Home / Publicystyka  / Mój tata pisze i czyta – wspomnienie ALEKSANDRY RYBIŃSKIEJ

Mój tata pisze i czyta – wspomnienie ALEKSANDRY RYBIŃSKIEJ

Ogłoszono właśnie X Edycję Konkursu o „Nagrodę Złotej Ryby”, z tej okazji przypominamy postać patrona tego wyróżnienia, wybitnego felietonisty Maciej Rybińskiego w osobistym wspomnieniu córki, Aleksandry.

 

To, że mam innego tatę niż inne dzieci, zauważyłam, kiedy miałam siedem lat. Nauczycielka zapytała dzieci w klasie, co robią ich ojcowie. Jeden był inżynierem i budował mosty, drugi miał fabrykę, w której produkował wędliny. W końcu przyszła kolej na mnie. Długo się zastanawiałam, nim odpowiedziałam: „Mój tata pisze i czyta”. Dzieci wybuchły śmiechem wraz z nauczycielką, która mnie poinformowała, że to nie jest zawód.

 

Bardzo się wtedy wstydziłam za tatę. Nie rozumiałam, dlaczego tak jak inni ojcowie nie wychodził do biura z teczką w ręku, by przewracać tam papierki z lewej na prawą, albo chociaż nie zamiatał ulicy, jak starszy pan, którego codziennie mijałam w drodze do szkoły. Zamiast tego siedział przy maszynie do pisania i stukał nieprzerwanie w klawisze. „Co on tam pisze?” – zastanawiałam się.

 

Głowiłam się także, skąd tata tyle wiedział. Na każde pytanie znał odpowiedź. Kiedy nie rozumiałam czegoś w szkole, wracałam do domu i pytałam go. Z wyjątkiem matematyki, nigdy się nie mylił. Czasami jeździł nawet do szkoły i pouczał moje nauczycielki. „Ta twoja wychowawczyni jest idiotką i robi wam wodę z mózgu” – mówił. Bardzo mi to imponowało. Wpajał mi od początku, że to, co mi mówią inni, nie zawsze jest prawdą. „Myśl samodzielnie” – przekonywał.

 

Tata nie szanował żadnych autorytetów, nie lubił porządku i podporządkowywania się. Było to bardzo fajne i bardzo demoralizujące. Zapewniło mi długoletnią niechęć zespołu nauczycielskiego. Ale nauczyło mnie też krytycznego myślenia. Bo tata był człowiekiem całkowicie niezależnym. Dla niego wolność była największym dobrem. Nie zmieniał poglądów w zależności od koniunktury i wysokości wynagrodzenia. Nie poddawał się presji większości i poprawności politycznej. I dzięki niemu ja też tego robić nie potrafię.

 

Nigdy nie zapomnę, jak przywiózł mojej nauczycielce w liceum w Bonn „Quo vadis?” Sienkiewicza, by się dokształciła i przestała wmawiać młodzieży, że Szczypiorski to najwspanialszy polski pisarz.

 

A jak gotował! Wciąż pamiętam metaliczny dźwięk garnków i zapachy unoszące się w naszej kuchni, kiedy wracałam ze szkoły do domu. I ojca w fartuchu podlewającego jakąś pieczeń w piekarniku. Może to była kaczka z pomarańczami, a może polędwica w cieście, którą tak lubił? To on nauczył mnie gotować. I miłości do dobrej kuchni, szczególnie francuskiej, jeszcze zanim zdążyłam ją poznać podczas moich podróży. Do dziś żałuję, że nie pomyślałam o tym, by poprosić go o przepis na zupę gulaszową, która tak mi smakowała i którą przyrządzał każdej zimy.

 

Brakuje mi też naszych wspólnych wieczorów, spędzonych na dyskusjach, czasami o zupełnie absurdalnych rzeczach. Tatę wszystko interesowało. Od stoicyzmu po latające spodki. Nasze mieszkanie zawsze było zawalone książkami. Było ich tyle, że nie mieściły się na regałach. A tata wszystkie je znał na pamięć. Czytał ciągle i wszędzie, nawet przy jedzeniu, co mamę bardzo irytowało. Podobnie jak jego zamiłowanie do bluesa, którym mnie zaraził. Potrafiliśmy godzinami słuchać płyt i zachwycać się muzyką. Mama wtedy uciekała. Leadbelly, B.B. King i Screaming Jay Hawkins w połączeniu z naszym buczeniem byli dla niej nie do zniesienia.

 

Ale najbardziej brakuje mi taty poczucia humoru. Śmiech zawsze rozlegał się w naszym domu. Tata nie tylko pisał felietony, on je opowiadał. Każdy posiłek był zakrapiany anegdotami, których znał tysiące, na każdą okazję. Przewijały się w nich różne ciekawe postacie, które kiedyś spotkał na swej drodze. Uwielbiał żydowskie szmoncesy i folklor warszawski. Czasami podczas obiadu czytał mi z opowiadań Wiecha, powodując, że ze śmiechu nie mogłam jeść.

 

Dopiero dziś zdaję sobie sprawę, jak wiele czerpałam z tych wspólnych chwil i jak wielki miał na mnie wpływ. Przez niego nie potrafię się dziś oprzeć słodyczom i uwielbiam oglądać zawody w curlingu w telewizji. Nie wspominając o zamiłowaniu do powieści Singera i tanich horrorów z wampirami i żywymi trupami. I to niekoniecznie w tej kolejności.

 

Wspomnienia tych wspólnych chwil zostaną ze mną na zawsze, tak jak taty felietony.

 

Aleksandra Rybińska, córka

 

INFORMACJA O KONKURSIE O “NAGRODĘ ZŁOTEJ RYBY”

 

 

Podziel się!

Jest absolwentką Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu. Obecnie dziennikarka portalu wPolityce.pl i tygodnika Sieci. Wcześniej pracowała m.in. w "Rzeczpospolitej", "Uważam Rze", "Gazecie Polskiej Codziennie", "Welt Am Sonntag" i "Der Tagesspiegel". Członek zarządu Fundacji Macieja Rybińskiego, Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej (FWPN) i zarządu głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP). Fot. wPolsce.pl

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close