Home / Publicystyka  / ŁUKASZ WARZECHA: Przesąd „konstruktywnej krytyki”

ŁUKASZ WARZECHA: Przesąd „konstruktywnej krytyki”

„To co pan proponuje?” – z tym pytaniem spotykam się ostatnio szczególnie często, kiedy publikuję teksty lub umieszczam w mediach społecznościowych komentarze krytycznie oceniające działania rządu w walce z epidemią. Lecz nie jest to oczywiście jedyna sytuacja, kiedy odbiorcy domagają się prezentowania alternatywnych rozwiązań i sygnalizują, że ich zdaniem ich brak odbiera prawo do recenzji czy krytyki. Taka postawa to swego rodzaju przesąd, z którym trzeba walczyć. Zwłaszcza że jako pseudoargument był wielokrotnie używany przez komunistów w okresie Peerelu. Ówczesna demokratyczna opozycja, według macherów peerelowskiej propagandy, miała się mianowicie sama dyskwalifikować tym właśnie, że nie krytykowała „konstruktywnie”.

 

Po pierwsze – to oczywiście techniczny szczegół, ale też ważny – trudno byłoby do każdej krytycznej, często z konieczności skrótowej wypowiedzi dołączać appendix w postaci „konstruktywnej propozycji”.

 

Po drugie – i to jest znacznie ważniejsze – zasady jakiejkolwiek debaty, które przecież mają zastosowanie i w dyskursie publicznym, nie wymagają, aby krytyka stawianej tezy była połączona z propozycją tezy właściwej. W roli tezy występuje zaś również działanie rządzących. Sprowadzając rzecz do niemal laboratoryjnego przykładu: jeżeli w naukach ścisłych zostaje przeprowadzony eksperyment, a krytycy falsyfikują jego wyniki, to nie wymaga się od nich, żeby wskazywali właściwy przebieg eksperymentu. Jeśli na sali sądowej prokurator obala argumenty obrony, to przecież nie musi przedstawiać innych w zamian. To absurd. On ma tylko wykazać, że te prezentowane przez adwokata są nietrafione. Jeśli architekt prezentuje projekt, a jego koledzy po fachu wykazują, że tak zaprojektowany most najpewniej się zawali, to nikt nie będzie od nich wymagał, żeby wyręczyli nieszczęsnego projektanta i wskazali właściwe rozwiązania. Recenzent teatralny, krytycznie opisując pomysły reżysera spektaklu, nie musi przedstawiać własnej koncepcji inscenizacyjnej, a tym bardziej reżyserować samemu. I tak dalej, i tak dalej.

 

Oczekiwanie od publicysty, że jego krytyka działań władzy będzie „konstruktywna”, a więc będzie zawierać wytyczne, co i jak należy alternatywnie czynić, nie jest niczym więcej niż zabiegiem erystycznym, który ma albo osłabiać wymowę tej krytyki, albo wręcz odmawiać do niej prawa. Gdyż – jak twierdzą stosujący ten chwyt – krytyka bez strony pozytywnej to nie krytyka, ale krytykanctwo.

 

Otóż – nie. Nie jest rolą publicysty prezentowanie alternatywnych rozwiązań. Mówiąc brutalnie – nie ma żadnego powodu, dla którego publicysta miałby wyręczać rząd w jego pracy. Nie za to mu płacą. Pracą publicysty, analizującego poczynania rządzących, jest wynajdywanie i wskazywanie ich słabych lub ewentualnie dobrych stron, jeśli takie są. Przewidywanie ich skutków, porównywanie kosztów. Na pewno zaś nie jest nią tworzenie alternatywnych projektów czy scenariuszy. Również dlatego, że publicysta nie ma dostępu do narzędzi i danych, do jakich mają dostęp rządzący.

 

Przejrzyjmy się konkretnemu przykładowi, czyli właśnie sprawie walki z epidemią. Jeśli wskazuję, że zamknięcie bibliotek nie jest poparte żadnymi danymi, nie ma sensu, nie zmniejszy liczby zakażeń, natomiast odcina niektórych ludzi od jednej ze zwykłych życiowych przyjemności – czytania – a na dodatek zagraża pewnej liczbie miejsc pracy, to jasno wynika z tego, że ta krytyka jest zarazem pozytywną rekomendacją: bibliotek zamykać nie należy. Analogicznie – architekt wskazujący koledze, że zaprojektowane przez niego przęsła mostu są zbyt cienkie i nie wytrzymają obciążenia, tym samym przekazuje pozytywną rekomendację, czyli zalecenie, co należy robić (lub raczej: czego nie robić): takich przęseł nie należy budować. Lecz przecież nie musi automatycznie dostarczać twórcy projektu gotowych, bezpiecznych rozwiązań, tak samo jak publicysta krytykujący zamknięcie bibliotek nie musi przedstawiać całościowego planu poradzenia sobie z epidemią. To powinni zrobić ci, którzy mają taki obowiązek i dla których jest to główne zajęcie – odpowiadając na dobrze uzasadnioną krytykę.

 

Podziel się!

Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Publicysta "Do Rzeczy". Karierę dziennikarską rozpoczynał w tygodniku „Najwyższy Czas!” Był redaktorem działu opinii dziennika „Życie” oraz wieloletnim komentatorem w „Fakcie”. Publikował m.in. w tygodniku „wSieci” oraz w dzienniku „Rzeczpospolita”. Był jednym z prowadzących program „W tyle wizji” w TVP Info. Obecnie jego teksty ukazują się m.in. w „Super Expressie” i na portalu Onet.pl.

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close