Home / Publicystyka  / Msza św. w czasie epidemii – ks. ARTUR STOPKA o tym, jak dziennikarze przelewają na odbiorców złe emocje

Msza św. w czasie epidemii – ks. ARTUR STOPKA o tym, jak dziennikarze przelewają na odbiorców złe emocje

Sprawa udziału we Mszy św. w czasie zarazy okazała się nieplanowanym wcześniej testem dla publicystów. Jaki jest jego wynik?

 

Początkowo chodziło o Kościół we Włoszech i podejmowane tam bardzo trudne decyzje. Być może spore grono krajowych publicystów, którzy z troską pochylali się nad tym, czy to dobrze, że tamtejsi katolicy z powodu koronawirusa nie mogą uczestniczyć we Mszy świętej, nie przypuszczało, że już wkrótce podobne sytuacje mogą dotknąć wiernych i duszpasterzy na polskiej ziemi. No i że ocenianie i etykietowanie biskupich postaw, gdy zarazić się można w kościelnej ławce w swojej parafii, nabierze innego wymiaru.

 

Można odnieść wrażenie, że w Polsce najbardziej emocjonalne dyskusje wywołane epidemią koronawirusa dotyczą nie kwestii medycznych, gospodarczych, ekonomicznych, ale… religijnych. W szeroko pojętych mediach (zarówno tradycyjnych, jak i tzw. nowych mediach), zderzyły się dwie narracje o proweniencji katolickiej. Obydwie tak naprawdę dotyczą tylko jednego tematu – udziału we Mszy św. w czasach szalejącej zarazy.

 

W obu narracjach mnóstwo już od pierwszych chwil można było dostrzec oprócz pojawiających się merytorycznych argumentów mnóstwo propagandy, demagogii, niedopuszczalnej w obecnej globalnej sytuacji presji, łamania sumień, a także manipulacji nauczaniem Kościoła i Pismem świętym.

 

Nie ma sensu analizowanie poszczególnych wypowiedzi z którejkolwiek strony. Choć ich autorzy niejednokrotnie nie zdają sobie z tego sprawy, wpisują się one idealnie w „tożsamościowe” myślenie o mediach i w istocie zmierzają do mnożenia zwolenników w oparciu o poczucie wyższości i traktowanie myślących inaczej z pogardą, jako „nieprawdziwych” katolików lub beznadziejnych, nierozumiejących chrześcijaństwa fanatyków. Zajmują się nie próbą analizy podejmowanych w Kościele decyzji w kontekście realnej sytuacji wiernych, lecz przekonywaniem do swojej racji „per fas et nefas”. Nie są one dla odbiorców pomocą w podjęciu racjonalnej, a równocześnie zgodnej z sumieniem decyzji.

 

Z pewnością jest w Polsce wielu katolików, którzy w najbliższym czasie nie powinni pojawiać się na zgromadzeniach liturgicznych. Zarówno ze względu na swoje bezpieczeństwo zdrowotne, jak i z uwagi na bezpieczeństwo innych. Z drugiej strony jednak rzetelnej analizy wymaga pojawiające się w niektórych głosach przekonanie, że nie da się zorganizować obrzędów w taki sposób, aby uczestnicy nie narażali się wzajemnie na zakażenie. Tego typu wypowiedzi trzeba było w ostatnim okresie w krajowych mediach ze świecą szukać. Zwykle bezskutecznie. Można było odnieść wrażenie, że według sporej części uczestników publicystycznego sporu fakt, iż poruszają się w sferze religijnej, zwalnia ich z obowiązku posługiwania się rozumowymi argumentami na rzecz tych zbudowanych wyłącznie na emocjach.

 

A przecież nie sposób wykluczyć kwestii, że nawet w wielkim natężeniu epidemii są ludzie, którzy mogą być fizycznie obecni na Mszy św., jeśli zostanie ona przygotowana i odprawiona zgodnie z zaleceniami ekspertów od zdrowotnego bezpieczeństwa. Trzeba pamiętać np. o ludziach, dla których stwierdzenie „Szybciej umrę z braku Jezusa niż od wirusa” nie jest zgrabnym, pustym sloganem, lecz wyraża ich religijność i sposób przeżywania wiary. Obrzucanie ich inwektywami, że nie kierują się miłością bliźniego, jest wobec nich niejednokrotnie absolutnie nietrafne i bez powodu dla nich poniżające. Nie każdy jest w stanie szybko przestawić się z udziału we Mszy w kościelnej ławce na uczestniczenie w niej za pośrednictwem ekranu. Dla nich obecność na Mszy jest czymś tak niezbędnym do życia jako powietrze i woda. Sugerowanie, że mają w nosie dobro innych i lekceważą fakt wielowymiarowego zagrożenia dla wszystkich pozostałych, jest krzywdzącym nadużyciem. Takim samym, jak odsądzanie od czci i wiary włoskich biskupów, którzy z bólem serca zaakceptowali niezbędne w dramatycznej sytuacji całego kraju rozwiązania i zdecydowali o rezygnacji udziału wiernych w celebracjach. Nie zrobili tego z entuzjazmem.

 

Rzetelnych analiz uwzględniających potrzeby, możliwości, a także różne możliwości rozwiązań uczestnictwa we Mszy św. w czasie epidemii zabrakło nie tylko w wypowiedziach najgłośniejszych uczestników publicystycznego sporu. A przecież nawet dziecko wie, że inaczej wygląda sytuacja w wielkiej parafii miejskiej, a inaczej w małej wiejskiej.

 

Jak bardzo skomplikowana jest sytuacja pokazał papieski jałmużnik kard. Konrad Krajewski, który wbrew rozporządzeniom państwowym i kościelnym otworzył w pewnym momencie swój tytularny kościół Santa Maria Immacolata w wieloetnicznej dzielnicy Esquilino. Paradoksalnie wygląda na to, że właśnie w ten sposób dał przykład poważnego traktowania słów Jezusa, że to szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Tym, co zrobił, przezwyciężył logikę strachu. Logikę, w której zwykle zapomina się o najsłabszych i będących na marginesie.

 

Przyzwyczailiśmy się (niestety), że publicystyka, zamiast objaśniać świat, często służy do narzucania innym jego jedynie słusznego obrazu, obowiązującej jako niepodważalna, wizji. W takim modelu służy ona autorom do przelewania na odbiorców własnych leków, fobii, złych emocji, problemów, dotykających czasami fundamentalnych spraw. Dzieje się tak również w tak delikatnej tematyce, jak wiara, duchowość, religia. To niedobre przyzwyczajenie. Źle, że jako odbiorcy dajemy publicystom przyzwolenie na takie postępowanie, a nawet ich w tym wspieramy, dając się wciągać w kompletnie zbędne pojedynki i wojenki.

 

Życie nieraz bardzo boleśnie weryfikuje każdą publicystykę. Właśnie się o tym w Polsce w sposób bardzo drastyczny przekonujemy.

 

Artur Stopka

Podziel się!

Ksiądz, dziennikarz, publicysta. Absolwent Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach i podyplomowych studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim. Był m.in. redaktorem „Gościa Niedzielnego”oraz twórcą i redaktorem naczelnym portalu wiara.pl. Pracował także w Katolickiej Agencji Informacyjnej oraz pełnił funkcję rzecznika prasowego Archidiecezji Katowickiej.

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close