Konsultacje OBWE przed wyborami w Polsce z udziałem CMWP SDP

Trwają konsultacje Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie  na temat  nadchodzących wyborów parlamentarnych w Polsce, aktualnie dyskutowana jest przede wszystkim  kwestia, czy  na te wybory OBWE powinna wysłać swoich obserwatorów.  29 maja b.r. przedstawiciele Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE spotkali się z Jolantą Hajdasz, dyr. CMWP SDP w celu poznania opinii SDP i CMWP SDP na ten temat.  OBWE reprezentowali doradcy wyborczy OBWE Hamadziripi Munyikwa oraz Vladimir Misev. Spotkanie odbyło się w trybie online. 

W  rozmowie z przedstawicielami OBWE Jolanta Hajdasz zapewniła, iż Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich będzie monitorować przebieg wyborów do parlamentu w Polsce w 2023 r., tak jak robiło to do tej pory, reagując publicznie na nieprawidłowości w działaniach mediów, czy z udziałem mediów, które zostaną przez CMWP SDP zauważone i które mogą mieć negatywny przebieg na proces wyborczy.  W ocenie CMWP SDP nie jest zagrożony przebieg wyborów w naszym kraju,  ale Centrum nie  widzi przeszkód, by były one nadzorowane przez obserwatorów OBWE, jeśli jest taka wola tej organizacji. Ze swej strony zapewniamy, iż jesteśmy gotowi do współpracy z przedstawicielami OBWE i udzielimy im pomocy i wsparcia, jeśli będzie taka potrzeba – powiedziała Jolanta Hajdasz.

W ocenie CMWP SDP kampania wyborcza w Polsce już trwa i będzie ostra, mocno konfrontacyjna z powodu silnej polaryzacji politycznej. Będzie to miało swoje odzwierciedlenie w mediach. Widać to  już teraz po materiałach publikowanych w mediach, szczególnie w telewizji i oczywiście w mediach społecznościowych. Media prywatne , szczególnie te z kapitałem zagranicznym, ale nie tylko,  popierają przeważnie opozycję. One mają zdecydowanie największe audytorium, największe nakłady prasy drukowanej i zasięgi w internecie . Porównywalne liczby odbiorców mają tylko media publiczne, dlatego dobrze jest, że prezentują one także oficjalne stanowisko rządu i rządzącej partii, którego nie ma w mediach prywatnych. Opozycja w mojej ocenie już teraz  przygotowuje opinię publiczną na swoją ewentualną przegraną – publikując np. materiały prasowe o realnej możliwości sfałszowania wyborów przez rządzącą partię, ale  nie są to materiały wiarygodne, ani rzetelne – powiedziała Jolanta Hajdasz. Dyrektor CMWP SDP była pytana także o procesy typu SLAPP prowadzone przeciwko dziennikarzom, w tym także  o procesy kierowane przeciwko dziennikarzom mediów publicznych.

Decyzja OBWE na temat wyborów w Polsce ma być podjęta  w ciągu najbliższego miesiąca.

OBWE powstała 1 stycznia 1995 w wyniku przekształcenia Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w organizację. Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (d. Biuro Wolnych Wyborów; ODIHR) to  instytucja odpowiedzialna za działania w zakresie wymiaru ludzkiego OBWE (prawa człowieka, praworządność, demokratyzacja, obserwacja wyborów, tolerancja i nie-dyskryminacja). Siedzibą Biura jest Warszawa. Biuro odpowiada za kontakt m.in. z Radą Europy i organizacjami pozarządowymi.

 

Sprawa zniesławienia prezydenta umorzona przez Sąd Najwyższy . JOLANTA HAJDASZ w PR 24: w ten sposób psujemy debatę publiczną

Sąd Najwyższy utrzymał we wtorek, 23 maja br.  kontrowersyjny wyrok, w którym umorzono sprawę pisarza Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy na Facebooku. To ostatecznie kończy sprawę wpisu, w którym – w kontekście wyborów prezydenckich w USA – Żulczyk nazwał prezydenta „debilem”. Portal PolskieRadio24.pl zwrócił się do SN z prośbą o uzasadnienie wyroku, ale jak poinformowano redakcję –  nie zostanie ono przygotowane. – To nie jest decyzja, która będzie dotyczyć  tylko tej jednostkowej sprawy – powiedziała dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w komentarzu dla Polskiego Radia.  Inni będą się na tę decyzję  powoływać.  W ten sposób psuje się debatę publiczną – powiedziała Jolanta Hajdasz. 

Oddalając we wtorek kasację prokuratury, w której śledczy chcieli uchylenia wyroku i ponownego rozpoznania sprawy, SN podkreślił, że Sąd Apelacyjny – wbrew twierdzeniom prokuratury – odniósł się do wszystkich zarzutów apelacji i prawidłowo przeprowadził kontrolę wcześniejszego orzeczenia. – Tylko nie tak, jak chciał tego prokurator – podkreślił sędzia Kazimierz Klugiewicz w apelacji. – Skoro można było nazwać  publicznie prezydenta jednym dosadnym słowem, to dlaczego nie mogą tego robić wobec siebie inni ? – pytała retorycznie w rozmowie z Przemysławem Goławskim dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. SN zaznaczył, że sądy uznają generalnie znieważające znaczenie słowa „debil”. – Jednocześnie sądy przyjęły, że w tych konkretnych okolicznościach, w tej konkretnej sprawie społeczna szkodliwość tego zachowania jest znikoma – uzasadnił sędzia Klugiewicz. Jak dodał, ta ocena jest według SN słuszna.

To bardzo ważne i precedensowe postanowienie sądu. Oznacza ono, iż można publicznie obrazić prezydenta państwa i nikomu za to nie spada włos z głowy – skomentowała wyrok dr Jolanta Hajdasz. – Pokazuje to jak bardzo przesuwają nam się granice krytyki. Psujemy sobie debatę publiczną. Jeżeli w ten sposób nie obrażamy głowy państwa, to gdzie jest ta granica i co podlega ochronie? – dodała. Sąd Najwyższy podzielił też pogląd, że na ocenę tej sprawy wpływa kontekst wypowiedzi Jakuba Żulczyka. – Sądy miały prawo tak orzec, chociaż gdyby SN orzekał jako sąd pierwszej instancji, być może rozstrzygnąłby inaczej. Sądy nie naruszyły przy orzekaniu ani prawa materialnego, ani podmiotowego – podkreślił sędzia.

Portal PolskieRadio24.pl zwrócił się z prośbą o uzasadnienie wyroku. „W odpowiedzi na Pana wniosek z dnia 24 maja 2023 r. uprzejmie informuję, że uzasadnienie postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 23 maja 2023 r. w sprawie o sygn. akt II KK 60/23 nie zostanie sporządzone” – czytamy. – W momencie, kiedy w ten sposób będziemy interpretować wszystko, to mamy chaos, deprecjonowanie języka i myślę, że to będzie ze szkodą dla debaty publicznej. Warto przynajmniej poznać uzasadnienie dla takiej decyzji, żeby sędziowie zwrócili dziennikarzom, czy osobom wypowiadającym się  publicznie, uwagę na coś, co być może im umyka – powiedziała dr Hajdasz.

W ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył sprawę Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy. Chodzi o wpis zamieszczony na Facebooku w listopadzie 2020 r., w którym – w kontekście wyborów prezydenckich w USA – Żulczyk nazwał prezydenta „debilem”.  Prokuratura domagała się dla pisarza pięciu miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych oraz przeprosin na Facebooku. Po wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze: „Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA”. Wpis ten skomentował pisarz Jakub Żulczyk:  Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak »nominacja przez Kolegium Elektorskie«. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA »obwieszczają« agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46 prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem – napisał na Facebooku Żulczyk.

Cała rozmowa red. Przemysława Goławskiego z Jolantą Hajdasz TUTAJ.

CMWP SDP w Budapeszcie na warsztatach o samoregulacji mediów

Wzmocnienie samoregulacji mediów w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej jest głównym tematem spotkania przedstawicieli organizacji dziennikarskich, jakie odbywa się w Budapeszcie 25 i 26. maja b.r. Biorą w nim udział przedstawiciele organizacji dziennikarskich z 11 krajów  m.in. Austrii, Belgii, Chorwacji, Czech, Węgier, Kosowa, Czarnogóry, Słowenii  i z Polski. Do udziału w spotkaniu zostało zaproszone CMWP SDP.  Reprezentuje je Michał Jaszewski, doradca prawny SDP.

Celem warsztatów  jest wymiana informacji i doświadczeń na temat samoregulacji mediów.  Uczestnicy dyskutują m.in. o głównych wyzwaniach związanych z zapewnieniem etycznego dziennikarstwa w swoich regionach i wymieniają informacje o doświadczeniach z już działającymi medialnymi organami samoregulacyjnymi w postaci np.rad prasowych . Podczas spotkania dyskutowano także w grupach tematycznych  także o możliwościach powstania nowych organizacji dot. regulacji w mediach w krajach, w których  one dzisiaj nie funkcjonują.  Organizatorem spotkania jest  Narodowe Stowarzyszenie Dziennikarzy Węgierskich (MÚOSZ).

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu red. Magdaleny Ogórek i red. Rafała Ziemkiewicza

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko skazaniu przez Sąd Okręgowy w Warszawie redaktor Magdaleny Ogórek i redaktora Rafała Ziemkiewicza za słowa użyte w 2019 r. w telewizyjnej audycji satyrycznej „W tyle wizji” emitowanej w TVP Info. Dziennikarze zostali skazani z art. 212 kk. i zgodnie z wyrokiem sądu mają zapłacić po dziesięć tysięcy złotych grzywny za rzekome zniesławienie psychoterapeutki i aktywistki Elżbiety Podleśnej. Wyrok jest prawomocny. CMWP SDP zapowiada wsparcie dziennikarzy, jeśli zdecydują się złożyć wniosek o kasację wyroku do Sądu Najwyższego.

Sąd Okręgowy w Warszawie 24 maja br. uznał red. Magdalenę Ogórek i red. Rafała Ziemkiewicza za winnych rzekomego pomówienia psychoterapeutki i aktywistki społecznej Elżbiety Podleśnej. Była ona jedną z osób, które zaatakowały publicystkę TVP Info red. Magdalenę Ogórek podczas wyjścia z siedziby stacji przy Placu Powstańców Warszawy 2 lutego 2019 r. po zakończonym programie „Minęła 20” w TVP Info. Red. M. Ogórek była jego współautorką i współprowadzącą. Napastnicy ubliżali dziennikarce TVP i usiłowali uniemożliwić jej odjazd sprzed biurowca kładąc się jezdni i blokując przejazd jej samochodu. Dziennikarze omawiając ten incydent kolejnego dnia w emitowanym na żywo satyrycznym programie „W tyle wizji” skrytykowali m.in. zachowanie psychoterapeutki, która brała udział w tym zdarzeniu. Sąd drugiej instancji (SO w Warszawie) utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia z grudnia ub. roku skazujący dziennikarzy. Sąd stwierdził w nim, iż red. Magdalena Ogórek i red. Rafał Ziemkiewicz przekroczyli granice dozwolonej krytyki, a ich zamiarem było ośmieszenie psychoterapeutki Elżbiety Podleśnej i innych osób biorących udział w protestach antyrządowych.

W ocenie CMWP SDP wyrok ten narusza zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, której podstawą jest swoboda wypowiedzi dziennikarza. Wymiar sprawiedliwości zignorował bowiem istotne aspekty sprawy mające wpływ na jej rozstrzygnięcie. Przede wszystkim Sąd nie wziął pod uwagę charakteru programu, w jakim doszło do rzekomego zniesławienia aktywistki i psychoterapeutki. To audycja satyryczna, emitowana na żywo, w której dziennikarze komentują spontanicznie najnowsze i najbardziej interesujące z ich punktu widzenia zdarzenia, a ich wypowiedzi ze względu na charakter programu są utrzymane w lekkim tonie i wyrażają ich subiektywny punkt widzenia często wykorzystując przy tym elementy ironii. W ocenie CMWP SDP inkryminowane wypowiedzi red. Ogórek i red. Ziemkiewicza spełniały to kryterium gatunkowe satyrycznej audycji telewizyjnej emitowanej na żywo. Warto przy tym zauważyć, iż poddane krytyce publiczne zachowanie aktywistki społecznej i psychoterapeutki w ocenie wielu osób jest kontrowersyjne, a nawet niezgodne z zasadami współżycia społecznego. Oczywistym jest, że ocena działań Elżbiety Podleśnej nie należy do Sądów rozpatrujących tę sprawę, ale karanie dziennikarzy za satyryczną krytykę prasową tejże publicznej działalności budzi zdecydowany sprzeciw. Jest rzeczą zdumiewającą i wyjątkowo bulwersującą, gdy w państwie prawa dziennikarz zostaje karnie skazany za ironiczne opinie, które głosi zgodnie z zasadami profesjonalizmu dziennikarskiego. Z racji wykonywanego zawodu ma on prawo do oceny i krytyki w mediach osób działających publicznie, a taką osobą staje się przecież także psychoterapeutka, która w czynny sposób bierze udział w publicznych protestach.

Skazanie dziennikarzy w procesie karnym skutkuje także niszczeniem wolnej debaty i godzi w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. CMWP SDP przypomina, iż zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, iż Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice. Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru. Ponadto zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność słowa dotyczy nie tylko prawa do informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale nawet tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące.

CMWP SDP stoi ponadto na stanowisku, iż orzeczona w tym wypadku dla redaktor Magdaleny Ogórek i redaktora Rafała Ziemkiewicza kara pieniężna to tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcja procesowa nakierowana na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie zarówno redaktorów M.Ogórek i R. Ziemkiewicza, jak i innych dziennikarzy, do podejmowania w mediach istotnej oraz wywołującej społeczne emocje tematyki politycznych konfliktów, ich przyczyn i przebiegu. Skazanie dziennikarzy powoduje bowiem tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect) dla całego dziennikarskiego środowiska, wielokrotnie negatywnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego. Jest to nie do pogodzenia z opartą na dążeniu do prawdy i prezentacji różnych punktów widzenia pracą publicysty, której istotą jest m.in. odwaga w poruszaniu trudnych, a nawet kontrowersyjnych tematów oraz ocena faktów, osób i ich działalności. Warto przy tym podkreślić, iż jest rzeczą powszechnie znaną, iż metody działań aktywistów społecznych takich jak Elżbieta Podleśna wywołują społeczne emocje, więc tym bardziej działając w interesie społecznym dziennikarze mają prawo wyrażać publicznie różne poglądy i opinie na ich temat, także w satyryczny i ironiczny sposób.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa 25 maja 2023

Donaldowi Tuskowi myli się polityka z dziennikarstwem. CMWP SDP komentuje dla PAP wypowiedzi szefa PO o mediach

Poglądy Donalda Tuska to filozofia funkcjonowania mediów III RP. Liderowi PO myli się polityka z dziennikarstwem i całkiem się gubi w rozróżnianiu tych dwóch dziedzin życia publicznego – powiedziała dla PAP dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP Jolanta Hajdasz.

22 maja 2023  Polska Agencja Prasowa zwróciła się do CMWP SDP z prośbą o komentarz do wywiadu Donalda Tuska dla portalu „Zawsze Pomorze”.  Publikujemy tę depeszę PAP. 

Polska Agencja Prasowa: Donald Tusk w opublikowanym 19 maja wywiadzie dla niezależnego portalu regionalnego „Zawsze Pomorze” powiedział: „oczekuję od mediów też krytycznego podejścia do rządzących, a nie do opozycji”. „Demokracja w Polsce jest zagrożona m.in. dlatego, że także niezależne media uważają, że dużo łatwiej skakać po opozycji niż po władzy” – ocenił, przypominając, że „jest dziennikarzem z zawodu”. „Nigdy nie zrezygnuję z tej filozofii, że wolne dziennikarstwo i wolne media są nie od tego, żeby polować na opozycję razem z władzą, tylko żeby razem z opozycją patrzeć władzy na ręce” – wyjaśnił i podkreślił, że „niezależnie od tego, kto rządzi, media są od tego, żeby kontrolować władzę, a nie opozycję”. Co Pani sądzi o tych opiniach?

Jolanta Hajdasz: W mojej ocenie Donaldowi Tuskowi myli się polityka z dziennikarstwem i całkiem się gubi w rozróżnianiu tych dwóch dziedzin życia publicznego. Przypomnę więc, że najważniejszym zadaniem mediów jest przekazywać prawdę o otaczającym nas świecie, a więc działać nie w interesie władzy, czy opozycji, ale społeczeństwa, wszystkich odbiorców mediów, których dobro powinno być zawsze na pierwszym miejscu w pracy dziennikarzy. Twierdzenie Donalda Tuska, że – cytuję – „wolne media są nie od tego, żeby polować na opozycję razem z władzą, tylko żeby razem z opozycją patrzeć władzy na ręce” – to dawno już skompromitowany pogląd, bo media nie są od polowania na kogokolwiek, bez względu na to, czy jest z opozycji, czy reprezentuje władzę. Media powinny przede wszystkim uczciwie i rzetelnie informować o wszystkim, co dzieje się wokół nas, a więc krytykować tych, którzy na to w ich ocenie zasługują i czasem pochwalić tych, którzy w ocenie danych mediów postępują prawidłowo. Nie ma znaczenia, czy są z opozycji, czy też nie. Pogląd Donalda Tuska to filozofia funkcjonowania mediów III RP, gdy w okresie transformacji ustrojowej i jeszcze w latach dwutysięcznych wmawiano nam, że „wolne” media muszą krytykować władzę, co wyjątkowo ochoczo realizowano, gdy władzę sprawowali politycy głoszący inne poglądy niż tzw. media mainstreamowe, np. za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego, gdy w przekazach ówczesnych mainstreamowych mediów trudno było znaleźć rzetelną relację z jego konferencji prasowych, wystąpień, czy inicjatyw. Poza tym Donald Tusk chyba zapomniał, iż jego ugrupowanie sprawuje władzę w wielu miastach, województwach oraz samorządach powiatowych i gminnych. Wątpię bowiem, by Donald Tusk postulował „polowanie na władzę” wraz z „wolnymi mediami” także w tych miejscach, gdzie aktualnie rządzi jego partia.

PAP: W tym samym wywiadzie przewodniczący PO zarzucił niezależnym mediom, że „za tak długie rządy PiS” ponoszą „współodpowiedzialność”. „Jeśli pytacie, dlaczego PiS tak długo rządzi, to jest też współodpowiedzialność mediów za to” – mówił. „Media pod kontrolą PiS-u robią to na zamówienie, a ostatki mediów, które są niezależne uważają, że to jest fajny sposób na symetryzowanie. Nie przyjmuję tego zarzutu, że PO licytuje się na socjal z PiS-em, bo staram się w tych bardzo trudnych okolicznościach szukać możliwie racjonalnych rozwiązań” – wyjaśnił, odnosząc się do części opinii w mediach, które odniosły się krytycznie do jego propozycji, by wprowadzić 800 plus szybciej niż chce to uczynić PiS. Czy pani zdaniem wolne media nie powinny symetrycznie traktować wszystkich ruchów i partii politycznych?

J.H.: Wolne i niezależne media powinny równo traktować wszystkich uczestników życia publicznego, w tym życia politycznego. Stawianie komuś zarzutu z tego, że samemu nie potrafi się wygrać wyborów, przez co inna parta rządzi za długo, jak to zrobił w w/w wywiadzie Donald Tusk, jest rozpaczliwym wręcz przyznaniem się do braku dobrych rozwiązań aktualnych problemów Polaków i dlatego trzeba szukać winnych wśród dziennikarzy i mediów. Formułowany pod adresem mediów zarzut, że to one odpowiadają za „tak długie rządy PiS” – to absolutnie błędny pogląd, bo to nie media wygrywają bądź przegrywają wybory. Tego np. uczy nas historia Polski, można mieć przecież wszystkie media po swojej stronie, jak PZPR w 1989 r. czy PO w 2015 r. i przegrać wybory. Wyborcy naprawdę potrafią myśleć samodzielnie i warto traktować ich poważnie, a nie jak bezwolne narzędzia w rękach mediów czy specjalistów od politycznego marketingu.(PAP)

autor: Grzegorz Janikowski

Dziennikarstwo i sztuczna inteligencja. CMWP SDP na XVII konferencji „Etyka mediów” w Krakowie

Czy sztuczna inteligencja jest zagrożeniem dla dziennikarstwa, jaka jest jej definicja , czy  „utwory” AI mogą być objęte prawami autorskimi i jak na nasze  dziennikarstwo wpływa pojawienie się chatu GPT w języku polskim  – to pytanie , na jakie szukali odpowiedzi uczestnicy sesji pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP podczas pierwszego dnia ogólnopolskiej konferencji „Etyka mediów ” na  Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie.  Sesji przewodniczyła dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP.  Sesja zgromadziła ekspertów, którzy omawiali aspekty etyczne, kwestie praw autorskich, jakość informacji oraz wpływ sztucznej inteligencji na dziennikarstwo, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego krajobrazu medialnego.

Przyjęcie szacunku dla godności osoby jako podstawowej zasady etycznej oraz poszanowanie godności każdego człowieka jako podstawowej zasady życia społecznego stanowią podstawowy i czytelny wyznacznik jakości dziennikarstwa oraz jakości życia społecznego. Respektowanie i realizowanie tych zasad jest nie tylko postulatem odpowiedzialnej pragmatyki życia społecznego, ale celem rzetelnej wiedzy służącej dobru człowieka i społeczności. We współczesnej przestrzeni medialnej obserwujemy z niepokojem wiele negatywnych zjawisk naruszenia godności człowieka poprzez kłamstwa, naruszanie dóbr osobistych, bezpodstawne oskarżanie, poprzez słowa i język niegodne człowieka, manipulację i nieuczciwość ocen i komentarzy – to przesłanie konferencji, których pomysłodawcą i głównym organizatorem jest ks. prof. dr hab. Michał Drożdż z UP JPII, a który w tym roku już po raz XVII przewodniczył tej konferencji.  Konferencja jest objęta patronatem honorowym Rektora Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie,  ks. dr hab. Roberta Tyrały, a patronat naukowy nad nią sprawuje Polskie Towarzystwo Komunikacji Społecznej.

W sesji pod patronatem CMWP SDP z referatami  wystąpili m.in. : prof. dr hab. Jerzy Gołuchowski, dr hab. Anna Musialik-Chmiel z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, dr hab. Anna Prusak  z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, dr hab. Paweł Kuca z Uniwersytetu Rzeszowskiego,  ks. dr Dariusz Raś  i dr Olimpia Górska z Uniwersytetu Papieskiego  Jana Pawła II w Krakowie oraz  dr Jacek Żurawski  z Telewizji Polskiej S.A. i Społecznej  Akademii Nauk w Warszawie.

Relacja na stronie głównej konferencji TUTAJ

oraz w mediach społecznościowych m.in na FB TUTAJ.

CMWP SDP na XVII konferencji „Etyka mediów” w Krakowie

„Dziennikarstwo wobec wyzwań AI” to tytuł sesji  pod patronatem CMWP SDP, jaka odbędzie się  w czasie tegorocznej XVII Konferencji Naukowej Etyki Mediów organizowanej przez Instytut Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej  Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.  Sesja odbędzie się w pierwszym dniu konferencji  czyli 17 maja br. Sesję poprowadzi dr Jolanta Hajdasz i dyr. CMWP SDP, wiceprezes SDP. 

Sztuczna inteligencja: upodmiotowienie maszyn – uprzedmiotowienie człowieka  to tytuł tegorocznej, już XVII edycji ogólnopolskiej konferencji naukowej „Etyka mediów” .  Co roku biorą w nim udział naukowcy zajmujący się szeroko rozumianą tematyką dotyczącą mediów praktyki i teorii komunikowania masowego.  Konferencja odbędzie się w Krakowie w dniach 17-18 maja 2023 roku. Jak piszą organizatorzy,  w tym roku w jej trakcie medioznawcy będą analizować z różnych perspektyw medioznawczych, między innymi, następujące problemy:  człowiek i maszyna – korelacja, sprzężenie zwrotne; badania funkcjonowania sztucznej inteligencji w przestrzeni komunikowania społecznego, czy platformy i firmy technologiczne w rozwoju i użytkowaniu mediów społecznościowych, kreatywność w sieci – narzędzia i aplikacje, oraz  e-dziennikarstwo – człowiek i booty, naturalne i sztuczne generowanie i dyfuzja treści, a także dziennikarstwo danych i archiwizacja współczesnych treści medialnych. Problematyka ta zawiera także aspekt etyczny, ponieważ funkcjonowanie maszyn i aplikacji informatycznych symuluje inteligencję naturalną człowieka, a działania człowieka stają się coraz częściej zdeterminowane przez sztuczną inteligencję algorytmów. W tym kontekście ujawnia się etyczny dylemat upodmiotowienia maszyn i uprzedmiotowienia człowieka.

Sztuczna inteligencja jest popularnym i częstym tematem zarówno dyskursu publicznego i przekazów medialnych, jak również dyskursu naukowego i badań medioznawczych. Pojęcie to sformułowane już prawie 70 lat temu przez Johna McCarthy’go, uległo z czasem semantycznej modyfikacji i bywa używane współcześnie nie tylko w poważnym i precyzyjnym naukowo ujęciu technicznego symulowania wybranych funkcji ludzkiego umysłu i zmysłów według reguł numerycznej algorytmizacji, ale także w kontekstach popularnych dyskusji i przekazów, w których obejmuje ono całość ukrytego i niekontrolowanego przez człowieka funkcjonowania maszyn i aplikacji. Dynamiczny rozwój technologiczny sprzyja procesom mediatyzacji komunikowania społecznego. Również komunikowanie medialne korzysta z tej dynamiki postępu technologicznego, wykorzystując funkcjonalność maszyn i aplikacji w procesach tworzenia i dyfuzji treści medialnych. Procesy te są możliwe dzięki coraz doskonalszym technicznie algorytmom i ich wykorzystaniu w aplikacjach informacyjnych, komunikacyjnych, mechanizmach gromadzenia i przetwarzania danych oraz ich udostępniania w otwartych i zamkniętych zasobach wiedzy i informacji. Rozwojowi technologii towarzyszy teoretyczna refleksja nad ich wpływem na człowieka i społeczność. Refleksja ta ma charakter interdyscyplinarny i dotyczy w dużej mierze wymiaru etycznego. Celem naszej Konferencji jest odkrywanie i badanie działań człowieka w medialnym świecie funkcjonowania algorytmów i sztucznej inteligencji oraz badanie obecności i funkcjonalności „inteligentnych” aplikacji informacyjno-komunikacyjnych w przestrzeni komunikowania społecznego. Jednym z ważnych problemów związanych ze sztuczną inteligencją jest korelacja i sprzężenie zwrotne działań człowieka z funkcjonowaniem maszyn.

Szczegółowy program konferencji jest TUTAJ.

Oświadczenie CMWP SDP w sprawie finansowania polskich mediów przez podmioty zagraniczne

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP z najwyższym niepokojem przyjmuje informacje o finansowaniu wybranych mediów w Polsce przez podmioty zagraniczne pod pretekstem wspierania „niezależności dziennikarskiej w Europie Wschodniej”. Szczególnie kontrowersyjnym przykładem działań tego typu są informacje o emisji obligacji na rzecz „wolności prasy w Europie Wschodniej” przez bank  społeczno–ekologiczny GLS z Niemiec.

3 maja br. portal dw.com, należący do niemieckiego nadawcy publicznego Deutsche Welle poinformował, iż największy, niemiecki bank społeczno–ekologiczny GLS z siedzibą w Bochun zdecydował się na wyemitowanie obligacji, których celem jest finansowanie mediów w Europie Środkowo – Wschodniej. Tym razem wartość tych obligacji wynosi 5 milionów euro, a Niemcy interesują się szczególnie dwoma krajami – Polską i Słowacją, publikacja zawiera bowiem informację, iż na emisji tych obligacji „skorzystają media w Polsce i na Słowacji”.

Wg niemieckiego, publicznego portalu „w niektórych krajach Europy Środkowej i Wschodniej media znajdują się pod presją prawicowo-konserwatywnych rządów”, a na przykład „na Węgrzech i w Polsce firmy powiązane z rządem przejęły udziały w wydawnictwach medialnych, aby wpływać na kształtowanie opinii zgodnie z partiami rządzącymi”. Obligacje na rzecz wolności prasy w Europie Wschodniej – jak pisze portal – mają więc zapewnić „pomoc dla zagrożonych mediów w tych krajach”. Poinformowano także, iż za emisją obligacji stoi holenderska firma Pluralis B.V., która pochodzi z niekomercyjnego Funduszu Inwestycyjnego Rozwoju Mediów (MDIF). Pomysł jest prosty – czytamy na portalu Deutsche Welle, inwestorzy mogą – dzięki zainwestowaniu swoich pieniędzy – przejąć „społeczną odpowiedzialność”, zapewniając „bezpieczeństwo finansowe niezależnym mediom w Europie Środkowej i Wschodniej” i umożliwiając tym samym dalsze „niezależne informowanie”( cudzysłowy – red. CMWP SDP). Jak poinformowano Pluralis określa docelową wielkość inwestycji w spółki medialne w Europie Środkowej i Wschodniej na 100 mln euro. Dziś mamy już razem 50 mln euro, również z pomocą obligacji GLS, które zostały wyemitowane pod koniec marca – informuje Max von Abendroth, senior advisor w firmie Pluralis. Europejski Fundusz Inwestycyjny Pluralis potwierdził, iż  zainwestował do tej pory 32 mln euro na Słowacji i w Polsce. Na Słowacji w Dom Medialny Petit Press, a w Polsce w Dom Medialny Gremi (właściciela dziennika Rzeczpospolita – przyp. CMWP SDP).  I szczególnie w Polsce będziemy jeszcze bardziej aktywni – dodał  Max von Abendroth.

W ocenie CMWP SDP finansowanie mediów przez nietransparentny podmiot zagraniczny jest zawsze wyjątkowo niepokojące, ponieważ ten, kto finansuje media kieruje się zawsze swoimi interesami, a jego cele nie są jasne i czytelne dla odbiorców tych mediów. W tym wypadku chodzi o wpływanie na opinie publikowane w mediach dystrybuowanych na terenie Polski pod pretekstem wspierania „niezależnych” mediów.

W przypadku emisji obligacji przez niemiecki bank za pośrednictwem firmy holenderskiej należy dostrzec, iż kraje te tworzą wygodny dla siebie kanał dystrybucji do Polaków treści zgodnych z własnym interesem narodowym.  Jest to szczególnie niepokojące i niebezpieczne w roku wyborów do parlamentu, w których ogromną rolę odgrywają media, a które odbędą się w br. w naszym kraju.  Ponadto miliony euro kierowane z zagranicy tylko do niektórych polskich mediów nie będą służyć wolności prasy, bo poza treściami które te media będą głosić zgodnie z poglądami swoich właścicieli, będą także psuć nasz rynek medialny. Wydawnictwa nie mające dostępu do takich łatwych i wielkich pieniędzy będą bowiem przez to słabsze finansowo i przez to będą sobie gorzej radzić np. w konkurencji na rynku reklamy, czy w Internecie. Podobnie było np. w latach 90-tych i wczesnych dwutysięcznych, gdy pozbawione jakiegokolwiek wsparcia polskie podmioty medialne nie były w stanie konkurować z wydawcami zagranicznymi, które bez żadnych ograniczeń i z wielokrotnie większymi funduszami działały w naszym kraju i przejmowały kolejne tytuły prasowe.

dr Jolanta Hajdasz

dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

Warszawa, 9 maja 2023

informacja z 3.05.23 TUTAJ.

 

Miasto Sopot przeciwko TVP3 Gdańsk. Relacja z rozprawy

Od 2018 r. w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, w XV Wydziale Cywilnym, toczy się proces przeciwko pozwanym red. Joannie Strzemiecznej-Rozen, byłej dyrektor TVP 3 Gdańsk oraz Jakubowi Świderskiemu, byłemu dziennikarzowi TVP 3 Gdańsk. Powodem jest Gmina Miasta Sopot w osobie Jacka Karnowskiego, który od 1998 r. pełni funkcję prezydenta tegoż ponad 32-tysięcznego nadmorskiego miasta. Ostatnia, dwunasta już rozprawa, trwająca ponad trzy godziny, odbyła się 28 kwietnia 2023 r. Kolejna została zapowiedziana na 19 września i wiele wskazuje na to, iż zakończy się ona odczytaniem wyroku. Sprawa jest objęta monitoringiem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Jej obserwatorem  jest red. Maria Giedz.

Przedmiotem sporu jest  emisja programów nadawanych przez TVP 3 Gdańsk od października 2017 r. do maja 2018 r. Chodzi o materiały, które ukazały się w programach: „W imieniu Sopocian”, „Forum Panoramy”, „Przegląd prasy polskojęzycznej”, oraz „Pomorze samorządowe”. Te publicystyczne materiały, częściowo autorstwa Jakuba Świderskiego lub jemu przypisywane przez władze Sopotu, ukazywały etapy renowacji i zagospodarowywania obiektów potocznie nazywanych „dworcem kolejowym” wraz z terenami do niego przyległymi, które tylko w niewielkim stopniu są owym dworcem. Gmina Sopot pozwała  re. Joannę Strzemieczną – Rosen i red. Jakuba Świderskiego  za przedstawienie przez TVP3 Gdańsk, jak twierdzi, nieprawdziwych informacji dotyczących wypadków na sopockich kąpieliskach oraz popadającego w ruinę byłego szpitala przeciwgruźliczego na Stawowiu (historyczna dzielnica Sopotu), mieszczącego się w zabytkowym zespole parkowo-pałacowym, do niedawna najpiękniejszym w Sopocie (obecnie prywatna własność), a także Centrum Haffnera. Na rozprawę stawił się powód, czyli prezydent Sopotu Jacek Karnowski wraz z pełnomocnikiem pozywającego mec. Moniką Nowińską-Retkowską. Pozwaną Joannę Strzemieczną-Rozen reprezentował mec. Wenanty Plichta. Stawił się też pozwany red. Jakub Świderski.  Sprawę prowadzi Sędzia Piotr Kowalski.

Podczas rozprawy kontynuowano przesłuchanie Jacka Karnowskiego. Pierwsza część przesłuchania prezydenta odbyła się 31 maja 2022 r. Tak długa przerwa między przesłuchiwaniami wynikała z bardzo częstych wyjazdów Karnowskiego poza granice Polski
m.in. do USA, gdzie jak wyjaśniała pełnomocnik Powoda, załatwiał sprawy samorządowe. Osobą zadającą pytania był pozwany Świderski. Formułowane do Powoda pytania były bardzo szczegółowe i opierały się na wielostronicowym pozwie Gminy Sopot. Na większość z nich Prezydent odpowiadał, że nie wie, nie pamięta, oraz że odpowiedź została zawarta w pozwie. Sędzia Kowalski często zgadzał się z Powodem, czyli prezydentem Karnowskim, który prosił o pomoc Sędziego, aby Pozwany zadawał proste pytania i go nie obrażał. Prosił też, aby Sąd pouczył Pozwanego o zadawanie istotnych dla Prezydenta pytań. Kilkakrotnie do przesłuchania włączała się mec. Nowińska-Retkowska, przypominając, że proces nie dotyczy prawa prasowego, tylko chodzi o obrazę dóbr osobistych.

Red. Jakub Świderski dopytywał się, dlaczego nie otrzymał żadnego pisma informującego go o żądaniu przeprosin przez Gminę. Nikt też z Gminy nie skontaktował się z nim, aby załatwić sprawę polubownie. Karnowski tłumaczył, że pisma wysyłano na adres TVP 3, gdyż w Gminie nie znany był adres domowy Jakuba  Świderskiego, chociaż ten mieszka w Sopocie, a nawet przez kilka
lat (2002-2006) był członkiem Rady Miasta Sopot. Świderski uważał, że można było wykonać do niego telefon, bowiem obaj panowie się znają, zamiast wysyłać pisma m.in. do Rady Etyki Mediów. Na jego adres prywatny wysłano jedynie pozew i w tym przypadku Gmina nie miała problemu ze znalezieniem tego adresu. – Pozew wysłano na adres domowy, bo takie są przepisy – wyjaśniał Karnowski. Zresztą to nie on wysyłał pisma, bo – mówił – nie jestem prawnikiem. Prezydent wielokrotnie podkreślał, że każdy materiał wyemitowany w Telewizji był łamaniem prawa. Jednocześnie nie przyjmował do wiadomości, że z nie wszystkimi materiałami prasowymi Jakub Świderski miał coś wspólnego. Na przykład w „Pomorzu samorządowym” zarówno wydawcą, jak i prowadzącym, a nawet uczestnikiem były zupełnie inne osoby. Jakub Świderski nie zajmował się też Centrum Haffnera. Karnowski kilkakrotnie podkreślał, że wszystkie  wyemitowane materiały są kłamstwem i że on nie pozwoli się zastraszać, a nawet próbował odmówić odpowiadania na pytania. Wyjaśnił tylko, że audycje te miały podtekst typowo polityczny, gdyż Świderski był kandydatem na prezydenta Sopotu i nie wiadomo czy jeszcze nim nie będzie. Kiedy Pozwany zapytał, dlaczego Gmina nie pozwała do sądu wydawcy „Pomorza samorządowego”, Karnowski odpowiedział, że o tym zadecydowali prawnicy i to oni lepiej wiedzą kogo pozwać. Jakub Świderski nie mógł zrozumieć, dlaczego owi prawnicy kierowali się brakiem konsekwencji i pozywali go, za to, że w jednym programie był wydawcą, w innym prowadzącym, a w kolejnym tylko uczestnikiem? Dlaczego on ma odpowiadać za scenariusz, którego nie zrobił, za wypowiedzi ludzi podczas sondy ulicznej…?

Poruszono też kwestię umieszczenia w jednym z programów herbu miasta Sopot. Zdaniem Karnowskiego było to obraźliwe dla miasta. Tylko, że herb pojawił się w kontekście fikcyjnej postaci Al. Karnolo związanej z mafią, której jak się okazało Świderski nie wykreował i nie miał z nią nic wspólnego. W pewnym momencie prezydent Karnowski zażądał od Sędziego powstrzymania pytań. Jednocześnie sam zadał pytanie Sędziemu, jaką otrzyma karę, jeśli opuści salę. Kiedy usłyszał, że żadną, to po kilku kolejnych pytaniach i stwierdzeniu, że Wysoki Sąd nie reaguje na rzekomo kłamliwe pytania Pozwanego wyszedł z sali rozpraw.

Redaktorowi Jakubowi Świderskiemu pytania najpierw zadawał Sędzia Piotr Kowalski. Prezydent Karnowski, zanim wyszedł chciał, aby Sąd odebrał od Świderskiego przysięgę, że będzie mówić prawdę. Sędzia uznał, że nie ma takiej potrzeby. Z odpowiedzi Pozwanego wynikało, że w materiałach przez niego przygotowywanych występował jedynie w roli dziennikarza, chociaż miał świadomość, iż przed laty był konkurentem Jacka Karnowskiego, chociaż nie jest związany z żadną partią polityczną. Jego zainteresowanie Sopotem wynikało z faktu, że zna to miasto. Mówił o szpitalu, który miał powstać w Sopocie w ramach przedwyborczych obietnic Karnowskiego, ale nie powstał, gdyż władze samorządu wojewódzkiego po latach niszczenia obiektu i braku zainteresowania nim ze strony Gminy sprzedały teren wraz z budynkiem. Miasto nie wyraziło chęci jego zakupu. Co do audycji, to Jakub Świderski wyjaśniał: – W programie „W imieniu Sopocian” byłem osobą prowadzącą. W „Forum Panoramy” pełniłem rolę wydawcy i to był program na żywo. Jako wydawca dałem prowadzącemu wskazówki ogólne, ustne zalecenia. A to prowadzący decydował o rozmówcach. Natomiast w programie na żywo ludzie mówią co chcą. W „Przeglądzie prasy polskojęzycznej”, teraz nie pamiętam jakie były pytania, ale tam byłem osobą występującą.

Jakub Świderski kilka razy podkreślał, że trudno mu odnieść się do czyichś wypowiedzi sprzed lat bez ponownego obejrzenia materiału. Poruszano też kwestię utonięć w morzu ludzi, którzy wchodzą do wody np. nocą po wypiciu alkoholu. Tym tematem zajmowały się też inne media, a nawet sam Prezydent wypowiadał się na ten temat, ale to właśnie Świderski został pozwany za uwypuklenie tego problemu.

W pozwie znalazł się też konflikt o Centrum Haffnera. Świderski twierdził, że Centrum się nie zajmował i nie ma z nim nic wspólnego, jednak Gmina jest innego zdania. Najbardziej spornym tematem okazało się zagospodarowanie centrum Sopotu wokół stacji kolejowej, która została obudowana obiektem obecnie w znacznym stopniu należącym do prywatnego właściciela. Zdaniem Świderskiego część mieszkańców Sopotu uważa, że gdyby Gmina nie przekazała prywatnemu właścicielowi budynków (20 tys. m sześć.) za dwa ronda i chodnik, to mogłaby na nich zarabiać, chociażby na podziemnym parkingu. W pozwie w tym przypadku wyraźnie wyartykułowano słowo „przekazała”. Nie była to przecież darowizna tylko transakcja wymienna – budynek za owe ronda, notabene, jak twierdził red. Świderski, prowadzące do parkingu, na którym zarabia inwestor. – Czy jest to dobry interes dla miasta? – pytał Jakub Świderski. Wyjątkowo spornym było słowo „dworzec”. Budynek jest prywatny, a jedynie znajdujące się w nim pomieszczenie z kasami oraz perony i dojście do nich należy do PKP. Jednak nie jest to budynek PKP. Nikt też nie zajmował się definicją dworca. – Nieuczciwość jest w tym, że miasto winno sobie zdać sprawę jaka jest to własność. Miasto winno na tym zarabiać, a nie dokładać, wynajmując powierzchnię od prywatnego właściciela – wyjaśniał Świderski. Dodał też, że ten proces, to kolejny element zwalczania go od 2007 r. jako konkurenta Karnowskiego.

Kolejną osobą zadającą pytania Świderskiemu był mec. Plichta. Wrócił temat utonięć i to utonięć po wypiciu alkoholu. Gmina uważa, że mówienie o tym w audycjach telewizyjnych odstrasza potencjalnych kuracjuszy i wczasowiczów, którzy rezygnują z przyjazdu do Sopotu, więc jest to szkodliwe dla miasta. Mec. Plichta poruszył też temat opłaty za przeprosiny. Gmina chce, aby przeprosiny znalazły się na pierwszej stronie „Rzeczpospolitej” i to pięciokrotnie w odstępach tygodniowych, na głównej stronie internetowej TVP Gdańsk przez miesiąc, a także na portalu Onet.pl przez 72 godz. Oświadczenia te mają być opublikowane w formie ogłoszeń w wytłuszczonych ramkach formatu 17 x 15 cm czarną czcionką o wielkości nie mniejszej niż 12 mm na białym tle na koszt pozwanych. Plichta zadał pytanie, czy Pozwany wie jaki będzie koszt takiego ogłoszenia. W odpowiedzi usłyszał, że co najmniej setki tysięcy złotych, a przy obecnej inflacji, to może i miliony. Mec. Plichta dopytywał się o relacje Świderskiego z Karnowskim. – Jacek Karnowski ma kompleksy wobec mnie – odpowiedział Jakub Świderski. Poniża mnie w miejscach publicznych, krzyczy. Kiedy chciałem przeprowadzić z nim wywiad, to krzyczał „Pan jest kłamcą” i uciekł. Trzy lata temu Radio Gdańsk zorganizowało spotkanie z mieszkańcami Sopotu. Chciałem zadać pytanie na temat zagospodarowania terenu pomiędzy Ergo Areną a morzem – ma tam powstać 500 lokali mieszkalnych. Karnowski podszedł do mnie i wyszarpywał mi mikrofon – zeznawał pozwany dziennikarz.  W pozwie zarzuca się Świderskiemu, że programami telewizyjnymi odstraszył inwestorów od inwestowania w Sopocie. Jednak jak podał Świderski, programy TV nie miały na to przełożenia. Nikt z tego powodu się nie wycofał. Nawet nie miało to odzwierciedlenia w innych mass mediach. Jedynie krytyczne uwagi ukazały się na portalu Gminy Sopot. Natomiast jeśli chodzi o mieszkańców Sopotu, to jedynym ich niezadowoleniem jest to, że program nie jest kontynuowany. Plichta przypomniał też, że do pozwu został dołączony wyrok karny z 2012 r., skazujący Świderskiego za zniesławienie Karnowskiego. Świderski wyjaśnił, że nie ma to nic wspólnego z publikowanymi w Telewizji materiałami, a kara dawno się skończyła. Natomiast okazało się, że Jacek Karnowski w 2015 r. również był karany, czyli został skazany za składanie fałszywych zeznań, o czym przemilczał. Sędzia Kowalski nie pozwolił kontynuować tego tematu.

Mec. Monika Nowińska-Retkowska, pełnomocnik Gminy Sopot również miała bardzo dużo pytań do Pozwanego. Dopytywała się w jakiej kadencji był radnym? W jakich pracował komisjach? Czy przedstawiał się jako sopocki działacz społeczny? W pewnym momencie na Sali sądowej wywiązał się spór o to czy dworzec kolejowy w Sopocie jest otwarty całą dobę. Świderski twierdził, że kasy są zamykane po godz. 19, natomiast Nowińska-Retkowska uważała, że dworzec jest czynny całą dobę, gdyż nie zamyka się wejścia na perony. Po raz kolejny pojawiła się konieczność zdefiniowania słowa „dworzec”, gdyż sklepy i inne instytucje w budynku potocznie zwanym dworcem w nocy są nieczynne. Ponadto pani pełnomocnik dopytywała, skąd wzięło się określenie, że jest to dworzec prywatny, skoro część kasowa oraz perony przynależą do PKP. Pani mecenas zadawała szczegółowe pytania dotyczące konkretnych słów wypowiedzianych podczas programów telewizyjnych. Świderski odpowiadał, że nie pamięta i aby sobie przypomnieć i odnieść się do nich musi je odtworzyć. Wrócił też temat utonięć. Nowińska- Retkowska chciała dowiedzieć się, czy Świderski był świadkiem takiego wydarzenia. Okazało się, że Pozwany widział „topielca”, chłopaka w wieku ok. 20 lat w stroju imprezowym i płaczących obok niego kolegów. Pani mecenas miała dużo pytań i nie wszystkie dotyczyły programów telewizyjnych, chociaż interesowało ją, w jaki sposób dobiera się wypowiadających jako publiczność oraz osoby do sondy ulicznej. Dziwiła się, że wśród wypowiadających się nie było przedstawicieli Gminy. Świderski zripostował, że nie ma żadnego klucza przy doborze wypowiadających się na ulicy, a co do przedstawicieli Gminy, to wielokrotnie byli zapraszani, ale nigdy nie byli tym zainteresowani.

Spór wynikł również w powoływaniu się na informację zamieszczoną na mapie dotyczącą europejskiej dotacji na sopocką inwestycję. Pełnomocnik twierdzi, że była to pożyczka, a dziennikarz, że dotacja, bo taka znalazła się na mapie. Po kilku godzinach owych przesłuchań Sędzia Piotr Kowalski zakończył te słowne „przepychanki” i zarządził kontynuowanie przesłuchania Pozwanego przez pełnomocnika Gminy Sopot, ale po przeglądzie materiałów prasowych w celu przypomnienia poruszanych tematów w owych programach. Odbędzie się to na kolejnej rozprawie we wrześniu 2023 r. Zostanie też wezwany świadek Jarosław Sulewski.

Umorzona sprawa przeciwko red. Krzysztofowi Załuskiemu oskarżonemu z art 212 kk. Dziennikarz miał wsparcie CMWP SDP

17 kwietnia 2023 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku  umorzył sprawę apelacyjną o zniesławienie z powództwa Henryka Jezierskiego,  właściciela wydawnictw motoryzacyjnych z Trójmiasta przeciwko red. Krzysztofowi Załuskiemu, dziennikarzowi oraz pisarzowi. Jest to  umorzenie warunkowe na okres jednego roku, ale nie ma mowy o skazaniu na jakąkolwiek karę trójmiejskiego dziennikarza. Zgodnie z decyzją oskarżonego dziennikarza  sprawa była objęta monitoringiem CMWP SDP  dopiero w  II instancji.   CMWP SDP  przesłało do Sądu opinię amicus curie w obronie skazanego dziennikarza 28 marca b.r. 

Sprawa toczyła się od połowy kwietnia 2021 r., po opublikowaniu 7 stycznia 2018 r. na portalu internetowym www.sdp.pl artykułu autorstwa Krzysztofa Załuskiego p.t. „Układ trójmiejski kontra repolonizacja”. Artykuł był felietonem, dotyczącym kwestii repolonizacji trójmiejskich gazet, będących ówcześnie w rękach niemieckich. Zajmował się strukturą własnościową prasy regionalnej. Znalazły się w nim dwa sformułowania dotyczące Henryka Jezierskiego, które według prywatnego oskarżyciela są nieprawdziwe, gdyż mają związek z podejrzeniem go o współpracę ze służbami bezpieczeństwa. Nazwisko Henryka Jezierskiego znalazło się tam niemal przypadkowo i nie miało znaczenia dla przedstawionego problemu. Jednak oskarżyciel prywatny, czyli Henryk Jezierski uznał, że ów tekst naruszył jego dobra osobiste. Dlatego skierował przeciwko dziennikarzowi pozew o zniesławienie w trybie art. 212 kk. Sprawę rozpatrywał  Sąd Rejonowy w Gdańsku – Południe,  II Wydział Karny, gdzie wydano nieprawomocny wyrok skazujący red. Załuskiego. Oskarżony Załuski złożył apelację do Sądu Okręgowego w Gdańsku. Od  wyroku  Sądu I instancji odwołał się także oskarżyciel.

Ponieważ sprawa toczyła się z wyłączeniem jawności, więc zgodnie z art. 364, par. 2 szczegółów  wyroku nie można podać. Wyrok nie zostanie też podany do publicznej wiadomości. Wiadomo tylko, że 17 kwietnia 2023 r. na ogłoszenie wyroku nie stawił się oskarżyciel prywatny, którym był Henryk Jezierski.

Sam wyrok składa się z kilku części. Ta najważniejsza, to że wyrok nie jest wyrokiem skazującym, bowiem jest to umorzenie warunkowe na roczny okres próbny. Jeśli red. Krzysztof Załuski zniesławiłby w publicznym materiale ponownie Henryka Jezierskiego, to sprawa powróci na wokandę. Natomiast w myśl art. 67, par. 3 kk Sąd nałożył obowiązek naprawienia szkody w formie nawiązki w wysokości 3 tys. zł, uznając, że owa kwota będzie wystarczająca jako rekompensata. Ponadto nałożył obowiązek opłaty skarbowej w wysokości 100 zł., za to uchylił koszty procesu. Co ciekawe nałożył też  opłaty na oskarżyciela Henryka Jezierskiego. Wyrok jest prawomocny.

Warto jednak przypomnieć, że do tego i kilkunastu innych procesów, w których dziennikarze zostali pozwani lub oskarżeni przez Henryka Jezierskiego nie doszłoby, gdyby Jezierski nie zechciał kandydować na członka Rady Programowej TVP Gdańsk i to niedługo po głośnej w środowisku trójmiejskim IPN-owskiej publikacji Daniela Wicentego „Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym” (wydanej przez IPN w Gdańsku w 2015 r.). Na dodatek Jezierski, ubiegając się o owe członkostwo w Radzie powołał się na rekomendacje Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Jednak Anna Dąbrowska, ówczesna prezes KSD, obecnie sekretarz Zarządu KSD zaprzeczyła, aby Stowarzyszenie udzieliło takiej rekomendacji Jezierskiemu – wynika to z zeznań procesu wytoczonego przez Jezierskiego innym dziennikarzom, m.in. Annie Dąbrowskiej. Wręcz uważała, że Jezierski samowolnie zgłosił swoją kandydaturę bez żadnych rekomendacji i bez wiedzy Stowarzyszenia. Oddział gdański  Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy  już wówczas był rozwiązany.  Oddział Gdański  KSD nie miał nigdy osobowości prawnej, więc  zgodnie z prawem rekomendację  mógł wydać wyłącznie Zarząd Główny KSD.

Na stronie 77  publikacji  Daniela Wicentego znajduje się zapis: „Henryk Jezierski – pracownik sekretariatu redakcji. Proponuje się pozostawić w zespole”. Do tego jest przypis nr 17: [Jezierski] „Zarejestrowany jako KTW (prawdopodobnie 27 IV 1988 r.), a następnie jako TW ps. „Jurek” przez Wydział III WUSW w Gdańsku (nr rej. 57968, nr arch. I-26134), wyrejestrowany 3 VII 1989 r. ze względu na „odmowę współpracy” (na podstawie wypisu z dziennika rejestracyjnego b. WUSW w Gdańsku; materiały nie zachowały się)”.

Na podstawie tego fragmentu publikacji IPN-u powstały materiały prasowe. Niestety tak się złożyło, że dokumenty IPN-u z lat 80. XX w. zostały zmikrofilmowane, a następnie w 2010 r. spalono je wraz z mikrofilmami, dlatego też w książce Wicentego brakuje wyraźnego potwierdzenia o współpracy Jezierskiego z SB. I rzeczywiście dzisiaj, mając do dyspozycji jedynie pustą teczkę Jezierskiego niczego nie można mu udowodnić. Jednak sprawa w Trójmieście nadal jest głośna właśnie przez te procesy. Istotnym jest również to, iż data odmowy współpracy z lipca 1989 r. wiąże się z sytuacją, jaka zaistniała w Polsce po zawarciu porozumień Okrągłego Stołu i zachodzącej w naszym kraju transformacji politycznej. Był to okres, w którym „tajni współpracownicy”, czy też „kandydaci na tajnych współpracowników”  Służby Bezpieczeństwa PRL masowo wyrejestrowywali się i niszczyli swoje dokumenty. Ponadto osoby, którym przypisywano współpracę z SB, zwłaszcza po 2010 r., kiedy wszystkie dokumenty zostały zniszczone, występowały do sądu w celu uzyskania „sądowego certyfikatu niewinności”. Zdarzało się też, że osoby te próbowały udowodnić, iż nie współpracowały z SB wnioskując o taką decyzję do IPN.

Henryk Jezierski otrzymał taką decyzję z IPN o nr 1041/OP/2019, wydaną w dniu 11 maja 2019 r., w której zaznaczono, że „nie był pracownikiem, funkcjonariuszem lub żołnierzem organów bezpieczeństwa państwa”. Jednak brakuje wyraźnego stwierdzenia, które posiadają np. osoby represjonowane, że był lub nie współpracownikiem SB. Zamieszczono tam jedynie informację, że w archiwum IPN „nie zachowały się dokumenty wytworzone przez niego lub przy jego udziale w charakterze tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji przez organy bezpieczeństwa państwa.”