Działacz PSL przegrał proces z dziennikarzem „Kuriera Słupeckiego”

Red. Marcin Pryka został uniewinniony ! W związku z postępowaniem toczącym się przed  Sądem  Rejonowym w Słupcy przeciwko red. Marcinowi Pryce z “Kuriera Słupeckiego” z art. 212  Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP przesłało do sądu swoją opinię w tej sprawie zwracając uwagę, iż skazanie dziennikarza byłoby w tym wypadku absolutnie nieuzasadnione. Dziennikarz działał  w interesie społecznym i dołożył wszelkiej staranności, by jego publikacja była rzetelna i oparta na wiarygodnych źródłach. Cieszymy się, że Sąd podzielił tę opinię. Wyrok jest nieprawomocny i stronom przysługuje apelacja do właściwego sądu w Koninie.

 

Proces trwał od 14. listopada 2018 r. W prywatnym akcie oskarżenia- Jarosław Hendrysiak- radca prawny i lokalny działacz PSL  domagał się skazania Marcina Pryki – dziennikarza “Kuriera Słupeckiego”, za to, że: od 4. listopada 2016 r. do 5 maja 2017 r. napisał i zamieścił na łamach tygodnika “Kurier Słupecki” i portalu ” Słupca.pl” szereg artykułów, w których zawarł nieprawdziwe (zdaniem oskarżyciela) treści pomawiające mec. Hendrysiaka m.in. o pobranie dodatkowego i nienależnego wynagrodzenia za reprezentowanie przed sądem Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Orchowie, o udział, w niewyjaśnionych okolicznościach, w zmianie zakresu obowiązków radcy prawnego (Jarosława Hendrysiaka) zatrudnionego na etacie w Urzędzie Gminy Orchowo oraz o kompetencjach oskarżyciela, jako radcy prawnego (np. w publikacjach o tytułach: “Kompetencje radcy jak fata morgana”; “Hendrysiak: to pomyłka”, “Policja interesuje się Hendrysiakiem”, “Kompetencje Hendrysiaka pod lupą policji” ). Czynami tymi, według aktu oskarżenia, red. Pryka “pomówił publicznie Jarosława Hendrysiaka wykonującego zawód radcy prawnego na podstawie: umowy o pracę w Urzędzie Gminy w Orchowie, umowy o pracę w Starostwie Powiatowym w Słupcy oraz w Kancelarii Radcy Prawnego o takie postępowanie i właściwości, które mogły go poniżyć -i poniżyły go- w opinii publicznej oraz mogły narazić na utratę zaufania- i naraziły go na utratę zaufania- potrzebnego do wykonywania zawodu radcy prawnego”. Ponadto przytaczane zdanie w akcie oskarżenia połączone zostało ze sformułowaniem: ” przez nadanie artykułowi (…) tytułu o negatywnym i nieprawdziwym wydźwięku oraz przez podanie (…) nieprawdziwych treści”.

 

Akt oskarżenia zawierał 8 punktów zarzutów wobec tekstów dziennikarza, a cytowane zwroty, pojawiały się w nim wielokrotnie. Dotyczyły one każdego, inkryminowanego, tekstu prasowego autorstwa Marcina Pryki.

 

Tekst aktu oskarżenia kończy się wnioskiem o uznanie dziennikarza winnym złamania przepisów artykułu 212 kk. par. 2 w związku z par. 1. Przepisy te dotyczące zniesławienia i brzmią: Art. 212 par.1. “Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

 

par. 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w par. 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”. Tu należy przypomnieć, że przepisy, w tym brzmieniu, są krytykowane przez polskich dziennikarzy niemal powszechnie, a SDP od lat domaga się usunięcia ich z Kodeksu Karnego.

 

Elżbieta Ożóg-Kazimierczak – przewodnicząca składu sędziowskiego – przed publicznym oznajmieniem sentencji wyroku odczytała cały akt oskarżenia. Po przytoczeniu podstawy prawnej wniosków tam zawartych ogłosiła, że po przeprowadzeniu postępowania procesowego Sąd postanawia uniewinnić Marcina Prykę w zakresie zarzutu popełnienia przestępstwa opisanego w art.212 kk.

Następnie sędzia Ożóg – Kazimierczak przystąpiła do ustnego uzasadnienia wyroku. W tej części bardzo szczegółowo i detalicznie analizowała każdy kwestionowany artykuł red. Pryki. Zarówno tytuł, jak i treść konfrontowała ze stanem faktycznym, a następnie te ustalenia wiązała z konkretnymi zarzutami. Przedtem jednak omówiła stan prawny dotyczący czynów uznawanych za pomówienie, którego celem jest poniżenie danej osoby. Zaznaczyła także, że wyrok jest konsekwencją pewnych ogólnych założeń.

·      Przede wszystkim pomówienie nie może dotyczyć projekcji przyszłości i musi się odnosić do faktów, które już miały miejsce. Sędzia podkreślała przy tym, że Sąd nie zajmował się treścią będącą opinią albo oceną, ani też emocjonalnym podejściem oskarżyciela do niektórych zdań w publikacjach. Brał natomiast pod uwagę fakt, że dziennikarz nie jest prawnikiem i nie ma obowiązku posługiwać się sformalizowanym i precyzyjnym językiem jakim jest język prawa. Powinien i może używać potocznych sformułowań. Ponadto w procedurze procesu karnego, a na taką zdecydował się oskarżyciel, każdą niejasność lub wątpliwość należy interpretować na korzyść oskarżonego. Sąd nadmieniał tu także, że oskarżyciel mógł dla ochrony swoich dóbr skorzystać z prawa do sprostowania albo z prawa cywilnego, ale z tej drogi, na tę chwilę, zrezygnował.

 

  • Kolejną zasadą ogólną, przyjętą przez Sąd w tej sprawie jest to, że osoba publiczna musi być przygotowana na zainteresowanie dziennikarzy swoją działalnością, jak również godzić się na nawet bardzo ostrą krytykę swego postępowania. W tym kontekście sędzia Ożóg-Kazimierczak przypomniała kandydowanie Jarosława Hendrykowskiego do lokalnego samorządu z list PSL (oskarżyciela w tym procesie- przyp. Red. ). Ponadto werdykt – według Elżbiety Ożóg- Kazimierczak- uwzględnia orzecznictwo krajowe oraz unijne adekwatne dla tej sprawy. Za kluczowe przede wszystkim uznaje zapisy ustawy Prawo Prasowe. Kilkakrotnie w ustnym uzasadnieniu sędzia powoływała się na 41. tej ustawy, który stanowi, że: “publikowanie zgodnych z prawdą i rzetelnych sprawozdań z jawnych posiedzeń Sejmu, Senatu i organów stanowiących jednostek samorządu terytorialnego oraz ich organów, a także publikowanie rzetelnych, zgodnych z zasadami współżycia społecznego ujemnych ocen dzieł naukowych lub artystycznych albo innej działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy realizacji zadań określonych wart. 1 konstytucyjne prawa prasy i pozostaje pod ochroną prawa; przepis ten stosuje się odpowiednio do satyry i karykatury”.

 

Po ogólnie zarysowanych przesłankach do wydania wyroku uniewinniającego red. Marcina Prykę sędzia Elżbieta Ożóg-Kazimierczak przeszła do analizy każdego, pojedynczego zarzutu oskarżyciela. Nie sposób tu zrelacjonować wszystkich argumentów których użyła, bo nie starczyło by miejsca na rzetelne przeniesienie jej słów na te łamy. Licznik zapisu uzasadnienia ustnego wyroku wykazuje, że trwało ono blisko 90 minut. Jako przykład dokonanej przez Sąd analizy działań dziennikarza w kontekście aktu oskarżenia warto jednak zatrzymać się na kilku faktach z tego uzasadnienia.

 

Otóż bezsporne jest w nim to, że kwestia zapłaty za reprezentowanie przed sądem Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej (GOPS) w Orchowie przez Jarosława Hendrykowskiego była tematem obrad Rady Gminy. Trzeba było zwiększyć o 3 tys. zł budżet jednostki organizacyjnej samorządu jaką był GOPS. Wzrost kosztów wynikał z faktury wystawionej przez kancelarię radcy prawnego zatrudnionego w Urzędzie. Radni powołując się na stronę BIP urzędu utrzymywali, że obsługa prawna jednostek organizacyjnych gminy znajduje się w zakresie obowiązków zatrudnionego prawnika. Mylili się, bo…. na kilka godzin przed sesją, zmienione zostały informacje na tej stronie. Z wykazu obowiązków prawnika zniknęły słowa, które dotyczyły jednostek organizacyjnych gminy. Później wyszło na jaw, że mecenas swym podpisem parafował ten wcześniejszy, wadliwy (jak później zauważał) zakres obowiązków. W “Kurierze Słupeckim” w kilku artykułach sprawę nagłośnił oskarżony Marcin Pryka. Mec. Hendrykowski – który był tu “bohaterem” wydarzeń- zaskarżył sformułowania dziennikarza.

 

  • Sąd porównał artykuły z protokołami obrad i wykazał, że red. Pryka wiernie oddał to, co się na sali w Orchowie działo, a dowodem na to są te dokumenty. Niedopuszczalną, emocjonalną interpretacją- zdaniem sądu- był także zarzut oskarżyciela dotyczący tytułu kolejnego artykułu “Hendrysiak: to pomyłka”. Z treści publikacji wynika jednoznacznie – według sądu- że jest to skrót myślowy dotyczący kilku wypowiedzi mecenasa na temat przyczyny podpisania przez niego feralnego zakresu obowiązków,  a nie ocena jego osoby. Sędzia Ożóg- Kazimierczak w podobny sposób “rozprawiała” się z następnymi zarzutami. Według niej, nieprawdziwy (zdaniem oskarżyciela) fakt, że gmina Orchowo, co raz więcej płaci “za utrzymanie radcy prawnego” staje się prawdziwy, gdy uzna się, że zdanie to dotyczy kosztów utrzymania obsługi prawnej, czyli etatu i jest wyrażona w potocznym, wieloznacznym słownictwie. Błędne jest więc traktowanie słowa “utrzymanie” jako zapewnienie środków do życia, w tym przypadku konkretnemu radcy prawnemu.
  • W sumie, w bardzo obszernym wywodzie, Elżbieta Ożóg-Kazimierczak ani razu nie przyznała racji argumentacji użytej w akcie oskarżenia. W konkluzji stwierdziła, że Sąd wydając wyrok w tej sprawie musiał odpowiedzieć na kilka zasadniczych pytań. M.in. dotyczyły one tego, czy treść artykułów wymienionych w akcie oskarżenia wprowadzała w błąd opinię publiczną przekazując fałszywe informacje ? Odpowiedź – zdaniem sądu- brzmi: nie, bo przekazywano to, co także wynikało z treści innych, oficjalnych dokumentów.
  • Innym pytaniem było: czy to co zamieszczono w tych artykułach miało charakter wypowiedzi o faktach, czy też było odbiciem jakiejś oceny? Odpowiedź jest tu jednoznaczna. “W żadnej z tych publikacji nie przedstawiono ocen bez oparcia ich na faktach, bez zaznaczenia, że są to wypowiedzi konkretnych rozmówców, wymienionych z imienia i nazwiska” argumentowała sędzia Ożóg- Kazimierczak.
  • Trzecim pytaniem było: czy w artykułach przedstawiono zniekształcony obraz rzeczywistości bez podstaw w okolicznościach faktycznych? Zdaniem Sądu nie miało to miejsca. Jednak, dla wysnucia takiego wniosku niezbędna jest analiza całości tych publikacji, bo ograniczenie się do fragmentów i ich uwypuklenie mogłoby wypaczyć ogólny sens. Także cytaty zawarte w prywatnym akcie oskarżenia podlegały tego typu weryfikacji. Okazało się, że o ile wnioski wynikające z interpretacji samych tych zdań wydają się być prawidłowe, to w świetle całości publikacji są nie do utrzymania. Zdaniem Sądu- kontynuowała sędzia- “artykuły te nie zawierały żadnych treści zniesławiających oskarżyciela prywatnego”.
  • Następnie przytoczyła wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2017 r. w którym m.in. wymienia się, że “wymogi uznania działalności dziennikarskiej za wykonane z należytą starannością zależne są od wiarygodności informatorów, jak również od sprawdzenia tych informacji we wszystkich innych dostępnych dziennikarzowi źródłach oraz od wyniku ich konfrontacji z innymi znanymi faktami. Według Przewodniczącej Składu Sędziowskiego, “oskarżony wykazał, że pisząc artykuły spełnił te warunki i sprostał temu zadaniu”.
  • Podobne wnioski sędzia Ożóg-Kazimierczak wywiodła z Postanowienia Sądu Najwyższego z 25 września 2017 r. (przytaczanego wcześniej przez mec. Andrzeja Miastkowskiego- pełnomocnika oskarżonego) w którym mówi się m.in. że ” przedmiotem ochrony art. 212 § 1 i 2 k.k. jest cześć danej jednostki rozumiana jako jej dobre imię i uznanie należne w odbiorze innych ludzi. Ochrona ta jednak nie ma charakteru bezwzględnego, albowiem doznaje ograniczenia ze strony innych dóbr, których doniosłość w demokratycznym państwie prawa nie powinna być kwestionowana. Rzecz dotyczy w tym wypadku prawa obywateli do informacji i jawności życia publicznego oraz kontroli takiej działalności, która obejmuje kwestie społecznie doniosłe”.
  • Następnie sędzia przytaczała kolejne przykłady orzecznicze i wywodziła z nich argumenty świadczące o dochowaniu rzetelności przez red. Marcina Prykę. Stwierdziła też, że teksty przez niego napisane “nie zawierały żadnych wypowiedzi sprowadzających się do nieuzasadnionego ataku personalnego na oskarżyciela prywatnego. Nie dotyczyły też jego życia prywatnego. Nie można więc uznać, aby inne aspekty jego życia niż działalność publiczna zostały poddane kontroli publicznej. Tytuły artykułów, na które zwrócono uwagę mieszczą się w akceptowalnych granicach jako wypowiedzi blisko związane z informacjami przekazywanymi w tych publikacjach”. Zdaniem Sądu, wygłoszonym następnie, “oskarżony w swych artykułach dążył do zrównoważonego przedstawienia stanu rzeczy”. Tu sędzia Ożóg- Kazimierczak powołała się na orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 4 grudnia 2019 r. mówiące, m.in. że ” przedstawienie faktów i ocen w sposób rzetelny, oparty na ujawnionych danych, analizowanych w zgodzie z zasadami logicznego rozumowania i doświadczenia życiowego, nie może być uznane za bezprawne, chociażby owe fakty i oceny dawały podstawy do wyciągnięcia przez czytelników dalej idących wniosków” . Według sędzi Ożóg-Kazimierczak “orzeczenie to jak i teza tego sądu jak najbardziej znajduje zastosowanie w okolicznościach naszej sprawy”. Sędzia zwracała również uwagę, że oskarżyciel prywatny zdecydował się na proces karny, choć mógł w inny sposób domagać się od gazety działania (korekta informacji, sprostowanie albo proces cywilny) “poprzez które można byłoby naprawić zarzucaną w tym postępowaniu ingerencje w jego prawo do poszanowania dobrego imienia. Oskarżyciel prywatny miał więc możliwość wcześniejszego zareagowania na treści zawarte w tych artykułach”.

 

Na koniec ustnego uzasadnienia wyroku Elżbieta Ożóg-Kazimierczak przywołała treść jednej z tez wyroku Sądu Najwyższego z 14 marca 2017 r. w której stwierdza się, że “kiedy brak podstaw do wskazania, że jedynym lub podstawowym zamiarem działania jest zniesławienie, zachowanie realizujące prawo do krytyki w ogóle pozbawione jest cechy bezprawności, a tym samym nie może zostać uznane za przestępstwo. Dla wyłączenia odpowiedzialności nie ma wówczas potrzeby wykazania okoliczności wymienionych w art. 213 kk”. W konkluzji stwierdziła, że “w oparciu o te wszystkie okoliczności i argumenty Sąd uniewinnił oskarżonego od postawionego mu prywatnym aktem oskarżenia zarzutu. W sytuacji, kiedy w postępowaniu z oskarżenia prywatnego wydaje się postanowienie uniewinniające, wtedy koszty postępowania ponosi oskarżyciel prywatny” – poinformowała sędzia Elżbieta Ożóg-Kazimierczak.

 

Wyrok nie jest prawomocny.

 

Proces był obserwowany przez Helsińską Fundację Praw Człowieka oraz z Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. CMWP występując jako “przyjaciel sądu” wydało opinię, która została włączona do akt.

 

Relację sporządził i ustne uzasadnienie wyroku streścił: Piotr Górski

 

Odpowiedź CMWP SDP na krytyczne wobec mediów w Polsce stanowisko Reporterów bez Granic

W reakcji na stanowisko organizacji Reporterzy bez Granic oraz w związku z alertem na platformie Rady Europy zgłoszonym przez brytyjską organizację Article 19 w sprawie prokuratorskiego postępowania dotyczącego publikacji Katarzyny Włodkowskiej, reporterki „Dużego Formatu” (dodatku do „Gazety Wyborczej”) CMWP SDP zwraca uwagę, iż sygnalizowane przez w/w organizacje zagrożenie wolności słowa w Polsce nie występuje, a polski system prasowy oparty na wolności słowa i swobodzie dostępu do informacji oraz wolności wypowiedzi funkcjonuje prawidłowo. CMWP SDP publikuje stanowisko w tej sprawie ponieważ z nieznanych nam przyczyn organizacje międzynarodowe zajmujące się mediami i wolnością słowa nadały jej duży, międzynarodowy rozgłos, który przypisuje tej sprawie o wiele większe znaczenie, niż ma ona w rzeczywistości .

 

Red. Katarzyna Włodkowska w styczniu br. w „Dużym Formacie” opublikowała reportaż w którym napisała, że zabójca prezydenta Pawła Adamowicza, Stefan W. określał się jako przeciwnik partii Platforma Obywatelska, a także, że kalkulował, w jaki sposób miałby wcześniej wyjść z więzienia. Zacytowała też sądowe opinie psychiatryczno-psychologiczne z akt sprawy, a na podstawie anonimowych wywiadów i źródeł bliskich policji i oskarżonemu mordercy red. Włodkowska poinformowała, że prokuratura nie przeprowadziła dokładnego dochodzenia w sprawie jego motywów. W związku z tym w lutym b.r. Gdańska Prokuratura Okręgowa wszczęła postępowanie, ponieważ w jej ocenie artykuł zawierał elementy z dochodzenia, które nadal są objęte tajemnicą śledztwa. Reporterka uważa, iż prokuratura chce w ten sposób ją zastraszyć lub spowodować, by zdradziła prokuraturze nazwiska swoich informatorów.

 

21 lutego br. na platformie Rady Europy został opublikowany alert w sprawie śledztwa wszczętego przez gdańską prokuraturę po tekście Katarzyny Włodkowskiej. Takie alerty publikowane są, gdy zagrożone jest bezpieczeństwo mediów lub dziennikarzy w jednym z państw członkowskich Rady Europy. Na alert te powołuje się później także w swoim piśmie do prokuratury Rzecznik Praw Obywatelskich.

 

27 lutego b.r. Organizacja Reporterzy Bez Granic oświadczyła, iż bierze w obronę reporterkę „Dużego Formatu” ze względu na wszczęte w sprawie jej publikacji śledztwo. Decyzja o wszczęciu dochodzenia wobec niej to eskalacja zastraszania przez polski system sądowy niezależnych mediów i dziennikarzy – oceniła organizacja.

 

W związku z powyższym CMWP SDP stanowczo zaprzecza, iż postępowanie prokuratury to „eskalacja zastraszania przez polski system sądowy niezależnych mediów i dziennikarzy” i by zagrożone było bezpieczeństwo mediów lub dziennikarzy. Samo postępowanie prowadzone przez prokuraturę nie oznacza naruszenia zasady wolności słowa, ponieważ w Polsce podmiotem posiadającym kompetencje do zwolnienia świadka z tajemnicy zawodowej (m. in. dziennikarskiej, lekarskiej, notarialnej, adwokackiej, radcy prawnego, doradcy podatkowego) jest wyłącznie sąd i może to zrobić tylko wówczas, gdy jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność nie może być ustalona na podstawie innego dowodu.

 

Tryb zwolnienia świadka z tajemnicy dziennikarskiej, medycznej i innych analogicznych tajemnic zawodowych jest uregulowany w art. 180 § 2 k.p.k., który stanowi: „§ 2. Osoby obowiązane do zachowania tajemnicy notarialnej, adwokackiej, radcy prawnego, doradcy podatkowego, lekarskiej, dziennikarskiej lub statystycznej oraz tajemnicy Prokuratorii Generalnej, mogą być przesłuchiwane co do faktów objętych tą tajemnicą tylko wtedy, gdy jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność nie może być ustalona na podstawie innego dowodu. W postępowaniu przygotowawczym w przedmiocie przesłuchania lub zezwolenia na przesłuchanie decyduje sąd, na posiedzeniu bez udziału stron, w terminie nie dłuższym niż 7 dni od daty doręczenia wniosku prokuratora. Na postanowienie sądu przysługuje zażalenie.”

 

Na gruncie powyższej normy prawnej podmiotem posiadającym kompetencje do zwolnienia świadka z tajemnicy zawodowej jest sąd. W odniesieniu do tajemnicy dziennikarskiej jest to dopuszczalne jedynie w ograniczonym zakresie, bowiem w myśl art. 180 § 3 k.p.k.: „§3. Zwolnienie dziennikarza od obowiązku zachowania tajemnicy nie może dotyczyć danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również identyfikację osób udzielających informacji opublikowanych lub przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych.

 

Działanie organizacji RWB i Alert 19 jest więc co najmniej przedwczesne, tym bardziej, że postępowanie prokuratorskie, jakie wszczęto po publikacji „Dużego Formatu” ma charakter rutynowy. Z wydawaniem oceny na jego temat należy poczekać do jego zakończenia .

 

CMWP SDP przypomina także, iż wielokrotnie podnosiło w swoich stanowiskach problem braku obiektywizmu i rzetelności przy ocenianiu poziomu wolności prasy w Polsce przez niektóre organizacje międzynarodowe. Przykładowo w stanowisku z  2 marca 2017 r., z 22 czerwca 2018 r., czy w stanowisku z 23 kwietnia 2019 r. CMWP SDP protestowało przeciwko włączaniu Polski przez organizację RWB do grupy państw, w których występują „wyraźne problemy z poszanowaniem wolności prasy”. Według tej organizacji poziom wolności mediów w naszym kraju jest obecnie najniższy od dekady, Polska została sklasyfikowana na 59 miejscu (na 180 ocenianych państw), a od czterech lat systematycznie jest w tym rankingu umieszczana coraz niżej. CMWP SDP wielokrotnie zwracało uwagę , iż materiał badawczy jaki poddawany jest analizie w czasie tworzenia tego rankingu jest wycinkowy i subiektywnie wyselekcjonowany i sprawia wrażenie, iż jedynym kryterium jego doboru jest udowodnienie niekorzystnej dla Polski tezy.

 

W ocenie CMWP SDP niska pozycja w rankingu RWB jest krzywdząca, ponieważ nie odzwierciedla sytuacji rzeczywistej. System prasowy w Polsce zabezpiecza wolność mediów w sposób wystarczający i analogiczny jak w krajach o ugruntowanej demokracji.

 

Reporterzy bez Granic  ( fr. Reporters Sans Frontières, RSF, ang. Reporters Without Borders, RWB) to międzynarodowa organizacja pozarządowa propagująca i monitorująca wolność prasy na całym świecie, założona we Francji w 1985 r. Ranking “wolności prasy” jest przygotowywany przez nią od 2002 roku. Aktualnie opiera się on na analizie ankiet wysyłanych do wybranych przez RWB przedstawicieli mediów w 180 krajach wymienionych w rankingu. Nie ma wśród nich przedstawicieli najliczniejszej i najstarszej organizacji dziennikarzy w Polsce – Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, ani przedstawiciela Centrum Monitoringu Wolności Prasy, organu SDP, którego zadaniem jest m.in. publiczne zajmowanie stanowiska i udzielanie pomocy dziennikarzom  w przypadkach zagrożenia wolności słowa.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 9 marca 2020 r.

CMWP SDP w obronie red. Marcina Pryki z „Kuriera Słupeckiego” oskarżonego z art. 212 kk

W związku z postępowaniem toczącym się przed  Sądem  Rejonowym w Słupcy przeciwko red. Marcinowi Pryce z „Kuriera Słupeckiego” z art. 212  Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP przesłało do sądu swoją opinię w tej sprawie zwracając uwagę, iż skazanie dziennikarza byłoby w tym wypadku absolutnie nieuzasadnione. Dziennikarz działał  w interesie społecznym i dołożył wszelkiej staranności, by jego publikacja była rzetelna i oparta na wiarygodnych źródłach.  CMWP SDP  podkreśla przy tym, iż ewentualne skazanie red. M. Pryki spowodowałoby tzw. efekt mrożący, co byłoby nie do pogodzenia z prawami wolnej prasy, która w interesie publicznym ma prawo żądać wyjaśnień oraz wyświetlać trudne i kontrowersyjne tematy. 

 

Przyczyną wszczęcia  postępowania było opublikowanie przez red. Marcina Prykę  w okresie od listopada 2016 r. do maja 2017 r. na łamach tygodnika „Kurier Słupecki” oraz na portalu internetowym www.slupca.pl artykułów dotyczących radcy prawnego Urzędu Gminy w Orchowie i polityka PSL p. Jarosława Hendrysiaka, co spowodowało wniesienie przez w/w aktu oskarżenia przeciwko dziennikarzowi.

 

Ten proces toczy się już ponad 3 lata . W artykule opublikowanym w 2016 r. pt. „Kompetencje radcy jak fatamorgana”, dotyczącym sprawy zamiany zakresu obowiązków radcy prawnego dziennikarz pisał o wątpliwościach związanych z wynagrodzeniem radcy świadczącego usługi prawnicze dla jednostek samorządu terytorialnego. Artykuł ten w przeważającej części był relacją z posiedzenia sesji Rady Gminy Orchowo, a w całym cyklu artykułów dotyczących tej sprawy dziennikarz opierał się na dokumentach opublikowanych w „Biuletynie Informacji Publicznej Gminy Orchowo”, w tym m. in. na zakresie czynności radcy prawnego, Regulaminie Organizacyjnym Urzędu Gminy w Orchowie, protokołach z posiedzeń sesji i komisji Rady Gminy w Orchowie. Radca prawny w 2018 roku złożył akt oskarżenia wobec Marcina Pryki z żądaniem 1 roku pozbawienia wolności, 3 lat zakazu wykonywania zawodu dziennikarza, 30 tys. zł nawiązki na hospicjum i opublikowania przeprosin w trzech lokalnych tygodnikach oraz portalu.  CMWP SDP jest obserwatorem tego procesu . Centrum reprezentuje na rozprawach red. Piotr Górski.

 

Należy przy tym zauważyć, iż publiczne analizowanie i roztrząsanie  na łamach prasy kwestii związanych z zakresem i sposobem finansowania obsługi prawnej  w gminie i jej jednostkach organizacyjnych niewątpliwie należy do ustawowych zadań prasy. Jest rzeczą zrozumiałą, że działania organów gminy jak i radcy prawnego prowadzącego jej obsługę powinny być w pełni transparentne, jako że mają one służyć należytemu funkcjonowaniu samorządu terytorialnego. Z założenia budzą one więc zainteresowanie lokalnej opinii publicznej, której wyrazicielami są m. in. dziennikarze. Zrelacjonowany w materiale prasowym przebieg sesji Rady Gminy Orchowo dotyczył właśnie przedmiotowej kwestii, przy czym kwestie obsługi prawnej wzbudziły wątpliwości jednego z radnych. Tym bardziej miały one prawo wzbudzić wątpliwości u dziennikarza. Wyjaśnianie tego rodzaju zagadnień opinii publicznej niewątpliwie leży w interesie społecznym, bowiem jednym  z warunków prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego jest dostęp do informacji. Co więcej, poruszanie tej tematyki w środkach masowego komunikowania jest wręcz obowiązkiem dziennikarzy, w ten sposób wypełniają oni jedną z fundamentalnych w demokracji funkcji prasy – funkcji kontrolnej w odniesieniu do przedstawicieli władz, zarówno lokalnych jak i ogólnokrajowych, zarówno ustawodawczej, wykonawczej, jak i sądowniczej.

 

Kolejnym aspektem sprawy jest ocena materiału prasowego pod kątem kryteriów określonych przepisami ustawy – Prawo prasowe. Dziennikarz szczegółowo opisał przebieg sesji rady gminy, podkreślając swoje wątpliwości i formułując pytania. W tym kontekście zwraca uwagę fakt, że zdarzenia które miały miejsce podczas sesji mogły wzbudzić poważne wątpliwości w zasadzie u każdego przeciętnego odbiorcy, zwłaszcza uwzględniając fakt, że od spornego zakresu obowiązków oskarżyciela jako radcy prawnego zależała kwestia finansowania jego pracy ze środków publicznych. Oczekiwanie od opinii publicznej (czyli dziennikarza, który ją reprezentuje) braku zainteresowania tym tematem stanowiłoby przejaw niezrozumienia społecznej funkcji prasy. Ocena dochowania przez M. Prykę wymogów ustawy – Prawo prasowe, nie może od tego aspektu abstrahować.

 

Analizując niniejszą sprawę, nie można również pominąć fundamentalnego zagadnienia: wolności prasy. Zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Z kolei zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Z w/w normami prawnymi koresponduje również Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka („Każdy człowiek ma prawo wolności opinii
i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice
”) oraz artykuł 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich
i Politycznych („Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji
i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru
”). Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wolność słowa dotyczy nie tylko informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale nawet tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące  (…) W świetle w/w norm prawnych oraz orzecznictwa, już samo wniesienie przeciwko M. Pryce aktu oskarżenia budzi poważne wątpliwości.

 

Niezależnie od powyższego CMWP pragnie zwrócić uwagę, że wypowiedzi dziennikarskie stanowiące przyczynę zainicjowania postępowania miały w znacznej mierze charakter opinii. Powszechnie wiadomo, że wypowiedzi ocenne nie poddają się tożsamym rygorom weryfikacji, jak fakty. Jak podkreślił SN w wyroku z dnia 15 września 2016 r. (II KK 95/16 – LEX nr 2112309): „co do zasady, prawo do krytyki uprawnia przede wszystkim do wyrażania ocen, a więc twierdzeń uchylających od sprawdzenia przy pomocy kryterium prawdy i fałszu”.

 

Następnie należy podkreślić, że oskarżyciel został powołany do pełnienia funkcji publicznej: radcy prawnego gminy. Tym samym powinien liczyć się także z negatywnymi ocenami swojej osoby i działalności. Od osoby pełniącej taką funkcję w organie administracji opinia społeczna może oczekiwać nieskazitelnego charakteru oraz odpowiedniej postawy etycznej (wynika to również z przepisów ustawy o radcach prawnych). Ocena postępowania oskarżyciela wykraczałaby poza ramy niniejszej opinii. Niemniej, skoro pojawiły się wątpliwości dotyczące jego osoby, do zadań dziennikarzy należy wyświetlanie tego rodzaju spraw i przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska. W akcie oskarżenia wyeksponowano fakt wykonywania przez oskarżyciela zawodu radcy prawnego i wynikających stąd wymogów, a także kwestię związanej z tym opinii i zaufania klientów. Jednak nie można pominąć faktu, że od takich osób opinia publiczna ma prawo wymagać znacznie więcej, niż od przeciętnego obywatela. Zwłaszcza, że oskarżyciel jest znanym działaczem PSL związanym z gminą Orchowo, a więc politykiem, osobą publiczną.

 

Oskarżyciel prywatny wysunął wobec dziennikarza szereg zarzutów, w tym zarzut braku obiektywizmu, sam jednak nie unika bezpośredniej konfrontacji używając przy tym stwierdzeń subiektywnych i równie dobrze mogących stanowić zniesławienie dziennikarza (np. twierdzenia, że oskarżony „wykorzystuje swoje środowisko zawodowe i jednocześnie miejsce pracy do załatwiania prywatnego interesu” , dokonuje „odwetu politycznego”, itp.). Pytanie, dlaczego oskarżyciel przyznając sobie prawo do formułowania tak ostrych opinii, równocześnie odmawia takiego samego prawa dziennikarzowi … ? Tymczasem zgodnie z międzynarodowymi standardami wolności prasy, powszechnie przyjętymi w Europie i USA, to osoby publiczne (politycy, prawnicy, osoby na wyeksponowanych stanowiskach) wyjaśniają wobec prasy i dziennikarzy (opinii publicznej) motywy swojego postępowania – a nie odwrotnie. I muszą liczyć się z bardzo surową krytyką.

 

Na podstawie całokształtu okoliczności sprawy CMWP wskazuje również, że wniesiony  w niniejszej sprawie akt oskarżenia może stanowić tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową powodującą faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie zarówno oskarżonego, jak i innych społeczników lub dziennikarzy do podejmowania krytyki oskarżyciela prywatnego  (w tym kontekście należy zwrócić uwagę na liczne pozwy cywilne opiewające na wygórowane kwoty, które oskarżyciel wytoczył przeciwko dziennikarzowi). Tego rodzaju działania nie służą założonym przez ustawodawcę celom postępowania karnego, lecz stłumieniu krytyki, która stanowi niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Ostateczna ocena w/w aspektu sprawy należy do Sądu. Niemniej, należy wskazać że ewentualne skazanie red. M. Pryki spowodowałoby tzw. efekt mrożący, co byłoby nie do pogodzenia z prawami wolnej prasy, która w interesie publicznym ma prawo żądać wyjaśnień oraz wyświetlać trudne i kontrowersyjne tematy. Przyczyniłoby się również do niszczenia wolnej debaty, godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

Michał Jaszewski, doradca prawny SDP

 

Warszawa,  5 marca 2020 r.

 

Dyrektor CMWP SDP w Polskim Radiu 24 o podpisaniu przez Prezydenta ustawy abonamentowej

Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP  w audycji „Temat dnia/Gość Polskiego Radia 24” pozytywnie oceniła decyzję Prezydenta RP w sprawie ustawy dot. rekompensaty dla mediów publicznych . – Cieszę się, że prezydent zdecydował o podpisaniu tej ustawy. Bardzo dobrze się stało. Media publiczne równoważą pluralizm w debacie, co jest niezwykle potrzebne. Większość mediów prywatnych ma kierunek liberalno-lewicowy. Ponadto przywracają pamięć o ważnych postaciach i wydarzeniach historycznych, a także kultywują szacunek dla wartości chrześcijańskich – podkreśliła Jolanta Hajdasz.

 

Od kilku tygodni wokół sprawy podpisania przez prezydenta ustawy toczyła się intensywna dyskusja. Przedstawiciele opozycji wskazywali Prezydentowi Andrzejowi Dudzie, by użył weta. Natomiast politycy związani ze Zjednoczoną Prawicą zwracali uwagę na potrzebę przekazania rekompensaty mediom publicznym za utracone wpływy z ulg abonamentowych dla wybranych grup społecznych. – Szum wokół ustawy dotyczącej rekompensaty abonamentowej dla mediów publicznych był sztucznie wykreowany przez tych, którym przeszkadzają silne media publiczne – podkreśliła Jolanta Hajdasz. Ponadto dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP odniosła się również do spodziewanej dymisji Jacka Kurskiego ze stanowiska prezesa Telewizji Polskiej. Przy wszystkich mankamentach, jakie możemy wskazać oceniając TVP trzeba powiedzieć, że pan Kurski okazał się bardzo sprawnym menadżerem, wyrazistym i charyzmatycznym człowiekiem, w mediach  to ogromna zaleta.  Z drugiej strony przeprowadzona w  samym ogniu kampanii wyborczej zmiana na stanowisku prezesa TVP  budzi zdziwienie, nie jest zrozumiała i nie jest uzasadniona.  Opinii publicznej powinny zostać przedstawione racjonalne argumenty dotyczące dymisji prezesa Kurskiego. Mówienie, że “za dużo Zenka w telewizji”, to trochę za mało – powiedziała dr Jolanta Hajdasz .

 

Cała audycja tutaj.

 

 

Bloger z Krakowa Józef Wieczorek uniewinniony, o co zabiegało CMWP SDP

4 marca br. przed Sądem Okręgowym w Krakowie (Wydział IV Karny Odwoławczy) odbyła się rozprawa kasacyjna od wyroku Sądu Apelacyjnego, w której oskarżonym był red. Józef Wieczorek, niezależny publicysta i bloger. Został on skazany za to, że upubliczniał na You Tube nagranie dźwięku i obrazu z rozprawy sądowej z wyłączeniem jawności. Sprawa red. Józefa Wieczorka toczyła się w sądach różnych instancji  już blisko 5 lat. Była objęta monitoringiem CMWP SDP.  W postępowaniu sądowym Centrum reprezentowała Agnieszka Kaczorowska.

 

Obrońca na rozprawie podkreślał, że proces Adama Słomki, z którego relację video oskarżony zamieścił na platformie You Tube, odbywał się w szczególnej atmosferze. Adam Słomka był oskarżany m.in. o działalność w porozumieniu z gangsterami. Sąd uchylił jawność tamtego postępowania, jednak tam nie było nic do ukrycia. Dowodem na to m.in. jest fakt, że Adam Słomka został uniewinniony, bo zarzuty były sfingowane. Istotne jest również to, że Sąd często mówi cicho, aby zdyscyplinować publiczność. Oskarżony mógł nie usłyszeć zarządzenia Sądu. Ale przede wszystkim – adwokat podkreślał – Józef Wieczorek jest dziennikarzem obywatelskim i działa pro bono – angażuje się w tego typu sprawy dla wyższych celów. I zadaniem takiego dziennikarza jest różne sprawy ujawniać i nagłaśniać. Jednocześnie Sąd w całym postępowaniu nie udowodnił oskarżonemu, czy aby na pewno naruszył on przepisy dotyczące tajności rozprawy. Wg obrońcy Józef Wieczorek nie zasłużył na karę. Sugerował aby na oskarżonego spojrzeć jako na człowieka, nauczyciela akademickiego, naukowca z tytułem doktora, z dorobkiem i ogromnym doświadczeniem życiowym. – Zadajmy sobie pytanie – jaką krzywdę i komu zrobił? – kontynuował obrońca. – Czy naruszył porządek publiczny, czy wyrządził szkodę opinii publicznej, czy naruszył czyjeś dobro? – pytał retorycznie. Sąd Najwyższy, który uchylił wyrok, ocenił, że wcześniejsza instancja zbyt pochopnie rozpatrzyła sprawę Józefa Wieczorka. Na dodatek sprawa ciągnie się już blisko 5 lat, a materiał filmowy z rozprawy Adama Słomki jest wciąż zamieszczony na Youtubie. Jeśli miałby ten materiał wyrządzać jakąś szkodę to chyba Prokuratura powinna była zwrócić się do właściciela tej platformy z wnioskiem o usunięcie szkodliwego materiału. A tego do dziś nie uczyniła. Przy byle błahych powodach You Tube ingeruje w treści tam zamieszczane, blokuje filmy i całe kanały pod wątłymi pretekstami. Jednocześnie mówi się szeroko o nadmiarze spraw w sądach i wynikającej z tego przewlekłości postępowań. Proces w sprawie o tak niskiej szkodliwości społecznej trwa już blisko 5 lat. Adam Słomka, którego proces z kolei trwał 3 lata, został uniewinniony od wszelkich zarzutów. – Czy te sprawy powinny toczyć się i rozstrzygać przed Sądem? – zakończył obrońca, wnosząc jednocześnie o uniewinnienie oskarżonego.

 

Oskarżony Józef Wieczorek w spokojnym, zrównoważonym wystąpieniu, podtrzymał linię obrony, jednocześnie powołując się na pożyteczną działalność Centrum Monitoringu Wolności Prasy, które w wielu podobnych wypadkach wspiera dziennikarzy w trudnych i przewlekłych procesach przed polskimi sądami.

 

Oskarżyciel publiczny – Prokuratura – podtrzymała oskarżenie i wniosła o podtrzymanie wyroku w mocy.

 

Sędzia Katarzyna Wierzbicka wydała wyrok jeszcze na tej samej rozprawie. Zdecydowała o umorzeniu postępowania i obciążeniu koszami postępowania Skarb Państwa. W uzasadnieniu podkreśliła przede wszystkim niską szkodliwość społeczną czynu dziennikarza obywatelskiego, działającego pro publico bono i wskazała potrzebę rozumienia dla chęci rozpowszechniania przebiegu procesów. Wskazała, że procesy powinny być przede wszystkim transparentne, i że Józef Wieczorek nie wyrządził żadnej szkody wymiarowi sprawiedliwości, ani stronom postępowania, ani sądowi. Sędzia Katarzyna Wierzbicka otrzymała oklaski po odczytaniu wyroku wraz z uzasadnieniem.

 

Wyrok sądu jest zbieżny ze stanowiskiem CMWP SDP, które nieustannie stało na stanowisku, że zapadły w niniejszej sprawie wyrok skazujący rażąco godził w prawa i swobody obywatelskie, a jedynym rozsądnym i zgodnym z prawem werdyktem w tej sprawie  był wyrok uniewinniający red. Józefa Wieczorka od stawianego mu zarzutu. Stanowisko nasze zostało przesłane do Sądu Okręgowego w Krakowie przed rozprawą kasacyjną . 

 

Sprawa dotyczyła ujawnienia przebiegu rozprawy w procesie Adama Słomki, oskarżonego o podżeganie gangsterów do pobicia sędziego. Mężczyzna ostatecznie został uniewinniony od tego zarzutu. Podczas jednaj z rozpraw – w marcu 2015 r. – do sądu  przyszła publiczność, z biało-czerwonymi opaskami z napisem KPN, która domagała się udziału w rozprawie. Publiczność została jednak wyproszona przez sąd, co spotkało się z głośnym protestem. Przebieg rozprawy, mimo decyzji o niejawności rozprawy, nagrywał obecny na sali Adam Słomka. W tym samym dniu na kanale Józefa Wieczorka, określającego siebie jako “dziennikarz obywatelski, solidarny z obozem patriotycznym i działający dla dobra publicznego”, na portalu internetowym You Tube zamieszczono filmowe nagranie z przebiegu rozprawy. W związku z tym  prokuratura oskarżyła Józefa Wieczorka o publiczne rozpowszechnianie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności, za co groziła kara grzywny, ograniczenia wolności lub do 2 lat pozbawienia wolności. Początkowo sąd ukarał go grzywną 3 tys. zł w wyroku zaocznym. Po sprzeciwie oskarżonego sprawa trafiła przed sąd na normalną rozprawę.

 

Sąd pierwszej instancji w kwietniu 2017 r. uznał winę oskarżonego i wymierzył mu karę 1,5 tys. zł grzywny.W uzasadnieniu podkreślił, że nawet jeżeli oskarżony działał w subiektywnie odczuwanym interesie publicznym, to nie zmienia to faktu, że dopuścił się naruszenia prawa. Dodatkowym aspektem obciążającym, zdaniem sądu, było to, że tuż po rozprawie Adam Słomka na korytarzu zapowiadał publikację nagrania z niejawnej rozprawy, lekceważąco wypowiadając się o grożącej za to karze. Nagranie faktycznie tego samego dnia znalazło się w internecie. Zdaniem sądu oskarżony wpisał się w ten sposób w ostentacyjny model sprzeciwu wobec nakazów prawa. Apelację od tego wyroku złożyła obrona. Swoją opinię przesłało do Sądu także Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich domagając się uniewinnienia Józefa Wieczorka. Sąd Okręgowy w Krakowie 27 kwietnia 2018 r.  uniewinnił Józefa Wieczorka od zarzucanego czynu czyli od zarzutu upublicznienia w internecie nagrania z przebiegu niejawnej rozprawy, ale wyrok ten zaskarżała prokuratura.  Oskarżony przyznał się przed sądem do opublikowania trwającego prawie 2 godziny nagrania, jednak nie do winy. Wyjaśnił, że wyszedł z rozprawy zaraz na początku i nie miał świadomości, że sąd wyłączył jawność. Myślał, że sąd wyprosił publiczność z powodu hałasu. Po rozprawie otrzymał od jednej z osób obecnych na sali rozpraw kartę pamięci z nagraniem i był przekonany, że jest ono legalne. W toku procesu podkreślał słaby słuch, na zakończenie dołączył potwierdzające to wyniki badań.

 

Tekst i fotografie Agnieszka Kaczorowska

 

„Kompetencje radcy jak fatamorgana” – proces dziennikarza ze Słupcy objęty monitoringiem CMWP SDP

Ponad 3 lata toczy się proces red. Marcina Pryki z „Kuriera Słupeckiego” i portalu slupca.pl   oskarżonego o naruszenie dóbr osobistych radcy prawnego Urzędu Gminy w Orchowie. W artykule opublikowanym w 2016 r. pt. „Kompetencje radcy jak fatamorgana”, dotyczącym sprawy zamiany zakresu obowiązków radcy prawnego dziennikarz opisał o wątpliwościach związanych z wynagrodzeniem radcy świadczącego usługi prawnicze dla jednostek samorządu terytorialnego.

 

Wg dziennikarza artykuł ten w przeważającej części był relacją z posiedzenia sesji Rady Gminy Orchowo, a w całym cyklu artykułów dotyczących tej sprawy dziennikarz opierał się na dokumentach opublikowanych w „Biuletynie Informacji Publicznej Gminy Orchowo”, w tym m. in. na zakresie czynności radcy prawnego, Regulaminie Organizacyjnym Urzędu Gminy w Orchowie, protokołach z posiedzeń sesji i komisji Rady Gminy w Orchowie. Radca prawny w 2018 roku złożył akt oskarżenia wobec Marcina Pryki z żądaniem 1 roku pozbawienia wolności, 3 lat zakazu wykonywania zawodu dziennikarza, 30 tys. zł nawiązki na hospicjum i opublikowania przeprosin w trzech lokalnych tygodnikach oraz portalu. Sprawa toczy się do dziś.

 

CMWP SDP jest obserwatorem tego procesu . Centrum reprezentuje red. Piotr Górski . Poniżej publikujemy jego relację z najprawdopodobniej ostatniej rozprawy w tym procesie .

 

26 lutego odbyło się posiedzenie Sądu Rejonowego w Słupcy w sprawie karnej wytoczonej przez Jarosława Hendrysiaka- radcę prawnego -z prywatnego oskarżenia- dziennikarzowi Marcinowi Pryce – z “Kuriera Słupeckiego”. Wobec braku nowych wniosków dowodowych przewodnicząca składu sędziowskiego, sędzia Elżbieta Ożóg-Kazimierczak ogłosiła zakończenie przewodu sądowego. Następnie zarządziła przejście do kolejnego punktu rozprawy, w którym strony wygłosiły mowy końcowe, a podsądny w swoim słowie ostatnim mógł przedstawić finalne argumenty w sprawie i oczekiwania dotyczące wyroku.

 

Zabierając głos Jarosław Hendrysiak, podtrzymał stawiane w akcie oskarżenia zarzuty. Utrzymywał, że proces wykazał świadome wprowadzanie w błąd czytelników przez red. Marcina Prykę. Za udowodnione uznawał: podawanie nieprawdziwych informacji oraz brak prób weryfikowania faktów w artykułach, które ukazywały się w słupeckim czasopiśmie ponad 3 lata temu. “Wolność wypowiedzi nie oznacza zgody na kłamstwa, pomówienia i niszczenie drugiego człowieka”- argumentował. Jego zdaniem, proces udokumentował też zastosowanie przez dziennikarza z góry założonej, niczym nie popartej, wcześniej przyjętej tezy, o niezgodnej z prawem działalności oskarżyciela. Miało mieć to miejsce wtedy, gdy red. Marcin Pryka pisał o nienależnym pobraniu honorarium przez oskarżyciela, który wtedy zatrudniony był na stanowisku radcy prawnego w Urzędzie Gminy Orchowo. Dziennikarz utrzymywał, że reprezentowanie przez mec. Hendrysiaka Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej przed sądem mieści się w obowiązkach służbowych wynikających z zatrudnienia w urzędzie gminy. Według strony skarżącej nie było to prawdą w świetle umowy o pracę. Pobranie tu osobnego honorarium, w mowie końcowej strony skarżącej, uznane zostało za rzecz zgodną z przepisami. Jako celowo podjętą i niczym nieuzasadnioną próbę zdyskredytowania swojej osoby przez red. Marcina Prykę skarżący przytaczał również publikacje informujące o policyjnym “zainteresowaniu” (np. “Kompetencje Hendrysiaka pod lupą policji”, która ukazała się w “Kurierze Słupeckim” w maju 2017 r.), które -według mec. Hendrysiaka- nigdy nie miało miejsca. Zdaniem skarżącego publikacje te zostały napisane wyłącznie po to, by dowodziły, że “Hendrysiak to przestępca, Hendrysiak to niekompetentny radca prawny”. Oskarżyciel swoje wnioski dokumentował orzecznictwem Sądu Najwyższego dotyczącym szczególnej staranności i rzetelności dziennikarskiej (m.in. uchwała w składzie 7 sędziów SN z lutego 2005 r.) oraz art. 12 ustawy Prawo prasowe (o powinnościach dziennikarza). Utrzymywał, że działalność publicystyczna red. Pryki miała charakter czynów, “które mogą poniżyć (..) w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności”. Zaznaczał, że motywem tych działań była zemsta, za to -jak mówił – że był wieloletnim oponentem politycznym ojca oskarżonego, długoletniego wójta gminy Orchowo a w wyborach w 2014 r. poparł kontrkandydata do tego urzędu. Mec. Jarosław Hendrysiak w swym wystąpieniu bardzo dużo miejsca poświęcił omówieniu poszczególnych artykułów prasowych autorstwa oskarżonego dziennikarza. Utrzymywał, że wszystkie miały za cel zdyskredytowanie go w oczach opinii publicznej Podsumowując mowę końcową strony skarżącej wniósł o: uznanie red. Marcina Pryki za winnego zarzucanych mu czynów , a także -osobno- o zasądzenie od oskarżonego nawiązki w wysokości 30 tys. zł na rzecz “Stowarzyszenia Hospicjum im. Piotra Króla” w Środzie Wielkopolskiej oraz o podanie wyroku do publicznej wiadomości (w sposób opisany w dokumencie oskarżyciela z marca ubiegłego roku).

 

Zupełnie inne niż oskarżyciel wnioski z procesu wywodził mecenas Andrzej Miatkowski reprezentujący oskarżonego red. Prykę. Po pierwsze wnosił o uniewinnienie swego mandanta od zarzucanych mu czynów, których -zdaniem mec. Miatkowskiego- oskarżony nie popełnił. Mecenas utrzymywał, że zakończony właśnie przewód sądowy w całości uzasadnia taki   wniosek. Odnosząc się do prywatnego aktu oskarżenia przytoczył m.in. fragment sentencji Postanowienia Sądu Najwyższego z 25 września 2017 r. (sygn. II KK 146/17), w którym stwierdza się: “Zadaniem dziennikarza jest przekazywanie informacji budzących lub choćby mogących budzić zainteresowanie społeczeństwa i jeśli z tej powinności wywiąże się on w sposób pozostający w zgodzie z obowiązkami nałożonymi nań przepisami prawa, w szczególności przepisami ustawy Prawo prasowe, działanie jego mieści się w granicach pozaustawowego kontratypu”.

 

Tu uwaga autora relacji: w przytaczanym postanowieniu Sąd Najwyższy stwierdza, że -przy zachowaniu określonych zasad (w szczególności przepisów ustawy Prawo prasowe) nie stosując się do określonych, innych przepisów, działanie dziennikarza spełnia przesłanki wyłączające bezprawność takich czynów. Oznacza to, że dziennikarz nawet wtedy pozostaje w granicach swych uprawnień zawodowych.

 

Obrońca red. Pryki dowodził następnie, że zakończony przewód sądowy wykazał właśnie, że jego mandant wypełnił wszystkie warunki (m.in. weryfikował zarówno dokumenty jak i informacje podane mu przez wiarygodne osoby) rzetelności dziennikarskiej przy przygotowywaniu artykułów będących przedmiotem niniejszej sprawy. Podnosił fakt, że również źródła osobowe, zeznania świadków, w tym Władysława Jakubowskiego- ówczesnego przewodniczącego Rady Gminy Orchowo, potwierdzają to, że działania podjęte przez oskarżonego były prawidłowe. Kończąc mec. Miastkowski podkreślał, że zdaniem obrony, “czyny opisane w akcie oskarżenia winny być rozpatrywane – jeżeli już- to osobno. Nie jest to – tak jak sugeruje akt oskarżenia – czyn ciągły”- mówił obrońca. – “Każdy zarzut, to jest inne działanie, inny artykuł, przepis prawa, tyczący zupełnie innego zagadnienia. Obrońca utrzymywał też, że gdyby zarzuty były formułowane i rozpatrywane osobno, to przeważająca ich część uległa by już przedawnieniu. – Uwzględniając to wszystko wnoszę- tak jak na wstępie- o uniewinnienie oskarżonego- konkludował mec. Miastkowski.

 

Oskarżony, w swym ostatnim słowie zauważył, że w ciągu ostatnich 2 lat bardzo dużo już powiedział i napisał w tej sprawie. Dołączył się do wniosku o uniewinnienie zaznaczając, że “tak naprawdę, ten proces nie dotyczy radcy prawnego, tylko polityka. W dodatku takiego, który nie szczędzi słów krytyki swoim oponentom. W moim przeświadczeniu- kontynuował, nie chodzi tu także o sprawiedliwość, bo oskarżyciel prywatny już wytoczył trzy sprawy cywilne, w których domaga się wysokiego zadośćuczynienia pieniężnego”.

 

Na koniec sędzia Elżbieta Ożóg-Kazimierczak podnosząc argument zawiłość materii procesowej i powołując się na art.411 par.1 Kodeksu postępowania karnego ( “W sprawie zawiłej albo z innych ważnych powodów sąd może odroczyć wydanie wyroku na czas nieprzekraczający 14 dni”) odroczyła ogłoszenie wyroku do dnia 10 marca br.

 

Proces przed Sądem Rejonowym w Słupcy jest obserwowany przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Rolę amicus curiae pełni w nim także Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

 

Relację sporządził: Piotr Górski

CMWP SDP krytycznie o publikacji „Gazety Wyborczej” na temat żony ministra sprawiedliwości

CMWP SDP z zaniepokojeniem przyjmuje podjętą przez „Gazetę Wyborczą” próbę dyskredytowania ministra sprawiedliwości poprzez publikacje niewiarygodnych informacji o jego żonie i apeluje do mediów o przestrzeganie zasad etyki dziennikarskiej, szczególnie w trwającej obecnie w kraju prezydenckiej kampanii wyborczej.

 

26 lutego b.r. “Gazeta Wyborcza” zamieściła artykuł Wojciecha Czuchnowskiego pod tytułem “Niebezpieczne związki Patrycji Koteckiej. Niejasna przeszłość żony Ziobry”, w którym, opierając się na zeznaniach byłego członka gangów Piotra K. ps. Broda z 2009 r., skierowano pod adresem żony ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry, zarzuty bliskich kontaktów ze środowiskiem przestępczym Warszawy .

 

Tymczasem informacje ujawniane przez media w odpowiedzi na publikację „Gazety Wyborczej” (m.in. portal wpolityce.pl ) potwierdzają, iż w/w artykuł oparty był na kłamstwach i konfabulacjach   niewiarygodnych osób . W ocenie CMWP SDP termin, treść opublikowanego artykułu i sposób jego promocji w mediach , w tym w społecznościowych,   wskazuje na to, iż jest on elementem nieuczciwej walki politycznej, której celem jest dyskredytowanie ministra sprawiedliwości i związanego z nim obozu politycznego.

 

Należy przy tym zauważyć, iż informacjom GW stanowczo zaprzeczyła zarówno Prokuratura Krajowa, jak i p. Patrycja Kotecka. Prokuratura Krajowa w specjalnym oświadczeniu podkreśliła , iż wyjaśnienia Piotra K. na których opiera swoje zarzuty Gazeta Wyborcza, były przez nią wielokrotnie i szczegółowo sprawdzane w postępowaniach prowadzonych od 2009 r. i nie zostały przez nią potwierdzone. Przeciwnie, dowody zgromadzone przez prokuraturę w tych postępowaniach jednoznacznie wykazały, że Piotr K. ps. „Broda” mijał się z prawdą. Piotr K . obecnie jest podejrzany, ściganym listami gończymi oraz Europejskim Nakazem Aresztowania i utracił status świadka koronnego.

 

W związku z tym CMWP SDP przypomina, iż zgodnie z zasadami Światowej Karty Etyki Dziennikarskiej przyjętej 12 czerwca 2019 podczas 30. Kongresu Międzynarodowej Federacji Dziennikarskiej (IFJ) podstawowym obowiązkiem dziennikarza jest szacunek dla prawdy i prawo opinii publicznej do jej poznania. Spełniając ten obowiązek dziennikarz powinien zawsze przestrzegać zasady rzetelności w zbieraniu i publikowaniu informacji i nie wolno mu wykorzystywać wolności prasy dla partykularnych korzyści. Jest to podstawą zasady wolności słowa w demokratycznym państwie, do której przestrzegania zobowiązani są zarówno przedstawiciele władzy, jak i mediów.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 28 lutego 2020 r.

CMWP SDP z niepokojem o próbach blokowania treści krytycznych wobec ideologii LGBT

W ostatnich dniach niektóre treści publikowane przez Radio Maryja na Twitterze zostały zgłoszone przez niezidentyfikowanych użytkowników jako niezgodne z prawem i naruszające zasady tego portalu społecznościowego. Wszystkie zgłoszone rzekomo naruszające prawo treści dotyczyły artykułów krytycznych wobec ideologii LGBT oraz ideologii gender. W przypadku każdej ze skarg Twitter ocenił, że nie stwierdzono naruszenia zasad oraz obowiązujących przepisów prawa, w związku z tym nie podjęto żadnych działań wobec zgłoszonych wpisów. CMWP SDP zwraca jednak na ten fakt uwagę, ponieważ jeszcze w ub. roku nawet jeden taki wpis mógł skutkować zablokowaniem konta i brakiem możliwości dostępu do publikowanych na nim treści. Liczba zarejestrowanych przez konto Radio Maryja prób blokady jest znacząca i dlatego CMWP SDP postanowiło zwrócić na ten fakt uwagę dziennikarzom i użytkownikom mediów społecznościowych.

 

Jedna ze skarg od użytkownika dotyczyła czterech artykułów. Pierwszy z nich dotyczył sytuacji w Nowym Sączu, gdzie radni zapowiadają kroki prawne wobec środowiska LGBT, które stworzyło tzw. „Atlas Nienawiści” . Zgłoszony był również artykuł, który informował o konferencji w Bydgoszczy poświęconej współczesnym zagrożeniom kulturowym, w tym zagrożeniu ideologią gender oraz tekst opracowany na podstawie audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja, w którym informowano m.in. iż przewodniczący rady miejskiej w Tuchowie zapewnia, że nie wycofa się z rezolucji w sprawie powstrzymywania ideologii LGBT+ , Kolejny blokowany artykuł dotyczył zawieszenia współpracy francuskej gminy Saint-Jean-de-Braye z gminą Tuchów z powodu przyjęcia przez radnych tej małopolskiej gminy uchwały w sprawie powstrzymania ideologii LGBT.

 

Dr Jolanta Hajdasz,

dyr. CMWP SDP

[TYLKO U NAS] J. Hajdasz: Polska jest na początku drogi, którą przeszedł Zachód, gdzie krytyka nagannych zjawisk, np. ideologii LGBT – dzisiaj już nie ma miejsca

 

Nowe zeznania w procesie dot. śmierci red. Jarosława Ziętary w 1992 r.

21 lutego b.r. Sąd Okręgowy w Poznaniu kontynuował proces Mirosława R. ps. “Ryba” oraz Dariusza L., ps. “Lala”, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Świadkowie w procesie zeznawali dzisiaj o napisie zawierającym m.in. cyfry i nazwisko redaktora Jarosława Ziętary, który pojawił się w 2016 r. na murze jednej z posesji w Puszczykowie, należącej do twórcy Elektromisu Mariusza Ś. Relację z rozprawy zamieścił m.in. portal niezależna.pl i PAP .

 

Według ustaleń prokuratury, oskarżeni Mirosław R. i Dariusz L., podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. Oskarżeni nie przyznają się do winy. W toku postępowania śledczy ustalili, że oskarżeni działali wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą. 60-letni obecnie Mirosław R. i 50-letni Dariusz L., byli w pierwszej połowie lat 90. pracownikami poznańskiego holdingu Elektromis, którego działalnością interesował się Ziętara.

 

W piątek 21 lutego sąd przesłuchał m.in. Leszka J. Mężczyzna przeprowadzał remont na jednej z posesji należącej do twórcy Elektromisu Mariusza Ś. w Puszczykowie. Jak mówił, jesienią 2016 roku w trakcie remontu nieruchomości, pracownicy znaleźli na murze napis. Miał on zawierać nazwisko “Ziętara”, “Kapela”, a także cyfry.

 

– Byłem odpowiedzialny za przeprowadzenie remontu, układaliśmy kostkę i utwardzaliśmy powierzchnię. O ile dobrze pamiętam na napisie było tam nazwisko “Kapela” i podane jakieś cyfry. Było to dziwne, bo napis był po wewnętrznej stronie muru, zatem nie był to zwykły akt wandalizmu, bo ktoś musiał wejść na posesję. Przebywałem na tej nieruchomości kilka miesięcy, zanim ten napis został znaleziony. Napis był za altaną kamienną, dlatego nie było go widać. Dopiero kiedy pracownicy zaczęli sprzątać, to ujawnili ten napis. Wyglądał na świeży, nawet ktoś jakby próbował zatrzeć go ziemią, żeby go postarzyć. To był czarny napis, wykonany jakby pędzlem. Był dość duży, miał ok. metra długości – cytuje portal niezależna.pl świadka Leszka J. Jak dodał, słowo “Kapela” skojarzył z nazwiskiem Romana K., który pracował w ochronie w Elektromisie. Świadek dodał, że o znalezieniu napisu poinformował telefonicznie swojego przełożonego. – Trudno mi powiedzieć, jaka była reakcja Krystiana Cz., bo rozmawialiśmy przez telefon. Kazał mi zrobić zdjęcie tego napisu. Potem przyjechało trzech albo czterech policjantów z Krakowa to oglądać – podkreślił Leszek J.

 

Zeznania składał także Mikołaj Ś., syn twórcy Elektromisu Mariusza Ś. Mężczyzna mówił, że po ujawnieniu napisu na murze pomagał oskarżonemu Mirosławowi R. w ustaleniu, co mogą oznaczać napisy znalezione w Puszczykowie. – Widziałem tylko zdjęcie tego napisu. To był mój dom, tam się wychowywałem do 8 roku życia. Dom został sprzedany, a następnie ok. 3-4 lat temu odkupiony. Z tego co mi wiadomo, tego napisu już tam nie ma. Mój ojciec Mariusz Ś. prosił mnie, bo widział ten napis, żebym zobaczył w internecie, co to może oznaczać. Mój ojciec zawsze powtarzał, że “dzieci lepiej ogarniają internet”. Z tego co pamiętam tam było 6 nic nie znaczących znaków, podzielonych przerwą na murzę. I następnie sprawdzałem co oznacza pierwszy “zestaw” cyfr, a następnie drugi. Szukałem w wyszukiwarkach internetowych i sprawdzałem w grafice Google co to może oznaczać – powiedział. Dodał, że jego zdaniem “pierwsze wyniki nie miały znaczenia. Pojawiały się cement, cegły, materiały do komputera”. – Po przeszukaniu na drugiej, lub trzeciej stronie zobaczyłem zdjęcie. Pan R., który siedział przy mnie zwrócił uwagę na to zdjęcie, ja też, bo było jedyne tego typu zdjęciu. Po wejściu na tę stronę okazało się, że jest to tzw. stary agregator zdjęć, mam na myśli stary system w tworzeniu stron internetowych – dodał. – Osoba na tym zdjęciu była koło motocykla, trzymała kask w ręce. Po powiększeniu tego zdjęcia pan R. stwierdził, że jest to osoba podobna do Jarosława Ziętary. Zdjęcie nie było w super jakości, widać było, że było starsze, wyglądało na zeskanowane – podkreślił. – Następnie pan R. poprosił mnie, żebym sprawdził czy jest więcej takich podobnych zdjęć. Ale takich już nie było. Zaważyłem jednak, że była tam osoba starsza, w wieku ok. 40-50 lat i pokazałem tę osobę R., kto to może być. Była to osoba podobna do pana Ziętary. I następnie pan R. poprosił mnie żebym zrobił album zdjęć z tą osobą i wysłałem mu to w folderze – zaznaczył świadek. Dodał, że kiedy próbował ustalić gdzie mogło zostać to zdjęcie zrobione, okazało, że zdjęcie było robione w Australii.

 

Sąd przesłuchał w piątek także Hannę K., wdowę po zmarłym w 1993 roku Romanie K. ps. “Kapela”. Były mistrz Polski w judo, policjant i ochroniarz Elektromisu, według prokuratury był zamieszany w porwanie Ziętary. Mężczyzna miał popełnić samobójstwo w mieszkaniu kochanki. W mediach pojawiały się jednak informacje, że samobójstwo Romana K. zostało upozorowane. Prokuratura nie znalazła dowodów na potwierdzenie tych hipotez. W poprzednich zeznaniach, odczytanych dziś przez sąd, kobieta podkreśliła, że jej zdaniem śmierć jej męża nie była przypadkowa. – Nie wiem kto zabił mojego męża, ale jestem przekonana, że zginął w sposób zbrodniczy. On nie popełniłby samobójstwa – zaznaczyła. Dodała, że w jej opinii “Mirosław R. może stać za pozbawieniem życia mojego męża”. – Pamiętam, że jak jeszcze byłam w szpitalu przy Romku, to Mirosław R. cały czas chodził nerwowo, patrzył przez szybę. Nikt nigdy nie powiedział mi nic więcej o śmierci Romka

– mówiła. Dodała, że szwagier zabiegał o wznowienie śledztwa, ale miał usłyszeć, że “lepiej się tą sprawą nie zajmować, jeśli jemu i jego rodzinie nie ma się stać nic złego”.

 

Zeznania składała także m.in. Anna W., żona Wojciecha W. ochroniarza w Elektromisie, który kilka lat po zniknięciu dziennikarza zginął w wypadku samochodowym. Sąd przesłuchał także matkę Dariusza L., Janinę. Mężczyzna pracował w Elektromisie, później zginął w wypadku samochodowym. Według śledczych, Dariusz L. ps. “Lewy” wiedział, co się stało z Ziętarą.

 

CMWP SDP jest obserwatorem tego procesu .

 

Źródło: niezależna.pl, PAP, CMWP SDP

Sąd uchylił zakaz wykonywania zawodu dla dziennikarki i lewicowej działaczki politycznej z Wronek

Anna Wilk-Baran została prawomocnie uznana winną pomówienia spółki Amica. Jednocześnie jednak sąd drugiej instancji uchylił jej zakaz wykonywania zawodu, o co apelowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

 

20 lutego b.r. Sąd Okręgowy w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego, który uznał, że dziennikarka “Gazety Powiatowej” z Wronek i działaczka polityczna Anna Wilk-Baran związana z ugrupowaniami lewicowymi m.in. Ruchem Palikota winna jest pomówienia spółki „Amica” . Sąd nakazał jej opublikowanie przeprosin, wpłatę tzw. nawiązki 5 tys. zł na wskazany cel charytatywny i nałożył na nią ponad 2 tys. zł grzywny.

 

Sąd drugiej instancji uchylił jednocześnie Annie Wilk Baran zakaz wykonywania zawodu, o co od początku apelowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP . Stanowisko w tej sprawie zostało opublikowane w maju ubiegłego roku . W toku postępowania Centrum uzyskało także pisemne potwierdzenie spółki Amica, iż wycofuje się z żądania zakazu wykonywania zawodu przez dziennikarkę.

 

Stanowisko CMWP SDP w tej sprawie

 

Oświadczenie spółki Amica

 

Sąd zrezygnował także z zastosowania wobec Anny Wilk-Baran środka karnego w postaci zakazu prowadzenia działalności wydawniczej i zajmowania stanowisk w podmiotach prowadzących działalność wydawniczą. Amica pozwała dziennikarkę z art. 212 kodeksu karnego za określenia na temat spółki uzyte przez nią w opublikowanych w 2017 roku na łamach “Gazety Powiatowej”z Wronek oraz profilu na Facebooku. Anna Wilk-Baran w artykule „Tylko, że muszę Ci zadawać trudne pytania o Amice…” napisała m.in. : „ w otoczeniu Amici bandziorów nie brak”. Materiał „Recydywista powiązany z Amicą napadł na dziennikarkę” zakończyła: „Wroniecka spółka na tle powyższych wydarzeń i znajomości powinna się poważnie zastanowić czy warto nadal nazywać się spółką akcyjną? Może przestępcza grupa zorganizowana, będzie adekwatniejszą nazwą?” (pisownia oryginalna – red.). Jak twierdzi Anna Wilk Baran publikacje te były związane z jej informacjami na temat rzekomego łamania praw pracowniczych w Amice, które sprawdza prokuratura.

 

Przeciwko publikacjom Anny Wilk Baran występują jednak także mieszkańcy Wronek i pobliskich miejscowości opisując  stronniczość i nierzetelność jej publikacji oraz wskazując na jej powiązania z konkurencyjną wobec Amici firmą. Latem informowali oni o powołaniu stowarzyszenia osób pokrzywdzonych przez jej artykuły i wpisy w mediach społecznościowych. W sprawie publikacji Anny Wilk-Baran o Amice toczy się obecnie także postępowanie cywilne, które zostało zawieszone do czasu zakończenia śledztwa dotyczącego łamania praw pracowniczych w firmie. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. Anna Wilk Baran kandydowała do PE z listy Lewica Razem.  Mandatu europosła nie zdobyła.

Kolejna rozprawa w procesie byłego członka Rady Programowej TVP 3 Gdańsk przeciwko jej dyrekcji

18 lutego 2020 r.  w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, w XV Wydziale Cywilnym odbyła się kolejna już rozprawa wytoczona przez Henryka Jezierskiego, dziennikarza wydawnictw motoryzacyjnych przeciwko red. Joannie Strzemiecznej – Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk. Proces toczy się już od ponad dwóch lat. Przedmiotem sporu jest wyemitowany w dniu 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk materiał informacyjny, autorstwa Agaty Mielczarek, dotyczący wyborów członków do Rady Programowej w tejże stacji oraz w Radiu Gdańsk. Znalazły się w nim, na podstawie danych z IPN, odniesienia m.in. do osoby redaktora Jezierskiego, w kontekście jego domniemanej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL.

 

Sprawę prowadził sędzia Piotr Kowalski. Na rozprawę stawił się Henryk Jezierski wraz z pełnomocnikiem, własną córką, mecenas Małgorzatą Jezierską-Wojdak. Stronę pozwanej Joanny Strzemiecznej – Rozen reprezentował jej pełnomocnik mecenas Wenanty Plichta. Joanna Strzemieczna-Rozen nie uczestniczyła w rozprawie. W posiedzeniu jako publiczność, uczestniczyło dwóch kolegów Henryka Jezierskiego.

 

Z ramienia Centrum Monitoringu Wolności Prasy toczący się proces sądowy obserwuje Maria Giedz. Do Sądu zostało wysłane stanowisko CMWP SDP w przedmiotowej sprawie.

 

Na poprzedniej rozprawie, która odbyła się 17 stycznia b.r., pełnomocnik powoda domagał się udostępnienia nagrania na telefonie komórkowym rozmowy autorki telewizyjnego materiału informacyjnego z powodem. Dziennikarka przeprowadzając rozmowę zapisywaną na kamerze jednocześnie miała włączony dyktafon w telefonie komórkowym. Zdaniem mec. Jezierskiej-Wojdak było to działanie nielegalne i nagranie to różni się w treści od tego zapisanego kamerą. Okazało się, że odtworzenie tego nagrania przekopiowanego na płytę cd i wręczonego pełnomocnikowi pozwanej nie jest możliwe, gdyż płyta jest pusta. Mec. Wenanty Plichta wniósł więc o odroczenie sprawy, bo trudno rozmawiać o nagraniu, którego nie ma. Okazało się jednak, że Sąd był w posiadaniu nagrania na pendrivie przekazanym do akt przez powoda. Sędzia Piotr Kowalski postanowił odtworzyć zawarty na pendrive plik na sali rozpraw. Nagranie to było niewiele dłuższe (15 minut) od tego wyemitowanego w telewizji. Niestety jest zupełnie nieczytelne. Słychać w nim startujące i lądujące samoloty, często przejeżdżające samochody, a w tle niezrozumiałą rozmowę. Można było wyłapać jedynie pojedyncze słowa.

 

– To jest oszustwo – mówił Henryk Jezierski

 

– W jaki sposób Pana nazwisko pojawiło się w kontekście służb bezpieczeństwa? – pytała Anna Mielczarek.

 

– Nawet nie wiedziałem, że coś takiego jest – odpowiadał Jezierski.

 

Zagłuszenia, trzaski, szumy…

 

– Po siedmiu latach nie ma żadnych dowodów…, to są złe metody…, pokazuje jaki był udział…, poczekajmy, dajmy szansę na rozwój…, – słychać męski głos.

 

Ponownie słychać trzaski, silnik samolotu, samochody… Dopiero kiedy dziennikarka wsiadła do samochodu słychać wyraźnie słowny zapis numeru telefonu. W trakcie wyjaśnień okazało się, że nagrania dokonywano w okolicach lotniska. Mec. Jezierska-Wojdak stwierdziła, że co prawda występują „trudności w odsłuchaniu tego nagrania, to przebija się oświadczenie, że powód nie prowadził współpracy z SB i wskazywał na brak dowodów tejże współpracy.” Ponadto uznała, że „jakość nagrania wskazuje, iż było ono prowadzone z ukrycia i dopiero zmienia się ta jakość, gdy dziennikarz wpisuje numer telefonu”.Sędzia Piotr Kowalski wyjaśnił, że dziennikarka tłumaczyła (podczas zeznań), iż dokonuje się takiej formy zapisu i że nie było ono upubliczniane.Mec. Jezierska-Wojdak doszukiwała się przyczyny dokonania tego drugiego nagrania. Przypuszczała, że Mielczarek „dlatego nagrywała z ukrycia, bo podjęła dodatkowe kroki, bała się, asekurowała się, a być może zrobiła to z polecenia Strzemiecznej- Rozen?… Powodowi nie dano możliwości odniesienia się do tego nagrania”.

 

Mec. Plichta stwierdził, że jakość nagrania jest fatalna i do zapoznania się z jego treścią wymagane jest skupienie, wsłuchanie się w jego treść. Jego zdaniem „nie jest to nagranie z ukrycia, gdyż zbyt wyraźnie słychać odgłosy maszyn, samolotów, samochodów”. Ponadto jest to takie samo nagranie, jakiego dokonano kamerą, jednak dziennikarz nie może wykorzystywać w całości zebranego materiału. Mec. Plichta po raz kolejny złożył wniosek o zwrócenie się do IPN o wykaz listy funkcjonariuszy zatrudnionych w wydziale III w latach 1986-1990, tych którzy zajmowali się infiltrowaniem środowiska dziennikarskiego. Ponieważ „szereg materiałów z różnych powodów zostało zniszczone. Jeśli będzie taka lista funkcjonariuszy, to można złożyć wniosek o przesłuchanie tych osób na okoliczność współpracy z powodem”. Niemal natychmiast mec. Jezierska-Wojdak wniosła o oddalenie tego wniosku. Jej zdaniem to nie ma żadnego znaczenia. Natomiast ważnym jest tylko to, że „materiał wyemitowany w telewizji jest kłamliwy i nierzetelny”. Mec. Plichta wyjaśniał, że wszystkie materiały dowodowe zostały zniszczone, pozostali świadkowie, ale tych pełnomocnik powoda nie chce dopuścić do głosu, bo mogłoby się okazać, że Henryk Jezierski był TW. Jezierska-Wojdak ripostowała. Mówiła, że to szukanie po omacku, działanie bezsensowne, że dziennikarze przygotowujący audycją nie dysponowali takimi dowodami. „Czyli widać jasno, że dowodów nie ma i nie będzie”.

 

Sąd postanowił oddalić wniosek pozwanej. Sędzia Piotr Kowalski swoją decyzję argumentował tym, że „kwestia poszukiwania dowodów i ich przedstawienia jest zajęciem stron. A wychodzi na to, że to Sąd ma, wykorzystując swoje uprawnienia proceduralne, pozyskiwać listę przyszłych świadków, których strona mogłaby wykorzystać. Poza tym jest to spóźnione oświadczenie. Rozprawa trwa już dwa lata, a to spowodowałoby przedłużenie sprawy. Samo postępowanie mogłoby się przedłużyć o rok. Sąd ten wniosek oddalił mając na uwadze sprawność postępowania. Sąd nie jest instytucją śledczą.” Mec. Plicha nie dał za wygraną i wyjaśniał, że ten wniosek zmierza do ustalenia prawdy. Istotne w sprawie dokumenty zostały zniszczone. Ostatnie legalne niszczenie dokumentów przeprowadzono w 2010 r. Poza tym w aktach paszportowych dotyczących Henryka Jezierskiego występuje ciekawa wzmianka, że akta Jezierskiego były tajne.

 

Sąd postanowił zapoznać się szczegółowo z dokumentami paszportowymi i dopuścić je do sprawy. Sąd odroczył posiedzenie do dnia 13 marca 2020 r. do godziny 14.

 

Opracowanie i zdjęcia : Maria Giedz

 

CMWP SDP o odmowie udzielenia informacji dziennikarzom z Radia Szczecin

Zamiast konkretnych odpowiedzi na pytania jest atak na media – w ten sposób można podsumować sytuację, jak spotkała dziennikarzy z Radia Szczecin, którzy  zwrócili się do  Marszałka województwa zachodniopomorskiego z pytaniem o o wydawanie milionów złotych na obsługę prawną województwa.

 

Sprawa ma swój początek w wyjaśnianiu przez dziennikarzy m.in. dziennikarzy Radia Szczecin tzw. afery kopertowej dot. prof. Tomasza Grodzkiego i finansowaniem Fundacji działającej przy kierowanym w przeszłości przez niego szpitalu w Szczecinie Zdunowie. Po tym jak szczecińskiej radnej  Małgorzacie Jacynie-Wit nie udało się uzyskać informacji w ramach złożonej interpelacji na temat  finansów  Fundacji, radna zwróciła się o odpowiedź do zarządu województwa. Zarząd marszałka Olgierda Geblewicza także nie odpowiedział na te pytania , a dziennikarze ustalili przy tym, że od roku obsługą prawną Urzędu Marszałkowskiego zajmuje się związana z PO kancelaria z Warszawy, mimo iż przetarg na kompleksową obsługę prawną Urzędu Marszałkowskiego wygrała – także związana z Platforma Obywatelską – szczecińska Kancelaria “Mazurkiewicz Cieszyński Mazuro”. Zlecenie  za lata 2019-2023 opiewa na 5 milionów złotych. Mimo to  zarząd województwa płaci dodatkowo innej kancelarii (z Warszawy) 6,5 tys. zł miesięcznie.

 

Gdy dziennikarze z Radia Szczecin zwrócili się do Urzędu Marszałkowskiego z pytaniem, czy zlecanie dodatkowych usług prawnych nie jest marnowaniem publicznych pieniędzy, nie otrzymali merytorycznej odpowiedzi. Zamiast niej 13 lutego biuro prasowe marszałka napisało : “W ocenie marszałka województwa Zachodniopomorskiego Olgierda Geblewicza, kompletnym marnotrawieniem pieniędzy publicznych jest wynajmowanie przez Radio Szczecin takich „celebrytów PiS” jak Magdalena Ogórek, Piotr Semka czy Piotr Cywiński, tylko i wyłącznie do głoszenia informacji zgodnych z linią partii rządzącej (…) Wynajęcie renomowanej Kancelarii „Chmaj i Wspólnicy sp. k” specjalizującej się w zakresie prawa konstytucyjnego zostało wymuszone przez agresywną politykę rządu Prawa i Sprawiedliwości wobec samorządów, w tym Samorządu Województwa, charakteryzującą się recentralizacją Państwa oraz niezgodnym z Konstytucją RP przejmowaniem kompetencji” – czytamy w piśmie do Radia Szczecin.

 

Każdy, kto przeczyta tę odpowiedź nie będzie miał wątpliwości, że jest ona lekceważąca, że dziennikarze Radia Szczecin nie zostali potraktowani poważnie przez biuro prasowe marszałka – oceniła  Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP. – Z pewnością odpowiedź biura prasowego marszałka województwa zachodniopomorskiego narusza ustawę o dostępie do informacji publicznej, a ze względu na wagę poruszanego zagadnienia i rolę, jaką pełnią media we współczesnym społeczeństwie. W tym kontekście warto przypomnieć, iż wolność słowa stanowi jedną z podstawowych zasad demokratycznego państwa prawnego. Została ona wprost  wyrażona w art. 54 w ust. 1 Konstytucji RP, który zawiera  nie tylko powszechną gwarancję wolności wyrażania swoich poglądów ale także  pozyskiwania i rozpowszechniania informacji – powiedziała Jolanta Hajdasz komentując na antenie  Radia Szczecin nie udzielenie  dziennikarzom tego radia  merytorycznych informacji przez biuro prasowe województwa zachodniopomorskiego.

Odpowiedź biura prasowego Zarządu województwa zachodniopomorskiego: 13.02.2019 r. Odp. dla T.Duklanowski (1)

 

Więcej informacji :

https://radioszczecin.pl/1,401093,radna-pyta-o-fundacje-warszawski-prawnik-do-gebl

http://radioszczecin.pl/1,401160,bezczelnosc

https://m.gpcodziennie.pl/126778-chamstwo-marszalka-geblewicza.html