancji, sugerując, że z pewnym tokiem myślenia się nie zgadza, wyszczególniając te mankamenty. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w praktyce poparło stanowisko oskarżyciela publicznego oceniając, że zarzuty podnoszone przez prokuratora są słuszne – mówił Sędzia

Prokurator Piotr Kosmaty podtrzymał przed sądem swoją wolę przesłuchania nowego świadka, argumentując: – Po 24 lutego 2022 r., a więc już po ogłoszeniu wyroku, ta osoba zgłosiła się do mnie i zadeklarowała chęć przekazania swoich informacji, dotyczących sytuacji, która miała miejsce latem 1992 roku. Świadek twierdził, że Aleksander Gawronik zgłosił się do niego mówiąc, że szuka osoby, która pomoże usunąć niewygodnego dziennikarza. To jest całość rozmowy. Obrońca Aleksandra Gawronika, mecenas Paweł Szwarc oświadczył, że jest to skrajna nielojalność Prokuratury względem Sądu. – Ten wniosek powinien być oddalony, bo nawet nie pada nazwisko Ziętary i nie wynika z niego, że
ten świadek ma wiedzę. Trzeba było go przesłuchać, a protokół przedstawić sądowi – powiedział adwokat. Prokurator Kosmaty odpowiedział na ten zarzut:
Nie chciałem być posądzony o wpływanie na świadka. Wolałem wiedzieć jak najmniej. Teraz gospodarzem postępowania jest Sąd Apelacyjny.
Wniosek prokuratora poparł również oskarżyciel posiłkowy, Jacek Ziętara, brat nieżyjącego dziennikarza.

Sędzia Henryk Komisarski, przewodniczący składu sędziowskiego, po naradzie poinformował, że Sąd uwzględni wniosek prokuratury i przesłucha nowego świadka. Dodał, że „dowód ten może mieć znaczenie dla rozstrzygnięcia w sprawie. Po tym postanowieniu Sąd odroczył rozprawę do 16. października.

Wypowiedź Prokuratora Piotra Kosmatego: TUTAJ

Wypowiedź Jacka Ziętary, brata zamordowanego dziennikarza: TUTAJ.