ANDRZEJ KLIMCZAK: Wolność muszą wywalczyć sobie sami

W miarę pojawiania się medialnych informacji o sytuacji na Białorusi nabieram przekonania, że dalekie od realiów są oczekiwania wielu autorów klasycznej publicystyki, jak i analityków zmagających się z próbami przewidywania przyszłości tego kraju. W tekstach nie brakuje nadziei, iż sytuacja na Białorusi rozstrzygnie się niebawem na korzyść społeczeństwa a Łukaszenka zniknie z politycznej sceny. Na dodatek ma się to stać dzięki międzynarodowemu wsparciu, jakiego protestującym Białorusinom nie będzie szczędził Zachód.

 

Osobiście wątpię, aby Zachód w tej chwili podjął zdecydowane działania wspierające efektywnie protestujących. Mało skuteczne zabiegi dyplomatyczne było wyraźnie widać w sprawie ukraińskiej a dzisiaj niemal bliźniaczo ten sam wariant powtarza się w kwestii Białorusi. Może sytuacja wyglądałaby inaczej gdyby Łukaszenki nie wspierała Rosja i gdyby protestujący Białorusini stworzyli struktury gwarantujące nie tylko przejęcie władzy, ale przewidywalne, skuteczne i bezpieczne jej funkcjonowanie w przyszłości.

 

Co jakiś czas pojawiają się opinie, że manifestujący Białorusini powinni zmienić taktykę rezygnując z pokojowych form protestu na rzecz radykalnych działań. To głosy mogące narazić Białorusinów na jeszcze bardziej brutalne represje, bowiem Łukaszenka nadal dysponuje wiernymi resortami siłowymi, które mogą być, albo już są, wspomagane nieoficjalnie przez „zielonych ludzików” ze Wschodu.

 

Próby bardziej radykalnych rozwiązań były już podejmowane przez Swiatłanę Cichanouską, która w październiku ogłosiła ultimatum wobec Łukaszenki, domagając się jego ustąpienia. W przypadku, gdyby prezydent Białorusi nie zrezygnował ze stanowiska, miał nastąpić powszechny, ogólnokrajowy strajk. Brak liderów opozycji i stojących za nimi struktur był przyczyną fiaska protestów robotników i studentów, którzy odpowiedzieli na apel kontrkandydatki Łukaszenki. Władza zrewanżowała się wzmożonymi represjami.

 

Białoruski rząd postawił na zmęczenie opozycji i zniechęcenie społeczeństwa do jej wspierania. Można podejrzewać, że jest przygotowany również na wprowadzenie stanu wyjątkowego, gdyby sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli. Wydaje się jednak, że takie ostateczne rozwiązanie przyspieszyłoby tylko  upadek władzy Łukaszenki dając pretekst Rosji na wymianę politycznej elity Białorusi. Najprawdopodobniej nowy prezydent i jego otoczenie zostałoby sprytnie wkomponowane w barwy i oczekiwania dzisiejszej opozycji.

 

Sytuacja Białorusinów jest naprawdę trudna, ale nie beznadziejna. Jednak wolność będą sobie musieli wywalczyć sami. To proces rozłożony w czasie i wymagający konsolidacji społeczeństwa według zasady: nec herkules contra plures, lub mówiąc inaczej: i Herkules nie pomoże, kiedy ludzi całe morze. W procesie konsolidacji społecznej opozycję wyręcza niechcący sam Łukaszenka. Im więcej represji, tym większy solidaryzm społeczny.

 

Odwołując się do doświadczeń Polaków, którzy przez dziesięciolecia budowali struktury oporu wobec komunistycznej władzy, zarówno w kraju jak i za granicą, należy białoruskiej opozycji doradzać właśnie taką pokojową drogę wiodącą do sukcesu. Rozwiązaniem jest tworzenie przez działaczy opozycji organizacji działających na rzecz demokratyzacji życia, konsolidacji oraz oświaty społecznej. Jasnym jest, że w kraju kontrolowanym przez reżimowe władze te struktury nie będą miały jawnego charakteru. Ważnym jest zatem tymczasowe tworzenie struktur poza granicami Białorusi. Mowa tutaj nie tylko o strukturach politycznych, ale również tych, które będą rozwijać i promować niezależną kulturę białoruską dając szansę na aktywność intelektualistów przebywających na emigracji. Od nich bowiem będzie w przyszłości zależał kształt państwa, które musieli opuścić.

 

O skuteczności oporu wobec władzy decydować będzie przede wszystkim sprawna dystrybucja informacji. Współczesna technologia sprawia, że przekaz jest natychmiastowy a systemowa cenzura nieskuteczna.  Informacja o sytuacji na Białorusi, docierająca szybko do mediów i wpływowych środowisk demokratycznego świata, będzie decydowała o poczynaniach zachodnich rządów wobec władzy Łukaszenki.

 

O końcowym sukcesie białoruskiej opozycji zadecyduje jednak to, czy będzie potrafiła zbudować środowisko mogące skutecznie przejąć władzę i zaproponować zmiany oczekiwane przez społeczeństwo.

 

Andrzej Klimczak