Home / Publicystyka  / Przyjdzie Orlen i… – JAROMIR KWIATKOWSKI o Gazecie Codziennej „Nowiny”

Przyjdzie Orlen i… – JAROMIR KWIATKOWSKI o Gazecie Codziennej „Nowiny”

Czy największy dziennik na Podkarpaciu po przejęciu go przez spółkę z decydującym udziałem skarbu państwa zostanie upolityczniony czy może stanie się bardziej obiektywny?

 

Historia wydawanych w Rzeszowie „Nowin” liczy ponad 70 lat. W okresie PRL były one organem KW PZPR. W 1991 r. gazeta została sprywatyzowana. Jej właścicielem została spółka R-Press. W chwili powstania miała ona liczne grono udziałowców. Największym był Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność” w Rzeszowie (30 proc. udziałów). Drugim – PSL „Solidarność” (25 proc.). Udziałowcami były także: Spółka Dziennikarz, którą tworzyła grupa dziennikarzy i pracowników „Nowin”, i firma Editions Spotkania (po 20 proc.) oraz dwie osoby fizyczne: Jan Kopka (3 proc.) i Andrzej Przybyło (2 proc.).

 

W 1993 r. wszedł do „Nowin” kapitał zagraniczny – po tym, jak Kopka odsprzedał swoje udziały norweskiemu koncernowi Orkla Press International. W kolejnych latach Orkla zwiększała swoje udziały, aż wreszcie w 2001 r. stała się największym udziałowcem R-pressu, odkupując udziały od Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego – następcy PSL „Solidarność”. Udziałowców zostało dwóch: Orkla i „Solidarność”, z przewagą Orkli w stosunku 65:35. W 2005 r. Orkla odkupiła udziały od „Solidarności”, stając się jedynym właścicielem „Nowin”, co w tamtym momencie oznaczało, że gazeta stała się w 100 proc. własnością kapitału zagranicznego.

 

– W tamtych uwarunkowaniach była to decyzja nieunikniona – komentuje sprzedaż udziałów przez „Solidarność” Wojciech Buczak, ówczesny szef Zarządu Regionu tego związku. Tłumaczy, że „Solidarność” jako udziałowiec mniejszościowy miała coraz mniejszy wpływ na kierunek rozwoju gazety, a firmowała swoim szyldem treści, pod którymi nie mogła się podpisać.

 

– Pod naszym adresem padało ze strony związkowców wiele uwag w ostrym tonie: no jak to, jesteście współwłaścicielem gazety, a nie reagujecie na to, co oni wypisują?! A nasze próby reagowania rozbijały się o mur niemożności ze względu na proporcje udziałowe – dodaje Buczak.

 

Czy był to jedyny możliwy scenariusz? Wojciech Buczak twierdzi, że nie. – Zanim tak się stało, próbowaliśmy wykupić udziały od Spółki Dziennikarz i SKL-u – podkreśla. – Dziennikarze powiedzieli, że choćbyśmy nie wiem jakie pieniądze oferowali, to oni „solidaruchom” swoich udziałów nie sprzedadzą (w Spółce Dziennikarz zdecydowanie dominowali dziennikarze jeszcze z epoki PRL, natomiast skutecznie blokowano wejście do niej niemal wszystkim tym, którzy przyszli do „Nowin” w latach 90. – przyp. aut.).

 

– Jeżeli chodzi o udziały SKL-u – dodaje Buczak – Orkla powiedziała nam krótko: bez względu na to, jaką przedstawicie kwotę, my zaproponujemy wyższą. I możemy tak w nieskończoność. Wobec naszej potężnej firmy jesteście „krasnoludkiem” i nie macie żadnych szans.

 

Lista grzeszków

 

W 2006 r. „Nowiny” ponownie zmieniły właściciela. Grupę gazet Orkla Media kupił brytyjski fundusz inwestycyjny Mecom. Gazety należące do Mecomu stworzyły grupę pod nazwą Media Regionalne. W październiku 2013 r. Mecom sprzedał ją niemieckiemu holdingowi Verlagsgruppe Passau, który w ten sposób został także właścicielem „Nowin”. Polskie gazety tworzące dotychczas Media Regionalne utworzyły grupę Polskapresse – tę niefortunną nazwę zmieniono później na Polska Press.

 

Paweł Kuca zwraca uwagę, że „Nowiny” w ostatnich latach były takie, jak wyznaczała to centrala grupy. Podkreśla, że nie należy oddzielać tej gazety od całości, tylko trzeba na nią popatrzeć przez pryzmat funkcjonowania całej grupy – czy to Mecomu, czy Polska Press.

 

Jakie zatem trendy można było zaobserwować w „Nowinach”? Przede wszystkim cięcie kosztów.

 

Od autora: Jeszcze za Mecomu zaczęto pozbywać się dobrych dziennikarzy, ale także tych niespolegliwych wobec kierownictwa, zatrudnionych jeszcze na podstawie umów o pracę na czas nieokreślony, a więc z punktu widzenia redakcji „drogich”, zastępując ich osobami niedoświadczonymi, którym można było zapłacić mniej. Pamiętam, jak – będąc jeszcze w „Nowinach” – byłem zszokowany, gdy – w ramach cięcia kosztów – zwolniono z gazety znakomitego reportażystę Krzysztofa Potaczałę, późniejszego autora poczytnych w skali kraju książek o Bieszczadach. Drugie moje zdziwienie wywołało wtedy przekonywanie redaktora naczelnego, że nawet z człowieka z ulicy można w krótkim czasie zrobić dziennikarza. Skutkowało to obniżeniem poziomu warsztatowego tekstów, na co zwrócił uwagę  jeden z moich rozmówców – Wojciech, rzeszowski urzędnik (personalia do wiadomości autora). Powiedział: „Gołym okiem widać, że warsztat dziennikarski, zasób słownictwa u wielu dziennikarzy jest ubogi i że piszą oni w sposób napastliwy i emocjonalny”. Fakt, niedawno sam przeżyłem szok czytając (żona świadkiem) jeden z tekstów na portalu Nowiny24: był napisany tak nieporadnie, że od czytania aż „zęby bolały”. Także już za czasów Mecomu, od momentu, kiedy R-press ze spółki funkcjonującej w ramach holdingu stał się w 2009 r. rzeszowskim oddziałem scentralizowanej firmy z siedzibą w Warszawie, praktycznie skończyły się delegacje dziennikarzy na realizację materiałów poza Podkarpaciem, z którymi wcześniej nie było problemu.

 

–  Widać tu prymat biznesu nad kwestiami czysto dziennikarskimi – uważa były dziennikarz „Nowin”, a obecnie politolog.

 

Niektóre kolumny, jeszcze za Mecomu, zaczęły być redagowane wspólnie dla wszystkich gazet grupy. To zabieg przynoszący oszczędności, ale nie zawsze fortunny, zwłaszcza w sytuacjach, gdy na jakiś temat wypowiadał się specjalista spoza Podkarpacia. Gdy jest to bowiem fachowiec stąd, taki tekst staje się znacznie bliższy czytelnikowi. Nie można powiedzieć, że zdarzało się to nagminnie, ale… takie przypadki bywały.

 

Drugi zabieg to tworzenie banku ciekawostkowych tekstów dziennikarzy z gazet tworzących grupę, które mogły być wykorzystane przez inne gazety grupy, nawet z drugiego końca Polski. Autor nie miał z tego nic, ale za to gazety – przy szczupłych siłach osobowych – miały czym zapełniać swoje łamy. W efekcie zdziwieni czytelnicy z Podkarpacia mogli poczytać w wydaniach weekendowych reportaże z innych części Polski. To prawda, nie one dominowały, ale było to zjawisko łatwo zauważalne.

 

 

– Gdy się spojrzy na gazetę, to widać, że wśród tekstów znajdują się także powielane w całym kraju teksty tych samych autorów – zauważa Wojciech Buczak. I dodaje: – „Nowiny” straciły przez to w jakimś stopniu główny swój atut – lokalność.

 

Inny zarzut, który można postawić „Nowinom”, to brak pogłębionej publicystyki na tematy regionalne (Od autora: Była ona rugowana już w ostatnich latach mojej pracy w tej gazecie).

 

– Siłą takich gazet jak „Nowiny” jest silne umocowanie w regionie – przekonuje Paweł Kuca. –  Ale umocowanie na wielu poziomach: nie tylko informacji lokalnych, lecz także na poziomie regionalnej, silnej publicystyki. Widać, że w „Nowinach” odchodzi się od tego. Brakuje mi na łamach tej gazety takiej publicystyki, jaką mają media ogólnopolskie, tyle że w ujęciu regionalnym. Dyskusji o najważniejszych sprawach, które tu się dzieją. Nie w ujęciu akcji społecznych, redakcyjnych, lecz w formie publicystyki ściśle regionalnej, tworzonej przez publicystów redakcyjnych bądź zapraszanych z terenu Podkarpacia. Zdecydowanie bardziej mnie interesuje, co na tematy dotyczące województwa sądzą publicyści czy dziennikarze stąd, aniżeli ludzie spoza regionu.

 

Jeszcze inny zarzut stawia Wojciech Buczak – brak politycznego obiektywizmu. Odnotowuję go przy pełnej świadomości, że w ustach osoby zaangażowanej politycznie może brzmieć mało wiarygodnie.

 

–  „Nowiny”, podobnie jak inne gazety lokalne, są jednokierunkowe, przede wszystkim antypisowskie – uważa były poseł PiS i były szef regionalnej „Solidarności”. –  Nieobiektywnie – wyjaśnia –  przedstawiają różne wydarzenia lokalne z wyraźnym negatywnym nastawieniem do środowiska politycznego, z którym jestem związany. Środowisko „Solidarności” próbowało przed laty przekształcić „Nowiny” w obiektywną gazetę, informującą o wydarzeniach lokalnych, co moim zdaniem udawało się przez jakiś czas, szczególnie wtedy, gdy redaktorem naczelnym był Ryszard Terlecki (obecny wicemarszałek Sejmu i szef Klubu PiS był naczelnym „Nowin” w latach 1996-1998 – przyp. aut.). Była to wtedy zupełnie inna gazeta.

 

„Nowiny”, gdy było trzeba, insertowały np. plakaty z wizerunkiem Matki Bożej z Kalwarii Pacławskiej, czy wydały zestaw kilku broszurek o podkarpackich sanktuariach, do których dołączone były dziesiątki różańca. Nie z pobożności szefów firmy, lecz dlatego, że taki gest w tym konserwatywnym regionie, jak liczono, pobudzi sprzedaż. Mimo to spotykam się z zarzutami, które formułuje zarówno Wojciech Buczak, jak i cytowany już Wojciech, urzędnik z Rzeszowa – o epatowanie tanią sensacją, krwawymi wydarzeniami, i „lewoskrętność” ideologiczną.

 

– W gazecie brak publicystyki, jest zaangażowana ideologicznie, często jednostronnie przedstawia problemy Kościoła, akcentuje występki księży, a pomija to co istotne – uważa rzeszowski urzędnik. I dodaje: – Pod koniec lat 90. to była opiniotwórcza gazeta o szerokich horyzontach, z ciekawymi wywiadami i felietonami. A teraz? Trochę magla, coraz więcej antyklerykalizmu i ideologii.

 

Co dalej

 

Paweł Kuca zauważa, że znaczenie papierowego wydania „Nowin” maleje, co jest nie tylko pokłosiem merytorycznej zawartości gazety, ale głównie obiektywnych procesów zachodzących w segmencie prasy drukowanej. Dość powiedzieć, że średnia sprzedaż egzemplarzowa „Nowin” jeszcze w 1990 r. wynosiła ponad 80 tys., by 30 lat później spaść do poziomu ok. 10 tys. Politolog zauważa, że internetowy portal Nowiny24 ma dla młodszego odbiorcy być może większe znaczenie niż wydania papierowe gazety i mówiąc o sile „Nowin” trzeba wziąć pod uwagę całość, a nie tylko wersję papierową.

 

Jaka przyszłość rysuje się przed „Nowinami” po ich wykupieniu przez Orlen?

 

Zdaniem Wojciecha, urzędnika, gazeta potrzebuje dużych zmian, wręcz rewolucji. ­– Potrzebuje  przeorientowania, innego spojrzenia na sprawy miasta i regionu, krytycznego, a nie tylko politycznego podejścia do bieżących zdarzeń. Powinna utożsamiać się z regionem i tradycjami mieszkańców Podkarpacia, a nie ideologizować na każdym kroku – uważa mój rozmówca.

 

Wojciech Buczak cieszy się, że Orlen odkupił gazety wchodzące w skład grupy Polska Press i ma nadzieję, że dzięki temu gazeta stanie się bardziej obiektywna, będzie w niej więcej wartościowych tekstów i będą promowani dziennikarze, którzy takie teksty piszą.

 

– Nie jest moją rolą wskazywać zmiany personalne, ale z doświadczeń ze współpracy, jakie mam z lat ubiegłych, choćby jako przedstawiciel właściciela, ale także jako zwykły czytelnik, wiem, że w redakcji pracują dziennikarze, których stać na dobre, wartościowe dziennikarstwo, tylko zależy, czego będzie wymagało od nich kierownictwo redakcji i właściciel – podkreśla Buczak. I dodaje: – Znam podejście do tych spraw prezesa Obajtka i środowiska, z którym jest związany. Daje to nadzieję na dobre, pozytywne zmiany. I wcale nie chodzi o uczynienie z tych dzienników regionalnych gazet, które piszą na zlecenie partyjne. Jestem przekonany, że na rynku medialnym będzie pluralizm, a nie monopol, tak jak teraz.

 

Z kolei Paweł Kuca boi się, że odkupienie tych gazet przez firmę z decydującym udziałem skarbu państwa wprowadzi je, w tym „Nowiny”, pod bieżące wpływy polityczne.

 

– Uważam – tłumaczy politolog – że politycy, którzy w danej chwili będą rządzić, będą chcieli mieć wpływ na te media. Dzisiaj to jest PiS, jutro będzie ktoś inny. Jeśli się popatrzy na polską praktykę polityczną, to widać, że spółki skarbu państwa są poddane presji politycznej obliczonej na cykl wyborczy. A jakie PiS ma podejście do mediów, widzimy na podstawie mediów publicznych.

 

Mój rozmówca uważa, że należy obserwować strategię, jaką przyjmie Orlen dla kupionych gazet. – Natomiast nie mam większych złudzeń, że jeżeli polityk jakiejkolwiek partii będzie mógł mieć wpływ na media, to będzie to wykorzystywał. To jest to ryzyko. Dzisiaj u władzy jest PiS, za 2,5 roku będą wybory i władza może się zmienić, a wtedy zmieni się szef Orlenu i nie wiemy, co się wydarzy dalej. Dla tych gazet nie jest to dobre, bowiem ich sytuacja będzie wyznaczona przez cykle wyborcze.

 

Jest jeszcze jeden problem: stworzenie z tych gazet mediów bardziej nowoczesnych wymaga inwestycji. – Pytanie – zastanawia się Paweł Kuca – czy Orlen jest je w stanie ponieść. Ale to wszystko dopiero zobaczymy…

 

Jaromir Kwiatkowski

 

Autor był dziennikarzem Gazety Codziennej „Nowiny” w latach 1993-2011.

 

Tekst ukazał się w numerze 2/2021

„Forum Dziennikarzy”.

Cały numer do pobrania

TUTAJ.

 

Podziel się!

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close