Lans przed rzetelną informacją – rozmowa z prof. OLGĄ DĄBROWSKĄ-CENDROWSKĄ

W studiach dziennikarskich ważne jest zarówno dbanie o korzenie, jak też dostosowywanie się do zmieniającego się świata, do studentów, którzy są wytworami tej rzeczywistości – mówi prof. Olga Dąbrowska-Cendrowska, kierownik Katedry Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.

 

Zacznijmy od przykładu, który zelektryzował w tym roku nie tylko media branżowe. Prywatne LO w Słupsku zrezygnowało z pompą z klasy dziennikarskiej, a otworzyło w jej miejsce vlogerską[1]. Pani katedra ma jeszcze klasę patronacką?

 

Tak i to nie jedną. Klasy pod naszym patronatem funkcjonują w Jędrzejowie i Kielcach, m.in. w cenionym V Liceum Ogólnokształcącym im. Ks. Piotra Ściegiennego. Wygląda na to, że będą następne. Po debacie, która miała miejsce w tym roku podczas Świętokrzyskiego Festiwalu Nauki, zwróciło się do nas X LO im. Józefa Piłsudskiego z Kielc z propozycją utworzenia takiej klasy. Ma to być efektem zainteresowania uczniów, którzy uczestniczyli we wspomnianej dyskusji. Nosiła ona tytuł: „Nie chce mi się z wami gadać. Nowe oblicza komunikacji” i była poświęcona funkcjonowaniu w social mediach.[2]

 

Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie nie zdołał zrekrutować chętnych na XIV kurs dziennikarski. We wrześniu bieżącego roku na stronie internetowej Studium Dziennikarskiego UP pojawił się komunikat, że rekrutacje zostają zawieszone do odwołania[3]. Państwo mówicie o mniejszym zainteresowaniu drugim stopniem. Czy studia dziennikarskie przestały interesować młodych ludzi? Dawniej był to jeden z najpopularniejszych kierunków w Polsce, jak dziś psychologia. Istniała nawet do 2013 roku prywatna Wyższa Szkoła Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza, która miała filię m.in. w Kielcach.

 

Tu nie ma prostej odpowiedzi. Na pewno młodych ludzi nie przestało interesować komunikowanie i to jest dobra wiadomość. Starsze roczniki przyciągało, coś, co brzmi dziś nieco paradoksalnie, stabilność zatrudnienia i jasno określona ścieżka kariery. W porównaniu z firmami marketingowymi lub PR ten świat wydawał się znany i przez to zrozumiały. Generalizując, mogę stwierdzić, że studenci pierwszego roku nie rozumieją dziennikarstwa. Przychodząc na uczelnię, już mają swoje strony, blogi, kanały video, podcasty… Oni już czują się dziennikarzami. Mają swoje zasięgi, nieraz robiące wrażenie. Natomiast patrzą na te swoje „małe, osobiste” media trochę jak politycy. Nie rozumieją, czym jest dziennikarstwo w demokratycznym społeczeństwie. Jak istotną rolę odgrywa „czwarta władza”. Bardziej ich pociąga lansowanie niż rzetelne informowanie. Na przykład dla mojego syna dzielenie się w social mediach nowymi trickami na hulajnodze jest tak naturalne, jak rozmowa na ten temat na szkolnym korytarzu w czasie przerwy.

 

Czy przychodząc z takim nastawieniem, przeżywają rozczarowanie? Jak studenci inżynierii dźwięku, którzy w przyszłości chcieliby pracować w studiu nagrań, a projektują słuchawki dla operatora młota pneumatycznego?

 

Oferta jest oczywiście niespójna z ich oczekiwaniami. Nie skupiamy się na tym, jak wylansować swój kanał w mediach społecznościowych. Uczymy dziennikarskiej rzetelności, sięgania do źródeł, zadawania pytań. Z czasem przekonują się, że to ważne. Ci, którzy zaczynają drugi stopień studiów, konsekwentnie go kończą. Jednak na początku drogi sporo studentów uważa, że źle wybrała kierunek.

 

Bardzo różnią się współcześni kandydaci na studia dziennikarskie od tych sprzed lat?

 

Myślę, że kolejne młode pokolenia więcej łączy, niż dzieli, ale są też zauważalne różnice. Na przykład kandydaci nie znają dziś tygodników opinii i głównych kanałów informacji. Nasze pokolenie przychodząc na studia, uważało, że znajomość tych źródeł jest oczywista. Dla nich nie jest. Bez wstydu mówią, że ich to nie interesuje.

 

Czy to się zmienia w toku studiów, czy tak już zostaje i możemy się spodziewać, że za parę lat tygodnikom opinii i serwisom informacyjnym zabraknie kadry, bo w odpowiedzi na oferty pracy kandydaci odpiszą: „nas to nie interesuje”?

 

Pomaga w tym praca nad kontrowersyjnymi tematami, np. aborcja w Polsce. Studenci mają za zadanie wyszukanie aktualnych informacji w różnych typach mediów. Potem dziwią się i to bardzo, że te same kwestie opisuje się w tak różny sposób. To budzi zainteresowanie i pokazuje, że funkcjonują w wygodnych bańkach informacyjnych, w których czują się bezpiecznie, czują, że są zrozumiani. Nie muszą się wysilać, aby przedstawić swój punkt widzenia, uzasadnić go. Kulturalnie obronić.

 

Zaczynają po takich zajęciach dzielić media na prorządowe i opozycyjne, jak to ostatnio często czynią i odbiorcy i portale branżowe?

 

Tę wiedzę czerpią przeważnie z drugiej ręki. Zwracają zatem uwagę na media, które ogląda się w domu. W najbliższym środowisku ocenia się też podejście takiej, czy innej stacji do tematu np. wspomnianej przeze mnie aborcji. Ktoś mieszka w czasie roku akademickiego u dziadków i tam ma w tle TVP Info, u kogoś w domu tata ogląda namiętnie TVN24.

 

Gdyby mieli oferty pracy z „Wiadomości” i „Faktów”, którą by przyjęli?

 

Dziś deklarują, że wybraliby… „Wydarzenia”. Najwidoczniej mocne zaangażowanie polityczne redakcji zniechęca młodych ludzi.

 

A jakie mają atuty?

 

Przede wszystkim umiejętności techniczne. Nagranie i podstawowa obróbka materiałów audio, foto i video nie stanowi dla nich żadnego problemu. Podobnie jak sformatowanie tekstu i jego zamieszczenie w sieci. Przy tych dużych umiejętnościach wyjściowych mają jednak problem z pozyskiwaniem informacji i weryfikacją źródeł. Dla użytkowników smarftonów problemem jest też przeczytanie dłuższego tekstu. W tym kontekście warto dodać, że znikoma liczba studentów  chce pisać prace o prasie. Wolą analizować media społecznościowe.

 

To poniekąd zrozumiałe – biblioteka mieści się wówczas w smartfonie… Obserwujecie Państwo przesunięcie zainteresowania studentów w stronę PR.

 

Komunikacja społeczna faktycznie zaczyna dominować. Skala interakcji w Internecie jest coraz większa. Nawet komentujący coś mówi o sobie. Mówi wystarczająco dużo, żeby na tej podstawie wnioskować, jaki mamy target. Specjaliści z tego zakresu są potrzebni. Znów, podobnie jak dawniej w przypadku dziennikarstwa, znaczenie ma rynek pracy. Każda instytucja chce prowadzić w sposób profesjonalny swoją komunikację z otoczeniem społecznym. Natomiast w mediach absolwenci przeważnie zaczynają od reporterki. Po paru latach są bardzo wyeksploatowani i zmieniają zawód na spokojniejszy. Obserwujemy różne transfery naszych absolwentów, z którymi mamy kontakt, np. do urzędów, muzeów, sądów, bibliotek i własnych firm.

 

Z pani słów wynika, że trudno to nastawienie studentów zmieniać. Czy wobec tego powinno się zmodyfikować kierunek, programy nauczania pod ich potrzeby?

 

Pracujemy obecnie zarówno nad diagnozą i mapą kształcenia na kierunkach dziennikarskich w Polsce, jak i stanem rozwoju dyscypliny nauki o komunikacji społecznej i mediach w ramach komitetu problemowego Polskiej Akademii Nauk. Myślę, że raporty, które powstaną pokażą dobitnie, w jakim miejscu jesteśmy i nad czym powinniśmy pracować.

 

Uczelnie szukają też węższych specjalizacji w obszarze kształcenia. Zadziwiła mnie, na przykład studentka z Chin, która studiowała u nas w programie Erasmus. U siebie studiowała na kierunku: Communication and design.

 

Słowem, ważne jest dbanie o korzenie, ale też dostosowywanie się do zmieniającego się świata, do studentów, którzy są wytworami tej rzeczywistości.

 

Czy zmiany, które nastąpiły w podejściu młodego pokolenia to już wszystko, czy o czymś jeszcze warto wspomnieć?

 

Parafrazując słowa Zygmunta Baumana o konsumentach: „widzą cię, więc jesteś”. Dla nich to ważne. Służą temu poczuciu „bycia” ich konta w mediach społecznościowych i ich zasięgi. Młodzi ludzie są też bardzo niecierpliwi, a w dziennikarstwie droga na szczyt jednak trochę trwa. Mają inny stosunek do pracy niż nasze pokolenie. Cenią swój czas wolny. Warto to szanować. Zarabianie pieniędzy na studiach stało się dziś prostsze niż kiedykolwiek. Wystarczy umiejętne handlowanie ubraniami w jednej z aplikacji.

 

Rozmawiał Zbigniew Brzeziński

 


 

Olga Dąbrowska-Cendrowska

Doktor habilitowana w dziedzinie nauk społecznych w dyscyplinie nauki o komunikacji społecznej i mediach, prof. UJK. Zainteresowania naukowe: współczesny polski system medialny, ze szczególnym uwzględnieniem mediów adresowanych do kobiet, konwergencja treści, poradnictwo medialne, mediatyzacja poradnictwa[4].

 

[1] https://www.rmf24.pl/ciekawostki/news-zawod-youtuber-w-slupsku-powstaje-pierwsza-w-polsce-klasa-vl,nId,5119109#crp_state=1 – dostęp 01.12.2021 r.

[2] https://sfn.ujk.edu.pl/nie-chce-mi-sie-z-wami-gadac-nowe-oblicze-komunikacji/ – dostęp 01.12.2021 r.

[3] https://sd.up.krakow.pl/ – dostęp 01.12.22021 r.

[4] https://kdiks.ujk.edu.pl/olga-dabrowska-cendrowska/ – dostęp 01.12.2021 r.