SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Zeznawał Marek Król: „Mieli przyjść bez broni”

Druga w tym roku rozprawa przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi w sprawie dot. zabójstwa red. Jarosława Ziętary odbyła się  4 marca 2021 roku, w Sądzie Okręgowym w Poznaniu.  Wezwano czterech świadków, jednak do sądu przybyło tylko dwóch. Zdzisław  K. nie odebrał wezwania, a Monika P., przedstawiła zwolnienie. Jako pierwszy tego dnia zeznawał red. Marek Król. Dziennikarz został wezwany na świadka na wniosek prokuratora Piotra Kosmatego w związku z publikacją, jaka ukazała się w styczniu bieżącego roku na łamach Głosu Wielkopolskiego.

 

To rok 2011 okazał się przełomem w śledztwie dotyczącym losów nieżyjącego poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. W kwietniu tego roku po apelu szefów największych gazet w Polsce Prokuratura Generalna na nowo przeanalizowała sprawę i nakazała wznowienie postępowania ze względu na nowe, nieznane dotąd okoliczności. W czerwcu 2011 wznowione śledztwo i na krótko trafiło ono do prokuratury w Poznaniu. O przeniesieniu go do Krakowa zdecydował prokurator generalny, gdy z postępowania wyłączyli się poznańscy śledczy.

 

Przypomnijmy, że Jarosław Ziętara wyszedł do pracy 1 września 1992 roku i nigdy nie dotarł do redakcji Gazety Poznańskiej dla której pracował. Jego ciała do dziś nie odnaleziono, a za zmarłego został uznany sądownie w roku 1999. Krakowskie śledztwo w 2011 roku to już trzecia z kolei próba wyjaśnienia tragicznych losów dziennikarza. Dwa poprzednie, które toczyły się w Poznaniu w latach 90 -tych zostały umorzone. Dopiero krakowskie postępowanie zaowocowało zatrzymaniami osób, które, w przekonaniu prokuratora, odpowiadają za tę zbrodnię. I tak w 2014 roku zatrzymano: Aleksandra Gawronika oraz kilka tygodni później, dwóch żyjących ochroniarzy dawnej firmy Elektromis Mirosława R. pseudonim Ryba i Dariusza L. pseudonim Lala. Aleksandrowi Gawronikowi, uznanego w latach 90 -tych za jednego z najbogatszych ludzi w Polsce, zarzucono podżeganie do zamordowania  Jarosława Ziętary podczas narady latem 1992 roku na terenie holdingu. A ochroniarzom zarzuca się porwanie dziennikarza i przekazanie go zabójcom. Kim byli zabójcy do końca nie wiadomo, podobnie jak nie wiadomo gdzie jest ciało zamordowanego, choć według prokuratury szczątki Jarosława Ziętary zostały rozpuszczone w kwasie a pozostałości ukryte w różnych miejscach. Bez odpowiedzi jest także pytanie czy wskazano wszystkich zleceniodawców tego bestialstwa.

 

Proces objęty jest monitoringiem CMWP SDP, obserwatorem procesu jest red. Aleksandra Tabaczyńska.

 

Zeznania red. Marka Króla z 4.03.21 r. 

 

Trudno mi odpowiedzieć skąd znam Aleksandra Gawronika. Nasza redakcja tygodnika Wprost rozpoczęła swoją pracę w Poznaniu i ta znajomość z pewnością datuję się na początek lat 90. Na przełomie marca i kwietnia 1994 roku, Gawronik, już jako senator, odwiedził warszawski oddział redakcji Wprost na ulicy Ordynackiej. Odwiedził mnie, jak rozumiałem jako mediator i zaproponował spotkanie z Mariuszem Ś. Spotkanie miało dotyczyć artykułów ukazujących się we Wprost na temat banku Posnania, którego dysponentem był Mariusz Ś. Kapitał założycielski tego banku był fikcyjnie udokumentowany. Polegało to na tym, że wpisane były jako niezwykle wartościowe wille – PRLowskie klocki, które opiewały na duże sumy. Całe przedsięwzięcie było podejrzane, co potwierdził po dwóch miesiącach nadzór NBP i bank został zamknięty. Zdziwiło mnie, że spotkanie miało się odbyć w lesie. (…)

 

Po wizycie Gawronika spotkałem się z moimi zastępcami bagatelizując całą rozmowę. Jednak zdecydowano, że mam poinformować o tym zdarzeniu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Po godzinie zostałem wezwany do MSW i spotkałem się z ministrem Milczanowskim, który zaproponował mi ochronę BORu dla całej rodziny. Stwierdził także, że sytuacja jest poważna i nie powinienem jej bagatelizować. Nie byłem przekonany do tych środków. Padło jeszcze stwierdzenie, że władzy nie stać by kolejnemu dziennikarzowi stało się coś złego. Ponadto służby miały informację, że w Poznaniu w hotelu Merkury przebywa Rosjanin ze Specnazu specjalizujący się w zabójstwach na zlecenie.

 

Spotkanie w domu redaktora Króla

 

Krótko przed Wielkanocą 1994 roku, Aleksander Gawronik wspólnie z Mariuszem Ś. przyjechali do domu dziennikarza pod Poznaniem. „ Mieli przyjść bez broni, wchodząc podnieśli ręce do góry w geście pozwalającym na przeszukanie, ale nie zrobiłem tego.” Goście Króla mieli jednak broń, którą zostawili w samochodzie, a zauważyła ją córka redaktora, wówczas kilkuletnia dziewczynka, gdy wyprowadzała psy. W budynku stacjonowała już jednostka BOR, a sam dziennikarz został ubrany w kamizelkę kuloodporną.

 

– Gawronik i Mariusz Ś. niczego nie zauważyli. Nasze spotkanie było dość krótkie. Pamiętam niezwykłą uniżoność Gawronika wobec Mariusza Ś., którego ciągle nazywał „panem prezesem”. Mariusz Ś. do Gawronika zwracał się bezosobowo, na pewno nie “na pan”. Poza tym proponował mi zakup „Wprost” mówiąc, że dostanę tyle pieniędzy, że wystarczy dla mnie i dzieci do końca życia. (…) Ja się takiej propozycji nie spodziewałem. Sądziłem, że to będą naciski by powstrzymać dalsze publikacje na temat banku. Powiedziałem, zgodnie z sugestią szefa Bor, że to przemyślę.

 

Jednak to nie było jedyne spotkanie Króla i Ś. dotyczące tygodnika Wprost. Wkrótce doszło do kolejnego jednak tym razem nie było ono zaplanowane. Marek Król gościł ambasadora Izrael i pojechał na poznański Stary Rynek na uroczysty obiad. Za radą BORu, lokal wytypowano w ostatniej chwili. Poczęstunek odbył się w restauracji „Kresowa” na Starym Rynku.

 

Nagle pojawił się Mariusz Ś. ze swoimi ochroniarzami. Podszedł do naszego stolika, stanął za moim plecami i wulgarnie, często używając słów na „k”, domagał się sprzedaży tygodnika. Moja żona podeszła wtedy do funkcjonariuszy BOR i wskazała Mariusza Ś. Jak się okazało, oni nawet nie wiedzieli, jak on wygląda ponieważ nie mieli jego zdjęcia. Po chwili BOR wyprowadził mnie i rodzinę z restauracji sprzed której odjechaliśmy z piskiem opon. Niebawem zrezygnowałem z ochrony uznając, że jest kompletnie bezwartościowa.

 

Po zeznaniach red. Marek Król dopowiedział

 

Ja nie wiem czy Aleksander Gawronik i Mariusz Ś. prowadzili ze sobą interesy. Wiem tylko, że się znali, a podczas rozmowy w moim domu, Gawronik sprawiał wrażenie osoby bardzo podległej Ś. co mnie wtedy zaskoczyło. (…)

 

Dopytany przez prokuratora, czy minister powiedział, któremu dziennikarzowi wcześniej stała się krzywda? Marek Król odpowiedział:

 

–  To zastanawiające, ale nie padło z jego ust nazwisko dziennikarza. Mnie też nazwisko Ziętary nie przyszło wtedy do głowy. Moja dzisiejsza interpretacja jest taka, że wtedy to była wstydliwa sprawa dla ministerstwa, czyli fakt niewyjaśnienia zniknięcia Ziętary. W każdym razie w 1994 roku MSW bardzo poważnie brało pod uwagę, że jestem zagrożony

 

Marek Król stwierdził także:

 

– Panowała opinia, że Poznań jest miastem Ś. Nawet w jednej z lokalnych rozgłośni radiowych wybrzmiewały głosy oburzenia na Wprost, że tygodnik krytykuje człowieka, który daje prace tak dużej liczbie poznaniaków. Nie wiem czy później [ po spotkaniu ] pojawiały się jeszcze niekorzystne dla Elektromisu publikacje. Wiem jednak, że w tygodniku „Nie”, na który Ś. dał kapitał publikowano teksty na mój temat.

 

Na zakończenie Król podsumował „dziwi mnie, że państwowe organa ścigania nie podjęły żadnych działań w sprawie zagrożenia mojego życia skoro zapewnili mi ochronę.

 

Drugi świadek, Dariusz L., 49 letni funkcjonariusz, potwierdził, że zna Macieja B., gdyż realizował czynności polegające na przewozie gangstera. Nie pamiętał jednak czy doszło do sytuacji grożenia Baryle, ani nie przypominał sobie by w sposób niekontrolowany doszło do wyjęcia broni przez funkcjonariuszy. Zeznanie trwało kilka minut. Maciej B. to główny świadek oskarżenia w procesie przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi, odsiadujący dożywocie w innej sprawie.

 

Oskarżony Aleksander Gawronik nie miał żadnych pytań do Marka Króla ani nie odniósł się w żaden sposób do jego zeznań. Zabrał za to głos i wygłosił zapowiadane na poprzedniej rozprawie obszerne oświadczenie. Podstawą wypowiedzi stały się akta, a wśród nich akta więzienne zawierające notatki pracowników służby więziennej dotyczące Macieja B pseudonim Baryła. Notatki zostały uporządkowane datami począwszy od 29 stycznia 2001 roku, kiedy to B. został przyłapany przez służbę więzienną na zażywaniu amfetaminy i nadano mu status więźnia szczególnie niebezpiecznego tzw N. Gawronik przytaczał kolejne daty – ponad 40 – i czytał fragmenty notatek więziennych, które dotyczyły zachowań lub wypowiedzi Baryły. Celem oskarżonego jest zdyskredytowanie Baryły, poprze pokazanie jego stanu psychicznego i zachowań w więzieniu. Maciej B. podczas rozprawy sądowej w Zielonej Górze (w innej sprawie) zeznawał przeciwko byłemu wspólnikowi. Ta informacja rozeszła się w zakładzie karnym. Gawronik wywodzi z tego, że Maciej B. obawiając się współwięźniów, w tamtym czasie był osadzony w Rawiczu, jakby zamienił osobę/postać, którą obciążał w zeznaniach. Gawronik wyjaśnił, że za takie zeznania w więzieniu grozi bardzo surowa kara: pobicie, gwałt a nawet śmierć. W tamtym czasie zaczęło się w mediach robić głośno o sprawie Ziętary. Dlatego wkrótce przestał mówić on o swoim wspólniku, a zaczął o Elektromisie i oskarżonym. Miało to odwrócić uwagę od pogrążenia wspólnika. Gawronik twierdzi, że o takiej zamianie świadczą też fragmenty wypowiedzi Baryły, które są bardzo zbieżne jeśli chodzi o dobór użytych słów, a różnią się tylko nazwiskiem osoby oskarżanej. Ponadto narady podczas, której według prokuratury podżegał do zabójstwa Jarosława Ziętary, nigdy nie było. Oskarżając Gawronika, Baryła liczył, że dzięki temu szybciej wyjdzie na wolność. Z notatek służby więziennej i psychologów wynika, że dokonywał samookaleczenia, gdy w sprawie Ziętary nie przyjechali do niego policjanci. A gdy już złożył zeznania ws. dziennikarza, czuł się odprężony i w dobrym humorze. Był pewien, że szybko wyjdzie na wolność. Wychowawcy w Gębarzewie zgłosił, że do wyjścia potrzebuje dowód osobisty. Swoje oświadczenie Aleksander Gawronik przerwał na roku 2016 i będzie kontynuował jego odczytywanie na kolejnej rozprawie w maju.

 

Tekst i zdjęcia : Aleksandra Tabaczyńska

 

CMWP SDP w obronie red. Agnieszki Siewiereniuk-Maciorowskiej z Białegostoku

W związku z wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 4 września 2020 r.Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP   stanowczo protestuje i domaga się uniewinnienia red. Agnieszki Siewiereniuk-Maciorowskiej , której sprawa jest obecnie przedmiotem postępowania przed Sądem Najwyższym .  W ocenie CMWP SDP zaskarżony wyrok nie koresponduje z powszechnie przyjętymi standardami w zakresie wolności prasy, wyrażonymi m. in. w Konstytucji oraz w art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Bulwersujące jest także to, iż w czasie postępowania doszło również do nieuprawnionego ograniczenia prawa dziennikarki do sądu, wyrażonego w art. 54 ust. 1 Konstytucji, ponieważ w niniejszej sprawie nie nastąpiła prawidłowa kontrola orzeczenia sądu I instancji przez Sąd Apelacyjny. W związku z powyższym Sąd Najwyższy, w ramach sprawowanego nadzoru nad działalnością sądów powszechnych w zakresie orzekania (art. 183 Konstytucji RP), władny jest dokonać sanacji tego stanu rzeczy. 17 lutego br. stanowisko to CMWP SDP przesłało do Sądu Najwyższego w ramach monitoringu , jaką objęło to postępowanie.

 

Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska jest dziennikarką portalu Dzień Dobry Białystok (ddb24.pl ). Na jego łamach  w styczniu 2018 r. w artykule p.t. “Manipulacja i kłamstwo sposobem na życie. Czy tak działa OMZRiK oraz LPM?” odniosła się do “działalności” fundatora fundacji “Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych” Rafała Gawła. Został on skazany kilka lat wcześniej  przez sąd pierwszej instancji na cztery lata więzienia ( Sąd Apelacyjny obniżył karę do dwóch lat) , był bowiem  oskarżony o oszustwa i wyłudzenia na kwotę kilkuset tysięcy złotych. Jak informowały media m.in. portal Wirtualna Polska i Tysol.pl, pokrzywdzonymi byli właściciele firm, z którymi  Rafał Gaweł robił interesy, bank (220 tys. zł) czy Fundacja im. Stefana Batorego (107 tys. zł), z której wyłudził dotację na założenie Ośrodka. Na obniżenie wyroku miał wpływ fakt, że Rafał Gaweł zwrócił część otrzymanej dotacji, którą przeznaczył na prywatne cele.

 

Artykuł red. Agnieszki Siewiereniuk  z powodu którego została pozwana przez Fundację Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych jest tu : https://ddb24.pl/artykul/manipulacja-i-klamstwo/366699

 

Wyrok, o którym mowa jest następstwem postępowania cywilnego o ochronę dóbr osobistych, w którym red. Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska występowała jako powódka oraz pozwana wzajemnie (dalej „pozwana wzajemnie”) przez Fundację Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (dalej: „OMZRIK”). Pozwana wzajemnie wniosła do Sądu Apelacyjnego w Białymstoku apelację,  zaskarżając orzeczenie Sądu Okręgowego w części, zobowiązującej ją do opublikowania przeprosin. Sąd Apelacyjny uznał ustalenia Sądu Okręgowego za prawidłowe i skorygował jedynie sentencję przeprosin.

 

W związku ze skargą kasacyjną wniesioną od powyższego orzeczenia przez pełnomocnika pozwanej wzajemnie, Sąd Apelacyjny w Białymstoku wstrzymał jego wykonanie do czasu rozpoznania skargi przez Sąd Najwyższy. W skardze kasacyjnej pełnomocnik pozwanej wzajemnie podniósł zarzuty naruszenia prawa materialnego (art. 23 i 24 k.c. oraz art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego), jak również naruszenia przepisów postępowania mającego wpływ na wynik sprawy.

 

W tym miejscu wypada – czytamy w stanowisku CMWP SDP  – zwrócić uwagę na wynikającą z uzasadnienia wyroku konstatację Sądu Apelacyjnego, iż wyrok skazujący Rafała Gawła nie jest powiązany z OMZRIK i jej działaniem. Sąd nie wziął jednak pod uwagę, że Rafał Gaweł został skazany za przestępstwo związane z jego działalnością społeczną (oszustwo i  działanie na szkodę wierzycieli w stosunku do mienia znacznej wartości, za co wymierzono mu karę 2 lat pozbawienia wolności), mimo iż tenże Sąd sam to wcześniej wskazał w opisie stanu faktycznego sprawy. Nadto pozwana wzajemnie złożyła do akt dokument zawierający zeznania Rafała Gawła w których wskazał, że pełnił on funkcję prezesa OMZRIK, a z akt sprawy wynika również iż jest jej fundatorem. Powierzenie takiej osobie kluczowych, odpowiedzialnych funkcji w organizacji pozarządowej (fundator, przez dłuższy czas – prezes), umożliwiających zarządzanie, organizowanie zbiórek publicznych i dysponowanie pochodzącymi z nich środkami, jest bulwersujące. Wydaje się, że powinno to być zrozumiałe nie tylko dla Sądu Apelacyjnego, ale również dla każdego przeciętnego obywatela. W normalnej sytuacji można by oczekiwać, że OMZRIK odetnie się od działań osoby skazanej wyrokiem karnym i wyczerpująco wyjaśni sprawę opinii publicznej i darczyńcom. Nic podobnego jednak nie nastąpiło. W tym kontekście nie tylko surowa krytyka, ale wręcz oburzenie opinii publicznej powinno być zdrową i naturalną reakcją w prawidłowo funkcjonującym społeczeństwie. A wyraz opinii publicznej dają właśnie dziennikarze. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że CMWP nie opowiada się za niczym nieograniczoną wolnością wypowiedzi (czemu dawało niejednokrotnie wyraz w swoich stanowiskach). Trudno jednak zrozumieć, dlaczego – zarówno na gruncie szeroko ujmowanej judykatury, jak i w praktyce – powszechnie dopuszcza się operowanie w publicystyce i w działalności publicznej przesadą, groteską, prowokacją, często w drastycznych formach łamiących powszechnie przyjęte w naszym kręgu kulturowym normy, co też można było niejednokrotnie obserwować w ostatnich latach podczas różnego rodzaju protestów społecznych i towarzyszących im publikacji i polemik – a nie można dosadnie skrytykować fundacji, której fundator i (były) prezes okazał się przestępcą. Nie można zrozumieć, dlaczego red. Agnieszka Siewiereniuk miałaby przepraszać osobę, którą opisała w swoim artykule  zgodnie ze stanem faktycznym . 

 

Wyniki ustaleń oraz ocena materiału dowodowego dotyczącego tych samych faktów przez różne składy orzekające mogą się różnić, co jest do pewnego stopnia naturalne gdyż  wynika m. in. z konstytucyjnej zasady niezawisłości i niezależności sędziowskiej. Przyjmuje się zatem, że ocena dowodów powinna być swobodna (co nie znaczy arbitralna). Nie może ona jednak przeczyć regułom prawidłowego rozumowania, gdyż nie tylko stanowi to naruszenie odnośnych norm prawa procesowego, ale również może uchybiać powadze wymiaru sprawiedliwości. Tzw. „prawda sądowa” (formalna) nie może polegać na tworzeniu narracji sprzecznej z rzeczywistością, zwłaszcza gdy chodzi o kwestie niesporne, o których sąd powinien w tym przypadku mieć wiedzę z urzędu na zasadzie tzw. notoryjności sądowej, a na pewno z uwagi na dokumenty złożone do akt sprawy.

 

Odnosząc się natomiast do dokonanej przez Sąd Apelacyjny kwestii oceny działań  red. Agnieszki Siewiereniuk-Maciorowskiej jako dziennikarki, wypada stwierdzić, że publiczne analizowanie i rozstrząsanie na łamach prasy kwestii związanych z działalnością organizacji pozarządowych niewątpliwie należy do ustawowych zadań prasy, bowiem prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi  i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 Prawa prasowego). Jest rzeczą zrozumiałą, że działalność organizacji prowadzących działalność społeczną i gromadzących fundusze ze zbiórek publicznych powinna być w pełni transparentna, jako że ma służyć należytemu funkcjonowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Z założenia budzi więc zainteresowanie opinii publicznej, której wyrazicielami są m. in. dziennikarze. Tymczasem działania OMZRIK transparentne na pewno nie były, a wątpliwości pozwanej wzajemnie dotyczące tej kwestii okazały się w pełni uzasadnione, skoro fundator i prezes tej organizacji został skazany wyrokiem karnym. OMZRIK jest organizacją działającą publicznie, mającą własną stronę internetową i profil na serwisie Facebook, prowadzącą zbiórki publiczne. Bardzo mocno angażuje się ona w  sprawy światopoglądowe, a nawet religijne, stosując przy tym agresywny, piętnujący i „bezalternatywny” styl wypowiedzi. Podmiot stosujący takie metody powinien więc liczyć się z negatywnymi ocenami swojej działalności, w tym również z surową krytyką.

 

Od organizacji pozarządowej opinia publiczna ma prawo wymagać wręcz nieskazitelnego działania oraz odpowiedniej postawy etycznej. W postanowieniu z dnia 28 sierpnia 2003  r. (III KK 246/03 – OSNwSK 2003/1/1845) Sąd Najwyższy wskazał, że „zakres wolności słowa w sferze życia publicznego musi być szerszy niż w sferze prywatnej, zaś osoby uczestniczące w życiu publicznym muszą liczyć się z krytyką, gdyż świadomie i w sposób nieunikniony wystawiają swe słowa i działania na reakcje społeczeństwa. Krytyka jako wkład w formę debaty publicznej a zarazem kontrola osób sprawujących stanowiska publiczne jest niezbędna w demokratycznym państwie prawa”. Skoro zatem pojawiły się wątpliwości dotyczące OMZRIK, do zadań dziennikarzy – jako reprezentantów opinii publicznej – jak najbardziej należy wyświetlanie tego rodzaju spraw i przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska.  Niewątpliwie leży to w interesie społecznym, bowiem jednym z warunków prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego jest dostęp do informacji. Trudno więc zrozumieć, za co konkretnie red. Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska miałaby przepraszać OMZRIK. W tym kontekście zdecydowanie zasadny jest zarzut skargi kasacyjnej dotyczący naruszenia przepisów prawa materialnego (art. 23 k.c. w zw. z art. 12 ust. 1 pkt 1 prawa prasowego). Bowiem wadliwe było uznanie przez Sąd II instancji, że niewystarczające jest powołanie się przez red. Agnieszkę Siewiereniuk-Maciorowską na wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku II Wydziału Karnego z dnia 4 stycznia 2019 r., ozn. sygn. akt II AKa 179/16. Wyrok ten jest wiarygodnym (bo urzędowym) źródłem informacji co do działalności założyciela i Prezesa OMZRIK oraz w znacznej mierze potwierdza prawdziwość treści zawartych w opublikowanych przez dziennikarkę artykułach. W skardze kasacyjnej trafnie również wskazano, że Sąd II instancji nie rozpoznał zarzutów podniesionych w apelacji, co w konsekwencji doprowadziło do nieprzeprowadzenia właściwej kontroli instancyjnej zaskarżanego wyroku Sądu Okręgowego. Mając powyższe na uwadze, dokonana przez Sąd Apelacyjny ocena szczególnej staranności i rzetelności działania red. Agnieszki Siewiereniuk -Maciorowskiej pod kątem kryteriów określonych przepisami ustawy – Prawo prasowe, była nieprawidłowa.

 

Zgodnie z art. 14 Konstytucji, Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, natomiast w myśl art. 54 ust. 1 Konstytucji, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Również art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (EKPCZ) gwarantuje wolność wyrażania opinii. W wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 4 listopada 2014 r. (30162/10, Braun v. Polska, LEX nr 1532397) podkreślono, że wolność wypowiedzi, chroniona w art. 10 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, stanowi jeden z podstawowych fundamentów społeczeństwa demokratycznego. Podobnie  Sąd Najwyższy w wyroku z dnia  2 czerwca 2003  r. (III KK 161/03 – LEX nr 78847) wskazał, że „Przepis art. 10 EKPC, gwarantujący prawo do swobodnej wypowiedzi, jest w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka traktowany jako dający swobodę wszelkim rodzajom wypowiedzi wyrażających opinie i idee lub informacje, niezależnie od ich treści oraz podmiotu wypowiadającego się. Podnosi się przy tym, że głównymi aspektami tej swobody jest wolność prasy, stanowiąca warunek publicznej krytyki, jako swobodny element skutecznej demokracji.” Dlatego też trudno zrozumieć, w jaki sposób prasa ma realizować swoją funkcję, gdy krytyka publicznie działającej organizacji pozarządowej, zamiast zostać uznana za wykonywanie wolności powszechnie uznanej na gruncie prawa krajowego i międzynarodowego, zostaje uznana za niedopuszczalną.

 

Podsumowanie powyższych aspektów sprawy  prowadzi do wniosku, że zaskarżony wyrok nie koresponduje z powszechnie przyjętymi standardami w zakresie wolności prasy, wyrażonymi m. in. w Konstytucji oraz w art. 10 EKPCz. Doszło również do nieuprawnionego ograniczenia prawa dziennikarki do sądu, wyrażonego w art. 54 ust. 1 Konstytucji, ponieważ w niniejszej sprawie nie nastąpiła prawidłowa kontrola orzeczenia sądu I instancji przez Sąd Apelacyjny. W związku z powyższym Sąd Najwyższy, w ramach sprawowanego nadzoru nad działalnością sądów powszechnych w zakresie orzekania (art. 183 Konstytucji RP), władny jest dokonać sanacji tego stanu rzeczy.

 

dr Jolanta Hajdasz,  wiceprezes SDP
dyrektor CMWP SDP

 

Sporządził:
Michał Ł. Jaszewski
Doradca ds. prawnych

 

Warszawa, 17 lutego 2021 r.

 

CMWP SDP w europejskim badaniu pluralizmu mediów 2021

Po raz drugi Jolanta Hajdasz, dyr. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  została poproszona o wzięcie udziału w opiniowaniu Monitora Pluralizmu Mediów 2021 (Media  Pluralism Monitor 2021) w ramach Grupy Ekspertów. Pierwszy raz  było to w roku 2020 r.  Udział wiąże się z  zaopiniowaniem odpowiedzi na 16 pytań dotyczących wybranych wskaźników  pluralizmu mediów  w Polsce  poprzez platformę online oraz  krótkie odniesienie się do opisu danego wskaźnika, odpowiedzi zostały przesłane  w pierwszych dniach lutego b.r.

 

Monitor Pluralizmu Mediów stanowi narzędzie w badaniu pluralizmu mediów w krajach członkowskich w Unii Europejskiej. Jego celem jest zdiagnozowanie ryzyka dla pluralizmu mediów w takich obszarach jak pluralizm rynkowy, inkluzja społeczna, niezależność polityczna oraz ochrona wolności słowa, mediów, internetu. W latach 2014 i 2015, Centrum ds. Wolności i Pluralizmu Mediów przy Uniwersytecie Instytutu Europejskiego we Florencji  przeprowadziło pilotażowe zastosowanie narzędzia na grupie wybranych krajów. W 2016 i 2017 roku Centrum na zlecenie Komisji Europejskiej przeprowadziło pełny pomiar w ramach MPM we wszystkich krajach członkowskich EU i wybranych krajach sąsiadujących. W 2019 i 2020 roku narzędzie MPM zostało dostosowanie do zmian zachodzących w dynamicznie rozwijającym się środowisku komunikacyjnym.  Więcej na temat MPM 2020 można znaleźć pod linkiem http://cmpf.eui.eu/mpm-2020/.

 

Informacja na temat badania z roku 2020 i jego rezultatów TUTAJTUTAJ.

 

 

Apel CMWP SDP o wyjaśnienie zarzutów pracowników i byłych pracowników TVN

CMWP SDP apeluje o wyjaśnienie zarzutów pracowników i byłych pracowników telewizji TVN na temat łamania praw pracowniczych oraz niewłaściwych metod zarządzania stacją skutkujących m.in. działaniami o charakterze cenzury prewencyjnej.   Ze względu na pozycję telewizji TVN na polskim rynku medialnym oraz związane z nią oddziaływanie na społeczeństwo zarzuty te powinny stać się przedmiotem kontroli odpowiednich organów państwa nadzorujących media elektroniczne oraz instytucji zajmujących się przestrzeganiem w Polsce prawa pracy.  

 

1 marca b.r. grupa anonimowych pracowników TVN rozesłała do ponad 140 podmiotów list otwarty, zatytułowany „TVN GRUPA DISCOVERY – DESTRUKCJA.” Pismo to trafiło do redakcji głównych stacji telewizyjnych, radiowych, tytułów prasowych i serwisów internetowych w Polsce, a także do mediów amerykańskich. Wśród adresatów znaleźli się również przewodniczący i wiceprzewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, oraz szefowie największych w Polsce domów mediowych i firm audytorskich.

 

Jak poinformował m.in portal wirtualnemedia.pl  w  10-stronicowym liście opisano domniemane kulisy odejścia kilku osób z zarządu TVN, niedawnych zwolnień innych pracowników oraz okoliczności zaszczepienia się poza kolejnością przeciw koronawirusowi przez nieuprawnione do tego osoby m.in. z kierownictwa stacji, co wywołało w kraju tzw. aferę szczepionkową. W liście w bardzo złym świetle przedstawiono metody zarządzania kierownictwa telewizji, a także skrytykowano globalne władze właściciela telewizji TVN – koncern Discovery za brak reakcji na sygnały o nieprawidłowościach w polskim oddziale koncernu.

 

Równie poważnie brzmią zarzuty, jakie na swoim profilu na Facebooku opisał wobec swojego byłego pracodawcy Kamil Różalski, były operator telewizji TVN, który pracował w niej przez 23 lata. 27 lutego b.r. zarzucił nadawcy poważne naruszenia praw pracowniczych, zwłaszcza wobec grupy osób, które pod presją ze strony firmy musiały przejść z etatów na umowy cywilnoprawne. Według operatora w takiej formie związanych jest z telewizją TVN nawet 1,8 tys. osób, którzy przez nadawcę mają być traktowani jak „ludzie drugiej kategorii”, stając się wręcz ofiarami mobbingu. Biuro prasowe TVN Grupy Discovery odniosło się do zarzutów z w/opisanego listu w oświadczeniu, które pojawiło się na stronach portalu Wirtualnemedia.pl, w którym zapewnia, że „warunki zatrudnienia wszystkich osób wykonujących wolne zawody w ramach współpracy z telewizją TVN, w tym operatorów kamer, są zgodne z prawem”.

 

CMWP SDP zapewnia, że będzie monitorować ten spór między telewizyjnym nadawcą, a jego byłymi pracownikami pod kątem przestrzegania zasady wolności słowa i niezależności dziennikarskiej oraz praw pracowniczych.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 3 marca 2021 r.

 

List  anonimowych pracowników  jest tu:  List anonimowych pracowników TVN

 

Wpis operatora Kamila Różalskiego na FB : https://www.facebook.com/profile.php?id=100019576000947 

 

Informacja na ten temat : https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvn-pracownicy-zarzuty-list-cmwp-oswiadczenie  

 

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/katarzyna-kieli-do-pracownikow-tvn-anonimowy-list-niesprawiedliwe-nieprawdziwe-ataki-zmiany-sa-czesto-bolesne

CMWP SDP o akcji „Media bez wyboru” – cytowanie w środkach masowego komunikowania

Wiadomości TVP, TVP Info, Telewizja Republika, Polskie Radio 24, Radio Maryja, Radio Wnet, Radio Poznań, Radio Łódź  i Radio Gdańsk – to media, w których cytowano  wstępne stanowisko Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP na temat akcji protestacyjnej mediów pod hasłem “Media bez wyboru”.  Stanowisko to zostało także przedstawione w  mediach  branżowych jak press.pl i wirtualnemedia.pl  oraz zostało cytowane w mediach popierających  protest m.in. onet.pl i trójmiasto.wyborcza.pl. Emocjonalne rozhuśtanie jest bezzasadne, a porównywanie do stanu wojennego to nadużycie. Nie ma mowy o unicestwieniu mediów, niektóre będą miały mniejsze przychody, bo i tak będą one gigantyczne – powiedziała w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w rozmowie z  red. Tadeuszem Płużańskim w audycji “Temat dnia/Gość PR24″  13 lutego br.

 

Zdaniem gościa Polskiego Polskiego Radia 24 podatek powinien być wprowadzony. – Rynek reklam w Polsce jest ogromny i w dużej mierze dzielony przez 3-4 domy medialne, które zajmują się dystrybucją reklam do wszystkich mediów i z jakiś względów w bardzo uprzywilejowany sposób traktują media liberalne. Problemem jest to, że media, które mają najwięcej odbiorców w dużej część są własnością firm o zagranicznej rezydencji podatkowej i potrafią prawie wcale nie płacić w Polsce podatków. Nie dziwię się, że w czasach pandemii, widząc wielki transfer środków za granicę, rząd chce ten proceder ukrócić, by media solidarnie finansowany różne inicjatywy – powiedziała Jolanta Hajdasz.  Wyjaśniła przy tym, że tylko Facebook i Google mają 3 mld złotych środków z reklam w Polsce od których podatki nie są w naszym kraju w ogóle odprowadzane.  – Zagraniczna firma TVN tak może skonstruować bilans, że płacone podatki są niskie – w ciągu ostatnich 4-5 lat było to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Tymczasem to medium ma ponad 1,3 mld złotych przychodu z reklam. Podatek jest sprawiedliwy, trzeba się nad tym projektem pochylić, przeprowadzić kwotowe symulacje, by nie zaszkodzić najmniejszym mediom. Idea jest słuszna –  tłumaczyła dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

 

Pod hasłem “Media bez wyboru” najwięksi prywatni nadawcy radiowi, telewizyjni i internetowi ogłosili w środę strajk i przez cały dzień nie nadawali swoich programów. Do tej akcji odniósł się również w orędziu marszałek Senatu Tomasz Grodzki, który porównał środowy poranek do wybuchu stanu wojennego. Jolanta Hajdasz podkreśliła, że te słowa pokazują rzeczywiste intencje akcji “Media bez wyboru”. – Emocjonalne rozhuśtanie jest bezzasadne, a porównywanie do stanu wojennego to nadużycie. Nie ma mowy o unicestwieniu mediów, niektóre będą miały mniejsze przychody, ale i tak będą one gigantyczne. To są biznesy o wielomilionowych obrotach, o takich pieniądzach przecięty Polak nawet nie śni. Podatek od reklamy wiele w tym względzie nie zmieni. Telewizja TVN zamiast wywieźć z Polski 500 mln, wywiezie 400 mln złotych. Nikomu w zakresie wolności słowa nic się nie stanie – tłumaczyła Hajdasz. Zwróciła również uwagę, że wyższym podatkiem mają być obciążone zwłaszcza reklamy produktów z cukru i suplementów diety, które często mają szkodliwy wpływ na zdrowie.

 

Cała wypowiedź w Polskim Radiu  jest TUTAJ.

 

Pozostałe materiały dziennikarskie:

https://wiadomosci.tvp.pl/51915455/11022021-1930

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wpolityce-pl-sieci-gazeta-polska-do-rzeczy-przeciw-mediom-bez-wyboru-sakiewicz-od-dzis-popieram-dwa-razy-wiekszy-podatek

CMWP SDP: Akcja „Media bez wyboru” – obroną interesów właścicieli prywatnych mediów

https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/media-bez-wyboru-stowarzyszenia-branzowe-za-protestem-mediow-wyjatkiem-sdp/tvlfy46,79cfc278

https://www.polskieradio24.pl/130/5925/Artykul/2679155,Jest-sprawiedliwy-a-idea-sluszna-Jolanta-Hajdasz-o-podatku-od-reklam

https://www.portalsamorzadowy.pl/polityka-i-spoleczenstwo/cmwp-sdp-akcja-quot-media-bez-wyboru-quot-obrona-interesow-wlascicieli-prywatnych-mediow,254553.html

https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,26777891,dzien-bez-tvn-u-bezcenne-radosc-rzecznika-solidarnosci.html

https://www.radiolodz.pl/posts/67507-media-bez-wyboru-protest-o-podatki-czy-o-wolnosc-slowa

https://www.press.pl/tresc/64836,stowarzyszenia-branzowe-za-protestem-mediow_-wyjatkiem-sdp

https://www.press.pl/tresc/64850,radio-prezesa-sdp-przeciw-podatkowi-od-reklam_-a-cmwp-sdp-przeciwko-protestowi

CMWP SDP na temat akcji protestacyjnej „Media bez wyboru”

W związku z licznymi  zapytaniami  dziennikarzy o stanowisko CMWP SDP w sprawie dzisiejszej akcji „Media bez wyboru” informujemy, iż  w ocenie CMWP SDP jest ona działaniem skierowanym na obronę interesów właścicieli prywatnych mediów przed nałożeniem na nich nowego podatku od wpływów reklamowych, ale  na obecnym etapie prac legislacyjnych nie można jednoznacznie przewidzieć, w jaki sposób proponowane regulacje wpłyną  na realizację zasady wolności słowa w naszym państwie.

 

Projekt tej ustawy został przedstawiony w pierwszych dniach lutego (nosi datę 1.02.21 , jest dostępny tu:  Projekt_ustawy o podatku od reklam). Obecnie jest na wstępnym etapie konsultacji, nie został jeszcze przyjęty przez Radę Ministrów. CMWP SDP podda go analizie prawnej oraz przedstawi swoje oficjalne stanowisko na jego temat, gdy rozpocznie się  proces legislacyjny w Parlamencie.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 10 luty 2021 r.

Protest CMWP SDP przeciwko cenzurowaniu angielskojęzycznego konta IPN przez Facebook – aktualizacja

9 lutego br. w godzinach popołudniowych Facebook odblokował profil IPN z postem dotyczącym niemieckich zbrodni na polskich dzieciach. Po interwencji władz państwowych, wielu instytucji publicznych, w tym Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP oraz mediów i akcji społecznej Facebook, po czterech dniach odblokował anglojęzyczny profil IPN z postem dotyczącym niemieckich zbrodni na polskich  dzieciach.

 

Po interwencji władz państwowych, wielu instytucji publicznych, mediów oraz masowej akcji społecznej Facebook, po czterech dniach odblokował anglojęzyczny profil IPN z postem dotyczącym niemieckich zbrodni na polskich dzieciach. Instytut Pamięci Narodowej dziękuje wszystkim osobom, instytucjom oraz mediom, które stanęły w obronie wolnego słowa. Mamy nadzieję, że dzięki temu wsparciu oraz refleksji właścicieli i menadżerów Facebooka, te standardy nie będą już więcej przez portal łamane” – czytamy w komunikacie na stronie IPN.

 

Facebook potwierdził, że rzeczywiście doszło do blokady konta. Jak przekazał serwis społecznościowy, powodem była zła interpretacja postu jakiej dokonały automatyczne narzędzia, które błędnie uznały, że post IPN narusza politykę portalu dotyczącą niebezpiecznych osób i organizacji. Jak informuje portal tvp.info.pl Facebook przeprosił za zaistniałą sytuację.

 

Protest CMWP SDP  w tej sprawie jest TUTAJ.

Protest CMWP SDP przeciwko cenzurowaniu angielskojęzycznego konta IPN przez Facebook

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko  zablokowaniu  angielskojęzycznego konta Instytutu Pamięci Narodowej na portalu Facebook z powodu  publikacji  postu  dot. niemieckich planów germanizacji polskich dzieci w czasie II wojny światowej.  Post był opublikowany  15 maja 2020 r., konto zostało zablokowane  6 lutego b.r.  Działanie takie jest naruszeniem zasady wolności słowa . CMWP SDP apeluje o zaniechanie takich działań i przywrócenie funkcjonowania angielskojęzycznego konta IPN  na Facebooku. 

 

Jak informuje IPN materiał został opublikowany w 80. rocznicę powstania (datowanego na 15 maja 1940) dokumentu „Einige Gedanken über die Behandlung der Fremdenvölker im Osten” („Kilka myśli o traktowaniu obcoplemieńców na Wschodzie””) Heinricha Himmlera, który był wstępną instrukcją akcji germanizacyjnej. IPN określa ten dokument jako „instrukcję porywacza”, zainspirowaną teoriami Walthera Darrégo, ministra Rzeszy ds. żywności i rolnictwa, którego ideologia rasowa „Blut und Boden” („Krew i gleba”) położyła podwaliny pod program denacjonalizacji. W latach 1940–1945 III Rzesza wywiozła z podbitych ziem setki tysięcy nieletnich, ponieważ Niemcy poszukiwali dzieci nadających się do germanizacji.  W sumie  akcja germanizacyjna objęła około  200 tys. polskich dzieci, po wojnie odnalazło się tylko 30 tys.

 

Ta sprawa to  kolejny przypadek zablokowania materiałów historycznych IPN na portalu Facebook. W połowie stycznia Facebook  zablokował możliwość zagranicznej promocji filmu o niemieckim obozie przy ul. Przemysłowej w Łodzi, do którego w latach 1942–1945 trafiło ok. 3 tys. polskich dzieci.

 

CMWP SDP przypomina, iż wolność słowa należy do podstawowych zasad  demokratycznego państwa prawa. W Polsce jest ona zagwarantowana przez art. 54 ust. 1 Konstytucji. Poświadczają ją również wiążące Polskę akty prawa międzynarodowego. Wolności wypowiedzi dotyczy art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności i art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej . Także Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19 zapewnia „swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami”. Po raz kolejny  przedstawiciel mediów społecznościowych w Polsce stawia się ponad obowiązującym prawem  i blokuje dyfuzję treści popularyzujących istotne elementy polskiej historii współczesnej.

 

Ze względu na powszechność serwisu społecznościowego Facebook działanie takie ma charakter cenzury czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność swobodnego wyrażania myśli i przekonań. Jest to nieuzasadnione naruszenie zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa. CMWP SDP apeluje o zaniechanie takich działań i przywrócenie swobodnego funkcjonowania na Facebooku angielskojęzycznego konta IPN.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa , 8 luty 2021 r.

 

Więcej na ten temat w wywiadzie dyr. Oddziału IPN w Łodzi dra hab Dariusza Roguta dla PAP  TUTAJ 

oraz na stronie  IPN TUTAJ.

Protest CMWP SDP przeciwko blokadzie kanału PCh24 TV na platformie YouTube

CMWP SDP z oburzeniem przyjmuje blokowanie publikacji treści na kanale PCh24TV przez platformę You Tube i apeluje o wstrzymanie takich  arbitralnych decyzji w przyszłości. Zdaniem Redakcji PCh24.pl blokada dotyczyła niepublikowanych wcześniej treści związanych z filmem dokumentalnym „Ich prawdziwe cele” poświęconego tematyce LGBT. Ze względu na powszechność serwisu internetowego YouTube działanie takie ma charakter cenzury czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność swobodnego wyrażania myśli i przekonań. Jest to nieuzasadnione naruszenie zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa.

 

Jak informuje portal PCh24.pl, 2 lutego b.r. kanał telewizji internetowej PCh24TV, której wydawcą jest Stowarzyszenie im. Ks. Piotra Skargi, otrzymał ostrzeżenie o decyzji usunięcia materiałów związanych z filmem „Ich prawdziwe cele”, z powodu „naruszenia wytycznych dla społeczności”. Film ten ukazuje społeczno-polityczne motywy działalności organizacji LGBT. W pierwszym komunikacie wskazano, że z racji tego, iż blokada taka ma miejsce po raz pierwszy, na konto portalu nie zostaną nałożone żadne kary. Ostrzeżenie otrzymasz tylko raz i pozostanie ono na twoim kanale – napisano do redakcji portalu PCh24.pl. Po tym komunikacie administratorzy platormy You Tube zmienili jednak zdanie i na kanale pojawił się drugi komunikat informujący tym razem o blokadzie konta na siedem dni. Nie możesz przesyłać filmów, publikować postów ani publikować na żywo przez tydzień – napisano. Jest to pierwsze z trzech ostrzeżeń, drugie potrwa 2 tygodnie, a trzecie ostrzeżenie skutkuje usunięciem całego kanału. Po 7 dniach kanał telewizji PCh24Tv  na platformie YouTube został przywrócony, ale kontrowersyjny mechanizm blokady cenzorskiej był faktem.

 

CMWP SDP przypomina, iż usuwanie treści z portali społecznościowych bez wskazania konkretnych przykładów naruszenia regulaminu serwisu i bez realnej możliwości szybkiego odwołania się od tych decyzji narusza zasadę wolności słowa demokratycznego państwa. Jest to działanie przeciwko wolności słowa i przeciwko wolności mediów. Należy przy tym podkreślić, że cenzura prewencyjna jest w Polsce konstytucyjnie zakazana i jest niedopuszczalna także w świetle Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, co wielokrotnie potwierdzał Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 5 luty 2021 r.

 

Więcej na ten temat : https://www.pch24.pl/ich-prawdziwe-cele

https://www.pch24.pl/nasza-odpowiedz-na-blokady-youtubea–pch24tv-z-wlasna-platforma-,81830,i.html

https://www.pch24.pl/wracamy-po-banie–i-to-z-niespodzianka–ogladaj-nasz-program,81821,tv.html

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Nowe zeznania Macieja B. „Baryły” w procesie Aleksandra Gawronika

Mariusza Ś. nie będę obciążał. To jest proces Gawronika, a nie Ś. – oświadczył Maciej B., pseudonim “Baryła”. Sędzia Jacek Bytner dopytał, a jaka jest prawda? – Na dzień dzisiejszy nie pamiętam – odpowiedział . Kolejna rozprawa w Sądzie Okręgowym w Poznaniu dotycząca zabójstwa red. Jarosława Ziętary miała emocjonujący przebieg. Proces, w którym oskarża się Aleksandra Gawronika o pomocnictwo i podżeganie do morderstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary, wznowiono po rocznej przerwie. 29 stycznia 2021 roku przed sądem stawili się: oskarżony wraz z obrońcą, prokurator Piotr Kosmaty, oskarżyciel posiłkowy Jacek Ziętara, brat nieżyjącego dziennikarza oraz biegły sądowy, który ma ocenić wiarygodność zeznań głównego świadka oskarżenia Macieja B. ps. Baryła. Sprawę obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, które reprezentuje red. Aleksandra Tabaczyńska

 

Tego dnia zeznawał tylko Maciej B. , którego przywieziono pod eskortą policji, tak jak w poprzednich rozprawach, gdyż odsiaduje on wyrok dożywotniego więzienia. Sąd przychylił się do prośby świadka i wydał zgodę na zdjęcie kajdanek. Obrońca oskarżonego mecenas Paweł Szwarc wystąpił z wnioskiem, aby usunąć pełnomocnika „Baryły” oraz by ten nie korzystał z żadnych notatek. Tu warto też wyjaśnić, że Maciej B. nie był bezpośrednio na sali rozpraw tylko zeznawał z sąsiadującego pomieszczenia oddzielonego bardzo dużą szybą. Był widoczny, tak jak i jego pełnomocnik oraz pilnujący go funkcjonariusze. Sąd nie przychylił się do wniosku obrony, a pełnomocnika poproszono jedynie by usiadł w większej odległości od świadka i nie pokazywał posiadanych ze sobą dokumentów. To już czwarta rozprawa w tym procesie, w której zeznaje Maciej B.

 

Rozprawa

 

Odtworzono dwa nagrania. Jedno zawierało zeznania Macieja B., a drugie to eksperyment procesowy. Oba nagrania pochodzą z 2012 roku i oba przeprowadzono w obecności prokuratora Piotra Kosmatego. Eksperyment polegał na przejeździe wraz ze świadkiem czterech przystanków: I i II przy Ogniku, tam gdzie były biura Elektromisu, III ul. Kolejowa miejsce zamieszkania Jarka Ziętary, IV ul. Wołczyńska – magazyny Elektromisu.

 

Maciej B. potwierdził swoje zeznania z 2012 roku i zeznał, że w 1992 roku, jako 20-latek, wykonywał różne brudne zlecenia dla Elektromisu i osobiście słyszał, jak Gawronik podczas wizyty w Elektromisie nalegał na „zajeb...” niewygodnego dziennikarza. Samego porwania i zabójstwa Baryła nie widział. Potwierdził swoją wiedzę ze słyszenia, że Jarosława Ziętarę porwali ochroniarze z Elektromisu, a zabili Rosjanie, którzy przyjechali z oskarżonym. Sędzia zwrócił uwagę, że w różnych swoich zeznaniach świadek opowiadał, że Aleksander Gawronik był głównym zleceniodawcą, ale padało także nazwisko szefa Elektromisu Mariusza Ś. – Dlaczego zeznaje pan o Aleksandrze Gawroniku, a nie zeznaje pan o Mariuszu Ś., który miał uczestniczyć w naradzie w Elektromisie? Czy są jakieś osobiste powody, że nie chce pan mówić?– dopytywał sędzia.

 

Nie powinienem mieć skrupułów, bo Mariusz Ś. po swoim zatrzymaniu w 1980 roku, jak to się mówi w żargonie, rozpruł się. Posprzedawał wtedy swoich kolegów, mówiąc kolokwialnie. Nie chcę jednak o nim mówić. Dzisiaj nie pamiętam. Może mi się przypomni. – odpowiedział B. A tak Maciej B. tłumaczy zmienność swoich zeznań. – Na przesłuchaniach w prokuraturze nie zawsze dobrze się czułem. Byłem czasami pod wpływem leków. Ale prokurator Kosmaty nigdy nie sugerował mi, co mam zeznawać. Mówiłem swobodnie. A gdy twierdziłem kilka lat temu, że manipulowano moimi słowami, to mówiłem tak, by odegrać się na prokuraturze i policjancie. Obiecywali mi, że dostanę prawo łaski i wyjdę z więzienia, a tak się nie stało. Obrońca Aleksandra Gawronika dopytywał, jak to jest możliwe, że mając własnych ochroniarzy, Gawronik wysyłał nieswoich podwładnych, czyli ochroniarzy Elektromisu, by porwano Ziętarę. Jednak tej kwestii nie wyjaśniono podczas piątkowej rozprawy, a “Baryła” stwierdził – Pan tak to zrobił, że ze 100 osób wiedziało o tym. Wszyscy wiedzieli, ale nikt długo nie mówił, bo się pana bali.

 

Konfrontacja Aleksander Gawronik – Maciej B.

 

Po zakończeniu odtwarzania nagranych zeznań Macieja B. nastąpiła swego rodzaju polemika między “Baryłą”, a Gawronikiem. Oskarżony wypytywał jakiej wielkości był znaleziony w mieszkaniu Jarosława Ziętary aparat do mikrofilmów i same filmy. W 1992 roku, Maciej B. wraz z Dariuszem L. ps. Lewy wtargnęli do mieszkania dziennikarza przy ul. Kolejowej w Poznaniu i zabrali znalezione tam filmy i aparaty. Maciej B. stwierdził, że aparat był wielkości zapalniczki a filmy „małego palca”. – Świadek kłamie i najgorsze jest to, że musimy tego słuchać – wybrzmiało na sali z ust Gawronika, który chcąc zdyskredytować Macieja B. przyniósł do sądu sprzęt fotograficzny, oświadczając, że dostał go z muzeum, od kustosza. – Aparat na mikrofilmy, w tamtym okresie, był znacznie większy – przekonywał Aleksander Gawronik kładąc aparat na stole sędziowskim. Następnie podszedł do okna, przez które Maciej B. zeznawał i pokazał również świadkowi.

 

Pan pokazuje niemiecki aparat, używany do rejestrowania wypadków drogowych. To nie jest aparat na mikrofilmy. Jarek miał znacznie mniejszy sprzęt u siebie w mieszkaniu – zareagował „Baryła”. Okazało się, że gangster był właścicielem takiego sprzętu (przeniesionego na salę przez oskarżonego) w latach 90. i dodał, że w komplecie była do tego jeszcze kreda, gdyby wypadek był śmiertelny i lampa błyskowa na siedem zdjęć. Drugim powodem do sporu były zeznania B. na temat jego wyprawy i ochroniarzy Elektromisu do Świecka. Miała to być przysługa dla właściciela kantorów. – Pojechaliśmy do Świecka, aby wytłumaczyć komuś, żeby zwinął interes w kiosku obok kantoru Gawronika. Cała akcja trwała około 10 minut. (…) Wtedy poklepał mnie (Gawronik) po twarzy dodając: takich chłopaków nam potrzeba. Młody na razie jest od czarnej roboty, a potem będzie od brudnej. Oskarżony spytał sarkastycznie, w jaki sposób wjechali do strefy. I dodał: Normalnie trzeba było mieć paszporty.

 

Baryła natychmiast zripostował.

 

– My byliśmy z Romanem K. (pseudonim Kapela, to były antyterrorysta, który zginął wkrótce po śmierci Ziętary w dziwnych okolicznościach). Dopytany czy był w mundurze, Maciej B. odpowiedział: nie, ale on wszędzie wszystko załatwił. Poza tym Gawronik miał tam (na przejściu) swoich ludzi. W kantorach pracowały rodziny pograniczników.  – Może chce pan jeszcze powiedzieć, że nie wiem, jak wyglądało przejście graniczne? Granicę z Niemcami przekraczałem wiele razy, drogi panie. Wiem, gdzie był pana kantor i gdzie stał konkurencyjny dla pana kiosk – Kolejny spór dotyczył też tablic rejestracyjnych samochodu, który należał do oskarżonego. Książka „Aleksander Gawronik spór o miliardy” autorstwa Rafała Węgierkiewicza została również okazana sądowi. Ma stanowić potwierdzenie, jakie samochody miał w tamtym czasie oskarżony i jak wyglądały tablice rejestracyjne.

 

Biegły sądowy

 

Macieja B. od 9 czerwca 2019 roku obserwuje biegły sądowy, który ma ocenić czy zeznania Baryły, , spełniają „psychologiczne kryteria wiarygodności”. W 2019 roku stwierdził przed sądem: Świadkowi może się wydawać, że podając więcej szczegółów, okoliczności zdarzeń, które miały miejsce 20 lat temu, będzie bardziej wiarygodny. Świadek bardzo często, na różnych etapach, zmieniał swoje twierdzenia, bardzo trudno jest wskazać, które fragmenty są prawdziwe, a które odbiegają od rzeczywistości. To wymaga bardzo dużej weryfikacji, w tym innymi dowodami. Zeznania świadka, wyniki badań i to, co widziałem na sali rozpraw, skłoniło mnie do sformułowania wniosku, że są wątpliwości co do prawdziwości zeznań świadka i wymagają one weryfikacji.

 

Wówczas, w czerwcu 2019 roku, na tak sformułowane osądy zareagowała prokurator Elżbieta Potoczek-Bara pytając biegłego, czy ten zapoznał się z całością materiału dowodowego. Na co mężczyzna odpowiedział, że nie, ale w jego opinii wystarczająco, bo pracował nad tym co mu przekazał sąd.

 

W mojej praktyce, ponad 20-letniej, po raz pierwszy spotykam się z psychologiem, który nie widzi potrzeby zapoznania się ze wszystkimi zeznaniami świadków.” Skonkludowała prokurator. Dopytywała się też, czy użyte metody przez biegłego są wystandaryzowane. Okazało się, że nie wszystkie, ale żadna nie jest też zakazana, a krytykowaną przez specjalistów metodę mężczyzna używał tylko pomocniczo do porządkowania materiału badawczego. Prokurator spytała również o doświadczenie biegłego w sprawach karnych. Psycholog odpowiedział, że biegłym jest od 2006 roku, opiniował w sprawach karnych dotyczących dzieci i młodzieży, a pełna dokumentacja jego kompetencji jest w posiadaniu poznańskiego sądu.

 

Od czasu tamtej rozprawy biegły sądowy Marcin Siedlecki uczestniczył w każdej kolejnej, w której zeznawał Maciej B. W piątek, po zakończeniu odtwarzanych nagrań zapytał świadka dlaczego zgodził się wtedy zeznawać będąc, jak to sam Baryła określił, na skraju wyczerpania psychicznego. Świadek wytłumaczył, że był daleko od domu i chciał jak najszybciej mieć to za sobą. Dodał również, że prokurator wiedział, że się źle czułem, miał też informacje od służby więziennej. Czy był pan świadom co pan mówił?

 

Pamiętam to szczępowo. Biegły spytał o leki, które wtedy przyjmował gangster.

 

W tamtym czasie służba zdrowia więzienna nie podawała nazw leków. Mówili, że to na zdrowie. W czasie wizji widać, że lepiej się wysławiam, nie popadam w dygresje. Cały czas brałem leki.

 

Maciej B. jednak podtrzymał nagrane zeznania, jedynie uściślając je odpowiadając na zadane pytania przez sędziów, prokuratora, oskarżonego i obrońcę. Trudno też nie zauważyć postawy samego biegłego psychologa. Mianowicie podczas rozprawy w czerwcu 2019 roku i ostatniej, biegły ostro, żeby nie powiedzieć obcesowo, zwracał się zarówno do prokurator jak i świadka. W sprawie wiarygodności Macieja B. przed sądem wypowiedziało się wcześniej dwóch innych biegłych, którzy stwierdzili, że zeznania Baryły były logicznie spójne, a świadek potrafił oddzielić informacje zasłyszane od własnych, a także, że słowa Macieja B. spełniają psychologiczne kryteria wiarygodności.

 

Wnioski oskarżenia i oskarżonego

 

Prokurator Piotr Kosmaty wystąpił do sądu o powołanie jeszcze dwóch świadków. Pierwszym ma być red. Marek Król, w latach 90. szef tygodnika Wprost, którego redakcja mieściła się w Poznaniu od momentu powstania do 2000 roku. Powodem jest wypowiedź  Marka Króla na łamach Głosu Wielkopolskiego. Z artykułu wynika, że Mariusz Ś. oraz Aleksander Gawronik znali się dobrze już na początku lat 90, a czemu obaj konsekwentnie zaprzeczają. Aleksander Gawronik miał przekazywać groźby red. Markowi Królowi, autorstwa Mariusza Ś. Obaj wymienieni mieli się też pojawić razem w domu redaktora Wprostu w 1994 roku. Jak stwierdził prokurator Kosmaty, to „ekstremalnie ważne informacje dla procesu”.

 

Drugi nowy świadek to Zdzisław K., o którym również doniosła lokalna prasa w 2020 roku. Jest to wychowanek tego samego Domu Dziecka, w którym dorastał Mariusz Ś. Razem też siedzieli w więzieniu, a następnie współpracowali. Według mediów K. w 1991 roku był pacjentem szpitala psychiatrycznego w Kościanie i tam miał go odwiedzić Jarosław Ziętara. K. miał złożyć też wniosek o przesłuchanie do poznańskiego sądu jednak jak dotąd nikt go nie wezwał. Prokurator Piotr Kosmaty złożył wniosek o przeprowadzenie dowodu z zeznań osoby, która w prasie przedstawia się jako Zdzisław K. Oba wnioski prokuratury zostały przyjęte.

 

Oskarżony zgłosił też wniosek o przesłuchanie dwóch policjantów, by zweryfikować jeden z wątków zeznań Macieja B. dotyczący zastraszania świadka w czasie jego pobytu w więzieniu. Aleksander Gawronik zapowiedział też, że na kolejnej rozprawie chciałby złożyć oświadczenie, które będzie trwało, wraz z notowaniem, dwie i pół godziny.

 

Kolejna rozprawa na początku marca.

 


Poznański dziennikarz Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Pracował w radiu akademickim, współpracował m.in. z “Gazetą Wyborczą”, “Kurierem Codziennym”, tygodnikiem “Wprost” i z “Gazetą Poznańską”. Ostatni raz był widziany 1. września 1992 r. Wyszedł rano do pracy i nigdy nie dotarł do redakcji “Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. Ziętara został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono. Dwa poznańskie śledztwa nie przyniosły rozwiązania sprawy 24-latka. Przełom nastąpił, gdy po wielu latach sprawa trafiła do krakowskiej prokuratury. W 2014 roku zatrzymano Aleksandra Gawronika, byłego senatora, a także dwóch byłych ochroniarzy firmy Elektromis: Rybę i Lalę.

 

tekst i zdjęcia : Aleksandra Tabaczyńska