MARIA GIEDZ: Solidarność Walcząca – fenomen w historii Polski, a jednak biała plama (2)

Z inicjatywy Adama Chmieleckiego, prezesa Radia Gdańsk odbyły się na falach wybrzeżowej rozgłośni audycje poświęcone Solidarności Walczącej, organizacji powstałej w 1982 r., a więc w trakcie stanu wojennego, kiedy to wielu członków Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” było internowanych, aresztowanych, a nawet więzionych. Nie mówiąc już o stosowanych wobec nich restrykcjach, torturach, czy zmuszaniu ich do wyjazdu z kraju. Kulminacją owych audycji stała się debata trzech doktorów z Gdańska, niemal równolatków SW, zajmujących się najnowszą historią Polski.

Owe audycje przygotowali i prowadzili gdańscy dziennikarze: Marzena Bakowska i Andrzej Urbański. Podczas rozmów z członkami SW, emitowanych w Radio Gdańsk, wyszły na światło dzienne nowe, nieznane społeczeństwu polskiemu fakty historyczne. Między innymi to, że członkowie Solidarności Walczącej byli w większości członkami Solidarności, a pod koniec lat 80. XX w., a więc niedługo przed „okrągłym stołem” centrala „S” zakazała współpracy z SW. Nawet nie wolno było „solidarnościowcom” kolportować prasy wydawanej przez SW. Zacznijmy jednak od początku.

Podczas debaty w Radio Gdańsk, o której już pisaliśmy (TUTAJ), związanej z uroczystością 40 rocznicy powstania Solidarności Walczącej, dr Chmielecki zacytował fragment deklaracji założycielskiej SW z czerwca 1982 r.: „Nie walczymy o niezależne związki zawodowe, ani nawet o niepodległość Polski. Walczymy o solidarność ludzi i narodów, innymi słowy walczymy o ideę solidarności”. Ta deklaracja stanowi sedno Solidarności Walczącej. Jej członkom nie chodziło o układy, o działanie półśrodkami, o wypracowywanie kompromisu zgodnie z zasadą: „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”.

Pełna konspiracja

Niemal wszyscy członkowie SW pochodzili z bardzo patriotycznych rodzin. Stworzyli więc organizację polityczną, której głównym założeniem było całkowite pokonanie komunizmu.

– W totalitarnym systemie komunistycznym nie ma miejsca na jakąkolwiek niezależną organizację – mówił Andrzej Kołodziej w jednej z audycji (polski działacz polityczny, sygnatariusz Porozumień Sierpniowych, działacz „Solidarności” oraz Solidarności Walczącej). – Byliśmy pewni, że władza komunistyczna, jak się zorganizuje (po sierpniu’80), to uderzy w „Solidarność” i nie pozwoli takiemu ruchowi działać w państwie komunistycznym (wprowadzenie stanu wojennego). Niestety niewiele osób godziło się na działania konspiracyjne. Kiedy siedziałem w praskim więzieniu, głównie w karcerze (stan wojenny zastał Kołodzieja w ówczesnej Czechosłowacji; tam został zatrzymany, skazany i więziony), to ta działalność konspiracyjna „Solidarności” była niewystarczająca, jedyne odniesienie mogło być do konspiracji Armii Krajowej.

Znakiem SW stała się litera S z kotwicą u dołu, a inspiracją do tego był symbol Polski Walczącej z czasów II wojny światowej – litera P z kotwicą.

Jak opowiadał Marek Czachor (profesor nauk fizycznych, polski naukowiec z Politechniki Gdańskiej, działacz opozycji demokratycznej w PRL, członek SW; syn Ewy Kubasiewicz) – wszystko działo się przy pełnym zabezpieczeniu na wzór AK. Nie jeździło się samochodami tylko pociągami, bo samochody były niebezpieczne. Kontakty telefoniczne były unikane, a nawet zakazane. Przed każdą akcją wszystko było sprawdzane, działało się z nasłuchem.

Na Wybrzeżu SW skupiała około 300 członków i współpracowników. Nikt jednak nie prowadził ewidencji.

Walka

SW, mimo że w nazwie miała „walcząca” nie działała zbrojne. Jej głównym orężem było drukowanie ulotek, gazetek (ponad 100 tytułów), książek (17 książek), kartek świątecznych, kalendarzy, nadawanie własnych audycji, sygnału radiowego (na 3 programie UKF), telewizyjnego (na 2 programie). W latach 1987-88, już przy użyciu komputerów, nadawano na wizji napis „Solidarność”. Wypisywano też na murach hasła SW. W ten sposób społeczeństwo polskie dowiadywało się, że SW istnieje, walczy, daje ludziom nadzieję. Na przykład Marek Czachor drukował „Żołnierza Solidarności”, który docierał do 8 tys. instytucji wojskowych i 5 tys. prywatnych adresatów żołnierzy.

– Wojowaliśmy z komuną informacją, wolnym słowem, bronią były wydawnictwa o nakładach kilkudziesięciotysięcznych – mówił Piotr Jagielski (działacz SW, w 1987 r. włączył się w przygotowywanie i nadawanie audycji radiowych). – Myśmy sami drukowali książki. Zbijało się je gwoździami za pomocą młotka. Nie było kleju.

Tuż po aresztowaniu Andrzeja Gwiazdy, w nocy na jednym z wieżowców na gdańskiej Zaspie, naprzeciwko mieszkania Lecha Wałęsy, został namalowany największy napis „Uwolnić Gwiazdę” (obejmujący 7 pięter), jaki wymalowano w czasie działalności podziemia. Zrobiły to cztery osoby, a akcja trwała trzy minuty. Natomiast po zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszki zdecydowano się na akt znacznie mocniejszy. 28 lutego 1987 r. podłożono bombę pod siedzibą PZPR w Gdyni. Zrobił to Roman Zwiercan (działacz społeczny, publicysta, członek SW). Bombę zamierzano podłożyć pod Komitet Wojewódzki PZPR, ale wybrano budynek w Gdyni, gdyż jest oddalony od chodnika, po którym chodzą ludzie. SW bardzo dbała o to, aby nie zrobić krzywdy przypadkowym ludziom.

Był to akt ostrzegawczy. Na SB padł blady strach. Milicja wyciszyła sprawę. Przez ponad pół roku nie ukazała się na ten temat żadna informacja.

Po co Solidarność Walcząca

– Zachód nie rozumiał po co Solidarność Walcząca, skoro jest „Solidarność” – wyjaśniała Ewa Kubasiewicz (polonistka, bibliotekarka w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni, działaczka opozycji w PRL, emisariuszka SW na Zachodzie; w lutym 1982 r. skazana przez Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni na karę 10 lat pozbawienia wolności). Nie rozumiał, że Solidarność Wałęsy (Lech Wałęsa, polski polityk i działacz związkowy; przywódca opozycji demokratycznej w okresie PRL, pierwszy przewodniczący NSZZ „Solidarność”; laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 1983; Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990–1995) zaprzestała walki z komuną i poszła na układy. Natomiast Solidarność Walcząca chciała doprowadzić sprawę do końca. Zbigniew Brzeziński (prof., polsko-amerykański politolog, geostrateg, dyplomata, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w czasie prezydentury kilku amerykańskich prezydentów) doskonale to rozumiał, ale większość w Kongresie (chodzi o Kongres USA) uważała Wałęsę za wielkiego bohatera. Myśleli, że sprawa jest załatwiona. Po co Solidarność Walcząca, skoro „Solidarność” dogadała się z rządem?

Dla SW warunkiem rozpoczęcia rozmów powinna być legalizacja „S”. Zgodziłaby się na rozmowy z komunistami, ale na temat warunków ich odejścia, a nie dzielenia się z nimi władzą. W 1989 r. organizacja była przeciwna rozmowom przy „Okrągłym Stole”. Domagała się też całkowicie wolnych wyborów, dlatego wzywała do bojkotu wyborów zaplanowanych na 4 czerwca 1989 r.

Jadwiga Chmielowska (informatyk, nauczyciel akademicki, dziennikarka, działaczka opozycji antykomunistycznej w PRL na Śląsku, członek SW; pod koniec stycznia 1988 r. stanęła na czele SW) uważa, że – zgoda Wałęsy na zarejestrowanie nowego Związku Zawodowego była wielkim oszustwem; że to w Magdalence (chodzi o rozmowy w Magdalence pomiędzy władzami PRL-u a przedstawicielami NSZZ „Solidarność” w 1988 i 1989 r.) panowie przy wódeczce i śledziku umówili się, jak podzielić władzę w Polsce.

Luka w historii

Po „Okrągłym Stole”, a zwłaszcza po czerwcowych wyborach o SW zapomniano. Nie uczono o niej w szkołach, tak jakby ta organizacja nie istniała, jakby nie było tych ludzi, notabene bardzo wykształconych. Idea solidaryzmu stała się wyrzutem sumienia dla rządzących lat 90. XX w. Nawet rządy, które odwoływały się do etosu Solidarności robiły wszystko, żeby o SW zapomnieć. Polska stała się wolnym państwem, wolnym narodem, ale zapomniała o idei solidarności, tej solidarności społecznej. A przecież w latach 80. XX w. żyło się ideałami, ludzie walczyli, byli zabijani, wyrzucani z pracy, zmuszani do opuszczenia Polski.

– Cały czas jest aktualny ideał odnoszący się do walki z komunizmem i z wszelkim totalitaryzmem, ponieważ okazało się, że historia się nie kończy – twierdził dr Paweł Warot, dyr. Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku. – Cały czas mamy zagrożenie wolności. Zmuszeni jesteśmy walczyć o wolność Polski. Każdego dnia. To jest ta podstawowa idea, która przetrwała do dzisiaj.

– To co robiła Solidarność Walcząca jest niezwykle ważne, bo tę wolność uzależniała od wolności krajów ościennych; wolności Czechów, Słowaków, Ukraińców – dodał dr Mateusz Smolana, dyr. Instytutu Dziedzictwa Solidarności. – Dzisiaj historia zatacza koło. Znowu mamy opresję kremlowską i wojnę na Wschodzie przy granicach Polski.

Solidarność Walcząca pokazała, że istnieją wyższe wartości, jak solidarność, wolność, godność, których trzeba bronić, ale to jest odrzucane.

Zdaniem członków SW zawarty kompromis z komunistami negatywnie zaciążył na życiu politycznym, gospodarczym i społecznym Polski. Po upadku komunizmu Polska powinna opierać się na solidaryzmie i samorządności oraz odwoływać się do wartości wynikających z nauczania Kościoła katolickiego.