Odszedł o. Andrzej Koprowski, twórca redakcji programów katolickich w TVP

W wieku 80 lat, na oddziale covidowym w Szpitalu Praskim w Warszawie,  zmarł jezuita o. Andrzej Koprowski. W latach 1989-1997 kierował redakcją programów katolickich w TVP, był też dyrektorem programowym Radia Watykańskiego.

 

Koprowski urodził się 11 marca 1940 roku w Łodzi, do zakony jezuitów wstąpił w 1961 roku, święcenia kapłańskie przyjął 24 czerwca 1969 roku. W 1979 roku został rektorem Collegium Bobolanum w Warszawie.

 

W latach 1989 – 1997 był szefem redakcji programów katolickich w Telewizji Polskiej,  jednocześnie od 1992 do 1997 roku kierował Katolickim Biurem Informacji i Inicjatyw Europejskich (OCIPE) w Warszawie, które organizowało m.in. kursy dla dziennikarzy prasy lokalnej. W 1997 roku został przełożonym Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego, funkcję tę sprawował do 2003 roku. Rok później  rozpoczął prac w Radiu Watykańskim, był m.in. jego dyrektorem programowym. Do Polski powrócił w 2015 roku. W ostatnich latach tłumaczył ksiązki z języka włoskiego.

 

opr. jka, źródło: jezuici.pl

Prezes PiS: Media niepolskie powinny być w naszym kraju wyjątkiem

Musimy mieć własne media, a media niepolskie powinny być w naszym kraju wyjątkiem, rzadkim wyjątkiem. To jest niełatwa i niekrótka, ale jedyna możliwa droga obrony naszej wolności i naszej suwerenności – powiedział Jarosław Kaczyński w rozmowie w telewizji wPolsce.pl.

 

Prezes PiS i wicepremier w wywiadzie odniósł się do przejęcia przez PKN Orlen Polska Press, wydawcy prasy i portali lokalnych należącego dotąd do niemieckiej firmy.

 

– To jest jedna z najlepszych wiadomości w ciągu ostatnich lat. To jest pierwszy krok w drugą stronę. My pozbawiliśmy się w wielkiej mierze mediów, na rzecz czynników poza polskich, głównie niemieckich z ogromną stratą dla naszej suwerenności nie tylko państwa, ale narodu. Proszę zwrócić uwagę, że media niemieckie odegrały w latach 90. ogromną rolę w demoralizowaniu młodzieży. I to takim demoralizowaniu wulgarnym, prymitywnym – powiedział Jarosław Kaczyński.

 

Dodał, że będziemy mogli uzdrowić tę sytuację, jeżeli będziemy szli drogą rozpoczętą decyzją prezesa Orlenu Daniela Obajtka.

 

– Przypomnę państwu, że kiedy jedna niezbyt znacząca gazeta codzienna została przejęta przez nie-Niemców w Niemczech, uruchomiono potężną kampanię i skończyło się tym, że ta gazeta w ręce niemieckie powróciła. Czyli oni mają prawo do bronienia swojej suwerenności w tej super ważnej sferze, ale odmawiają tego prawa innym. Smutne, że niektórzy w Polsce ten pogląd wspierają, występując rzekomo w imieniu narodu, którego w tej sprawie nie pytali. Musimy mieć własne media, a media niepolskie powinny być w naszym kraju wyjątkiem, rzadkim wyjątkiem. To jest niełatwa i niekrótka, ale jedyna możliwa droga obrony naszej wolności i naszej suwerenności – zauważył wicepremier.

 

Prezes PiS podkreślił, że media są bardzo ważne dla budowania silnego państwa.

 

– Media można porównać do znaczących części mózgu i jednocześnie układu nerwowego człowieka. Człowiek, któremu by to odebrano nie może funkcjonować w sposób wolny i tak samo naród, któremu to odebrano, jest w bardzo trudnej sytuacji. Nie zgadzajmy się na to. Wszystkie opowieści, że kapitał nie ma narodowości, że wszystkie mechanizmy przez wieki definiujące relacje między państwami i narodami nagle przestały funkcjonować to bajki, które najsilniejsi gracze opowiadają w sposób intencjonalny. Powodem jest wciąż silna intencja do dominowania nad słabszymi. My wskutek biegu historii, także wskutek naszych własnych win, jesteśmy wciąż w słabszej pozycji, ale idziemy dobrą drogą żeby ją bardzo wzmocnić. Jesteśmy też wciąż na tyle licznym narodem, by być w siłą znaczącą. Siłą gospodarczą, militarną, ale i ducha. Tutaj media mają fundamentalne znaczenie –  powiedział Jarosław Kaczyński.

 

opr. jka, źródło: wPolsce.pl

 

 

Podczas Strajku Kobiet zaatakowano dziennikarkę Mediów Narodowych

Jedna z pań, która trzymała megafon, prosto w moje prawe ucho zaczęła wykrzykiwać wulgarne hasło. Inne osoby atakowały mojego operatora kamery, starały się wyrwać mu sprzęt  – opowiadała dziennikarka Mediów Narodowych Agnieszka Jarczyk w rozmowie z Radiem Wnet.

 

Zdarzenie miało miejsce podczas środowych demonstracji Strajku Kobiet pod Trybunałem Konstytucyjnym. Wśród dziennikarzy relacjonujących to wydarzenia byli przedstawiciele redakcji Mediów Narodowych.

 

– Podeszliśmy bliżej do tych ludzi, żeby usłyszeć, co Marta Lempart ma do powiedzenia, jakie są ich przemowy. Udało mi się zacząć rozmowę z pierwszą kobietą, którą tam spotkałam, która była chętna na rozmowę – opowiadała w czwartek na antenie Radia Wnet dziennikarka MN Agnieszka Jarczyk. – Udało mi się zadać dwa pytania, po czym zauważyłam, że tłum się bardzo zacieśnia. Zostałam w pewnym momencie odłączona od mojego operatora kamery, zepchnięta gdzieś tam na tył. Pani Marta Lempart podeszła z mikrofonem, obok niej stała jakaś kobieta z megafonem. Przez ten megafon wykrzykiwała wulgarne słowa, hasło główne ich zgromadzenia. Marta Lempart powiedziała, że z faszystami i z prowokatorami się nie rozmawia. Te określenia były skierowane pod adresem Mediów Narodowych – stwierdziła Jarczyk.

 

Po wystąpieniu Lempart pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego, ekipa Mediów Narodowych wycofywała się w stronę placu Na Rozdrożu.

– Uszliśmy jeszcze może z trzy czy cztery kroki, po czym jedna z pań, która trzymała megafon, prosto w moje prawe ucho zaczęła wykrzykiwać wulgarne hasło przewodnie tego zgromadzenia – opowiadała Jarczyk. – Moje ucho było w stanie bardzo złym, zaszumiało mi i generalnie miałam problem, żeby coś usłyszeć. Po chwili to nieco zelżało. Wówczas też inne osoby atakowały mojego operatora kamery, starały się wyrwać mu sprzęt.  Mi z kolei jeden z chłopaków wyrywał co chwilę mikrofon. W końcu ten mikrofon upadł na jezdnię, ja go podniosłam. Nie zdążyliśmy nawet sprawdzić, czy działa, bo były tam przepychanki, wykrzykiwano też w naszą stronę wulgarne hasła. Generalnie było bardzo niebezpiecznie. Po chwili jeden z chłopaków wyrwał nasz sprzęt do nagrywania i uciekł z nim – powiedziała.

 

Ekipa szukała pomocy u policjantów, jeden z nich skierował ich na komisariat na Wilczą.

 

– Poszliśmy tam, zgłosiliśmy napaść i kradzież sprzętu do nagrywania. Ja jeszcze zgłosiłam napaść wymierzoną w celu uszczerbku na zdrowiu. Przyznam, że ucho boli mnie dalej, do tego momentu. To nie było, że tam był jakiś szum i to przestało – mówiła Jarczyk.

 

Protest Centrum Monitoringu Wolności Prasy w tej sprawie czytaj TUTAJ.

 

opr. jka, źródła: Radio Wnet, medianarodowe.com

Magazyn „Dobre Wnętrze” ma nową naczelną

Nową redaktor naczelną magazynu „Dobre Wnętrze” została Agnieszka Gruszczyńska-Hyc. Zastąpiła ma tym stanowisku Iwonę Ławecką-Marczewską, która odeszła z Grupy ZPR Media.

 

Agnieszka Gruszczyńska-Hyc jest już szefową innych marek tego wydawcy – pisma  – „M jak Mieszkanie” oraz serwisu Urzadzamy.pl. Teraz będzie łączyła te funkcje ze stanowiskiem naczelnej „Dobrego Wnętrza”. Firma tłumaczy, że łączenie kompetencji zespołów redakcyjnych online i offline jest kolejnym etapem strategii szerokiego udostępniania jakościowych treści zróżnicowanym grupom odbiorców.

 

Poprzednia redaktor naczelna „Dobrego Wnętrza”,  Iwona Ławecka-Marczewska, która kierowała tym pismem od listopada 2007 roku, odeszła z Grupy ZPR Media.

 

Agnieszka Gruszczyńska-Hyc jest związana z rynkiem mediów architektonicznych i wnętrzarskich od 2001 r, funkcję redaktor naczelnej magazynu „M jak Mieszkanie” objęła w 2011 roku, a serwisu Urzadzamy.pl w 2017 roku.

 

opr. jka, źródło: wirtualnemedia.pl

 

 

 

 

 

Ryszard Gromadzki został współpracownikiem „Do Rzeczy”

Ryszard Gromadzki rozpoczął współpracę z tygodnikiem „Do Rzeczy”. Dziennikarz przez wiele lat związany był z Telewizją Republika, rozstał się z tą stacją w październiku ubiegłego roku.

 

Jak poinformował redaktor naczelny „Do Rzeczy”, Paweł Lisicki, cytowany przez portal wirtualnemedia.pl, Gromadzki będzie w tygodniku pisał teksty i przeprowadzał wywiady dotyczące tematyki politycznej i społecznej.

 

Dziennikarz od 2013 roku pracował w Telewizji Republika, prowadził tam programy publicystyczne i informacyjne. Odszedł z tej stacji pod koniec października 2020 roku.

 

opr. jka, źródło: wirtualnemedia.pl, fot. YouTube/Do Rzeczy

Nowy serial dokumentalny w TVP1 o naukowcach i odkrywcach

„Geniusze i marzyciele” to cykl jedenastu filmów dokumentalnych o polskich naukowcach i odkrywcach. Opowiadają o nich autorytety i historycy z całego świata. Premiera pierwszego odcinka w telewizyjnej Jedynce w środę, 27 stycznia o godz. 21.

 

Ręczna kamera filmowa, kamizelka kuloodporna, podstawy produkcji mikroprocesorów, oznaczenie grup krwi, czy kolorowa fotografia, to tylko kilka przykładów odkryć i wynalazków, z których korzysta cały świat. Przyczynili się do nich polscy naukowcy, którzy działali w pierwszej połowie XX wieku, ich życie i dokonania przybliży serial dokumentalny wyprodukowany przez Telewizję Polską.

 

Pierwszy film pt. „Henryk Magnuski. Twórca walkie talkie” w reżyserii Marka Gajczaka przybliży sylwetkę i dokonania Henryka Magnuskiego (1909-1978). Polski inżynier był pionierem bezprzewodowej komunikacji oraz pierwszych modeli podręcznej radiostacji. Stworzył też system umożliwiający lądowanie po zmroku samolotów na lotniskowcach, który pomógł Amerykanom w czasie wojny na Pacyfiku.

 

Bohaterami kolejnych odcinków będą: Stefan Banach, Stefan Bryła, Jan Czochralski, Ludwik Hirszfeld, Józef Hofmann, Antoni Kocjan, Kazimierz Prószyński, Zygmunt Puławski, Jan Szczepanik, Czesław i Tadeusz Tańscy.

 

Filmy z cyklu „Geniusze i marzyciele” pokaże premierowo TVP1, w każdą środę o godzinie 21, powtórka na antenie TVP Dokument.

 

opr. jka, źródło: Telewizja Polska

Grupa RMF planuje uruchomić stację RMF News

Grupa RMF pracuje nad uruchomieniem nowej stacji RMF News zwierającej więcej informacji – podaje portal Wirtaulnemedia.pl.

 

Rozgłośnia, która ma się pojawić w internecie na platformie rmfON.pl zaproponuje słuchaczom serwisy informacyjne, komentarze, więcej aktualnych wydarzeń, ale mniej muzyki.

 

Na stronie rmf24.pl losowo można natrafić na ankietę do wypełnienia dotyczącą stacji RMF News. Słuchacze mogą w niej m.in. ocenić hasło, które miałoby promować nową rozgłośnię.

 

Właściciel Grupy RMF, firma Bauer, nie komentuje tych doniesień.

 

Platforma RMF ON umożliwia słuchanie RMF FM, RMF Classic, RMF Maxxx oraz specjalnych playlist.

 

opr. jka, źródło: wirtualnemedia.pl

 

Michał Majewski: Nie będę prosił o prawo łaski, grzywnę zapłacę sam

Nie będę organizował zbiórek, by zapłacić wysoką grzywnę za obronę laptopa Latkowskiego. Zapłacę ją sam. Nie będę też wnosił o prawo łaski do prezydenta po wyroku skazującym mnie za ochronę źródeł informacji – napisał w oświadczeniu były dziennikarz „Wprost” Michał Majewski odnosząc się do wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który potrzymał orzeczenie pierwszej instancji skazujące go na 18 tys. grzywny.

 

Sprawa dotyczyła akcji funkcjonariuszy ABW w  redakcji „Wprost” w 2014 roku, którzy domagali się wydania nośników nagrań podsłuchanych rozmów z udziałem polityków ówczesnego rządu PO-PSL.  Dziennikarze nie chcieli ujawnić źródeł informacji i wydać nośników. W gabinecie ówczesnego redaktora naczelnego „Wprost” Sylwestra Latkowskiego doszło do szarpaniny.

 

W lutym 2020 r. Sąd Rejonowy w Warszawie skazał m.in. Michała Majewskiego na grzywnę w wysokości 18 tys. zł uznając go winnym przestępstwa z art. 224 par. 2 Kodeksu karnego, zgodnie z którym „podlega karze ten, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej”.

 

W grudniu wyrok ten podtrzymał sąd drugiej instancji. Po upublicznieniu przez Majewskiego tej informacji, decyzja sądu spotkała się z ostrą krytyką środowiska dziennikarskiego. Protest w tej sprawie wystosowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP (czytaj TUTAJ).

 

W poniedziałek wieczorem na portalu Onet.pl ukazało się oświadczenie Michała Majewskiego, w którym skomentował wyrok sądu. Poniżej jego pełna treść.

 

Nie będę organizował zbiórek, by zapłacić wysoką grzywnę za obronę laptopa Latkowskiego. Zapłacę ją sam. Nie będę też wnosił o prawo łaski do prezydenta po wyroku skazującym mnie za ochronę źródeł informacji. Skąd bierze się moja decyzja i dlaczego ją podejmuję?

 

„Poproś prezydenta o łaskę, sprawa jest przecież ewidentna”, „Daj tylko sygnał, a zbierzemy te blisko 20 tysięcy na grzywnę i opłaty sądowe w trzy kwadranse”, „Nie można zbierać na grzywnę? Zbierzemy na coś innego, przekażemy i będziesz miał z czego zapłacić. Wielu się dorzuci, niezależnie od poglądów!” – takich wiadomości odebrałem w ostatnich dniach wiele.

 

Co tu kryć? Było to wzruszające, bo głosy szły absolutnie w poprzek okopów polsko-polskiej wojny. Odezwali się ci, którzy wklejają na Facebooka osiem gwiazdek, ci którzy są za obecną władzą, wreszcie ci, którzy patrzą na to wszystko z półdystansu.

 

Dużo osób po prostu poczuło, że w tamtej scenie w gabinecie naczelnego Wprostu, przed blisko siedmiu laty, nie szło o jakiś płaski spór, ale o zasadę fundamentalną. Taką oto, że funkcjonariusze tajnych służb przemocą nie powinni wyrywać dziennikarzowi laptopa, w którym ma wiadomości od informatorów zastrzegających anonimowość.

 

A gdy jednak do takich scen dojedzie, dziennikarz, bez stosowania przemocy, ma prawo, a nawet obowiązek, powiedzieć: „Nie”.

 

Rozumieli to dziennikarze z najróżniejszych stron od Onetu, przez WP, TVN, Rzeczpospolitą, RMF, Dziennik po Gazetę Polską, czy Sieci. We wspólnym oświadczeniu pisali w 2014 roku: „Stop, tak władza postępować wobec mediów nie może”.

 

No dobrze, powie ktoś. Widać, że masz poczucie niesprawiedliwego potraktowania. Dlaczego nie zbierzesz tych pieniędzy w trzy kwadranse albo nie poprosisz o łaskę?

 

Tu muszę się do czegoś przyznać. Ów wyrok skazujący mnie na grzywnę zapadł 11 grudnia, ładne kilka tygodni temu. Nie pochwaliłem się tym długo, czułem absmak związany z tym rozstrzygnięciem. Musiałem to sobie ułożyć w głowie. Może to jest myślenie naiwne, ale kiedy idziesz do Pałacu Sprawiedliwości, jakim jest sąd, masz prawo oczekiwać, że spotkasz tam ludzi, którzy widzą kontekst, rozumieją zderzenie fundamentalnych racji, potrafią to wyważyć i brać pod uwagę przy podjęciu decyzji.

 

Tak się nie stało, a nie kryję, że liczyłem na rozważniejszą refleksję sądu.

 

Nie chcę wchodzić w argumentację, czy kryła się za tym polityka, poglądy, zbyt wąskie widzenie świata. Nie mam wystarczających przesłanek, by prowadzić takie dywagacje. Ale cała ta sytuacja, jej absurdalność doprowadziły mnie do przekonania, że takich sytuacji tygodniowo w kraju muszą być dziesiątki. Gdy człowiek w sytuacji oczywistej zostaje potraktowany niesprawiedliwie przez system.

 

Nie, nie prowadzi mnie to do pomysłu założenia Biura Interwencji Obywatelskiej, do jeżdżenia po kraju, szukania przykładów patologii, nie będę czytał tysięcy stron akt sądowych, które mnie przysypią. To nie jest mój żywioł i nie moja natura.

 

Co do dalszych kroków. Doszedłem do wniosku, że nie mam w dzisiejszej sytuacji moralnego prawa wykorzystywania własnej uprzywilejowanej pozycji do zbierania pieniędzy, czy ubiegania się o akt prezydenckiej łaski. Przekazałem wyroki Rzecznikowi Praw Obywatelskich, by zbadał, czy w jego ocenie sprawa nadaje się na kasację. Rozważę też, czy nie złożyć skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ale nie będę zbierał pieniędzy, ani ubiegał się o łaskę. Dlaczego?

 

Byłem znanym dziennikarzem, zdobyłem w tym zawodzie wszystko, co było do zdobycia, jestem partnerem w dobrze prosperującej w firmie doradczej Bridge, obserwuje mnie na Twitterze blisko 100 tysięcy ludzi, mam na wyciągnięcie ręki liderów opinii. Inni, niesprawiedliwie potraktowani, nie mają takich możliwości dotarcia do decydentów. Po prostu w mojej opinii, nie mam moralnych podstaw, by korzystać ze swej pozycji.

 

Odbyłem w zeszłym tygodniu rozmowę z Piotrem Wysockim, który jest szefem Bridge, a w latach 90. był jednym z najlepszych dziennikarzy śledczych i ciągle pozostaje czuły na kwestie wolności słowa oraz sprawę reporterskiej ochrony źródeł informacji. I Wysocki powiedział rzecz, która przeważyła w moim myśleniu o tej historii. Urządzanie zbiórki, która byłaby omijaniem systemu i puszczaniem oka, oznaczałoby rozmienianie się na drobne. Chcesz mówić o ważnych sprawach, zasadach, łamaniu reguł, a jednocześnie zbierasz „pieniądze na laptopa”, które są w rzeczywistości zbiórką na grzywnę? Nie przystoi.

 

Nie chcę niesmaku, gdy z mojego punktu widzenia stało się coś istotnego, jeśli idzie o zasady związane z wolnością słowa i ochroną źródeł informacji.

 

W kwestii ułaskawienia. Myślę, że ta sprawa doskonale nadaje się na zastosowanie aktu łaski. Ale nie będę o to wnosił do prezydenta. I nie ma to kompletnie nic wspólnego z polityką, czy poglądami. Chodzi o to, że za sprawą mojej sytuacji mogłoby to zostać odczytane jako wykorzystywanie pozycji we własnej sprawie. Bo historia była głośna, bo jestem znany, mam relacje z liderami opinii, wpływowymi politykami, urzędnikami, czy dziennikarzami.

 

Nie chciałbym, żeby ktoś zaczął się zastanawiać nad tym w ten sposób: „Ciekawe, czy na takie ułaskawienie mógłby liczyć dziennikarz z powiatowego miasteczka, który zderzył się z lokalnym układem władzy? Zapewne miałby niewielkie szanse, bo nie ma tej rozpoznawalności, a o jego sprawie szerzej nikt by się nie dowiedział”.

 

Nie czułbym się komfortowo, gdyby takie głosy pojawiały się w debacie i gdyby wychodziły na pierwszy plan.

 

Broń Boże, nie chcę robić z siebie ofiary. Po prostu chcę mieć mandat i czystą kartę do mówienia głośno o mrożącym charakterze takich rozstrzygnięć sądowych na postawy dziennikarzy, o niewystarczającej ochronie ze strony wydawnictw, o braku wyobraźni przy wydawaniu takich wyroków. To jest ważne i dotyczy wszystkich, niezależnie od poglądów.

 

Na koniec, dziękuje za głosy wsparcia, za oferty finansowej pomocy. Były szczere, autentyczne, a ich autorzy nie szukali rozgłosu. Jeśli uznacie za stosowne przekażcie te pieniądze na pomoc reporterom. Może gdzieś w małych miasteczkach, z dala od stolicy. Tym, którzy nie mają takich zasięgów i możliwości. Też to zrobię, gdy tylko uporam się z własną grzywną.

 

opr. jka, źródło: Onet.pl, fot. YouTube

 

Olga Mickiewicz-Adamowicz przechodzi do Radia 357

Wybitna reportażystka radiowa Olga Mickiewicz-Adamowicz odchodzi z Polskiego Radia i przechodzi do Radia 357.

 

Dziennikarka, której teksty publicystyczne możemy też czytać na portalu sdp.pl (TUTAJ), pracę w publicznej rozgłośni rozpoczęła w 2010 r., cztery lata później trafiła do Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia. Jest autorką licznych reportaży radiowych, za które otrzymała szereg wyróżnień, m.in. nagrodę  im. Adolfa Bocheńskiego, przyznawaną przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Srebrnego Melchiora, czy nagrodę specjalna KRRiT.

 

Jak poinformowała portal sdp.pl, w Radiu 357 nadal będzie robiła reportaże oraz wydawała audycje. Niewykluczone, że poprowadzi też swój program.

 

red.

 

 

Papież Franciszek: dziennikarstwo wymaga spotkania

Kryzys w przemyśle wydawniczym niesie niebezpieczeństwo informacji tworzonych w redakcjach, przed komputerem, w agencjach, w sieciach społecznościowych, bez wychodzenia na ulice, bez „zdzierania butów”, bez spotykania osób – pisze papież Franciszek w Orędziu na 55. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu.

 

W dokumencie zatytułowanym  „«Chodź i zobacz» (J 1, 46). Komunikować, spotykając osoby, tam gdzie są, i takie, jakie są” Franciszek zwraca uwagę na jeden z głównych problemów współczesnych mediów jakim jest tworzenie materiałów dziennikarskich „za biurka”, przez telefon czy internet bez osobistego kontaktu z człowiekiem.

 

„Uważne głosy od dawna narzekają na ryzyko spłaszczenia w «gazetach kopiach» czy w wiadomościach telewizyjnych, radiowych i na stronach internetowych, zasadniczo jednakowych, gdzie gatunek wywiadu i reportażu traci miejsce i jakość na rzecz informacji, która się sprzeda, «pałacowej», autoreferencyjnej, która w coraz mniejszym stopniu ukazuje prawdziwy stan rzeczy i konkretne życie ludzi i która nie jest już zdolna uchwycić najpoważniejszych zjawisk społecznych ani pozytywnej energii, uwalniającej się u podstaw społeczeństwa – pisze papież.

 

Dalej przestrzega: „Jeśli nie otworzymy się na spotkanie, pozostaniemy widzami z zewnątrz, pomimo technologicznych innowacji, które mogą stawiać nas wobec rzeczywistości poszerzonej, w której, jak się nam wydaje, jesteśmy zanurzeni”.

 

Franciszek, zwracając się do ludzi mediów, nawiązuje do słów z Ewangelii św. Jana: „Chodź i zobacz”. Zdanie to odnosi się do poznania Jezusa przez uczniów. To dzięki spotkaniu odmieniło się ich życie. Ten biblijny przykład papież przekłada na rzeczywistość pracy dziennikarzy.

 

„«Chodź i zobacz» jest najprostszym sposobem, aby poznać rzeczywistość. To najbardziej uczciwa weryfikacja każdej wiadomości, ponieważ, aby poznać, trzeba spotkać, pozwolić, aby ten, kto stoi przede mną, opowiedział mi, pozwolić, aby jego świadectwo dotarło do mnie – zauważa Franciszek.

 

Papież w Orędziu pisze również o zaletach i zagrożeniach mediów społecznościowych. Z jednej strony udostępniają one informacje z pierwszej ręki, umożliwiają wszystkim komunikowanie wydarzeń, które mogłyby zostać pominięte przez media tradycyjne. Z drugiej strony jednak istnieje niebezpieczeństwo przekazywania fałszywych informacji.

 

„Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za nasz przekaz, za informacje, które podajemy, za kontrolę, której razem możemy dokonywać odnośnie do fałszywych wiadomości, demaskując je. Wszyscy jesteśmy wezwani, by być świadkami prawdy – aby pójść, zobaczyć i się podzielić” – podkreśla papież.

 

opr. jka, źródło: episkopat.pl, fot. Wikipedia