Podczas trzeciej w tym roku rozprawy przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi zeznawał tylko jeden świadek. W czwartek, 20 maja 2021 roku, na rozprawę dotyczącą śmierci red. Jarosława Ziętary, w której oskarża się byłego senatora o podżeganie i pomocnictwo w zabójstwie poznańskiego dziennikarza, nie stawiła się, ze względu na stan zdrowia, Monika P. Proces ten, toczący się  przed poznańskim Sądem Okręgowym, objęty jest obserwacją przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, a obserwatorem jest red. Aleksandra Tabaczyńska.

 

Zeznania Zdzisława K.

 

Do sądu zgłosił się sam, uprzednio kontaktując się z redakcją Głosu Wielkopolskiego. Do tej pory milczał (28 lat), jednak postanowił powiedzieć przed sądem co wie o tej sprawie, a jego zeznania miały w założeniu wzmocnić akt oskarżenia. K. to wychowanek tego samego Domu Dziecka w Szamotułach co twórca Elektromisu Mariusz Ś. Tam też się poznali, razem także przebywali w Zakładzie Karnym w Sieradzu. W 1991 roku, wraz z Mariuszem Ś. przejęliśmy spółkę Strefa Wolnocłowa, której zostałem prezesem. Moim zadaniem było sprowadzanie do Polski towarów i uniknięcie cła. Robiłem to celowo i osiągałem, wraz z Mariuszem Ś., korzyści. Ś. uzyskiwał informacje od Gawronika – powiedział Zdzisław K.  Chodziło o ewentualne zmiany przepisów dotyczące ceł i innych opłat związanych ze sprowadzaniem towarów z zagranicy. Świadek zeznał również, że nie zna osobiści Aleksandra Gawronika, choć widział go dwa razy w Puszczykowie (miejsce zamieszkania Mariusza Ś.).

 

Przeciwko Zdzisławowi K. toczyło się śledztwo, które umorzono w 1992 roku, a odpis tego umorzenia świadek pokazał sądowi. Tu warto też uzupełnić, że spółka Strefa Wolnocłowa, kierowana przez byłego więźnia Zdzisława K. papierosy, które sprowadziła, sprzedała Elektromisowi, a sama nie zapłaciła podatku, wartego 150 miliardów starych złotych. Zdzisław K. zasłaniał się przed ówczesną prokuraturą chorobą psychiczną, miał bowiem zaświadczenie o chorobie ze szpitala psychiatrycznego z 1986 roku.  Podczas rozprawy wyjaśnił sądowi, że te tak zwane „żółte papiery” załatwiał sobie,  by uniknąć obowiązkowej służby wojskowej. Jak się okazało, pomogły mu również w latach 90. Sprawa działalności spółki Strefa Wolnocłowa była szeroko opisywana przez media i nazywano ją „przekrętem na wariata”.

 

W takich okolicznościach K. trafił do szpitala psychiatrycznego w Kościanie. „Prawdopodobnie w listopadzie 1991 roku, w szpitalu zjawił się człowiek, który po pół godzinie zaczął ze mną rozmawiać. Sądziłem, że to jakiś pacjent, byłem na spacerze. Wypytywał mnie co tu robię i dlaczego tu jestem. Nie byłem wtedy sam, było nas kilkunastu, a on zainteresował się tylko mną. Pielęgniarki poinformowały mnie, że ktoś chciał się ze mną widzieć, ale się nie zgodziły. Człowiek ten, nie powiedział swojego nazwiska. Od Ś. dowiedziałem się że jest jeden upierdliwy dziennikarz, który wciąż zajmuje się tą sprawą i chce dojść do prawdy. Ś. nie wymienił nazwiska, dziennikarza tylko mówił o nim Pismak. Człowiek, który mnie odwiedził był szczupłej budowy ciała, wyższy ode mnie. Ś ostrzegał mnie przed nim, bo został on już wcześniej przyłapany przez ochroniarzy na drzewie, a także w innych miejscach. Miałem z nim nie rozmawiać.”

 

Na pytanie sądu, czy Zdzisław K. może stanowczo stwierdzić, że był to Jarosław Ziętara, świadek odpowiedział: – To był jedyny dziennikarz, który ciągle drążył tę sprawę (mimo umorzenia). Ukrywałem się, bo cały czas ktoś się próbował do mnie dostać. Było dwóch takich. W późniejszym czasie wyszło, że był to Ziętara, bo jedyny drążył tę sprawę. W 1992 roku ochroniarze zabrali mu dokumenty. Nie wiem kto dokładnie je zabrał, ale wiem, że były na jego nazwisko. Próbował się dostać do celników, którzy pracowali przy papierosach. (…)

 

Zagrożony przez tego dziennikarza czuł się, oprócz Mariusza Ś. również syndyk masy upadłościowej Strefy Wolnocłowej, o którym świadek mówił “Lucek”.  – Dziennikarz sporo wiedział. Ktoś mu dostarczał informacje. Na początku sierpnia 1992 r. Mariusz Ś., podczas naszego kolejnego spotkania, na które przyjechał z Markiem Z. powiedział, że mam się ukrywać, nie pokazywać, a dziennikarza ma już pod kontrolą, bo zna jego kolejne kroki. Uznałem, że Mariusz Ś. ma człowieka w otoczeniu Ziętary. Szef Elektromisu mówił też, że trzeba będzie uciszyć dziennikarza, co ja odebrałem jako zapowiedź jego przekupienia

 

O zbrodni świadek dowiedział się na początku 1993 roku. Opowiedzieli mu o tym dwaj znajomi: Marek Z. oraz mężczyzna o pseudonimie Świr. Obaj mężczyźni zatrudnieni byli w Elektromisie i zajmowali się między innymi odzyskiwaniem pieniędzy od dłużników.

 

– Marek Z. oraz “Świr”, w trakcie picia alkoholu, mówili mi, że sprawy wymknęły się spod kontroli i coś poszło nie tak. Opowiadali, że w magazynie Elektromisu Ziętarę zabił “Malowany”. Ja nie znałem Malowanego, to był taki przestępca  jak i ja, Rusek wynajęty do tej roboty. Ciało wrzucono potem do jakieś beczki ze żrącą substancją. Początkowo w to wszystko nie uwierzyłem. Myślałem, że to ich pijacka opowieść.

 

Te zeznania miały potwierdzić stanowisko prokuratury, że Jarosław Ziętara interesował się przekrętami Elektromisu, jego właścicielem oraz że Mariusz Ś. znał się z oskarżonym Aleksandrem Gawronikiem. Jednak nie wiadomo jak poznański sąd oceni wiarygodność Zdzisława K. Świadek przyznał, że wielokrotnie w przeszłości leczył się psychiatrycznie. Zdiagnozowano u niego psychozę schizoafektywną. Dokumenty wskazujące na kłopoty ze zdrowiem pozwoliły mu uniknąć w latach 80. służby wojskowej, a potem pomogły w uniknięciu więzienia. Przyznał, że celowo kładł się do szpitala psychiatrycznego.

 

– W 2010 roku, w związku z moją kolejną sprawą karną, sąd skierował mnie na przymusowe leczenie psychiatryczne. Trafiłem do szpitala. Lekarze stwierdzili u mnie remisję. Od lat czuję się dobrze.

 

Zdzisław K. opowiedział także o swoich osobistych zatargach, a także niechęci do Mariusza Ś. Okazało się, że Ś. nie zapłacił mu za wszystkie tiry z papierosami (54), które w 1991 roku zostały sprowadzone przez Strefę Wolnocłową, ze względu na to, że jak się miał wyrazić Ś. „koszty wzrosły”. Ten zwrot został użyty w kontekście Jarosław Ziętary.

 

W czasie jednej z kłótni powiedziałem Mariuszowi, że nie po to zrobiliśmy przekręt z papierosami, by płacić jakimś bandziorom za zlikwidowanie kogoś. On na to stwierdził, że koszty wzrosły. Do dzisiaj nie oddał mi mojej części. Potem na lata zerwaliśmy kontakt. W 2016 r. spotkaliśmy się na chwilę. Powiedziałem mu, że znajoma nauczycielka chce napisać książkę o naszej przeszłości, a ja jej wszystko opowiem. On wtedy nazwał mnie szantażystą. Powiedział też, że jestem chory psychicznie. Ostatecznie kobieta, która miała napisać książkę, zmarła w 2018 r. Próbowałem też rozkręcić interes z jednym znajomym, ale Mariusz powiedział mu, że nie warto ze mną współpracować, bo jestem kapuś.

 

Oświadczenie Aleksandra Gawronika – ciąg dalszy z marca 2021

 

Jest to kontynuacja oświadczenia z poprzedniej rozprawy. Oskarżony skupił się na wykazaniu przed sądem, że zeznania głównego świadka oskarżenia Macieja B. pseudonim Baryła są niewiarygodne. Stwierdził, że Baryła ma potężne kłopoty w więzieniu z grypserami, w związku z zeznaniami, które składał przed sądem w Zielonej Górze, a w których miał pogrążyć innego więźnia. Sprawa Jarosława Ziętary ma, według Aleksandra Gawronika, odwrócić uwagę więźniów od tamtego wyroku. Jednak dla więźniów  sprawa Jarosława Ziętary jest nie znany, a człowiek obciążony zeznaniami Macieja B. jest jednym z nich. Aleksander Gawronik dowodzi, że Baryła może go obciążać, bo prokurator Kosmaty zadaje kierunkowe pytania, które potem potwierdza lub nie, Maciej B. Aleksander Gawronik próbował także wykazać istotne różnice pomiędzy zeznaniami, a stenogramem. Baryła, aby uwiarygodnić swoje zeznania przygotowuje się z różnych materiałów, a potem opowiada szczegóły, które zna z przeczytanych publikacji. Kopalnią informacji dla B. jest książka „Aleksander Gawronik gra o miliardy”. Z tej pozycji świadek miał zaczerpnąć takie informacje jak ubiór oskarżonego w latach 90 oraz marki i numery samochodów, które posiadał. Drugim źródłem wiedzy Macieja B. są artykuły Krzysztofa M. Kaźmierczaka, np. gangster przeprasza, chce odwołać zeznania. Padł też następujący zarzut byłego senatora: gdy coś jest nie na rękę Kosmatemu (prokurator oskarżający A. Gawronika –  przyp. Red.)  to Kaźmierczak walczy mediami.  Ponadto A. Gawronik wykazywał, że zeznania dotyczące mieszkania Ziętary, jego usytuowania (dziennikarz wynajmował pokój w dużym przedwojennym mieszkaniu) uniemożliwiały nasłuchiwanie, czy ktoś idzie po schodach, a także otworzenie drzwi kopniakiem, tak by nikt z sąsiadów nie zauważył.- Jest to człowiek który odsiaduje dożywocie za zabicie policjanta i chce wyjść. Dlatego przygotowuje się do rozpraw o czym zeznał inny świadek. B. przyznał też, że za akt łaski będzie konfabulował.