Fot. Pixabay

WOŁODYMYR SYDORENKO: „Przyjaciele Krymu” są wrogami pokoju

Od dawna wiadomo, że przestępca stara się zaangażować w swoją zbrodnię jak najwięcej wspólników. Wtedy czuje się spokojniej i pewniej. Tak działa Rosja. Po zajęciu Krymu Moskwa stworzyła na arenie międzynarodowej Klub „Przyjaciół Krymu”, kupiła do niego polityków, którzy nawet wbrew oficjalnej linii politycznej swoich krajów, zaczęli wspierać wojnę Rosji na Ukrainie.

Ostatnio „Przyjaciele Krymu”, przy udziale rosyjskiego MSZ, zorganizowali w Moskwie piątą konferencję. Przyjechało tylko 50 obcokrajowców z różnych krajów, ale niewielka liczba „przyjaciół” nikomu nie przeszkadzała, najważniejsze było zadeklarowanie całemu światu, że Rosja wciąż ma swoich „przyjaciół”. Kremlowscy propagandyści nazywają takie konferencje „dyplomacją ludową”, choć z reguły biorą w nich udział niepopularni i nieuznawani posłowie lub mało ważni działacze. „Wiceprzewodniczący Rady Ministrów” Krymu Gieorgij Muradow powiedział, że „kiedy wracają do domu, otrzymują groźby pod swoim adresem i oskarżenia o szpiegostwo”. Na przykład były dyplomata z Grecji, Kostas Isikhos, nie przybył do Moskwy, do którego oficjalne władze jego kraju wysłały ostrzeżenie: „Zdecydowanie zalecamy dobrowolne zwrócenie się do organów ścigania w celu uniknięcia przestępstwa odpowiedzialność za szpiegostwo na rzecz obcego państwa lub publiczne oświadczenie o odmowie współpracy z reżimem Putina”.

Dlatego pozostałych członków klubu „Przyjaciół Krymu” prosi się, aby nie reklamowali swojego udziału, nie rozpowszechniali informacji o nim. Tym samym „przyjaciele Krymu” zamienili się w tajne, podziemne stowarzyszenie, które wbrew całemu światu popiera rosyjską agresję i jej autorów, niedawno uznanych przez Parlament Europejski za „sponsorów terroryzmu”.

Ale „przyjaciele Krymu” wciąż działają i rozpowszechniają kłamliwą rosyjską propagandę. Na przykład  Ján Čarnogurský, w latach 1991 – 92 premier Republiki Słowackiej ramach Czechosłowacji, zaczął wspierać wojnę z Rosją i zaprzeczać możliwości przystąpienia Ukrainy do NATO.

Rosyjski działacz polityczny Ołeksij Puszkow mówił o potrzebie „zerwania z Zachodem i dążenia do nowego porządku światowego”. Powtarzał takie bzdury, jak „próba Zachodu ustanowienia totalnej hegemonii”.

Jego zdaniem „rośnie rola BRICS”. Twierdzi, że „12 kolejnych krajów chce do niego dołączyć, w tym Arabia Saudyjska, Egipt, Turcja…” To zaskakujące – dlaczego jeszcze nie przystąpiły?

Przemówienie przedstawiciela Beninu, niewielkiego państwa w Afryce Zachodniej,  Aniseta Gabriela Kochofy, świadczy o dziwnej logice „przyjaciół Krymu”. Przytoczył słowa swojej matki, która urodziła 11 dzieci i która dowiedziawszy się o locie Jurija Gagarina w kosmos powiedziała: „Czego chcą ci biali ludzie? Co stracili w kosmosie? Na planecie Ziemia jest tak wiele problemów i oni czegoś tam szukają”. Aniset Kochofa w Moskwie powiedział, że teraz jego matka powie: „Przyjaciele, dlaczego szukamy wrogów w XXI wieku, kiedy jest tyle problemów, głodu, pandemii?” I rzeczywiście – dlaczego Władimir Putin szuka wrogów na świecie, a nie rozwiązuje globalnych problemów?

Aniset Kochofa studiował kiedyś w ZSRR i został zwerbowany przez służby specjalne, więc nie może się uwolnić od swojego wypaczonego światopoglądu nawet dzisiaj. To są te osoby, na które liczy Moskwa. Aniset Kochofa powiedziała: „1,5 miliona zagranicznych absolwentów rosyjskich uniwersytetów, do których należę, którzy mówią po rosyjsku, pozostają jej przyjaciółmi, pamiętają i doceniają lata studiów”.

Aktywnie podkreślał potrzebę użycia przez Rosję „miękkiej siły” i mobilizacji absolwentów rosyjskich uniwersytetów na całym świecie do walki o rosyjskie interesy. I był wspierany przez tych samych szpiegów Rosji z Iraku, Libanu, Syrii i innych krajów.

Rosyjski senator z Krymu Serhij Cekow twierdził, że decyzja z 1954 r. o przekazaniu Krymu Ukraińskiej SRR była niezgodna z prawem. Dlaczego? Cekow nie udzielił odpowiedzi, ale nie mógł zaprzeczyć, że ówczesna decyzja o przekazaniu została podjęta w pełnej zgodności z obowiązującym wówczas w ZSRR ustawodawstwem. Co więcej, Cekow zaczął oszukiwać uczestników konferencji, powiedział: „doprowadziło to do tego, że z biegiem lat Krym został zniszczony jako część Ukrainy, a dopiero po zrujnowaniu stał się regionem rozwijającym się”. W rzeczywistości było odwrotnie. Ukraina przyjęła Krym nie z własnej woli, ale na polecenie Moskwy. Co więcej, przyjęła półwysep w dekadę po II wojnie światowej, w ruinie, praktycznie bez gospodarki i przemysłu. Ukraina odbudowała Krym i Sewastopol, wybudowała fabryki, miasta, odrestaurowała kurort, zbudował kanał irygacyjny na Północnym Krymie, który przywrócił do życia głęboko pogrążony w depresji region.

Kolega Cekowa z Rady Federacji Rosyjskiej Wołodymyr Jabarow nadal oszukiwał obecnych, do czego użył starego kłamstwa: „gdyby nie >Krymska Wiosna<, półwysep zostałby zajęty przez NATO”. Rosja zawsze używa tego „argumentu”, kiedy zajmuje jakieś terytorium. Na przykład, gdy ZSRR wprowadził wojska do Afganistanu, moskiewscy propagandyści twierdzili, że „wyprzedzają USA o kilka godzin” dodawali, że amerykańskie wojska „już stały na granicy”.

Na konferencji w Moskwie nie mogło zabraknąć tematu Polski. Bliżej nieznany Andrij Romańczuk, który przedstawił się jako „działacz”, powiedział, że w Polsce „polityka antyrosyjska wychodzi poza skalę”. Skarżył się, że od 24 lutego 2022 r., czyli bezpośrednio po rozpoczęciu przez Rosję wojny na dużą skalę na Ukrainie, „władze miasta Białegostoku oficjalnie zerwały stosunki z organizacją (klubem „Przyjaciół Krymu”), a wszyscy zaangażowani w działalność klubu są poddawani szczeremu nękaniu, nazywani są kolaborantami i zdrajcami”.

Romańczuk dodał, że „osobnym artykułem jest prześladowanie prawosławnych chrześcijan w Polsce, zwanych piątą kolumną”.

Jego zdaniem też „nikogo nie obchodzi bezczeszczenie czy niszczenie pomników żołnierzy sowieckich, a nawet rosyjskich (przed 1917). Jeśli wcześniej można było z tym walczyć w sądzie to teraz jest to niemożliwe” .

 

Nowoczesne drony mogą zagrozić okrętom wojennym. Fot. Wikipedia

WOŁODYMYR SYDORENKO: Drony na Morzu Czarnym wygrywają z okrętami

Drony i baterie rakiet nadbrzeżnych, mogą pokonać rosyjską marynarkę wojenną z jej dużymi, drogimi, ale przestarzałymi okrętami wojennymi.

Pod koniec października br., po tym jak kilka miesięcy wcześniej pociski Neptun trafiły flagowy okręt Floty Czarnomorskiej, krążownik Moskwa, Ukraina po raz kolejny zademonstrowała Rosji swoje możliwości bojowe na Morzu Czarnym. Drony nawodne unieruchomiły kilka fregat, które wciąż nie mogą brać udziału w działaniach wojennych. Z wielkim zaskoczeniem rosyjskie dowództwo odkryło, że jest katastrofalnie w tyle nie tylko z krajami NATO, ale także za Ukrainą, nie tylko w taktyce, nie tylko w skuteczności czołgów i artylerii, ale także w produkcji dronów, zwłaszcza marynarki wojennej.

„Ukraińskie statki bezzałogowe wygrywają wojnę morską na Morzu Czarnym” – pisze amerykański magazyn Forbes. – „Uderzenie ukraińskich dronów w pobliżu Noworosyjska, sto mil od okupowanego przez Rosję Krymu w południowej Rosji, powinno wywołać alarm w Sewastopolu… Bezzałogowe statki nawodne sygnalizują zmianę strategii morskiej Ukrainy. Bayraktary i  Neptuny zapowiedziały pojawienie się nowego typu floty – bez dużych statków, ale z dużą liczbą dronów i pocisków. Bayraktar i bateria Neptun  zatopili w kwietniu flagowy okręt Floty Czarnomorskiej – krążownik Moskwa.  Bayraktary i wyrzutnie rakiet skierowały następnie swoją uwagę na okupowaną przez Rosję Wyspę Węży na zachodnim Morzu Czarnym, wysadzając rosyjski sprzęt na wyspie oraz topiąc łodzie i statki pomocnicze, próbujące uzupełnić zaopatrzenie garnizonu wyspy. Po szturmie na Sewastopola flota ukraińska stała się znacznie odważniejsza w korzystaniu z nowych bezzałogowców (…). Flota bezzałogowa, wraz z bateriami rakiet nabrzeżnych, przewyższa możliwości rosyjskiej marynarki wojennej z jej dużymi, drogimi i przestarzałymi okrętami wojennymi…”

Zadanie opracowania broni bezzałogowej zostało niedawno omówione przez ekspertów w Kijowie na konferencji „Wojna na Morzu Czarnym: imperatywy geopolityczne i strategiczne”. „Operacja wojskowa, którą Ukraina przeprowadziła 29 października przeciwko okrętom rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu, zostanie po wojnie szczegółowo zbadana przez ekspertów z innych krajów” – mówi Wołodymyr Zabłocki, kapitan I stopnia, ekspert marynarki, felietonista. magazynu Defense Express.

Zauważa, że ​​„taka operacja wojskowa to nowy rozdział w historii złożonych ataków na chronione bazy morskie. Wywołało to panikę na najwyższym poziomie w Rosji. Rozwój dronów to bardzo udany kierunek, jesteśmy światowym liderem i nie było to nawet teraz, ale jeszcze przed wojną. Współpracowaliśmy i współpracujemy z kilkoma krajami” – powiedział Wołodymyr Zabłocki.

Ukraina tworzy pierwszą na świecie flotę dronów morskich. To unikatowe urządzenia ukraińskiego rozwoju. Prezydent Ukrainy zapowiedział zbiórkę pieniędzy na sto dronów. Według koordynatora platformy, na której jest ona prowadzona, Yaroslavy Gres, na dzień 17 listopada zebrano już pieniądze na 25 dronów. Zdaniem ukraińskich ekspertów korzystanie ze stosunkowo tanich i niepozornych dronów to właściwa strategia dla asymetrycznych działań na morzu.

Przeciwko Rosji konieczne jest użycie ataków „komarów” z powietrza w taki sam sposób, jak robi to ona teraz na terytorium Ukrainy, wystrzeliwując irańskie drony Shahed. „Ukraińska wersja amerykańskiego Switchblade nie jest gorsza. Rozwój drona uderzeniowo-rozpoznawczego z pociskami RK-2V firmy Promin KB nie ustępuje Bayraktorowi. Nie jest on gorszy, ale nawet jeszcze mocniejszy. Ponieważ jednostka bojowa jest znacznie potężniejsza” – powiedział Valentin Badrak, dyrektor Centrum Badań Armii, Konwersji i Rozbrojenia.

„Szczególnie interesujące jest kompleksowe wykorzystanie bezzałogowych statków powietrznych, podwodnych dronów i robotów, które są w stanie działać i oddziaływać na granicy dwóch środowisk – powietrznego i morskiego. To generalnie nowe słowo i chcę powiedzieć, że ukraińscy specjaliści mają pewne doświadczenie w tej dziedzinie” – mówi Wołodymyr Zabłocki, felietonista magazynu Defense Express.

Rosja wciąż stara się dogonić Ukrainę i inne kraje w rozwoju dronów morskich. Dwa tygodnie temu Władimir Putin wyznaczył gubernatorowi Sewastopola Michajło Razwożajewowi zadanie stworzenia bezzałogowych pojazdów podwodnych i nawodnych w bazie w Sewastopolu. Następnie gubernator Sewastopola zauważył na posiedzeniu rządu, że „armia dronów musi zostać stworzona szybciej niż zrobi to Ukraina”.

Jak pisze serwis informacyjny ForPost w Sewastopolu: „Produkcja bezzałogowych dronów morskich stała się tematem spotkania, które odbyło się na Uniwersytecie Państwowym w Sewastopolu. Oprócz przedstawicieli nauki wzięli w nim udział praktycy. >Z oczywistych powodów nie mogę teraz podać szczegółów. Ale myślę, że ważne jest, aby poinformować państwa, że ​​rozpoczęły się prace w tym kierunku, który jest ważny dla nas i dla całego kraju<” – powiedział gubernator Sewastopola Mychajło Razwozhajew na swoim kanale Telegram. Na uczelni powstały już wydziały projektowe rozwój bezzałogowych statków powietrznych i innych, których doświadczenia zostaną wykorzystane do rozwoju bezzałogowych statków powietrznych. Jednak myśl naukowa w tej dziedzinie w Ukrainie, Turcji, Polsce, USA, Niemczech i innych krajach też się nie zatrzymała, a te kraje oczywiście będą starały się nie dopuścić do wyprzedzenia ich w tej dziedzinie przez Rosję.

 

Wybuch w Przewodowie od razu został wykorzystany przez rosyjskich kłamców. Fot. Twitter

WOŁODYMYR SYDORENKO: Kłamliwa propaganda Rosji po tragedii w Przewodowie uderza w Polskę

Eksplozja rakiety na terytorium Polski dała rosyjskiej propagandzie nowy impuls do kolejnych kłamliwych operacji informacyjnych.

Rosyjskie serwisy z siedzibą na Krymie, w szczególności serwis informacyjny ForPost w Sewastopolu, piszą, że Polska rzekomo uznała już tragedię w Przewodowie za oficjalny powód wprowadzenia wojsk na zachód Ukrainy, o czym Polacy mają niby od dawna marzyć. Kraj-agresor zawsze wierzy, że wszystkie otaczające go kraje mają takie same agresywne plany jak on. Portal pisze, że „od dawna było dla wszystkich jasne, że obecna sielanka Ukrainy z Polakami i Amerykanami zakończy się utratą dla niej terytoriów. Prawie nikt w to nie wątpi”. Oczywiście strona nie precyzuje od kiedy było to „dawno” i kto jest tym „każdym”, kto to rozumie.

Rosyjscy dziennikarze w swojej propagandzie używają coraz większych bzdur. Serwis pisze, że gdyby sytuacja na Ukrainie mogła się skomplikować, to „kuratorzy anglosascy prawdopodobnie zdecydują się na wprowadzenie do gry >zawodnika rezerwowego<, czyli zainicjują udział w wojnie polskich oddziałów, które jednocześnie mogą przejąć dla siebie dużą część Ukrainy”. Później rosyjscy propagandyści bredzą jeszcze bardziej: w przypadku widma przegranej Ukrainy, której ich zdaniem nikt na świecie nie może wykluczyć, „perspektywa włączenia polskiej armii do gry stają się coraz bardziej prawdopodobna. Pytanie jest tylko, w jakim formacie można jej użyć”. Rosyjscy kłamcy rozważają różne warianty – w postaci „misji pokojowej” lub kontyngentu wojskowego „w celu ochrony etnicznych Polaków mieszkających na terytorium zachodniej Ukrainy” czy też w postaci „korpusu ochotniczego” do „ratowania ludność Galicji i Wołynia”. Dzięki tej liście rosyjscy propagandyści ujawnili wszystkie opcje, które z reguły sami rozważają przy każdej interwencji lub agresji.

Rosyjscy propagandyści starają się udowodnić wyimaginowaną „agresywność Polski” na przykładzie tego co rzekom ma się dziać na Białorusi. Piszą, że to na granicy z Białorusią „zachodnie służby specjalne prowadzą prace nad symulacją konfliktu w celu zaangażowania sił zbrojnych Polski”. Mówią o „szerokim wachlarzu prowokacji w stosunku do Białorusi”, choć nie mogą podać na to ani jednego dobrego przykładu. Niemniej jednak konkludują, że „Polska aktywnie szuka pretekstu do rozpoczęcia od dawna planowanego ataku” albo na Białoruś, albo na Ukrainę. Swój kłamliwy wniosek popierają faktem, że Ukraina przyjęła ustawę o ustanowieniu prawnych i socjalnych gwarancji dla obywateli Rzeczypospolitej Polskiej znajdujących się na terytorium Ukrainy, co jest rzekomo „prawnym uzasadnieniem wprowadzenia wojsk polskich na Ukrainę”. A jednocześnie rosyjscy kłamcy twierdzi, że Polska rzekomo chce przejąć „nie tylko zachodnią Ukrainę, ale także zachodnią Białoruś”.

Ten nonsens jest „wzmacniany” przez Sztab Generalny Białorusi. Zastępca jego szefa, generał dywizji Valery Hnilozub, powiedział niedawno moskiewskim gazetom i agencjom informacyjnym, że „militaryzacja Polski mówi o przygotowaniu Warszawy do ofensywnej wojny”.

„Militaryzacja państw ościennych, przede wszystkim Rzeczypospolitej Polskiej, postępuje w alarmującym tempie. To kurs polityczny, który wyraźnie wskazuje na przygotowania Warszawy do wojny, a nie defensywy, jak stara się to przedstawiać polskie kierownictwo wojskowo-polityczne” – cytuje słowa generała agencja BelTA.

Według Hnilozuba, Polska rozpoczęła przygotowania do sformowania dwóch dodatkowych dywizji zmechanizowanych wojsk lądowych i nie dopuszcza on myśli, że jest to odpowiedź Polski na coraz większe zagrożenie ze strony Rosji dla wszystkich krajów europejskich.

Białoruski Sztab Generalny zakłada, że ​​w przyszłości budowanie potencjału bojowego faktycznie pozwoli Polsce na prowadzenie operacji wojskowych o ograniczonych celach bez wsparcia sojuszu NATO.

A Dmytro Polyanskyi, pierwszy zastępca stałego przedstawiciela Rosji przy ONZ, również zauważył, że „podejmowana jest próba wywołania bezpośredniej konfrontacji militarnej między NATO a Rosją, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla całego świata”. Nie ma w tym jednak nic dziwnego – agresor zawsze obwinia o agresywne zamiary wszystkich wokół siebie, aby w końcu zrzucić winę na ofiarę. Jak mówi ukraińskie powiedzenie: wilk zawsze myśli, że winne jego głodu są owce, które spokojnie pasą się wokół niego.

 

Radość mieszkańców Chersonia po wyzwoleniu. Fot. Twitter/Defense of Ukraine

WOŁODYMYR SYDORENKO: Ukraina przy wsparciu świata zaczęła wypędzać rosyjskich najeźdźców ze swojej ziemi

Wyzwolenie Chersonia otworzyło ukraińskim siłom zbrojnym drogę nie tylko do Mariupola, Berdiańska i Melitopola, ale także do Donbasu i Krymu.

Operacja wyzwolenia Chersonia od rosyjskich najeźdźców została zaplanowana umiejętnie – żołnierze otoczyli okupowane miasto, odmówili frontalnego szturmu i krwawych bitew ulicznych, ale uderzeniami artyleryjskimi zniszczyli ośrodki logistyczne okupantów –  magazyny i bazy zaopatrzeniowe. Nieprzyjaciel nie miał innego wyjścia, jak opuścić niegdyś zajęte miasto i przenieść się na przeciwległy brzeg Dniepru. W poniedziałek, 14 listopada nad miastem uroczyście wzniesiono ukraińską flagę narodową z udziałem prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.

Wcześniej wyzwolenie obwodu charkowskiego, a teraz miasta Chersoń otwiera nowy etap wojny – ukraińskie siły zbrojne przejęły inicjatywę strategiczną i przy pomocy społeczności międzynarodowej, która zaopatruje ukraińską armię w zaawansowaną broń, rozpoczęły wysiedlanie wroga z okupowanego przez nich terytorium Ukrainy. Wyzwolenie Chersonia otworzyło ukraińskim siłom zbrojnym drogę nie tylko do Mariupola, Berdiańska i Melitopola, ale także do Donbasu i Krymu. Analitycy wojskowi twierdzą, że Rosja nie jest już w stanie odzyskać inicjatywy strategicznej i zostanie zmuszona jedynie do odwrotu. Owszem, wycofując się bombarduje  terytorium Ukrainy, uderza rakietami w infrastrukturę, obiekty cywilne, ale to im nie pomoże. Całkowita porażka może doprowadzić Rosję do rozpadu na odrębne, niepodległe państwa, które od dawna dążyły do ​​wyzwolenia spod rosyjskiego jarzma, a Putina do utraty władzy i procesu przed międzynarodowym trybunałem. I to będzie zwycięstwo społeczności światowej nad rosyjskim imperializmem. Stan wyzwolonych ziem pokazuje, że Rosja zamiast deklarowanej kultury i wolności przyniosła tym miastom tylko zbrodnie wojenne – całkowite zniszczenie infrastruktury, chaos, wymordowanie dziesiątek tysięcy kobiet, dzieci i ludności cywilnej. Ukraina będzie teraz musiała przywrócić wszystkie sieci i całą infrastrukturę, środki komunikacji, sklepy, transport, przemysł, rolnictwo, kulturę i edukację na wszystkich wyzwolonych terytoriach.

Prezydent USA Joe Biden powiedział, że „wyzwolenie Chersonia jest znaczącym zwycięstwem Ukrainy”.

Kilka miesięcy temu rosyjscy urzędnicy na Krymie cieszyli się z okupacji części Ukrainy, skandując „Kherson-Rosja-na zawsze”, ale teraz są przestraszeni i zdezorientowani. Na przykład przewodniczący rosyjskiej Rady Państwa anektowanego Krymu Wołodymyr Konstantinow myślał o przeglądzie środków bezpieczeństwa w regionie po wycofaniu się armii rosyjskiej z Chersoniu, ponieważ rozumie, że wojska ukraińskie niedługo będą na Krymie.

„Dla nas wycofanie się z Chersoniu ma też taki skutek, że front zbliżył się do Krymu. To zmusza nas do ponownego przeglądu listy środków, które należy podjąć, aby zapewnić bezpieczeństwo obiektów infrastruktury krytycznej. To głównie sprawa wojska, ale musimy być gotowi udzielić im wszelkiej niezbędnej pomocy i sami wykazać się maksymalną czujnością” – napisał Konstantynow w Telegramie.

Dodał, że „nie sądzę, abyśmy mieli sens chwalić się i mówić wszystkim, że Chersoń nic dla nas nie znaczył, że nie straciliśmy nic znaczącego wraz z jego utratą. Takie oceny uważam za nierozsądne i nieodpowiednie w obecnej sytuacji. Zaznaczam, że nie pochodzą one od wojska ani od ludzi obdarzonych władzą. Odpowiedzialni ludzie nigdy tego nie powiedzą. Tym bardziej, że jest to z gruntu błędne” – podkreślił.

Jednocześnie Konstantynow powiedział, że wydaje się być pewien powrotu Chersonia „pod rosyjską kontrolą”, ale Rosja traci teraz jeden po drugim ukraińskie osiedla, które wcześniej były okupowane i nie ma mowy o powrocie rosyjskich żołnierzy. Siły zbrojne Ukrainy na to nie pozwolą.

Rosja udaje, że nic szczególnego się nie wydarzyło, ale Moskwa coraz bardziej upiera się przy konieczności negocjacji z Ukrainą, a to po raz kolejny pokazuje, że rosyjska armia straciła inicjatywę strategiczną i chce odpocząć, by się przegrupować,  nabrać sił i uderzyć ponownie. W związku z tym Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Załużnyj oświadczył, że Ukraina nie przystąpią do żadnych negocjacji, dopóki Rosja nie zostanie wypchnięta z ukraińskiej ziemi i uznanych międzynarodowo granic tego państwa od 1991 r. w tym Krymu.

A potem, oczywiście, społeczność międzynarodowa, ONZ, struktury Unii Europejskiej muszą podjąć działania, by uniemożliwić odrodzenie imperialnych zapędów Rosji, która zagrażałyby nie tylko Ukrainie, ale wszystkim krajom Europy i Świata.

 

 

Rosyjska propaganda rozpowszechnia informacje, że skoro siedziba ONZ jest w Nowym Jorku, to organizacja ta reprezentuje tylko amerykańskie interesy. Fot. Wikipedia

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosyjscy okupanci na Krymie chcą „swojego ONZ”

Na Krymie są osoby, które chciałyby przenieść siedzibę Organizacji Narodów Zjednoczonych do Jałty.

14 grudnia 1939 r. w Pałacu Narodów, siedzibie Ligi Narodów w Genewie, podjęto uchwałę o wyłączeniu Związku Radzieckiego z tej międzynarodowej organizacji. Powodem były „działania ZSRR skierowane przeciwko państwu fińskiemu”, czyli wywołanie wojny z Finlandią. Ligę Narodów zastąpiła Organizacja Narodów Zjednoczonych, ale od tamtego czasu stosunek Rosji do organizacji międzynarodowych w ogóle się nie zmienił. Rosja, podobnie jak ówczesny ZSRR, jest agresorem i podobnie jak wtedy chce wykorzystywać ONZ do własnych interesów. I znów pojawia się kwestia wydalenia Rosji z ONZ, a przynajmniej z Rady Bezpieczeństwa, za prowadzenie wojny z Ukrainą, tak jak kiedyś została wydalona za wojnę z Finlandią. Pierwszy krok w tym kierunku został już zrobiony. 7 kwietnia 2022 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ wykluczyło Rosję z Rady Praw Człowieka ONZ.

Jednocześnie okazało się, że są wątpliwości, czy Rosja w ogóle może być uważana za członka ONZ, bo… po zniknięciu ZSRR nie zaakceptowano jej w tej organizacji. Jak się okazało, Borys Jelcyn po prostu napisał list do ONZ z prośbą o zastąpienie słowa „ZSRR” słowem „Rosja” w statucie – i w ten sposób kraj ten został uznany za członka ONZ bez przechodzenia procedury akceptacji.

Na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie masowych mordów w Buczy stały przedstawiciel Ukrainy przy ONZ Serhij Kyslytsia przypomniał członkom organizacji o wątpliwej podstawie obecności Rosji w tej międzynarodowej organizacji. Poprosił obecnych w sali posiedzeń: „Podnieście rękę, kto w tej sali głosował za członkostwem Rosji w ONZ”. Nastąpiła przerwa, która „zamieniła się w ciszę”. Ani jedna ręka nie została podniesiona. Okazuje się, że zgodnie z oficjalnymi dokumentami stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa (ten status daje prawo do użycia weta) nadal nie jest Rosja, ale… Związek Radziecki. Jednak w 1991 roku, starając się zabezpieczyć rosyjski potencjał nuklearny i militarny, Rada Bezpieczeństwa ONZ postanowiła przymknąć oko na łamanie statutu organizacji i pozwoliła Rosji zasiąść do stołu – co jednak nie zapewniło jej w sposób prawny członkostwa.

Rosja obecnie milczy na temat takich szczegółów swojego „nie-członkostwa” w ONZ. Zamiast tego próbuje podważyć znaczenie ONZ i zdyskredytować tę międzynarodową organizację na wszystkich frontach. Na przykład w Rosji istnieje szeroko rozpowszechniona sieć dyskredytowania ONZ. Zarządza nią tzw. „Stały przedstawiciel Republiki Krymu przy prezydencie Rosji” Georgy Muradov, który rozpowszechnia wśród mieszkańców półwyspu wszelkiego rodzaju fałszywe informacje. Twierdzi na przykład, że ONZ powstała w Pałacu Liwadyjskim podczas konferencji w Jałcie w dniach 4-11 lutego 1945 r., dzięki czemu jego zdaniem Krym nabiera znaczenia międzynarodowego. W rzeczywistości Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) została założona 24 października 1945 r. na konferencji w San Francisco na podstawie Karty Narodów Zjednoczonych.

W Rosji już po raz czwarty dla studentów i uczniów szkół wyższych odbyła się tzw. ogólnorosyjska konferencja naukowo-praktyczna „Model ONZ”, w której uczestniczyli przedstawiciele od Irkucka po Petersburg, od Syktywkaru po Symferopol i Sewastopol. W zajęciach na Krymie uczestniczyło ponad trzy tysiące uczniów z 32 szkół i 8 kolegiów.

W celu zdyskredytowania ONZ wśród uczestników konferencji rozsiewano nie tylko kłamstwa o powołaniu ONZ na Krymie, ale i bajki o jej pracy. W ten sposób rosyjscy propagandyści rozpowszechniali wśród rosyjskiej młodzieży ideę, że ONZ jest dziś nie tylko organizacją międzynarodową, ale strukturą podporządkowaną USA i reprezentuje wyłącznie interesy amerykańskie.

Uczestnicy konferencji, studenci, którzy wciąż studiują „prawo międzynarodowe w języku rosyjskim”, nie tylko krytykują pracę ONZ, ale rozpowszechniają fałszywe informacje na temat działalności i decyzji tej międzynarodowej organizacji. Między innymi z tego powodu na Krymie chcą „swojego ONZ” i od kilku lat proponują „przeniesienie siedziby ONZ do Jałty”, choć takiej opcji nie popiera żaden kraj na świecie. Zgodnie z rosyjską logiką, jeśli siedziba ONZ jest w Stanach Zjednoczonych, to podobno organizacja ta sprzyja amerykańskim interesom, a jeśli będzie na Krymie, to Rosja wierzy, że będzie w stanie podporządkować ją swojej woli. Na szczęście tylko nieliczni myślą tak prymitywnie. Z pewnością Rosji nie uda się przenieść siedziby ONZ na Krym, ale wykluczenie jej z Rady Bezpieczeństwa, a może nawet z ONZ w ogóle, jak z Ligi Narodów w 1939 roku, jest możliwe.

 

Uniwersytet im. W. Wiernadskiego na Krymie kształci wielu zagranicznych studentów. Fot. Wikipedia

WOŁODYMYR SYDORENKO: Krymskie uczelnie kształcą „piątą kolumnę”

Niedawno na krymskim Uniwersytecie im. W. Wiernadskiego odbyła się Międzynarodowa Konferencja „Krym w światowej przestrzeni naukowej i edukacyjnej”. Poprzez tego typu wydarzenia władze okupacyjne Krymu starają się skłonić zagranicznych studentów studiujących na półwyspie do propagowania ideologii „rosyjskiego pokoju” w krajach na całym świecie.

Lokalna gazeta napisała, że ​​„dzisiaj są studentami, a jutro będą sojusznikami i ambasadorami naszej kultury na całym świecie”. A oni, jak uważają rosyjscy propagandyści, stanowią wielką siłę Tylko w tym roku na Krymie studiuje 2750 studentów z 67 krajów. Na świecie jest już ponad milion absolwentów krymskich uczelni, którzy dzięki rekrutacji rosyjskich „kuratorów” ze służb specjalnych, zamienili się w liderów ideologii Kremla i swoich krajach stają się „piątą kolumnę”.

Nikt tego faktu specjalnie nie ukrywa. Na przykład prorektor ds. polityki informacyjnej Uniwersytetu im. W. Wiernadskiego na Krymie Serhij Jurczenko wprost mówi, że: „Ważne jest przede wszystkim zapewnienie polityki zagranicznej naszego państwa, w tym w sferze edukacyjnej…”

Ołeksandr Maszchenko, kierownik wydziału ds. działalności międzynarodowej uczelni, powiedział, że oprócz Kuby, Wietnamu, Jordanii studenci z Indii, Bangladeszu, Libanu, Jemenu i innych krajów Azji i Bliskiego Wschodu studiują na Krymie. Teraz, według niego, z powodu konfrontacji Rosji z Europą i Ameryką oraz z powodu sankcji światowych, następuje reorientacja rekrutacji studentów objętych sankcjami Zachodu na Wschód. Pokazał nagranie wykonane przez absolwentkę wydziału filologicznego z Kuby, w którym słyszymy dawne nuty KGB: „Żałuję, że na Ukrainie toczą się działania wojenne. Ale wiem na pewno, że to nie lud Rosji i Ukrainy jest winny tego, ale kraj z dala od nich, który przez wiele lat starał się uniemożliwić naszemu krajowi, Kubie, życie i rozwój”. W ten sposób dobrze wykształceni absolwenci krymskiego uniwersytetu przenoszą odpowiedzialność za krwawą wojnę z Rosji na Amerykę.

Największą popularnością wśród obcokrajowców cieszą się specjalizacje medyczne. Absolwent Akademii Medycznej Krymu, Islam Mazharul z Bangladeszu, przyznał, że KGB aktywnie pracuje ze studentami, którym za współpracę płaci pieniądze pod przykrywką „stypendiów”. Mazharul stwierdził przy tym, że „popiera politykę Rosji”, podczas gdy polityka ukraińska, jego zdaniem, jest „błędna i odzwierciedla interesy innych krajów”. Oczywiste jest, że takie stanowisko zostało mu wbite do głowy właśnie na krymskim uniwersytecie.

Jak zauważył Serhij Jurczenko, studenci zagraniczni, oprócz specjalności technicznych, rekrutowani są także na kierunki czysto polityczne, takie jak filologia, historia, politologia i język rosyjski. W ten sposób większość absolwentów krymskiego uniwersytetu idzie w świat całkowicie zrusyfikowana, wyznająca rosyjską ideologię i zwerbowana przez rosyjskie służby specjalne.

Jurczenko mówi, że „Podczas lat studiów na naszych uniwersytetach studenci zagraniczni zdołają nauczyć się nie tylko języka rosyjskiego, ale także wiele dowiedzieć się o historii naszego kraju, jego kulturze, tradycjach. Ponad milion absolwentów rosyjskich uniwersytetów pracuje za granicą. To duża grupa naszych sojuszników, ambasadorów naszej kultury. A my zamierzamy pomnożyć ich liczbę”.

Ponadto prorektor Ołeksandr Maszchenko wyraźnie przyznał, że Rosja wykorzystuje studentów jako propagandzistów „rosyjskiego świata” na całym świecie i zamierza rekrutować jeszcze więcej obcokrajowców na uczelnie w tej dziedzinie. „Zgodnie z skutkami wydarzeń, które obecnie mają miejsce na Ukrainie (czyli wojny Rosji na Ukrainie – autor) zainteresowanie edukacją humanitarną w Rosji, związaną z językiem, kulturą, politologią, a nawet geografią, jeszcze nawet wzrośnie” – stwierdza.

Co więcej, wicekanclerz uniwersytetu opublikował niedawno książkę „Amerykański Krym: złudzenie widzenia”, w której nazywa prawdę o rosyjskiej polityce iluzją. Mówi na przykład o współpracy uczelni z irańskimi szkołami wyższymi i uzasadniał stanowisko Iranu, który zaopatruje Rosję w drony i rakiety.

Serhij Dodonow, przewodniczący komisji edukacyjnej krymskiego „parlamentu”, powiedział, że absolwenci z Krymu są liderami rosyjskiej polityki na Bliskim Wschodzie, w krajach Ameryki Łacińskiej, Indiach i Pakistanie. Nazwał to dziełem „dyplomacji publicznej”, bo absolwenci ze swoich krajów mają stałe kanały komunikacji z Krymem, przez które „komunikują się online ze swoimi starymi znajomymi, otrzymują informacje. Całkowicie jej ufają…” Natychmiast staje się jasne, z jakimi „starymi przyjaciółmi” byli absolwenci komunikują się i jakie informacje otrzymują.

Co więcej, Serhij Dodonow powiedział, że „Wielu absolwentów sowieckich i rosyjskich uniwersytetów zajmuje określone stanowiska w swojej ojczyźnie i jest w stanie wpływać na sytuację i politykę przy podejmowaniu decyzji”.

Przyznał też, że spośród absolwentów jego uczelni Rosja właściwie we wszystkich krajach, w których pracują, tworzy piątą kolumnę, prowadzącą działalność wywrotową.

 

Agresja na Ukrainę od początku nie miała poparcia całego rosyjskiego społeczeństwa. Na zdjęciu jeden z antywojennych protestów. Trudno jest więc przekonać, że to "wojna narodowa". Fot. YT

WOŁODYMYR SYDORENKO: Czy rosyjska agresja na Ukrainę to „wojna narodowa”?

Rosyjscy urzędnicy chwytają się różnych PR-owych sztuczek, aby spopularyzować wojnę w społeczeństwie.

Jak donosi Radio Svoboda, 22 października, przemawiając na forum liderów klas szkolnych, zastępca szefa administracji prezydenta Rosji Sergey Kiriyenko powiedział, że „Rosja zawsze wygrywała każdą wojnę, gdyby ta wojna stała się wojną narodową. Zawsze tak było. Na pewno wygramy również tę wojnę. Ale do tego konieczne jest, aby była to wojna narodowa, aby każdy człowiek czuł swoje zaangażowanie”.

Z tego stwierdzenia wypływa wiele wniosków, zauważają obserwatorzy. Po pierwsze, stwierdzenie, że Rosja zawsze wygrywała wojny jest dalekie od prawdy. Warto wspomnieć o wojnie krymskiej 1653-56, agresji Rosji na Finlandię, a także wojnie rosyjsko-japońskiej, które Rosja przegrała. Po drugie, agresja Rosji na Ukrainę nie może stać się „wojną narodową”, ponieważ wojny narodowe są wojnami wyzwoleńczymi i toczą się na własnym, a nie cudzym terytorium.

Po trzecie, kilkudziesięciu obywateli, którzy nazwali agresję na Ukrainę wojną, zostało już w Rosji skazanych i ukaranych grzywną bo władze domagały się, aby wszyscy nazywali to „operacją specjalną”. A Kiriyenko jest pierwszym (czyż nie z błogosławieństwem samego Putina?), który nazywa wojnę wojną i nic mu za to nie grozi, mimo że 8 razy powtórzył słowo „wojna”. Jest jasne, że nie ma „narodowych operacji specjalnych”, a reżim Putina próbuje teraz zepchnąć cały naród rosyjski do okopów, więc trzeba uznać, że ta agresja jest nadal wojną.

W komentarzach czytelnicy ukraińskiego serwisu Radia Liberty zauważają, że Kiriyenko wzywa wszystkich, aby czuli „zaangażowanie w wojnę”, podczas gdy „jego syn siedzi z tyłu w ciepłej posadzie w biznesie bliskim rządowi” i to „zaangażowanie” różni się od zaangażowania tych rodzin, których bliscy byli mobilizowani, wysyłani do walki, a niektórzy zginęli.

Co więcej, jeśli Kiriyenko tylko wzywa do uznania wojny za wojnę narodową, to znaczy, że teraz nie jest to wojna narodowa i nie ma poparcia społeczeństwa, a zatem mamy po prostu do czynienia z agresją imperialistyczną.

Jednocześnie Kiriyenko wyraźnie wyraził wątpliwości co do wyników wojny, powiedział: „na pewno ją wygramy, ale pod warunkiem, że stanie się narodowa”. Ale, jak widzimy, szanse na to są mizerne, ponieważ ponad 700 000 mężczyzn w wieku poborowym, po ogłoszeniu mobilizacji, opuściło już Rosję. Co więcej, w Rosji szerzy się ruch matek na rzecz ochrony dzieci wrzuconych do okopów tej wojny, a ruch antywojenny jest coraz silniejszy. Tak więc Kiriyenko faktycznie przewidział: „Rosja nie ma szans na wygranie tej wojny…”

Jak widać, urzędnicy tacy jak Kiriyenko zamierzają spopularyzować wojnę za pomocą sztuczek PR.

Kiriyenko próbował też przekonać nauczycieli, że „ten, który rozpoczął tę wojnę, dążył do wyeliminowania Rosji, jej suwerenności, historii i kultury”. Nawiązał oczywiście do Stanów Zjednoczonych. Ale przecież wszyscy wiedzą, że wojnę tę rozpoczął Putin. Tak więc jeśli dosłownie odczytamy słowa Kiriyenki, okaże się, że Putin rozpoczął tę wojnę, ponieważ miał na celu wyeliminowanie Rosji, „jej suwerenności, historii i kultury”. Być może to prawda. Komentatorzy twierdzą, że Kiriyenko powiedział prawdę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Podczas gdy Kiriyenko wzywa swoich rodaków do wojny, siły zbrojne Ukrainy wykonują swoją pracę. Poinformowano, że ukraińska ofensywa trwa – obwód charkowski został wyzwolony, w obwodzie chersońskim wyzwolono już ponad 90 osiedli. Wojska rosyjskie rozpoczęły ewakuację z Chersonia na lewy brzeg Dniepru, plądrują chersońskie muzea, pakują zrabowane kosztowności, a nawet demontują pomniki rosyjskich generałów Uszakowa i Suworowa i mówią, że wykopią z grobu feldmarszałka Potiomkina i zabiorą jego ciało ze sobą. Tak więc widać, że jest to wojna narodowa, ale dla Ukrainy, a nie dla Rosji.

 

Rosja od 24 lutego pokazuje w Ukrainie swoje „wartości duchowe i moralne”. Na zdjęciu zniszczony Mariupol. Fot. YouTube/TVPInfo

WOŁODYMYR SYDORENKO: „Wartości duchowe i moralne” rosyjskich zbrodniarzy

Jakie „duchowe i moralne” wartości może mieć Putin, jeśli bez powodu rozpętał wojnę na Ukrainie? Jakie wartości „duchowe i moralne” mają rosyjscy żołnierze, którzy plądrują ukraińskie wsie i miasta, gwałcą kobiety, zabijają i porywają i wywożą ukraińskie dzieci do Rosji?

Kilka dni temu prezydent Rosji Władimir Putin polecił rządowi i ministrom konsolidację „duchowych i moralnych wartości Rosji”, dla których należy wzmocnić pracę nad patriotycznym wychowaniem młodzieży. Każdego roku planuje się przeznaczyć 3,9 miliarda rubli na kręcenie patriotycznych filmów dla dzieci. We wszystkich szkołach zawodowych, kolegiach, liceach i technikach zostanie wprowadzone stanowisko doradcy dyrektora oświaty, a na uczelniach nauczyciele będą prowadzić prace wyjaśniające obecny porządek społeczny i polityczny. Ponadto wypracowane zostanie ujednolicone podejście do nauczania historii w szkołach oraz jasno określone zostaną pojęcia „wartości duchowo-moralnych” i „wychowania duchowo-moralnego”.

Co takiego za tym się kryje?  Dlaczego polecenie zostało wydany teraz, a nie, powiedzmy, pięć lat temu? Może coś się ostatnio wydarzyło w Rosji – wzrosła przestępczość, czy zerwane zostały więzi między pokoleniami rodziców i dzieci itp.? Nie, nie było zauważalnych zmian. Dlaczego więc teraz Rosja żąda, by jej obywatele stali się patriotami?

Mówi się, że państwo posługuje się pojęciami patriotyzmu, aby móc usprawiedliwiać zabijanie swoich obywateli. Dla państwa humanitarnego patriotyzm to nie śmierć obywateli, ale umiejętność przetrwania i zwycięstwa w każdej sytuacji bez wzniosłych haseł. Ale Putinowi nie zależy na obywatelach Rosji, których zabił już na polach bitew Ukrainy ponad 63 tys., tylko na sile swojej władzy.

Jakie „duchowe i moralne” wartości może mieć sam Putin, jeśli bez powodu rozpętał wojnę na Ukrainie, twierdząc, że Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród i dla swoich urojeń poświęcił setki tysięcy ludzi?

Jakie wartości „duchowe i moralne” mają rosyjscy żołnierze, którzy plądrują ukraińskie wsie i miasta, gwałcą ukraińskie kobiety, zabijają i porywają i wywożą ukraińskie dzieci do Rosji, oddzielając je od rodziców?

Jakie „duchowe i moralne” wartości mają rosyjskie siły zbrojne, które nie prowadzą wojny z żołnierzami wroga, ale bombardują dzielnice mieszkalne i cywilów najnowszymi środkami zabijając dzieci, osoby starsze i kobiety? Jakie „duchowe i moralne” wartości mają żołnierze rosyjscy, którzy w Charkowie, Mariupolu i Berdiańsku zniszczyli 90 proc. budynków mieszkalnych, codziennie bombardują Kijów, Zaporoże, Mikołajów i inne ukraińskie miasta, które nie poddają się wrogowi?

W końcu jakie „duchowe i moralne” wartości mogą mieć ludzie rosyjskiej kultury, które popierają wojnę na Ukrainie i nawołują do zabijania Ukraińców?

Na przykład aktorka Yana Poplavska, cieszyła się, że teraz więcej pieniędzy zostanie przeznaczonych na kino. Boi się jednak, że mogą zostać one rozkradzione. „Niestety, ta prezydencka inicjatywa” –  jak mówi – „może być wykorzystana przez grube pijawki”. Dlatego aktorka sugeruje stworzenie „uczciwego” komitetu młodych utalentowanych reżyserów. Ale gdzie jest gwarancja, że ​​i oni nie staną się za kilka dni „pijawkami”, gdy zobaczą duże pieniądze?

Najwięcej pytań pojawia się jednak w tej części dekretu Putina, który mówi o tym, jak „prawidłowo według wartości duchowych i moralnych” należy pisać historię Rosji. Aby historycy i filmowcy nie „zniekształcali” biografii dowódców wojskowych, monarchów i bohaterów Ojczyzny, prezydent Władimir Putin polecił Ministerstwu Edukacji Rosji opracowanie jednolitego podejścia do nauczania historii w szkołach. Jednak w Rosji historycy od dawna nie piszą prawdy. Na przykład fakt, że marszałek Żukow splądrował Niemcy i przewiózł do swojej daczy pod Moskwą 8 wozów ze zrabowanymi kosztownościami, nie został jeszcze wpisany do podręczników historii.

Co zaskakujące, dziekan Wydziału Humanistycznego Wyższej Szkoły Ekonomicznej Oleksiy Rutkevich stwierdził, że „już dawno trzeba było wypracować ujednolicone podejście do jej studiów. Historia ojczyzny musi zostać oczyszczona z różnych bzdur. Nie powinien zawierać rzeczy, które niszczą jedność kraju”. Ustalono już, że członkowie Rosyjskiego Towarzystwa Historyczno-Wojskowego opracują ujednolicone podejście do nauczania „poprawnej historii” w szkołach.

Co zaskakujące, nauczyciele wielu rosyjskich uniwersytetów poparli wprowadzenie stanowiska doradcy dyrektora pracy pedagogicznej, choć jasne jest, że będzie to ideologiczny cenzor, który będzie czuwał nad wartościami „duchowymi i moralnymi”. I znowu pojawia się pytanie o „wartości duchowe i moralne” nauczycieli rosyjskich uniwersytetów, liceów, techników i szkół.

 

Płonący Most Krymski to cios w „dumę Putina". Fot. YouTube/TVP

Duchy Mostu Krymskiego – WOŁODYMYR SYDORENKO o nasilonym działaniu rosyjskiej propagandy

Z chwilą uszkodzenia Mostu Krymskiego na okupowanym przez Rosję półwyspie wzmogło się działanie kremlowskiej propagandy, której celem jest odwrócenie uwagi od strat spowodowanych tym wydarzeniem.

W dniu wysadzenia Mostu Krymskiego władze rosyjskie chwaliły się, że zostanie on naprawiony za dwa dni, ale minęło pół miesiąca, a most nadal jest uszkodzony. Jak donosi brytyjski wywiad, w związku ze zniszczeniem Mostu Krymskiego, Rosji coraz trudniej jest zapewnić zaopatrzenie dla swojej grupy wojsk na południu Ukrainy. Przeprawa działa tylko w trybie awaryjnym, setki ciężarówek czekają w kolejce po obu stronach cieśniny.

Aby odwrócić uwagę od zniszczonego mostu, rosyjska propaganda wymyśla coraz to nowe sztuczki, aby wpłynąć na mieszkańców Krymu. Na przykład, pewnego dnia woźna pracująca na jednej z ulic Kerczu, oparta o miotłę, żałosnym głosem, krzyczała na wszystkich mężczyzn: „Dlaczego nie jesteście na froncie? Dlaczego nie uratujecie ojczyzny?” Mieszkańcy uspokajali ją zapewnieniami, że nikt nie zaatakował Rosji. Jak się później okazało, woźna wykonywała zadania zlecone jej przez rosyjskie służby specjalne.

Jeden z blogerów z Kerczu, napisał, że takie ideologiczne operacje specjalne często zdarzają się w tym mieście. Na przykład po bombardowaniu Kijowa i innych regionów Ukrainy jedna z mieszkanek mówiła, że „trzeba dalej bić, aby Zachód poczuł naszą siłę. To oni namawiali Ukrainę do bombardowania Donbasu przez osiem lat, a teraz namawiają ją do zabicia własnej ludności cywilnej. Nienawidzę Zachodu!” I można by się tylko dziwić ignorancji tej kobiety, gdyby nie jeden szczegół. Opowiadając swoje co chwilę podchodziła do nowej grupy ludzi, jak zawodowa propagandystka.

Mieszkańcy miasta byli też bardzo zaskoczeni rozumowaniem innej kobiety, która twierdziła, że most próbowały zniszczyć Stany Zjednoczone. „Potrzebują terytoriów, dlatego podbijają Ukrainę, dają jej broń, pozwalają zabijać własnych ludzi. Wiadomo przecież, że Ameryka stoi na wulkanie, dokładna data jego erupcji została już podana i musi wyprowadzić swoich ludzi ze strefy zagrożenia. Dlatego wybrali Ukrainę” – mówiła.

Ta sama kobieta nazwała zniszczenie mostu terroryzmem, ale nie chciała przyjąć argumentów innego mieszkańca, który mówiła do niej: „Cieszysz się, że Mariupol został starty z powierzchni ziemi, Charków zniszczony, dzieci zabite, dziewczyny gwałcone, że strzelano do kobiet i starców? Czy to nie terroryzm? Czy myślisz, że Ukraina i Ukraińcy po cichu zniosą rosyjskie zbrodnie, zapomną o swoich zamordowanych krewnych, porwanych do Rosji dzieciach, zniszczonych miastach, przedsiębiorstwach i zaakceptują życie, które zaaranżował im >wielki brat<?!”

Inną metodą propagandy jest organizowanie tzw. „ciotek Putina”, grup kobiet, które gromadzą się rzekomo, by robić na drutach skarpetki i rękawiczki dla żołnierzy rosyjskich „na froncie”, jak w czasie II wojny światowej, a de facto podczas takiego spotkania szerzą kłamstwa o Ukrainie i chwalą Putina.

Wśród takich propagandowych „wykładów” agentów Kremla jedno z eksponowanych miejsc zajmuje „temat polski”. Według jednego ze świadków, podczas spotkania w Kerczu „wykładowca” rzucił kłamstwo, że „polski biznes kupuje teraz na Ukrainie absolutnie wszystko – ziemię, fabryki, zboże”. Polacy rzekomo kupują produkty rolne z 50-procentową zniżką, po czym są one eksportowane do Europy i sprzedawane  po znacznie wyższych cenach. Propagandysta twierdził, że „Warszawa robi to, aby całkowicie wziąć Ukrainę w swoje ręce”. Dodał, że „władze Ukrainy specjalnie sprowokowały Rosję i zaangażowały się w konflikt zbrojny w celu uratowania „pustego skarbca”. Teraz Kijów prosi Zachód co miesiąc o 7 miliardów dolarów, zapewniając, że pomoże to krajowi przetrwać. Inni „wykładowcy” rozpowszechniali sfałszowane słowa premiera Mateusza Morawieckiego, który rzekomo miał powiedzieć, że „Unia Europejska może >eksplodować’ przez Ukrainę<”. Ten „wykładowca” mówił o jakichś niemożliwych do pogodzenia „sprzecznościach” między członkami Unii Europejskiej i domagał się, aby „Rosja i Ukraina zawarły porozumienie pokojowe teraz i na dowolnych warunkach”. Zrozumiałe jest, że Rosja zdała sobie sprawę, że przegrywa wojnę i dlatego potrzebuje „pokojowego wytchnienia”, aby zgromadzić siły i zasoby do ponownej walki.

Wszystko to są „duchy Mostu Krymskiego”, czyli operacje  rosyjskich służb specjalnych, które starają się ukryć straty spowodowane detonacją obiektu nazywanego dumą Putina. Widać, że cios w dumę dyktatora okazał się dość bolesny…

 

Książka „Dziennikarze na wojnie” opisuje jak w Ukrainie wygląda walka na froncie informacyjnym.

WOŁODYMYR SYDORENKO: Dziennikarze w Ukrainie – praca w trybie wojennym

Praca dziennikarzy w Ukrainie podczas wojny jest bezcenna. To nie tylko bieżące dostarczanie informacji o heroicznym oporze wobec agresorów, ale także historyczna dokumentacja zbrodni rosyjskich najeźdźców.

Na portalu Krajowego Związku Dziennikarzy Ukrainy można jeszcze przeczytać apel tej organizacji, który pojawił się tam zaraz po rosyjskiej inwazji: „Ukraino, trzymaj się! NSJU wchodzi w wojenny tryb działania!” Nikt z nas nie miał doświadczenia wojskowego, ale wszyscy rozumieli, że nadszedł czas, kiedy istnienie kraju, narodu, jest zagrożone, że trzeba walczyć i wygrać, innej drogi nie było. Niedawno na Ukrainie ukazała się książka „Dziennikarze na wojnie”, zbiór opowiadań o tym, jak dziennikarze „walczą” na froncie informacyjnym. Od początku wojny wydarzyło się bardzo wiele, to prawie cała najnowsza historia społeczności dziennikarskiej Ukrainy.

Co najmniej 39 dziennikarzy padło ofiarą agresji rosyjskiej na Ukrainie w ciągu 200 dni wojny. Według zweryfikowanych danych NSJU wśród zabitych jest ośmiu dziennikarzy pełniących obowiązki zawodowe; 13 pracowników mediów to ofiary cywilne; 18 zabitych spośród przedstawicieli mediów stanowili zmobilizowani do obrony kraju w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy. Ostatnią ofiarą rosyjskich najeźdźców był operator kanału telewizyjnego „Pryamiy” i oficer Sił Zbrojnych Ukrainy Oleksiy Yurchenko, który zginął podczas walk o Bałaklia pod Charkowem 8 września.

Szef Krajowego Związku Dziennikarzy Ukrainy Serhij Tomilenko mówi, że dla dziennikarzy sprawą honoru jest uczczenie pamięci i wspieranie rodzin poległych kolegów – tych, którzy zginęli podczas wykonywania obowiązków zawodowych, tych, którzy na czas wojny odłożyli pióro, zeszyt i dyktafon i chwycili za broń, a także tych, którzy stali się niewinnymi ofiarami rosyjskich najeźdźców.

Na Ukrainie podczas wykonywania obowiązków dziennikarskich zginął np. ukraiński fotoreporter magazynu „LIVE” Jewgienij Sakun. Został zabity podczas ataku rakietowego na wieżę telewizyjną w Kijowie 1 marca 2022 r. Renauda Brenta Anthony’ego, Amerykanina dziennikarza, byłego korespondenta „The New York Times”, reportera „Time” i dokumentalistę rosyjscy żołnierze zastrzelili na punkcie kontrolnym w Irpieniu 13 marca 2022 r. Pierre Zakzhevsky, irlandzki fotoreporter „Fox News”, zmarł 14 marca, 2022 wraz z Oleksandrą Kuvshinovą, po ostrzale ich samochodu we wsi Gorenka w obwodzie kijowskim. Oksana Baulina, rosyjska dziennikarka „The Insider” zginęła 23 marca 2022 r. podczas rosyjskiego ostrzału Kijowa. Maksym Levin, ukraiński fotoreporter, został znaleziony martwy w obwodzie kijowskim 1 kwietnia 2022 r. Śledztwo przeprowadzone przez Reporterów bez Granic wykazało, że był torturowany i zamordowany. Mantas Kvedaravicius, litewski filmowiec i dokumentalista, zginął 2 kwietnia 2022 roku podczas próby opuszczenia miasta Mariupol, którego życie dokumentował przez wiele lat. Leclerc-Imhoff Frédéric, francuski dziennikarz kanału BFMTV, zmarł od rany zadanej odłamkiem 30 maja 2022 r. po rosyjskim ostrzale, relacjonował ewakuację ludności cywilnej z Siewierodoniecka.

Dilyerbek Shakirov, ukraiński dziennikarz tygodnika informacyjnego „Navkolo Tebe”, został zabity z broni automatycznej 26 lutego w obwodzie chersońskim. Wśród zabitych podczas wojny są też Ihor Hudenko, ukraiński fotograf i Pavlo Li, gospodarz kanału telewizyjnego „Dom”. Viktor Dyedov, ukraiński operator kanału telewizyjnego „Sigma”, zmarł 11 marca 2022 r. w Mariupolu w wyniku ostrzału jego domu. Hyrych Vira, ukraiński dziennikarz, producent Radio Liberty, zginął w wyniku rosyjskiego ostrzału Kijowa 28 kwietnia 2022 roku. To tylko niektórzy z naszych kolegów i koleżanek, którzy zginęli w wyniku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Trudno wyliczyć wszystkich, to takie bolesne…

Jednak w Ukrainie rozumieją, że praca dziennikarzy w czasie wojny jest bezcenna. To nie tylko reportaż o heroicznym oporze Ukraińców wobec rosyjskich agresorów, ale także historyczna dokumentacja zbrodni rosyjskich najeźdźców, która będzie leżała na stołach sądowych podczas przyszłych procesów zbrodniarzy wojennych, to po prostu dokumentacja historii ukraińskich miast i wsi. Na przykład znany fotoreporter „Graty” Stanislav Yurchenko mówi: „To, co kręcimy ja i moi koledzy, będzie służyło jeszcze lata po wojnie. Ponieważ postępowanie sądowe to nie kwestia roku czy dwóch lat. Te zdjęcia mogą być potrzebne przez dziesięciolecia”. Od początku wojny Stanislav Yurchenko podróżuje po Ukrainie i dokumentuje to, co wydarzyło się w ukraińskich miastach i wsiach w związku z inwazją rosyjskich najeźdźców. Wydawnictwo „Grata”, specjalizujące się w dziennikarstwie sądowym, zajmuje się obecnie dokumentowaniem zbrodni wojennych Rosji na Ukrainie. Stanislav Yurchenko opowiedział o tym, co można sfilmować, o co powinien zadbać dziennikarz idąc do strefy walki, dlaczego hełm jest nie mniej ważny niż kamizelka kuloodporna, podczas szkolenia NSJU „Bezpieczeństwo dziennikarzy relacjonujących wojnę na Ukrainie”, które odbyło się we współpracy z UNESCO i organizacją Reporterzy bez Granic.

W Ukrainie praktycznie nigdzie dziennikarze nie porzucili swoich obowiązków z własnej woli. Korzystają z najmniejszych możliwości kontynuowania wydawania gazety, aktualizowania kanałów internetowych, nadawania audycji radiowych i telewizyjnych. Na przykład gazeta „Majak” w obwodzie charkowskim ukazuje się pomimo wojny, problemów z pocztą i internetem. Zespół dziennikarzy drukuje gazetę na drukarce i rozdaje ją czytelnikom. Redaktor naczelna Tetiana Łuczyńska mówi, że dziennikarze wytrzymali uderzenie koronawirusa, a teraz muszą się zmierzyć z wojną. „Walczymy i robimy wszystko, co w naszej mocy, aby gazeta przetrwała i wygrała razem ze swoimi czytelnikami” – dodaje. Nawet teraz gazeta ma ponad 3000 subskrybentów, a grupa na Facebooku liczy około 12 000 członków. Jest wiele takich przykładów, kiedy dziennikarze nadal pracują i publikują w najtrudniejszych warunkach.

Z dziewięciu pracowników gazety „Verkhovynski Visti” w obwodzie iwanofrankowskim, w redakcji obecnie pozostało sześciu. Budżet reklamowy został stracony z powodu wojny, pieniądze wystarcza tylko na opłacenie druku gazety, więc cała ekipa zdecydowała się na urlop bezpłatny, ale kontynuować wydawanie kolejnych numerów. Przed wojną  60% dochodów pochodziło z prenumerat, a pozostałe 40% z reklam. Teraz sytuacja się zmieniła. Wraz z wybuchem wojny na pełną skalę papier i usługi poligraficzne stały się bardzo drogie. Wydanie 3000 egzemplarzy pochłania wszystkie pieniądze zarobione w ciągu miesiąca. Liczbę stron trzeba było zmniejszyć z 12 do 8, ale gazeta żyje i przekazuje czytelnikom wiadomości z frontu. Chociaż ogólnie w obwodzie iwano-frankowskim 9 lokalnych gazet przestało się ukazywać, a niektóre całkowicie się zamknęły, niektóre ukazują się nieregularnie.

Krajowy Związek Dziennikarzy Ukrainy stworzył sieć Centrów Solidarności w regionach, aby nieść pomoc dziennikarzom. Lina Kush, pierwsza sekretarz NSJU, mówi: „To sieć stworzona przez Krajowy Związek Dziennikarzy Ukrainy w celu wspierania pracowników mediów w czasie wojny. Każdy ukraiński dziennikarz może skontaktować się z nami w celu uzyskania pomocy osobiście lub online. Świadczymy pomoc organizacyjną, techniczną, materialną, psychologiczną i prawną dziennikarzom, którzy w różnym stopniu zostali dotknięci wojną, a także pomagamy przedstawicielom krajowych i zagranicznych środków masowego przekazu w relacjonowaniu zbrojnej agresji Rosji w naszym kraju. Wraz z międzynarodowymi partnerami pomagamy małym lokalnym redacjom >utrzymać się na powierzchni<, zapewniając tymczasowe wsparcie finansowe na opłacenie pracowników lub zakup sprzętu”. Takie ośrodki powstały w Kijowie, Lwowie, Iwano-Frankowsku, Czerniowcach, Zaporożu i Dnieprze. Sieć została utworzona i działa przy wsparciu Europejskiej i Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy oraz innych partnerów międzynarodowych.

Prześladowanie Świadków Jehowy to kolejny przykład, że Rosja idzie śladami nazistów. W hitlerowskich Niemczech członkowie tej organizacji religijnej trafiali do obozów koncentracyjnych, gdzie byli oznaczani fioletowym trójkątem. Fot. Wikipedia

WOŁODYMYR SYDORENKO: Represje wobec organizacji religijnych na Krymie stają się coraz brutalniejsze

Rosja nasila na Krymie represje wobec organizacji religijnych, które nie podzielają stanowiska Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego (RKP) i wyznają ideologię pacyfizmu lub pokojowego oporu wobec okupacji Ukrainy.

Kilka dni temu, jak donosi rosyjski Komitet Śledczy na Krymie, rosyjski sąd aresztował członkinię organizacji religijnej Świadków Jehowy. A organizacja pozarządowa „Solidarność Krymska” poinformowała, że ​​kontrolowany przez Rosjan Sąd Rejonowy w Symferopolu przedłużył aresztowanie działaczy krymskotatarskich: Wilena Temeryanowa, Envera Krosha, Seityia Abbozova, Murata Mustafayeva, Edema Bekirova i Rinata Alijewa o kolejne trzy miesiące, do 10 stycznia 2023 r. Są oni zaangażowani w sprawę organizacji religijnej Hizb ut-Tahrir.

Faktem jest, że obie te organizacje nie popierają rosyjskiej wojny z Ukrainą.

Według komisji śledczej „od kwietnia 2017 r. do września 2022 r. szef zakazanej w Rosji organizacji religijnej >Świadkowie Jehowy< brał bezpośredni udział w wydarzeniach na terenie okręgu Czerwonej Gwardii, będąc aktywnym zwolennikiem nurtu pacyfistycznego. Aresztowany działacz został oskarżony o przynależność do rzekomo ekstremistycznej organizacji, choć Świadkowie Jehowy są grupą wyznaniową całkowicie pacyfistyczną i nie podzielają ani ideologii, ani praktyki ekstremizmu. Jednak w Rosji członkostwo w Świadkach Jehowy jest przestępstwem ściganym z artykułu 282.2 Kodeksu Karnego.

„Obecnie śledczy przeprowadzili ponad 10 rewizji w miejscu zamieszkania oskarżonych i zwolenników tej organizacji, a także skonfiskowali dokumenty potwierdzające ich działalność oraz literaturę ekstremistyczną. Oskarżony został tymczasowo aresztowany” – poinformował rosyjski Komitet Śledczy.

To aresztowanie to dopiero nowy etap represji wobec Krymu. Wcześniej „Europejskie Stowarzyszenie Świadków Jehowy” poinformowało, że 28 września rosyjskie siły bezpieczeństwa przeprowadziły osiem rewizji członków organizacji religijnej „Świadkowie Jehowy” we wsiach Niżnyohirskie i Czerwonogwardijske, jeden z nich, Serhij Parfenowicz, został zatrzymany.

Według najnowszych informacji Świadków Jehowy rosyjscy stróże prawa na Krymie wszczęli 9 spraw karnych przeciwko 16 lokalnym działaczom Świadków Jehowy. Wyroki przeciwko pięciu z nich weszły już w życie. Zostali skazani na kary pozbawienia wolności od 4 do 6 lat.

W sierpniu 2022 r. „Europejskie Stowarzyszenie Świadków Jehowy” poinformowało, że w Sewastopolu rosyjskie siły bezpieczeństwa przeszukały domy aktywistów. Viktor Kudinov i Serhiy Zhigalov zostali zatrzymani, a przeciwko nim wszczęto postępowanie karne. We wrześniu 2022 r. prokurator rosyjski wystąpił z wnioskiem o siedem i pół roku więzienia dla Wołodymyra Maładyki, Jewhena Żukowa i Wołodymyra Sakady, zwolenników związku wyznaniowego Świadków Jehowy.

Uznawanie całkowicie pokojowego stowarzyszenia religijnego „Świadkowie Jehowy” za organizację ekstremistyczną w Rosji przeczy zdrowemu rozsądkowi. W rzeczywistości Rosja prześladuje ten trend religijny, ponieważ ich ideologia zakłada pacyfizm i zabrania swoim działaczom i zwolennikom chwytania za broń. W ten sposób Świadkowie Jehowy z natury sprzeciwiają się wojnie Rosji na Ukrainie, a członkowie tej organizacji odmawiają wstąpienia do wojska i zabijania ludzi. Dlatego w 2017 roku rosyjski Sąd Najwyższy uznał organizację religijną „Świadkowie Jehowy” za ekstremistyczną i zakazał jej działalności w Rosji. Również działalność tej organizacji jest zakazana na anektowanym Krymie.

Pracownicy FSB Rosji wielokrotnie przeszukiwali i zatrzymywali podejrzanych z organizacji religijnej „Świadkowie Jehowy” na terenie półwyspu. Według Centrum Praw Człowieka „Memoriał”, w Rosji ścigano już kilkudziesięciu zwolenników tej grupy religijnej. W sierpniu 2018 r. „Memoriał” uznał za więźniów politycznych 29 zwolenników organizacji religijnej „Świadkowie Jehowy”, oskarżonych w Rosji o ekstremizm.

Natomiast, muzułmańska organizacja religijna „Hizb ut-Tahrir” w Rosji jest uznawana za ekstremistyczną ze względu na to, że wyznaje ideologię odrzucania terrorystycznych metod walki i wzywa do pokojowego utworzenia pacyfistycznego „globalnego kalifatu”. Rosyjscy szpiedzy na Krymie potajemnie nagrywają ich rozmowy w domu lub w meczetach, a następnie za pomocą sfałszowanych dowodów i tzw. „tajnych świadków” aresztują i sądzą uczestników tych rozmów, zarzucając im najpoważniejsze przestępstwa, w tym np. próby obalenie rządu w Moskwie. Kilkaset osób zostało już skazanych w Rosji za udział w Hizb ut-Tahrir. Jak wiadomo z poprzednich spraw, z reguły orzeka się im zbyt długie kary pozbawienia wolności – od 10 do 20 lat.

Pewnego dnia na Krymie przedłużono aresztowanie kilku nowych uczestników „sprawy muzułmanów krymskich” z Dzhanki i rejonu Dzhankoy. Jak poinformował prawnik Emil Kurbedinow, „sąd” był zadowolony z formalnych podstaw, które przedstawiły mu przedstawiła FSB i Prokuratury Krymu.

Przypomnijmy, rankiem 11 sierpnia krymskotatarscy aktywiści byli przeszukiwani w krymskiej dzielnicy Dzankoja i Dzhankoya, ich prawnicy nie zostali dopuszczeni do śledztwa, a ich telefony komórkowe zostały na ten czas specjalnie wyłączone. Rosyjskie siły bezpieczeństwa zatrzymały sześciu mężczyzn – Vilen Temeryanowa, Envera Krosha, Seitayę Abbozova, Murata Mustafayeva, Edema Bekirova i Rinata Aliyeva pod zarzutem udziału w zakazanym w Rosji udziale w Hizb ut-Tahrir.

Przedstawiciele międzynarodowej islamskiej organizacji „Hizb ut-Tahrir” przyznają, że celem ich misji jest zjednoczenie wszystkich krajów muzułmańskich w islamskim kalifacie, ale odrzucają metody terrorystyczne, by to osiągnąć. Twierdzą, że są niesłusznie prześladowani w Rosji i na okupowanym przez nią od 2014 roku Krymie. Rosyjski Sąd Najwyższy zakazał działalności Hizb ut-Tahrir w 2003 roku, wymieniając ją jako grupę „terrorystyczną”.

Obrońcy Krymu aresztowani i skazani w „sprawie Hizb ut-Tahrir” uważają, że ich prześladowania są motywowane względami religijnymi. Prawnicy zwracają uwagę, że rosyjskie organy ścigania prześladują głównie Tatarów krymskich, a także praktykujących islam Ukraińców, Rosjan, Tadżyków, Azerbejdżanów i Krymów innego pochodzenia etnicznego. Prawo międzynarodowe zabrania wprowadzania ustawodawstwa państwa okupującego na terytorium okupowanym.

 

Fot. Radio Swoboda

WOŁODYMYR SYDORENKO: Jak polskie armatohaubice KRAB służą ukraińskiej armii

Na portalu „Krym.Realii” (projekt Radio Liberty) pod koniec sierpnia ukazał się obszerny fotoreportaż o tym, jak żołnierze ukraińscy używają polskich haubic KRAB przeciwko rosyjskim agresorom w Donbasie.

Artylerzyści ukraińscy twierdzą, że przy pomocy polskich haubic udaje im się skutecznie powstrzymać rosyjskie wojska. Tak, Ukraińcy walczyli na sowieckim sprzęcie, więc mają z czym porównywać. Obecnie, jak mówią, na frontach obrońcy Ukrainy mają większe możliwości, a obecność polskich instalacji artyleryjskich jest już odczuwalna na froncie.

„Radio Liberty” opublikowało 15 zdjęć ukazujących udział polskiego sprzętu w walkach na Donbasie. Jest to fotografia samej haubicy podczas ostrzału, a także zdjęcie samochodu dowódcy dywizji haubic, portrety strzelców i mechaników, których nazwisk nie wymieniono.

Zdjęcia pokazują, jak pojazdy bojowe zdobywają coraz to nowe pozycje. Żołnierze mają mało wolnego czasu, ponieważ aby wykonać misję bojową, trzeba być gotowym w każdej chwili. Wojskowi chwalą polską broń: „Łatwo na niej pracować, maksymalnie ułatwia to załodze pracę. Wystarczy tylko wykonać obliczenia, komputer zrobi wszystko za ciebie. Tutaj ładowanie jest bardzo szybkie w porównaniu ze sprzętem w stylu radzieckim”

„Te haubice dały nam wiele przewag nad rosyjskimi najeźdźcami i z ich pomocą wygramy” – podkreślają Ukraińcy.

Mówią też trochę o samej technologii. KRAB to polska samobieżna armatohaubica. W produkcji wykorzystano licencjonowaną wieżę z brytyjskiej samobieżnej haubicy AS90. Działo kalibru 155. Jako podwozie wybrano południowokoreańską platformę z K9 „Thunder” ACS.

Głównym środkiem ognia polskiej haubicy jest działo 155 mm. Broń wyposażona jest w dwukomorowy hamulec wylotowy, system przeładowania jest półautomatyczny. Maksymalna szybkostrzelność działa to 6 strzałów na minutę. Wykorzystywana jest również seria wystrzeliwania pocisków. Działo może wystrzelić 3 pociski w ciągu 10 sekund. Jednocześnie praktyczna szybkostrzelność w warunkach bojowych, w której załoga będzie mogła efektywnie pracować przez długi czas, wynosi 2 strzały na minutę. Minimalny zasięg ognia to 4,7 km, maksymalny to 40 km.

Już po kilku minutach dziennikarze szybko kończą rozmowę i pojawia się komenda „Do bitwy!”. Załoga zajmuje pozycje bojowe, a pojazd KRAB przechodzi do pozycji strzeleckiej.

Cel wyznaczony, maszyna przygotowana i naładowana, w hełmie dowódcy haubicy rozlega się komenda „ogień!”. Strzelcy wystrzeliwują dwa pociski i zmieniają pozycję tak, aby nie zostali osłonięci ogniem kontrbaterii przeciwnika.

Fotoreportaż dostępny jest TUTAJ.