HUBERT BEKRYCHT: Czekając na medialny koniec rządowych rozliczeń opozycji

Dziennikarze popierający rząd Donalda Tuska mają spory kłopot, bo tzw. rozliczenia Zjednoczonej Prawicy przekroczyły już poziom absurdu. W Polsce wyraźnie widać łamanie zasad prawnych i obyczajowych, którymi od setek lat kieruje się cywilizacja judeochrześcijańska. Widzą to młodzi i starzy, widzą to też politycy. Wszystkich partii.

Niestety niesprawiedliwość w wymiarze sprawiedliwości zdaje się potwierdzać śmierć śp. Barbary Skrzypek trzy dni po przesłuchaniu jej w prokuraturze. Po przesłuchaniu, które prowadziła nie ukrywająca niechęci do prawicy prok. Ewa Wrzosek. Po przesłuchaniu, do którego nie dopuszczono adwokata wieloletniej dyrektor biura PiS i bliskiej współpracownicy prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Przesłuchaniu, którego celem był powrót do tzw. sprawy dwóch wież, sprawy dawno już wyjaśnionej. Przesłuchaniu, w którym uczestniczyli prawnicy powszechnie i bez zażenowania okazujący pogardę do ugrupowań konserwatywnych, w tym PiS.

Nie wolno mysleć

Media liberalne i lewackie związane z obecnym rządem już kilka godzin po ogłoszeniu śmierci śp. Barbary Skrzypek orzekły, że nie można powiązać zgonu kobiety z przesłuchaniem jej przez prokurator Wrzosek. Czy te media są rzetelne? Nie. Bo nie można niczego wykluczyć. A dziennikarz musi przynajmniej pytać. Pytać o związek przesłuchania z nagłą śmiercią osoby, która od lat pracowała na rzecz głównej polskiej partii prawicowej.

Może media rządowe przeraziły się gróźb prokuratury i prawników? Chodzi o mało subtelne oświadczenia o karach dla tych, którzy odważą się wątpić w to, że śmierci Barbary Skrzypek nie można łączyć z jej przesłuchaniem bez adwokata, za to w obecności znanych z prorządowych sympatii prawników. Media nie są nieomylne, ale nie mogą być naiwne. Słysząc oficjalne rządowe, koalicyjne, „komunikaty” o „absurdalności” zarzutów wobec orwellowsko-kafkowskiego przesłuchania pod nieobecność obrony, przypomina mi się ton mojej niespokojnej młodości.

Dojrzewanie do buntu

Otóż dorastałem, jak zdychała hydra komuny, zbrodniczy potwór, który najpierw sprzymierzył się z faszyzmem w 1939 roku, a potem dominował w naszej części Europy, zresztą nie tylko tutaj. W 1989 roku miałem 20 lat i wpatrywałem się w Okrągły Stół jak alkoholik w inny stół, gdzie stoją butelki. Jak człowiek, który jednak chcąc się wyrwać z jednego nałogu wpada w inne uzależnienie. Z tego uwielbienia dla koncesjonowanej przez Wałęsę, Michnika i Geremka opozycji wyrwały mnie zbrodnie komunistycznej bezpieki. Oficjalnie popełnione przez „nieznanych sprawców” morderstwa księży Stefana Niedzielaka, Stanisław Suchowolca i Sylwestra Zycha.

Myślano, że mordercy duchownych to pogrobowcy komunizmu, ale to byli i są komuniści. Milicjanci i esbecy wmawiali wszystkim, że jeden z księży spadł z krzesła a inny nadużył alkoholu. I dlatego zmarli… Odrażające. Komunizm to nie tylko obecny ustrój opresyjny Korei Północnej czy Kuby, ale to także mentalny stan wielu Polaków wierzących w bezstronność wymiaru sprawiedliwości bez prawa do adwokata dla osoby przesłuchiwanej.

Pęknięcia

Dlaczego o tym opowiadam? Bo po kłamstwach PRL o masowych morderstwach kapłanów tuż przez objęciem władzy przez liberalne skrzydło Solidarności, w wielu młodych ludziach, we mnie też, coś pękło. Przekonaliśmy się właśnie wówczas, że komuna przemalowana na socjaldemokratów nigdy nie przestanie łżeć. Tak jest do dzisiaj.

A media, które powtarzają albo, co gorsza, wierzą w kłamstwa komuny AD 2025, powinny się same rozwiązać płonąc ze wstydu. I już nigdy nie powracać do życia publicznego. Kiedy coś pęknie w zmanipulowanych młodych ludziach nienawidzących konserwatyzmu? Nie wiem, ale oby jak najszybciej.