Kto nie kocha dziennikarstwa nie wytrwa w nim zawodowo do emerytury – mówi Barbara Miczko-Malcher w rozmowie z Aleksandrą Tabaczyńską.
Działalność w SDP jest dla Ciebie ważna?
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest dla mnie trochę jak rodzina, gdzie może nie wszyscy się rozumieją, a nawet lubią, ale jednoczy nas pasja i miłość do wykonywanego zawodu. Kto nie kocha dziennikarstwa nie wytrwa w nim zawodowo do emerytury. To twórcza działalność, a ta zawsze niesie za sobą sporą dozę niestabilności, głównie finansowej. Nic jednak nie da się porównać z satysfakcją jaką daje zrobienie świetnego reportażu, odkrywanie nieznanych historii, wymazywanie białych plam.
Towarzyszy temu dziennikarski dreszczyk, który przeżywałam wielokrotnie w swoim życiu. Przed laty usłyszałam: „Robi pani ‘pułkownika’, nikt tego nie wyemituje”, a jednak po czasie emitowano. Tak było z „Czerwcem 56” i Procesami Poznańskimi czy z reportażami o byłych więźniach politycznych we Wronkach. Te i bardzo wiele innych audycji wytyczało moja drogę zawodową i życiową. Ostatnie lata to także cotygodniowe „Spotkania z kulturą”, które zyskały sobie liczne grono słuchaczy. Mam nadzieję, że to w uznaniu dla mojej pracy koledzy powierzyli mi funkcję prezesa Oddziału wielkopolskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Stowarzyszenia, w którym cenimy sobie wolność słowa , zawodową rzetelność i uczciwość.
Od kiedy zasiliłaś szeregi SDP?
Jestem wieloletnim członkiem SDP. Pod koniec lat siedemdziesiątych wprowadzili mnie do Stowarzyszenia jako kandydata dwaj wytrawni radiowcy. Oczywiście przywołuję czasy zupełnie nieporównywalne z dzisiejszymi. To był PRL i wtedy nie widzieliśmy żadnych szans na zmiany ustrojowe. Wydawało się, że tak już po prostu będzie. Jaką rolę pełniło wówczas Stowarzyszenie? Był to rodzaj organizacji zawodowej, wspierającej dziennikarzy i dającej pewną przestrzeń do rozmów i dyskusji.
Czym dla Ciebie było członkostwo w SDP w tamtym okresie?
Dla mnie to była nobilitacja zawodowa. Starsi, znakomici dziennikarze, docenili moje umiejętności. To było coś! Od nich zresztą uczyłam się zawodu i postawy życiowej. To drugie było równie ważne. W latach 70. ścierały się w radiu dwa światy. Ten z wytycznymi i z parasolem ochronnym w Komitecie Wojewódzkim PZPR i drugi świat, wyrastający z tradycji dwudziestolecia międzywojennego. W mrocznych czasach komuny, przedwojenni radiowcy, których poznałam, stanowili jakby osobną wyspę. Myślę tu o ich sposobie bycia, znakomitych manierach, wiedzy, umiejętnym prowadzeniu rozmowy, kulturze osobistej. Byli to ludzie mówiący piękną polszczyzną i pomimo poglądów innych niż obowiązujące, nadawali ton w środowisku i mieli ogromny wpływ na życie w radiu . W tym peerelowskim świecie nie tracili twarzy. Przypominam sobie Edmunda Pacholskiego, który zajmował się sportem, choć z wykształcenia był prawnikiem. Kiedy zapytałam go dlaczego zajął się właśnie sportem odpowiedział, bo tutaj nie można kłamać. Moim idolem był Jerzy Młodziejowski, kompozytor i miłośnik Tatr, który pochodził ze znakomitej, aktorskiej rodziny i wygłaszał na antenie barwne felietony, a poza anteną opowiadał o swoim bracie, który zginął w Katyniu, o Woldenbergu, w którym spędził wojnę i o świecie teatru, w którym wyrósł. Takie rozmowy niosły nas w lepszą przyszłość.
A jak wspominasz SDP w trakcie i po przemianach ustrojowych?
Nastały czasy Solidarności, a ludzie zrzeszeni w SDP stanowili jej zaczyn. Stan wojenny zastał mnie na poznańskim Łazarzu, gdzie wtedy mieszkaliśmy. Mój mąż wózkiem dziecięcym wywoził różne materiały opozycyjne z mieszkania, by je schować, były tam również matryce wydawnicze uniwersyteckich biuletynów „Solidarności”.
Ważne jest to, co się wtedy stało ze Stowarzyszeniem. W lutym 1982 roku zawieszono SDP i przerodziło się ono w organizację nielegalną. Spotkania odbywały się (jak wspomina Zenon Bosacki) w konspiracji. Ja w nich nie uczestniczyłam. W 1982 roku dziennikarze partyjni – „parszywa dziewiątka” -jak ją wtedy określano, złożona głównie z dziennikarzy „Gazety Poznańskiej”, utworzyła w Poznaniu oddział związku dziennikarzy SDPRL – konkurencyjny wobec SDP.
Władze stanu wojennego różnymi metodami wywierały presję na dziennikarzy, aby wstępowali do „lojalnego „związku”. W moim przypadku – ponieważ mieszkaliśmy w fatalnych warunkach i już kilkanaście lat czekaliśmy na opłacone mieszkanie spółdzielcze – zaproponowano mi przyśpieszenie przydziału za cenę stworzenia w Rozgłośni Regionalnej Polskiego Radia w Poznaniu, którą w skrócie nazywano po prostu Rozgłośnią Poznańską – oddziału SDPRL. Zaproponował mi to ówczesny prezes Radia chociaż wiedział, że byłam v-ce szefową „Solidarności”. Odmówiłam. Mieszkania nie dostałam. Może i lepiej, bo zmusiło nas to do budowy domu.
A po 1989?
13 grudnia 1999 roku odbyło się walne zebranie Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Poznaniu, w sali sesyjnej Urzędu m. Poznania. Przybyło wtedy 32 członków SDP. Prezes ustępującego Zarządu – Zenon Bosacki – przekazał prowadzenie zebrania red. Piotrowi Frydryszkowi (wieloletniemu prezesowi Radia Merkury i v-ce prezesowi oddziału)). Na prezesa Oddziału, który z Poznańskiego przemianowano na Wielkopolski wybrano Piotra Grochmalskiego, który zdobył uznanie reportażami z Czeczenii. Mnie wybrano na Rzecznika Dyscyplinarnego – miałam zająć się etyką dziennikarską. Do dziś uważam ją za podstawową sprawę w naszym zawodzie.
A dzisiaj? Kto jest dziennikarzem w rozumieniu Stowarzyszenia? Czy w ogóle powinniśmy się nad tym zastanawiać?
W naszych corocznych konkursach dziennikarskich, które organizujemy w ramach SDP, wygrywają często freelancerzy. To znaczy, że nie przynależność do konkretnej redakcji decyduje o tym czy ktoś jest dobrym dziennikarzem, czy nie. Najważniejszy jest warsztat i publikacje. Na nich głównie opieramy się przyjmując nowych członków.
Dziś dziennikarze są rozproszeni, niewielu pracuje na etatach w redakcjach. Ludzie się nie znają. Kandydaci do SDP mają kłopoty z osobami, które miałyby ich zarekomendować. Jest też cała rzesza ludzi, którzy komentują na bieżąco różne wydarzenia. Publikują informacje na prywatnych blogach, stronach czy forach internetowych itp. Niektórzy z nich próbują wstąpić do SDP. Dla Komisji Członkowskiej jest to problem. Może z czasem formuła dziennikarstwa się zmieni , rozszerzy, ale na razie jest tradycyjna i blogerzy nie są honorowani. Poza tym mieliśmy zgłoszenia kilku prawników. Ludzie ci, nie mogli wykazać się dorobkiem dziennikarskim a jedynie publikacjami, czy raczej instrukcjami w pismach branżowych. Wyraźnie nasza legitymacja nie jest im potrzebna do pracy dziennikarskiej, bo w naszej ocenie się na nią nawet nie zanosi. A zatem do czego?
Co jest największą bolączką Wielkopolskiego Oddziału SDP?
Brak własnej, choćby najmniejszej siedziby. Radzimy sobie z tym problemem korzystając z uprzejmości gospodarzy Radia Poznań. Czasami spotkania organizujemy w ciekawych miejscach, takich jak Muzeum Bambrów, Muzeum Fiedlerów (Marek i Radosław Fiedlerowie należą do SDP), Muzeum Kraszewskiego itp., ale to nie rozwiązuje sprawy. Muszę przyznać, że wielu członków SDP umawia się ze mną w radiu i to jest główny punkt kontaktowy. Wtedy też jest okazja do indywidualnych rozmów. Czasami przeradzają się one w ciekawe audycje. I tak w Gnieźnie działa grupa dziennikarzy piszących o swoim mieście, jego historii i kulturze. Już kilkakrotnie gościli na antenie Radia Poznań. W Kępnie Mirek Łapa wydaje świetną gazetę i podejmuje ważne akcje społeczne, a Stowarzyszenie nagłaśniając je wspiera jego działalność. Uważam, że taka współpraca jest dla wszystkich korzystna.
W ostatnich latach wystąpiło kilku dziennikarzy z Oddziału wielkopolskiego SDP. Czym to tłumaczyli?
Trzy osoby, niezależnie od siebie, wystąpiły z Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, krótko po ostatnich wyborach parlamentarnych. Dwie z długim stażem i jedna, która w Stowarzyszeniu była od dwóch lat. Nie zgadzają się one z polityką prowadzoną przez obecny rząd. Trudno mi zrozumieć taką argumentację, bo przecież SDP nie jest i nie było przybudówką żadnego rządu, szczególnie po 1989 roku. Obecnie Stowarzyszenie jak prawie wszystkie organizacje w dzisiejszej Polsce jest ofiarą rozdarcia naszego społeczeństwa głębokim konfliktem politycznym. Wypada życzyć sobie, aby dziennikarze, którzy mają prawo do własnych poglądów jednocześnie potrafili uczciwie i obiektywnie opisywać świat, mając na względzie dobro swego kraju.
Rozmawiała Aleksandra Tabaczyńska
Barbarą Miczko-Malcher
Absolwentka filologii polskiej. Dziennikarka radiowa, reportażystka, teatrolog. Prezes Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Od 1971 roku (do dziś) związana z Polskim Radiem w Poznaniu. W pismach regionalnych i ogólnopolskich publikuje wywiady, felietony, wspomnienia.