Ciekawe przypadki rankingowania – felieton KRZYSZTOFA PRENDECKIEGO

W Światowym Indeksie Wolności Prasy Polska spadła na sześćdziesiąte drugie miejsce. Meldunek zatrważający czy tylko frapujący?

 

Rankingi są bardzo wdzięczne do oglądu sytuacji. Tylko czasem metodologia i techniki mierzenia mogą okazać się dyskusyjne.

 

Weźmy taki Indeks Wolności Gospodarczej. Dane są wyjątkowo twarde, a Indeks buduje się w oparciu o analizę kilkudziesięciu wskaźników gospodarczych, pogrupowanych w dziesięciu kategoriach. Wydatki rządowe czy obciążenia podatkowe da się policzyć (naszą Ojczyznę wyprzedza Rumunia, Kazachstan i Bostwana). Nawet w Światowym Raporcie o Szczęśliwości, brany jest m.in. pod uwagę PKB na jednego mieszkańca czy też pomoc społeczną państwa. Da się oszacować i wychodzi z tego, że mieszkańcy Kostaryki (miejsce 12) są bardziej szczęśliwi niż mieszkańcy Luksemburga (14), a Meksykanie (23) w wyższym stopniu niż Japończycy (58).

 

Wskaźnik wolności prasy jest nieco bardziej subiektywny. Robi się badania ankietowe które wypełnieją tzw. specjaliści. A jak już fachury ocenią, to ich opinie zestawia się z aktami przemocy i nadużyć wobec dziennikarzy. Oczywiście na świecie dzieje się wiele nikczemności i bycie dziennikarzem w Afganistanie, Hong Kongu czy Turcji nie należy do łatwych. Nie trzeba daleko szukać, przecież i południowy sąsiad, Słowacja, wyswatał się z mafią. A i u nas kilka przykładów by się znalazło.

 

Jednak patrząc na drastyczny spadek Polski, w tym akurat rankingu, można się zastanawiać. Czy naprawdę jest aż tak źle? Polska przecież w nieciekawych czasach wojny medialnej Lwa Rywina, była jakieś trzydzieści miejsc wyżej. Kiedy ABW zwiedzało sobie siedzibę Wprost lub gdy Paweł GraśGrzegorzem Hajdarowiczem robili kolegium redakcyjne, po pierwszej w nocy przy osiedlowym śmietniku. Wtedy nasza wolność oscylowała wokół drugiej dwudziestki.

 

Czy obecnie ta wolność prasy, „niezależność i pluralizm mediów” ma się tak niedobrze? Popatrzmy na sprzedaż, jeszcze z czasów kiedy można było wychodzić z domu. Do kiosku po gazetę. W prasie codziennej w czołówce tabloidy. Potem Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita, Dziennik Gazeta Prawna. Nawet Przegląd Sportowy wyprzedza Gazetę Polską. Dziennik, bardziej rządowy niż sam rząd. Ledwie 12 tysięcy sprzedaży. W takiej ilości nie da się być tubą rządową. Tulejką jak już.

 

A tygodniki? Króluje tygodnik Angora i Polityka. Tygodnik Sieci, tzw. „usta Zbigniewa Ziobry”, dopiero na kolejnym miejscu. Nawet do spółki z Do Rzeczy nie osiągają nakładu Newsweeka. Przecież Wojska Obrony Terytorialnej nie biegają po salonikach prasowych i nie rekwirują nakładów wydawnictwa „Agora”, a Oddziały Prewencji Policji nie robią ścieżek zdrowia dla czytających „Myśl Polską”.

 

Na szklanym ekranie „Fakty” wygrywają z „Wiadomościami”. A „Szkło kontaktowe” ogląda więcej rodaków niż „W tyle wizji”. Mamy wolność głosowania pilotami, tylko nie wiadomo czy to ranking wskazuje. W krainie radiowej, zwłaszcza „Jedynka” i „Trójka” potraciły bardzo. Ale można przekręcić gałkę i mieć RMF czy Zetkę. Tam dziennikarze, nie smyrają za uszkiem czy po brzuszku, ministerialnych przedstawicieli.

 

Zgoda. Dziennikarzom się dostaje, zwłaszcza przy protestach ludu, gdzie są myleni z politykami. I tak jak wybrańcy narodu z Wiejskiej, zaczęli narażać się na kuksańce. Medialnie, nie jest tu „jakby luksusowo”, mówiąc językiem jednej z bohaterek filmu „Kogel-mogel”. Zdarza się, że w niektórych redakcjach, wybija bardziej szambo niż pachnie perfumerią. Ale żeby nas Polaków wyprzedził Surinam i Burkina Faso? To najstarsi zecerzy nie pamiętają.

 

Krzysztof Prendecki