LEON XIV: Libanie, bądź proroctwem dla Bliskiego Wschodu

„Libanie powstań! Bądź domem sprawiedliwości i braterstwa!” – z takim apelem wystąpił Papież Leon XIV podczas ostatniego spotkania z libańskimi wiernymi, czyli we wtorek 2 grudnia. Kończąca wizytę Papieża w Libanie msza św. została odprawiona nieopodal portu w Bejrucie, a dokładnie nieopodal Zatoki św. Jerzego, zwanej przez miejscowych Zaitun Abey.

W mszy w. uczestniczyło około 150 tys. wiernych, w tym ponad 80 Polaków, z czego dwudziestu paru było uczestnikami pielgrzymki Radia Wnet, a dodatkowa czwórka, to dziennikarze związani z SDP.

Nadzieja na lepsze czasy

Siąpiący deszcz i chłód dawały się we znaki, kiedy to wczesnym rankiem wędrowaliśmy ulicami Bejrutu na płytę nieopodal portu, gdzie przygotowano miejsce spotkania Papieża Leona XIV z Libańczykami.

Znamienne miejsce, gdyż pięć lat temu teren ten był pokryty gruzami powstałymi na skutek wybuchu w bejruckim porcie. Wówczas sporo osób straciło dach nad głową, a miasto, zwłaszcza w dzielnicach niedaleko portu zostało w znacznym stopniu zniszczone, nie mówiąc już o stratach w ludziach. W tej części miasta niemal wszystko zostało uporządkowane i znakomicie przygotowane na przyjęcie Ojca Świętego.

 

O świcie deszcz ustał, a nad Zatoką św. Jerzego ukazała się tęcza – znak nadziei. I z takim optymistycznym nastawieniem wkroczyliśmy do sektorów przygotowanych dla wiernych, gdzie rozpoczęło się długie, prawie trzygodzinne oczekiwanie.

Wreszcie pojawił się Papież.  Entuzjastycznie machano chorągiewkami, chociaż tylko libańskimi i papieskimi, które wcześniej rozdawano wiernym. Gratisów było zresztą więcej: czapeczki, chusty i szaliki z nadrukami papieskich podobizn. Była też butelkowana woda, drukowane teksty maronickiej liturgii w wersji francuskiej i arabskiej a nawet Nowy Testament po arabsku. W przeciwieństwie do dnia poprzedniego, tu w Bejrucie ustawiono wiele toalet. Negatywne w tej kwestii doświadczenie z Annaya przyniosło pozytywny rezultat.

Wreszcie pojawił się Papież w całkowicie oszklonym papamobile. Za to objechał wszystkie sektory, gdzie witano Go z entuzjazmem.

Nie przypominało to emocji z czasów Jana Pawła II, ale Liban ma inną niż Polska historię, a przede wszystkim inną kulturę. Tu mimo sporej powściągliwości Leona XIV i braku spontaniczności, tak charakterystycznej dla polskiego Papieża, przyjęto Go z dużą życzliwością. A Papież był dobrze do tej pielgrzymki przygotowany.

Bądźcie budowniczymi pokoju

W wygłoszonej do wiernych homilii Papież nawiązał do ubóstwa i cierpienia Libańczyków przyćmionego pięknem Libanu, o czym mało wiemy, bo w świadomości Europejczyków Liban to „Szwajcaria Bliskiego Wschodu”. Owszem była, ale od dawna już nie jest i życie przeciętnej rodziny nie jest łatwe, zwłaszcza, gdy czasem z nieba spadają bomby. Chociaż nie są adresowane do chrześcijan, ale wyjątki też się zdarzają.

Leon XIV mówił, co prawda z niewielkim entuzjazmem, sucho, spokojnie, ale o ważnych sprawach. Mówił o kruchej i niestabilnej sytuacji politycznej, o kryzysie ekonomicznym, o przemocy i konfliktach, które wzbudzają lęk. Mówił też, że Bliski Wschód potrzebuje odrzucenia mentalności zemsty i przemocy, przezwyciężenia podziałów politycznych, społecznych i religijnych, a przede wszystkim potrzebuje pojednania i pokoju.

Tuż przed błogosławieństwem zaapelował o pokój zarówno dla Bliskiego Wschodu, jak i całego świata. Wręcz powiedział: „bądźcie budowniczymi pokoju, zwiastunami pokoju, świadkami pokoju”. Wręcz wołał, aby „wychowywać nasze serca do pokoju”, ale też apelował o promowanie dialogu i pojednania. „Kieruję serdeczny apel do tych, którzy sprawują władzę polityczną i społeczną, tutaj i we wszystkich krajach dotkniętych wojną i przemocą: wysłuchajcie wołania waszych narodów, które domagają się pokoju!”

Dużą niespodziankę sprawiła polskim pielgrzymom wizyta w naszym sektorze trójki polskich żołnierzy stacjonujących w Libanie i służących w Siłach Pokojowych ONZ, zwanych popularnie „niebieskimi hełmami, albo niebieskimi beretami”.

Fotografowaniu z żołnierzami nie było końca. To urozmaicenie czasu oczekiwania na Papieża spodobało się Libańczykom i też chcieli zrobić sobie z nimi zdjęcie. Kto by nie chciał?

Tekst i zdjęcia Maria Giedz