Rosiak jest jeden – ŁUKASZ WARZECHA o ambitnym dziennikarstwie

Pod koniec sierpnia (w czasach z dzisiejszej perspektywy sprawiających wrażenie niemal normalnych) miałem przyjemność wziąć udział w dyskusji o jakości mediów podczas obchodów rocznicy porozumień sierpniowych, organizowanych pod Europejskim Centrum Solidarności przez Fundację Gdańską. Prócz mnie dyskutowali Agata Szczęśniak z OKO Press, Katarzyna Włodkowska z „Dużego Formatu”, Marcin Chruściel z „Nowej Konfederacji” oraz Michał Kobosko, wówczas występujący jeszcze jako prezes Fundacji „Polska od Nowa”. Prowadził debatę Jan Wróbel.

 

Dwoje dyskutantów – Agata SzczęśniakMarcin Chruściel – prezentowało wizję relatywnie optymistyczną, przekonując, że media jakościowe znajdują dla siebie miejsce. Nie dziwię się: i OKO Press, i NK utrzymują się z wpłat czytelników, którzy poszukują informacji i analizy podawanych inaczej niż w mediach komercyjnych– i jakoś dają radę, choć szału nie ma. Oczywiście w obu przypadkach – ale zwłaszcza w przypadku OKO Press, które jest znacznie głębiej politycznie zaangażowane niż NK – powstaje przy tym problem odpowiedzi na oczekiwania wpłacających pieniądze odbiorców, którzy spodziewają się nierzadko przekazu jednostronnego oraz prostego walenia cepem w przeciwników politycznych. Mówiła o tym podczas debaty Agata Szczęśniak. Na ten sam problem nadziało się Radio Nowy Świat.

 

Ja zająłem w dyskusji stanowisko dla mojej natury naturalne, czyli sceptyczne. To prawda, że OKO Press i NK radzą sobie w trudnej sytuacji, ale stanowią niszę. Wbrew temu, co twierdziło oboje moich współdyskutantów, nie jest to żaden wstęp do zmiany modelu mediów w skali makro. A jednak warto zadać sobie pytanie o rozmiar tej niszy i możliwość jej utrzymania.

 

Przyznaję, że to pytanie interesuje teraz żywotnie również mnie samego, ponieważ kilka miesięcy temu, podczas pierwszego lockdownu (teraz mamy nieoficjalny drugi) podjąłem wysiłek uruchomienia na moim kanale na YouTube regularnych komentarzy. Robię to od tamtego czasu w odstępach mniej więcej tygodniowych. Zgromadziłem około 7,5 tys. subskrybentów, ale wciąż traktuję to jako działalność dodatkową wobec pisanej publicystyki i na tym nie zarabiam. Zyskałem za to spore doświadczenie w samodzielnej obróbce wideo na prostym poziomie. W porównaniu do innych – „Wolność w Remoncie” Tomasza Wróblewskiego ma 118 tys. subskrybentów, „Raport o Stanie Świata” Dariusza Rosiaka ma na YT 11 tys. subskrypcji, ale jako podcast jest dystrybuowana w wielu innych kanałach, do których ja nie docieram – mój „urobek” jest bardzo skromny. Jednak jakiś wgląd w zapotrzebowanie odbiorców dają mi komentarze. Powtarza się w nich ten sam motyw, który widać i u Rosiaka, i u Wróblewskiego, i w wielu podobnych miejscach: deklaracje, że potrzebne są analizy oraz komentarze niepoddające się dominującej w „dużych” mediach emocjonalności, presji czasu, plemienności. To sygnalizowałoby, że w jakiejś części jest zapotrzebowanie na – jeśli nie jakościowe, to przynajmniej „inne” dziennikarstwo. Ale jak jest duże? To bardzo trudno oszacować.

 

Dariusz Rosiak – co do powodzenia jego przedsięwzięcia kilka miesięcy temu wyrażałem na portalu SDP sceptycyzm – ma na portalu Patronite 3713 patronów, wpłacających miesięcznie ok. 58,5 tys. zł. W tym troje patronów wpłaca po 1000 zł, a siedmiu – po 500 zł. Jak na tego typu akcje, to już bardzo dużo. Suma bliska 60 tys. zł miesięcznie jak na jednoosobowe przedsięwzięcie to też ogromne pieniądze. Ale to Rosiak, a Rosiak jest jeden.

 

Płacić każe sobie również Jacek Bartosiak za materiały publikowane pod marką jego think-tanku Strategy & Future. Płatne są również jego podcasty, przygotowywane wspólnie z „Nową Konfederacją”. Zakładam, że Bartosiak nie utrzymywałby takiej formy działalności, gdyby nie była ona opłacalna, muszą zatem być na to klienci.

 

Radio 357 zgromadziło dotąd 10367 patronów, deklarujących miesięczną wpłatę 251 tys. zł. Czy to wystarczy na działalność radia, nawet internetowego? Nie wiem. Jak na cały zespół, jego utrzymanie, sprzęt – to mało. Oczywiście wchodzi w grę konkurencja z Radiem Nowy Świat, ale z tych dwóch przedsięwzięć to Nowy Świat wygląda bardziej na politycznego bojownika, a Radio 357 wydaje się celować w tych, którzy polityką mogą być trochę znużeni. Zatem motywacją wpłacania na RNŚ dla wielu osób może być sprzeciw wobec obecnej władzy.

 

Jest też ciekawa tendencja po stronie dużych mediów: ambitniejsze materiały coraz częściej chowane są za paywallem lub wymagają logowania. Tak zrobił w kwietniu TVN, część treści na swoim portalu oznaczając jako „premium” i wymagając logowania. Może to być odczytane jako wstęp do wprowadzenia płatności.

 

Bardzo ciekawie byłoby przeczytać opracowanie, podsumowujące prywatne przedsięwzięcia, oparte na wpłatach od odbiorców (podpowiadam tu studentom dziennikarstwa temat na oryginalną pracę magisterską). Miejmy przecież świadomość, że w coraz trudniejszym czasie ludzi gotowych wspierać takie inicjatywy będzie coraz mniej. Tu liczy się oczywiście efekt skali – jeśli ma się 100 tys. subskrybentów, jest duża szansa, że choć pięć procent z nich zechce wpłacić po 10 zł, a to daje już 50 tys. miesięcznie. Tylko ile ambitnych przedsięwzięć ma 100 tys. subskrybentów? A grupa ludzi, czująca się w obowiązku i gotowa wpłacić pieniądze, jest również ograniczona. Zakładam – ale to znów, wobec braku danych, jedynie moje publicystyczne założenie – że już teraz w wielu przypadkach ci sami ludzie dotują po kilka przedsięwzięć (sam tak robię).

 

Argumentami przemawiającymi za tym, że utrzymywanie ambitnych mediów z prywatnych, rozproszonych źródeł będzie się udawało, są upolitycznienie znacznej części mediów, nadmiar szybkiej, nic niewnoszącej zawartości (notoryczne dzisiaj tworzenie niusów na podstawie czyichś wpisów tłiterowych – co jest kompletnym absurdem), a przy tym niedostatek spokojnej i pogłębionej analizy, która może przecież być odbiciem poglądów autora, lecz rzecz w tym, żeby nie była wprost częścią partyjnego sporu. Czynnikiem każącym wątpić jest natomiast głębokość i trwałość takiego źródła, co wiąże się z sytuacją gospodarczą.

 

Z jednym z pewnością jest problem: brakuje w Polsce prywatnych biznesów, które byłyby gotowe angażować się finansowo w takie przedsięwzięcia – przy czym nie mam na myśli wielkich korporacji ani tym bardziej spółek skarbu państwa, ale średnie firmy, co jest normą na amerykańskim rynku medialnym. I to się pewnie nie zmieni, bo przedsiębiorcy mają dzisiaj inne problemy niż tworzenie sfery niezależnych komentarzy i analiz.

 

Wobec odwoływania się do prywatnych sponsorów aktywności medialnej pozostaję zatem umiarkowanie sceptyczny. W którymś momencie zostanie osiągnięty limit, którego nie da się przebić. Obiecuję natomiast, że jeśli sam w końcu zdecyduję się na takie rozwiązanie, na portalu SDP zrelacjonuję własne doświadczenia. Nie wykluczam, że mogą się one okazać rozczarowujące mimo wielu przychylnych opinii, z jakimi spotyka się moja YouTube’owa działalność.

 

Łukasz Warzecha