(Post)komuna przeciw Wyszyńskiemu – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI o medialnych manipulacjach wokół Prymasa Tysiąclecia

Zdjęcie kardynała Stefana Wyszyńskiego i Romana Dmowskiego zestawione z okładką książki „Mein Kampf” Adolfa Hitlera – to prowokacja „Krytyki Politycznej”. Inni „demokraci” wyszydzają Prymasa Tysiąclecia, wmawiając, że był „patriotą PRL”. Spadkobiercy sierpu i młota pogubili się: czy kochać Wyszyńskiego, czy nienawidzić?

 

Oburzenie wywołane polskim wydaniem «Mein Kampf» zdradza zbiorowy wyrzut sumienia. Tymczasem w naszej własnej historii znajdziemy stosy równie strasznej antysemickiej literatury, którą nie tylko wydajemy, ale której autorom stawiamy pomniki” – czytamy na stronie wspomnianej (post)komunistycznej „Krytyki Politycznej”.

 

A my zapytajmy: „Zbiorowy wyrzut sumienia” – czyli czyj? Czy też Polaków? Jeśli tak, to z jakiego powodu? Wmawianej przez was rzekomej kolaboracji Polaków z „nazistami”. A może wy „od zawsze” kolaborujecie z bolszewikami?

 

„Antysemicka literatura Dmowskiego i Wyszyńskiego” – żeby wypisywać takie bzdury, naprawdę trzeba być pożytecznym idiotą, albo…

 

Patron nie dla wszystkich

 

Sejm niepodległej Rzeczpospolitej. Listopad 2020 r. Reprezentanci narodu przyjmują uchwałę, na mocy której kardynał Stefan Wyszyński ma zostać patronem 2021 r. Wybrańcy w liczbie 48 głosują przeciw.

 

Powinniśmy pamiętać o ofiarach pedofilii, a nie upamiętniać przedstawicieli kościoła, który wciąż broni i kryje sprawców” – napisał w mediach społecznościowych poseł opozycyjnej PO Franciszek Starczewski. Z kolei poseł Lewicy (raczej starej niż nowej) Joanna Senyszyn napisała, że „to przez takich jak Stefan Wyszyński i JP2 kościół stał się bezpieczną przystanią dla pedofilów!”, nazywając Prymasa Tysiąclecia „mistrzem” biskupów oskarżanych o popełnienie przestępstw pedofilskich: „W sytuacji, w której kilkudziesięciu polskich biskupów jest oskarżonych o ukrywanie przestępstw pedofilskich, a kilku o popełnienie, honorowanie ich mistrza, nauczyciela i duchowego ojca kompromituje i ośmiesza Sejm, który powinien zachować powściągliwość w uchwalaniu jakichkolwiek dokumentów umacniających zdeprawowaną instytucję Kościoła katolickiego i jego urzędników”. Czerwona zgroza.

 

Zbrodniczy „demokraci”

 

Nie lepsze kawałki znajdujemy np. w innym (post)komunistycznym medium – tygodniku „Przegląd”. Oto autor Paweł Dybicz, razem ze swoim rozmówcą dr hab. Lechem Mażewskim (kiedyś związany – pamiętają Państwo? – z Kongresem Liberalno-Demokratycznym) wciskają swoim czytelnikom tezę, zawartą w tytule, że „Prymas był patriotą PRL”. Oto jedno ze zdań: „Prymas Stefan Wyszyński, podobnie jak kard. August Hlond, jego poprzednik na stolicy arcybiskupiej w Gnieźnie i Warszawie, a tym samym prymas Polski, nie był żadnym zaprzysięgłym wrogiem Polski po 1944/1945 r.

 

Spytać można tym razem: dlaczego w nocy z 25 na 26 września 1953 r., nielegalne, namaszczone (po świecku) w Moskwie komunistyczne władze internowały polskiego prymasa Stefana Wyszyńskiego. I dlaczego przez kolejne trzy lata zsyłały go do kolejnych ośrodków internowania pozbawiając możliwości sprawowania funkcji. To wszystko dlatego, że nie był wrogiem PRL?

 

A gdyby nie bp. Antoni Baraniak i niezłomna postawa tego sekretarza Prymasa Polski (za cenę tortur czerwonych bestii; oprawcy z Rakowieckiej przesłuchiwali go 145 razy, zrywali paznokcie, zamykali w lodowatej, pełnej fekaliów celi, grozili śmiercią), Wyszyński prawdopodobnie z więzienia nigdy by nie wyszedł. Zostałby skazany, osądzony i… stracony. Jak w innych „demokratycznych” komunistycznych totalitaryzmach.

 

„Interrex w kajdankach”

 

Rozumiem, że wymienieni (post)komuniści i liberałowie wolą Jerzego Urbana, który bez wątpienia nie był wrogiem, ale przyjacielem PRL, więcej: funkcjonariuszem komunistycznej junty wojskowej o charakterze zbrojnym. Bo propagandowe tezy rodem z czasów bolszewickiej pogardy nie są im obce.

 

Zacytujmy słowa historyka, dr Wojciecha Stanisławskiego w tekście „Stefan Wyszyński. Interrex w kajdankach” dla Muzeum Historii Polski (muzhp.pl):Arcybiskup Stefan Wyszyński nie pochodził z królewskiego rodu: ojciec był organistą w wiejskim kościele. Jednak Prymasom Polski od połowy XVI wieku przypadał tytuł „interreksa”, zastępującego monarchę na czas jego choroby lub śmierci. Tytuł ten został formalnie zniesiony po rozbiorach Rzeczpospolitej, do „funkcji monarszej” prymasów odwoływano się jednak w czasach niewoli – podczas zaborów, obu wojen światowych i po roku 1945. Dlatego decyzja władz komunistycznych o aresztowaniu Wyszyńskiego we wrześniu 1953 roku, w ponad pół roku po śmierci Stalina, była niesłychanie wymowna. Na pozór kończyła kilkuletnią rozgrywkę między władzami a Kościołem – co prawda w trybie „przewrócenia szachownicy”, ale radykalnie: nie ma Prymasa, nie ma przeciwnika. Jak się okazało, umocniła jedynie autorytet Kościoła w PRL. Po trzydziestu siedmiu miesiącach, w październiku 1956 roku, abp Wyszyński został zwolniony z internowania, do śmierci w 1981 pozostając nieformalnym, ale niekwestionowanym interreksem w socjalistycznym kraju”.

 

Zastępował króla

 

A tak (na stronie Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego) napisał senator, historyk Jan Maria Jackowski: „Uroczystości pogrzebowe Prymasa Tysiąclecia zgromadziły setki tysięcy Polaków. Zostały określone jako królewskie, naród żegnał bowiem Interrexa, czyli kogoś, kto w okresie bezkrólewia, a za takie uznawano rządy komunistów, zastępował króla. Kardynał Wyszyński uchodził zarówno za przywódcę religijnego i moralnego, jak i wielki autorytet społeczny. Przeprowadził ojczyznę i Kościół w Polsce przez czarną noc komunizmu z jego państwowym ateizmem oraz łamaniem podstawowych praw człowieka. Uosabiał trwałość i godność narodu. Jego wielkość uznała nawet władza komunistyczna, która, mimo że bezwzględnie go zwalczała, zgodziła się na zorganizowanie bezprecedensowych w realiach PRL uroczystości pogrzebowych wraz z transmisją radiową i telewizyjną oraz zarządziła kilkudniową żałobę narodową”.

 

Tadeusz Płużański