Nagroda im. poety WINCENTEGO „WITKA” RÓŹAŃSKIEGO dla tłumaczki prof. BARBARY STAWICKIEJ-PIRECKIEJ

Po raz kolejny Kapituła Nagrody im. Wincentego „Witka” Różańskiego przyznała nagrodę imienia twórcy. W tegorocznej edycji 3 października br. „Złotą Książką”, nagrodą Kapituły im. Wincentego „Witka” Różańskiego, została uhonorowana prof. dr hab. Barbara Stawicka-Pirecka, ciesząca się uznaniem tłumaczka i popularyzatorka poezji „Witka” w Hiszpanii i Meksyku.

Złota Książka – Nagroda Kapituły im. Wincentego „Witka” Różańskiego jest przyznawana od 2012 roku. Inicjatorką i fundatorką nagrody, do śmierci Przewodniczącą Kapituły była ukochana żona i muza poety Małgorzata Kasztelan Różańska – wybitny muzyk i pedagog. Obecnie Przewodniczącą Kpituły im. Wincentego „Witka” Różańskiego jest Krystyna Różańska Gorgolewska, bratanica Witka, krytyk i kurator sztuki, dziennikarz. Złota książka wykonana z pięciu gramów złota, promuje przede wszystkim literatów, twórców powiązanych z „Synem bogini”. Jej laureatami byli dotąd poeta Stefan Jurkowski, poeta, redaktor i wydawca Roman Bąk, redaktor, dziennikarka Barbara Miczko-Malcher, reżyser, poeta i eseista Tadeusz Żukowski, rzeźbiarz i pedagog Józef Petruk, poeta, prozaik i wydawca Jerzy Szatkowski, krytyk i eseista Wiesław Setlak, historyk literatury Marek Nalepa, tłumacz, poeta, pedagog Jerzy Łukasz Kaczmarek, pediatra, poeta Maciej Grela, kapłan, poeta i teolog Antoni Rachmajda, poetka Anna Santoliquido.

Dr Hab. Barbara Stawicka Pirecka jest romanistką i hispanistką. Studiowała na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicz w Poznaniu i w Meksyku, na Universidad Veracruzana, w mieście Xalapa. Na Universidad Veracruzana była m.in. wykładowcą literatury francuskiej, na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, wykładała literaturę hiszpańską i hispanoamerykańską, kierowała Katedrą Hispanistyki. Jest autorką zarówno przekładów literackich jak i tekstów eseistycznych. Jako tłumaczka, jest autorką przekładów na język hiszpański oraz z języka hiszpańskiego na język polski. Jest autorką przekładów na język hiszpański m.in. esejów Czesława Miłosza, Jarosława Iwaszkiewicza, Wiesława Szaniawskiego, Marka Hłaski, Edwarda Stachury oraz Wincentego Różańskiego. A z języka hiszpańskiego – pisarzy meksykańskich – Sergia Galindo oraz Carlosa Fuentesa. Przekłady i teksty krytyczne publikuje w czasopismach w Polsce oraz w Meksyku. Od wielu lat łączy ją stała współpraca literacka z kwartalnikiem literackim „La Palabra y el Hombre”, związanym z Wydawnictwem Veracruzańskim – „La Universidad Veracruzana”. Barbara Stawicka Pirecka mieszka i pracuje w Puszczykówku.

Barbara Stawicka-Pirecka (wówczas publikująca jako Barbara Stawicka-Muñoz) jest tłumaczką na język hiszpański tomiku wierszy Przed czerwonymi słońca drzwiami Wincentego Różańskiego, wydanego w 1976 roku w Poznniu. W Meksyku tomik ten ukazał się pod tytułem Frente A La Puerta Roja Del Sol w 1983 roku.

Nagrodę Kapituły w imieniu Laureatki odebrała dyrektor Galerii Sztuki w Mosinie Dorota Strzelecka. Prof. Barbara Stawicka-Pirecka w tym samym czasie odbierała nagrodę – pierwsze miejsce w kategorii działalność kulturalna – na X gali prestiżowego konkursu „Polak Roku we Włoszech i na świecie” w Tivoli-Terme (Lacjum, Włochy).

Uroczystość miała miejsce podczas premiery tomiku „Odsłonięte karty”, (Wydawnictwo Miejskie Posnania, Biblioteka Raczyńskich, Poznań, 2026). Wyboru niepublikowanych wcześniej wierszy Witka dokonali Andrzej Sikorski i Alicja Przybyszewska, również autorka obszernego posłowia. Wyjątkowym walorem tej publikacji są zmieszczone w niej skany oryginalnych zapisów wierszy poety oraz rysunki braci Różańskich, Witka i Hieronima, uznanego architekta wnętrz, artysty plastyka.

Spotkanie z poezją Wincentego „Witka” Różańskiego odbyło się w Galerii Sztuki w Mosinie podczas którego odsłonięto podarowany przez Andre Kasztelana, syna Małgorzaty Kasztelan Różańskiej, obraz autorstwa przyjaciela poety, malarza, prof. Grzegorza Ratajczyka. Poezję Wincentego „Witka” Różańskiego czytał Andrzej Lajborek, aktor Teatru Nowego w Poznaniu.

 

Odbył się znakomity koncert altowiolisty, prof. Marcina Murawskiego.

Spotkanie prowadziła poetka, tłumaczka, prowadząca od 12 lat Salon Poezji w Galerii w Mosinie Kalina Izabela Zioła.

***

Wincenty „Witek” Różański to jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich poetów. Wywodził się z dwóch wielkopolskich miast, Mosiny, gdzie urodził się 12 lipca 1938 roku i Poznania, w którym mieszkał od lat 60’ do końca życia. Rodzice, ojciec Cezary, powstaniec wielkopolski i matka Józefa mieli pięcioro dzieci: Hieronima, Lecha, Różę, Wincentego i Joannę.

Młodość spędzona w Mosinie to jeden z najtrwalszych punktów odniesienia w życiu i twórczości Wincentego Różańskiego: „kłaniajcie się małym miasteczkom, ukarminowane honorowe panie” ripostował ironię wobec nich.

Wincenty „Witek” Różański zadebiutował na łamach Głosu Wielkopolskiego w 1963 roku. W 1968 roku ogłosił swe utwory w „Witrynie Poetyckiej Klubu Od nowa” oraz w almanachu Akcenty. W 1970 roku, ukazał się jego pierwszy tomik wierszy „Dziecko idące jak włócznia śpiewało”. Wiersze do niego, jako posiadacz maszyny do pisania przepisywał przyjaciel, wybitny poeta Stanisław Barańczak.

Twórczość Różańskiego we wczesnych okresach miała znamiona poetyki nadrealizmu, później określano go jako poetę prowincji, skłaniającego się ku stylizacji ludowej. Piotr Kępiński sytuował wiersze Różańskiego „między pieśnią plebejską a biblijną przypowieścią”. Różański nigdy nie zerwał duchowej więzi z partykularzem Mosiny, która „zahartowała jego odporność na pęd i hałas metropolii i trzyma go przy życiu”.  Oba swe rodzinne miasta, Mosinę i Poznań, utrwalił w wielu wierszach.

Przez krytyków i literaturoznawców Wincenty „Witek” Różański zaliczany jest do grona najoryginalniejszych poetów polskich ostatniego półwiecza, uznawany za postać ważną i znaczącą dla polskiej poezji i polskiego życia literackiego. „Syn bogini” i „Półświęty z Ostrobramskiej”, tak widzieli Witka przyjaciele, poeci Edward Stachura i Andrzej Sikorski. Stachura stworzył  legendę „Witka”, czyniąc go bohaterem Piosenki dla Potęgowej, powieści Cała jaskrawość  i poematu Po ogrodzie niech hula szarańcza.

W Poznaniu poeta mieszkał przy ulicy, której patronką jest Matka Boska Ostrobramska, niejednokrotnie podkreślał to podając pod wierszami dokładny adres.  „Ziemskimi”, najważniejszymi kobietami w jego życiu, którym poświęcił wiele wierszy była matka Józefa i żona Małgorzata Kasztelan-Różańska, wybitny muzyk i pedagog.

Wincenty „Witek” Różański ma w dorobku ponad 20 książek autorskich, w tym wybór wierszy Wędrujemy do Szeol (Poznań 2001), a także wydane pośmiertnie: książkę z rysunkami jego autorstwa (Jasna kreska, Warszawa 2013) oraz tomy Wiersze niecierpliwe (Poznań 2015), Spóźnione (2020),  Idę pod wiatr (2023) i Odsłonięte karty ( 2026). Wiersze Wincentego Różańskiego były tłumaczone na wiele języków (bułgarski, czeski, grecki, hiszpański, niemiecki, ukraiński, francuski, angielski).

Niezwykle bogata jest literatura przedmiotowa poświęcona twórczości Różańskiego. Pisali o nim m.in. Edward Balcerzan, Jakub Beczek, Ryszard Danecki, Jerzy Ł. Kaczmarek, Piotr Kępiński, Ryszard Krynicki, Dariusz Tomasz Lebioda, Wacław Oszajca, Alicja Przybyszewska, Wiesław Setlak, Andrzej Sikorski, Edward Stachura, Sergiusz Sterna-Wachowiak. Wielu poetów dedykowało mu swoje wiersze. Chętnie portretowali go artyści malarze, wśród nich przyjaciel poety Grzegorz Ratajczyk. Tadeusz Żukowski nakręcił film telewizyjny o życiu i twórczości Różańskiego „Będziemy piękniejsi”. Różański był bohaterem kilkunastu audycji radiowych w poznańskiej Rozgłośni Polskiego Radia autorstwa Barbary Miczko-Malcher.  Obszerne archiwum literackie Różańskiego znajduje się w zbiorach Domu Literatury Biblioteki Raczyńskich.

Wincenty „Witek” Różański zmarł w 2009 roku w Poznaniu. Poeta ma swoje ulice patronalne w Poznaniu i Mosinie. Od 2012 roku, z inicjatywy wdowy po poecie Małgorzaty Kasztelan-Różańskiej przyznawana jest Nagroda Kapituły im. Wincentego „Witka” Różańskiego”. W 2021 roku w Parku Górczyńskim odsłonięto ławeczkę w z pomnikiem poety autorstwa Romana Kosmali.

Na nagrobku poety, w alei zasłużonych Miłostowskiego cmentarza czytamy jego słowa:

„gdy przyjdzie cisza i pójdę w ciszę, któż to opisze, któż to uciszy”

 

Krystyna Różańska Gorgolewska – przewodnicząca Kapituły im. Wincentego Witka Różańskiego, bratanica poety

 

Fotografie dzięki uprzejmości Doroty Strzeleckiej, Kaliny Izabeli Zioła i Galerii Sztuki w Mosinie

 

Barbara Stawicka-Pirecka:

Szanowni Państwo, Wysoka Kapituło, Drogi Witku, który przecież też tu jesteś,

 

Przyjmuję Nagrodę im. Wincentego Różańskiego z głębokim wzruszeniem, ale przede wszystkim z poczuciem, że ta chwila nie jest powrotem do przeszłości. Kiedy stoję przed Państwem i myślę o moim pierwszym spotkaniu z Witkiem, słowo „ wspomnienie” traci swój sens. Nie wchodzę na ścieżkę czasu. Nie prześwietlam przeszłości i nie przywołuję cieni. Nie unosi mnie prąd rwącej rzeki czasu. Nie ma już bólu ani nostalgii. Nie ma żadnej przeszłości. Widzę mapę różnych kierunków, wykreślanych jakby jedną ręką.

Na tej mapie jest taki punkt:  45 metrowa pracownia malarska  mojej Mamy. Czas, kiedy o własne mieszkanie było niezwykle trudno, więc ta przestrzeń była wszystkim- miejscem twórczej pracy i naszym domem. Mieszkaliśmy tam we troje: Mama malarka, mój Tato- muzyk i skrzypek Filharmonii Poznańskiej i ja, siedemnastoletnia dziewczyna.

I w tę przestrzeń, oświetloną jedynie pięknym, rozproszonym światłem dużego, mansardowego okna na piątym i ostatnim piętrze kamienicy przy Placu Wielkopolskim w Poznaniu, przyjaciel – Leon Cierniakowski – wprowadził Witka. Był ode mnie o czternaście lat starszy. I nagle poczułam, że  w przestrzeni tych 45 metrów, zrobiło się jakby jaśniej. Zaistniał w niej człowiek jasny.

Każdy z nas nosi w sobie swoje własne światło i swoją własną ciemność. Razem z Witkiem do naszej pracowni, a potem do mojego życia, weszło światło.  I to światło było przy Witku zawsze – od początku naszego przymierza, aż do samego końca, do chwil, kiedy odchodził już w puszczykowskim szpitalu na Niwce. Nawet w najciemniejszych, najtrudniejszych momentach Jego życia – było światło.

To było światło niezwykłego, niewidzialnego dziecka, które Witek zawsze w sobie nosił. Ciepło dobroci, ufności i całkowitej bezbronności wobec świata.

Otrzymanie Nagrody imienia Człowieka, który przyniósł światło do domu moich rodziców i do mojej własnej poezji, to dla mnie moment ostatecznego dopełnienia na owej wspólnej mapie. To nie jest nagroda za przeszłość – to zobowiązanie, by tę Witkową wrażliwość, ufną bezbronność i dobroć, nieść w swoich wierszach dalej. Ta Nagroda jest dla mnie powrotem do tamtego źródła  niezwykłej przyjaźni.  To wielki zaszczyt i wzruszenie, że również i moja poetycka i twórcza droga zostaje dziś spleciona z imieniem Witka, w tak oficjalny, a jednocześnie tak głęboko osobisty sposób. Dziękuję Wysokiej Kapitule za to wyróżnienie, które  przyjmuję z dumą i wielką poetycką odpowiedzialnością. Dziękuję Państwu.

To nasze przymierze było organiczne. Łączyły się ze sobą przestrzenie wierszy i przestrzenie naszych domów. Kiedy Witek pojawiał się w pracowni, zawsze było to świętem, bo wraz z Nim przychodziły też Jego wiersze. Po prostu zabierał ze stołu kartkę papieru i pisał. Czasami rysował. Szkicował karykatury. To byliśmy On i ja. On – jako np. Marcello Mastroiani ( uwielbial tego aktora, ale też i mocno go parodiował) a ja – jako nieszczęsny nieuk, nad zeszytem od matematyki, której szczerze nie znosiłam…  A Pisał tak, jakby słowa były już w Nim całkowicie gotowe, by móc je przelać na papier. Często pisał ołówkiem. Jego wersy niekiedy jakby lekko skręcały ku górze, słowa bywały niewyraźne, trudne do odczytania. Witek zapisywał ja także na kartkach papieru, jaki wkręcałam do mojej – pierwszej w życiu – maszyny do pisania. Mój Tato zdobył ją wtedy dla mnie, nie wiem jakim cudem. Przywiózł ją z ówczesnej Czechosłowacji. Nazywała się Consul. Do dziś pamiętam jej metalową pokrywę  nad jakby uzębieniem czcionek, polakierowaną na niebiesko. Kiedy sama na niej pisałam, miedzy kartki papieru wkładałam kalkę, która zawsze  przyczerniała mi opuszki palców…  Często, na tej samej stronie, najpierw od góry wiersz pisał Witek, a poniżej ja zapisywałam jakiś mój krótki wiersz. A Witek wstawiał miedzy nasze zapisy francuskie słowo:  d’accord  – „zgoda”, „ niech tak będzie”…

Razem z Witkiem, do domu przychodzili też poeci i pisarze. Fantomy gościły w pracowni… Witek czytał na głos – Jesienina, Buczkowskiego (zachwycała go „ Uroda na czasie” tego pisarza), Konwickiego – „ Sennik współczesny”… Trochę nerwowo, trochę niewyraźnie. Ale Jego parodie znanych aktorów albo polityków tamtego czasu, bywały niezrównane. W tamtych latach zdarzało się, iż Zenon Kliszko dość często przemawiał w pracowni do narodu, znad stołu kreślarskiego mojej Mamy, na którym rozrysowywała na papierze milimetrowym  rysunki techniczne projektów swoich przyszłych  tkanin artystycznych.

Pisaliśmy też  dużo – i listów i kartek pocztowych. Zachowało się ich sporo. Informował w nich, kiedy w Poznaniu pojawi się Sted, albo co mogłabym mu przywieźć do szpitala przy ulicy Szpitalnej.

Były też lata, kiedy mój meksykański świat stał się też i Jego fascynacją. Dzielił ją, zarówno ze Stachurą,  jak i ze mną. Łączył nasze opowieści w swoją własną, bardzo osobistą wizję. A kiedy w 1983 roku ukazał się w Meksyku – w bibliofilskiej serii poetyckiej – Księżyc hiena ( Luna hiena) – mój przekład  wierszy Witka  pod tym samym tytułem co w Polsce – Przed czerwonymi słońca drzwiami (Frente a la Puerta Roja del Sol) – brzmienie Jego własnych wierszy czytanych na głos w obcej dykcji stało się otwarciem nowych wrót dla Witkowych poetyckich inspiracji.

I to wszystko i wiele więcej – paczki mocnych papierosów, piwonie w kryształowym wazonie w domu przy ul. Ostrobramskiej, czekanie na listy, porażki i utopie, deszcze, jesienie i sny…  to wszystko było, jest i pozostanie….  Bo jak zostało powiedziane – „ Na początku było Słowo”… I przymierze z Witkiem zaczęło się od światła i od słowa.

Dziś nie mogę nawet powiedzieć, że ja wiersze Witka pamiętam. Ja je po prostu bardzo często widzę – w unerwieniu liścia, w plamie słońca na murze, w powietrzu i w ogniu i w wodzie. Tak jak zostały w żywiołach zapisane.

Tak więc i  dzisiaj mam wciąż przed oczami te słowa wiązane na pożółkłej kartce z maszyny do pisania Consul , jakich żadne deszcze na moich drogach nie zmyły:

 

Widziałem Ciebie zda się we wrzosowych snach

                O ławo świtu kroplą odchodzącej

                Pomotało się wszystko

                Niebo, ziemia

                woda z chmurami

                a ze łzami piach

 

A więc,  „niech tak będzie”. Dziękuję.

 

 

Barbara Stawicka-Pirecka

Puszczykowo, 30.09.2026