Rosyjskie słowa i czołgi idą w parze – WOŁODYMYR SYDORENKO o języku jako broni

Język ukraiński także jest na celowniku Rosji.

Jeśli Rosjanin mówił po rosyjsku, przedstawiano to jako przejaw patriotyzmu, a jeśli Ukrainiec mówił po ukraińsku, interpretowano to jako nazizm, z którym trzeba walczyć.

Słowo „Ukraina” pochodzi z tak zwanej Kroniki Ipatiewa z 1187 roku. Ale nawet teraz, w XXI wieku, rosyjscy prezydenci, obecny – Władimir Putin i były – Dmitrij Miedwiediew, w swoich artykułach próbują twierdzić, że język ukraiński nie istniał, nie istnieje i nie będzie go w przyszłości. Marszałek okupującego krymskiego parlamentu Wołodymyr Konstantinow w niedawnym artykule dokonał „historycznego” odkrycia, stwierdzając, że: „Słowo >Ukraina< jest obce, wprowadzone przez Polaków i trzeba je wyeliminować…” Rosja, zdaniem marszałka, wyznaczyła kurs, aby całkowicie wyeliminować Ukrainę jako państwo. Pierwszym krokiem ma być walka z językiem ukraińskim. Po zajęciu Krymu w 2014 roku rosyjska administracja okupacyjna wprowadziła język rosyjski we wszystkich szkołach i uniwersytetach. Po czasowej okupacji Mariupola, Berdiańska i Melitopola w 2020 r. administracja okupacyjna przede wszystkim skonfiskowała ukraińskie książki z bibliotek, zakazała nauczania w języku ukraińskim, a nawet zmuszała mieszkańców do mówienia po rosyjsku na ulicach. Idą więc parami – rosyjski język, rosyjskie pistolety maszynowe i czołgi.

Prześladowania języka ukraińskiego rozpoczęły się już kilka wieków temu. W 1458 r. Moskwa arbitralnie zajęła metropolię kijowską i zakazała kultu w języku ukraińskim. Kilkadziesiąt lat później księgi ukraińskie były gromadzone w kościołach i zastępowane moskiewskimi. Łącznie w XVI i XX wieku powstało ponad 300 ustaw zakazujących języka ukraińskiego, ukraińskich książek, ukraińskiej literatury obywatelskiej i religijnej oraz nauki języka w szkołach i na uniwersytetach. Jednocześnie rosyjscy urzędnicy wszędzie powtarzają stwierdzenie, że „język jest duszą ludu”, ale tylko w odniesieniu do języka rosyjskiego, zapominając, że dla każdego narodu jego język jest duszą i najcenniejszym skarbem.

Po okresie rusyfikacji Ukraina w czasach ZSRR, gdy państwo to ogłosiło niepodległość, rozpoczęło proces derusyfikacji wszystkich dziedzin swojego życia, zwłaszcza edukacji, nauki, dokumentacji i komunikacji biznesowej. W Rosji proces ten traktowany był jako rusofobia. Szowinistyczna administracja rosyjska uznawała aspiracje Ukraińców do języka ukraińskiego jako nazizm, a nawet pretekst do wojny. Doszło do paradoksalnej sytuacji: jeśli Rosjanin mówił po rosyjsku, przedstawiano to jako przejaw patriotyzmu, a jeśli Ukrainiec mówił po ukraińsku, interpretowano to jako nazizm, z którym nawet trzeba walczyć militarnie.

Tak więc dla okupacyjnych administracji Krymu, Donbasu i innych regionów Ukrainy walka o język rosyjski stałą się zarówno pretekstem do wojny, jak i rodzajem broni w walce z językiem ukraińskim i państwem ukraińskim.

Jednocześnie ani rosyjska nauka, ani biurokracja nigdy nie zagłębiły się w znaczenie i treść rzeczywistych procesów językowych, nie rozumiały praw rozwoju języka. Ucierpiały na tym wszystkie języki republik ZSRR, w tym rosyjski. Stąd w historii znane są przejawy walki urzędników rosyjskich o tak zwaną „czystość języka rosyjskiego”. Faktem jest, że rosyjski jest prawdopodobnie najmłodszym językiem w przestrzeni euroazjatyckiej. W czasie, gdy ukraiński pisarz Iwan Kotlarewski pisał Eneidę (pierwsze części ukazały się w 1798 r.), Aleksander Puszkin jeszcze się nie urodził. Obecny słownik języka ukraińskiego ma prawie dwa razy więcej słów niż słownik języka rosyjskiego. Prawdziwymi twórcami języka rosyjskiego w XVIII – XIX wieku byli Aleksander Puszkin, Michaił Łomonosow i autor słownika Władimir Dahl, który dostosował angielskie, niemieckie, francuskie, hiszpańskie, włoskie i inne słowa do  norm słowotwórczych. W ten sposób okazało się, że w języku rosyjskim większość słów zapożyczono z języków europejskich.

Co zaskakujące, rosyjscy urzędnicy, nie zdając sobie sprawy, że proces rozwoju każdego języka jest procesem pożyczania nowych słów zgodnie z rozwojem praktyki i wzajemnej komunikacji narodów, rozpoczęli już kilka etapów walki „przeciw zaśmiecaniu języka rosyjskiego obcymi słowami”. W XVIII – XIX wieku kontynuowano kilka kampanii „oczyszczenia języka”. To było śmieszne – zaproponowali zastąpienie obcych słów dziwnymi tworami, jakby z rosyjskich wyrazów. Tak sugerowali mówienie nie „kalosze”, ale „mokre stopy”, nie „bilard”  ale „szarotik”, nie „chodnik” ale „bieżnia”, nie „wielkość” ale „splendor”,  nie „piękno” ale „lepota”. Ale nowe, sztuczne słowa nie zakorzeniły się, zwyciężyła praktyka.

Podobnie marszałek podległego Rosji krymskiego parlamentu Wołodymyr Konstantinow przeprowadził kilka kampanii przeciwko obcym słowom. Jednocześnie jednak sam nie dostrzega paradoksu, że sam używa wielu obcych w języku rosyjskim słów. Okazuje się, że jego walka nie ma większego sensu…