Pisarz i felietonista prasowy Jerzy Pilch nie żyje

Jerzy Pilch, pisarz i wieloletni felietonista różnych tytułów prasowych, zmarł w piątek w wieku 67 lat.

 

Felietony prasowe Pilch pisał regularnie od lat 90. ubiegłego wieku, publikował w „Tygodniku Powszechnym”, „Polityce”, „Dzienniku”, „Przekroju”.

Pisarz był aktywny do ostatnich dni życia – w nowym wydaniu „Polityki” ukazał się felieton, który napisał wspólnie z żoną.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia

 

Jacek Kurski będzie jeszcze raz powoływany do zarządu TVP

Po rezygnacji Marzeny Paczuskiej z funkcji członka zarządu TVP, Rada Mediów Narodowych ma uchylić swoją decyzję sprzed tygodnia o powołaniu do zarządu Jacka Kurskiego i powołać go tam jeszcze raz – poinformował portal Wirtualnemedia.pl.

 

Paczuska zrezygnowała z funkcji członka zarządu Telewizji Polskiej w piątek po południu bez podania przyczyny swojej decyzji. Jakiś czas później szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański przesłał do głosowania korespondencyjnego trzy uchwały –  pierwsza ustala, że zarząd Telewizji Polskiej liczy trzy osoby, druga uchyla uchwałę z zeszłego piątku o powołaniu Jacka Kurskiego do zarządu TVP, a trzecia ponownie powołuje Kurskiego na tę funkcję.

 

Powodem zamieszania są zapisy statutu Telewizji Polskiej, mówiące, że jej zarząd może liczyć od jednej do trzech osób. Pojawiły się więc opinie, że Kurski będąc czwartym członkiem zarządu może nie mieć mocy prawnej do reprezentowania spółki.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl

 

 

Michał Kołodziejczyk dyrektorem sportowym Canal+

Od 1 czerwca 2020 roku Michał Kołodziejczyk obejmie nowo utworzone stanowisko dyrektora redakcji sportowej Canal+.

 

Do jego zadań będzie należało m.in. zarządzanie pracą redakcji sportowej oraz rozwijanie nowych formatów redakcyjnych – zarówno na platformie satelitarnej, jak i internetowej Canal+.

 

Michał Kołodziejczyk przez ostatnie lata był redaktorem naczelnym WP SportoweFakty. Wcześniej pracował jako dziennikarz sportowy w „Rzeczpospolitej” i „Przeglądzie Sportowym”. Jest laureatem nagrody Press im. Bohdana Tomaszewskiego w 2019 roku. W 2017 roku został wyróżniony w konkursie o Nagrodę Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego za cykl wywiadów z polskimi sportowcami, a rok później otrzymał honorowe wyróżnienie za publikację o tematyce sportowej w konkursie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

opr. jka, źródło: Canal+, fot. YouTube

Trójka ma nowego szefa muzycznego

Nowym kierownikiem redakcji muzycznej Programu 3 Polskiego Radia został Mirosław Owczarek. Dotychczas funkcję tę pełnił Piotr Metz.

 

Owczarek w radiowej Trójce pracuje od 1997 roku, jak poinformował portal Wirtualnemedia.pl, poprowadzi on też najbliższe notowanie Listy Przebojów Trójki.

 

Nowy dyrektor stacji, Kuba Strzyczkowski namawia do powrotu Marka Niedźwieckiego i innych dziennikarzy, którzy odeszli z Trójki po zamieszaniu związanym z unieważnieniem notowania z 15 maja LPT. Część z nich, m.in. Piotr Metz, Bartosz Gil, Piotr Stelmach i Łukasz Szwed, pozytywnie odpowiedziało na tę propozycję.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl

Najczęściej cytowane media w kwietniu

Onet.pl po raz kolejny znalazł się na pierwszym miejscu rankingu „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce” przygotowanego przez Instytut Monitorowania Mediów. W kwietniu na informacje z tego portalu powoływano się  5381 razy.

 

Pierwszą trójkę dopełniają jeszcze radio RMF FM, na informację z tej rozgłośni powoływano się 4318 razy, oraz telewizja TVN24 z liczbą 4003 cytowań.

 

Za najbardziej opiniotwórczy tytuł prasowy uznana została „Rzeczpospolita”, która cytowana była w mediach łącznie 3426 razy. Za nią, z wynikiem 1671 cytowań, znalazła się „Gazeta Wyborcza”. Trzecie miejsce przypadło „Super Expressowi” (1 505 wzmianek).

 

W kategorii portali internetowych poza Onetem na podium trafiły  jeszcze Wirtualna Polska, z wynikiem 2503 cytowania, oraz Interia.pl  (1599 cytowań).

 

Wśród stacji telewizyjnych za TVN24 znalazły się: Polsat News (2856 wzmianek) i TVP Info (1402 cytowań).

 

W kwietniu, poza RMF FM, najczęściej powoływano się jeszcze na informacje z następujących rozgłośni radiowych: Radia ZET (1452 cytowania) oraz  Programu 1 Polskiego Radia (1170 cytowań).

 

jka, źródło: Instytut Monitorowania Mediów

Kuba Strzyczkowski nowym dyrektorem radiowej Trójki

Kuba Strzyczkowski został w poniedziałek powołany na stanowisko dyrektora Programu 3 Polskiego Radia. Dotychczasowy szef rozgłośni, Tomasz Kowalczewski zrezygnował ze stanowiska.

 

W Trójce od przeszło tygodnia trwa kryzys spowodowany unieważnieniem Listy Przebojów, ze stacją pożegnało się wielu czołowych dziennikarzy.

 

Jak informuje portal Wirtualnemedia.pl, cytując Monikę Kuś z biura zarządu Polskiego Radia, w poniedziałek dyrektor stacji Tomasz Kowalczewski zwrócił się do zarządu PR „z prośbą o przyjęcie jego rezygnacji z pełnionej funkcji”.

 

Jego wniosek został przyjęty, a na szefa Trójki powołana Kubę Strzyczkowskiego.

 

Dziennikarz z Programem 3 Polskiego Radia związany jest od ponad 30 lat. Ostatnio prowadził audycję „Za, a nawet przeciw” i niektóre popołudniowe wydania „Zapraszamy do Trójki”. Discover a premium Saunas, Baths, BBQ grills and wood fired Hot Tubs for sale

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia

Radio Wnet świętuje swoje 11. urodziny

25 maja 2009 roku z tarasu Hotelu Europejskiego na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie Radio Wnet, wówczas jeszcze tylko internetowe, nadało swoją pierwszą audycję.

 

Z tej okazji przypominamy historię tej rozgłośni opracowaną w formie kalendarium w ubiegłym roku, z okazji 10. rocznicy powstania Radia Wnet, przez Barbarę Petrozolin-Skowrońską (czytaj tutaj).

 

Od listopada 2018 roku Radio Wnet nadaje program w Warszawie, na częstotliwości 87,8  FM, oraz w  Krakowie 95, 2 FM. Niedługo rozszerzy swój zasięg.

 

„Dzisiaj 11 urodziny @RadioWNET. 12 studiów na żywo. Od 7.07 do 22. Włącz radio na http://wnet.fm lub UKF w W-wie (87,8) i Krakowie (95,2). Od 1 lipca we Wrocławiu, a wnet w Białymstoku, Szczecinie, Lublinie, Łodzi i Bydgoszczy” – zapowiedział na Twitterze szef Radia Wnet Krzysztof Skowrónski

 

 

 

 

Bez „Salonu politycznego Trójki” i Listy Przebojów

W poniedziałkowy poranek nie wyemitowano wywiadów z cyklu „Salon Polityczny Trójki”. Prowadzącą tę audycję Beata Michniewicz poszła na zaplanowany urlop.

 

Po zamieszaniu wokół Listy Przebojów Trójki z rozgłośni odeszło wielu dziennikarzy i z anteny spadają kolejne audycje. W ubiegłym tygodniu były kłopoty za zapełnieniem grafiku „Zapraszamy do Trójki”. W ostatni piątek zaś nie wyemitowano nowego wydania Listy Przebojów.

 

„Dziś po godzinie 19.00 zagramy przeboje znane z trójkowej anteny. Czynimy tak z szacunku dla słuchaczy i wszystkich prowadzących ten kultowy program, a przede wszystkim dla Marka Niedźwieckiego, który zdecydował się zakończyć współpracę z Programem 3 Polskiego Radia” – poinformowano.

 

Wyniki głosowania zamieszono jedynie na stronie internetowej listy. Na pierwszym miejscu znalazła się piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”.

 

W czwartek Monika Kuś z biura zarządu Polskiego Radia zakomunikowała, że trwają prace nad nową ramówką Trójki. „Kierownictwo Anteny przygotowuje obecnie nową, atrakcyjną ofertę programową” – stwierdziła.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl

 

 

 

Na początku była rozmowa – o Krzysztofie Kąkolewskim w 5. rocznicę śmierci opowiada MARTA SIECIECHOWICZ

Kąkolewski mówił, że aby opisać daną historię, najpierw musiała go ona zafascynować osobiście jako człowieka, a dopiero później oceniał ją pod kątem materiału na reportaż. Twierdził, że nie ma czegoś takiego jak bezstronne czy obiektywne opisanie rzeczywistości, bo żaden reporter nie jest w stanie zdystansować się do otaczającego świata, ale posiada własne odczucia i przemyślenia – mówi Marta Sieciechowicz, autorka wywiadu-rzeki z Krzysztofem Kąkolewskim „Potwór z Saskiej Kępy” w rozmowie z Tomaszem Nowakiem.

 

 

Joanna i Krzysztof Kąkolewscy, lata 90. XX w., źródło: M. Sieciechowicz, „Potwór z Saskiej Kępy”, Wyd. von Borowiecky, Warszawa 2009.

 

Mija piąta rocznica śmierci wybitnego reportażysty Krzysztofa Kąkolewskiego (1930-2015). Co po nim zostało w polskim reportażu?

 

Był jednym z twórców i „ojców założycieli” polskiego reportażu powojennego. Zostawił po sobie ogromny dorobek przede wszystkim w dziedzinie reportażu prasowego, który przyniósł mu największą sławę w latach 60 i 70. XX wieku. Był wtedy prawdziwą gwiazdą, o Ryszardzie Kapuścińskim czy Hannie Krall mało kto wówczas słyszał, chociaż byli rówieśnikami. Zaczynał jako reporter interwencyjny, czyli śledził afery gospodarcze lub kryminalne. Dzisiaj nazywane jest to dziennikarstwem śledczym. Później zaczął wydawać książki z gatunku literatury faktu, a jego największe dzieła to: „Jak umierają nieśmiertelni”, „Co u pana słychać?”, „Wańkowicz krzepi”, „Baśnie udokumentowane”, „Dziennik tematów”. Z późniejszych zaś to przede wszystkim „Umarły cmentarz” – zapis drobiazgowego śledztwa w sprawie tzw. pogromu kieleckiego z 1946 r. opublikowany w 50. rocznicę wydarzeń oraz trylogia „Generałowie giną w czasie pokoju” – dziennikarskie śledztwo m.in. w sprawie morderstwa byłego premiera PRL Piotra Jaroszewicza i jego żony, komendanta głównego policji gen. Marka Papały, ministra sportu Jacka Dębskiego.

 

Warto wspomnieć, że Kąkolewski był także autorem książek beletrystycznych.

 

O tym już mało kto pamięta, ale na podstawie jego najbardziej znanego kryminału „Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię” został nawet nakręcony film z Zygmuntem Hübnerem w roli głównej. Kąkolewski był współautorem scenariusza i zagrał w nim małą rólkę. Starał się także ująć pojęcie reportażu w ramy teoretyczne, zdefiniować, czym jest reportaż. To on jest autorem hasła „reportaż” w „Słowniku literatury polskiej XX wieku”. Spod jego pióra wyszło kilka teoretycznych rozprawek na temat reportażu jako gatunku literackiego. Przez 40 lat prowadził także seminarium z reportażu na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, jego uczennicami były m.in. Barbara Wachowicz i Joanna Siedlecka.

 

Melchior Wańkowicz, który nazwał Kąkolewskiego „profesorem reportażu”, ocenił opisywanych przez niego bohaterów, że nie są ani świętymi, ani szujami. Co decydowało o wyborze przez Kąkolewskiego bohaterów i tematów reportaży?

 

Kąkolewski mówił, że aby opisać daną historię, najpierw musiała go ona zafascynować osobiście jako człowieka, a dopiero później oceniał ją pod kątem materiału na reportaż. Twierdził, że nie ma czegoś takiego jak bezstronne czy obiektywne opisanie rzeczywistości, bo żaden reporter nie jest w stanie zdystansować się do otaczającego świata, ale posiada własne odczucia i przemyślenia. Tę mityczną dziennikarską bezstronność mogło tylko zastąpić ukazanie danej historii z różnych stron,  słowami uczestników głównych bohaterów, świadków, znajomych. Czynnikiem decydującym była więc jego ciekawość świata i drugiego człowieka, mechanizmy, jakie rządzą jego postępowaniem, motywacje. Tematy, które poruszał, często były związane z nim samym i jego przeżyciami, bardzo często z wojną, która wybuchła, gdy miał 9 lat i przez którą stracił ojca we wrześniu 1939 r. w obronie Warszawy.

 

„Literatura faktu, która uzależniona jest od materiału wydobywanego z życia, wymaga pewnych specyficznych technik, które dotąd są właściwie nieznane i same w sobie są fascynujące” – stwierdził Kąkolewski. Co miał na myśli? Czy nie wystarczy rzetelnie opisać to, co się widzi i wie na podstawie wiarygodnych źródeł?

 

Myślę, że Kąkolewski mówił o pewnych predyspozycjach do zawodu reportera. Główną i podstawową jest wspomniana już przeze mnie ciekawość świata i drugiego człowieka. Człowiek i jego historia jest w centrum zainteresowania reportera. „Rzetelny opis” może być zastosowany np. do opisu wieżowca, tzn. ile ma pięter, jaki jest kolor tynku. Z ciekawością świata wiąże się intuicja, która jest cechą wrodzoną, talentem, „iskrą Bożą” daną nam za darmo.

 

Która albo jest, albo jej nie ma.

 

Tak, podobnie wewnętrzna wrażliwość, umiejętność obserwacji, spostrzegawczość i fundamentalna dla reportera umiejętność słuchania, zwrócenie się do bohatera, zainteresowanie jego losem, za co on odwdzięcza się swoją historią. Uważam, że największym sukcesem pisarza i reportera jest usłyszeć od rozmówcy słowa: „jeszcze nikomu tego nie mówiłem, pani/panu pierwszej/pierwszemu to opowiadam”. Być może jest to umiejętność z pogranicza psychoterapii, psychiatrii czy psychologii. Umiejętność empatii, życzliwości w stosunku do drugiego człowieka, wydaje się być kluczowa. Wielu z nas patrzy i słucha, ale tylko nieliczni widzą i słyszą. Kąkolewski do nich należał. Dzięki temu potrafił ujrzeć w losach swych bohaterów to, czego oni sami nie potrafili, bo nie widzieli się w kontekście, w dystansie, w całej historii. On tę historię, dzięki nim tworzył. Podobnie było ze zdarzeniami… Można powiedzieć w uproszczeniu, że Kąkolewski wiązał je w fabułę, odkrywając przed czytelnikiem ich ukryte przyczyny, przebieg i konsekwencje. Wiedział, że nie ma przypadków i to pozwalało mu odkrywać konkretną historię i podawać czytelnikowi jakby mówiąc: widziałeś dom, a nie zobaczyłeś domowników, widziałeś domowników, a nie zobaczyłeś, że nie stanowią domu…

 

Co było dla niego podstawą warsztatu reporterskiego?

 

Warsztat reportera jest czymś bardzo indywidualnym. Melchior Wańkowicz napisał o tym w „Karafce La Fontaine`a” gdzie szczegółowo opisał m.in. metodę sporządzania kartoteki do książki. To było przed erą komputerów, więc gromadził kilogramy papierowych fiszek selekcjonowanych według z góry ustalonego planu. Kąkolewski twierdził z kolei, że „plan to najgorsza rzecz, jaką można zrobić”. Podstawą jego pracy była wspomniana już umiejętność znalezienia bohatera-tematu. Nie trzeba zastrzegać numeru telefonu, a ludzie sami się odezwą – mówił Kąkolewski miał zdolność maksymalnej koncentracji np. w czasie rozmowy z bohaterem i notowania – to było przed erą dyktafonów – najważniejszych rzeczy podczas rozmowy. Uważał, że dyktafon rozleniwia, powoduje, że stajemy się mniej czujni w czasie rozmowy, a konieczność notowania powoduje maksymalne skupienie na temacie i rozmówcy.

 

W jaki sposób selekcjonował fakty?

 

Wykorzystywał swoją wysoko rozwiniętą zdolność dedukcji, kojarzenia wydarzeń, słów i opowieści, które w trakcie zbierania materiałów do książki, potrafił powiązać z innymi, na pozór niemającymi związku z głównym tematem. W praktyce wyglądało to tak, że notatki, fotografie czy zapisane przemyślenia umieszczał w podpisanych odpowiednio kopertach, które odpowiadały poszczególnym wątkom w temacie. Takich kopert mogło być kilkadziesiąt, niektóre nie zostały wykorzystane, niestety, przed jego śmiercią i mogą do dziś skrywać sensacyjne informacje.

 

Kąkolewski eliminował potoczność z wypowiedzi bohaterów swoich reportaży. Czy to nie sprawiało, że ich słowa traciły naturalność i stawały się sztuczne?

 

Czym innym jest język mówiony, a czym innym pisany. Inaczej pisze się do gazety, a inaczej pisze się książkę. Redakcja wypowiedzi nie może spowodować wypaczenia jej sensu, należy także pozostawiać specyficzne dla danej osoby cechy wypowiedzi, np. regionalizmy czy powiedzenia gwarowe. Nie ma to nic wspólnego ze sztucznością, raczej jest to szlifowanie tekstu. U każdego pisarza wygląda to inaczej. Hanna Krall twierdziła, że im mniej słów, tym lepiej. Z kolei Wańkowicz był „wielbicielem” słowa, typem staropolskiego gawędziarza, który swoje opowieści mógł pisać, pisać i pisać… Takie pisanie jest już sztuką, ale, jak wiadomo, u podstaw każdej sztuki jest rzemiosło.

 

Bohater naszej rozmowy podkreślał znaczenie gatunku dziennikarskiego, jakim jest wywiad. Czy zawsze w wywiadzie wszystko zależy od dziennikarza? Czy miejsce przeprowadzania rozmowy miało dla niego znaczenie?

 

Na początku był wywiad, czyli rozmowa – tak można by rozpocząć historię dziennikarstwa. Znalezienie bohatera to połowa sukcesu, ale można go zmarnować poprzez nieumiejętne przeprowadzenie rozmowy. Podstawą jest zainteresowanie i zaangażowanie w los bohatera. To od dziennikarza zależy, czy bohater się otworzy i opowie swoją historię, czy nie. Dlatego niedopuszczalne jest okazywanie wrogości wobec swojego rozmówcy, walka z nim czy potępianie w trakcie rozmowy. Napastliwość dziennikarska, tak dzisiaj rozpowszechniona w mediach, nie ma nic wspólnego z prawdziwym reportażem. Miejsce przeprowadzenia rozmowy, jak twierdził Kąkolewski, ma znaczenie psychologiczne dla naszego rozmówcy. Nie lubił umawiać się w mieszkaniach prywatnych swoich bohaterów. Uważał, że to ich rozprasza, czy wręcz rozleniwia, dlatego najchętniej umawiał się na terenie neutralnym, w miejscach publicznych, bo tam mógł zaobserwować swojego bohatera i jego reakcje w obcym otoczeniu; w swoim domu, na swoim terenie, był przewidywalny, czuł się pewnie, mógł górować nad reporterem. To są techniki warsztatowe, bardzo indywidualne dla każdego pisarza, wykształcone w ciągu lat praktyki, niepowtarzalne i nieprzekazywalne.

 

Znakomita większość jego reportaży powstała w PRL. Jaki wpływ na ich tematy miała sytuacja polityczna i cenzura?

 

Kąkolewski wspominał, że na wielu spotkaniach autorskich pytano go, dlaczego nie zajął się sprawą Katynia, tylko zbrodniami hitlerowskimi. Pomijając już próby relatywizacji tych zbrodni, z czym mamy dziś do czynienia, podobnie zresztą jak w okresie PRL, choć oczywiście wektor się przesunął i jest teraz skierowany na wschód, to Kąkolewski niezmiennie odpowiadał, że ukształtowała go wojna z Niemcami, i pisał o tym, co dotknęło go osobiście w dzieciństwie. Stąd także wybór tematów, m.in. jego słynna książka „Co u pana słychać?” – seria wywiadów z nieosądzonymi zbrodniarzami hitlerowskimi, która ukazała się w połowie lat 70. Temat, wydawałoby się wtedy bezpieczny, a jednak spotkał się z ostrą krytyką. Podobnie było z inną książką „Jak umierają nieśmiertelni” – temat był bardzo nośny medialnie, ale także określany jako „pochodzący ze zgniłego zachodu”. Mógł sobie pozwolić na takie tematy, kiedy już zdobył pewien rozgłos po kilkunastu latach pracy jako reporter kryminalny i opisujący także wiele afer gospodarczych – takie tematy były dopuszczalne w PRL-u, a wręcz oklaskiwane ze względu na starania władzy o „piętnowanie” postaw antysocjalistycznych. Kąkolewski miał także poparcie Jerzego Putramenta i Romana Bratnego, czego nigdy się nie wypierał i do końca życia był im wdzięczny za m.in. pomoc w wyjeździe do RFN czy USA. Przyglądając się działalności twórczej Kąkolewskiego w okresie PRL musimy ponadto wziąć pod uwagę uwarunkowania, jakim twórczość literacka podlegała wówczas, ale i podlega dziś, tj. po 1989 r. Kąkolewski działał w sytuacji typowej dla polskiego twórcy od ponad 300 lat, ale jednak – przynajmniej w latach 50. XX w. – uskrajnionej. Ten twórca musi przede wszystkim nauczyć się wykorzystać krótkie momenty między kolejnymi formami okupacji i zniewolenia. Kąkolewski miał tę umiejętność, ale za jej zastosowanie w konkretnych wypadkach płacił ogromną cenę. Płacił ją nie tylko za możliwość realizacji swych pomysłów twórczych, reporterskich, literackich, ale przede wszystkim za możliwość życia. Dziś, póki co, twórca płaci za swą wolność tworzenia „tylko” jakością życia, jeśli śmiercią, to nie sensu stricto. W okresie młodości Kąkolewskiego męczeństwo nie było pluszowe. Heroizmu wymagajmy przede wszystkim od siebie, potem od sobie współczesnych, a wreszcie „unikajmy aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń”.

 

Dlaczego Melchior Wańkowicz nazywał Kąkolewskiego „szakalem, który czeka na padlinę”, a Stanisław Dygat mówił, że jest „potworem”?

 

Melchior Wańkowicz i Stanisław Dygat to jego najwięksi przyjaciele. Kąkolewski miał zwyczaj, że na każdym spotkaniu autorskim wspominał o nich przynajmniej w kilku słowach. Szanował ich, a ich zdanie o nim i jego twórczości bardzo sobie cenił. Te dwa określenia dotyczyły spraw zawodowych, opisują cierpliwość, wytrwałość i skuteczność Kąkolewskiego jako autora, pisarza i reportera. Więź z Wańkowiczem była dosyć specyficzna, ponieważ Wańkowicz otwarcie mówił, że nie bardzo lubi jego książki, a nawet, że nie bardzo je rozumie, ale jednak doceniał odrębność drogi pisarskiej Kąkolewskiego, pisał o nim i utrzymywał kontakt do śmierci. Efektem tej przyjaźni był wywiad-rzeka „Wańkowicz krzepi”. Dygata poznał najpierw poprzez jego książki, najpierw były „Pożegnania”, a potem „Jezioro Bodeńskie”. W Dygacie podziwiał przede wszystkim przenikliwość i intuicję, zdarzało się, że Dygat dzwonił do niego w czasie oglądania telewizji i mówił: „żebyś ty widział, jak facet kłamie, coś fenomenalnego”.

 

Spędziła pani sporo czasu z Kąkolewskim, czego owocem jest wywiad-rzeka zatytułowana „Potwór z Saskiej Kępy”. Chętnie o sobie opowiadał czy trzeba było wszystko mozolnie wyciągać z niego?

 

Był niezwykle i przerażająco inteligentnym człowiekiem. Rozmowa z nim wymagała olbrzymiej koncentracji i wysiłku, także fizycznego. Każde spotkanie trwało kilka godzin, a po Kąkolewskim, który miał już wówczas siedemdziesiąt kilka lat, w ogóle nie było widać zmęczenia. Kilkadziesiąt lat spędzonych na pracy twórczej sprawiło, że wiedział już na początku mojego pytania, o co chcę zapytać i odpowiadał bardzo obszernie, robiąc przy okazji dygresje, z których wyłaniał się nowy wątek rozmowy. Był niesłychanie grzeczny i uprzejmy, nigdy nie przerywał. Przy każdej rozmowie była obecna jego żona, Joanna Kąkolewska, która służyła pomocą i przypominała niektóre fakty czy daty. Sam wiele razy wspominał, że żona jest jego osobistym menedżerem, sekretarzem i ochroniarzem, że także w pracy twórczej jest więcej niż jego  współpracownikiem.

 

Jakim był człowiekiem?

 

Sam o sobie mówił, że jest egoistą, egomanem i egocentrykiem, a jednocześnie był skierowany w 100 procentach w stronę rozmówcy.

 

Rozmawiał Tomasz Nowak

 

 

 

Jacek Kurski wraca do zarządu Telewizji Polskiej

Przewodniczący Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański ogłosił głosowanie w sprawie określenia liczby członków zarządu TVP, a także powołania członka zarządu TVP. Jedynym kandydatem był Jacek Kurski.

 

Jak tłumaczył Czabański w wypowiedzi dla portalu Wirtualnemedia.pl, z wnioskiem o poszerzenie składu zarządu o Jacka Kurskiego wystąpił p.o. prezesa TVP Maciej Łopiński.  – Przyjęliśmy generalną, niepisaną zasadę w Radzie Mediów, że to prezes może formować zarząd. To nie wynika z prawnych przesłanek, ale prezes jako lider zespołu kierowniczego ma prawo do istotnego głosu przy formowaniu zarządów, więc ja ten wniosek pana Łopińskiego uznałem za trafny i poddałem go pod głosowanie – wyjaśniał przewodniczący RMN.

 

W piątek po południu okazało się, że powrót Jacka Kurskiego do zarządu TVP poparli członkowie rady rekomendowani przez PiS: Krzysztof Czabański, Joanna Lichocka i Elżbieta Kruk, a przeciw byli  Juliusz Braun (rekomendowany przez PO) i Grzegorz Podżorny (zasiadający w radzie z ramienia Kukiz’15).

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl

 

Marek Niedźwiecki oczekuje przeprosin od Polskiego Radia i TVP

Marek Niedźwiecki złożył pismo przedprocesowe, w którym domaga się od Polskiego Radia i Telewizji Polskiej przeprosin za informacje sugerujące, że zmanipulował wyniki głosowania Listy Przebojów Trójki.

 

W oświadczeniu, które w czwartek pojawiło się w mediach, Niedźwiecki napisał:

 

„Jutro miało być 1999. notowanie Listy Przebojów Trójki. Dla mnie już go nie będzie. To nie jest dobry ani łatwy czas – ani dla Trójki, ani dla mnie.

Złożyłem dziś wezwanie przedprocesowe do władz Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Robię to nie tylko dla siebie, ale też dla Słuchaczy, bo stworzyliśmy wspólnie coś wyjątkowego. Oczekuję od wezwanych oficjalnych przeprosin oraz przekazania kwoty 10 tys. złotych na rzecz lekarzy walczących z pandemią.

Żegnam się z Trójką, ale nie z Ludźmi Trójki, bo wciąż jesteśmy RAZEM. To tylko tango…”

 

W piśmie przedprocesowym dziennikarz domaga się, aby Polskie Radio i TVP zamieściły oświadczenie, w którym każdy z nadawców „przeprasza Pana Marka Niedźwieckiego za rozpowszechnienie nieprawdziwej i niczym nieuzasadnionej informacji o rzekomych nieprawidłowościach dotyczących Listy Przebojów Programu Trzeciego”.

 

Marek Niedźwiecki odszedł z Trójki po zamieszaniu jakie wynikło wokół ostatniego notowania Listy Przebojów, po wygraniu piosenki Kazika Staszewskiego „Twój ból jest lepszy niż mój”. Dyrektor Programu 3 Polskiego Radia Tomasz Kowalczewski stwierdził, że wyniki LP zostały zmanipulowane. Cała sytuacji wywołała falę odejść wielu dziennikarzy Trójki.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl, fot. Wikipedia