Home / Publicystyka  / Po Machale – ks. ARTUR STOPKA o sprzedanym dziennikarstwie

Po Machale – ks. ARTUR STOPKA o sprzedanym dziennikarstwie

Jest istotna różnica między sprzedawaniem efektów swojej pracy, a sprzedaniem się. Życie dowodzi, że w świecie mass mediów granica między tymi dwoma transakcjami bywa niebezpiecznie cienka i łatwo ją przekroczyć, zignorować lub w ogóle jej nie zauważyć.

 

Na długo pozostanie symbolem przekraczania granic między dziennikarstwem a działem sprzedaży firmy”. Tak przeszłość Tomasza Machały,  byłego już redaktora naczelnego czołowego w polskojęzycznym Internecie portalu Wirtualna Polska widzi dziennikarka jednego z tygodników opinii. Być może. Jednak w całej sprawie nie o symbole chodzi, lecz o codzienną praktykę w delikatnej sferze finansowania środków społecznej komunikacji, takich jak gazety, radio, telewizja czy rozmaite przedsięwzięcia w globalnej sieci. Łatwo dostrzec, że wśród komentarzy odnoszących się do tej kwestii, sporo jest głosów pesymistycznych. Może się okazać, że konkretny ujawniony przypadek będzie dla dysponentów mediów przestrogą skłaniającą nie do zmiany na lepsze obowiązujących w ich firmach standardów i stopnia ich przestrzegania, lecz do skuteczniejszego maskowania rozmaitych wątpliwych działań i trzymania buzi na kłódkę.

 

Media, aby istnieć i spełniać swoją społeczną misję, potrzebują środków. Dzisiaj bardzo często mamy do czynienia z odwróceniem celów. Właściciele i zarządcy mediów za ich główne zadanie uznają zarabianie pieniędzy. Takie podejście całkowicie zmienia sposób widzenia dziennikarstwa. I niejednokrotnie drastycznie wpływa na sposób, w jaki jest realizowane. Dziennikarz przestaje sprzedawać swoje dzieła, lecz sam staje się towarem, a jego faktycznym zajęciem staje się manipulowanie odbiorcą, wprowadzenie go w błąd, fałszowanie obrazu rzeczywistości. Jest to karygodne i niedopuszczalne nadużycie zaufania czytelników, słuchaczy, widzów.

 

Problem nie jest nowy. Istnieje od dawna. I dotyczy nie tylko rozmycia granic między dziennikarstwem a reklamą. Chodzi również o coraz trudniejsze – jak się okazuje – do wytyczenia granice między dziennikarstwem a propagandą. Powstaje swoisty „trójkąt bermudzki”, w którym znikają elementarne zasady tworzenia materiałów dziennikarskich, a zastępują je sieci powiązań biznesowych i politycznych oraz układy zbudowane na wzajemnych korzyściach. Skutkiem funkcjonowania takiej anomalii są miliony poszkodowanych odbiorców, którzy w dobrej wierze sięgają po dostarczane im treści, nie zdając sobie sprawy, że otrzymują owoc zatruty i szkodliwy. Nie mają świadomości, że wpycha się im reklamę lub propagandę zamiast rzetelnej informacji i uczciwego komentarza.

 

Czy media są faktycznie beneficjentem takiego stanu rzeczy? Tak mogłoby się wydawać, lecz to nieprawda. W rzeczywistości stają się zakładnikiem. Coraz bardziej uzależniają się od zewnętrznych wpływów i nieformalnych zleceń. Coraz bardziej uwikłane, przestają służyć prawdzie i dobru wspólnemu. Tracą wiarygodność (nawet jeżeli nadal część odbiorców chce im ufać). Kodeksy etyki dziennikarskiej i etyki reklamy okazują się zbiorami fikcyjnych formułek, szokująco odległych od rzeczywistości. Przestają być nawet zbiorem pobożnych życzeń. Króluje pogoń za pieniądzem i władzą. Lecz już nie chodzi o tzw. czwartą władzę, której istotą jest służba kontrolna dla dobra społeczeństwa, aby we władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej nie dochodziło do nadużyć i korupcji. W ogóle przestaje chodzić o rozumienie misji mediów i dziennikarstwa jako służby na rzecz dobra wspólnego.

 

Prawie ćwierć wieku temu, w roku 1997, Papieska Rada do spraw Środków Społecznego Przekazu wydała dokument zatytułowany „Etyka w reklamie”. Watykańska dykasteria zwróciła w nim. m. in. uwagę, że reklama wywiera pośredni, ale przemożny wpływ na społeczeństwo poprzez oddziaływanie na same środki przekazu. Z jednej strony istnienie wielu mediów jest uzależnione od dochodów z reklamy. Z drugiej strony fakt, że reklamodawcy chcą dotrzeć do odbiorców, powoduje, iż media muszą w taki sposób kształtować przekazywane treści, aby przyciągnąć odbiorców o określonej liczebności i spełniających konkretne kryteria. „To uzależnienie ekonomiczne środków przekazu, oraz władza jaką daje ono reklamodawcom, nakłada poważną odpowiedzialność na obydwie strony” – konstatuje dokument Stolicy Apostolskiej. Widać tu aspekt problemu, na który rzadko zwraca się uwagę. Problem nie leży tylko po stronie dziennikarzy i ich szefów, ale również po stronie tych, którzy bezwzględnie dążą do tego, aby przemienić media w posłuszne im i całkowicie dyspozycyjne narzędzia. Przekonanie, że wszystko jest na sprzedaż, ma zdecydowanie demoralizujące skutki. Nie tylko w sferze mediów.

 

Artur Stopka

Podziel się!

Ksiądz, dziennikarz, publicysta. Absolwent Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach i podyplomowych studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim. Był m.in. redaktorem „Gościa Niedzielnego”oraz twórcą i redaktorem naczelnym portalu wiara.pl. Pracował także w Katolickiej Agencji Informacyjnej oraz pełnił funkcję rzecznika prasowego Archidiecezji Katowickiej.

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close