TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: „Warszyca” zwycięstwo zza grobu

Stanisław Sojczyński „Warszyc” w sierpniu 1944 roku. Fot. Wikipedia

Dworzec PKP w Radomsku nosi już imię kpt. Stanisława Sojczyńskiego. Pamiątkowe tablice, pomniki, ważne mianowanie postanowieniem Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z 2009 r. – na stopień generała brygady, to dowody zwycięstwa „Warszyca” nad jego oprawcami.

Na dowódcy jednej z największych organizacji niepodległościowego podziemia – Konspiracyjnego Wojska Polskiego komuniści dokonali mordu sądowego. Razem z pięcioma podkomendnymi „Warszyc” został stracony 19 lutego 1947 r. – egzekucję przyspieszono ze względu na zbliżającą się amnestię. Komunistom zależało na pozbyciu się groźnego przeciwnika.

Na śmierć Sojczyńskiego pracował cały sztab komunistów, wśród nich dwaj oskarżający w sprawie prokuratorzy – mordercy sądowi: Czesław Łapiński i Kazimierz Graff, którzy żyli przez długie lata III RP… Ale po kolei.

Odznaczony Virtuti

Stanisław Sojczyński, rocznik 1910, przedwojenny nauczyciel języka polskiego, w czasie II wojny światowej oficer Służby Zwycięstwu Polski/Związku Walki Zbrojnej/Armii Krajowej, zasłynął brawurową akcją rozbicia – w nocy z 7 na 8 sierpnia 1943 r. – niemieckiego więzienia w Radomsku. Dowodzeni przez niego żołnierze uwolnili ok. 50 osób: ponad 40 Polaków i 11 Żydów, wycofując się z minimalnymi stratami. Za odwagę ówczesny porucznik „Wojnar” został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari. Potem w częstochowskim Inspektoracie AK sprawnie dowodził zorganizowanym przez siebie oddziałem partyzanckim. Brał udział w akcji „Burza” dowodząc I batalionem 27. pułku piechoty AK.

Z pomocą dla walczącej Warszawy Sojczyńskiemu nie udało się dotrzeć. W grudniu 1944 r. brał udział w ochronie misji „Freston” – brytyjskiej misji wojskowej do okupowanej Polski, która miała zebrać dla rządu Wielkiej Brytanii informacje o sytuacji na ziemiach polskich, zwracając szczególną uwagę na polskie podziemie oraz stosunek do niego Armii Czerwonej. W obronie misji, 1 stycznia 1945 r. dowodzony przez niego batalion „Manewr” stoczył ciężki bój z Niemcami w okolicach Katarzynowa. W styczniu 1945 r. Sojczyński został awansowany na stopień kapitana.

Znów Radomsko

Nie złożył broni przed drugim, czerwonym okupantem. 3 maja 1945 r., po wkroczeniu sowietów, odtworzył organizację. Zadaniem była przede wszystkim obrona Polaków przed terrorem i likwidacja kolaborantów. Potem, aż do końca, wojsko Sojczyńskiego działało pod nazwą Konspiracyjne Wojsko Polskie o kryptonimie „Lasy”, „Bory”. Liczyło ok. 4 tysięcy żołnierzy, najwięcej na terenie łódzkiego i kieleckiego, ale także w śląskim i poznańskim. Oddziały KWP przeprowadziły wiele spektakularnych akcji rozbijając placówki MO i UB, rozprawiając się z miejscowymi konfidentami.

12 sierpnia 1945 r. kpt. Sojczyński wydał „List otwarty” do płk Jana Mazurkiewicza ps. „Radosław”, w którym uznał jego apel o wychodzenie z konspiracji za zdradę i apelował o dalszą walkę przeciwko komunistom.

W nocy z 19 na 20 kwietnia 1946 r. Sojczyński powtórzył akcję z czasów okupacji niemieckiej. Ok. 170 partyzantów dowodzonych przez Jana Rogułkę, ps. „Grot” zaatakowało Radomsko. Z miejscowego więzienia Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego uwolniono 57 aresztowanych. Nie udało się opanować siedziby PUBP, a także odnaleźć wszystkich przeznaczonych do likwidacji członków PPR, na których dowództwo KWP wydało wyroki śmierci. Po 2 godzinach, podczas odwrotu partyzanci rozbili trzykrotnie liczniejszy oddział KBW. Wtedy komuniści poprzysięgli zemstę.

„Warszyc” liczył na wybuch III wojny światowej, a w kraju na sukces Polskiego Stronnictwa Ludowego w prawdziwie wolnych, zagwarantowanych podczas konferencji wielkiej Trójki wyborach.

Przy ul. Pileckiego

Gehenna „Warszyca” rozpoczęła się 27 czerwca 1946 r., kiedy został aresztowany wskutek donosu byłego członka organizacji, który podjął współpracę z bezpieką. Proces KWP w dniach 9 grudnia – 17 grudnia 1946 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Łodzi był tylko zatwierdzeniem wyroku, który zapadł w partyjno-ubeckich gabinetach.

Oskarżali wspomniani prokuratorzy mjr Czesław Łapiński i mjr Kazimierz Graff. Łapiński, szef Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Łodzi, mówił mi w latach 90. XX wieku (jako dziennikarz odwiedzałem go w jego mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu): „Sojczyński prowadził regularną wojnę z twórcami nowego ustroju. Jego droga była naznaczona krwią. To był łódzki fragment bratobójczych walk. Przykłady? Na jednym z urzędów powiatowych była tablica z nazwiskami ponad 30 funkcjonariuszy UB, których zamordował. A za zbrodnie trzeba ponieść karę.

– Dlaczego oskarżał pan swoich dawnych kolegów organizacyjnych? – dopytywałem.

– To była celowa gra, polegająca na rozstawianiu akowców przeciwko sobie. Nieliczni, jak „Warszyc”, podjęli walkę zbrojną. Większość przystosowała się do nowych warunków”.

A Łapiński „przystosował” się do tego stopnia, że w ramach Wydziału do Spraw Doraźnych białostockiego Sądu Okręgowego żądał śmierci dla wielu polskich niepodległościowców. 15 marca 1948 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie domagał się zamordowania rotmistrza Witolda Pileckiego – dobrowolnego więźnia KL Auschwitz i trójki współoskarżonych. Świadkowie zapamiętali, że na sali sądowej był wyjątkowo zajadły, ział nienawiścią. Kiedy po ostatniej rozprawie żona Pileckiego – Maria odnalazła Łapińskiego, prosząc go o pomoc, ten odpowiedział: „Pani mąż to wrzód, który trzeba wyciąć”.

W 1948 r. uzyskał awans na podpułkownika. Po odejściu z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, został cenionym adwokatem. Czesław Łapiński zmarł w 2004 r., w trakcie swojego procesu o mord sądowy na rotmistrzu Pileckim, w szpitalu przy ulicy… rotmistrza Pileckiego. Pochowany na Powązkach Wojskowych w Warszawie. Za mord sądowy na „Warszycu” i jego żołnierzach nigdy nie został oskarżony. Kiedy w procesie Łapińskiego (jako oskarżyciel posiłkowy) domagałem się osądzenia wszystkich jego zbrodni, sędzia III RP odparł, że to nie należy do przedmiotu sprawy!

Nagroda za „Warszyca”

W grudniu 1946 r. drugim oskarżycielem „Warszyca” był Kazimierz Graff, też mający na koncie wielu polskich niepodległościowców. Ten przedwojenny prawnik po Uniwersytecie Warszawskim, po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej wstąpił do Armii Czerwonej, a potem do LWP.

Po 1989 r. udało się oskarżyć Graffa jedynie o stosowanie bezprawnych aresztów dla żołnierzy Armii Krajowej i II Korpusu PSZ gen. Andersa. Stalinowski prokurator zeznawał: „Nie mogłem sądzić, że przedwojenny oficer zeznaje nieprawdę, a zeznania są wymuszone; w aktach sprawy nie było żadnych dowodów na represyjny charakter tamtego śledztwa”. Czyli ubecy, znani z okrucieństwa, mieli być łagodni jak baranki. I takim kłamstwom dał wiarę sąd wolnej Polski! A żeby tego było mało, uznał jeszcze, że z punktu widzenia ówczesnego państwa aresztowani przez Graffa byli szpiegami!

Z Kazimierzem Graffem też przed laty udało mi się porozmawiać.

– Mordował pan polskich patriotów…

– To tylko sugestia. Kiedyś były inne oceny, teraz są inne.

– Dla Stanisława Sojczyńskiego domagał się pan kilku kar śmierci…

– Może to dużo, a może mało. Sprawę ocenią historycy.

– Niczego pan nie żałuje?

– Udziału w procesie „Warszyca” nie. Żałuję tylko, że w ogóle były takie sprawy, że mordowano ludzi.

– Nie czuje się pan winny morderstwa?

– Morderstwo? Przecież to nie ja mordowałem, tylko oni.

– Kto?

– Przepraszam, ale muszę już kończyć.

Za zamordowanie „Warszyca” Graff został zastępcą Naczelnego Prokuratora Wojskowego Stanisława Zarako-Zarakowskiego, a później – tak jak Czesław Łapiński – wziętym adwokatem. Do końca życia pobierał wysoką, resortową emeryturę. A po śmierci w 2012 r. – znów jak Łapiński – spoczął na Powązkach. Obok żony Alicji Graff, która zmarła w 2005 r. i też była stalinowską prokurator.

O tych komunistycznych mordercach pamięć przeminie. Tymczasem polskiemu bohaterowi – kpt/gen. Stanisławowi Sojczyńskiemu, ps. „Warszyc” będziemy stawiać kolejne pomniki.