ADAM SOCHA: Albo jesteś z nami, albo przeciw nam

Na samym początku mojej drogi dziennikarskiej, a pracę zacząłem 1 maja 1981 roku, dostałem lekcję obiektywizmu dziennikarskiego od śp. red. naczelnego tygodnika „Kontakty” Stanisława Zagórskiego. Otóż, jako dziennikarz uczestniczyłem w rozmowach wojewody łomżyńskiego z przywódcami mazowieckiego oddziału „Solidarności” w Łomży. W pewnym momencie widząc, że robotnicy nie radzą sobie z retoryką wojewody, wsparłem ich występując niejako w roli samozwańczego rzecznika prasowego.

 

Po powrocie do redakcji red. Zagórski zapytał mnie, w jakim charakterze byłem na spotkaniu u wojewody? Ta lekcja wystarczyła mi na całe dalsze zawodowe życie. Dodam, że „Kontakty” drukowały wszystko, co napisałem, nawet poszedł wywiad z Jackiem Kuroniem ze Zjazdu „Solidarności” w Hali Olivii (taki wywiad wydrukował jeszcze tylko „Sztandar Młodych”).

 

Obecnie, podczas trwających od 22 października ulicznych protestów po wyroku TK na temat aborcji eugenicznej, gros dziennikarzy i redakcji natychmiast stała się rzecznikami prasowymi, z jednej strony protestujących, a z drugiej strony rządu.

 

Ale to nie jest nihil novi pod polskim słońcem. To tylko kolejna odsłona tego samego widowiska. Ten podział ról dokonał się na dobre po zwycięstwie PiS-u w 2015 roku. Media, które nie uznały demokratycznego werdyktu (TVN, Wyborcza, Newsweek, Fakt, onet.pl) z miejsca zaczęły atakować rząd, a wszystkie chwyty stały się dozwolone. Z drugiej strony barykady uformował się obóz mediów, które wspomogły PiS w osiągnięciu zwycięstwa w wyborach (kluby „Gazety Polskiej”), po czym zaczął atakować media opozycyjne i opozycję.

W zasadzie w wielu przypadkach trudno było odróżnić, kto jeszcze występuje w roli dziennikarza, a kto już polityka? Np. Tomasz Lis krzyczący pod Sejmem na manifestacji KOD-u 19 grudnia 2015 roku:

Witam Was wszystkich: Komuniści, złodzieje, ludzie gorszego sortu. Ludzie, którzy nie mają głów, wszyscy zaprzedani. Mogą zamykać nam programy, wyłączać mikrofony, ale nigdy nie zamkną nam ust” – zaczął swoje wystąpienie Tomasz Lis. – „Czy pozwolimy odebrać sobie wolność i demokrację w imię kaprysu jednego człowieka?”

 

Wyborcza to od dawna aktywny uczestnik walki o władzę. Teraz wspiera Ogólnopolski Strajk Kobiet, także finansowo dołączając plakat ze słowem „Wyp………” oraz przekazując wpływy z prenumeraty na rzecz OSK.

 

To jeszcze mówił dziennikarz czy już polityk? Redaktor naczelny „Polityki” Mieczysław Franciszek Rakowski cały czas wbijał do głów swoim dziennikarzom: „pamiętajcie, nie jesteście tylko dziennikarzami, jesteście też politykami”. I ta nauka nie poszła w las.

 

Czytelnicy, którzy podzielili się na dwa nienawistne plemiona wręcz żądają od „swoich” mediów ostrego atakowania przeciwnika, wyłapywania i wyolbrzymiania każdego potknięcia, niezręcznego słowa. Czytelnicy zachowują się jak kibice na meczu bokserskim, krzyczą do swoich pięściarzy: „tak, dowal mu!, dobij go!”, nie widzą  żadnego ciosu poniżej pasa swojego zawodnika.

 

Ten rodzaj czytelników najbardziej nienawidzi dziennikarzy, którzy za wszelką cenę starają się zachować obiektywizm i pęłnić role lustra idącego gościńcem.

 

Doświadczyłem tego teraz, gdy przez trzy kolejne dni chodziłem w pochodach w Olsztynie i rozmawiałem z jego uczestniczkami, głównie studentkami. Publikowałem wiernie te rozmowy na portalu debata.olsztyn.pl, bez komentarza, jedynie dodając relacje z przebiegu demonstracji.

 

Czytelnicy z obu plemion byli niezadowoleni. Czytelnik utożsamiający się z strajkiem kobiet zarzucił mi na forum portalu, że moje rozmowy z protestującymi kobietami to…. Konfabulacja, że je zmyśliłem! (Mam nagrania). Domyślam się, o co mu chodziło. Zamiast jedynie rejestrować wypowiedzi, zadawałem pytania, wyrażałem swoje wątpliwości, co sprawiało, że niektóre rozmówczynie ukazywały pustkę w głowie. Czytelnik uznałby taki przebieg rozmowy, który byłby zgodny z przekazem dnia Marty Lempart. Nawet tak zaangażowane po stronie rewolucji Radio TOK FM (Grupa Radiowa Agory) przeprosiło słuchaczy za to, że do dyskusji w porannym paśmie o protestach po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ograniczającego prawo do aborcji zaproszono mało kobiet. – Popełniliśmy błąd. Nie odpowiedzieliśmy adekwatnie na sytuację, w której wszyscy się znaleźliśmy – przyznała redakcja.

 

Z drugiej strony fakt, że publikuję rozmowy z protestującymi kobietami przez czytelników utożsamiających się z PiS-em czy hierarchią kościelną osądzany jest jednoznacznie: portal debata.olsztyn.pl przeszedł na stronę „barbarii”.

 

Ale ja wiem, że jest milczący środek (nie dokonuje wpisów), który czyta mnie od dziesiątków lat i nigdy nie zawiódł się na mojej rzetelności. Redaktor naczelny „Gazety Olsztyńskiej” powiedział mi swego czasu: „Nawet ci, którzy ciebie nienawidzą, prywatnie przyznają, że Socha pisze prawdę”.

 

Toteż, tak jak ja, gdy wyszukuję wiarygodnych źródeł informacji, to sięgam np. po „Dziennik Gazetę Prawną” czy włączam Wydarzenia Polsatu, tak też są czytelnicy, którzy poszukują prawdy i jakoś wiedzą, na którym portalu, której redakcji, któremu dziennikarzowi można zaufać. Takich czytelników i takich dziennikarzy, niestety jest coraz mniej.

 

Masy nie potrzebują prawdy, zresztą w świecie ponowoczesnym kategoria prawdy przestała istnieć. Prawdą jest to, co zostanie tak nazwane przez dane medium.  Masy krzyczą: „Albo jesteś z nami, albo przeciw nam”. Syn Krauzego bije do krwi operatora TVP, bojówkarze we Wrocławiu atakują dziennikarki Wyborczej.

A będzie jeszcze gorzej.

 

Adam Socha