Ogórek krótki – felieton satyryczny KRZYSZTOFA PRENDECKIEGO o tym, jak wypełnić łamy latem

Sezon ogórkowy w mediach. Czy jest szansa dla pory pt. „nic się nie dzieje”?

 

Sezon ogórkowy jak wiemy, oznacza bezczynność na niwie kulturalnej. Zamykają się między innymi teatry. Jest tak, jeśli chodzi o państwowe instytucje, utrzymywane na koszt podatnika. „Prywaciarz” na taki luksus nie może sobie pozwolić, wobec czego teatr Polonia czy Buffo działają jak w sezonie.

 

Okres zbierania ogórków u nas czy u zachodnich sąsiadów, to także posucha jeśli chodzi o tematy w mediach.  Aż się chce zacytować piosenkę: „Lecz pamiętaj, naprawdę nie dzieje się nic. I nie stanie się nic, aż do końca”. Wakacji oczywiście.

 

Przeglądam sobie „Czwartą władze. Najważniejsze wydarzenia medialne III RP”, wnikliwego red. Witolda Beresia. I rzeczywiście, w lecie za wiele się nie dzieje.

 

Nawet listę najbogatszych Polaków, drukował „Wprost”, jak na złość jeszcze w czerwcu. „Gazeta Polska” listę konfidentów, też jeszcze upchała przed wakacjami. Publicystyczny wyjątek typu „Wasz prezydent, nasz premier” red. Adama Michnika, ukazał się początkiem lipca. Czyli jeszcze przed szczytem sezonu urlopowego. A jak mowa o wczasach, to były jeszcze „Wakacje z agentem”, redaktorów Rafała KasprowaJacka Łęskiego. Ale wydrukowane tuż przed wrześniem, czyli w okresie gdzie naród zaprząta sobie głowę wyprawkami do szkoły swych pociech.

 

Jest w tym dużo racji.

 

Wyobrażacie sobie tego statystycznego Polaka, który, no dobra, niech już będzie, zakupił papierową gazetę. I ten letnik Jan Kowalski, otoczony plażowo obowiązkowym parawanem, czyta sobie niezwykle zachęcające teksty. I to jakie?  Same już tytuły, aż się proszą, żeby zrobić sobie z tego czasopisma kapelusik na upał. Ot choćby: „Nasze triumfy, nasze klęski” czy „Znak sprzeciwu, znak przymusu”.

 

Lipiec jeszcze nie jest taki kiepski. A to TVN chcą przejąć, Donald Tusk coś powie, a to Trybunał co nieco ogłosi. Jednak w sierpniu może być posucha. I pozostaną dzikie zwierzęta znalezione w ubikacjach: „Wąż w klozecie. Austriak ugryziony w WC”. Klikanie gwarantowane. Przecież niemal każdy jest ciekaw, gdzie ten gad ugryzł. W Polsce też, żeby nie było, żeśmy gorsi: „Poranna toaleta z niespodzianką, ze spłuczki wypełzł pyton”. To tylko dwa przykłady z ciepłych miesięcy ubiegłego roku.

 

Krótki risercz i okazuje się, że węży bywało więcej. Czytamy interesujące relacje, o „główce wychodzącej z muszli”  i „zaskoczeniach mieszkańców bloku”. Dominują pytony i to królewskie, a wiele szczęścia mają głównie mieszkańcy Dolnego Śląska.

 

Materiał robi się sam. Dzwonimy po komentarz do; pobliskiego ogrodu zoologicznego, przychodni weterynaryjnej i sklepu zoologicznego, na Straż Miejską i Graniczną, zaprzyjaźnionego profesora od reptiliologii i herpetologii. Dokładamy wypowiedź dyżurnego psychologa zwierząt i specjalisty od zarządzania kryzysowego. Artykuł jak się patrzy.

 

Natomiast mieszkańcy Małopolski i Podkarpacia, mają większą szanse na spotkanie misia. Dzwonimy do eksperta, a ten biegle tłumaczy, że: „uciekając przed niedźwiedziem należy wybrać niezbyt cienkie drzewo, aby je łapą nie złamał.  Ale też nie za bardzo grube. Aby po tym drzewie za nami nie wlazł”.

 

I gdy już jesteśmy w ogródku, to ani się z gąską, ani z brunatnym, ani innym pełzającym się nie witamy.

 

Bowiem czeka nas rewolucja. Na razie w amerykańskim Insiderze. Jak wiadomo, Business Insider to czołówka znanych serwisów o tematyce biznesowo – technologicznej. Wyszło polecenie, aby dziennikarze pisali artykuły zawierające mniej niż 600 słów. Ma być krótko. Bo czytelnik, nawet jak skończył Harvard Business School czy Stanford University, po 212 słowach, ziewa przeciągle i mu za dużo robactwa wlatuje przez otwór gębowy.

 

Też mi odkrycie. W podręcznikach dla dziennikarzy, przecież jest jak byk, aby; pisać zwięźle, przechodzić od razu do rzeczy i nie komplikować narracji. Profesor Walery Pisarek w „Retoryce dziennikarskiej” przytacza nawet Pliniusza MłodszegoWybaczcie mi ten długi list. Nie miałem dość czasu, by go skrócić”. Ot i co. Sztuka skracania. Nareszcie redaktorzy zza Wielkiej Wody na to wpadli.

 

I nadali roboty podwójnie. Bo oprócz niełatwego wymyślania tematów ogórkowych, to jeszcze trzeba będzie opanować niezwykle trudną sztukę pisania bez zbędnego zagmatwania. Za to treściwie i z sensem.

 

Krzysztof Prendecki