Depresja? Co to właściwie jest – rozmowa z CEZARYM GALKIEM

Chciałem pokazać, że aby zrozumieć dziecko chore na depresję trzeba wejść do jego świata. Chciałem opowiedzieć co się tam dzieje, jak to funkcjonuje, czym właściwe jest ta choroba, jak człowiek czuje się w takiej sytuacji i z czym musi sobie radzić – mówi Cezary Galek autor reportażu radiowego „Świat w mojej głowie”, laureat Nagrody SDP im. Stefana Żeromskiego, przyznawanej za publikacje o tematyce społecznej.

Depresja dotyka coraz więcej osób poniżej 18 roku życia, ostatnio sporo się o tym mówi i pisze, ale reportaży na ten temat powstaje niewiele. Dlaczego?

To jest temat trudny i mało atrakcyjny. Mogłoby się wydawać – cóż można powiedzieć o depresji, że ludzie na nią cierpią, zgoda, ale co z tego, jak to przedstawić? Aby się dowiedzieć co to właściwie jest, odczuć to, trzeba, na przykład korzystając z narzędzi jakie daje reportaż radiowy, wejść trochę w duszę człowieka, dać mu możliwość, aby opisał swój świat. Trzeba wejść do tego jego „balonu” i zobaczyć to od środka. Wtedy słuchacze mogą poznać świat, o którym najczęściej niewiele wiemy.

Trudno było dotrzeć do bohatera, który wpuściłby Pana do świata swojej choroby?

Aby to zrobić musiałem przede wszystkim przekonać do swoich intencji rodziców Nadii, bo tak ma na imię dziewczyna, która jest główną bohaterką mojego reportażu. Musiałem wejść do jej świata przez rodziców, bo to oni są kluczem do tematu. Proszę sobie wyobrazić, jest standardowa rodzina, dwie córki – starsza, młodsza – wszystko wygląda normalnie. W wieku szkolnym jedna z nich zaczyna zachowywać się dziwnie, przybiera to różne formy – smutek, rozdrażnienie, czy też huśtawka nastrojów, do tego mocno zaburzone relacje rówieśnicze. Zaczynają się problemy w nauce. Takich symptomów powoli zaczyna się zbierać coraz więcej, ale rodzice nie mają pojęcia, że to może być choroba. Oni zajęci są codziennym życiem, zarabianiem pieniędzy, dbaniem o dom i córki i dopiero gdy dochodzi do pierwszej próby samobójczej, poważnie zadają pytanie: co to właściwie jest?

Pana reportaż pokazuje właśnie tę długą drogę od pojawienia się pierwszych objawów choroby do uzyskania specjalistycznej pomocy. Mama mówi: „Nadia była szczęśliwym, wesołym dzieckiem”, w szkole też nikt nie zauważał niczego niepokojącego, nawet pierwsza terapeutka stwierdziła: „To nic takiego, przejdzie ci z wiekiem”. Dlaczego tak się dzieje?

Nie jestem lekarzem, jednak na podstawie wypowiedzi fachowców i swoich ustaleń powiem, że depresja to bardzo podstępna choroba. Daje cały szereg objawów, które mogą być spowodowane również czymś innym. Tak naprawdę rozpoznać ją może ten kto ma z tym do czynienia na co dzień, mam na myśli lekarzy czy terapeutów. Przez długi czas choroba może być utajona, rodzicom może się wydawać, że dziecko ma zły humor, gorsze dni, jest jakieś nieudolne, źle się czuje. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że depresja jest wciąż chorobą społecznie wstydliwą. Potwierdzają to rodzice bohaterki mojego reportażu, kiedy opowiadają jak traktowali ten problem ich najbliżsi, tutaj nie było wsparcia. Boimy się, iż w momencie kiedy przyznamy się, że w naszej rodzinie występuje taka choroba, to pozycja rodziny, czy pozycja dziecka w szkole, wśród rówieśników spadnie.

Tymczasem chore na depresję dziecko samotnie zmaga się, jak to określiła Nadia, z „nicością, która zżera od środka” i niestety nierzadko tym wydarzeniem „otwierającym oczy” rodzicom jest dopiero próba samobójcza.

Tak było w przypadku Nadii. Ona chyba tak naprawdę, nie chciała zrobić sobie krzywdy czy odebrać życia, to był swoisty krzyk rozpaczy.

Nadia powiedziała: „chciałam zobaczyć komu na mnie jeszcze zależy”…

Czuła brak właściwej reakcji ze strony rodziców, chociaż oni bardzo się o nią martwili, ale nie wiedzieli co to jest, tak więc ich działania szły trochę w próżnię, nie dotykały tego co było istotą problemu Nadii.

Ojciec Nadii przyznaje: „ja i moje żona błądziliśmy, nie znaliśmy tego”. Wiele osób wciąż mało wie o tej chorobie.

Problem w tym, że nadal w odczuciu społecznym depresji nie traktuje się jak poważnej choroby. A jest ona na prawdę poważna i bywa niestety także śmiertelna.

Znalezienie właściwej pomocy dla młodzieży, która ma problemy psychiczne, też nie jest chyba w Polsce takie proste?

To nie tak, że nie ma takiej pomocy. Nauczyciel w szkole, który zobaczy, że z dzieckiem coś się dzieje, np. nie ma przyjaciół, ma problemy z koncentracją, powinien zacząć działać, choćby skontaktować się ze szkolnym psychologiem. Ten zaś może skierować do poradni psychologicznej, przecież takie istnieją. Tam mogą skierować dziecko na dalsze leczenie. To wszystko jest, inne sprawa dlaczego to nie zawsze działa. Ale mój reportaż nie jest już o tym, trzeba będzie zrobić następny. Ja chciałem pokazać, że aby zrozumieć dziecko chore na depresję trzeba wejść do tego „balonu”, o którym wspomniałem na początku. Chciałem opowiedzieć co tam się dzieje, jak to funkcjonuje, czym właściwe jest ta choroba, jak człowiek czuje się w takiej sytuacji, z czym musi sobie radzić.

Jak panu udaje się skłonić bohaterów, aby mówili o sprawach, które są dla nich bardzo trudne, osobiste?

Jest kilka elementów, które muszą zagrać. Po pierwsze, trzeba mieć w sobie  ciekawość drugiego człowieka, która jest zaproszeniem do dalszej rozmowy. Po drugie jeżeli komuś proponuje się taką wycieczkę w głąb jego duszy, to trzeba być wiarygodnym, odpowiedzieć na pytanie dlaczego chcemy to robić i przekonać, że nam na tym bardzo zależy. Ale najważniejsza jest motywacja osoby, z którą chcemy rozmawiać. Myślę, że każdy człowiek ma w sobie coś takiego jak potrzeba dzielenia się z innymi, swoim emocjami, czy refleksją, która płynie z takiej czy innej decyzji, takiej czy innej sytuacji, wydarzenia. I w tym reportażu to zadziałało. Ta rodzina czuła potrzebę podzielenia się swoimi doświadczeniami. Może była to dla nich jakaś forma zadośćuczynienia za te lata, w których jakoś nie do końca potrafili zrozumieć co się dzieje z ich dzieckiem. Pięknie się otworzyli i mieli szczere intencje, aby ktoś poznał ich historię, zrozumiał i może przez to miał lżej, gdy znajdzie się w podobnej sytuacji.

Z wykształcenia jest pan między innymi muzykiem, czy to pomaga przy tworzeniu reportaży radiowych, gdzie materią przecież też jest dźwięk?

Tak, kończyłem Akademię Muzyczną w Poznaniu, później dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, ale mam również rodzinne korzenie radiowe. Mój ojciec był realizatorem dźwięku, pamiętam z dzieciństwa jak przychodziłem do radia, gdzie wszystko było jeszcze takie magiczne. Białe kitle inżynierów, mrugające światełka kontrolne bardzo zagadkowych dla mnie wtedy urządzeń technicznych. To zostało w sercu i wpływało na moją wyobraźnię. W pewnym momencie musiałem wybrać i częściowo zdradziłem muzykę dla radia, nawet wbrew mojemu tacie, który mi to odradzał. Ówczesne trudne ekonomicznie czasy zachęcały młodych ludzi raczej do „robienia” biznesu. Okazało się jednak, że muzyka odcisnęła swoje piętno. W moich reportażach jest przeze mnie komponowana i wykonywana i to nie jest muzyka zwyczajna, jak to jest nieraz, kiedy się korzysta z gotowych kompozycji. Ta muzyka wiąże się ze słowem, frazą, jest inspirowana tematem reportażu i staje się jego częścią. Wykształcenie muzyczne bardzo pomaga również w samodzielnej realizacji audycji. Jestem więc dla pracodawcy ekonomiczny, bo tak naprawdę wykonuję pracę trzech osób. To oczywiście żart.

Jest pan bardzo doświadczonym reportażystą, szefem redakcji reportażu, laureatem wielu prestiżowych krajowych i międzynarodowych nagród. Jak widzi Pan przyszłość reportażu radiowego? Radia słuchamy często w biegu, w samochodzie, w pracy, przy domowej krzątaninie, czy to dobre warunki do odbioru reportaży?

To jest trudne pytanie. Czasy się zmieniają i właściwe wszystko się zmienia, również radio. Kiedyś, jak „startowała” telewizja, to mówiono, że radio zniknie. Potem przyszła era internetu, który przejął wiele branż, choćby muzyczną. Mało kto już korzysta z tzw. kompaktów, czy mp3, muzykę najczęściej słucha się z sieci. W internecie pojawia się dużo różnej twórczości związanej z dźwiękiem, ale myślę, że reportaż radiowy ma swoją niepowtarzalną wartość i będzie funkcjonował dalej, choć trzeba przyznać, że jest to twórczość niszowa. To na pewno nie jest główna rzecz, której ludzie szukają w radiu. Jest to nisza, ale bardzo prestiżowa, w Europie są bardzo poważne konkursy dla reportażystów radiowych. Jest to trochę taka twórczość z górnej radiowej półki, dla wymagających i wrażliwych. Ale z drugiej strony reportaż jest o i dla ludzi, czyli tak naprawdę dla każdego.

Podcasty są coraz bardziej popularne, może to jest szansa na dotarcie z reportażem radiowym do szerszego grona słuchaczy?

Oczywiście, że tak. Przecież młody człowiek, który ma powiedźmy 25 lat, często nie jest już przywiązany do jakiegoś radia, ale w internecie może na taki reportaż trafić i się tym zainteresować. Mam nadzieję, że reportaż nie umrze śmiercią naturalną ulegając konkurencji, wielości mediów, wielości bodźców, które się w tych mediach pojawiają. Wierzę, że ma swoją siłę i to pozwoli, aby jeszcze przez długi czas twórcy radiowi mogli tłumaczyć świat trochę inaczej niż czynią to pozostałe media. Cała nadzieja w młodych koleżankach i kolegach radiowcach, którzy mają z czego korzystać i na pewno nie zabraknie im wrażliwości i zapału.

Rozmawiał Jacek Karolonek


Cezary Galek, reportażysta radiowy związany z Radiem Zachód w Zielonej Górze, obecnie szef redakcji reportażu w tej rozgłośni. Laureat wielu prestiżowych nagród dziennikarskich, m.in. międzynarodowych Premios Ondas i Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarzy, ogólnopolskich: Nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Nagrody Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Grand Press, Nagrody im. Melchiora Wańkowicza, Nagrody Marszałka Senatu RP. Był nominowany do nagród dziennikarskich Prix Europa oraz Parlamentu Europejskiego. Reportaże Cezarego Galka reprezentowały też polską radiofonię na prestiżowych EBU International Feature Conference w Sinai, Londynie i Cork, podczas, których prezentuje się najbardziej wartościowe europejskie produkcje radiowe w danym roku. W tym roku za reportaż „Świat w mojej głowie” otrzymał Nagrodę SDP im. Stefana Żeromskiego, przyznawaną za prace o tematyce społecznej.