Home / Hyde Park  / STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Dwakroć wyklęty

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Dwakroć wyklęty

…a jak poszedł Stach na boje

zaszumiały jasne zdroje…

 

Poszedł i zginął. Był chłopskim synem spod lubelskiego Chodla. Najpierw żołnierzem września ’39. Potem partyzantem. Tutejsi nazywali go „Mściwym”. Bo taki przybrał pseudonim. Pojmany przez Niemców rozstrzelany został 13 października 1943 roku. Rodzina pochowała go na cmentarzu parafialnym w Chodlu. Była okupacja. Żołnierza pochowana w drewnianej trumnie, w cywilnym ubraniu. Nie było salwy pożegnalnej. Na pogrzebie była tylko rodzina.

 

Historyk Ewa Kurek w „Zaporczycy 1943-1949” odnotowuje:

 

Chlebicki Karol pseudonim „Mściwy”, z rodziny chłopskiej z okolic Chodla, żołnierz oddziału Kedywu AK „Zapory”.

 

„Zapora” zorganizował swój oddział w składzie I op 8 pp Legionów, liczący łącznie 190 ludzi. Kapelanem był ksiądz Stanisław Kiełboń, wikary z Chodla. Oddział wykonał 147 akcji bojowych.

 

Chodel był silnym ośrodkiem oporu w tej części lubelszczyzny. Wchodził w skład rejonu V (Bychawa-Chodel-Bełżyce-Piotrowice-Niedrzwica) obwodu AK Lublin Powiat. Placówkę ZWZ utworzył Kłębukowski ps. „Szela”. A potem dowódcą był „Mściwy”.

 

W piśmie lubelskiego urzędu wojewódzkiego z dnia 2 stycznia 2019 roku czytamy „…należy stwierdzić, że w grobie na cmentarzu w Chodlu pochowany jest żołnierz, który zginął tragiczną, bohaterską śmiercią w trakcie wojny, a obok niego nikt w grobie nie spoczął i obecnie nie spoczywa. (…) Żołnierz został pochowany przez rodzinę w grobie przez nią przygotowanym i następnie przez dziesiątki lat otoczony jej opieką”.

 

Ale to tylko półprawda. Wtedy w styczniu 2019 roku, grób żołnierza był już zbeszczeszczony, wyklęty.

 

29.04.2018 roku do administratora parafii rzymsko-katolickiej w Chodlu krewni Karola ChlebickiegoTadeusz Grelewski i Marek Świżek napisali:

 

Informujemy ks. Proboszcza, iż w dniach16-21 bm na cmentarzu parafialnym w Chodlu dokonano nielegalnego rozbioru pomnika (obelisk) zmarłego tragicznie od kuli niemieckiej żołnierza AK – Karola Chlebickiego.

 

 Nikczemnego czynu dokonał pan Jerzy Zawadzki miejscowy kościelny i grabarz cmentarny. Przy udziale pani Pietroń Teresy oraz pana Stępniaka Romana – sekretarza biura urzędu gminy w Choblu. Poległy żołnierz był bratem rodzonym mamy pani Pietroń, mamy Świeżaka Marka i mamy Tadeusza Grelewskiego oraz bratem rodzonym taty Jana Chlebickiego z Jeżowa.

 

W/w pomarli kilkanaście lat temu, ale żadne z nich nie czuło się godne leżeć w grobie na miejscu brata. Traktowali ten grób jako symbol wolności i pamięci narodowej. W latach 70-tych ubiegłego stulecia przedstawiciele AK, Zbowid i IPN, Związku Walki i Męczeństwa postawili obelisk z tablicą informacyjną oraz fotografią poległego Karola. O pomniku tym pamiętała także co roku szkoła podstawowa w Chodlu. Palono znicze. Składane były kwiaty i wieńce przez przedstawicieli instytucji państwowych.

 

Grobem tym nie zajmowała się pani Pietroń, tak jak zapewniała księdza, grabarza oraz przedstawiciela urzędu gminy, którzy dopuścili się zbeszczeszczenia grobu”.

               

 

Pani Teresa Pietroń przejęła opłaty cmentarne. Płaciła i zarządziła. Nie zwróciła się do rodziny o zgodę. Uzyskała zgodę proboszcza. Egzekucji dokonał grabarz. Jego łopata rozwaliła trumnę. Kości zostały wrzucone do wora. Pogłębiono jamę i sprofanowane szczątki zalano betonem.

 

Chodzę po Chodlu i słucham ludzi. Przebogata historia 500-letniego miasteczka. Pomniki czcigodnych obywateli, których nazwiska znane są Polakom. Wspaniała wielka świątynia z monumentalną wieżą. Pomnik ku czci żołnierzy. Ocalało jeszcze trochę pożydowskich domków, których ponad tysięczną gminę wymordowali Niemcy. Nie wyszystko jeszcze odkryte, opisane. Oto dom przy ulicy Kościelnej 25 – naprzeciwko kościoła. Katownia UB. Dziś taka sobie jak inne mieszkalna willa. Nie ma śladu po zbrodniarzach – informacji, tablicy. A przecież tu torturowano, gwałcono i zabito młodą dziewczynę, z partyzantki, z lasu. „Chodelska Inka” czeka na opisanie jej męczeństwa. Tak jak czekają na uszanowanie i upamiętnienie szczątki partyzanta Karola Chlebickiego.

 

Jego ciotka, która nakazała wyrzucenie z trumny to dziś starsza kobieta. Wpuszcza mnie do domu. Siadamy w kuchni, widać że jest z tych silnych, zdecydowanych osób. Rozmawiamy. Również o jej synach kierowcach TIR-ów, którzy pracują w Anglii. Rzadko ich widuje. Pracowała całe życie ciężko, żeby się dorobić. Ponosiła cmentarne opłaty. To jest teraz „jej grób”. Może o nim decydować. Ma to wszystko na piśmie. Idzie do sąsiedniego pokoju. Przynosi owalne, porcelanowe nagrobne zdjęcie. I tabliczkę z nazwiskiem. Mówi, że chce to oddać… „jakoś sprawę załatwić”. Ale w tej rodzinie wyrósł mur. Nie rozmawiają ze sobą.

 

Mąż pani Teresy, starszy pan, nadal pracuje. Na swoim. Ma rowerowy sklep – warsztat. Reperuje, sprzedaje używane rowery. Od wielu lat, więc wszyscy w Chodlu go znają. I tak klienci to także po prostu znajomi, używający na co dzień wysłużonych pojazdów. Pomalowane z wypastowanymi siodełkami i naoliwionymi trybikami wiszą pod sufitem. Kilkadziesiąt. Może i sto.

 

Rozmawiamy w sklepiku. Klienci wchodzą, kupują dętki, pompki, nakrętki. Jakoś nie mogę się zdecydować czy zadać pytanie o sprofanowanie grobu Karola Chlebickiego. Czy wiedział? Czy się zgodził, albo tylko milczał? Czy wogóle go zapytano? Czy nie znalazł się we władzach świeckich, duchowych nikt kto by zaoponował?

 

Starszy pan robi swoje, jest pomocny ludziom.

 

Wrona. Siedzi sobie na murze cmentarnym, gdy podchodzę do grobu kobiety zabitej kilkanaście lat temu przez męża. Podobno była bardzo piękna. Zabił, gdy się dowiedział, że zdradzała go z grabarzem. Tym samym – od łopaty która sprofanowała zwłoki Chlebickiego. Zabójca żony niedługo wyjdzie z więzienia. To podobno już za rok.

 

Dom grabarza stoi przy szosie. To już Jeżów, wieś poza Chodlem. Okazały, z szeroko otwartym na oścież wjazdem i klombem. Drzwi otwiera mała dziewczynka. Mówi, że tata jest na cmentarzu. Pogrzeb. Zawodowe czynności. Mam numer komórkowy. Rozmawiamy. Pan Zawadzki odpowiada na moje pytania, ale słychać, że jest coraz bardziej podenerwowany.

 

– Nie wyrzuciłem kości na śmietnik. Włożyłem do brezentowego worka.  Potem położyłem warstwę cementu. Tak robimy.

 

– A czaszka?

 

Rozmowa zostaje przerwana, więc już nie telefonuję.

 

 

Cmentarz w Chodlu jest duży. A nawet niedawno został powiększony o teren przyległej łaki. To darowizna jednego z mieszkańców. Dla administratora, czyli dla parafii. Jest miejsce na dalsze groby. Jeszcze nie wiadomo, ale może zmieni się zarządzanie, na cywilne. Czy będzie to miało wpływ na stare, rozdrapane sprawy?

 

Idę z kilkoma mężczyznami, którzy chcą by „wyklęty” został przywrócony pamięci – z tablicą i zdjęciem.

 

– Tak musi być – słyszę.

 

To ci, którzy pamiętają jak było. Chłopi, emeryci, ludzie stąd. Nie ustają w dochodzeniu, domaganiu, by żołnierz – partyzant leżał godnie w swoim grobie. Bo to jednak jego grób. Przy głównej alei cmentarza, w pobliżu kaplicy.

 

Są bardzo rozgoryczeni. Na tych, którzy rządzą na miejscu, w Lublinie, w Warszawie. Dopuszczono się profanacji zwłok. Mijają kolejne lata. Piszą do ważnych ludzi w urzędach, prokuraturze, piszą do ministrów. Segregatory pęcznieją. Złość narasta. Grelowski, Świżek i inni szukali pomocy w prasie, ale redaktorka okazała się przyjaciółką winnych zbeszczeszczenia. Tematu nie podjęła.

 

– To niełatwo dobić się sprawiedliwości, gdy walczy się z władzą – słyszę.

 

8 lutego 2019, Tadeuszowi Grelowskiemu i Markowi Świżkowi odpowiada pismem ówczesny wojewoda lubelski – Przemysław Czarnek: Obowiązująca ustawa z dnia 28 marca 1933 roku o grobach i cmentarzach wojennych stanowi, że grobami wojennymi są groby i miejsca spoczynku żołnierzy poległych lub zmarłych z powodu działań wojennych, przy czym groby rodzinne, chociażby były w nich umieszczone zwłoki żołnierzy poległych, nie stają się grobami wojennymi. Wyrażona tu zasada nieingerencji państwa w grobownictwo prywatne jest kontynuacją przyjętego w art.2 ust.1 ustawy z dnia 17 marca 1932 roku o chowaniu zmarłych i stwierdzeniu przyczyny zgonu… (…) Podstawę praw do grobu stanowi umowa o pochowaniu zwłok zawarta z zarządem cmentarza i z niej wynika szereg uprawnień przysługujących osobom, dla których kult pamięci osoby zmarłej, pochowanej w grobie, jest ich własnym dobrem osobistym. (…) Pochówek poległego żołnierza śp. Karola Chlebickiego miał charakter prywatny (potwierdza to zarząd cmentarza, a wnioskodawcy nie kwestionują), bowiem został zorganizowany przez członków jego rodziny na cmentarzu parafialnym, w przygotowanym na ten cel grobie rodzinnym. Członkowie rodziny poległego żołnierza opiekują się jego grobem do dnia dzisiejszego i nic nie wskazuje na to, aby swoje prawa i obowiązki w tym zakresie mieli zamiar przenieść na państwo – wnioskodawcy stanowią tu wyjątek.

 

 Ileż nieprawdziwych stwierdzeń, ileż urzędniczej obojętności.

 

Ci wnioskodawcy – „wyjątkowi” – wcześniej, 28 X 2018 roku w liście do wojewody lubelskiego napisali: „Panie Wojewodo, my tj. 9 rodzin po zamordowanym Karolu Chlebickim, prosimy pana o ponowne zbadanie powyższej sprawy przez osoby postronne, nie mające nic wspólnego z sympatiami czy też nie do żołnierzy AK.”

 

Śpij kolego w ciemnym grobie niech się Polska przyśni tobie. Byle by nie bezduszna, urzędnicza. Sloganów i prawniczych tyrad. Pisali nie tylko do dzisiejszego ważnego Ministra Edukacji. Pisali do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, do Ministra Sprawiedliwości, do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, do Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu Biura Upamiętnienia Walk i Męczeństwa, do Instytutu Pamięci Narodowej. Do prokuratury, hierarchicznie, aż do najwyższej. Nawet „na ręce” ministra Zbigniewa Ziobry.

 

Pisali. Nikt się sprawą nie przejął.

 

Proboszczowie w Chodlu teraz często się zmieniają. Różnie o nich ludzie mówią. Ale żaden z trzech ostatnich profanacją grobu „Mściwego” się nie zainteresował.

 

Rozmawiam z młodym żołnierzem, ochotnikiem, z terytorialsów, z Chodla. O Chlebickim nic nie wiedział, ale teraz opowie dowódcy swojego oddziału. Na pewno, gdy będzie powtórny pogrzeb staną w szeregu wszyscy. I będzie spóźniona żołnierska salwa.

 

 

„Gazeta Polska” codzienna, z dnia 1 marca ubiegłego roku. Wielkie zdjęcie z pochodu Narodowego Dnia Pamięci „żołnierzy wyklętych”. Tłumy. Pierwszy szereg niesie ogromny transparent: „Podziemna armia powraca!”

 

Do Chodla jeszcze nie.

 

Stefan Truszczyński

 

 

 

Podziel się!

Dziennikarz, reporter, publicysta, dokumentalista filmowy. Pracował w prasie, telewizji publicznej i telewizjach prywatnych; doświadczenie w kierowaniu dużymi zespołami. W dorobku ma programy telewizyjne - wielkie transmisje, kilkadziesiąt godzinnych wywiadów na żywo z najważniejszymi - najbardziej znanymi ludźmi w Polsce, reportaże i filmy dokumentalne z kilkunastu krajów - był kilkakrotnie korespondentem wojennym (m.in. w Chorwacji), przez ponad 30 lat organizował wyprawy i realizował filmy o tematyce podwodnej - głównie o wrakach z II wojny światowej leżących na dnie Bałtyku. Angażuje się w obronie ludzi i ich spraw. Żonaty, mieszka w Warszawie od ponad pół wieku (po studiach na Polonistyce UW).

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close