Dominuje pogląd, że właściwie o bezprawnie przejętych przez rząd dwa lata temu mediach publicznych wiadomo już wszystko. Fikcyjna likwidacja, ogromne kwoty na wynagrodzenie, aby kupić wierność ludzi z innych mediów i już skorumpowanej moralnie TVP. Do tego samobójcza przychylność rządu.
Kiedy w telewizyjnym materiale trzeba coś ukryć, myślimy, że najprościej będzie wymazać niektóre niechciane szczegóły komputerowo. Dobry montażysta jednak zaproponuje coś innego.
Plan szeroki
Takie ujęcie pokazujące możliwie najpełniejszy obraz nie oznacza, że na przykład pejzaż przed nami cały „zmieścił się w obiektywie”. To na pewno jest niezbyt precyzyjny opis, ale z grubsza chodzi o to, aby szeroki plan stwarzał możliwie dobre perspektywy i osiągnął cel. Taki plan rodzi pewne możliwości.
TVP w likwidacji korzysta z szerokiego planu. Nie planu pełnego, a szerokiego właśnie, co ma znaczenie. Przy pomocy szerokiego planu telewizja publiczna ukrywa swoją sytuację, bo w takim ujęciu nie widać szczegółów.
Zmiana planu
I taki szeroki plan dla dyletantów na stanowiskach kierowniczych, wcześniej zatrudnianych w komunikacji miejskiej, stanowi idealny układ. Ujęcie z naszej publicznej „kamery” pokazuje niby wszystko, ogrom firmy, jej możliwości techniczne, zadowolonych pracowników, odzyskanych cudem reklamodawców.
I gdyby jeszcze – jak, być może, myślą władze TVP – można było w tym szerokim planie ukryć kosmiczne zarobki ludzi bez kwalifikacji, przepływy pieniędzy z prorządowych dotacji i niską oglądalność jak stan wody Wisły. Na dodatek niektórzy dyrektorzy w TVP są tak głupi, że każą milczeć komentatorom sportowym. Nawet im. Komentatorzy owi mają, na rozkaz, nie mówić o tym, że podczas rozpoczęcia Igrzysk Olimpijskich – wśród gości honorowych – jest prezydent RP, który nie cieszy się, delikatnie mówiąc sympatią obozu rządzącego.
Plan amerykański
Władze TVP chcą ukryć wszystkie polityczne i niepolityczne nieprawidłowości przy prowadzeniu dużej spółki skarbu państwa. Decydują się właśnie na zmianę planu na tzw. plan amerykański. Nie wiadomo czy wymyślono go w Hollywood, ale – jak opowiadał mi jeden z czołowych polskich operatorów, nie tylko telewizyjnych – spełnia jeszcze bardziej użyteczną funkcję. Też ukrywa szczegóły, jest jednak bardzo niebezpieczny.
Bo plan amerykański, w dużym skrócie pokazuje człowieka od miejsca tuż powyżej kolan wzwyż. Na przykład pięknie ubranego dyrektora generalnego TVP Tomasza Syguta – idealnie dobrane garnitur, koszula i krawat. Jednak jeden tzw. ruch kamery z ręki a nawet nieostrożność operatora źle obsługującego statyw może ten obraz popsuć, czyli ukazać prawdę.
I wówczas widzowie naszej relacji zobaczą, teraz już oczywiście nie Syguta, ale jakiegoś włodarza TVP w pełniejszej postaci. Oprócz świetnego wyglądu dyrektora do kolan… widzimy, że ma brudne łydki a z dziurawych skarpet wystają nieobcinane od miesięcy paznokcie.
Wiem, wiem porównanie brutalne, ale w TVP w likwidacji posługują się takimi właśnie metodami. Nie ma wątpliwości jednak, że już wkrótce dla prorządowej telewizji publicznej przejście z szerokiego planu, poprzez ujęcie amerykańskie do planu szczegółowego będzie oznaczać katastrofę. Dla TVP, jej szefów i rządu Donalda Tuska. Wówczas nikt już nie nabierze się na fikcyjną likwidację państwowego nadawcy…