WOŁODYMYR SYDORENKO: Putin boi się swoich generałów

Zdaniem analityków ostatnie zatrzymania i dymisje w rosyjskiej armii pokazują, że Władimir Putin nie ufa generałom. Podczas wojny armia zostaje wzmocniona, dlatego wzrasta też prawdopodobieństwo wojskowego zamachu stanu.

23 maja pod zarzutem korupcji aresztowano zastępcę szefa Sztabu Generalnego Rosji gen. Wadima Szamarina. Jak wynika ze śledztwa, w okresie od kwietnia 2016 r. do października 2023 r. generał otrzymał od dyrektora generalnego Permskich Zakładów Telefonicznych łapówkę w wysokości 36 mln rubli.

Tego samego dnia sąd w Moskwie aresztował także szefa wydziału zamówień obronnych Ministerstwa Obrony Rosji Władimira Wierteleckiego. Oskarżono go o nadużycie władzy publicznej przy wykonywaniu umowy państwowej, co spowodowało szkodę w wysokości 70 mln rubli. Jak wynika ze śledztwa, w 2022 roku Wierteletski przyjął niedokończone prace.

Zatrzymanie Wadyma Szamarina to kolejne aresztowanie wysokiego rangą przedstawiciela rosyjskiego dowództwa wojskowego w ciągu miesiąca. Jako pierwszy został zatrzymany wiceminister obrony Federacji Rosyjskiej Timur Iwanow, któremu postawiono zarzut przekupstwa na kwotę około 1 miliarda rubli, urzędnik został aresztowany 24 kwietnia. W połowie maja w sprawie o przekupstwo zatrzymano i aresztowano szefa departamentu personalnego Ministerstwa Obrony Rosji Jurija Kuzniecowa. 17 maja były dowódca 58. Armii Połączonej Armii, generał dywizji Iwan Popow, został aresztowany pod zarzutem oszustwa.

Wszystko to dzieje się w kontekście dymisji ministra obrony Rosji Siergieja Szojgu, którego zastąpił Andriej Biłousow. Ale jeszcze przed tym wszyscy wiedzieli, że ogromny budżet rosyjskiej armii został w dużej mierze zdefraudowany. To nie pierwszy przypadek kiedy Putin, chroniąc swoich najbliższych przyjaciół, pozwala na wszczynanie spraw karnych przeciwko osobom z drugiego, trzeciego i czwartego szczebla, którzy kradli „na zamówienie”. Wszystko wygląda dość logicznie, wojsko przyjmuje to spokojnie, Putin wzmacnia swoją władzę i wpływy w armii, a naród rosyjski wyraźnie popiera rozprawienie się ze skorumpowanymi urzędnikami.

W Rosji zwolennicy wojny bardzo się cieszą z pomysłu zwalczania złodziei i skorumpowanych urzędników w Ministerstwie Obrony. W internetowych wpisach wyrażają oni nadzieję, że sprawcy przestępstw zostaną nie tylko uwięzieni, ale wysłani na front, aby w jednostkach szturmowych krwią mogli odpokutować swoje winy.

Wielu Rosjan twierdzi też, że Putin wiedział o korupcyjnym procederze, ale prześladuje tych, którzy są przeciwko niemu. Na przykład pułkownik Igor Striełkow, który swego czasu działał na Krymie i w Donbasie, został wtrącony do więzienia po nadmiernej krytyce rosyjskiego prezydenta.

Zdaniem analityków zatrzymania i dymisje wskazują, że rosyjski przywódca nie ufa generałom. Podczas wojny armia zostaje wzmocniona, dlatego wzrasta prawdopodobieństwo wojskowego zamachu stanu. Putin boi się swoich generałów. Tymczasem Ministerstwo Obrony Rosji w dalszym ciągu publikuje fałszywe informacje o sukcesach na froncie, podczas gdy w rzeczywistości ofensywa armii rosyjskiej na Ukrainie uległa spowolnieniu.

Rosyjscy analitycy przebywający zagranicą twierdzą, że przyczyna ostatnich wydarzeń może być dwojaka. Albo w Rosji rzeczywiście nie ma już prawdziwych generałów, tylko na wysokim szczeblu w armii funkcjonuje klub łapówkarzy, albo powtarza się rok 1937, gdy Stalin za pomocą organów ścigania rozprawiał się z niewygodnymi mu osobami.

 

Zniszczone Aleppo. Fot. Wikipedia

WOŁODYMYR SYDORENKO: Putin stosuje na Ukrainie taktykę znaną z Aleppo

Wystarczy obejrzeć zdjęcia zniszczonego syryjskiego Aleppo, żeby zobaczyć ten sam rosyjski „charakter pisma” w ukraińskich miastach.

Jak poinformowała niedawno agencja Ukrinform, powołując się na byłego ambasadora Turcji w Moskwie Aydina Adnana Sezgina, wojska rosyjskie na Ukrainie powtarzają taktykę działań stosowaną wcześniej w syryjskim Aleppo, w szczególności chodzi o ataki na obiekty cywilne, sprzeciw wobec misji humanitarnych i ewakuacji ludności.

„Teraz Ukraina jest świadkiem trendu ataków podobnego do tych w Syrii. Armia rosyjska strzela na oślep. W miejscach ataków rakietowych i bombardowań lotniczych nie ma obiektów wojskowych, wszystkie są terenami mieszkalnymi” – powiedział Sezgin.

Według niego taktykę Aleppo Putin stosuje także podczas zdobywania miast. „Kiedy ludzie chcą opuścić miasto w obawie przed bombardowaniami, mówi, otwórzmy korytarz humanitarny. Kiedy korytarz humanitarny jest otwierany, jest on również bombardowany” – powiedział były ambasador.

Choć coraz częściej słyszy się porównania rosyjskiej inwazji na Ukrainę z II wojną światową, „The Guardian” sugeruje zwrócenie uwagi na nowszy przykład – wojnę w Syrii. Gazeta pisze także, że Rosja stosuje tę samą taktykę na Ukrainie, a wielu rosyjskich dowódców, którzy obecnie niszczą ukraińskie miasta, zdobyło doświadczenie w walce w Syrii.

Rosja dołączyła do rzezi w Syrii w 2015 roku, stając po stronie dyktatora Bashara al-Assada. Całe miasta zostały zmiecione z powierzchni ziemi. Według grupy monitorującej Airwars w wyniku rosyjskich nalotów zginęło prawie 25 000 cywilów.

W Aleppo i Ghouta, na przedmieściach Damaszku, rosyjskie bomby spadły na szpitale, szkoły, rynki i na kolejki ludności cywilnej oczekującej na chleb. Rosyjskie lotnictwo pomogło żołnierzom Assada oblegać miasto, powodując, że mieszkańcy dosłownie umarli z głodu. Rosja i armia dyktatora strzelały do ​​ludzi próbujących ewakuować się korytarzami humanitarnymi.

Była ambasador USA przy ONZ Samantha Power dostrzegła podobieństwa między blokadą Mariupola a zniszczeniem Aleppo. „Federacja Rosyjska pokazała, że ​​jej podejście do Mariupola będzie takie samo, jak podejście rządu syryjskiego do Aleppo” – powiedziała po przybyciu do Polski z prezydentem Joe Bidenem, jak donosił ukraiński kanał telewizyjny Suspilne.

W 2008 roku syryjskie miasto Aleppo liczyło prawie 1,7 miliona mieszkańców i było uważane za drugie co do wielkości miasto w Syrii. W 2016 roku wojska rosyjskie praktycznie zniszczyły miasto poprzez bombardowania „dywanowe”, ucierpiało wiele obiektów będących pomnikami UNESCO.

„The Guardian” wyróżnia pięć kluczowych elementów „metody syryjskiej”, którą Putin stosuje obecnie na Ukrainie. Po pierwsze, jest to oblężenie miast. Siły Asada i wojska rosyjskie oblegały miasta, aby zmusić je do poddania się z powodu głodu i wyczerpania mieszkańców. Tak wyglądało oblężenie Aleppo w 2016 roku. Powstańcom najpierw odcięto dostawy, a następnie, przez sześć miesięcy, systematycznie „czyszczono” ulicę po ulicy. Przez cały ten czas miasto było chaotycznie bombardowane. W 2017 r. łącznie 4,9 mln Syryjczyków znajdowało się na obszarach objętych oblężeniem lub na terenach, do których nie mogły dotrzeć dostawy.

Na Ukrainie to samo działo się w Mariupolu. Przypuszcza się, że wojska rosyjskie planowały również oblegać Charków i Kijów, jednak siły ukraińskie nie pozwoliły im na otoczenie tych miast, kontrolując szlaki zaopatrzeniowe.

Po drugie, są to ataki na infrastrukturę cywilną. Zarówno w Syrii, jak i na Ukrainie wojska rosyjskie wybierają obiekty cywilne jako cele wojskowe. Zabraniają tego oczywiście konwencje międzynarodowe, ale jest to bardzo skuteczne, przede wszystkim jako metoda zastraszania i podważania morale społeczeństwa. Podczas ośmiomiesięcznego oblężenia Aleppo przeprowadzono co najmniej 16 ataków na szpitale. Zbombardowano także szpitale w innych syryjskich miastach. Istnieje wiele udokumentowanych przypadków, gdy to lotnictwo rosyjskie przeprowadzało ukierunkowane, celowe ataki na szpitale. Od 24 lutego ONZ udokumentowała co najmniej 43 ataki na placówki medyczne na Ukrainie. Wielu pacjentów zostało bez pomocy, jak na przykład dzieci chore na nowotwór w Czernihowie, które nie mogły nawet dostać leków przeciwbólowych.

Od 2015 r. w Syrii odnotowano także 204 ataki na rynki żywności. Syryjskie dzieci zostały zbombardowane w szkołach podczas zajęć. Po pełnoskalowym ataku Rosji na Ukrainę proces edukacyjny został zawieszony, ale w szkołach ukrywali się cywile. Na przykład, w szkole artystycznej w Mariupolu schroniło się 400 osób, kiedy zrzucono na nią bombę. W Charkowie zniszczono około pół setki szkół.

Również w Syrii Rosjanie zbombardowali obiekty dostarczające wodę, gaz i energię elektryczną. Na Ukrainie Rosjanie zaczęli wyłączać taką infrastrukturę na kilka dni przed zakrojoną na szeroką skalę inwazją: 22 lutego w wyniku ostrzału ługański TPP, będący głównym źródłem ciepła i światła w regionie, został wyłączony.

Po trzecie, jest to masowe użycie broni, które zmienia całe dzielnice mieszkalne w ruiny. Całkowitemu zniszczeniu uległo 80–90 proc. Mariupola i Wołnowachy. Liczba osób zabitych w wyniku takiego ostrzału jest ogromna, ciała leżały na ulicach. Ludzie całymi dniami nie wychodzili ze swoich piwnic. Warto obejrzeć zdjęcia zniszczonego Aleppo, żeby zobaczyć ten sam rosyjski „charakter pisma” w ukraińskich miastach. W Syrii Rosja setki razy użyła ładunków termobarycznych („bomb próżniowych”), bomb kasetowych i wyrzutni rakiet Grad.

„Trudno opisać słowami to, co Rosja zrobiła w Syrii – intensywne ataki, które zniszczyły całe dzielnice. Co najmniej 12 samolotów zbombardowało jednocześnie obszary mieszkalne, a kiedy skończyły, przyleciało na ich miejsce kolejnych 12” – mówi Fadel Abdul Ghani, szef Syryjskiej Sieci Praw Człowieka.

Rosja wykorzystuje inne kraje jako poligon doświadczalny dla nowej broni. Minister obrony pochwalił się, że w Syrii przetestowano 300 nowych rodzajów broni. Teraz władze rosyjskie twierdzą, że na Ukrainie po raz pierwszy użyto rakiet naddźwiękowych, czyli je przetestowano.

Po czwarte, jest to manipulacja korytarzami humanitarnymi. Zarówno w Syrii, jak i na Ukrainie wojsko rosyjskie zgodziło się na korytarze, a następnie w ostatniej chwili rozpoczęło ich ostrzeliwanie. Kolejki autobusów z ludźmi czekającymi na otwarcie korytarza to był typowy widok podczas wojny w Syrii. Czasami Rosjanie ogłaszali utworzenie korytarza bez ostrzeżenia lub porozumienia z organizacjami humanitarnymi, przez co obserwatorzy nie mogli monitorować trasy. Nie było też czasu na przygotowanie, więc ludzie po prostu nie zdążyli z skorzystać z możliwości ucieczki. Inną rosyjską taktyką często stosowaną w Aleppo jest wyrażanie zgody na korytarze ewakuacyjne, a następnie twierdzenie, że wszyscy otrzymali możliwość opuszczenia miasta, więc ci, którzy pozostali, to „terroryści”.

Po piąte, jest to dezinformacja. Jak dotąd Rosja nie przyznała się do zabicia ani jednego cywila w Syrii. Po inwazji na Ukrainę machina propagandowa ruszyła z pełną mocą – w Rosji zabrania się nawet używania słowa „wojna”. Znamienna była reakcja na tak oczywiste zbrodnie wojenne jak zbombardowanie szpitala położniczego w Mariupolu. Jest film, na którym rosyjski dyplomata o kamiennej twarzy, pokazując zdjęcia rannej kobiet w ciąży, twierdzi, że to aktorka, która została przebrana specjalnie na potrzeby zdjęcia. Kobieta na tym zdjęciu zmarła później w wyniku odniesionych obrażeń wraz ze swoim nienarodzonym dzieckiem.

Co dalej?

Ponieważ na pewnym etapie w Syrii użyto broni chemicznej, wielu obawia się, że to samo może się powtórzyć na Ukrainie. Wiadomo, że Bashar Assad użył sarinu podczas wojny w Syrii, ale „pod obcą banderą” – tak jakby robili to sami rebelianci. Rosja oskarża także Ukrainę o użycie broni chemicznej, choć nie ma jej na terytorium tego kraju, bo nigdy tam nie została wyprodukowana.

 

Znany rosyjski artysta Filip Kirkorow odkupił swoje winy występem w Donbasie. Fot. YT/Meduza

WOŁODYMYR SYDORENKO: Wojna na Ukrainie pomaga wybielać życiorysy

Publiczne popieranie wojny na Ukrainie to w Rosji coraz powszechniejszy sposób na odkupienie swoich win dla osób, które popadły w konflikt z prawem lub naraziły się Kremlowi.   

Nie jest tajemnicą, że, Moskwa aktywnie rekrutuje więźniów na wojnę na Ukrainie. Jest to m.in. sposób na odciążenie przepełnionych więzień. Tysiące więźniów korzysta z takiej możliwości, gdyż jest to szansa na ulgę od brutalności i tortur, dość powszechnych w rosyjskich zakładach karnych. Nie odstrasza ich fakt, że Rosja tworzy z uwolnionych więźniów tzw. bataliony szturmowe, które rzuca w celu przedarcia się przez najniebezpieczniejsze rejony frontu. „Żywotność” takiego oddziału często ogranicza się do jednego, dwóch lub trzech ataków.

Niemniej jednak części uwolnionych więźniów udaje się przeżyć. Wracali oni później do swoich rodzinnych miejscowości i kontynuowali przestępczą działalność – popełniali morderstwa, rabunki. Dlatego władze rosyjskie zmieniły już zasady werbunku i przy zawieraniu umowy rekrutacyjnej decydują się nie ułaskawiać, a jedynie zwalniać pod nadzorem.

Taka metoda formowania armii zdążyła już jednak zrodzić kilka niebezpiecznych trendów w rosyjskim społeczeństwie.

Co ciekawe, nawet kobiety osadzone w zakładach karnych zaczęły wykorzystywać ten sposób wydostania się na wolność. Na przykład była szefowa rosyjskiego ministerstwa kultury Krymu Arina Nowosilska, skazana w 2022 roku na 10 lat więzienia za otrzymanie szczególnie dużej łapówki w wysokości 17 mln rubli, miesiąc temu złożyła władzom więziennym oświadczenie, że zamiast przebywać w więzieniu, wolałaby udać się na wojnę z Ukrainą. Poinformowały o tym rosyjskie środki masowego przekazu, powołując się na moskiewską Komisję Nadzoru Społecznego. Najwyraźniej Arina Nowosilska, która była także jedną z inicjatorów aneksji Krymu w 2014 roku, również ma nadzieję, że uda jej się dostać pracę nie w roli „szturmowca Z”, ale przetrwać na bezpiecznej pozycji i odzyskać wolność.

Nie jest to zaskakujące, ponieważ szereg rosyjskich „patriotów”, którzy zszargali swój wizerunek przed władzami rosyjskimi i popadli w niełaskę, próbuje wybielić swój życiorys, uczestnicząc w wojnie lub po prostu usprawiedliwiając wojnę. Jak zauważają niektóre rosyjskie media, wojna na Ukrainie stała się skuteczną pralnią dla rosyjskich pseudopatriotów, ponieważ dziś w Rosji cała sfera wizerunkowa dzieli się tylko na dwie części: albo jesteś przeciwny wojnie na Ukrainie, a wtedy jesteś wyrzutkiem i wszystkie drogi masz zamknięte, albo popierasz wojnę, a wówczas jesteś patriotą, „przyjacielem rządu” i wszystkie drogi są przed tobą otwarte. Co więcej, jeśli sam bierzesz udział w wojnie lub po prostu w jakikolwiek sposób ją wspierasz, to jesteś już bohaterem wartym wszystkich nagród i wyróżnień!

Sewastopolski serwis informacyjny ForPost donosi o typowym przypadku. W 2022 roku Rada Izby Adwokackiej pozbawiła adwokata Elmana Paszajewa statusu prawnika. Powodem było m.in. „przestępstwo dyscyplinarne Paszajewa”. Następnie udał się on na wojnę na Ukrainie. Były prawnik powiedział dziennikarzom, że od dwóch lat służy w 95. Pułku Strzelców.

Roman Bilik, solista zespołu „Bestie”, jako pierwszy rozwiązał problemy z reputacją wyjazdem na Donbas. W lutym 2022 roku potępił rozpoczęcie wojny. Kiedy jednak zabroniono mu koncertu na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu i przerwano tournée po Rosji, muzyk zmienił stanowisko i poszedł śpiewać na „linii frontu”.

Bloger Dmitr Portniagin i jego żona zostali oskarżeni o niepłacenie podatków w wysokości ponad 124 milionów rubli oraz legalizację środków uzyskanych w sposób przestępczy. Portniagin także próbował rozwiązać swoje problemy poprzez wojnę. Zorganizował transport humanitarny na linię frontu. Z ziemianki opowiadał, że został ostrzelany i jak niebezpieczna jest teraz praca jako ochotnika w Donbasie. Ale to mu nie pomogło. 12 kwietnia bloger został zatrzymany w Rostowie nad Donem, gdy wrócił ze strefy działań wojennych.

Za przykładem Romana Bilika poszedł znany rosyjski artysta Filip Kirkorow, którego występy pod koniec ubiegłego roku zostały „odwołane” po wzięciu udziału w „nagiej” imprezie Anastazji Iwlejewej (pisałem o tym TUTAJ). Artysta został „wycięty” z noworocznych przedstawień i musicalu „Iwan Wasyliowycz zmienia wszystko”. Po tym wszystkim artysta udał się do Donbasu. W lutym Kirkorow przemawiał w szpitalu nr 2 w Gorłówce. Obdarował rannych żołnierzy prezentami, wykonał piosenkę, wygłosił płomienne przemówienie. Po tym występie Kirkorow wrócił do telewizji, a także do przewodniczenia jury programu „Maska”. Wznowiono jego działalność koncertową. Zaczął nawet żartować ze sceny, jak „wszedł do niewłaściwych drzwi”.

Inna uczestniczka „nagiej” imprezy – Dima Bilan – również na początku roku udała się do Donbasu z misją humanitarną. Według TARS dostarczyła sprzęt i datki na rzecz schroniska dla zwierząt  w Doniecku. Artystce wybaczono: 21 lutego podczas ceremonii otwarcia „Future Games” w Kazaniu wykonał rosyjski hymn państwowy. Wśród słuchaczy był prezydent Władimir Putin.

Organizatorka „nagiej” imprezy Anastazja Iwlejewa również planowała wyjazd humanitarny do Doniecka. Jednak mieszkańcy sprzeciwili się takiej próbie wybielania reputacji. Podróż Iwlejewej nie doszła do skutku. Mimo to blogerka nadal publicznie wspiera wojnę na Ukrainie.

Wielu „patriotów” w Rosji popiera takie zachowania gwiazd. Tak, bohater Rosji, szef prezydium organizacji „Oficerowie Rosji”, generał dywizji Sergiej Lipowy powiedział „ForPost”, że nie widzi nic złego w tym, że „skruszone” gwiazdy i blogerzy pomagają Donbasowi i żołnierzom. W szczególności stanął w obronie Kirkorowa: „Artysta również ryzykuje, że stamtąd nie wróci. A fakt, że Kirkorow poszedł rzekomo wybielić swoją winę, to jedna z opinii. Jest inne zdanie – wszyscy podejmują takie samo ryzyko: wolontariusze, artyści, piosenkarze i pisarze” – tłumaczył Lipowy.

 

Fot. Pixabay

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosja zmieniła prawo człowieka do informacji w przestępstwo

„Dyskredytacja armii rosyjskiej” lub „nadużycie prawa do wolności informacji” na takiej podstawie podporządkowane Rosji sądy na Krymie skazują dziennikarzy i obrońców praw człowieka, którzy chcą przekazywać społeczeństwu prawdziwe informacje.

Przewidując liczne protesty przeciwko wojnie na Ukrainie, rosyjska Duma Państwowa zmieniła przepisy prawne ten sposób, że każde krytyczne słowo na temat armii rosyjskiej może być uważane za „dyskredytujące”. Artykuł o „dyskredytowaniu armii rosyjskiej” pojawił się już po inwazji Rosji na Ukrainę na pełną skalę. Za jego naruszenie grozi wysoka kara pieniężna, a w przypadku recydywy postępowanie karne.

Jak poinformowało Biuro Prezydenta Ukrainy na okupowanym Krymie, według stanu na 15 kwietnia 2024 r. rosyjskie siły bezpieczeństwa sporządziły 780 protokołów w sprawie „dyskredytacji armii rosyjskiej”. Spośród nich wydano już 680 orzeczeń sądowych. „W tych sprawach sądy nałożyły już kary pieniężne w wysokości ponad 21 milionów rubli rosyjskich” – powiedział Denis Chistikov, pracownik biura prezydenta. Według jego danych, 41proc. orzeczeń kontrolowanych przez Rosję sądów na Krymie na mocy tego artykułu zostało wydanych przeciwko kobietom. Ogólnie rzecz biorąc, od marca 2022 r. do sądów Rosji wpłynęło ponad 9 000 protokołów w sprawie „dyskredytacji” armii. Świadczy to o masowym sprzeciwie wobec wojny.

Pewnego dnia na Krymie zatrzymano mieszkańca za „dyskusje na temat Ukrainy” na własnym podwórku. Według organów ścigania mężczyzna „organizował rozmowy z sąsiadami na temat Ukrainy”, podczas których „wypowiadał się przeciwko wojnie na Ukrainie, polityce prezydenta Rosji oraz ‘obraził armię’”. Policja przeprowadziła przeszukanie. W jego mieszkaniu „znaleziono ukraińskie symbole i rzekomo naboje. Rozważana jest kwestia wszczęcia postępowania karnego.”

Rosyjscy prokuratorzy wszczęli także dwie sprawy administracyjne przeciwko znanemu krymskiemu obrońcy praw człowieka Abdureszitowi Dżepparowowi z artykułów „dyskredytacji armii rosyjską” i „nadużycia wolności informacji”. Jak podano, istota oskarżenia jest taka, że ​​rzekomo administruje on stroną inicjatywy Qyrım Gayesi” („Idea krymska”), która publikuje artykuły na temat naruszeń międzynarodowego prawa humanitarnego na Krymie oraz raporty operacyjne na temat naruszeń praw człowieka na terytorium półwyspu. Dżepparow złożył apelację, ale kontrolowany przez Rosję Sąd Rejonowy w Biloghirskim uznał go za winnego „nadużycia wolności informacji”. Sędzia Nataliya Zinchenko nie uwzględniła apelacji i pozostawiła decyzję pierwszej instancji bez zmian. Posiedzenie sądu odbyło się przy drzwiach zamkniętych „w związku ze środkami zapobiegającymi terroryzmowi”.

Kilka tygodni temu kontrolowany przez Rosję Sąd Rejonowy w Symferopolu ukarał działaczkę na rzecz praw człowieka i dziennikarkę Lutfię Zudiewą grzywną w wysokości 2500 rubli z artykułu o „nadużywaniu wolności informacji masowej” za wpis w mediach społecznościowych. Według Zudiewy sąd podjął decyzję bez jej udziału i nie uwzględnił jej pisemnych zastrzeżeń. Działaczka na rzecz praw człowieka uważa, że ​​nie naruszyła prawa, podkreśliła iż śledczy zrównali jej osobistą stronę na Facebooku z zarejestrowanymi mediami.

Krymski prawnik Emil Kurbedinow stwierdził, że „funkcjonariusze policji nie mieli prawa wszczynać sprawy, ponieważ osobisty wpis na blogu nie jest środkiem masowej informacji”. Z tymi argumentami obrońcy nie zgodził się sąd w Symferopolu. Posiedzenie, na którym wydano wyrok skazujący, trwało 8 minut.

Krymscy prawnicy uważają także, że samo istnienie artykułu „nadużycie prawa do wolności informacji”, wprowadzonego do systemu prawnego Rosji przez Dumę Państwową, jest bzdurą. „Po pierwsze, w Rosji nie ma wolności informacji, więc jak można jej nadużywać? Po drugie, każdy człowiek ma prawo do wolności słowa, a ten artykuł bezprawnie ogranicza to prawo człowieka” – mówi prawnik Emil Kurbedinow.

Jednak on sam również stał się obiektem prześladowań. 15 lutego 2024 r. prawnik został zatrzymany w Symferopolu przez pracowników Rosyjskiego Centrum Zwalczania Ekstremizmu. Postawiono mu zarzut z artykułu o „nadużyciu wolności informacji masowej” za publikację na swoim kanale na Telegramie informacji o tym, w jaki sposób studenci mogą skorzystać z prawa do odroczenia poboru do armii rosyjskiej.

„Działalność tzw. Centrum Zwalczania Ekstremizmu ma charakter wyłącznie polityczny. Monitorują sieci społecznościowe, a także włamują się do e-maili i kont, aby znaleźć informacje, które mogą stać się formalnym powodem wszczęcia spraw administracyjnych. Bardzo często następnie kontaktują się z FSB, przekazują te wiadomości, aby można było już wszcząć sprawy karne. Jest to system, który zbudowano w ostatnich latach na okupowanym Krymie” – wyjaśnia szefowa krymskiej grupy praw człowieka Olga Skrypnyk. – „Strategia Rosji, także na zaanektowanym Krymie, polega na niszczeniu wszelkich przejawów niezależnego społeczeństwa obywatelskiego. Jej pierwszym celem są dziennikarze i obrońcy praw człowieka” – dodaje Skrypnyk. – „Rosja stara się uciszyć ich głos, dlatego wymyśliła takie artykuły w prawie, jakich nie ma w żadnym kraju na świecie…”

Emil Kurbedinow jest niezależnym prawnikiem, który broni krymskich więźniów politycznych oraz działaczy i dziennikarzy krymskotatarskich. Na swoim kanale na Telegramie wyjaśniał krymskim studentom, jak w ramach prawa powinni zareagować na otrzymanie wezwania do wojska. Śledczy zarzucili prawnikowi rozpowszechnianie „wstępnie niewiarygodnych informacji o znaczeniu społecznym”, choć były one w pełni wiarygodne. Emil Kurbedinow nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że rozpowszechniane przez niego informacje „wskazują na łamanie praw obywateli i obowiązującego ustawodawstwa przez komisarzy wojskowych”. Dodaje, że nadal będzie publikował w sieciach społecznościowych informacje o naruszeniach praw obywateli. „I z tego powodu nie mogę ponosić odpowiedzialności jako prawnik. Ta informacja jest wiarygodna. Inaczej bym tego nie umieścił” – mówi Emil Kurbedinow.

Według rosyjskiego prawnika Aleksandra Popkowa ściganie Lutfii Zudiyewej i Emila Kurbedinowa na podstawie artykułu dotyczącego „nadużycia wolności masowej informacji” jest sposobem wywarcia presji na nich jako obrońców praw człowieka. „W przypadku Emila Kurbedinowa, moim zdaniem, policja dąży do całkowitego milczenia prawnika i w dalszym ciągu wywiera na niego presję, aby zrezygnował z obrony tych, którzy się z tym nie zgadzają” – powiedział dziennikarzom RFE/RL Aleksandr Popkow. – „Artykuł ten został wymyślony w taki sposób, że może być środkiem prześladowania każdej osoby za publiczne wypowiedzi nielojalne wobec władz rosyjskich. Przepis tego artykułu jest na tyle niejasny i nieprecyzyjny, że można go zastosować do każdej osoby i każdego przypadku.”

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Dziennikarze są celem rosyjskiej armii podczas wojny na Ukrainie

Według ukraińskiej prokuratury od początku rosyjskiej inwazji na pełną skalę na Ukrainę zginęło 49 dziennikarzy, a 43 zostało rannych. Ostatnio pracownicy mediów ucierpieli podczas ataków dronów w Charkowie i Zaporożu.

Zgodnie z międzynarodowym prawem dziennikarze relacjonujący działania wojenne nie są ich uczestnikami, dlatego walczące strony nie tylko nie mogą ich zatrzymywać, czy strzelać do nich, ale powinny też chronić przed przypadkowymi trafieniami. Jednak nie tak zachowuje się armia rosyjska podczas wojny na Ukrainie. Na konferencji przedstawicieli Rady Europy „Dziennikarze mają znaczenie” szef wydziału współpracy z międzynarodowymi organizacjami rządowymi i pozarządowymi Prokuratury Generalnej Ukrainy Oleksandr Ziuz stwierdził, że „dziennikarze są rozstrzelani, nielegalnie przetrzymywani, poddawani torturom i nieludzkiemu traktowaniu”.

Odpowiedzialny za śledztwo w sprawie zbrodni wojennych Ziuz mówił o przestępczej działalności rosyjskich okupantów wobec dziennikarzy na Ukrainie. Prokuratury okręgowe prowadzą 92, a Prokuratura Generalna siedem, postępowań karnych dotyczących zbrodni wojennych wobec dziennikarzy. Najwięcej takich zdarzeń odnotowano w obwodach donieckim, kijowskim, ługańskim, charkowskim, zaporoskim i chersońskim.

Według Oleksandra Ziuza od początku inwazji na pełną skalę zginęło 49 dziennikarzy, w tym 7 obcokrajowców, 43 dziennikarzy zostało rannych, w tym 19 obcokrajowców, a 19 pracowników mediów było bezprawnie przetrzymywanych lub pozbawionych wolności.

„Dziennikarze stali się ofiarami bezpośrednich strzelanin, ostrzału artyleryjskiego terytorium linii frontu, ataków rakietowych na Ukrainę. Byli poddawani nielegalnemu przetrzymywaniu, torturom i nieludzkiemu traktowaniu. Część z nich nadal przebywa na terytoriach czasowo okupowanych i terytoriach Federacji Rosyjskiej jako zakładnicy cywilni” – podkreślił Oleksandr Ziuz.

Od początku inwazji na pełną skalę do sądu trafiły już cztery akty oskarżenia w postępowaniach karnych przeciwko 10 osobom. Trzech z nich zostało już skazanych zaocznie.

Kijowska Prokuratura Okręgowa skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko żołnierzowi Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, który groził jednemu z dziennikarzy przemocą fizyczną. Został za to skazany na 9 lat więzienia. Chersońska prokuratura regionalna skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko dwóm osobom, które uwięziły dziennikarza w mieście Kachowka i spowodowały u niego obrażenia ciała. Wskazane osoby uznano za winne i skazano na kary pozbawienia wolności.

Oleksandr Ziuz przypomniał, że w ostatnim raporcie misji obserwacyjnej ONZ wskazano, że wielu dziennikarzy zaliczano m.in. do kategorii osób, które doświadczyły nielegalnego pozbawienia wolności, tortur i nieludzkiego traktowania.

„Pracujemy na arenie międzynarodowej, aby postawić przed sądem winnych zbrodni wojennych wobec dziennikarzy” – oznajmił prokurator. – „W każdym przypadku komunikujemy się z przedstawicielami innych krajów. Nasza grupa współpracuje już z właściwymi organami Irlandii i Francji w związku ze śmiercią dziennikarzy z tych krajów. Biuro Prokuratora Generalnego Ukrainy uczestniczy w tworzeniu Międzynarodowej Platformy Powrotu Więźniów Cywilnych przebywających na terytoriach czasowo okupowanych oraz na terytorium Federacji Rosyjskiej. Wśród nich są także dziennikarze”.

„Od początku wojny obserwujemy, jak rosyjskie wojsko poluje na dziennikarzy na Ukrainie” – powiedział szef Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy (NSJU) Serhij Tomilenko w komentarzu dla Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ).

„Rosjanie strzelają do dziennikarzy za pomocą dronów i karabinów snajperskich, nielegalnie ich zatrzymują, kierują rakiety i drony w miejsca, gdzie zwykle gromadzą się dziennikarze” – dodał Tomilenko. –  „Także taktyka ponownego ostrzeliwania miejsc, gdzie już doszło do trafień, w których działają ratownicy i pracownicy mediów, całkowicie wpisuje się w rosyjską wojnę z dziennikarzami”.

Podstępne podwójne ataki na Charków 4 kwietnia i na Zaporoże 5 kwietnia raniły czterech dziennikarzy, uszkodziły domy dwóch dziennikarzy i zniszczyły siedzibę jednej z redakcji.

„Rosyjski dron spadł 5 – 6 metrów ode mnie” – powiedziała charkowska dziennikarka Julia Bojko, która przygotowuje materiały dla telewizji Biełsat. W wyniku eksplozji doznała wstrząsu mózgu, mimo tego kontynuowała pracę. Według jej relacji, gdy około pierwszej w nocy rozpoczął się ostrzał Charkowa, najpierw jeden „shahed” poleciał w kierunku pobliskiej stoczni. Rodzina Julii zeszła na pierwsze piętro, po czym nowy dron uderzył w trzypiętrowy budynek obok. W wyniku tej eksplozji w domu Julii wypadły szyby z okien, uszkodzone zostały drzwi i dach. Dziennikarka opuścił budynek i udała się na miejsce wybuchu.

„Miałam czas na filmowanie przez 10 – 15 minut, a potem usłyszałem, jak ratownicy zaczęli krzyczeć: ‘Idźcie do schronu!’ Poszłam za medykami, ale usłyszałam, że ‘shaheed’ jest już zbyt blisko i odruchowo upadłam na ziemię – opowiadała Julia. – „Dron spadł niedaleko, od razu się zapalił, zrobiło się gorąco. Gdybym była trochę bliżej, prawdopodobnie bym już nie żyła”.

Tego samego dnia w wyniku eksplozji wyleciały także okna w mieszkaniu dziennikarza Wadyma Makaryuka. „Obudziłem się po eksplozji. Później zobaczyłem przez okno kolejny błysk. Szyba w oknie pękła i wyleciała w wyniku uderzenia. To częsta rzecz w Charkowie… Oczywiście, że to przerażające” – mówi Wadym.

Charkowski dziennikarz Wiktor Pichugin, który 4 kwietnia ucierpiał podczas rosyjskiego ataku na swoje miasto, nadal przechodzi leczenie i badania. Tej nocy Wiktor pojechał na miejsce eksplozji, gdzie dron uderzył w trzypiętrowy budynek mieszkalny.

„Zacząłem filmować pracę ratowników i medyków. W pewnym momencie usłyszałem „Leci na nas dron!” – wspomina Wiktor. – „Wbiegłem do samochodu ratowników medycznych. Ostatni z medyków zdążył wskoczyć do bagażnika. Fala uderzeniowa natychmiast zatrzasnęła drzwi – byliśmy piętnaście metrów od miejsca wybuchu. Część lekarzy, którzy byli ze mną w samochodzie, doznała urazu ciśnieniowego. Z głowy zerwało mi hełm, najprawdopodobniej w wyniku eksplozji. Po wybuchu filmowałem jeszcze pracę ratowników i medyków. Potem znowu ogłosili zagrożenie ze strony dronów i wszyscy udaliśmy się do schronu…”

Olga Zvonaryova, korespondentka ukraińskiej agencji informacyjnej „Ukrinform”, która 5 kwietnia w Zaporożu znalazła się pod ostrzałem wroga, przebywa w szpitalu. Dziennikarka ma uszkodzone udo, w które wbiło się wiele odłamków, oraz złamany nadgarstek.

„Stan pacjentki był dość poważny, na skutek rozległego urazu i utraty krwi. Wszystko jednak zrobiliśmy na czas – powiedział Ukrinform Petro Ryżenko, dyrektor miejskiego szpitala pogotowia ratunkowego.

Olga wspomina, że ​​po pierwszych trzech atakach rakietowych na Zaporoże ona i jej koledzy pracowali na miejscu wybuchów. Zjechali się tam ratownicy i policja. Wkrótce wszyscy usłyszeli czwartą rakietę i zaczęli uciekać.

„Ale ona leciała tak szybko, że zdążyła tylko upaść na bok w pobliżu samochodu, który stał obok mnie. Strona, na której leżałam, jest nieuszkodzona, ale górna została poraniona” – opowiada”. – „Szyba w samochodzie była rozbita, ze zbiornika wyciekała benzyna, dobrze, że się nie zapaliła… Jestem bardzo wdzięczny moim kolegom i lekarzom, którzy byli na miejscu i bardzo szybko mi pomogli Założyli opaski uciskowe, wezwali pogotowie dla mnie i innej dziennikarki, która również została tam ranna. Dzięki takim działaniom udało mi się wówczas uniknąć śmierci…” Mimo tego Olga pozostaje w optymistycznym nastroju. „Dużo pracy. Kiedy kości się zrosną, ponownie pójdę przygotować materiały” – mówi.

Dziennikarka ukraińskiej telewizji „1+1” Kira Oves odniosła ranę ciętą w głowę podczas tej samej eksplozji co Olga Zvonareva i przebywa w szpitalu. Od dwóch godzin pracowała w pobliżu miejsca wybuchu „Dokumentowaliśmy szkody, przeprowadziliśmy wywiady z ludźmi. Nagle nad głową usłyszałam gwizd i natychmiast eksplozję. Nie czułam rany, tylko krew spływającą po mojej twarzy. Pobiegliśmy szukać miejsca do ukrycia się, bo mógł nastąpić kolejny atak. Mogę powiedzieć, że i tak miałam szczęście – bardziej dotknęło to moją koleżankę Olgę Zvonarevę…” – dodaje Kira Oves.

W wyniku eksplozji w Zaporożu zniszczone zostało biuro wydawnictwa „RIA-Piwden”, które przeniosło się tam z Melitopola, czasowo okupowanego przez Rosjan.

„Obecnie oceniamy skutki ostrzału” – mówi dziennikarka Svitlana Zalizetska. – „Wynieśliśmy cały sprzęt ze zniszczonego biura i umieściliśmy go w dwóch różnych miejscach. Teraz szukamy nowej siedziby. Nie możemy dalej pracować w zniszczonym biurze”.

NSJU deklaruje solidarność z poszkodowanymi kolegami oraz z tymi, których domy i redakcje zostały zniszczone, zapewnia im niezbędną pomoc materialną i organizacyjną. „Podziwiamy odwagę dziennikarzy, którzy poświęcają się szybkiemu informowaniu odbiorców i pomimo zagrożenia nadal pracują w miejscach znajdujących się bezpośrednio przy linii frontu” – mówi Serhij Tomilenko, szef NSJU. Sieć Dziennikarskich Centrów Solidarności Narodowego Uniwersytetu Ukrainy niezwłocznie przetwarza i weryfikuje informacje o dziennikarzach i środkach masowego przekazu potrzebujących pomocy, nawiązuje z nimi kontakt i udziela doraźnej pomocy.

Amerykański Komitet Ochrony Dziennikarzy (CPJ) wzywa Rosję do zaprzestania ostrzału infrastruktury cywilnej na Ukrainie i wyraża solidarność z dziennikarzami z Charkowa i Zaporoża, którzy ucierpieli w wyniku ostatniego rosyjskiego ostrzału.

„Fakt, że dziennikarze, relacjonując następstwa poprzednich ataków, znaleźli się pod nowym ostrzałem, pokazuje stopień ryzyka, jaki podejmują, oraz ich zaangażowanie w dokumentowanie wojny Rosji na Ukrainie” – powiedziała Gulnoza Said, koordynatorka programu CPJ na Europę i Azję Środkową. „Władze rosyjskie i ukraińskie powinny zbadać niedawne ataki na ukraińskich dziennikarzy w Charkowie i Zaporożu, a Rosja powinna zaprzestać ataków na infrastrukturę cywilną na Ukrainie” – dodała.

 

Rosyjskie ataki rakietowe, w których ofiarami jest głównie ludność cywilna, to zbrodnia wojenna. Fot. X/DRP

WOŁODYMYR SYDORENKO: Podwójne uderzenia, czyli szczyt podłości rosyjskich najeźdźców

Rosja stosuje na Ukrainie taktykę tzw. podwójnych uderzeń, czyli ataki rakietowe w to samo miejsce w krótkim odstępie czasu. Ich ofiarami często są służby ratownicze.

W ostatnim czasie Kreml znacząco zintensyfikował działania wojskowe na terytorium Ukrainy. Miasta i wsie są bombardowane rakietami, ciężkimi bombami kierowanymi i artylerią zarówno w dzień, jak i w nocy. Z reguły w Charkowie, Odessie, Zaporożu, Dnieprze, Mikołajowie, Chersoniu i Kijowie sygnały alarmowe rozbrzmiewają mniej więcej co 3 – 5 godzin. Szczególnie niebezpieczne są ataki rakietowe na infrastrukturę cywilną. Giną w nich dzieci i cywile.

Ukraińscy dziennikarze zauważają, że masowe bombardowania ukraińskich miast i wsi znacznie przekroczyły już intensywność nie tylko ataków rakietowych V-2, które wojska Hitlera przeprowadziły na miasta w Wielkiej Brytanii, na przykład Londyn, ale także alianckich bombardowań Drezna i Berlina, które miały miejsce w czasie II wojny światowej. Tak więc od 8 września 1944 r. do 27 marca 1945 r. wojska Hitlera wystrzeliły w kierunku Anglii 1359 rakiet, z czego 1054 dotarły na terytorium Wielkiej Brytanii. Jak poinformował w jednym ze swoich ostatnich przemówień prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, od rozpoczęcia wojny na pełną skalę z Ukrainą Rosja wystrzeliła na terytorium Ukrainy ponad 7400 rakiet, czyli 5 razy więcej niż hitlerowskie Niemcy wystrzeliły w stronę terytorium Anglii. Ponadto nowoczesne rosyjskie rakiety są znacznie potężniejsze, a przez to bardziej zabójcze, niż V-2. „Jedną trzecią tej liczby stanowiły rakiety S-300 i S-400. Około 900 to rakiety balistyczne Iskander-M. Wykorzystano już ponad 50 rakiet Dagger” – oznajmił prezydent Zełenski.

Ponadto od września 2022 r. Rosja wypuściła nad Ukrainę około 3800 irańskich dronów kamikadze Shahed. Siły obrony powietrznej zestrzeliły około 3000 z nich. Celem rosyjskiego ostrzału jest głównie infrastruktura cywilna, hotele, budynki mieszkalne, biblioteki, kościoły, obiekty transportowe i energetyczne.

Ponadto według stanu na luty 2022 r. Światowa Organizacja Zdrowia odnotowała ponad 1680 ataków na infrastrukturę medyczną i system opieki zdrowotnej Ukrainy, w wyniku których zginęło, wśród pacjentów i personelu medycznego, 128 osób, a 288 zostało rannych – podaje służba prasowa tej organizacji. Ponadto Światowa Organizacja Zdrowia zwraca uwagę, że pracownicy karetek pogotowia i inny personel obsługujący transport medyczny są narażeni na trzykrotnie większe ryzyko śmierci lub obrażeń niż inni pracownicy branży medycznej. „Wiele zespołów ratowniczych znajduje się pod ostrzałem w drodze na wezwanie lub w swoich bazach. Czterech naszych pracowników już zmarło, 12 osób zostało rannych i hospitalizowanych” – powiedziała Halina Saldan, kierownik Centrum Ratownictwa Medycznego obwodu chersońskiego. Stwierdzono, że spośród 68 ataków w pierwszym kwartale 2024 r. 12 (prawie 20%) było skierowanych przeciwko służbom ratownictwa medycznego, w tym dziewięć ataków na placówki ratownictwa medycznego, z których siedem zakończyło się uszkodzeniem karetek pogotowia.

Według Ministerstwa Energii Ukrainy, w zależności od regionu, od 30 do 50 procent ukraińskich przedsiębiorstw energetycznych zostało uszkodzonych w wyniku ataków rakietowych.

Miasta Berdiańsk, Mariupol, Chersoń, Melitopol zostały całkowicie lub prawie całkowicie zniszczone, a infrastruktura Odessy, Mikołajowa, Czernihowa, Charkowa, Sum i innych miast jest częściowo zniszczona. „Tylko w okresie od początku tego roku do chwili obecnej Rosja ostrzeliwała terytorium Ukrainy około 30 000 razy. Wróg wykorzystuje głównie kierowane bomby lotnicze i drony szturmowe. Rosjanie atakują ludność cywilną i obiekty infrastruktury krytycznej. Od początku inwazji na pełną skalę zniszczono 217 000 obiektów” – zeznał podczas swojej wizyty w Niemczech wiceminister spraw wewnętrznych Ukrainy Oleksij Siergiejew. Ogromne obszary wokół miast i wsi pozostają celowo zaminowane przez wroga, co uniemożliwia prace rolnicze i naprawę uszkodzonej infrastruktury transportowej, komunikacyjnej, energetycznej, wodnej i gazowej.

Według szacunków „Forbesa” (stan na październik 2023 roku) Rosja wydała na ataki rakietowe 22,8 miliarda dolarów, co równa się prawie połowie całej amerykańskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy od 24 lutego 2022 roku.

Najbardziej podłe są tak zwane „podwójne uderzenia” Rosji na miasta Ukrainy, taktyka, której nie stosowali nawet niemieccy faszyści podczas II wojny światowej. Pewnego sierpniowego dnia 2023 roku armia rosyjska wystrzeliła dwie rakiety w odstępie 40 minut w ten sam rejon miasta Pokrowska w obwodzie donieckim. Oznacza to, że po dotarciu ratowników i krewnych ofiar na miejsce trafienia pierwszą rakietą i rozpoczęciu działań ratowniczych, Rosjanie wystrzelili w nich kolejną rakietę. W tym samym czasie zginęło 10 osób, prawie 90 zostało rannych. Byli wśród nich policjanci i ratownicy, którzy już po pierwszym uderzeniu wyciągali ludzi spod gruzów.

Jest to tzw. taktyka podwójnego uderzenia, którą Rosja stosuje od początku inwazji na pełną skalę. Wiadomo, że wykorzystywano ją już wcześniej podczas operacji wojskowych w Syrii.

„Najpierw uderzają w obiekt wojskowy lub coś innego. Następnie czekają na przybycie ratowników i ponownie celują w ten sam obszar. Strategia ta ma na celu zabijanie ludności cywilnej, więc jest zbrodnią wojenną” – wyjaśnił ukraińskim dziennikarzom Mark Harlasko, ekspert jednej z organizacji praw człowieka. Wcześniej Harlasko był śledczym ONZ i odnotował w szczególności konsekwencje podwójnych ataków, które syryjski reżim Bashara al-Assada i Rosjanie zadali Syrii. Miało to miejsce jeszcze przed przystąpieniem Rosji do wojny w 2015 r., ale potem takie ataki stały się częstsze, twierdzi Syryjskie Centrum Sprawiedliwości i Odpowiedzialności. Według ich danych, od 2013 do 2021 roku miało miejsce 58 takich podwójnych uderzeń.

Jeanine Di Giovanni, amerykańska dziennikarka, która relacjonowała prawie dwadzieścia wojen, a obecnie jest członkinią The Reckoning Project, międzynarodowej inicjatywy mającej na celu dokumentowanie zbrodni wojennych Federacji Rosyjskiej na Ukrainie, a także pracowała w Syrii, mówi: „Jednym z najokrutniejszych czynów Putina i armii rosyjskiej był atak na budynek w Aleppo w 2016 roku, kiedy pracownicy misji humanitarnej wydobywali spod gruzów dzieci, niemowlęta i starców. Część z nich miała połamane kości. Potem Rosjanie zaczęli bombardować to samo miejsce. Celowo wycelowali w ratowników. Nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwa wojna, ale wojny Putina powodują niewypowiedziane cierpienie ludności cywilnej – dzieje się to niepotrzebnie i jest po prostu barbarzyńskie” – mówi Di Giovanni.

„Po interwencji rosyjskiej zaczęto stosować tę taktykę jeszcze szerzej. Załóżmy, że artyleria atakuje szkołę, rynek lub szpital, a potem nadlatują samoloty, aby uderzyć w to samo miejsce. Przez lata wojny w Syrii organizacja ratownicza ‘Białe Hełmy’ straciła ponad 300 ochotników, a większość z nich zginęła w podwójnych uderzeniach” – dodaje Di Giovanni. .

Dwie na dziesięć osób, które zginęły w wyniku podwójnego ataku rakietowego na Pokrowsk, to ratownicy. Wśród rannych byli także ratownicy i policjanci.

Już przed ostrzałem Pokrowska doszło do kilku epizodów, w których medycy, ratownicy i policjanci, czyli kategoria ludności cywilnej chroniona przez Konwencje Genewskie, ucierpieli w wyniku podwójnych ataków. Mark Garlasko wspomina: „1 marca 2022 roku doszło do znaczącego uderzenia na plac Swobody w Charkowie. Następnie Rosjanie wycelowali w budynek administracyjny, a gdy przybyli ratownicy, oni również zostali trafieni. 17 kwietnia 2022 r. w Charkowie doszło do ataku na pracowników Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża. A 3 sierpnia byliśmy świadkami takiego ataku w Chersoniu, gdzie uderzono w kościół.”

22 marca Rosjanie przeprowadzili „podwójny cios” na Charków. Wśród zabitych było trzech ratowników. Jak podał ukraiński kanał telewizji publicznej, w wyniku podwójnych ataków rosyjskiego wojska podczas masowej inwazji rosyjskiej na Ukrainę zginęło już 91 ratowników, a 348 specjalistów i ochotników zostało rannych. Wcześniej okazało się, że w nocy 4 kwietnia, podczas ponownego ataku Szahedów na Charków, zginęło trzech kierowców służb ratowniczych, dwóch na miejscu zdarzenia, jeden w karetce.

 

Cyryl zamienił Rosyjską Cerkiew Prawosławną w antychrześcijańskiego sługę faszystowskiego państwa Putina - stwierdził profesor Uniwersytetu Rutgersa Alexander Motyl. Fot. Wikipedia

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosyjska Cerkiew Prawosławna ogłosiła „krucjatę” przeciwko Ukrainie

Tuż przed Wielkanocą, którą obchodzili chrześcijanie obrządku zachodniego, w soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie odbyła się Światowa Rosyjska Rada Ludowa pod przewodnictwem patriarchy Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej Cyryla, która ogłosiła „krucjatę” przeciwko Ukrainie.

W apelu „Rady” zamieszczonym na stronie internetowej Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej stwierdza się, że całe terytorium Ukrainy powinno znaleźć się w strefie wyłącznych wpływów Rosji. Ale oświadczenie „Rady”  nie dotyczyło tylko „świętej wojny” z Ukrainą i „satanizmu” Zachodu. To bardzo jasno napisany i faktyczny plan likwidacji państwowości ukraińskiej i odebrania narodowi ukraińskiemu prawa do tożsamości i odrębnej egzystencji.

Jak zauważa w amerykańskim wydaniu „The Hill” profesor Uniwersytetu Rutgersa Alexander Motyl wezwanie Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej jest jawnym ludobójstwem, gdyż niszczenie „duszy” narodów wyraźnie odpowiada definicji tego pojęcia, którego naukową koncepcję opracował Rafał Lemkin w połowie XX wieku . „Cyryl zamienił Rosyjską Cerkiew Prawosławną w antychrześcijańskiego sługę faszystowskiego państwa Putina. Zamiast oddzielać Kościół od państwa, Cyryl wolał podporządkowanie Kościoła państwu” – podsumowuje profesor Motyl.

Analitycy Amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) zauważają, że wezwanie ze strony Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej „jest równoznaczne z zniszczeniem narodu ukraińskiego na pełną skalę”.

Rosyjska Światowa Rada Ludowa powstała ponad 30 lat temu – w 1993 roku – i od samego początku swojego istnienia propagowała ideę „rosyjskiego świata” – koncepcję imperialną, uznającą istnienie Ukrainy i Białorusi niezależne od Rosji za swego rodzaju „historyczny błąd”. Promowała język i kulturę rosyjską na przestrzeni poradzieckiej. Ale w obecnej sytuacji, kiedy nawet władze Rosji nie odważą się bezpośrednio nazwać inwazji na Ukrainę „wojną”, ale mówią o „specjalnej operacji wojskowej”, Cerkiew faktycznie nazwała wojnę wojną i jeszcze ochrzciła ją „świętą”.

Patriarcha Cyryl już wcześniej powiedział Rosjanom, że śmierć w wojnie z Ukrainą jest równoznaczna z otrzymaniem przebaczenia wszystkich grzechów. „Święta wojna” wypowiedziana przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną przeciwko Ukrainie przypomina wyprawy krzyżowe czy Islamski Dżihad, „ale jest całkowicie zgodna z językiem Putina” – zauważa profesor Motyl.

„Wielu uważa, że ​​po tym dokumencie Rosyjska Cerkiew Prawosławna przestała być nie tylko cerkwią prawosławną, ale i chrześcijańską – stwierdza profesor. – „Rosyjska Cerkiew Prawosławna już dawno przestała być organizacją religijną. Faktycznie od początku lat 90. XX w. ulegała stopniowym przekształceniom, a od 2014 r. przekształciła się w Ministerstwo Informacji i Polityki Duchowej. A Cyryl zamienił Patriarchat Moskiewski w instytucję służącą państwu, która służy imperialnej ideologii Kremla” – podsumowuje.

To skłania wielu wiernych i księży na Ukrainie, pozostających w jedności z Patriarchatem Moskiewskim, do przejścia do Cerkwi Prawosławnej Ukrainy, która otrzymała autokefalię. Już teraz liczba parafii obu Cerkwi niemal się zrównała – w każdej jest ich ponad osiem tysięcy. Dokument o „świętej wojnie” stanie się kolejnym czynnikiem ułatwiającym przejście od kościoła rosyjskiego do ukraińskiego.

Około miesiąc temu komisja Rady Najwyższej Ukrainy ds. polityki humanitarnej i informacyjnej jednomyślnie zarekomendowała parlamentowi przyjęcie przedłożonego projektu ustawy o zakazie działalności organizacji religijnych powiązanych z Rosją na Ukrainie. Dokument ten może zahamować działalność Cerkwi Rosyjskiej na Ukrainie. Teraz decyzja „Rady” w Moskwie może stać się nowym katalizatorem procesu zakazowego. Jak zauważa profesor Motyl: „Podobnie jak Rosja Putina, Rosyjska Cerkiew Prawosławna i jej zwierzchnik, patriarcha Cyryl, całkowicie stracili kierownictwo duchowe i odrzucili wszystko, co rzekomo reprezentuje chrześcijaństwo – przede wszystkim przekonanie, że należy kochać bliźniego jak siebie”.

 

W zamachu w Crocus City Hall zginęły co najmniej 144 osoby, a 550 zostało rannych. Fot. Wikipedia

WOŁODYMYR SYDORENKO: Zamach w Crocus City Hall w wersji ukraińskiego generała

Gazeta „Ukraina Mołoda” opublikowała prywatne śledztwo byłego śledczego ukraińskiego MSW, byłego szefa wydziału kontrwywiadu wojskowego SBU, byłego posła, generała Hryhorija Omelczenki w sprawie terrorystycznego ataku w Crocus City Hall pod Moskwą. Twierdzi on, że ​​jego wersja, opierająca się na analizie poufnych informacji otrzymanych m.in. z zagranicy, a także danych zebranych z jawnych źródeł, daje mu prawo do wyciągnięcia wniosków zasadniczo różniących się od rosyjskiej narracji.

Według Hryhorija Omelczenka 22 marca 2024 r. na przedmieściach Moskwy, w Crocus City Hall przeprowadzono specjalną operację terrorystyczną rosyjskich służb specjalnych. Ukraiński generał jako autora i dyrektora operacji wymienia Władimira Putina, a inicjatorami operacji mieli być Nikołaj Patruszew i Aleksandr Bortnikow, obecni szefowie rosyjskich służb specjalnych.

Według Omelczenki terrorystyczna operacja specjalna była przygotowywana przez kilka miesięcy. Główną rolę realizatorów krwawej akcji odegrała tajna grupa sił specjalnych FSB, która z zimną krwią pod przykrywką grupy Tadżyków, bez ich wiedzy, rozstrzelała widzów i podpaliła salę koncertową. Pracownicy służb specjalnych monitorowali przebieg ataku terrorystycznego i jego zakończenie. Czterech Tadżyków, którzy zostali później zatrzymani i torturowani w obiektywach kamer, odegrało odwracającą uwagę rolę w tym zdarzeniu.

Jeżeli Tadżykowie rzeczywiście byli członkami Vilayat Khorasan – tadżyckiego skrzydła grupy terrorystycznej Państwo Islamskie, to FSB wykorzystała ich, nie ujawniając ich prawdziwej roli, do zamaskowania swojej krwawej operacji. Tadżykowie zostali zatrzymani około czterech godzin po opuszczeniu Crocus kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Białorusią. Generał Omelczenko twierdzi, że Tadżykowie byli od samego początku wynajęci, utrzymywali z nimi ścisły kontakt funkcjonariusze rosyjskich służb specjalnych, którzy później wykorzystywali ich jedynie jako przykrywkę. Czterech Tadżyków z karabinami szturmowymi nie mogło zabić i zranić kilkuset osób oraz podpalić widownię w ciągu kilku minut od ataku.

Generał Omelczenko twierdzi także, że rozmowy terrorystów podsłuchane przez wywiad USA, po których zaczęto ostrzegać Moskwę o planowanym zamachu, były aranżowane przez rosyjskie służby specjalne. Zdaniem ukraińskiego generała, ​​CIA i Departament Stanu USA odegrały swoją „rolę” nieświadomie, nie wiedząc, że FSB je wykorzystuje do swoich celów. Informacja o tym, że IS przygotowuje atak w Moskwie, wyciekła do CIA przez rosyjskie służby specjalne za pośrednictwem ich podwójnych agentów w organizacji terrorystycznej. Rosjanie umożliwili przechwycenie kilku rozmów telefonicznych i SMS-ów o przygotowaniu do zamachu.

Kreml tak rozpisał scenariusz tego wydarzenia: Rosja otrzyma ostrzeżenie od USA, że bojownicy IS przygotowują atak terrorystyczny w Moskwie w „zaludnionych miejscach lub na koncercie”, potem zaś Władimir Putin będzie mógł przeprowadzić kontrolowany atak terrorystyczny z udziałem „członków IS” (Tadżyków) i spróbować powiązać te wydarzenia z Ukrainą. Kreml był pewien, że po ataku terrorystycznym Departament Stanu USA z całą pewnością oświadczy, że dokonali go bojownicy Państwa Islamskiego. W ten sposób Putin i FSB zyskali „żelazne alibi”, że nie biorą udziału w ataku terrorystycznym.

Po pojawieniu się oficjalnego ostrzeżenia Władimir Putin i kierownictwo FSB byli przekonani, że CIA i Departament Stanu USA wierzą w autentyczność informacji o przygotowywanym przez IS ataku terrorystycznym w Moskwie. FSB mogła wówczas przystąpić do realizację ostatniej fazy kontrolowanego aktu terrorystycznego w Crocus City Hall.

Jakie korzyści odniosła Rosja po tym zamachu?. Po pierwsze, uwaga światowych mediów została odwrócona od zmasowanych ataków rakietowych na Ukrainę, w tym na Kijów i elektrownię wodną Dnipro. Ukraina zniknęła z pola zainteresowania światowych polityków i środków masowego przekazu.

Po drugie, świat demokratyczny zamienia Rosję, państwo agresora i zbrodniarza wojennego Putina, w „ofiarę”, która ucierpiała w wyniku ataku organizacji terrorystycznej. Pojawiają się wypowiedzi o zaangażowaniu Rosji we wspólną walkę z międzynarodowym terroryzmem.

Donald Trump obiecał, że jeśli zostanie wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych, będzie walczył z Państwem Islamskim wspólnie z Rosją, aby „wysłać ISIS do piekła”.

Francja zaproponowała agresorowi Rosji wzmocnienie współpracy służb specjalnych w walce z terrorystami Państwa Islamskiego, którzy zagrażają obu krajom. Poinformował o tym prezydent Francji Emmanuel Macron.

Po trzecie, Zachód składa kondolencje rosyjskiemu rządowi, wylewa krokodyle łzy i składa kwiaty pod rosyjskimi ambasadami, zapominając, że w latach 2014 – 2018 rosyjskie służby specjalne przy pomocy bojowników IS zorganizowały w Europie serię ataków terrorystycznych.

Generał Hryhorij Omelczenko powiedział dziennikarzom, że rozesłał swoją publikację do ambasad państw członkowskich NATO oraz odbył rozmowy z poszczególnymi dyplomatami wojskowymi i przedstawicielami służb wywiadowczych tych krajów. Twierdzi, że krwawe ataki terrorystyczne w krajach UE i NATO (Turcja, Francja, Belgia, Niemcy i inne), które wywołały falę oburzenia w całym cywilizowanym świecie, zostały zorganizowane przy udziale i wsparciu Rosji. Zauważa, że ​​„Czołowi mówcy Kremla nie wahali się przyznać, że Rosja czerpie korzyści z międzynarodowego terroryzmu i grozili Europejczykom, że czeka ich nowa fala przemocy, jeśli UE nie będzie bardziej wyrozumiała w kwestii zniesienia sankcji wobec Rosji”.

 

Sukcesy ukraińskiej armii na Morzu Czarnym były możliwe m.in. dzięki wykorzystaniu nowoczesnych dronów morskich. Fot. SBU

WOŁODYMYR SYDORENKO: Ukraina zadaje skuteczne ciosy rosyjskiej flocie

Ukraińskiej armii udało się już zniszczyć jedną trzecią z 80 okrętów wojennych rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, wiele jednostek zostało zaś uszkodzonych.

Sytuację na dzisiejszej Ukrainie można scharakteryzować słowami znanego reżysera Oleksandra Dowżenki – „Ukraina płonie”. Jak podaje Sztab Generalny Ukrainy, wschodnie i południowe obwody kraju są poddawane całodobowemu ostrzałowi artyleryjskiemu. Na linii frontu, gdzie wojska są blisko siebie, codziennie dochodzi do 30 – 60 starć bojowych, jednak siły obronne Ukrainy utrzymują swoje pozycje, a wrogowi rzadko udaje się przejść kilkadziesiąt metrów w jakiejkolwiek części frontu. Często Rosjanie nie są w stanie utrzymać zdobytych linii, a żołnierze ukraińscy je odzyskują. W ten sposób linia frontu „pulsuje”, wojska ukraińskie w dalszym ciągu wytrzymują ofensywę rosyjską i przygotowują się do ponownego przejęcia inicjatywy na wiosnę, po otrzymaniu posiłków.

Rosyjskie oddziały nie mają lepszego sprzętu wojskowego od ukraińskich, ale są znacznie „masywniejsze”, mają nieskończone zapasy pocisków, przewagę liczebną i stosują tzw. ataki „mięsne”, czyli rzucają słabo wyszkolonych żołnierzy do bitwy, którzy masowo giną, nie przynosząc korzyści frontowi. Armia ukraińska stosuje zaś „inteligentną ofensywę”, stawia na sprzęt i zwycięską taktykę, a nie na masę ataków. Dlatego dzisiejsze działania wojsk Ukrainy polegają na odstraszaniu wroga i oczekiwaniu na przybycie nowych typów europejskich i amerykańskich czołgów oraz samolotów F-16, które pomogą uzyskać przewagę nad wrogiem.

W wojnie lądowej na froncie rosyjsko-ukraińskim „wszystko pozostaje niezmienione”, ale inaczej jest na morzu. Ukraińskiemu dowództwu, dzięki odpowiedniej taktyce, udało się doprowadzić do porażki rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Rosja używała tych sił wojennych w niegodziwy sposób. Stacjonowały one na okupowanym Krymie, który stał się swego rodzaju centrum terrorystycznym, a następnie niczym z zasadzki, wypływali na morza i atakowali Ukrainę od Charkowa po Odessę. Teraz to już się skończyło.

Według Ministerstwa Obrony Ukrainy w lutym Siły Powietrzne Sił Zbrojnych Ukrainy zestrzeliły 13 rosyjskich samolotów, co jest najlepszym wynikiem ukraińskiej armii od października 2022 roku. Na początku marca Siły Zbrojne przekazały informację o zestrzeleniu kolejnego rosyjskiego samolotu Su-34. Według najnowszych danych Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych od rozpoczęcia masowej inwazji na Ukrainę Rosja straciła łącznie 347 samolotów. To znacznie osłabiło wsparcie rosyjskiej piechoty z powietrza. Obecnie Rosjanie dokonują 20 – 25 nalotów dziennie na froncie, czyli 2 – 2,5 razy mniej niż jeszcze miesiąc temu.

Skuteczna taktyka w walce z rosyjską Flotą Czarnomorską doprowadziła także do tego, że od 10 dni rosyjskie okręty nie przeprowadzały ataków rakietowych na terytorium Ukrainy. Może to wskazywać, że Rosja już zminimalizowała wykorzystanie swoich statków na otwartym morzu i ukryła je w portach i na Kaukazie.

„Zredukowali do minimum liczbę statków w portach Krymu. Są tam przede wszystkim te okręty, które nie mogły znaleźć miejsca w bazach w Noworosyjsku, Soczi, Tuapse” – powiedział Dmytro Pletenczuk, rzecznik służby prasowej Marynarki Wojennej Ukrainy.

Według jego danych ukraińskie wojsko zniszczyło jedną trzecią z 80 okrętów wojennych rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, a wiele uszkodziło. Według Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy od początku inwazji na pełną skalę Rosja straciła na Morzu Czarnym 26 statków i łodzi. Kolejnych 15 rosyjskich okrętów zostało uszkodzonych i obecnie przechodzą długoterminowe naprawy.

W nocy z 13 na 14 kwietnia 2022 roku okręt flagowy Floty Czarnomorskiej krążownik „Moskwa” został zaatakowany przez dwie rakiety przeciwokrętowe „Neptun” Sił Morskich Ukrainy. Doznał poważnych uszkodzeń i zatonął. Była to najdroższa strata militarna Rosji w wojnie z Ukrainą, wartość rezydualna statku wyniosła 750 milionów dolarów.

W nocy 13 września 2023 roku w wyniku ukraińskiego ataku rakietowego uszkodzony został okręt podwodny „Rostów nad Donem”, który przechodził remont w suchym doku Zakładów Morskich w Sewastopolu. Źródła w rosyjskim Ministerstwie Obrony podają, że okręt podwodny zostanie odrestaurowany do końca 2024 roku, ale większość ekspertów jest zgodna, że ​​powstałe uszkodzenia są krytyczne i odbudowa jest niemożliwa.

4 listopada 2023 roku statek „Askold” został trafiony ukraińskim rakietą w stoczni Zatoka w Kerczu. Jednostka była już ukończona i zwodowana. Sądząc po uszkodzeniach „Askolda” widocznych na opublikowanych zdjęciach, jego  przywrócenie do użytkowania będzie niemożliwe.

Mały krążownik rakietowy „Wielki Ustiug” należący do Flotylli Kaspijskiej został uszkodzony w wyniku ukraińskich ataków przeciwokrętowych. 7 marca 2022 roku został trafiony artylerią, a także doznał uszkodzeń w wyniku uderzenia drona.

W nocy 5 marca 2024 roku statek patrolowy „Sergiej Kotow” został uderzony przez ukraińskie bezzałogowe łodzie Magura 5 i zatonął na Morzu Czarnym przy wejściu do Cieśniny Kerczeńskiej. Wcześniej „Siergiej Kotow” został trzykrotnie uszkodzony w wyniku ukraińskich ataków: 25 lipca, 1 sierpnia i 14 września 2023 roku. Nie podano w wówczas zakresu uszkodzeń.

Okręt patrolowy „Paweł Derżawin” został dwukrotnie trafiony przez siły ukraińskie. 13 października Marynarka Wojenna Ukrainy ogłosiła, że ​​jednostka ta doznała drugiego uszkodzenia.

Na początku wojny Flota Czarnomorska miała siedem dużych statków desantowych. Na Morze Czarne wysłano także sześć okrętów tego typu z Floty Bałtyckiej i Północnej Rosji. Okręty te przybyły na Morze Czarne na kilka tygodni przed wojną, rzekomo w celu wzięcia udziału w ćwiczeniach.

Duży desantowo-szturmowy okręt „Saratow” został trafiony w porcie okupowanego Berdiańska 24 marca 2022 roku i zatonął w pobliżu molo. Statek dostarczył sprzęt i personel.

Statek „Nowoczerkask” został zniszczony przez ukraińskie rakiety w porcie Teodozja 26 grudnia 2023 r. W wyniku silnego wybuchu amunicji statek został rozerwany przez eksplozje i zatonął w pobliżu molo.

14 lutego 2024 roku w okolicy Ałupki statek „Cezar Kunikow” został trafiony przez pięć morskich dronów i zatonął. Według szefa ukraińskiego wywiadu Kyryło Budanowa statek przewoził broń i amunicję z Noworosyjska.

4 sierpnia 2023 roku podczas nalotu na Noworosyjsk statek „Olenogorsk Miner” rosyjskiej Floty Północnej został trafiony przez ukraiński dron morski i musiał być odholowany do portu. Ukraińskie wojsko stwierdziło, że jednostka utraciła zdolność bojową.

W nocy 13 września statek „Mińsk” Floty Bałtyckiej Rosji został trafiony rakietą podczas remontu w suchym doku w stoczni w Sewastopolu. Opublikowane zdjęcia pokazują rozległe zniszczenia, a brytyjski wywiad stwierdził, że „Mińsk” prawie na pewno został zniszczony.

Holownik „Wasyl Beh”, przystosowany do potrzeb wojskowych i wyposażony w rakiety przeciwlotnicze, został zatopiony w wyniku ataku rakiet przeciwokrętowych 17 czerwca 2022 r. Według informacji Marynarki Wojennej Sił Zbrojnych Ukrainy, statek przewoził amunicję, broń i personel Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej na Wyspę Węży. Był to najnowszy okręt w składzie Floty Czarnomorskiej, który wszedł do służby 7 lipca 2017 roku.

Łódź rakietowa „Iwanowiec” została zaatakowana 31 stycznia 2024 r. podczas nalotu na jezioro Donuzław przez kilka morskich bezzałogowych pojazdów rozpoznawczych Ukrainy. W wyniku otrzymanych uszkodzeń jednostka zatonęła.

Trałowiec „Iwan Gołubiec” został uszkodzony 29 października 2022 roku podczas ataku dronów powietrznych i morskich na bazę Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej w Sewastopolu.

24 maja 2023 roku drony morskie zaatakowały rosyjski okręt rozpoznawczy „Iwan Churs” – potwierdziło Ministerstwo Obrony Rosji. Mały krążownik rakietowy Samum, czyli poduszkowiec, został zaatakowany 14 września 2023 roku przez drona, w wyniku czego został odholowany do portu. Ponadto zatopiono kilka łodzi i innych statków wroga.

Sukcesy Ukrainy na Morzu Czarnym sprawiły, że dowództwo floty rosyjskiej uznano za niekompetentne. Władimir Putin najpierw zwolnił dowódcę Floty Czarnomorskiej, a kilka dni temu także dowódcę rosyjskiej marynarki wojennej Mykołę Jewmenowa, którego zastąpił inny admirał. Floty Czarnomorskiej jednak to nie uratuje, bo straciła już najbardziej zdolne do walki statki. Teraz główną troską admirałów jest ukrywanie się w portach i nie wypływanie na otwarte morze.

 

Fot. YT

WOŁODYMYR SYDORENKO: Jak Putin mówi: nie będę atakował, to znaczy, że szykuje się do ataku

Prezydent Rosji Władimir Putin w wywiadzie dla byłego prezentera amerykańskiej telewizji Fox News Tuckera Carlsona powiedział, że Moskwa nie jest zainteresowana inwazją na Polskę czy Łotwę. Jednak światowa opinia publiczna odebrały te słowa jako chęć uśpienia czujności krajów NATO.

Jak zauważają obserwatorzy, słowa Putina stoją w sprzeczności z jego działaniami. Każdy, kto zna styl rosyjskiego prezydenta, odebrał jego wypowiedź jak groźbę – jeśli powiedział, że nie będzie atakował, oznacza to, że jest już przygotowany do ataku. Wcześniej Putin twierdził na przykład, że granice Rosji nigdzie się nie kończą i są one tam, gdzie jest język rosyjski. Rosyjskie czołgi z reguły podążały za językiem rosyjskim, a Moskwa deklarowała, że ​​wszędzie ma takie czy inne interesy. Dziś Putin mówi, że „nie interesuje nas Polska, Łotwa ani gdziekolwiek indziej. Czemu to robić? Po prostu nie jesteśmy zainteresowani… To jest całkowicie wykluczone.” Ważne jest jednak to, że „przed inwazją Rosji na Ukrainę na pełną skalę Putin i inni rosyjscy urzędnicy wielokrotnie stwierdzali, że Kreml nie przygotowuje wojny na dużą skalę” – zauważa RFE/RL.

Ważna jest też wypowiedź Putina o ewentualnym scenariuszu wysłania wojsk do Polski: „Tylko w jednym przypadku, jeśli Polska zaatakuje Rosję”. Przecież rosyjska propaganda wciąż wmawia na całym świecie, że to nie Rosja zaatakowała Ukrainę, a wręcz przeciwnie, „ukraińscy naziści zaatakowali Rosję”. Inny scenariusz rosyjskiej propagandy szerzy zaś fałszywy pogląd, że „zbiorowa akcja zmusiła Rosję, aby zaatakować Ukrainę”. Dlatego Putin tymi słowami daje do zrozumienia, że ​​jeśli się zdarzy atak na Polskę, to rosyjska propaganda będzie przedstawiać to jako atak Polski na Rosję. Takie scenariusze stosowali także Ribbentrop i Mołotow, którzy pod koniec lat 30. XX w. mówili, że to Polska zaatakowała Niemcy. Albo jeszcze prościej – czy Rosji trudno jest zorganizować nowy „incydent gliwicki”?

Jak zauważyli analitycy amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) „prezydent Rosji Władimir Putin wykorzystał wywiad z amerykańskim dziennikarzem Tuckerem Carlsonem jako kremlowską operację informacyjną skierowaną do zachodnich odbiorców, która usprawiedliwia rosyjską agresję na Ukrainę i twierdzi, że Rosja jest zainteresowana zakończeniem wojny na Ukrainie w drodze negocjacji”.

Analitycy instytutu twierdzą, że Putin udaje zainteresowanie negocjacjami, aby wykorzystać rozejm do przyszłej ofensywy: „ISW w dalszym ciągu uważa, że ​​stanowisko negocjacyjne Putina nie uległo zmianie: nadal dąży do zniszczenia Ukrainy i próbuje wykorzystać rozejm do stworzenia sprzyjających warunków dla rosyjskiego wojska do rozpoczęcia kolejnej, bardziej skutecznej wojny z Ukrainą”. ISW uważa, że ​​Putin zademonstrował ogólną wrogość wobec Zachodu i fałszywie oskarżył Zachód o zmuszenie Rosji do ataku na Ukrainę. Jednocześnie w wywiadzie prezydent Rosji próbował postawić tezę, że Rosja atakując Ukrainę chciała zakończyć wojnę. Fałszywie twierdził, że zamiast wypełniać porozumienia mińskie, Ukraina „rozpoczęła przygotowania do operacji wojskowych… Naszym celem jest zakończenie tej wojny. I nie rozpoczęliśmy tego w 2022 roku, to jest próba zatrzymania tego” – powiedział Putin w rozmowie z Carlsonem.

Analitycy instytutu zauważają, że rosyjski prezydent chciał w ten sposób „wykorzystać wywiad do absurdalnej reinterpretacji Rosji jako ofiary, a nie inicjatora niesprowokowanej rosyjskiej wojny agresywnej przeciwko Ukrainie” i w ten sposób zmylić publiczność co do tego, co faktycznie się wydarzyło.

Odnosząc się do oskarżeń Putina o wykorzystywanie przez NATO Ukrainy do budowy baz wojskowych, ISW zauważył, że ​​„na Ukrainie nie było i nie ma baz wojskowych NATO”. Analitycy twierdzą, że „te narracje mają na celu wsparcie wieloletnich wezwań Putina do ‘demilitaryzacji’ Ukrainy, która prawdopodobnie ma na celu pozbawienie Ukrainy środków na samoobronę i umożliwienie Rosji narzucenia siłą Ukrainy swojej woli, gdy Kreml tak pragnie.”

Ponadto ta operacja informacyjna miała na celu zaprzeczenie ukraińskiej państwowości, można to uznać za „pisanie wielowiekowej historii na nowo”, co nie usprawiedliwia rosyjskiej inwazji na Ukrainę – czytamy w raporcie. „Federacja Rosyjska dwukrotnie jednoznacznie uznała suwerenność Ukrainy w jej obecnych granicach – w 1991 i 1994 r. Akceptacja argumentacji Putina o prawie Rosji do przymusowego przerysowania granic Ukrainy według własnego uznania jest zaproszeniem dla wszystkich potężnych państw, które mają historyczne roszczenia do atakowania i zajmowania ziem swoich sąsiadów” – przypominają analitycy instytutu.

O ile wiadomo, podejrzana jest także postać samego dziennikarza, który rozmawiał z Putinem. Carlson, znany ze swojej podżegającej retoryki i teorii spiskowych, powiedział, że informowanie ludzi należy do jego „obowiązku”. Został on jednak zwolniony z Fox News w zeszłym roku w wyniku skandalu i procesów sądowych w związku z zarzutami o oszustwo wyborcze. Carlson później założył własny program w serwisie X, dawniej Twitterze. Europejscy politycy wezwali do rozważenia możliwości wprowadzenia zakazu wjazdu na terytorium UE dla Carlsona.

Jednocześnie można stwierdzić, że tym razem Putinowi nie udało się oszukać świata. Przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO, holenderski admirał Rob Bauer, powiedział, że Sojusz potrzebuje „transformacji podejścia do prowadzenia działań wojennych”. Później dodał, że Zachód powinien przygotować się na „wojnę totalną” z Rosją.

Prezydent Rosji Władimir Putin nie ma zamiaru wyrzekać się agresji, bo od niej zależy jego „polityczne przetrwanie” – stwierdził w opublikowanym 8 lutego wywiadzie dla EuroEFE wysoki przedstawiciel Unii Europejskiej ds. polityki zagranicznej Josep Borrell.

„Czy sądzi pan, że jeśli Rosja zainstaluje na Ukrainie marionetkowy reżim podobny do tego, jaki ma na Białorusi, a wojska rosyjskie znajdą się na granicy z Polską, to czy wyjdziemy z kłopotów, czy będziemy mieć duże kłopoty?” – zapytał dyplomata. Według niego Kreml nadal jest „sąsiadem, który nie wie, gdzie się kończy, a gdzie zaczyna”, a porażka Ukrainy będzie oznaczać obecność armii rosyjskiej na granicy Europy.

„Oznacza to, że Putin może myśleć: skoro wygrał raz, dlaczego nie może wygrać drugi raz? Oznaczałoby to na przykład, że Rosja kontrolowałaby 35% wszystkich światowych rynków pszenicy. Istnieją perspektywy, które ludzie muszą poznać, jeśli chcemy być świadomi” – powiedział.

Jednocześnie dowódca armii rumuńskiej Giorgitsa Vlad podkreślił, że ludność Rumunii, podobnie jak całej Unii Europejskiej, „powinna się martwić”, ponieważ „Federacja Rosyjska nie zatrzyma się na Ukrainie…”

W styczniu estońska premier Kaja Kallas ostrzegła, że ​​Europa ma od trzech do pięciu lat na „przygotowanie się na możliwe zagrożenie militarne ze strony Rosji na wschodniej flance Sojuszu Północnoatlantyckiego”. W rozmowie z „The Times” odniosła się do szacunków estońskiego wywiadu, według których „Rosja w przypadku hipotetycznego zawieszenia broni na Ukrainie potrzebowałaby od trzech do pięciu lat, aby przywrócić zagrożenie militarne na granicy wschodnich członków NATO.”

 

Fot. Pixabay

WOŁODYMYR SYDORENKO: Świat wciąż jest pełen rosyjskich szpiegów

Dla Rosji jednym ze „skutków ubocznych” inwazji na Ukrainę było osłabienie jej siatki szpiegowskiej w Europie. Nie oznacza to jednak, że uwolniliśmy się od moskiewskiej agentury.

Luty 2024 roku rozpoczął się od skandalu w niemieckim Bundestagu: okazało się, że asystent posła Eugena Schmidta („Alternatywa dla Niemiec”) może być powiązany z rosyjskimi służbami specjalnymi. Magazyn „Der Spiegel” i portal The Insider we wspólnym śledztwie twierdzą, że Vladimir Siergienko utrzymywał kontakt z funkcjonariuszem FSB. Latem ubiegłego roku Spiegel opublikował artykuł o powiązaniach Siergienki z kimś w Moskwie, z którym rzekomo omawiał spowolnienie dostaw niemieckich czołgów na Ukrainę. Dziennikarze The Insider przyjęli, że osobą kontaktową był pułkownik FSB Ilja Wiechtomow, pracownik Służby Informacji Operacyjnej i Stosunków Międzynarodowych rosyjskiej FSB. W ramach tej służby istnieje wydział pełniący funkcje zagranicznego wywiadu, o czym pisał wcześniej portal Meduza.

Siergienko od dawna znajduje się pod obserwacją zachodnich służb specjalnych. Regularnie odwiedzał Moskwę, brał udział w talk show w rosyjskiej telewizji. W kwietniu 2023 r. po powrocie z Rosji niemieccy celnicy znaleźli przy nim 9 tys. euro i rosyjski paszport. Według Spiegla Departament Spraw Wewnętrznych Senatu Berlina zabiega o odebranie Sergience obywatelstwa niemieckiego, które otrzymał w listopadzie 2022 roku. Obecnie administracja Bundestagu sprawdza pracę asystenta posła.

Ukraińska gazeta „Slovo i Dilo” twierdzi, że „Inwazja na Ukrainę na pełną skalę ma dla Rosji jeszcze jeden nieoczekiwany ‘skutek uboczny’ – najbardziej znaczące osłabienie siatki szpiegowskiej w Europie od zakończenia zimnej wojny. Jak niedawno napisał „The Washington Post”, w ubiegłym roku amerykańskie i europejskie służby bezpieczeństwa przeprowadziły zakrojoną na szeroką skalę kampanię mającą na celu identyfikację szpiegów, co zaskoczyło Federację Rosyjską.

W marcu 2022 roku ukraiński wywiad ujawnił tożsamość 620 rosyjskich szpiegów w krajach europejskich. Opublikował listę agentów będących pracownikami rosyjskiej FSB. W kwietniu 2022 r. z wydalono z Niemiec 40 rosyjskich dyplomatów i 35 z Francji. Francuskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych stwierdziło, że działalność tych pracowników placówek dyplomatycznych jest „sprzeczna z interesami bezpieczeństwa kraju”. Jednocześnie w marcu 2022 r. Polska podjęła decyzję o wydaleniu 45 rosyjskich dyplomatów – czyli około połowy personelu ambasady – za udział w szpiegostwie. Jak stwierdził wówczas szef MSW, osoby te „podszywały się pod dyplomatów”. Ukraińskie służby podały, że ​​od początku wojny w ich kraju zdemaskowano ponad 600 rosyjskich agentów i szpiegów.

Według Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy (stan na kwiecień 2022 r.), w ciągu kilku miesięcy wojny na pełną skalę, z krajów europejskich wydalono 423 rosyjskich dyplomatów, którzy prawdopodobnie byli funkcjonariuszami wywiadu, z Austrii – 4, Bułgarii – 10, Belgii – 21, Grecji – 12, Danii – 15, Estonii – 17, Irlandii – 4, Hiszpanii – 25, Włoch – 30, Łotwy – 16, Litwy – 5, Luksemburga – 1, Holandii – 17, Norwegii – 3, Macedonii Północnej – 5, Polski – 45, Portugali – 10, Rumunii – 10, Słowacji – 38, Słowenii – 33, Niemiec – 40, Francji – 35, Czech – 1, Czarnogóry – 4, Szwecji – 3, aparatu UE – 19.

Według oceny brytyjskiego MI-6 na koniec lipca 2022 roku, po inwazji na Ukrainę, z Europy wydalono około 400 rosyjskich szpiegów (około połowa wszystkich), którzy działali pod przykrywką dyplomatyczną.

We wrześniu 2022 r. „Der Spiegel” opublikował śledztwo w sprawie działalności rosyjskich szpiegów. Według dziennikarzy, Służba Wywiadu Zagranicznego Rosji kieruje pracą około trzech tysięcy szpiegów za granicą, a Główna Dyrekcja Wywiadu – kolejnym tysiącem. Większość agentów przebiera się za dyplomatów.

Zespołowi OSINT Telewizji Toronto w 2023 roku udało się zbadać działalność kilku pracowników FSB i ich wpływ na posłów niemieckiego Bundestagu z prorosyjskiej partii Alternatywa dla Niemiec. To pierwsza część serii śledztw dotyczących działalności wydziału wywiadu operacyjnego 5. służby FSB, który jest bezpośrednio odpowiedzialny za inwazję na Rosję na pełną skalę. Do głównych zadań 5. służby FSB należy oddziaływanie Rosji na byłe republiki radzieckie: Ukrainę, Białoruś, Mołdawię, Gruzję, Armenię, Kazachstan i inne. Wśród rosyjskich szpiegów zespół OSINT Telewizji Toronto wymienia Jurija Wakałowa, pracownika 5. służby. Jego nazwisko, zdjęcie i dane paszportowe pojawiają się na listach opublikowanych przez ukraińskie siły cybernetyczne na początku operacji na pełną skalę.

Niedawno ukraiński „Forbes” opublikował tłumaczenie artykułu z „Der Spiegel”, w którym napisano: „Niemcy, najpotężniejsza gospodarka w Europie, są jednym z głównych celów Moskwy. Niemiecki kontrwywiad przez wiele lat działał nieskutecznie, a przywódcy polityczni kraju dopiero teraz budzą się z dziesięcioletniego snu”.

„Od kampanii ingerencji w wybory po zabójstwa Rosja zamieniła Europę w swój plac zabaw” – powiedział Mark Polimeropoulos, który kierował operacjami CIA w Europie i Eurazji w latach 2017–2019. Jak pokazuje śledztwo „Der Spiegel”, Niemcy są obecnie opanowane przez rosyjskich szpiegów. „Nielegalni” – tak nazywa się rosyjskich szpiegów – to mężczyźni i kobiety, którzy od wielu lat żyją na Zachodzie pod fałszywą tożsamością, przemyślaną w najdrobniejszych szczegółach. W pełni integrują się ze społeczeństwem, które szpiegują. Włamują się do sieci komputerowych, szpiegują polityków, dokonują sabotażu, a nawet zabijają tych, którzy nie zgadzają się z Kremlem.

W ramach transgranicznego dochodzenia zespół dziennikarzy starał się odkryć zakres szpiegostwa w ramach, jak to nazywali, rosyjskiej „wojny cieni” i jej tajnych operacji w krajach Europy Północnej. Reporterzy zidentyfikowali kilkudziesięciu obecnych i byłych funkcjonariuszy rosyjskiego wywiadu, którzy w czasie śledztwa lub wcześniej pracowali jako dyplomaci w ambasadach Danii, Norwegii i Szwecji.

W październiku 2023 r. na stronie internetowej Global Investigative Journalism Network (GIJN) opublikowano wyniki śledztwa, które ujawniło kilkudziesięciu rosyjskich szpiegów w całej Skandynawii. W sumie dziennikarze podają, że zidentyfikowali 38 obecnych i byłych dyplomatów, którzy pracują w ambasadach w krajach skandynawskich i jednocześnie są powiązani z Służbą Wywiadu Zagranicznego Rosji, Głównym Zarządem Wywiadu czy Federalną Służbą Bezpieczeństwa Rosji. Według dziennikarzy, zidentyfikowano także 50 rosyjskich statków działających na wodach północnych z wyłączonym systemem AIS i szpiegujących infrastrukturę krytyczną – m.in. morskie farmy wiatrowe, rurociągi i kable podmorskie. Dziennikarze twierdzili także, że informacje pochodzące z otwartych źródeł oraz przechwycone komunikaty radiowe pozwoliły im prześledzić ruchy trzech rosyjskich statków, które w czerwcu i wrześniu 2022 roku pływały w pobliżu miejsca jednej z eksplozji gazociągu Nord Stream, do której doszło pod koniec września 2022 r.

Z danych tych wynika, że ​​ludzie na całym świecie powinni zachować ostrożność i pamiętać, że są otoczeni przez rosyjskich szpiegów, którzy mogą być wszędzie – w ambasadach, w miastach, na morzu, w powietrzu, w szkołach, w Internecie, w telefonach i komputerach…

 

Sewastopl od czasu rosyjskiej okupacji przestał być spokojnym miastem. Fot. Wikipedia

WOŁODYMYR SYDORENKO: Wojna powoduje wzrost przestępczości i alkoholizmu

W Sewastopolu odnotowano wzrost przestępczości, a jego mieszkańcy i tak uważają, że oficjalne statystyki są zaniżane.

Według statystyk, w 2023 roku w Sewastopolu popełniono 32,2 poważnych i szczególnie poważnych przestępstw na 10 000 mieszkańców – podaje rosyjska agencja informacyjna „Rating”. Wskazuje to na znaczny wzrost przestępczości w mieście. Według danych za 2022 r. w Sewastopolu na 10 tys. mieszkańców przypadały 23 poważne i szczególnie poważne przestępstwa, czyli półtora raza mniej niż w 2023 r. Przestępczość jest jeszcze wyższa w regionach Rosji. Jeśli w 2022 r. Sewastopol zajął 29. miejsce pod względem liczby przestępstw, to w 2023 r. miasto wspięło się na 19 pozycję. Najwyższy wskaźnik przestępczości w regionach Rosji występuje w Republice Komi, Republice Karelii i Republice Ałtaju, gdzie w 2023 roku zarejestrowano odpowiednio 213, 210 i 209 przestępstw na 10 000 mieszkańców.

Mieszkańcy Sewastopola odczuwają wzrost przestępczości w mieście. Często pojawiają się doniesienia o morderstwach, rabunkach, gwałtach i oszustwach. Mieszkańcy nie wierzą wskaźnikom. Jedna z czytelniczek serwisu ForPost pisze, że podawane w statystykach dane są zaniżone. Zauważa, iż w ciągu ostatniego roku liczba mieszkańców Sewastopola znacznie się zwiększyła dzięki promocji przesiedleń. Wzrosła także przestępczość, ale ponieważ cała populacja jest większa, więc statystyki liczone na 10 tysięcy osób spadły. Inny czytelnik pisze, że przestępczość wzrosła przez ludność napływową. Jego zdaniem przestępcy przenieśli się z zimnych regionów Rosji na południe, w ciepłe regiony. Podał też taki przykład: jak wyrwano mu na ulicy z ręki drogi telefon, to gdy zgłosił to policji, został po prostu wyśmiany. Zauważył, że odmowa rejestrowania zeznań o przestępstwach również zaniża statystyki.

Statystyki pokazują również wzrost nadużywania alkoholu i zwiększającą się liczbę alkoholików. Po raz pierwszy od 20 lat w Rosji te wskaźniki poszły w górę – podaje portal ForPost. Według Federalnej Służby Medycznej w latach 2021–2022 liczba pacjentów z alkoholizmem wzrosła o 53 do 54 tysiąca osób.

Analitycy twierdzą, że poziom alkoholizmu i przestępczości wskazuje na problem w społeczeństwie. Ostatni raz taki wzrost zaobserwowano w latach 90. i na początku XXI wieku. Według statystyk medycznych od 2000 do 2005 roku liczba alkoholików wzrastała o 209 000 osób rocznie. Zdaniem Maryny Shorenko, głównej niezależnej psychiatry Ministerstwa Zdrowia Republiki Krymu, w 2022 r. liczba pacjentów z diagnozą „alkoholizm, psychoza alkoholowa” zwiększyła się.

Ponadto analitycy uważają, że podobnie jak w przypadku przestępczości, monitorowanie poziomu alkoholizmu nie jest prowadzone prawidłowo. Shorenko powiedziała, że ​​kilka lat temu, przed wojną, ze względu na powszechność epidemii Covid-19 statystyki dotyczące alkoholizmu prowadzono innymi metodami, dlatego obecny wzrost może nie zostać w pełni odzwierciedlony, a rzeczywiste liczby są jeszcze wyższe.

Zdaniem psychiatry w latach 2020 i 2021 hospitalizacja czystych psychoz w szpitalach dla narkomanów była ściśle ograniczona, dlatego też wskaźniki w tym czasie są niższe od rzeczywistych. Oznacza to, że nie każdy przypadek alkoholizmu lub majaczenia alkoholowego, dezorientacji i gorączki był brany pod uwagę jako niezależna diagnoza, pisze ForPost. Dla porównania, jak podaje Rosstat, w 2018 roku w Rosji nadzorem objętych zostało prawie 76 tys. obywateli, u których po raz pierwszy wykryto alkoholizm. W 2020 r. wskaźnik ten wyniósł 54 tys. osób, choć nie nastąpił realny spadek. Dlatego też nie można ufać aktualnym statystykom.

Jeśli więc odwołać się do statystyk Centrum Higieny i Epidemiologii Republiki Krymu i Sewastopola, widać, że w regionie wzrasta liczba zatruć alkoholem.