Ambicje na przyszłość – analiza ZBIGNIEWA BRZEZIŃSKIEGO

Czy bez ambitnego dziennikarstwa, potrzebujemy w ogóle dziennikarstwa? Kto nas obroni przed manipulacjami, gdy zabranie programów i artykułów dogłębnie analizujących ważne dla odbiorców tematy? Czy prognoza „Dziennikarstwo 2025” wciąż jest aktualna? Czy bez ambitnego dziennikarstwa mówimy jeszcze o dziennikarstwie?

 

W dobie Internetu, a pewnie warto przypomnieć, że sieć WWW skończyła już trzydzieści lat, komunikat i to o znacznym zasięgu może nadać każdy. Oczywiście jego pobudki mogą być szlachetne, ale mogą też być podłe, lub nieodpowiedzialne. Efekty pracy ekipy FakeHunter Polskiej Agencji Prasowej, skupiające się przecież tylko na kwestiach związanych z pandemią, wyraźnie pokazują, jak potrzebne są analizy eksperckie, w kompetentny sposób objaśniające rzeczywistość. Tym bardziej, że manipulacje w sieci coraz częściej potwierdzają słowa zapisane przez Witolda Gombrowicza w „Dzienniku” z lat 1961-1966: „…polega (to – przyp. ZB) na tym, żeby zanadto nie przeinaczyć, trzeba raczej cieniować, sztukować, tu się doda, tam się ujmie i ni stąd, ni zowąd myśl uczciwa człowieka (…) staje się świństewkiem[1]. Dobrze to widać na przykładzie wykorzystania słów premiera Mateusza Morawieckiego: „kto umrze, to umrze”.[2] Wystarczyło wyciąć fragment większej całości. Sięgając głębiej do dorobku cywilizacji śródziemnomorskiej należy przypomnieć postać Odysa, który: „mówił kłamstwa podobne do prawdy”. Trafimy więc na publikacje, które udają rzetelną robotę dziennikarską, choć taką nie są. Umiejętność oddzielania ziaren od plew od dawna powinna być efektem edukacji szkolnej i to już na poziomie elementarnym.

 

Powszechny problem jednoźródłowości

 

Profesor Tomasz Mielczarek w pracy „Tygodniki opinii w zmieniającej się rzeczywistości” tak napisał o materiałach prasy codziennej: „z natury rzeczy powstające w pośpiechu, niekiedy jednoźródłowe, materiały w niej drukowane zawsze obarczone są sporym ryzykiem błędu[3]. Internet pełen jest komunikatów, które pokazują tylko jedną stronę, jeden punkt widzenia i oczywiście mają tylko jedno źródło. W przypadku mediów to dziennikarz jest gwarantem, że powołuje się na doniesienie wiarygodne, sprawdzone. Autor nawet krótkiej notki bierze za treść odpowiedzialność. Tak proste komunikaty potrafi jednak stworzyć też dobrze zaprogramowana maszyna. Wydaje się więc, że ograniczenie dziennikarstwa do lapidarnych informacji oznacza równocześnie likwidację tego zawodu. Mając to na uwadze przyjrzyjmy się bliżej wizji nie tak znów odległej, bo dotyczącej 2025 roku.

 

Journalism 2025

 

Autorzy obszernego raportu „What’s New(s)? Scenarius for the future of journalism”[4] A. Kasem, M.J.F. van Maes, K.C.M.E. Wannet z zespołem zwrócili uwagę na zmieniający się format finansowania mediów. Co prawda uznali, że przychody telewizji pozostają na razie na stabilnym poziomie, ale dodali, że to tylko kwestia czasu. Natomiast prasa w ocenie tych autorów jest dziś „podjadana”. Dawniej kupowało się gazetę jako całość z pełną zawartością. Obecnie, zwłaszcza młodzi odbiorcy, preferują kupowanie pojedynczych artykułów. Tu warto przypomnieć badania przywołane przez T. Mielczarka w „Raporcie o śmierci polskich gazet”[5], z których wynika, że z kupionym magazynem obcujemy około 40 minut, a z portalem ogólnoinformacyjnym zaledwie 1,5… Tyle wystarcza, żeby przy wykorzystaniu myszki przewinąć całość. Zamiast intensywnie zapoznać się z zawartością gazety, wybieramy interesujące nas artykuły, lub te najpopularniejsze, albo wywołujące największą dyskusję. Cała reszta umyka.

 

Kasem, MaesWannet zauważyli również, że zaufanie do dziennikarzy znajduje się obecnie na historycznie niskim poziomie. Wydaje się, że media zbyt często koncentrują się na newsach, skandalach politycznych, zamieszkach, ale opinia publiczna nie zawsze tego potrzebuje. Autorzy raportu „What’s News(?)” prognozują, że coraz większy wpływ na treści pojawiające się w mediach będą wywierały działy marketingu i odbiorcy sugerujący tematy i je współtworzący. Poważną obawę wiążą oni też z tym, czy tradycyjni redaktorzy i wydawcy zdołają wystarczająco szybko nadążać za zmianami technologicznymi i społecznymi. Ze względu na znaczną liczbę cięć, która dotknęła media nie tylko w Polsce, istnieje przy tym spory opór wobec kolejnych zmian.

 

Bliżej świata nauki

 

Trzeba przyznać, że nie jest to wesoły obraz, zwłaszcza w odniesieniu do dziennikarstwa dogłębnego, pokazującego różne punkty widzenia, szczegółowo analizującego sytuację w oparciu o długą pamięć redakcyjnych zasobów. W tym obszernym raporcie znajdziemy jednak i pewną nadzieję: odnajdywanie nowych formuł publikacji dzieła dziennikarskiego i szerszą współpracę ze światem nauki. Przynajmniej w odniesieniu do nauk medycznych stan pandemii znacznie tę wizję przyspieszył.

 

Obraz ten w części podziela dr Tomasz Chrząstek z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach: Czy jest jeszcze miejsce na ambitne dziennikarstwo, serwujące odbiorcy dogłębne analizy? Musi być na nie miejsce! Stary porządek, gdzie radio informowało, telewizja to wieczorem pokazywała, a kolejnego dnia prasa to dogłębnie omawiała –  już dawno runął. Bodaj Ernest Skalski na lamach miesięcznika „Press” przed mniej więcej 20 laty, wyliczając grzechy polskiego dziennikarstwa zwrócił uwagę także na długość i gęstość tekstu. Zasugerował, że obecny czytelnik nie ma czasu ani ochoty na czytanie długich tekstów i dziennikarz powinien to uszanować. Dzisiejsi młodzi ludzie, w tym studenci dziennikarstwa, nie przepadają za długimi materiałami. Oczywiście nie chciałbym generalizować, ale zdecydowana większość „ucieka” od długich form. Na szczęście mam też takich studentów, którzy potrafią i lubią uprawiać dłuższe formy publicystyczne, ale ci stanowią mniejszość. Trzeba dodać, że umiejętność tworzenia zwięzłego przekazu to też sztuka. Tworzenie informacyjnego Tweeta w reżimie 140 znaków wymagało nieco wysiłku. Obecnie przy 280 znakach też jest ciągle dla niektórych wyzwaniem. Obawiam się, że już mamy do czynienia z trendem, że obszerne teksty, dogłębne analizy tworzy niewielu dziennikarzy dla równie nielicznej grupy odbiorców.

 

Ten tekst przeczytasz w …

 

Komunikaty, takie jak powyższy śródtytuł, bez trudu odnajdziemy dziś na polskich portalach. Trudno wyczuć, czy to bardziej zachęta: „podołasz!”, czy ostrzeżenie: „Uważaj! To parę minut twojego życia!”? Może problem leży gdzieś głębiej niż w samym obrębie mediów i recepcji ich materiałów?

 

Kilka lat temu do kieleckiego kina „Moskwa”, mającego niezłą scenę studyjną z ambitnymi filmami, zadzwoniła nauczycielka z gimnazjum. Zapytała, co ciekawego mogą uczniom zaoferować? Po usłyszeniu, że film jest w języku oryginalnym z polskimi napisami, odpowiedziała: „nie dadzą rady przeczytać”… Z czytelnictwem w Polsce nie jest dobrze, choć najnowsze badania Biblioteki Narodowej tchną ostrożnym optymizmem, informując o lekkim wzroście[6].

 

Dodajmy dla równowagi uwagę Agnieszki Ciereszko, redaktor naczelnej branżowego kwartalnika „Doradca Kariery”, która poinformowała nas, że: po wydaniu dwóch pierwszych numerów (w 2018 r. – przyp. ZB) na życzenie czytelników wydłużyliśmy długość publikowanych artykułów o jedną trzecią. Z kierowanych do nas listów wynikało, że odbiorcy potrzebują bardziej szczegółowego traktowania tematów, a nie jedynie ich anonsowania[7].

 

Kultura bez mediów, media bez kultury?

 

Apel Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z 4 maja 2020 roku o pomoc dla dziennikarzy i mediów w czasie pandemii[8], przypomniał też, o czym chyba często się zapomina, że media to też istotni przedstawiciele świata kultury. Sztuka bez recenzji, relacji i dyskusji bardzo dużo traci, zamknięta w swoich salach koncertowych, galeriach, czy muzeach. O realia prasy skupionej na dokonaniach świata kultury pytamy Pawła Chmielewskiego, redaktora naczelnego Kieleckiego Magazynu Kulturalnego „Projektor”:

 

Znamy mniej więcej teorię Mikołaja Kopernika o wypieraniu pieniądza mocniejszego przez słabszy. Świat polskiej prasy przybrał dziś – mniej więcej – następujący kształt: prasa poradniczo-plotkarska, pięć / może siedem wysokonakładowych i opiniotwórczych tytułów oraz ocean Internetu, bazujący mnie lub bardziej na krótkich notkach, chwytliwych tytułach, podlegający w dużym stopniu tyranii „zasięgów”, „klików” i „lajków”. Gdzieś między nimi, w niewielkiej niszy egzystuje prasa specjalistyczna – przede wszystkim kulturalna i naukowa. Jej odbiorcy to być może od 0.3% do 0,6% czytających obywateli. Nadal jest to jednak ok. 100 tys. osób. Pytanie o potrzebę istnienia takiej prasy porównałbym do problemu, czy należy zlikwidować archeologię śródziemnomorską, paleontologię, filologię indyjską, czy oceanografię. Każda z tych dziedzin nie ma bezpośredniego przełożenia na wskaźniki ekonomiczne, a jednak cieszą się one uznaniem i istnieją na całym obszarze kulturowym, do którego aspirujemy.

 

Prasa, którą (na potrzeby tej króciutkiej refleksji) nazwiemy niszową jest przede wszystkim jedyną platformą wymiany poglądów i prezentacji dokonań chociażby dla reprezentantów takich sztuk i dziedzin, jak jazz współczesny, teatr lalek, architektura ekologiczna, językoznawstwo porównawcze, a bez jej obecności nie dotarłaby pewnie do szerszej publiczności informacja o odkryciu w Polsce najstarszych śladów naszego czworonożnego przodka i być może nie mieliby gdzie zadebiutować Wisława Szymborska, czy Andrzej Sapkowski. Kwestie potrzeby istnienia takiej prasy są bezdyskusyjne.

 

Jakie źródła finansowania dla ambitnych treści?

 

Istniejący od ponad siedmiu lat „Projektor”, którego najnowszy numer ma 128 stron, w ubiegłym roku ukazywał się dzięki zbiórkom w Internecie, a 2020 r. funduszom z budżetu obywatelskiego stolicy województwa świętokrzyskiego. W tym roku jednak przegrał batalię m.in. z organizacją gali MMA. Jakie powinny być stabilne źródła finansowania dla ambitnych wydawnictw? Paweł Chmielewski: jak w całej Unii Europejskiej istnienie takiej prasy jest „powinnością i obowiązkiem budżetowym” sprawujących władzę – powinna więc ona otrzymywać dotacje od organów samorządowych (również za pośrednictwem miejskich, powiatowych, czy wojewódzkich instytucji kultury i nauki) oraz instytucji centralnych (tu jako dodatek, swoista „wisienka na torcie” w formie grantów). Drugim filarem winien być biznes korporacyjny, np. poprzez fundacje, który tak jak istnieje to chociażby w Stanach Zjednoczonych uzyskiwałby z tego tytułu ogromne ulgi podatkowe, wreszcie wsparcie dla kultury i nauki traktowane być powinno, jako swoisty honor – zarówno dla sprawujących władzę w polityce, jak i w biznesie. Otwartą kwestią i sprawą do dyskusji jest mechanizm istniejący w Polsce, w którym potężne spółki skarbu państwa (funkcjonujące dzięki podatkom obywateli) wspierają reklamowo tylko kilka potężnych tytułów prasowych, radiowych, nie widząc potrzeby – nawet incydentalnego – wsparcia właśnie dla małej, niszowej prasy[9].

 

Potrzebny jest więc mecenat państwa, samorządu, spółek skarbu państwa i biznesu, uważającego, że oprócz sprzedaży i zysku istnieje na świecie coś więcej, czego czasem nie rozumieją, ale co warto wspierać, bo to nasza kultura.

 

Inny punkt widzenia przedstawił Marek Kacprzak w artykule zatytułowanym po prostu: „Media publiczne”. Stwierdził on, że wobec nastawienia stacji komercyjnych na sprzyjanie gustom odbiorców i reklamodawcom, to media publiczne, finansowane z abonamentu i budżetu państwa, powinny być ostoją ambitnych treści, głębokich analiz, publicystyki, programów edukacyjnych i kulturalnych[10]. To interesująca wizja, przy czym jesteśmy przyzwyczajeni do publicznej radiofonii i telewizji. Na prasę ewidentnie nie ma przyzwolenia, co potwierdzają nerwowe reakcje komentatorów na niepotwierdzony przez PKN Orlen komunikat, że firma chce kupić Grupę Polska Press[11].

 

„Niezakończony proces zmian”

 

Stan pandemii pokazuje, że istnieje duże zapotrzebowanie na wiarygodne informacje. Raport LoveBrands Relations zwrócił uwagę, że obcowanie z mediami znacznie w tym okresie wzrosło[12]. Mirosław Usidus podniósł ostatnio na łamach SDP.PL, że to duża szansa dla redakcji[13]. Działania FakeHunter udowodniają, że muszą istnieć wiarygodne analizy, a zacieśnianie współpracy między dziennikarzami, a światem nauki, powinno postępować dalej i rozszerzać się na więcej dziedzin niż medycyna. Z drugiej strony w sieci dominują już dziś krótkie komunikaty, nie wymagające od odbiorcy omalże użycia mózgu: podoba mi się lub nie podoba, solidaryzuję się z tym, lub nie – koniec intelektualnego wyzwania. Raport „What’s New(s)?” też niespecjalnie tchnie optymizmem. Może jednak do tych zauważalnych trendów zastosowanie mają słowa Antoniego Słonimskiego: „(…) gdy ktoś zbyt kategorycznie przesądza nie zakończony proces zmian. Często mam wrażenie, że mówi tak, aby nie zapeszyć, bo stawia na rozstrzygnięcia wręcz przeciwne[14].

 

Słowem: bez ambitnych treści, dziennikarstwo zastąpią błyskawicznie jednostki sztucznej inteligencji do tworzenia newsów i specjaliści ds. perswazji, którzy dostarczą jedynych słusznych interpretacji odbiorcom, którzy je bezrefleksyjnie polubią lub nie – co może się okazać zresztą kompletnie bez znaczenia dla ich intelektualnego rozwoju.

 

Zbigniew Brzeziński

 

[1] W. Gombrowicz, Dziennik z lat 1961-1966, Wydawnictwo Literackie.

[2] https://fakehunter.pap.pl/raport/f40dfed5-f641-41f5-9600-c518f2065bfb – dostęp: 25.10.2020 r.

[3] T. Mielczarek, Tygodniki opinii w zmieniającej się rzeczywistości, Kraków 2018, s. 20.

[4] https://www.journalism2025.com/trends.html – dostęp 25.10.2020 r.

[5] T. Mielczarek, Raport o śmierci polskich gazet, Warszawa 2012.

[6] https://www.bn.org.pl/w-bibliotece/3966-39%25—lekki-wzrost-czytelnictwa-w-polsce.html – dostęp 25.10.2020 r.

[7] Strona główna kwartalnika: https://doradca-kariery.pl/ – dostęp 25.10.2020 r.

[8] https://sdp.pl/apel-zarzadu-glownego-stowarzyszenia-dziennikarzy-polskich-o-pomoc-dla-dziennikarzy-i-mediow/ – dostęp 25.10.2020 r.

[9] Strona główna „Projektora”: http://www.zenit-admin.ogicom.pl/nowy%20uklad/projektor_nowa.html – dostęp: 25.10.2020 r.

[10] https://wszystkoconajwazniejsze.pl/marek-kacprzak-media-publiczne/ – dostęp: 25.10.2020 r.

[11] Czytaj więcej na: https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/orlen-kupi-polska-press-grupa-za-ilehttps://www.wirtualnemedia.pl/artykul/orlen-kupno-polska-press-grupa-repolonizacja-mediow-w-polsce – dostęp 25.10.2020 r.

[12] https://pap-mediaroom.pl/zdrowie-i-styl-zycia/badanie-lovebrands-relations-jakich-informacji-w-dobie-koronawirusa-szukaja – dostęp: 25.10.2020 r.

[13] https://sdp.pl/media-po-pol-roku-pandemii-analiza-miroslaw-usidusa/ – dostęp: 25.10.2020 r.

[14] A. Słonimski, Alfabet wspomnień, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989, s. 56.