Pomyślałem, że mogę rysować śmiesznie – rozmowa ze ZBIGNIEWEM PISZCZAKO, rysownikiem, karykaturzystą,  satyrykiem

Rysunek satyryczny powinien bazować na prostocie, a nie na zbyt wyszukanej formie, która odwróci naszą uwagę od istoty przekazu. A tak naprawdę najważniejsza jest umiejętność spuentowania – mówi Zbigniew Piszczako olsztyński rysownik, laureat Grand Prix w Międzynarodowym Konkursie na rysunek satyryczny pod hasłem „Albert Einstein. Pokojowe wykorzystanie energii jądrowej”.

Czyżbyś został Zbyszku łowcą nagród?

Od wielu lat biorę udział w różnych konkursach na rysunek satyryczny. Akurat ten konkurs ma rangę międzynarodową i rozgrywany jest w Polsce. Do wyboru były dwie kategorie. Na karykaturę Einsteina i rysunek tematyczny. Ja nie robię karykatur, więc wybór był prosty. Grand Prix dostał ten rysunek, który zdobył najwięcej punktów, bez względu na kategorię. Do tej pory zdarzało się, że otrzymywałem główne nagrody na konkursach satyrycznych, ale Grand Prix dostałem po raz pierwszy. Mam nadzieję, że nie ostatni.

Rysunek satyryczny i karykatura, to w twoim przypadku bardziej pasja, czy zawód?

To pasja i odskocznia, wycisza i uspokaja. Nic nie muszę, a mogę skomentować, czasem rozbawić, czasem zawstydzić. A otaczająca rzeczywistość ma różne barwy i odcienie. Tematy same „wciskają się” i w zależności od nastroju i weny twórczej są szybko lub wolno narysowane.

Czy zamiast kończyć Wydział Mechaniczny ART, nie lepiej było studiować jakieś sztuki plastyczne?

Patrząc z dzisiejszej perspektywy wybór był właściwy. Pracując w firmie mam stałą pensję i nie muszę się martwić jako artysta o zlecenia. Robię to co lubię, kreuję wydarzenia artystyczne, w innych uczestniczę. Mogę spokojnie zajmować się rysunkiem satyrycznym. Jeżeli jest taka możliwość to opublikować w prasie, a z tym jest wręcz tragicznie, coraz mniej gazet korzysta z naszych usług. Mogę też wysyłać swoje rysunki na konkursy.

Kiedy odkryłeś w sobie talent do satyrycznego rysowania?

Trochę z przypadku. Kiedy byłem na studiach, a był to wówczas okres gorący w polityce, narodziny ruchu Solidarności. Oglądając rysunki w prasie codziennej, pomyślałem, że ja też mogę tak „rysować śmiesznie”. Teraz jak patrzę na te pierwsze „prace”, to prawdę powiedziawszy lepiej by było żeby ich nikt nie zobaczył. Nadają się bardziej jako szkic do nowego pomysłu. W pewnym momencie jeden z nestorów olsztyńskiej karykatury Aleksander Wołos powiedział mi: wiesz Zbyszek, jesteś rozpoznawalny po kresce, widać kto to rysował. Można powiedzieć, że to była nobilitacja. Więc komentuję wydarzenia społeczne, polityczne i sportowe do dziś.

Specjalizujesz się w jakimś konkretnym rodzaju rysunku satyrycznego?

W czasach kiedy były większe możliwości publikacji, a gazety chętniej zamieszczały rysunki satyryczne, tematyka moich prac była bardziej różnorodna. Dziś większość dotyczy tematyki sportowej ponieważ są publikowane w dziale sportowym „Gazety Olsztyńskiej”. Dla „Życia Olsztyna” ilustruję przewrotne dyskusje Jacka Panasa i Andrzeja Brzozowskiego. Nie robię jedynie karykatury portretowej.

A Niecodziennik ?

To specyficzny periodyk, który wymyśliłem w 2018 r. podczas Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Zacząłem wówczas rozsyłać wśród znajomych rysunki w formie jednostronicowej gazetki komentującej mistrzostwa. Ponieważ każdy kolejny numer był przyjmowany ciepło i z prośbą o jeszcze… więc wychodzi stale, z podtytułem „psychoanalityczny nieregularnik periodyczny”. Teraz również jest publikowany na Facebooku.

Odziedziczyłaś po kimś te umiejętności?

Mój tata poza pracą zawodową zajmował się malarstwem sztalugowym. Jest typowym realistą. Gierymski, Szyszkin, Kossak to jego klimaty. Popełniłem jeden mały obraz olejny i na tym się skończyło. Ciągnie mnie do akwareli i pasteli, które wykorzystuję przy wykonywaniu rysunków satyrycznych. Z drugiej strony wykorzystuję komputer do kolorowania rysunków, ponieważ w druku barwa jest bardziej czysta i wyrazista.

W rysunku satyrycznym ważniejszy jest pomysł, czy umiejętności?

Może to być pomysł i wówczas sam rysunek schodzi na plan dalszy. Czasami technika wykonania, ujęcie. Najlepiej jednak jeżeli te dwa elementy się połączy. Uważam, że rysunek satyryczny powinien bazować na prostocie, a nie na zbyt wyszukanej formie, która odwróci naszą uwagę od istoty przekazu. A tak naprawdę najważniejsza jest umiejętność spuentowania.

Często można się podeprzeć tzw. „dymkiem”?

Tylko ten „dymek” powinien stanowić integralną część rysunku. On w sumie ułatwia przekazanie informacji i odczytanie intencji autora. Jest prawie jednoznaczny, mówię prawie, ponieważ tekst w dymku umożliwia także umiejętne zastosowanie gry słów. Z drugiej strony można iść na totalną łatwiznę, zmieniając „dymki” pozostawić ten sam rysunek.

W przypadku tekstu istnieje możliwość zmiany, poprawki, a jak to jest w przypadku rysunku, jak coś się nie uda, wędruje do kosza?

Nie… jest gumka, ołówek, chwila zastanowienia i wówczas robię nową wersję pomysłu. Czasami robię kilka wersji jednego pomysłu bo skojarzenia, które przyszły do głowy są wieloznaczne.

Czy zdarzyło się, że twój pomysł został inaczej odczytany, niż sobie zakładałeś?

Niejednokrotnie, ale głównie gdy jest to rysunek bez tekstu. W takim przypadku jest większa dowolność interpretacji. Czasami, wyjęty po latach z szuflady rysunek nabiera innego znaczenia w nowym kontekście politycznym czy społecznym. Dostaje jakby nowe życie.

Zajmujesz się także ilustracjami książkowymi, czy one też mają charakter satyryczny?

Zawsze chciałem wykonać serię ilustracji książkowych, ale nie spodziewałem się, że kiedyś to nastąpi. A jednak… nazbierało się tego trochę. Wszystkie moje ilustracje są z nutką satyryczną, z dozą humoru. W ubiegłym roku wydaliśmy jako oddział SDP bardzo ciekawą książkę „Twarze olsztyńskiej estrady” autorstwa Andrzeja Brzozowskiego, zawierającą 52 wywiady z artystami, zdjęcia, anegdoty i moje rysunki satyryczne związane tematycznie z muzyką.

Masz też pewne doświadczenie estradowe?

Z kabaretem „Kaczki z Nowej Paczki” w ramach „Twórczego Miejsca Olsztyna” (organizowanym wspólnie z TMO) przeprowadzaliśmy na żywo konkurs na najlepszy „dymek” do moich rysunków. Ponieważ było to bardzo zabawne, kilka razy wystąpiłem również w ich programie estradowym.

Co teraz robisz ciekawego?

W 2018 roku wyszedłem z inicjatywą zorganizowania ogólnopolskiego konkursu na rysunek prasowy, którego celem jest nagrodzenie najlepszego rysunku roku. Mamy w kraju różne konkursy satyryczne, ale nikt nie nagradza karykaturzystów publikujących w prasie, która coraz rzadziej korzysta z tej formy komentarza. Oddział Warmińsko-Mazurski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zaakceptował pomysł i został głównym organizatorem konkursu. Zaproponowałem także by patronem konkursu został nasz olsztyński karykaturzysta, malarz i pastelista Aleksander Wołos. W tym roku mamy już 4. edycję konkursu. Na początku lutego zostaną ogłoszone wyniki i dowiemy się jaka praca została rysunkiem roku 2021. Na tym nie koniec działalności promocyjnej, czeka mnie jeszcze zorganizowanie wystaw objazdowych i pokazanie najciekawszych prac nie tylko w regionie, ale i w kraju. Trzecią edycję pokazaliśmy w 15 miejscach wystawienniczych, oczywiście w Olsztynie, ale i w Mrągowie, Sosnowcu, Olecku, Pieniężnie, Opolu, Świątkach, Wąchocku czy Pabianicach. Bardzo ciekawa była prezentacja wystawy pokonkursowej w Hołownie, w rodzinnej miejscowości patrona konkursu Aleksandra Wołosa. Została pokazana w starej, zabytkowej stodole, rysunki rozwieszono bezpośrednio na drewnianych ścianach, a wieczorem wszyscy bawili się przy muzyce w klimatach ukraińsko-polskich w wykonaniu kapeli Drewutnia.

Na koniec proszę o anegdotę

Byłem początkującym rysownikiem. Poszedłem na wystawę i zarazem spotkanie karykaturzystów, usiadłem z boku. Kilka osób już znałem, jak Józefa Burniewicza, który roztaczał wielkie plany stojące przed olsztyńską karykaturą. Po spotkaniu podszedł do mnie starszy, dystyngowany pan, który siedział niedaleko mnie i coś szkicował, zapytał o nazwisko i pokazał rysunek. Jesteś tu nowy, będę przyglądał się twoim poczynaniom – powiedział. I tak poznałem Edwarda Michalskiego znakomitego karykaturzystę, który narysował moją facjatę będącą do dziś najlepszą moją karykaturą.

 Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Andrzej Zb. Brzozowski

 

Rysunek Zbigniewa Piszczako pt. „Kroplówka” nagrodzony Grand Prix w Międzynarodowym Konkursie na rysunek satyryczny „Albert Einstein. Pokojowe wykorzystanie energii jądrowej”

 


Zbigniew Piszczako

Olsztyński satyryk, rysownik, karykaturzysta i ilustrator. Członek Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury (SPAK) oraz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Absolwent Akademii Rolniczo – Technicznej w Olsztynie. Rysuje do prasy od 1986 roku. Związany głównie z czasopismami Warmii i Mazur. Stały współpracownik „Nowego Życia Olsztyna” i „Gazety Olsztyńskiej”. Wielokrotnie nagradzany na konkursach ogólnopolskich rysunku satyrycznego. Uczestnik wielu wystaw krajowych i zagranicznych. Na początku tego roku Zbigniew Piszczako otrzymał Grand Prix w Międzynarodowym Konkursie na rysunek satyryczny, który przebiegał pod hasłem „Albert Einstein. Pokojowe wykorzystanie energii jądrowej”. Zgłoszono 692 prace 376 autorów z 52 krajów. Do II etapu zakwalifikowano 167 prac 130 autorów z 42 krajów. Międzynarodowe (jedenastoosobowe) jury najwyżej oceniło pracę Zbyszka pt. „Kroplówka”. Organizatorem konkursu jest Fundacja Festiwalu Satyry Europejskiej „Koziołki” mająca na celu upowszechnianie satyry europejskiej oraz integrację i wspieranie działań twórców działających na polu humoru i satyry. Podtytuł „Koziołki” w nazwie imprezy, nawiązuje do koziołków z wieży Poznańskiego Ratusza, będących symbolem miasta – siedziby festiwalu. Koziołki, to także firmowa statuetka imprezy wręczana laureatom konkursu.