Home / Publicystyka  / O Radiu Wnet i jego twórcy – laurka STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

O Radiu Wnet i jego twórcy – laurka STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

Będzie o Krzysztofie Skowrońskim (lat 55 właśnie obchodzi). Ale napiszę tylko o Krzysztofie dziennikarzu: o zdolnościach (wrodzonych i nabytych), o codziennej pracy (… zasuwaniu) i miłości (Radio Wnet, właśnie od lat 11-stu, też jubileusz). 

 

Filozofował, studiował (i chyba nadal to robi). Szedł sobie ulicą Myśliwiecką i przeczytał ogłoszenie na płocie budynku Polskiego Radia, że jest pracowniczy konkurs. Wszedł i dość długo z nim gadali. No i właśnie jego wybrali. Ale tak naprawdę zafascynował się pracą na fonii dopiero po zetknięciu się z Andrzejem Woyciechowskim. Ów przy poznaniu wydawał się człowiekiem dość mrocznym, żeby nie powiedzieć ponurym. Poznałem go w domu Michael’a Castex’a, korespondenta Agence France Press, w stanie wojennym. Zaczęliśmy gadać, drinkując i przesiedzieliśmy całą noc. Był to niezwykły gość. Żony nasze poszły spać, a my rozmawialiśmy o wszystkim – o Żydach – polskich i obcych.

 

Krzysztof pracował z Andrzejem kilka lat w Radio Zet, które było i jest dobre do dziś. Drugie w Polsce pod względem słuchalności. Tylko RMF FM ma więcej.

 

To chyba wtedy w Zetce zamarzyło się Krzysztofowi, własne radio. Ba! Chcieć, a mieć to daleka droga. Ale zaczął step by step. Ruszyła maszyna… po drogach i szynach. Najpierw z Hotelu Europejskiego (oczywiście przed przebudową). Maleńkie 2 pokoiki, zapchane sprzętem, kilkuosobowa załoga (oszczędność personalna obowiązuje we „Wnecie” do dziś) i coraz liczniejsi goście, potem była Koszykowa, pokoik, ale już z balkonikiem, tak jak na Nowym Świecie w Zet-ce. I można było kopsnąć szluga, gdy leciała piosenka. Wreszcie przenosiny do PASTY na piąte piętro – piękny widok na Marszałkowską i Świętokrzyską. Świadomość, że nadaje się z historycznego gmachu, gdzie gościny radiu udzielili najczcigodniejsi kombatanci – AK-owcy.

 

Udało się. Trwa. I idzie ciągle jak burza.

 

Najważniejszy jest Poranek Radia Wnet – od 7:07 do 9-tej, 10-tej, w dni powszednie. W Warszawie na częstotliwości 87,8 MHz, w Krakowie 95,2 MHz. Zasięg po kilkadziesiąt kilometrów wokół miast. Ale w internecie oczywiście – z szybkością światła na cały świat. Miast polskich z lokalnymi redakcjami – WNET będzie więcej, już są przydzielone nowe koncesje. Ale jak to wszystko uruchomić? – duma redaktor, prezes, właściciel. Redaktorowanie, menedżerowanie to praca nie na parę rąk. Prawą – jest Lech Rustecki, facet który naprawdę potrafi wszystko od techniki, kalkulowania, po dziennikarzenie – ma świetne pomysły i doskonale sam prowadzi własne audycje. Krzysztof Skowroński jak już będzie miał potężne, ogólnopolskie konsorcjum, na pewno odpuści trochę menedżerowania. Ale na pewno nie zrezygnuje z wydawania i prowadzenia programów. Dziś ma już wielką pomoc Magdaleny Uchaniuk i Łukasza Jankowskiego. Idą już młodzi, ale głównie ta trójka tworzy „Poranki”.

 

7:07 wyrusza yellow submarine i przenosimy się w Polskę i świat. Chętnie piszę o tychże porankach Wnetu, bo słucham i lubię. Krzysztof ma świetne oko poławiacza talentów, a może przede wszystkim słuch radiowy. Celnie wybiera. Daje pole działania i szanse zawodowe. Oczywiście szkoli, ale tak, że się tego nie czuje. O wszystkich, zawsze wszystko wie i oni wiedzą. Pomaga, podpowiada, życzliwie słucha. Taki mały zespół da się opanować, ale wszyscy muszą chcieć i lubić to co robią. W molochach radiostacyjnych redaktorostwo nadrzędne wiecznie planuje, dyskutuje i kontroluje. W prawdziwej redakcji, prawdziwych redaktorów – nie ma na to czasu. Tu się pracuje na pełnych obrotach. Każdy robi wiele. Tu się szybko rozwijają. Orły rosną. I to jest prawdziwa wartość dodana. Bo przecież pójdą kiedyś w świat, wzbogacą swoimi umiejętnościami rynek.

 

Tymczasem władza łoży na molochy zapominając o dobrych praktycznych szkołach dziennikarskich w małych rozgłośniach i studiach. Wielkie fabryki żurnalistów mieszają PR-owców z dziennikarzami. Tam na jednego, jedną idą wielkie pieniądze (lokale, wykładowcy, etc.). We Wnecie uczą się pracując. Należałoby sypnąć grosza z państwowej kasy – obojętnie czy z edukacji czy kultury. Obserwowałem wielu dziś ważnych w polityce jak walczyli o popularność. Pomagało „Wnet”. Pora na rewanż. Lepiej dać więcej dobrym, niż trwonić na partaczy.

 

Krzysztof jest z rodziny dziennikarskiej (mama nadal w akcji). Ma czworo dzieci i ładną żonę. 50-cio 60-cio latek, to najlepszy wiek dla aktywnego faceta. Już wie i jeszcze może … dużo zrobić. Zrywa się więc o 5. rano, gna z Saskiej (Kępy) na Zielną. Piętra tu wysokie i gmach za stalowym szkieletem przedwojennej myśli inżynieryjnej, który nie poddał się nawet 300 pociskom. Na piątym witają go uśmiechnięte twarze. Już słychać Beatlesów, a oni jeszcze biegają między pokojami. Ostatnie ustalenia. Jest gorąco. Ale bez paniki. I wreszcie antena, oczywiście na żywo. Nagrywanki zabiją radio. Jeśli z jednej strony przy mikrofonie siedzi reporter a z drugiej słuchacz – więź jest. Czasem coś trzaśnie na liniach, prychnie, chwila ciszy – trudno. Radio robi się dla słuchaczy i oni muszą ufać, że to idzie „na żywo”.

 

Krzysztof ma świetną pamięć. Nie lubi kartek – gubi je i zostawia. Zna muzyków i zespoły. Jedynie sam śpiewać nie potrafi. Za to „nawija” znakomicie – lekko, wyraźnie, a przede wszystkim ciekawie. Nazywamy to radiowym słuchem. Można się w tym poprawiać, ale tak naprawdę, to trzeba się z tym urodzić. Lub nie!

 

Dziennikarstwo to pasja. To słychać, a nawet widać wyraźnie oczami wyobraźni. Jeśli się ją ma. Z tym w społeczeństwie jest coraz lepiej. Nudziarze idą do lamusa.

 

Przed wyborami politycy garną do radia. I ono im pomaga. Niestety, gdy się opierzą na ogół zapominają co komu zawdzięczają. Tak to już jest. A z próżnego nawet Salomon…

 

Redaktorzy „WNET” wymyślają różne akcje, zbiórki pieniężne. Ostatnia – daje szansę umieszczenia reklam za darmo. Akcja się rozwija. Dobrze by było, żeby jej beneficjenci pamiętali kto w dobie koronawirusa im pomagał.

 

„WNET” to ważny lufcik, bo oprócz słuchania daje obrazki na portalu (WNET.FM), a także wydaje niecodzienną, największą (gabarytowo) gazetę „Kurier”. Przez ostatnie dwa miesiące był tylko w wersji elektronicznej, ale już w lipcu będzie również nakład papierowy. Głównie sprzedawany w klubach książki i prasy. Kupujcie! Oprócz edycji głównej dołączane są jeszcze „Kuriery” – Śląski i Wielkopolski.

 

Dziennikarstwo – szczególnie reporterka – to taka choroba, którą trzeba lubić. Inaczej się nie da znosić trudy, ryzyko i kiepskie zarobki (a często pracę za friko). Wszystko można znieść, jeśli jest sukces. Ten zaś zależy od utrzymania niezależności. Redakcje nudzą, gdy dały się zawładnąć komuś lub czemuś. Następuje demobilizacja i zniechęcenie. Smutek i żal. To jednak można odkręcić byle znaleźć właściwego lidera.

 

Wodzu prowadź! To jest klucz do programu, popularności. Wódz musi być zdrowy, pracowity i odważny. Gdy program zaczyna się rano wszystko jeszcze może się zdarzyć. Życie wartko się toczy i tłoczy. Trzeba je łapać za rogi i prawdziwie przedstawiać, choć w skrócie.

 

Dżingle, piosenki sprawy nie załatwią. Podstawą jest wybór tego co się chce powiedzieć ludziom. Ogólne ramy nakreśla szef. Wypełniają je współpracownicy. Mądry szef potrafi słuchać, ale w robocie trzeba działać konsekwentnie.

 

Radio Wnet jest konserwatywne, prawicowe. Bóg, honor, ojczyzna – tak, ale i otwarta krytyka wobec wszystkich. Świętych krów nie ma. Słyszymy oto, że młody minister zżyma się na prowadzącą program – „zadaje pani pytania z tezą”. „Panie ministrze, powtórzę pytanie…” mówi prowadząca.

 

Dobry szef, w dodatku sam aktywny w fonii cieszy się, gdy depczą mu po piętach współpracownicy. I tak się dzieje.

 

11 lat to już ponad dekada. A „Wnet” wciąż przyśpiesza. Z respektem wobec słuchacza. Troszczą się tu by było na antenie to co najważniejsze u nas, na świecie – od Tajwanu, przez Liban, Włochy, Hiszpanię, Anglię, Irlandię, Niemcy, Czechy, Słowację, Ukrainę (świetny Bobołowicz), po USA.

 

Informacje, komentarze, wywiady. Szpiegiem rzeczywistości trzeba się urodzić. Jest to pazerna ciekawość świata. Talent – praca to się przeplata.

 

Ktoś powie, że piszę laurki. A czemu nie, skoro tak właśnie uważam. Poza tym rocznica – to rocznica. Na krytykę zawsze jest pora. A prawdziwa cnota jej się nie boi, ani krytyki ani … pochwał. Zresztą, teraz w naszym pięknym kraju krytyki (nawet chamskiej w Sejmie, sobie nie żałujemy). Nawet koronawirus u nas się przestraszył. Głupich zresztą nie brakuje. Na szczęście mądrych jest więcej. To oni słuchają WNET-u.

 

„Radio – robimy radio” – słychać na falach płynących z PASTY. Róbmy! Warto!

 

Stefan Truszczyński

Podziel się!

Dziennikarz, reporter, publicysta, dokumentalista filmowy. Pracował w prasie, telewizji publicznej i telewizjach prywatnych; doświadczenie w kierowaniu dużymi zespołami. W dorobku ma programy telewizyjne - wielkie transmisje, kilkadziesiąt godzinnych wywiadów na żywo z najważniejszymi - najbardziej znanymi ludźmi w Polsce, reportaże i filmy dokumentalne z kilkunastu krajów - był kilkakrotnie korespondentem wojennym (m.in. w Chorwacji), przez ponad 30 lat organizował wyprawy i realizował filmy o tematyce podwodnej - głównie o wrakach z II wojny światowej leżących na dnie Bałtyku. Angażuje się w obronie ludzi i ich spraw. Żonaty, mieszka w Warszawie od ponad pół wieku (po studiach na Polonistyce UW). Członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close