Międzynarodowe echo wsparcia CMWP SDP dla redakcji Radia Wnet dla Białorusi

Międzynarodowa Platforma Ochrony Dziennikarstwa i Bezpieczeństwa Dziennikarzy (The Platform for the Protection of Journalism and Safety of Journalists) opublikowała protest CMWP SDP przeciwko uznaniu redakcji Radia Wnet dla Białorusi za ekstremistyczne przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Protest został opublikowany jako „alert”  19 lipca br. 

10 lipca br. CMWP SDP stanowczo potępiło uznanie przez białoruski reżim Radia Unet – Redakcji Radia WNET dla Białorusi za medium ekstremistyczne oraz po raz kolejny potępiło trwające na Białorusi represje przeciwko mediom i współpracującym z nimi osobom. W następstwie tej publikacji Międzynarodowa Platforma Ochrony Dziennikarstwa i Bezpieczeństwa Dziennikarzy działająca na rzecz mediów w państwach członkowskich Rady Europy 19 lipca opublikowała protest i przyznała, iż uznanie materiałów  Radia Wnet dla Białorusi „za ekstremistyczne” przez reżim Aleksandra Łukaszenki jest próbą zastraszenia dziennikarzy i wywierania na nich „efektu mrożącego” (ang. „other acts having chilling effects on media freedom”). Platforma zaapelowała także o wycofanie etykiety „ekstremista” z tego medium.

Platforma Ochrony Dziennikarstwa i Bezpieczeństwa Dziennikarzy z założenia jest mechanizmem wspomagającym dialog między rządami i organizacjami dziennikarzy, mający na celu powstrzymanie naruszeń wolności prasy w państwach członkowskich Rady Europy oraz umożliwienie dziennikarzom wykonywania zawodu bez narażania ich bezpieczeństwa. Platforma ma także na celu poprawę ochrony dziennikarzy, skuteczniejsze radzenie sobie z groźbami i przemocą wobec pracowników mediów oraz wspieranie mechanizmów wczesnego ostrzegania i zdolności reagowania na nieprawidłowości w ramach Rady Europy. Platforma funkcjonuje od 2015 r. , jak informują osoby ją tworzące „ułatwia ona gromadzenie i rozpowszechnianie informacji o poważnych obawach dotyczących wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy w państwach członkowskich Rady Europy, gwarantowanych przez art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka”.  Współpracujące organizacje partnerskie – zaproszone międzynarodowe organizacje pozarządowe i stowarzyszenia dziennikarzy , w tym Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich – wydają ostrzeżenia o naruszeniach wolności mediów i publikują roczne raporty na temat sytuacji w zakresie wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy w Europie. Platforma ma przez to umożliwiać systematyczne informowanie Rady Europy o sytuacji w zakresie wolności mediów w państwach członkowskich oraz podejmować w odpowiednim czasie skoordynowanych działań, gdy jest to konieczne oraz  proponować odpowiednie reakcje polityczne w dziedzinie wolności mediów.

Publikacja alertu Safety of Journalists Platform TUTAJ.

4 lipca białoruski sąd uznał białoruską Redakcję Radia Wnet i portal Radio Unet.fm (Радыё Ўнет) za organizację ekstremistyczną. Poinformowało o tym 7 lipca b.r. Radio Wnet. Za przynależność do takiej organizacji na Białorusi grozi nawet 8 lat pozbawienia wolności. Status „organizacji ekstremistycznej” oznacza, iż za publikowanie przez ten podmiot materiałów dziennikarskich grozi odpowiedzialność administracyjna i/lub karna. W praktyce konsekwencją dla dziennikarza może być wysoka grzywna lub kara aresztu, a potem skazanie w procesie karnym na pobyt w więzieniu, czy nawet w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Represjonowani mogą być także odbiorcy takiego medium. Wg informacji dziennikarzy Radia Wnet za lajkowanie i podawanie dalej np. w mediach społecznościowych materiałów takiej organizacji uznanej na Białorusi za „ekstremistyczną” użytkownik może być ukarany grzywną w wysokości od 500 do 800 zł ( w przeliczeniu na polskie złotówki) lub 15-dniowym aresztem oraz konfiskatą „narzędzia przestępstwa”, czyli telefonu lub komputera. Za jakąkolwiek formę współpracy z takim medium grozi nawet 7 lat pozbawienia wolności, a za administrowanie „ekstremistycznych” kanałów i tworzenie materiałów grozi do 10 lat więzienia. Oczywistym jest, że perspektywa takiego wyroku powstrzymuje odbiorców  od sięgania do treści z niezależnych źródeł, także takich jak Radio Unet.

Radio Unet rozpoczęło swoją działalność 11 listopada 2020 roku i zostało utworzone przez dziennikarzy zmuszonych do opuszczenia Białorusi w wyniku represji. Białoruskie wydanie Radia Wnet jest częścią Polskiego Radia Wnet i jest nadawane codziennie rano i wieczorem. Jak czytamy na portalu wnet.fm Radio Unet powstało po to, aby Białorusini, którzy opuścili ojczyznę, mogli zabrać głos za granicą i wiedzieć, co dzieje się ze społeczeństwem białoruskim w różnych częściach świata. Audycje Radia Unet tworzą białoruscy redaktorzy we współpracy z polskimi studiami Radia Wnet w Warszawie, Kijowie, Wilnie i Lwowie oraz korespondentami Radia Wnet działającymi w Polsce, Ukrainie, Litwie i Szwajcarii.

Oświadczenie CMWP SDP w sprawie uznania materiałów redakcji Radia Wnet dla Białorusi za ekstremistyczne jest TUTAJ.

CMWP SDP w Radiu Maryja o filmie „Bagno”

Przypadek filmu „Bagno” pokazuje nam czarno na białym hipokryzję mediów, które w przypadku księży gotowe były inwestować wielkie kwoty pieniędzy, wysyłając ekipy telewizyjne zagranicę w poszukiwaniu rzekomo przeniesionego księdza albo realizując filmy z ogromnym rozmachem na te tematy, a gdy chodzi o osobę związaną z mediami, media liberalne milczą lub traktują temat marginalnie – mówiła dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.  

Wsparcie CMWP SDP dla LDZ Zmotoryzowani Łodzianie

CMWP SDP informuje, iż obejmuje swoim monitoringiem sprawę Jarosława Kostrzewy, łódzkiego społecznika  i  szefa stowarzyszenia LDZ Zmotoryzowani Łodzianie, któremu rzecznik prasowy Prezydent Łodzi Marcin Masłowski grozi procesem sądowym.  Sprawa dotyczy  krytycznych wobec władz miasta publikacji dotyczących fatalnego stanu komunikacji i dróg miejskich w Łodzi, jakie ukazują się w mediach społecznościowych stowarzyszenia. 

W ostatnich dniach Jarosław Kostrzewa w jednym z facebookowych wpisów przedstawił publiczne dokumenty i zacytował informacje TVP3 Łódź ws. remontu ulicy Przepiórczej na łódzkim osiedlu w Łagiewnikach. Jak poinformowała PAP chodziło o koszt przebudowy tej drogi i to, że w okolicach są działki należące do byłego wiceprezydenta, a obecnego sekretarza miasta Łodzi, Wojciecha Rosińskiego. To było także nawiązanie do materiału TVP 3 Łódź na ten temat. Tymczasem rzecznik prasowy  Hanny Zdanowskiej, prezydent Łodzi  zażądał przeprosin za tę publikację i wpłacenia 5 tysięcy złotych na konto jednej z fundacji charytatywnych oraz zagroził, że jeśli autor wpisu nie opublikuje „sprostowania” za naruszenie „dóbr miasta”, to pozwie autora wpisu do sądu.

W ocenie CMWP SDP takie działanie w imieniu władz samorządowych  jest próbą zastraszenia autora publikacji, by nie podejmował krytycznych wobec władz miasta tematów, co w oczywisty sposób narusza zasadę wolności słowa i jest sprzeczne z funkcją, jaką mają pełnić media , w tym media społecznościowe, w demokratycznym społeczeństwie.  Na tym etapie sprawy grożenie skierowaniem sprawy do sądu jest działaniem zdecydowanie przedwczesnym, a biorąc pod uwagę tematykę publikacji – jest działaniem wręcz niedopuszczalnym . Każdy obywatel ma prawo do własnej, także krytycznej oceny działań władz samorządowych i każdy ma prawo ją publikować, a prawo to dotyczy szczególnie dziennikarzy oraz tych, którzy prowadzą publicznie media społecznościowe zgodnie z regulaminem tych mediów i w interesie społecznym, a tak było w tym wypadku. Jarosław Kostrzewa publikuje m.in. na profilu  LDZ Zmotoryzowani Łodzianie  na Facebooku  krytyczne wobec władz miasta materiały głównie dotyczące fatalnego stanu komunikacji i dróg miejskich. 33 tys. obserwujących, którzy – jak piszą o sobie – tworzą „społeczność działającą dla poprawy infrastruktury w Łodzi, pokazującą łódzkie absurdy na ulicach”.

Na obecnym etapie sprawy CMWP SDP informuje, iż obejmuje ją monitoringiem i zapewnia, iż udzieli dziennikarzowi – społecznikowi wsparcia i nieodpłatnej pomocy prawnej, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba.

dr Jolanta Hajdasz,  dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 21 lipca 2023 r.

Więcej na ten temat TUTAJ.

Red. Piotr Filipczyk prawomocnie uniewinniony! Sprawa była objęta monitoringiem CMWP SDP

21 lipca 2023 r. Sąd II instancji uniewinnił red. Piotra Filipczyka, dziennikarza z portalu wPolityce.pl od zarzucanego mu czynu z art. 212 kkk, czyli zniesławienie Henryka Jezierskiego, właściciela wydawnictw motoryzacyjnych w Trójmieście za użycie zwrotu: „zdemaskowany jako tajny współpracownik SB”. Wyrok jest prawomocny. Sprawa od początku był objęta monitoringiem CMWP SDP, jej obserwatorem była red. Maria Giedz.

Oskarżyciel prywatny Henryk Jezierski domaga się poszanowania własnej osoby w wypowiedziach medialnych, a jednocześnie sam i to niejednokrotnie wykorzystywał nośnik, jakim są media, do poniżania innych – powiedziała Sędzia Sądu Okręgowego  w Gdańsku Małgorzata Westphal-Kowalska odczytując uzasadnienie wyroku. W oparciu o szczegółową analizę materiału dowodowego Sąd II instancji utrzymał w mocy wyrok Sądu I instancji. Ponadto Sąd obciążył oskarżyciela prywatnego, czyli Henryka Jezierskiego, kosztami procesu. 10 marca 2023 r. na podstawie wyroku wydanego przez Sąd Rejonowy w Gdyni Filipczyk wygrał w sądzie w sprawie o zniesławienie Henryka Jezierskiego. Jednakże wyrok nie był prawomocny. Jezierski odwołał się, zaskarżając wyrok I instancji w całości.

Na odczytanie wyroku zgłosił się jedynie oskarżony red. Piotr Filipczyk oraz red. Maria Giedz, obserwator  CMWP SDP. Ta sprawa to kolejna przegrana Henryka Jezierskiego. Warto przypomnieć, że red. Piotr Filipczyk w swoich publikacjach nie wchodził w spór, ani w polemikę  z Henrykiem Jezierskim, ale odważył się opisać konflikt pomiędzy nim, a gdańskim radnym PiS Waldemarem Jaroszewiczem. Spór Jezierskiego z Jaroszewiczem zakończył się wygraną Waldemara Jaroszewicza prawomocnym wyrokiem. Niemniej Jezierski oskarżył z art. 212 kk Piotra Filipczyka za artykuł opublikowany w dniu 29 stycznia 2019 r. p.t. „Teczkowy skandal w Gdańsku? Sprawę zbada policja. Radni PiS dostali maile, że jeden z nich miał współpracować z SB”.

Notabene Henryk Jezierski oskarżył lub pozwał do sądu kilkunastu dziennikarzy zarówno z Trójmiasta, jak i innych rejonów Polski, między innymi pozwany przez Henryka Jezierskiego był także prezes SDP, Krzysztof Skowroński, którego sprawa została umorzona.  Kilku dziennikarzy wygrało w tych procesach, np. Ewa Leśniewska-Jagaciak, trójmiejska dziennikarka, obecnie mieszkająca w Niemczech. Większość tych procesów miała doprowadzić do  udowodnienia, iż Henryk Jezierski nie był tajnym współpracownikiem SB z czasów PRL-u.

Zapewne nikt by się tą kwestią nie zajmował, gdyby Henryk Jezierski po publikacji dra Daniela Wicentego z gdańskiego oddziału IPN pt.  „Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym” (wydanej przez IPN w Gdańsku w 2015 r.) nie zechciał kandydować na członka Rady Programowej TVP Gdańsk. W książce tej na stronie 77 czytamy: „Henryk Jezierski – pracownik sekretariatu redakcji. Proponuje się pozostawić w zespole”. Do tego jest przypis nr 17: [Jezierski] „Zarejestrowany jako KTW (prawdopodobnie 27 IV 1988 r.), a następnie jako TW ps. „Jurek” przez Wydział III WUSW w Gdańsku (nr rej. 57968, nr arch. I-26134), wyrejestrowany 3 VII 1989 r. ze względu na „odmowę współpracy” (na podstawie wypisu z dziennika rejestracyjnego b. WUSW w Gdańsku; materiały nie zachowały się)”.  Te zdania były cytowane w kilku publikacjach dziennikarskich dotyczących kontrowersji wokół kandydowania Henryka Jezierskiego do Rady Programowej TVP 3 Gdańsk  jako działacza  Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, w sytuacji , gdy  KSD nie udzieliło mu swojego poparcia.

Ta lawina pozwów i oskarżeń wzbudziła zainteresowanie dziennikarzy, zwłaszcza że wszystkie materiały dotyczące przeszłości Henryka Jezierskiego z okresu PRL-u zostały zmikrofilmowane, a następnie w 2010 r. spalone wraz z mikrofilmami. Dlatego też w książce D. Wicentego brakuje wyraźnego potwierdzenia o współpracy Jezierskiego z SB. I rzeczywiście dzisiaj, mając do dyspozycji jedynie pustą teczkę Jezierskiego niczego nie można mu udowodnić. Jednak sprawa w Trójmieście nadal jest głośna właśnie przez te procesy, jakie wytacza dziennikarzom Henryk Jezierski.

Data odmowy współpracy z lipca 1989 r. wiąże się z sytuacją jaka zaistniała w Polsce po „Okrągłym Stole” i zachodzącej w naszym kraju transformacji politycznej, o czym wspomniano w Sądzie II instancji podczas przedstawiania prawomocnego wyroku. Był to okres, w którym „tajni współpracownicy”, czy też „kandydaci na tajnych współpracowników” masowo wyrejestrowywali się i niszczyli swoje dokumenty. Ponadto osoby, którym przypisywano współpracę z SB, zwłaszcza po 2010 r., kiedy wszystkie dokumenty zostały zniszczone, występowały do sądu w celu uzyskania „sądowego certyfikatu niewinności”. Zdarzało się też, że osoby te próbowały udowodnić, iż nie współpracowały z SB wnioskując o taką decyzję do IPN. Henryk Jezierski otrzymał taką decyzję o nr 1041/OP/2019, wydaną w dniu 11 maja 2019 r., w której zaznaczono, że „nie był pracownikiem, funkcjonariuszem lub żołnierzem organów bezpieczeństwa państwa”. Jednak brakuje wyraźnego stwierdzenia, które posiadają np. osoby represjonowane, że był lub nie współpracownikiem SB. Zamieszczono tam jedynie informację, że w archiwum IPN „nie zachowały się dokumenty wytworzone przez niego lub przy jego udziale w charakterze tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji przez organy bezpieczeństwa państwa.”

 

Rozprawa apelacyjna Piotra Filipczyka odroczona do 21 lipca

W Sądzie Okręgowym w Gdańsku  18 lipca 2023 r., odbyła się rozprawa apelacyjna od wyroku wydanego przez Sąd Rejonowy w Gdyni  10 marca 2023 r. w sprawie przeciwko redaktorowi Piotrowi Filipczykowi oskarżonemu  z art. 212 kk  przez oskarżyciela prywatnego Henryka Jezierskiego. Sąd I instancji uniewinnił dziennikarza od stawianych mu zarzutów, ale Henryk Jezierski odwołał się od tego wyroku.  Sędzia Sądu Okręgowego w Gdańsku Małgorzata Westphal-Kowalska zapowiedziała ogłoszenie wyroku Sądu II instancji  na piątek 21 lipca . 

Sprawa jest objęta monitoringiem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP . Obserwatorem z ramienia CMWP jest red.  Maria Giedz. Przypomnijmy szczegóły tej sprawy : Sąd I instancji uniewinnił Piotra Filipczyka, dziennikarza portalu wPolityce.pl od stawianych mu zarzutów, ale od tego wyroku odwołał się oskarżający go Henryk Jezierski, właściciel wydawnictw motoryzacyjnych z Trójmiasta. Zaskarżył on wyrok w całości, wykazując rzekome „żenujące błędy, jakich dokonała Sędzia” z I instancji. Przyczyną wniesienia aktu oskarżenia do I instancji był tekst autorstwa Filipczyka, opublikowany w dniu 29 stycznia 2019 r. na portalu wpolityce.pl pod tytułem: „Teczkowy skandal w Gdańsku? Sprawę zbada policja. Radni PiS dostali maile, że jeden z nich miał współpracować z SB”. Stwierdzenia zawarte w powyższym materiale prasowym oskarżyciel prywatny uznał za zniesławiające go.

W rozprawie 18 lipca  uczestniczyli: Henryk Jezierski, Piotr Filipczyk oraz jego pełnomocnik mec. Robert Małecki. Obie strony wygłosiły mowy końcowe. Ponieważ proces toczył się w trybie niejawnym nie możemy przedstawić jego szczegółów. Niemniej podczas rozprawy doszło do nietypowego zdarzenia. Otóż oskarżyciel prywatny, czyli Henryk Jezierski prowokacyjnie wspomniał, że oskarżony Piotr Filipczyk na zamieszczonym na portalu „wPolityce.pl” swoim zdjęciu występuje w banderówce, czapce, którą nosili członkowie frakcji rewolucyjnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów pod przywództwem Stepana Bandery. Owa grupa wsławiła się ludobójstwem Polaków na Wołyniu. Przyglądając się owej czapce widać, że jest ona elementem stroju powstańca Armii Krajowej z czasów II wojny światowej i nie ma nic wspólnego z „banderówką”, zwłaszcza, że zamieszczony nad daszkiem znaczek jest symbolem Polski Walczącej, który znacznie różni się od ukraińskiego „tryzuba” (trójzęba).

Red. Piotr Filipczyk w spornym materiale opisał toczący się głośny w środowisku gdańskich samorządowców konflikt pomiędzy Henrykiem Jezierskim, a gdańskim radnym PiS Waldemarem Jaroszewiczem. Sam dziennikarz nie uczestniczył w owym konflikcie, ale za to, że odważył się opowiedzieć o nim został oskarżony z art. 212 o zniesławienie. Jezierski dopatrzył się w materiale autorstwa Filipczyka „nieprawdziwych i szkalujących” go treści. Użył „bezpodstawnego określenia” Henryka Jezierskiego „jako zdemaskowanego tajnego współpracownika SB” oraz „kłamliwego stwierdzenia, że dr hab. Daniel Wicenty z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Gdańsku w swojej książce („Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym”, wydanej przez IPN w Gdańsku w 2015 r.) przedstawił go jako tajnego współpracownika SB o pseudonimie Jurek. Przypisał mu również wypowiedź, w której jakoby Henryk Jezierski przyznał się do współpracy z komunistycznymi służbami. Sam Jezierski wszystkiemu zaprzecza.

Warto tu dodać, że na stronie 77 opracowania autorstwa Wicentego czytamy: „Henryk Jezierski – pracownik sekretariatu redakcji. Proponuje się pozostawić w zespole”. Do tego jest przypis nr 17: [Jezierski] „Zarejestrowany jako KTW (prawdopodobnie 27 IV 1988 r.), a następnie jako TW ps. „Jurek” przez Wydział III WUSW w Gdańsku (nr rej. 57968, nr arch. I-26134), wyrejestrowany 3 VII 1989 r. ze względu na „odmowę współpracy” (na podstawie wypisu z dziennika rejestracyjnego b. WUSW w Gdańsku; materiały nie zachowały się)”. Wszystkie materiały z tamtego okresu zostały zmikrofilmowane, a następnie w 2010 r. spalono je wraz z mikrofilmami, dlatego też w książce Wicentego brakuje wyraźnego potwierdzenia o współpracy Jezierskiego z SB. I rzeczywiście dzisiaj, mając do dyspozycji jedynie pustą teczkę Jezierskiego niczego nie można mu udowodnić. Jednak sprawa w Trójmieście nadal jest głośna właśnie przez te procesy. Data odmowy współpracy z lipca 1989 r. wiąże się z sytuacją jaka zaistniała w Polsce po „Okrągłym Stole” i zachodzącej w naszym kraju transformacji politycznej. Był to okres, w którym „Tajni Współpracownicy”, czy też „Kandydaci na Tajnych Współpracowników” masowo wyrejestrowywali się i niszczyli swoje dokumenty. Ponadto osoby, którym przypisywano współpracę z SB, zwłaszcza po 2010 r., kiedy wszystkie dokumenty zostały zniszczone, występowały do sądu w celu uzyskania „sądowego certyfikatu niewinności”. Zdarzało się też, że osoby te próbowały udowodnić, iż nie współpracowały z SB wnioskując o taką decyzję do IPN. Henryk Jezierski otrzymał taką decyzję o nr 1041/OP/2019, wydaną w dniu 11 maja 2019 r., w której zaznaczono, że „nie był pracownikiem, funkcjonariuszem lub żołnierzem organów bezpieczeństwa państwa”. Jednak brakuje wyraźnego stwierdzenia, które posiadają np. osoby represjonowane, że był lub nie współpracownikiem SB. Zamieszczono tam jedynie informację, że w archiwum IPN „nie zachowały się dokumenty wytworzone przez niego lub przy jego udziale w charakterze tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji przez organy bezpieczeństwa państwa.”

Jak twierdzi Jezierski, na podstawie aktu oskarżenia, Wicenty odnotował tylko fakt samej rejestracji dokonanej bez jego wiedzy i zgody. Owszem, został on zarejestrowany, ale nie był współpracownikiem SB.

CMWP w opinii złożonej do Sądu zaapelował o oddalenie zarzutów przeciwko red. Piotrowi Filipczykowi, twierdząc, że są bezpodstawne.

 

CMWP SDP obejmuje monitoringiem rozprawę apelacyjną red. Piotra Filipczyka

CMWP SDP obejmuje monitoringiem rozprawę apelacyjną red. Piotra Filipczyka i apeluje o oddalenie zarzutów przeciwko niemu. Wg CMWP SDP są one bezzasadne, a dziennikarz działał w interesie społecznym .

We wtorek, 18 lipca w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbędzie się rozprawa apelacyjna od wyroku Sądu Rejonowego w Gdyni z 10.03.2023 w sprawie przeciwko redaktorowi Piotrowi Filipczykowi w związku z aktem oskarżenia z art. 212 kk  wniesionym przez oskarżyciela prywatnego Henryka Jezierskiego.  Sąd I instancji uniewinnił dziennikarza od stawianych mu zarzutów, ale od tego wyroku odwołał się pozywający go Henryk Jezierski. Przyczyną wniesienia aktu oskarżenia był tekst autorstwa Piotra Filipczyka, opublikowany na portalu wpolityce.pl pod tytułem: „Teczkowy skandal w Gdańsku? Sprawę zbada policja. Radni PiS dostali maile, że jeden z nich miał współpracować z SB”.  Stwierdzenia zawarte w powyższym materiale prasowym oskarżyciel prywatny uznał za zniesławiające.

CMWP SDP podtrzymuje swoją opinię amicus curie przedstawioną Sądowi na etapie I instancji.  W przypadku zniesławienia jedną z przesłanek sine qua non jest wina umyślna oskarżonego, bowiem przestępstwo to należy do kategorii przestępstw umyślnych tzn. jego sprawcą może być tylko ten, kto chce lub przynajmniej godzi się z tym, że druga strona zostanie zniesławiona. Przy czym winą umyślną (w zamiarze bezpośrednim lub ewentualnym) muszą być objęte wszystkie znamiona zniesławienia. Trudno uznać te przesłanki ze spełnione w niniejszej sprawie. Oskarżony dziennikarz napisał bowiem artykuł prasowy w związku z działaniem oskarżyciela, który pozostając w konflikcie z Waldemarem Jaroszewiczem, zagroził mu rozpowszechnieniem zarzutu współpracy z SB. W tym kontekście wagi nabiera fakt, że za te czyny oskarżyciel miał zostać prawomocnie skazany wyrokiem karnym (to kolejna kwestia wymagająca weryfikacji przez Sąd). W krajowym i europejskim orzecznictwie sądowym przyjmuje się, że na gruncie prawa do krytyki osoby publiczne mają tzw. „grubszą skórę”. Dotyczy to nie tylko polityków, ale również innych osób publicznych, w tym dziennikarzy. W kontekście takiej linii orzeczniczej, oczywistym jest, że analizowanie i wyrażanie ocen osób publicznych i ich działalności leży w interesie społecznym i jest ważnym zadaniem dziennikarzy. Jest także kluczowe dla istnienia wolnego społeczeństwa, gdyż bez możliwości formułowania takich ocen opinia publiczna byłaby zdeformowana i nie mogłaby prawidłowo funkcjonować. Mając to na względzie i rozważając niniejszą sprawę pod kątem wolności słowa, należy więc nade wszystko podkreślić, że oskarżyciel, jako osoba publiczna i dziennikarz, musiał liczyć się także z negatywnymi ocenami swojej osoby i działalności.

Elementem, wpływającym na specyficzny charakter postępowania, jest kwestia zarzutu współpracy z SB. W tym kontekście należy nadmienić, że dokumentacja pozostała po SB była przedmiotem badań naukowych również w związku z osobą oskarżyciela.
W szczególności, w tej materii wypowiadał się dr. hab. Daniel Wicenty z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Gdańsku, na okoliczność treści zawartych w książce pt. „Weryfikacja Gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym”:

https://ipn.gov.pl/pl/publikacje/ksiazki/13394,Weryfikacja-gdanskich-dziennikarzy-w-stanie-wojennym.html

Abstrahując od samej treści zarzutu (CMWP nie wypowiada się w tej kwestii, pozostawiając to Sądowi i specjalistom w dziedzinie), należy wskazać na doświadczenia wypływające z judykatury sądowej po 1989 r. Prowadzą one do wniosku, że niejednokrotnie osoby którym przypisywano (słusznie bądź niesłusznie) współpracę z SB, występowały do sądu motywowane nie tylko zamiarem obrony swojego interesu prawnego, ale ponadto uzyskania przy tej okazji swego rodzaju „sądowego certyfikatu niewinności” i zarazem uciszenia niewygodnej krytyki. Mechanizm ten był wykorzystywany szczególnie w sytuacji, gdy jednoznaczne rozstrzygnięcie wiązało się z przeprowadzeniem wielostronnej, a więc i długotrwałej kwerendy w archiwach.  Z taką praktyką nie można się zgodzić, bowiem czym innym jest obrona swojego imienia (do której każdy ma prawo), a czym innym – „kneblowanie” dziennikarzy. Oskarżyciel powinien liczyć się z krytyką społeczną, a nie ją tłumić za pomocą instrumentów prawnych. W tym kontekście wniesiony przeciwko red. P. Filipczykowi akt oskarżenia budzi poważne zastrzeżenia z punktu widzenia wolności słowa. Dlatego też CMWP zakwalifikował go jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), czyli strategiczny proces przeciwko partycypacji publicznej. Jest to narzędzie, które w istocie nie służy celom nakreślonym przez ustawodawcę, ale w swojej istocie służy tłumieniu publicznej debaty. W związku z tym ewentualne skazanie wyrokiem karnym dziennikarza, poruszającego tak istotną dla opinii publicznej kwestię, stanowiłoby naruszenie praw człowieka i spowodowałoby tzw. efekt mrożący (chilling effect), skutecznie odstraszając zarówno jego, jak i innych dziennikarzy do wyrażania opinii na temat osoby oskarżyciela i jego działań. Byłoby to nie do pogodzenia m. in. art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który stanowi, że każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii; z art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka („Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.”); z art. 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych („Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.”); a także z Konstytucją RP, która zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art. 54) jak również wolność prasy i innych środków społecznego przekazu (art. 14). Powszechnie przyjmuje się, że wolna prasa jako obserwator życia publicznego („public watchdog”) jest jednym z fundamentów państwa prawa, o którym mowa w art. 2 Konstytucji RP.

Stanowisko CMWP SDP w niniejszej sprawie jako opinia amicus curiae zostało przesłane do Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Protest CMWP SDP przeciwko represjom reżimu na Białorusi wobec Radiu Unet – Redakcji Radia WNET

                                                                                                                            Warszawa, 10 lipca 2023 r.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko uznaniu przez białoruski reżim Radia Unet – Redakcji Radia WNET dla Białorusi za medium ekstremistyczne i po raz kolejny w imieniu SDP, najstarszej i największej organizacji dziennikarskiej w Polsce, stanowczo potępia trwające na Białorusi represje, w tym  umotywowane politycznie działania administracyjne i procesy pokazowe stosowane także przeciwko mediom i współpracującym z nimi osobom.

4 lipca białoruski sąd uznał białoruską Redakcję Radia Wnet i portal Radio Unet.fm (Радыё Ўнет) za organizację ekstremistyczną. Poinformowało o tym 7 lipca b.r. Radio Wnet. Za przynależność do takiej organizacji na Białorusi grozi nawet 8 lat pozbawienia wolności. Status „organizacji ekstremistycznej” oznacza, iż za publikowanie przez ten podmiot materiałów dziennikarskich grozi odpowiedzialność administracyjna i/lub karna. W praktyce konsekwencją dla dziennikarza może być wysoka grzywna lub kara aresztu, a potem skazanie w procesie karnym na pobyt w więzieniu, czy nawet w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Represjonowani mogą być także odbiorcy takiego medium. Wg informacji dziennikarzy Radia Wnet za lajkowanie i podawanie dalej np. w mediach społecznościowych materiałów takiej organizacji uznanej na Białorusi za „ekstremistyczną” użytkownik może być ukarany grzywną w wysokości od 500 do 800 zł ( w przeliczeniu na polskie złotówki) lub 15-dniowym aresztem oraz konfiskatą „narzędzia przestępstwa”, czyli telefonu lub komputera. Za jakąkolwiek formę współpracy z takim medium grozi nawet 7 lat pozbawienia wolności, a za administrowanie „ekstremistycznych” kanałów i tworzenie materiałów grozi do 10 lat więzienia. Oczywistym jest, że perspektywa takiego wyroku powstrzymuje odbiorców  od sięgania do treści z niezależnych źródeł, także takich jak Radio Unet.

Radio Unet rozpoczęło swoją działalność 11 listopada 2020 roku i zostało utworzone przez dziennikarzy zmuszonych do opuszczenia Białorusi w wyniku represji. Białoruskie wydanie Radia Wnet jest częścią Polskiego Radia Wnet i jest nadawane codziennie rano i wieczorem. Jak czytamy na portalu wnet.fm Radio Unet powstało po to, aby Białorusini, którzy opuścili ojczyznę, mogli zabrać głos za granicą i wiedzieć, co dzieje się ze społeczeństwem białoruskim w różnych częściach świata. Audycje Radia Unet tworzą białoruscy redaktorzy we współpracy z polskimi studiami Radia Wnet w Warszawie, Kijowie, Wilnie i Lwowie oraz korespondentami Radia Wnet działającymi w Polsce, Ukrainie, Litwie i Szwajcarii.

Nie są to pierwsze wyroki sądów dotyczące mediów „ekstremistycznych”. W listopadzie 2021 r. MSW Białorusi uznało osoby „zrzeszone poprzez zasoby internetowe telewizji Biełsat” za formację ekstremistyczną, a w grudniu 2021 r. za taką organizację uznano Radio Swoboda i Radio Wolna Europa. Dziennikarze nadal są najczęstszym celem ataków białoruskiego reżimu, a obecnie co najmniej 29 niezależnych mediów zostało uznanych za „ekstremistyczne”,  zostały przez to zablokowane przez władze (dane z Rezolucji Parlamentu Europejskiego z  15 marca 2023 r.).  Według Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy debatę publiczną na Białorusi niemal całkowicie stłumiono. Należy przy tym podkreślić, iż od 2020 r. białoruskie sądy wydały setki niesprawiedliwych i arbitralnych wyroków w umotywowanych politycznie procesach, w których przesłuchania często odbywały się za zamkniętymi drzwiami, bez należytego procesu sądowego i bez umożliwienia ich obserwowania przez osoby z zewnątrz, np. dziennikarzy innych mediówJaskrawym przykładem takiej praktyki jest uwięzienie i skazanie Andrzeja Poczobuta, dziennikarza i działacza mniejszości polskiej na Białorusi, który został wpisany na „listę terrorystów”. Ponadto reżim Łukaszenki wciąż stosuje tortury, a więźniowie polityczni nadal informują o pogarszającym się stanie zdrowia, poniżaniu oraz nieludzkim i okrutnym traktowaniu więźniów politycznych na Białorusi. Dziennikarze pozostają jedną z grup najbardziej represjonowanych przez reżim, czego kolejnym jaskrawym przykładem jest uwięzienie i skazanie młodej współpracownicy Telewizji Biełsat Kaciaryny Andrejewej. 

Dlatego CMWP SDP po raz kolejny podkreśla kluczową rolę, jaką niezależne media odgrywają w głoszeniu i wspieraniu demokratycznych aspiracji narodu białoruskiego oraz  zwraca się z gorącym apelem  do międzynarodowych organizacji dziennikarskich, aby zwiększyły wsparcie na rzecz budowania zdolności białoruskiego społeczeństwa  do tworzenia wolnych i niezależnych mediów zarówno na Białorusi, jak i poza jej granicami.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

 

 

Materiały źródłowe:

https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/TA-9-2023-0075_PL.html

https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/TA-9-2022-0418_PL.html

https://wnet.fm/2023/07/07/radio-unet-zostalo-uznane-przez-bialoruski-rezim-za-ekstremistyczne/

Odroczona apelacja w sprawie uniewinnienia Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary

Sąd Apelacyjny w Poznaniu odroczył do 16 października rozprawę apelacyjną w sprawie uniewinnieniem Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary.  Sąd uwzględnił wniosek Prokuratury i zapowiedział przesłuchanie nowego świadka. Zdaniem Sądu „dowód ten może mieć znaczenie dla rozstrzygnięcia w sprawie”. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP . Obserwatorem sprawy jest red. Aleksandra Tabaczyńska. 

29 czerwca odbyła się rozprawa przed Sądem Apelacyjnym w Poznaniu w związku z uniewinnieniem Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary. Wyrok w tej sprawie był ogłoszony 24 lutego 2022r., od niego odwołała się Prokuratura, którą wsparło także CMWP SDP.  Jak relacjonował w trakcie rozprawy Sędzia sprawozdawca, prokuratura zaskarżyła wyrok sądu pierwszej instancji w całości oraz zawnioskowała o przesłuchanie nowego świadka. Do Sądu wpłynęła też odpowiedź na apelację obrońcy oskarżonego z wnioskiem o utrzymanie w mocy zaskarżonego wyroku Sądu Okręgowego w Poznaniu i oddalenie wniosku o przesłuchanie kolejnego świadka. Sędzia poinformował również o wpłynięciu do Sądu opinii Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i uczestnictwa w procesie jako „przyjaciel sądu” amicus curiae. Sędzia stwierdził, że nie ma wątpliwości, „że ten podmiot nie jest stroną w sprawie”, ale ponieważ stanowisko CMWP SDP pojawiło się, Sędzia o tym informuje.
Stanowisko wpłynęło 20 stycznia, odniesiono się w nim po pierwsze do tła historycznego zdarzenia, roli pokrzywdzonego i oskarżonego w kontekście jego działalności szczególnie akcentując początek lat dziewięćdziesiątych. CMWP odniosło się również do wyroku i jego uzasadnienia z Sądu pierwszej instancji, sugerując, że z pewnym tokiem myślenia się nie zgadza, wyszczególniając te mankamenty. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w praktyce poparło stanowisko oskarżyciela publicznego oceniając, że zarzuty podnoszone przez prokuratora są słuszne – mówił Sędzia

Prokurator Piotr Kosmaty podtrzymał przed sądem swoją wolę przesłuchania nowego świadka, argumentując: – Po 24 lutego 2022 r., a więc już po ogłoszeniu wyroku, ta osoba zgłosiła się do mnie i zadeklarowała chęć przekazania swoich informacji, dotyczących sytuacji, która miała miejsce latem 1992 roku. Świadek twierdził, że Aleksander Gawronik zgłosił się do niego mówiąc, że szuka osoby, która pomoże usunąć niewygodnego dziennikarza. To jest całość rozmowy. Obrońca Aleksandra Gawronika, mecenas Paweł Szwarc oświadczył, że jest to skrajna nielojalność Prokuratury względem Sądu. – Ten wniosek powinien być oddalony, bo nawet nie pada nazwisko Ziętary i nie wynika z niego, że
ten świadek ma wiedzę. Trzeba było go przesłuchać, a protokół przedstawić sądowi – powiedział adwokat. Prokurator Kosmaty odpowiedział na ten zarzut:
Nie chciałem być posądzony o wpływanie na świadka. Wolałem wiedzieć jak najmniej. Teraz gospodarzem postępowania jest Sąd Apelacyjny.
Wniosek prokuratora poparł również oskarżyciel posiłkowy, Jacek Ziętara, brat nieżyjącego dziennikarza.

Sędzia Henryk Komisarski, przewodniczący składu sędziowskiego, po naradzie poinformował, że Sąd uwzględni wniosek prokuratury i przesłucha nowego świadka. Dodał, że „dowód ten może mieć znaczenie dla rozstrzygnięcia w sprawie. Po tym postanowieniu Sąd odroczył rozprawę do 16. października.

Wypowiedź Prokuratora Piotra Kosmatego: TUTAJ

Wypowiedź Jacka Ziętary, brata zamordowanego dziennikarza: TUTAJ.

 

Zmarła redaktor Hanna Szumińska z Wielkopolskiego Oddziału SDP. W obronie dziennikarki występowało CMWP SDP

Była odważną i waleczną dziennikarką, zaangażowaną w wiele inicjatyw społecznych, członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Zmarła po ciężkiej chorobie.  O śmierci Hanny Szumińskiej poinformował na swoim profilu na FB jej mąż Andrzej Radke, wielkopolski opozycjonista z czasów PRL-u. W obronie dziennikarki występowało w latach 2018 -2021  CMWP SDP.

Red. Hanna Szumińska prowadziła niezależne  media obywatelskie – nieistniejący już portal internetowy działający głównie w gminie Duszniki  w Wielkopolsce – wikiduszniki.pl. oraz  portal informacyjny o zasięgu powiatowym „Forum Plus” – informacje z powiatu szamotulskiego.  Urodziła się w listopadzie 1962 roku w Złotowie. Po upadku komunizmu w latach 90-tych była dziennikarką kilku ogólnopolskich gazet i tygodników. m.in. „Wprost” i „Gazety Wyborczej”. Przez lata współpracowała z dużymi agencjami reklamowymi. Wraz z mężem – znanym w Poznaniu opozycjonistą z czasów PRL Andrzejem Radke – współtworzyła oraz prowadziła w stolicy Wielkopolski wydawnictwo i drukarnię. Od 2012 roku zaangażowała się w ogólnopolski ruch sprzeciwiający się patologiom związanym z budową farm wiatrowych. Współpracowała z poseł Anną Zalewską, co w 2016 roku doprowadziło do opracowania i uchwalenia przez Sejm RP tzw. „ustawy odległościowej”, która zaowocowała uregulowaniem przepisów ograniczających budowę wiatraków w pobliżu nieruchomości zamieszkałych. Artykuły na ten temat publikowała m.in. w Wielkopolskim Kurierze Wnet. Zapamiętamy ją jako niezwykle barwną i kolorową postać lokalnego świata mediów – napisał o niej red. Maciej Lesicki z portalu internetowy szmo.info.pl .

https://szamo.info.pl/nie-zyje-redaktor-hanna-szuminska/

O śmierci Hanny Szumińskiej poinformował na swoim profilu FB jej mąż Andrzej Radke. Hania zmarła po ciężkiej chorobie, przeżyła 60 lat. Pogrzeb odbędzie się w Złotowie.

W 2018 r. Red. Hanna Szumińska została oskarżona o przestępstwo z art. 212 § 2 k.k., które miało polegać na pomówieniu dwóch osób: lokalnego radnego oraz funkcjonariusza policji.  Na portalu internetowym wikiduszniki.pl oraz  w gazecie „Forum+ Miesięcznika Ziemi Szamotulskiej”  w styczniu 2018 r.  Hanna Szumińska opublikowała felietony, w których stawiała pytania, czy radny „załatwił” policjantowi darmowy wyjazd zagraniczny do Estonii, w zamian za odstąpienie od czynności służbowych (nieodebranie prawa jazdy).  Publikacje te  stały się przyczyną wniesienia aktu oskarżenia przez radnego i przez policjanta oraz wydania przez Sąd Rejonowy w Poznaniu  wyroku skazującego dziennikarkę.  Od tego orzeczenia pełnomocnik Hanny Szumińskiej wniósł apelację. Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP objęło tę sprawę monitoringiem, obserwatorem procesu była red. Aleksandra Tabaczyńska. Skazanie Hanny Szumińskiej za te artykuły było rażącym naruszeniem zasady wolności słowa demokratycznego państwa. Sąd Rejonowy uznał przy tym, iż dziennikarka dopuściła się dwóch odrębnych czynów i wymierzył jej dwie kary (i przez to dwie tzw. nawiązki finansowe na cele społeczne).  Oznaczało to dwukrotne skazanie za jeden czyn, wbrew przepisom prawa karnego materialnego oraz poglądom judykatury w tej materii. Tymczasem dziennikarka działała w interesie społecznym i w ogóle nie powinna być skazana za ten artykuł. Takie stanowisko CMWP SDP przesłało do Sądu Okręgowego w Poznaniu  (jako opinię amicus curiae), a sąd w rozprawie apelacyjnej uniewinnił dziennikarkę. Od tego wyroku kasację wnieśli obaj oskarżyciele prywatni (radny i policjant) zarzucając zaskarżonemu wyrokowi „rażące naruszenie prawa procesowego i materialnego”.  Odpowiedź na kasację złożyła red. Hanna Szumińska, która wniosła o jej oddalenie w całości. Wspierało ją CMWP SDP.

Sąd Najwyższy na posiedzeniu 14 lipca b.r. stwierdził , iż kasacja wniesiona przez pełnomocnika oskarżycieli prywatnych okazała się „bezzasadna w stopniu oczywistym uzasadniającym jej oddalenie”. Sąd Najwyższy uznał, iż „oskarżona podjęła adekwatne środki do zweryfikowania informacji mających być przedmiotem materiału prasowego”, a brak odpowiedzi i niemożność zweryfikowania swoich hipotez dziennikarka wskazała wprost w swoich tekstach. W uzasadnieniu Sąd Najwyższy podkreślił, iż oskarżona dziennikarka „posługiwała się hipotezami, stawiała pytania, wskazywała na próbę pozyskiwania szczegółowych informacji i brak odpowiedzi zwrotnych” oraz „posługiwała się wyłącznie inicjałami oskarżycieli prywatnych”.  W obu swoich tekstach red. Hanna Szumińska podała jedynie „okoliczności bezsporne”, m.in. sam fakt wyjazdu do Estonii funkcjonariusza policji oraz przyjęcia go na członka OSP Podrzewie oraz fakt prowadzenia w tej sprawie  postępowania wyjaśniającego przez Biuro Spraw Wewnętrznych Policji, w konsekwencji czego decyzją SN „kasację należało oddalić jako oczywiście bezzasadną”.

Pisaliśmy o tym TUTAJ.

Moje działania są zgodne z prawem. Przewodniczący KRRiT na posiedzeniu Komisji Kultury i Środków Przekazu o karze dla Radia TOK FM

Żadnych naruszeń władzy nie popełniłem,  Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie nadużywa swoich uprawnień, a wszystkie moje działania są zgodne z prawem. Nie ma  okoliczności , które uzasadniałyby specjalny tryb dzisiejszego spotkania  – powiedział przewodniczący KRRiT Maciej Świrski  na początku posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu,  przed którą został wezwany  by przedstawić informację  na temat „nadużywania ustawowych uprawnień przez Przewodniczącego KRRiT w kontekście wolności mediów.”  Na posiedzenie Komisji  w charakterze obserwatora została także zaproszona dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP.

Wniosek o przedstawienie informacji przez przewodniczącego Macieja Świrskiego złożyła grupa posłów opozycji.  Temat posiedzenia  i formę zaproszenia na nie  przewodniczący Maciej Świrski nazwał  niedopuszczalną manipulacją, bezpodstawną insynuacją i dezinformacją, która wprowadza opinię publiczną w błąd. Miałem obowiązek wszczęcia postępowania po tym , jak wpłynęły skargi na nadawcę  po emisji audycji 7 czerwca 2022 r. – powiedział podczas posiedzenia Komisji Maciej Świrski.  Przypomnijmy, iż prowadzący audycję w Radiu Tok FM Piotr Maślak, wypowiadał  się m.in. na temat  podręcznika do przedmiotu „Historia i Teraźniejszość” napisanego przez prof. Wojciecha Roszkowskiego i na antenie powiedział , iż  „czyta się to jak podręcznik – przepraszam za to porównanie – dla Hitlerjugend „. Skargę w tej sprawie złożył m.in. wydawca podręcznika.

W toku postępowania ustalono, że w audycji poniżono i naruszono godność ofiar  II wojny światowej, w tym Żydów. Pojawiły się w niej treści dyskryminujące i nawołujące do nienawiści z uwagi na poglądy polityczne. Użyto obraźliwych, stygmatyzujących określeń wobec prof. Wojciecha Roszkowskiego, przez co naruszono jego godność zagwarantowaną konstytucyjnie Audycja została przygotowana nierzetelnie. Ograniczała się do cytowania wyrywkowych fragmentów książki, udostępnionych na stronie internetowej wydawnictwa przed publikacją podręcznika, a nie na wszechstronnej analizie całego utworu – podano w komunikacie KRRiT  z 28 kwietnia 2023 r. Poinformowano w nim, iż przewodniczący KRRiT podjął decyzję o nałożeniu kary 80 tys. zł. na nadawcę programu TOK FM, co bardzo zbulwersowało posłów.   Decyzja jest wynikiem postępowania, w którym stwierdzono naruszenie przez Spółkę Inforadio sp. z o.o. art. 18 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji poprzez rozpowszechnienie w programie TOK FM – Pierwsze Radio Informacyjne, audycji (…) propagującej działania sprzeczne z prawem, poglądy i postawy sprzeczne z moralnością i dobrem społecznym oraz zawierającej treści nawołujące do nienawiści i treści dyskryminujące.

Podczas posiedzenia przewodniczący bronił swoich decyzji . Trudno się zgodzić z oceną, że kar za mojej kadencji jest więcej. W tej chwili prowadzę 11 postępowań, co nie oznacza, że każde z nich zakończy się nałożeniem kary. Bez wszczęcia postępowania nie byłoby jednak możliwe wystąpienie z wnioskami o ekspertyzy, ale wszczęcie postępowania nie jest równoważne z nałożeniem na nadawcę kary – powiedział Maciej Świrski.  Dyskusja  posłów dotyczyła także  procesu rekoncesyjngo  dla  Radia TOK FM. – Spodziewam się, że do 3 listopada br., kiedy koncesja TOK FM wygasa, zostanie ona przedłużona, bo nie widzę na razie przesłanek do odbierania koncesji TOK FM-owi – powiedział dziennikarzom jeszcze przed posiedzeniem komisji  przewodniczący KRRiT.

W posiedzeniu uczestniczyli także  przedstawiciele radia TOK FM, m.in. Kamila Ceran redaktor naczelna rozgłośni.
Zgodnie z art. 53 ust. 1 urt, jeżeli nadawca narusza obowiązek wynikający z przepisu art. 18 ust. 1 urt, Przewodniczący KRRiT  wydaje decyzję nakładającą na nadawcę karę pieniężną w wysokości do 50% rocznej opłaty za prawo do dysponowania częstotliwością przeznaczoną do nadawania programu uwzględniając zakres i stopień szkodliwości naruszenia, dotychczasową działalność nadawcy oraz jego możliwości finansowe.