Home / Publicystyka  / Jak podbili Polskę powiatową – EWA BARLIK o lokalnych magnatach prasowych

Jak podbili Polskę powiatową – EWA BARLIK o lokalnych magnatach prasowych

Mateusz Orzechowski wydaje na Lubelszczyźnie dziewięć tygodników lokalnych o łącznym nakładzie ponad 25 tys. egzemplarzy. Piotr Piotrowicz jest wydawcą pięciu tygodników w Wielkopolsce, których jednorazowy nakład to 35 tys. egz. Pozostali wydawcy lokalni mają najczęściej jeden silny tytuł w powiecie. Jak Waldemar Śliwczyński we Wrześni. Czy przyszłość prasy lokalnej będzie należeć do takich koncernów prasowych czy do indywidualistów silnie związanych ze swoim tytułem?

 

   Mateusz Orzechowski zaczynał swoją wydawniczą przygodę stosunkowo niedawno, bo 17 lat temu. Najpierw eksperymentował z małą lokalną gazetą w powiecie radzyńskim, którą wydawał raz na miesiąc. Dość szybko zmienił cykl wydawniczy na tygodniowy, wchodząc równocześnie do sąsiedniego powiatu łukowskiego. Ma bardziej temperament polityka niż dziennikarza. Ukończył stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Warszawskim, potem uzyskał tytuł MBA w Wyższej Szkole Menedżerskiej. Już jako wydawca był wiceprzewodniczącym sejmiku województwa lubelskiego i kandydatem na europosła z listy PO. Dziś mówi, że nie można jechać na dwóch koniach i albo jest się niezależnym wydawcą, albo politykiem. Przekonał się o tym na własnej skórze.

 

   – Najpierw koledzy-politycy ucieszyli się, że będę wydawał niezależną gazetę. Chcieli takiej, ale jak się okazało, że gazeta nie zawsze pisze o nich dobrze, to mieli do mnie pretensje. Natomiast koledzy-wydawcy ze Stowarzyszenia Gazet Lokalnych uważali mnie trochę za taką czarną owcę, bo jak dziennikarz może się angażować w politykę? A ja idąc do polityki zostawiłem redakcję innym i nie wtrącałem się do gazety jako wydawca – mówi Orzechowski.

 

Ostatecznie, osiem lat temu zdecydował, że definitywnie kończy z polityką i przechodzi na stronę czwartej władzy. Szybko zdobywał wiedzę o dziennikarstwie i o rynku wydawniczym. Dziennikarzy i redaktorów sam musiał nauczyć fachu, bo zatrudniał osoby, które nie miały formalnego wykształcenia w tej dziedzinie. Pomagały różne kursy organizowane przez środowisko prasowe, SGL, Izbę Wydawców Prasy. Zatrudniał nawet jako doradców znanego redaktora Tomasza Wróblewskiego i Jacka Gałązkę, cenionego grafika i projektanta gazet.

 

Podbijał kolejne powiaty północnej Lubelszczyzny tygodnikami “Wspólnota”, powielając wypracowany już model gazety: w tytule musi być nazwa miasta powiatowego, informacje z terenu dużego powiatu wypełniają ponad połowę gazety, a z mniejszego co najmniej 6 stron. Resztę trzeba przeznaczyć na teksty z regionu Lubelszczyzny i z sąsiednich powiatów oraz na ogłoszenia i treści użytkowe np. program telewizyjny. Ostatecznie mutacje pojedynczych wydań mają nawet 5 poziomów, co zdaniem wydawcy jest głównym źródłem jego sukcesu.

 

W każdym mieście powiatowym zbudował redakcję, w której pracują osoby z tego miasta lub okolicy, i dział ogłoszeń, który tradycyjnie jest oddzielony od redakcji. Ponieważ gazety żyją głównie ze sprzedaży egzemplarzowej (cena 2,90 zł za egz.) kluczową sprawą jest dystrybucja. Orzechowski zbudował własny system kolportażu, nie mając pojęcia, że inni też tak robią. Żadnych dużych kolporterów, chyba, że do prenumeraty instytucjonalnej. Odbiór całego nakładu z drukarni w Łodzi, podział na powiaty i kierowcy, którzy rozwożą gazetę po okolicy docierając do punktów sprzedaży, głównie do małych sklepów w każdej wsi.

 

   Piotr Piotrowicz, jak większość wydawców tygodników lokalnych, zaczynał po 1989 roku, przy okazji pierwszych wolnych wyborów samorządowych. To typ działacza kultury, organizator festiwalu muzycznego w Jarocinie, radiowiec, o dużej wrażliwości plastycznej – dopracowane okładki jego gazet wielokrotnie otrzymywały wyróżnienia w konkursie Grand Front. Z okazji 25-lecia istnienia wydawnictwa spisał swoje wspomnienia w formie książki zatytułowanej „Papierowa szlachta”, w której sam udziela odpowiedzi na pytania, np. skąd wziął na to wszystko kasę?

 

Jego wejście na rynek prasowy Wielkopolski odbyło się kosztem innych tamtejszych tytułów, zwłaszcza „Panoramy Leszczyńskiej”, a później „Rzeczy Krotoszyńskiej”. Bo Piotrowicz wchodzi na rynek bez pardonu i nie bierze jeńców. Jednak i jego tygodniki dotknęły spadki sprzedaży. Dziś „Gazeta Jarocińska” sprzedaje się w nakładzie 6,5 tys. egz., a jeszcze przed kilkoma laty w powiecie zamieszkałym przez 70 tys. osób sprzedawało się 10 tys. i już nie dało się więcej, bo nie miałby kto kupować! Spadki czytelnictwa wydań papierowych wydawca stara się zrekompensować przychodami generowanymi przez lokalne portale informacyjne, które działają przy każdym z wydawanych tytułów.

 

Tygodniki Piotrowicza mają tytuły związane z miastem i powiatem, w którym się ukazują i zawartość odpowiednią do tytułu. Są dobrze redagowane, dziennikarze są odważni, mają zacięcie śledcze i nosa do newsów. Sam wydawca stoi za nimi murem i nie idzie na żadne kompromisy, że za cenę większych przychodów z reklam uciszy jakiegoś napastliwego redaktora. Nie pozostaje jednak Don Kichotem rynku prasowego i – widząc, co robią wydawcy ogólnopolscy – również wprowadził tzw. reklamę natywną.

 

Obaj lokalni magnaci prasowi, Orzechowski i Piotrowicz są menedżerami. Zarządzają wydawnictwem, ale nie wtrącają się do redakcji. Piotrowicz miewa jeszcze takie zapędy, bo kiedyś sam kierował jarocińską redakcją, ale brakuje mu już na to czasu. Orzechowski przyznaje, że nawet nie zna wszystkich pracowników wydawnictwa. On tylko nadzoruje i podejmuje strategiczne decyzje, np. dotyczące rozwoju grupy w Internecie.

 

   Orzechowski i Piotrowicz czują, że wiatr zmian ich nie ominie i muszą odnaleźć się w rzeczywistości cyfrowej. Wspólnie z kilkoma innymi lokalnymi wydawcami powołali spółkę, która uzyskała już dwa granty prorozwojowe z Google. Efekty widać na coraz lepszych stronach internetowych wydawanych przez nich tytułów. Internet to ciągle inwestycja w przyszłość, bo przychody generuje prasa papierowa, ale przecież nic nie trwa wiecznie.

 

Na pytanie, czy sprzedaliby dziś swoje lokalne koncerny nie mówią „nie”, ale większy entuzjazm wykazują, gdy pojawia się możliwość przejęcia jakiegoś lokalnego portalu informacyjnego.

 

Ewa Barlik

 


Piotr Piotrowicz

 

Mateusz Orzechowski

 

Podziel się!

Była dyrektor biura Stowarzyszenia Gazet Lokalnych. Wcześniej była dziennikarką i redaktorką w „Rzeczpospolitej” (1991-2002) oraz dyrektorem marketingu „Rzeczpospolitej” i „Muratora”. Pisze książki i artykuły dotyczące biznesu, zarządzania, komunikowania.

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close