Home / Publicystyka  / ŁUKASZ WARZECHA: Językowego terroru ciąg dalszy

ŁUKASZ WARZECHA: Językowego terroru ciąg dalszy

W sierpniu ubiegłego roku napisałem na portalu SDP tekst o autyzmie (TUTAJ). A właściwie nie o autyzmie, ale o tym, jak rzuciła się na mnie całkiem spora grupa osób za to, że na Twitterze określiłem ustępującego wówczas marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego jako autystycznego. Zarzucono mi, że „stygmatyzuję” osoby autystyczne, a tego typu użycie słowa „autystyczny”, w potocznym znaczeniu, powinno być tępione. Ba, co bardziej krewcy zaczęli się nawet skrzykiwać na Facebooku pod hasłem skierowania pozwu. Nie wiem wprawdzie, o co i w czyim imieniu. Żaden do mnie nie dotarł.

 

Pisałem wówczas, że jeśli poddamy się swoistemu terrorowi językowej poprawności, która każe nam rezygnować z każdego określenia, mogącego kogoś rzekomo urażać, wkrótce obudzimy się w warunkach językowej cenzury. Pisałem wówczas między innymi:

 

Czy mogę napisać, że jakiś projekt jest „kulawy”? Też nie, bo obrażam inwalidów. Przepraszam: „sprawnych inaczej”. Nie wolno zapewne napisać, że ktoś jest bezmózgi, bo – jak wiadomo – bywa niestety, że dziecko rodzi się właśnie bez tego najważniejszego organu. Trzeba też wykluczyć słowa „kretyn” czy „skretyniały”. Nie można powiedzieć, że ktoś nie ma jaj, bo i takie schorzenie występuje. Absolutnie nie wolno pisać, że ktoś jest traktowany jak trędowaty, bo w ten sposób stygmatyzuje się osoby chorujące na trąd.

 

Nie trzeba było długo czekać. Oto bowiem Rada Etyki Mediów (abstrahuję teraz od kształtu i kompetencji tego ciała do czegokolwiek) musiała zająć się skargą na Piotra Maślaka, prowadzącego w Tok FM program „Pierwsze Śniadanie”. Maślak powiedział w programie 6 listopada, że rząd zachowuje się w sprawie epidemii „jak ślepy w składzie porcelany”. Pomińmy tu fakt, że dziennikarz dość autorsko potraktował związek frazeologiczny, mówiący o słoniu, a nie ślepcu (wówczas może odezwaliby się obrońcy tzw. praw zwierząt). Istotne jest, że na Maślaka poskarżono się do REM, zarzucając mu dokładnie to samo, co zarzucano mnie w przypadku opisu cech Kuchcińskiego. Jak napisały Wirtualne Media: „W skardze zaznaczono, że radio Tok FM jest bardzo wyczulone na wszelkie przejawy seksizmu, rasizmu, homofobii i każdego rodzaju dyskryminacji osób i grup społecznych. – W tym kontekście używanie metafor dyskredytujących osoby niewidome jest bezmyślne i wręcz haniebne – napisano w skardze. – Zwracamy się o zajęcie stanowiska i ewentualne wyciagnięcie stosownych konsekwencji wobec redakcji radia Tok FM”. REM powodów do interwencji jednak nie znalazła – i dobrze.

 

Historia ta jest w pewnym sensie zabawna, ponieważ stanowi kolejną ilustrację powiedzenia o tym, że rewolucja zjada własne dzieci. Jako że Tok FM od lat jest w awangardzie postępu, nic dziwnego, że jakiś jego słuchacz postanowił być świętszy od papieża i uznał, że dziennikarza trzeba ukarać za „stygmatyzowanie” niewidomych.

 

Ostrzegałem przed ponad rokiem, że językowe przewrażliwienie jest instrumentem przekształcania świadomości, zmierza bowiem do wytresowania nas w taki sposób, abyśmy odczuwali obawę przed wyrażaniem jakiegokolwiek bardziej zdecydowanego zdania, przed użyciem jakiejkolwiek wyrazistszej metafory, bo przecież kogoś możemy urazić. Tylko naiwni – być może działający nawet z dobrymi intencjami – mogą uznać próbę eliminacji z języka potocznych znaczeń określeń takich jak autystyczny, ślepy, debil itd. za niewinny odruch pomocy i wyciągnięcie ręki do ludzi dotkniętych dolegliwością, do której odnoszą się te określenia.

 

Terror poprawności politycznej w języku przejawia się między innymi uznaniem, że nie ma różnicy pomiędzy agresją fizyczną a słowną oraz przesunięciem granicy tej ostatniej tak bardzo, że do agresji słownej zostaje zaliczone niemal wszystko, co nie jest apologią danej grupy. Wystarczy zatem nie pochwalać, aby uznano, że się atakuje, a ten atak właściwie niczym się nie różni od agresji fizycznej.

 

Tępienie potocznego znaczenia słów typu „autystyczny” czy „ślepy” to jedynie jeden z wielu wątków tej strategii. Jako dziennikarze i publicyści nie powinniśmy jej ulegać, zwłaszcza że język jest naszym narzędziem pracy. Dlatego też to my przede wszystkim będziemy na celowniku zwolenników przebudowywania świadomości poprzez cenzurowanie języka – jako dający przykład i wzorce. Tym bardziej nie powinniśmy pozwolić się sterroryzować.

 

Łukasz Warzecha

Podziel się!

Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Publicysta "Do Rzeczy". Karierę dziennikarską rozpoczynał w tygodniku „Najwyższy Czas!” Był redaktorem działu opinii dziennika „Życie” oraz wieloletnim komentatorem w „Fakcie”. Publikował m.in. w tygodniku „wSieci” oraz w dzienniku „Rzeczpospolita”. Był jednym z prowadzących program „W tyle wizji” w TVP Info. Obecnie jego teksty ukazują się m.in. w „Super Expressie” i na portalu Onet.pl.

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close