Sam tego chciałeś, Jacku Kurski – ADAM SOCHA o Mariuszu Kowalewskim

Media rozpisywały się o wywiadzie z byłym pracownikiem TVP, „dziennikarzem śledczym” Mariuszem Kowalewskim, który ukazał się na łamach tygodnika „Polityka”. Kowalewski stwierdził w nim, że praca w TVP sprowadza się do szukania haków na opozycję, a także na osoby z obozu „dobrej zmiany”, które naraziły się prezesowi Jackowi Kurskiemu. Przez dwa tygodnie – jak powiada w tym wywiadzie –  miał być śledzony szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański, który chciał, by „prezes TVP został zwolniony ze stanowiska”. Miano też nagrywać z ukrytej kamery I zastępcę naczelnego „Gazety Wyborczej” Jarosława Kurskiego, brata prezesa TVP. Nad posiadłością Tomasza Lisa w Konstancinie  miał latać dron.  Kowalewski twierdzi, że stracił pracę w TVP, gdyż nie chciał ujawnić prezesowi Kurskiemu, skąd miał informację, iż koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński ma zostać odwołany (co się nie potwierdziło), a wyjawienia źródła miał się ponoć od Kurskiego domagać Kamiński.

 

Zarząd TVP wszystkiemu zaprzecza i zapowiada kroki prawne wobec redakcji „Polityki” i Kowalewskiego.

 

Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało” – pomyślałem sobie po lekturze wywiadu. Bowiem na wieść, iż TVP zatrudniło Mariusza Kowalewskiego prezes Fundacji „Debata” (wydawcy olsztyńskiego miesięcznika „Debata” i portalu debata.olsztyn.pl) Bogdan Bachmura wystosował w lipcu 2016 roku do Rady Etyki Mediów, ZG SDP oraz do prezesa TVP Jacka Kurskiego List otwarty, w którym protestował przeciwko zatrudnianiu w mediach publicznych, zwanych „narodowymi” dziennikarza, który „wielokrotnie podeptał idee służby publicznej opartej na rzetelności, uczciwości, bezstronności i obywatelskiej wrażliwości, a także na najlepszych wzorcach i standardach warsztatowych, a więc te wartości, które wyznaczają dziennikarzom telewizji publicznej sposób postępowania zawodowego”.

 

Kim jest Mariusz Kowalewski? Zaczynał karierę dziennikarską w Olsztynie, w „Gazecie Olsztyńskiej” i miejscowym oddziale „ Gazety Wyborczej”, następnie dostał etat w „Rzeczpospolitej” i właśnie tekstem w tym piśmie zasłynął. Tekst dotyczył tzw. „afery seksualnej” w olsztyńskim ratuszu. Prezydent Olsztyna Czesław Jerzy Małkowski miał molestować podległe urzędniczki a jedną z nich, z którą miał wcześniej romans, zgwałcić, gdy była w zaawansowanej ciąży. Proces w tej sprawie toczy się do dzisiaj.

 

Później jednak Mariusz Kowalewski stał się dziennikarzem od „mokrej roboty”. Zasłynął z niszczenia osób publicznych za pomocą bezpodstawnych oskarżeń i sfałszowanych dokumentów. Redakcje, które publikowały jego teksty przegrywały procesy i płaciły wysokie odszkodowania.

 

Tę czarną listę otwiera „Rzeczpospolita”, która musiała zapłacić 90 tysięcy złotych odszkodowania na cele charytatywne po przegranym procesie z posłanką Lidią Staroń (dzisiaj niezależna senator). We wrześniu 2008 roku Mariusz Kowalewski napisał, że posłanka PO wzbogaciła się o kilkaset tysięcy złotych dzięki nowelizacji Prawa Spółdzielczego, nad którą pracowała. Artykułem tym dziennikarz wpisywał się w nagonkę lobby prezesów spółdzielni mieszkaniowych przeciwko posłance, autorce nowelizacji prawa spółdzielczego, która miała przywrócić kontrolę członków spółdzielni nad ich zarządami. Sąd za nieprawdziwy uznał zarzut o uwłaszczeniu się poseł Staroń dzięki noweli Prawa Spółdzielczego. Ocenił też, że Kowalewski nie dochował należytej staranności przy gromadzeniu materiałów prasowych i nie zweryfikował prawdziwości stawianego posłance zarzutu.

 

Kolejna akcja w wykonaniu Mariusza Kowalewskiego dotyczyła obrony dr. hab. Piotra Obarka, byłego dziekana Wydziału Sztuki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, któremu Rada Wydziału Grafiki ASP w Warszawie odebrała w 2016 roku habilitację z powodu plagiatu. Mariusz Kowalewski w tekście pt. „Zniszczyć naukowca!” na łamach tygodnika „Uważam Rze” (2.09.2013 r. za redaktora naczelnego Jana Pińskiego), twierdził, że Piotr Obarek jest ofiarą spisku, w którym uczestniczył dr hab. Marek Wroński (obecnie sekretarz Komisji Rewizyjnej SDP) i ówczesna minister nauki Barbara Kudrycka. Następnie Mariusz Kowalewski wystąpił jako świadek Piotra Obarka w procesie, który ten wytoczył koleżance z wydziału za zawiadomienie Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów o podejrzeniu popełnienia przez niego plagiatu (Piotr Obarek proces przegrał).

 

Jednocześnie dziennikarz rozpoczął akcję atakowania i dyskredytowania osób, które zaangażowały się w zdemaskowanie plagiatora lub stanęły w obronie spotwarzanej publicznie autorki zawiadomienia do Centralnej Komisji. „Rzeczpospolita” opublikowała 17 lipca 2013 roku jego tekst zatytułowany „Plagiator w resorcie Kudryckiej”, mający zdyskredytować dr. hab. Marka Wrońskiego, który od lat walczy na łamach „Forum Akademickiego” ze zjawiskiem plagiatu w nauce polskiej i również napisał o sprawie plagiatu Piotra Obarka. „Rzeczpospolita” przegrała proces z Markiem Wrońskim. Sąd apelacyjny utrzymał w lipcu 2016 roku ten wyrok w mocy. Dziennik musiał przeprosić za podanie nieprawdziwych i szkalujących informacji, iż był on podejrzany o plagiat oraz zapłacić 25 tys. złotych kary.

 

Jednak wszystkie swoje wcześniejsze teksty Mariusz Kowalewski przebił publikując 7 maja 2014 roku, na założonym w tym celu blogu pt. „Dziennikarz śledczy Mariusz Kowalewski”, sfałszowany wyrok z 1978 roku, rzekomo skazujący Ryszarda Józefa Góreckiego za współżycie z małoletnią. (Z tego co wiem, Kowalewski wcześniej proponował ten materiał kilku redakcjom, ale każda odrzuciła go, jako niewiarygodny). Publikacji towarzyszyła akcja rozrzucania na terenie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego i do skrzynek pocztowych pracowników UWM ksero tego artykułu. Ujawnienie odrażającego przestępstwa z lat młodości rektora UWM i senator PO miało go skompromitować oraz spowodować ustąpienie ze stanowisko, które dopiero co objął po zaciętej walce wyborczej, wygranej niewielką ilością głosów.

 

Mówiło się, że za tą prowokacją stała „spółdzielnia” kilku osób z UWM, którym rektor z różnych powodów się naraził. Jak ujawniło późniejsze śledztwo, Mariusz Kowalewski w chwili publikacji miał pełną świadomość, iż wyrok jest fałszywką, a wobec Ryszarda Góreckiego nigdy nie toczyło się postępowanie karne. Twierdził, że ten „dokument” znalazł w skrzynce pocztowej.

 

Przez szereg miesięcy Kowalewski nie odbierał wezwań sądowych. Następnie, mimo wyroków sądowych, przez szereg miesięcy nie zdejmował sfałszowanego dokumentu z blogu. Sąd Okręgowy w Olsztynie (29.05.2015 roku) nakazał dziennikarzowi przeproszenie prof. Ryszarda Góreckiego, rektora UWM i senatora RP, za naruszenie jego dóbr osobistych. Sąd nie miał żadnych wątpliwości, iż dziennikarz posłużył się na swoim blogu fałszywym wyrokiem. Ten wyrok utrzymał w mocy Sąd Apelacyjny podwyższając nawiązkę na rzecz domu dziecka do 15 000 zł.

 

Również Sąd Okręgowy w Olsztynie (apelacyjny), wyrokiem z 29 października 2018 r. z art. 212 par. 2 kk, uznał iż Mariusz Kowalewski jest winny pomówienia i zniesławienia poprzez publikację sfałszowanego wyroku rzekomo skazującego Ryszarda Józefa Góreckiego za współżycie z małoletnią. Sąd stwierdził, iż Kowalewski w chwili publikacji miał wiedzę, iż wobec pokrzywdzonego Ryszarda Józefa Góreckiego w latach 70. XX wieku nie toczyło się postępowanie karne, którego dotyczył wyrok w sprawie III K 876/78 (wyrok o takiej sygnaturze dotyczył innej osoby, która została skazana za kradzież auta). Sąd wymierzył dziennikarzowi karę grzywny w wysokości 100 stawek dziennych po 40 zł każda (4 tys. złotych). Wyrok jest prawomocny.

 

Byłem zszokowany, gdy na ostatnim zjeździe SDP w Kazimierzu Dolnym koledzy delegaci (Stefan Truszczyński i Zbigniew Rytel) powitali mnie „newsem”, iż  Mariusz Kowalewski został zatrudniony w TVP Info jako kierownik działu śledczego. Natychmiast podzieliłem się tą wiadomością z delegatem, poszkodowanym przez Kowalskiego dr. hab. Markiem Wrońskim a następnie poinformowałem o tym skandalu, w swoim wystąpieniu na zjeździe, pozostałych uczestników.

 

Wyraziłem wówczas opinię, iż prezes Kurski potrzebował nie wiarygodnych, rzetelnych dziennikarzy „z kręgosłupem”, ale właśnie „fachowców od mokrej roboty”. Zatrudnienie Kowalewskiego tym bardziej było rażące, gdyż z telewizji publicznej zwolniono wówczas szereg dziennikarzy i prezenterów, którym nowe władze TVP zarzuciły „łamanie etyki i standardów dziennikarskich”.

 

Zjazd w żaden sposób nie zareagował na moją informację, nie przyjął mojego projektu uchwały krytykującej przekształcenie mediów publicznych w narzędzie tępej propagandy. Toteż jedyne co nam (pismu „Debata”) pozostało, to wystosowanie listu otwartego w tej sprawie do prezesa Jacka Kurskiego. Odpowiedzi nie było.

 

Odpowiedzi udzielił Mariusz Kowalewski wywiadem dla tygodnika „Polityka”.

 

Adam Socha

 


 

Rozmowa z Mariuszem Kowalewskim

 

Adam Socha:  Jaki był powód Twojego rozstania się z TVP?

 

Mariusz Kowalewski: Powiedziałem to  w wywiadzie z „Polityką”.

 

Chciałbym to usłyszeć od Ciebie.

 

Nie mam nic do dodania.

 

Czy w jakikolwiek sposób zaszkodził ci protest w sprawie twojego zatrudnienia w TVP, skierowany przez prezesa Fundacji „Debata” Bogdana Bachmurę do prezesa Jacka Kurskiego?

 

Nic nie zaszkodziło. Nikt na to nie zwrócił uwagi.

 

Czy podtrzymujesz zarzuty, jakie postawiłeś wobec kierownictwa TVP w wywiadzie dla „Polityki”?

 

Wszystko podtrzymuję, na wszystko mam dowody. To, co się ukazało w wywiadzie, to tylko 30 proc. tego, co powiedziałem Piotrowi Pytlakowskiemu. Wiadomo, gazeta nie jest z gumy, żeby się wszystko zmieściło.

 

Czy wobec tego zamierzasz napisać np. książkę na temat swojej pracy w TVP?

 

Jestem zapracowany i strasznie zajęty i nie mam czasu na pisanie książek.

 

Z czego teraz żyjesz?

 

Tajemnica poufności, coś robię dla jednej z dużych telewizji.

 

Czy to będzie materiał dziennikarski.

 

Coś innego. Nie jestem osoba publiczną i nie muszę o tym mówić.

 

Czy chciałbyś skomentować prawomocny wyrok w sprawie wytoczonej tobie, przez prof. Góreckiego o zniesławienie. Proces przegrałeś.

 

Nie komentuję wyroków sądów, zwłaszcza absurdalnych.

 

Rozmawiał Adam Socha