Kulisy blokady Adoracji EWTN Polska. Program z udziałem CMWP SDP

„Program narusza standardy społeczności YouTube”. Tydzień temu jak wielu użytkowników mediów społecznościowych katolicka telewizja EWTN Polska była skazana na wyjaśnianie sprawy w „rozmowach z botami”. Nie pomagało wysyłanie dokumentów poświadczających prawa do kolejnych utworów. Zablokowano także kanał Adoracji 24 h.

 

Jak wyglądają kulisy blokady kanału Adoracji EWTN Polska? Czy to adoracja narusza standardy YouTube czy odwrotnie: to YouTube narusza standardy polskiego prawa?

 

Co sprawiło, że odblokowano nas w ciągu doby? I czy ta sytuacja może stać się kazusem, ułatwiającym działanie kolejnym polskim organizacjom? – na te pytania odpowiedzą już dziś, 17 kwietnia o godz. 19 goście red. Doroty Niedźwieckiej:

 

– Piotr Pietrus –  prezes i dyrektor zarządzający EWTN Polska;

 

– dr Jolanta Hajdasz – dziennikarka, reżyser, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich;

 

– Jacek Karnowski – dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny tygodnika „Sieci”, były kierownik redakcji „Panoramy” w TVP 2  i redaktor naczelny „Wiadomości” w TVP 1.

 

Organizatorzy zapraszają do zadawania pytań podczas LIVE – w czacie.

 

Program można oglądać na kanale YouTube EWTN Polska: https://www.youtube.com/channel/UCEZ4rFLmTDVCTSJ8gDqOMzQ i FB EWTN Polska

 

Gmina Rędziny kontra dziennikarz. Kolejna sprawa z 212 kk objęta monitoringiem CMWP SDP

13 kwietnia 2021 r. w Sądzie Rejonowym w XVI Wydziale Karnym  w Częstochowie  odbyła się  druga rozprawa przeciwko redaktorowi Pawłowi Gąsiorskiemu z oskarżenia Gminy Rędziny (sygn. akt  XVI K 1266/20). Rozprawę prowadził SSR Marek Garlik. Red. Paweł Gąsiorski został oskarżony z art. 212 kk za opublikowanie dwóch artykułów na swoim portalu gminaredziny.pl na temat wydatków i dochodów dotyczących  odbioru, gospodarowania i transportu śmieci.  Według aktu oskarżenia gmina została zniesławiona m.in. sformułowaniem “gmina nieźle zarabia na Waszych odpadach”. Wg wójta Rędzin są to nieprawdziwe informacje, a twierdzenie, że m.in. “mieszkańcy za dużo płacą za śmieci”  spowodowało utratę zaufania do gminy Rędziny przez mieszkańców. Gmina nie zwróciła się do portalu o sprostowanie treści artykułu ani w części, ani w całości.  

 

Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich objęło tę sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy. Obserwatorami sprawy byli red. Halina Żwirska  z CMWP SDP oraz Zbigniew Wieczorek z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

 

Na rozprawę stawili się: oskarżony red. Paweł Gąsiorski oraz wójt gminy Rędziny Paweł Militowski wraz z pełnomocnikami.

 

Rozprawa toczy się w trybie niejawnym. CMWP SDP wystąpi do sądu o przywrócenie jawności tej sprawy ze  względu na precedensowy jej charakter, bo wg oskarżenia dziennikarz  naruszył dobra osobiste całej gminy,  a do tej pory ta kategoria odnosiła się jedynie do konkretnych osób.

 

Termin następnej rozprawy: 15 czerwca, sala 13, godzina 9:00.

 

Tekst : red. Halina Żwirska

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę  przejęcia spółki Polska Press przez PKN Orlen

CMWP SDP informuje, iż  obejmuje monitoringiem sprawę  przejęcia spółki Polska Press przez PKN Orlen. 

 

8 kwietnia Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów  wydał postanowienie w związku ze złożonym wnioskiem Rzecznika Praw Obywatelskich o wstrzymanie wykonania decyzji Prezesa UOKiK wydającej zgodę na przejęcie przez PKN Orlen spółek należących do Polska Press, do czasu zbadania przez sąd odwołania Rzecznika Prawa Obywatelskich. Sąd uznał, że do czasu rozstrzygnięcia złożonego odwołania strony transakcji muszą wstrzymać się z wykonaniem zaskarżonej przez RPO decyzji.

 

W ocenie CMWP SDP  decyzja SOKiK  jest szkodliwa dla ładu medialnego w Polsce, gdyż spowoduje iż wejście w życie decyzji  UOKiK zostaje odłożone na czas nieoznaczony, a nawet stoi pod znakiem zapytania.

 

CMWP SDP   przypomina, iż Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wielokrotnie wskazywało niebezpieczeństwa związane z nadmierną obecnością kapitału zagranicznego na polskim rynku medialnym, w tym praktycznie monopolistyczną wydawnictwa Verlagsgruppe Passau. W stanowisku przyjętym już podczas Nadzwyczajnego Zjazdu Delegatów SDP w kwietniu 2015 r. dziennikarze stwierdzili, iż media regionalne po 26 latach od czasu transformacji ustrojowej znalazły się w bardzo trudnej, a pod niektórymi względami wręcz katastrofalnej sytuacji. Świadczyła o tym systematycznie malejąca liczba tytułów, zmniejszająca się liczba ich odbiorców oraz coraz bardziej marginalne znaczenie tych mediów w publicznym życiu polskich regionów i województw. SDP zaapelowało wówczas o przywrócenie mediom regionalnym ich właściwej pozycji w lokalnych społecznościach, przeciwdziałanie monopolizacji mediów regionalnych oraz o wspieranie podmiotów polskich działających na rynku mediów regionalnych i lokalnych. W ocenie  SDP zakup firmy Polska Press przez PKN Orlen jest szansą na poprawę tej sytuacji.

 

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP istnieje od 1996 r. i stanowi komórkę organizacyjną Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, powołaną w celu obrony wolności słowa zgodnie z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.  W związku z powyższym w zakresie realizowanych zadań CMWP m. in. monitoruje przestrzeganie praw człowieka i obywatela w tym zakresie, jak również w uzasadnionych przypadkach podejmuje interwencje prawne oraz przedstawia opinie w charakterze amicus curiae.

 

CMWP podjęło  monitoring sprawy zgodnie z przepisami prawa oraz wskazanymi wyżej kryteriami, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 13 kwietnia 2021 r.

 

O sprawie wstrzymania przez sąd przejęcia przez PKN Orlen spółki Polska Press pisaliśmy na naszym portalu TUTAJ i  TUTAJ.

 

CMWP SDP obejmuje monitoringiem proces przeciwko fundacji Lux Veritatis, nadawcy TV Trwam

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę z subsydiarnego aktu oskarżenia Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska przeciw Zarządowi toruńskiej Fundacji Lux Veritatis czyli  o.Tadeuszowi Rydzykowi,  o. Janowi Królowi i Lidii Kochanowicz-Mańk pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa i prasy. Fundacja jest nadawcą TV Trwam.

 

Organizacja Watchdog Polska domaga się informacji o 9-letnim okresie działalności  Fundacji Lux Veritatis tj. od 2008 roku do 2016  r.  w
szczególności tego, jakie środki publiczne otrzymała fundacja dla realizacji swoich celów statutowych, oraz szczegółowej  informacji o wydatkowaniu tych środków  z podaniem danych dotyczących zarówno osób fizycznych, jak i umów z przedsiębiorstwami  i umów cywilno-prawnych. Fundacja Lux Veritatis twierdzi, iż  po otrzymaniu  wniosku o w/w informacje z dnia 3 listopada 2016 wykonała swój obowiązek i przekazała informacje organizacji Watchdog Polska, co potwierdził wojewódzki sąd administracyjny oraz prokuratura, która później trzykrotnie umarzała w tym zakresie postępowanie.  Mimo to Watchdog Polska złożyła oskarżenie  przeciwko członkom zarządu fundacji Lux Veritatis , że nie dopełnili swoich obowiązków  i nie udzielili informacji tej organizacji. Sprawa toczy się w Wydziale Karnym Sądu Rejonowego Warszawa -Wola.

 

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP istnieje od 1996 r. i stanowi komórkę organizacyjną Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, powołaną w celu obrony wolności słowa zgodnie z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.  W związku z powyższym w zakresie realizowanych zadań CMWP m. in. monitoruje przestrzeganie praw człowieka i obywatela w tym zakresie, jak również w uzasadnionych przypadkach podejmuje interwencje prawne oraz przedstawia opinie w charakterze amicus curiae.

 

Według oceny CMWP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia  praw obywatelskich  o. Tadeusza Rydzyka, o. Jana Króla i Lidii Kochanowicz-Mańk.   W związku z powyższym CMWP podjęło  monitoring sprawy zgodnie z przepisami prawa oraz wskazanymi wyżej kryteriami, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Protest CMWP SDP przeciwko kolejnemu przesunięciu premiery filmu “Stan zagrożenia” Ewy Stankiewicz w TVP

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko kolejnemu odwołaniu  premiery telewizyjnej filmu dokumentalnego red.  Ewy Stankiewicz „Stan zagrożenia” poświęconego katastrofie smoleńskiej i apeluje o jego emisję.  Film miał być wyemitowany  w TVP 1 10 kwietnia wieczorem, w 11. rocznicę katastrofy smoleńskiej, zamiast niego dzień przed emisją  TVP zapowiedziała  pokaz filmowej relacji z wyników badań sejmowej Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego kierowanej przez Antoniego Macierewicza.

 

Reżyserka filmu, red. Ewa Stankiewicz nie została poinformowana o zmianie daty premiery filmu, dowiedziała się o tym z komunikatu w mediach. TVP zapowiedziała  jednocześnie emisję filmu “Stan zagrożenia” na 18 kwietnia b.r.,  jest to już szósta data emisji tego filmu .

 

TVP w komunikacie tłumaczy, że „jako nadawca publiczny, w sprawie tak ważnej jak wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej czuje się zobowiązana w pierwszej kolejności publikować materiały autoryzowane przez instytucje państwowe, w drugiej zaś – o charakterze dziennikarskim i publicystycznym”.

 

„Stan zagrożenia” miał zostać pokazany w TVP1 już 20 stycznia, ale jego emisja została w ostatniej chwili odwołana. Telewizja tłumaczyła to zastrzeżeniami „natury formalno-prawnej, stwarzające poważne wątpliwości co do ryzyka użycia w filmie materiałów prawnie chronionych”. Red. Ewa Stankiewicz  nie zgadzała się z tymi zarzutami. Wyrazy solidarności z autorką dokumentu oraz apel do Telewizji Polskiej o jak najszybsze pokazanie filmu wystosowało wówczas Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP (TUTAJ).

TVN zapowiada rezygnację z umów śmieciowych. CMWP SDP apelowało w tej sprawie 3 marca br.

CMWP SDP z nadzieją i satysfakcją przyjmuje deklarację Telewizji TVN  o likwidacji umów śmieciowych  w stacji do końca czerwca br. Deklaracja taka została złożona na łamach portalu Wirtualnemedia.pl  26 marca br. Portal poinformował, że TVN Grupa Discovery  oświadczyła, iż  kilkuset pracowników TVN24 otrzyma umowy o pracę. W ich obronie apelowało CMWP SDP.  

 

3 marca br. CMWP SDP wystosowało publiczny apel o wyjaśnienie zarzutów pracowników i byłych pracowników telewizji TVN na temat łamania praw pracowniczych oraz niewłaściwych metod zarządzania stacją skutkujących m.in. działaniami o charakterze cenzury prewencyjnej.   W opublikowanym stanowisku CMWP SDP podkreśliło, iż ze względu na pozycję telewizji TVN na polskim rynku medialnym oraz związane z nią oddziaływanie na społeczeństwo, zarzuty te powinny stać się przedmiotem kontroli odpowiednich organów państwa nadzorujących media elektroniczne oraz instytucji zajmujących się przestrzeganiem w Polsce prawa pracy.

 

26 marca br. portal Wirtulanemedia.pl poinformował, iż podczas spotkań z poszczególnymi zespołami TVN24 na platformie komunikacyjnej Zoom (nie podano daty tych spotkań) TVN Grupa Discovery  przekazała pracownikom wiadomość, że ich dotychczasowe umowy (w dużej części umowy o dzieło, zlecenia lub B2B z osobami prowadzącymi jednoosobowe działalności gospodarcze) zostaną zmienione na umowy o pracę. Większość tych osób ma od kwietnia indywidualnie renegocjować warunki zatrudnienia ze swoimi szefami. Proces zmian warunków zatrudnienia w Grupie ma potrwać od kwietnia do końca czerwca.

 

Portal Wirtulanemedia.pl  cytuje  biuro prasowe spółki :  Jak większość firm medialnych część zadań realizujemy przy pomocy zasobów zewnętrznych. To się nie zmieni, gdyż jest uzasadnione charakterem i specyfiką produkcji telewizyjnej oraz potrzebne w naszym biznesie i w branży, którą reprezentujemy – czytamy w odpowiedzi. – Jednocześnie dążymy do stworzenia wszystkim osobom w naszej firmie najlepszych warunków do rozwoju i współpracy. Dlatego od momentu połączenia sił Discovery i TVN konsekwentnie weryfikujemy podstawy pracy i współpracy stosowane w naszej firmie. W rezultacie, w ciągu ostatnich kilku lat umowy o pracę otrzymało około 400 osób – stwierdza spółka. Zaznacza, że w tym roku, “kontynuuje ten proces”. – Oznacza to, że planujemy zaoferować umowy o pracę kilkuset osobom. O tym, komu je zaproponujemy zdecyduje stale prowadzona analiza sposobu pracy poszczególnych zespołów i osób oraz przyszłe potrzeby biznesowe firmy – dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl.

 

CMWP SDP zaapelowało o wyjaśnienie zarzutów pracowników i byłych pracowników telewizji TVN na temat łamania praw pracowniczych oraz niewłaściwych metod zarządzania stacją skutkujących m.in. działaniami o charakterze cenzury prewencyjnej  już 3 marca b.r. , po tym jak w mediach społecznościowych opublikował wpisy na ten  temat były operator stacji Kamil Rożalski  oraz grupa anonimowych pracowników TVN , która rozesłała do ponad 140 podmiotów list otwarty na ten temat.  W publicznym stanowisku CMWP SDP oświadczyło, iż względu na pozycję telewizji TVN na polskim rynku medialnym oraz związane z nią oddziaływanie na społeczeństwo zarzuty te powinny stać się przedmiotem kontroli odpowiednich organów państwa nadzorujących media elektroniczne oraz instytucji zajmujących się przestrzeganiem w Polsce prawa pracy.  

 

Więcej na ten temat TUTAJ.

 

Stanowisko CMWP SDP z 3 marca 2021 TUTAJ.

 

Fot. Wikipedia

Miasto Sopot przeciw TVP3 Gdańsk. Kolejna rozprawa

23 marca 2021 r. w Wydziale Cywilnym w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyła się kolejna już rozprawa przeciwko red. Joannie Strzemiecznej – Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk oraz Jakubowi Świderskiemu, dziennikarzowi TVP3 Gdańsk. Osoby te zostały pozwane przez Gminę Miasta Sopot. Przedmiotem sporu są wyemitowane w TVP3 Gdańsk materiały informacyjne autorstwa Jakuba Świderskiego, w których ukazane są etapy renowacji i zagospodarowywania dworca kolejowego w Sopocie wraz z terenami do niego przyległymi. Gmina Sopot pozwała również te same osoby za przedstawienie przez TVP3 Gdańsk, jak twierdzi, nieprawdziwych informacji dotyczących wypadków na sopockich kąpieliskach oraz popadającego w ruinę byłego szpitala na Stawowiu (historyczna dzielnica Sopotu), mieszczącego się w zabytkowym zespole parkowo-pałacowym, do niedawna najpiękniejszym w Sopocie.

 

W październiku 2019 r. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, gdyż zachodzi zagrożenie naruszenia praw red. Joanny Strzemiecznej – Rozen i  red.  Jakuba Świderskiego w zakresie wolności słowa i prasy. Z ramienia Centrum Monitoringu Wolności Prasy toczący się proces sądowy obserwuje red. Maria Giedz.

 

Sprawę prowadził sędzia Piotr Kowalski. Na rozprawę stawiła się pełnomocnik Gminy Miasta Sopot mec. Monika Nowińska-Retkowska. Stronę pozwanych reprezentował mec. Wenanty Plichta. Stawił się też pozwany Jakub Świderski. Na rozprawie nie było pozwanej Joanny Strzemiecznej – Rozen. Nie pojawił się też świadek Andrzej Olszewski.

 

Pełnomocnik Gminy Miasta Sopot zgłosiła zastrzeżenie co do zaproponowanej przez Sąd formy przesłuchiwania świadków. W 2020 r. został wprowadzony zapis w Kodeksie Prawa Cywilnego, zezwalający świadkom na składanie zeznań w formie pisemnej, jeżeli sąd tak postanowi (art. 271). Sędzia Kowalski zezwolił na taką formę. Jednak mec. Monika Nowińska-Retkowska uważa, że przesłuchania winny odbywać się w formie bezpośredniej. Dotyczy to głównie świadków strony powodowej, czyli miasta Sopot. Jakub Świderski również przyłączył się do tego zastrzeżenie – wolałbym, aby świadkowie byli przesłuchiwani bezpośrednio – powiedział podczas rozprawy.

 

Jeden ze świadków – Jarosław Sulewski – złożył już pisemne zeznania, które dołączono do akt.  Ponieważ zdaniem pozwanego z tych zeznań nic nie wynika, Sędzia Kowalski zaproponował Świderskiemu, jeśli uzna, że zeznania są niekompletne, na złożenie pisemnej prośby o uzupełnienie zeznań. Jednocześnie sędzia poinformował strony, że wezwanie na rozprawę nie dotarło do świadka Andrzeja Olszewskiego i zobowiązał pozwanego Świderskiego do ustalenia adresu domowego świadka, ewentualnie adresu mailowego, tak, aby wezwanie na przesłuchanie mogło być doręczone. Jednocześnie sędzia Kowalski stwierdził, że godzi się na możliwość przesłuchania świadka w formie elektronicznej, o ile zechce on w ten sposób zeznawać.

 

Sąd odroczył posiedzenie bez podania terminu. Zostanie on wyznaczony dopiero po ustaleniu miejsca zamieszkania świadka Andrzeja Olszewskiego.

 

 

Opracowanie i zdjęcia Maria Giedz

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Zginął, bo był dziennikarzem

Uważam, że Jarek zginął w związku z wykonywaniem zawodu dziennikarza. To jeden z największych zamachów na wolność prasy  – powiedział przyjaciel zamordowanego red. Jarosława Ziętary w tzw. procesie ochroniarzy. Kolejna rozprawa w tym procesie odbyła się 17 marca b.r.  Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP. Jego obserwatorem jest red. Aleksandra Tabaczyńska. 

 

Uważam, że Jarek zginął w związku z wykonywaniem zawodu dziennikarza. To jeden z największych zamachów na wolność prasy. Śmierć Jarka należy wiązać z publikacjami, które jeszcze się nie ukazały oraz z wiedzą, której nie zdążył ujawnić. Taka teza wynika z racjonalnego myślenia. Tylko ktoś obawiający się ujawnienia groźnej dla niego wiedzy, zdecydowałby się na taki czyn.   To jedno z twierdzeń, które dobitnie wybrzmiało na sali sądowej w tzw. procesie ochroniarzy. Wypowiedział je w Sądzie Okręgowym w Poznaniu red. Piotr Talaga, bliski kolega, przyjaciel zamordowanego w 1992 roku Jarosława Ziętary. Rozprawa odbyła się w środę 17 marca 2021 roku. To jednak nie jedyna ważna myśl zwerbalizowana podczas środowych zeznań. Na pytanie o rolę Mariusza Ś., Maciej B. pseudonim Baryła wypowiedział takie słowa:

 

Na temat Ś. nie chcę rozmawiać. Ja już to powiedziałem na przesłuchaniu u sędzi Rucińskiej [chodzi o proces przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi]. Niech na ten temat mówią inni. Mówili, a potem się wystraszyli. Nawet jak dacie mi jakąś karę.

 

Wymieniony Mariusz Ś. to twórca holdingu Elektromis, a dwóm byłym ochroniarzom firmy: Mirosławowi R. pseudonim Ryba i Dariuszowi L. pseudonim Lala zarzuca się pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. Zeznanie Baryły w tej kwestii jest o tyle istotne, że wciąż nie ma pewności czy ustalono wszystkich zleceniodawców tej zbrodni.

 

W środę, miało zeznawać, według wokandy, sześciu świadków, jednak ostatecznie przesłuchano trzech. Krzysztof Ł. i Piotr G. nie stawili się w sądzie, a dziennikarza Stanisława Ruska poproszono, ze względu na wydłużony czas przewidziany na poprzednich świadków, by jeszcze raz przybył do sądu i złożył zeznania w czerwcu.

 

Maciej B. pseudonim Baryła został przywieziony na salę rozpraw jak zawsze w kajdankach, których tym razem prawdopodobnie mu nie zdjęto. Zeznawał z osobnego pomieszczenia. Był dobrze widoczny przez oddzielającą szybę wraz z towarzyszącymi mu uzbrojonymi funkcjonariuszami. Podczas zeznań Baryły obecny był także jego pełnomocnik, a na sali dodatkowo dwóch policjantów.

 

Maciej B. od ponad 20 lat odbywa karę dożywotniego więzienia, skazany w innej sprawie. To bardzo ważny świadek, a ocena jego wiarygodności stanowi kluczową kwestię w procesie. Pytany o rolę Mariusza Ś. nie chciał nic mówić już po raz kolejny. Ś. jest jedynie świadkiem w sprawie, a to jego ochroniarze, z którymi dobrze znał się i współpracował Baryła, siedzą obecnie na ławie oskarżonych. Ponadto na terenie firmy należącej do Mariusz Ś. – według prokuratury – oraz w jego obecności doszło do podżegania przez Aleksandra Gawronika do zabicia dziennikarza. Baryła podtrzymał swoje zeznania, które obciążają oskarżonych. Przyznał również, że wiosną 1992 roku na zlecenie Elektromisu obserwował Ziętarę, aby go pobić. Obserwację robił m.in. z nieżyjącym już Rajmundem N. Jednak, jak się wyraził, pod kamienicą przy ulicy Kolejowej, w której mieszkał dziennikarz, nie mieli „dogodnej sytuacji”, żeby pobić reportera.  Dopytany przez prokuratora co rozumie przez słowa „dogodna sytuacja”, Baryła wyjaśnił: – Chodziło o to by nikt nie widział, a tam wystawał element pod sklepem. Nikt nie będzie biegał w kominiarce w biały dzień.

 

Ostatecznie weszli z nieżyjącym już także gangsterem Lewym (zginął w wypadku w listopadzie 1992 roku) do mieszkania Jarosława Ziętary i tam go pobili, zabrali filmy ze zdjęciami i zastraszyli. Chodziło o to, by dziennikarz przestał interesować się tematem Elektromisu. Po raz kolejny potwierdził zeznania o naradzie w Elektromisie, do której miało dojść na przełomie maja i czerwca 1992 roku. Znów wybrzmiały wyzwiska, którymi określano Jarosława Ziętarę: Żydek, Pismak, Szczurek. Gawronik miał także zastraszać zebranych generałami Ciastoniem i Płatkiem. Kontekst był taki, że to ludzie dawnych służb zainwestowali w interesy prowadzone przez poznańskich biznesmenów. Baryła potwierdził także, że widział na terenie holdingu: mundury i legitymacje policyjne, a także samochód imitujący radiowóz i czerwonego poloneza (pojazd wyglądający jak cywilny, który używała ówczesna policja). Do jednego z wozów zwabiono dziennikarza i uprowadzono. Podobno podczas porwania Jarosława Ziętary oskarżony Ryba i nieżyjący ochroniarz Kapela byli w swoich mundurach, mieli tylko zmienione dystynkcje. Baryła uznał też Rybę za prekursora „napadów na policjanta”.  W środę 17 marca br.,  kolejny raz potwierdził swoje zeznania, że Jarosław Ziętara przez dwa, trzy dni był bity, a następnie zabity przez Rosjan jakimś szpikulcem. Ciało zostało rozpuszczone w kwasie, a kości ukryte.

 

Drugim świadkiem przesłuchanym tego dnia przez sąd był Mirosław M. 43 letni politolog z wykształcenia, odbywał karę więzienia w związku z oskarżeniem o powoływanie się na wpływy. Przez miesiąc, w Gębarzewie, był w trzyosobowej celi razem z Baryłą. Odczytano dwa protokoły wcześniejszych zeznań M. z 2015 i 2017 roku. Choć były sprzeczne świadek podtrzymał oba zeznania. Stwierdził, że w sumie nie wie, jak było i nie chce nikomu zrobić krzywdy swoimi przemyśleniami. W 2015 roku zeznał:

 

Maciej mówił mi w celi, że co by się nie działo, nie da zrobić krzywdy Mariuszowi Ś. Może mu coś zawdzięczać. Bardzo źle wypowiadał się z kolei o Aleksandrze Gawroniku. Stwierdził, że szczątki Ziętary były ukryte w różnych miejscach. Niektóre w wodzie, w jeziorach w Kiekrzu oraz Kociołek, w 6 m mule. Inne szczątki były zakopane. (…) Maciej opowiadał także, że wszystko, co wcześniej zeznał w sprawie Ziętary jest prawdą, ale się wycofał. On się na kimś zawiódł, ale na kim i o co chodziło nie pamiętam. (…)Miał rozmaite materiały, które studiował. Były to jego zapiski i drukowane materiały, może z internetu. Książki raczej nie. Nie były to protokoły przesłuchań, tego jestem pewien. Prosił mnie o opinię czy to co mówi jest logiczne i poukładane.  W protokole z 2017 roku stwierdził z kolei, że nie mam wiedzy związanej ze śmiercią pana Zietary. Znam Macieja B. z aresztu. Ja nie mogę stwierdzić czy Maciej mówi prawdę. Dziś po upływie czasu uważam, że to że się zgłosiłem, to był błąd. (…)Moja wiedza o Ziętarze oparta jest o doniesienia medialne, książce Kaźmierczaka i na słowach B. Dzwoniąc do prokuratury wtedy sądziłem, że robię dobrze. Dziś bym tego nie zrobił. Nikt nie podstawił mnie do celi. Nie chcę zeznawać ,bo nie chcę nikogo skrzywdzić. Ani pana Gawronika ani innych. Ja nie byłem przy tych wydarzeniach.

 

Dziennikarz Piotr Talaga, współautor książki „Sprawa Ziętary. Zbrodnia i klęska państwa” był trzecim świadkiem przesłuchanym w trakcie środowej rozprawy. Z Jarosławem Ziętarą zaprzyjaźnili się na studiach, a potem pracowali w różnych redakcjach poznańskich mediów, ale w jednym budynku. Utrzymywali kontakty również na gruncie prywatnym. Redaktor Piotr Talaga zaangażował się w poszukiwanie i wyjaśnianie tragicznych losów Jarka Zietary od pierwszych dni po zniknięciu przyjaciela. Przypomniał, że we wrześniu 1992 roku nieznani sprawcy „posprzątali” biurko Jarka w redakcji „Gazety Poznańskiej”. Przyszli tuż po jego zniknięciu. Podali się za policjantów i zostali wpuszczeni na teren redakcji. Prawdziwa policja zaprzeczyła później, by tego dnia kogokolwiek wysłała do redakcji. Materiały Jarka Ziętary zabrane z biurka już nigdy się nie odnalazły. Były one, według świadka, gromadzone przez dziennikarza w papierowych teczkach. Teczki opisane, a ich zawartość odnosiła się do poszczególnych spraw, którymi interesował się red. Ziętara. Przechowywał je zarówno w swoim mieszkaniu jak i redakcji.  –Symptomatyczne jest, że miał wiele notatek o różnych sprawach. Brakuje dokumentacji o Elektromisie.

 

Redaktor Talaga wyjaśnił również stwierdzenie, „służby przeszkadzały w wyjaśnieniu sprawy Ziętary. Przy czym słowo „służby” rozumiał bardzo szeroko: policja, prokuratura ówczesny UOP… – Pracownicy SB zostali w 1989 poddani weryfikacji. I grupa została i stanowiła trzon pionu śledczego. II grupa trafiła do policji. III grupa trafiła do biznesu. Taką firmą był Elektromis. Stąd wnioskuję, że bardzo prawdopodobne jest to, że współpraca Ziętary z UOP w Poznaniu nie miała charakteru opartego o umowę o pracę. Nie wiem czy w ogóle była sformalizowana, ale miała charakter faktyczny. Są dowody i zapiski w notatnikach Jarka, że posiadał wiedzę o sprawach, którymi UOP zajmował się równolegle lub po napisaniu o tym w prasie. Z notatek Jarka wynika również, że zajmował się nieprawidłowościami w firmie Elektromis, ale z drugiej strony w tych materiałach brakuje wielu szczegółów.(…) Po zaginięciu Jarka Ziętary dowiedziałem się wielu rzeczy, o których nie wiedziałem. Zaskoczyło mnie, że o wielu sprawach mi nie mówił, zarówno  o sprawach prywatnych, jak i zawodowych.

 

Kolejna rozprawa w kwietniu.

 


 

Poznański dziennikarz Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Pracował w radiu akademickim, współpracował m.in. z “Gazetą Wyborczą”, “Kurierem Codziennym”, tygodnikiem “Wprost” i z “Gazetą Poznańską”. Ostatni raz był widziany 1. września 1992 r. Wyszedł rano do pracy i nigdy nie dotarł do redakcji “Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. Ziętara został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono. W 2014 roku zatrzymano: Aleksandra Gawronika oraz kilka tygodni później, dwóch żyjących ochroniarzy dawnej firmy Elektromis Mirosława R. pseudonim Ryba i Dariusza L. pseudonim Lala. Aleksandrowi Gawronikowi, zarzucono podżeganie do zamordowania  Jarosława Ziętary podczas narady latem 1992 roku na terenie holdingu. A ochroniarzom zarzuca się porwanie dziennikarza i przekazanie go zabójcom. Wszyscy oskarżeni nie przyznają się do winy.

 

Tekst i zdjęcia : A.Tabaczyńska

CMWP SDP w Sejmie o procesach dziennikarzy wytaczanych przez wydawnictwo RASP

16 marca br. posłowie z sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu zajęli się sprawami dziennikarzy pozwanymi przez koncern Ringier Axel Springer Polska. Temat ten został podjęty na wniosek wiceszefowej komisji, posłanki PiS Joanny Lichockiej. Jednym z prelegentów była dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP. 

 

 Wśród pozwanych przez RASP są publicysta i wiceprezes SDP Witold Gadowski, szef portalu tvp.info Samuel Pereira, korespondent TVP w Berlinie Cezary Gmyz, a także dziennikarz wPolityce.pl Wojciech Biedroń. Część pozwanych dziennikarzy uczestniczyła w posiedzeniu komisji, w dyskusji wzięli udział również dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP Jolanta Hajdasz oraz przedstawiciele Towarzystwa Dziennikarskiego. Zaproszenie otrzymał też zarząd RASP, jednak firma przysłała pismo, w którym wytłumaczono, że z racji na to, iż postępowania sądowe są w toku, nie mogą wziąć udziału w posiedzeniu komisji, pozostawiając sprawę do rozstrzygnięcia sądom.

 

Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP podziękowała za zorganizowanie debaty i możliwość przedstawienia ważnych zagadnień. Podkreśliła, że to działanie trzeba nagłośnić, ponieważ jest to mechanizm mający na celu uciszanie tych dziennikarzy, którzy ośmielają się mieć inne stanowisko niż te, które prezentuje RASP. W ocenie CMWP SDP narusza to fundamentalną dla demokracji zasadę wolności słowa i dlatego jest to ten moment, żebyśmy mogli się temu przyjrzeć. To tym bardziej ważne, ponieważ niektóre tych procesów toczą się z wyłączeniem jawności. Opinia publiczna często nie może poznać materiału wyjściowego, jakież to konkretne sformułowania zadecydowały o tym, że trzeba było iść z dziennikarzem do sądów. To jeden z bulwersujących akcentów tej sprawy. Wielki międzynarodowy koncern dysponujący przeogromnymi możliwościami polemiki na gruncie publicystycznym z głoszonymi przez dziennikarzy poglądami, nie decyduje się na to, wręcz na swoich łamach wycisza ten temat. Natychmiast kieruje sprawę do sądu z ogromną kwotą odszkodowania. W mojej ocenie to efekt mrożący, działający na całe środowisko dziennikarzy. Ten efekt to akcja procesowa, która jest nakierowana na to, by wyeliminować z przestrzeni publicznej kogoś, kto głosi konkretne poglądy, by działał jak straszak, by oni nie podejmowali tych tematów, nie ośmielili się, bo będzie im grozić bardzo kosztowny proces. Co ciekawe, koncern ten stosuje podwójne standardy, ponieważ w sytuacji, kiedy wytacza procesy dziennikarzom za wpisy na Twitterze, natomiast w momencie, kiedy na portalu tvp.info opisano wpisy dziennikarza należącego do koncernu RASP, który żartował sobie, że gdyby miał milion dolarów, to chciałby zlecić m.in. zamordowanie ministra Antoniego Macierewicza, to koncern wysyłając żądanie usunięcia tego artykułu napisał, że „dziennikarzom nie starczyło inteligencji, by rozpoznać żartobliwy charakter marzeń dziennikarza ‘Faktu’”. Czyli jeśli ktoś pisze tweety które nie podobają się koncernowi ma pozew, a kiedy sytuacja jest odwrotna, mówimy o żartobliwym charakterze – mówiła Hajdasz.

 

Działania koncernu mające na celu ochronę jego dobrego imienia, są przeciwskuteczne. Tak naprawdę sami sobie strzelają w kolano. Te procesy nagłaśniają temat. Przez to widać działanie nacechowane na efekt mrożący, by pewne tematy nie były poruszane. Ważny jest też kontekst, kiedy następują pozwy. Dzieje się to w sytuacji, kiedy z jakiegoś powodu niewygodne jest poruszanie danego tematu – dodała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Jolanta Hajdasz pokrótce omówiła sprawy, którymi zajmuje się Centrum.

 

To sprawa red. Wojciecha Biedronia, który ma proces z RASP po tym, jak 2017 roku ujawniono list, który wysłał Mark Dekan do swoich podwładnych i do dziennikarzy, pisząc o tym, że większość Polaków popiera uczestnictwo Polski w UE, wobec tego koncern ma podpowiedzieć Polakom, co mają zrobić. Całe środowisko odebrało to jednoznacznie, że trzeba głosić tylko słuszne poglądy a ich krytyka jest źle widziana w koncernie. To złamanie zasady niezależności dziennikarskiej. Burza medialna była bardzo duża, stąd kłopoty redakcji, która zaczęła opisywać, jak wygląda właśnie wolność słowa w RASP. Proces wytoczono Wojciechowi Biedroniowi – byłemu pracownikowi RASP, który zna z autopsji sytuacje, jakie miały miejsce i je opisywał. Dziennikarz i wydawnictwo zostali pozwani zarówno z powództwa cywilnego, jak i karnego. Sprawy toczą się do dziś. Gigantyczna suma odszkodowania to cecha charakterystyczna – powiedziała Hajdasz.

 

Odnosząc się do sprawy red. Witolda Gadowskiego zwróciła uwagę, że chodzi o wpisy w felietonie – bardzo subiektywnej formie wypowiedzi dziennikarskiej. Sprawa cały czas się toczy. Sprawa Cezarego Gmyza dotyczy wpisów na Twitterze, gdzie dziennikarz komentował wpisy „Faktu”. Z kolei sprawa Samuela Pereiry to 27 wpisów na Facebooku i Twitterze, które odnoszą się do tego, w jaki sposób funkcjonuje wydawnictwo. To są kuriozalne sprawy. Żmudne procedury sądowe, które wikłają dziennikarzy z z koncernem, który dysponuje z nieograniczonymi możliwościami, by polemizować z tymi opiniami na swoich łamach. Czasami myślę, że może chodzić o to, by trzymać swoich odbiorców w swoistej bańce informacyjnej, by oni nie dowiedzieli się, że takie procesy są prowadzone. Bo kiedy przeczytają, jakich zdań nie można powiedzieć zdaniem koncernu w przestrzeni publicznej, to może się zdziwią?  — zauważyła Jolanta Hajdasz.  Mam nadzieję, że uda nam się odkryć mechanizm, który powoduje właśnie tego typu rosnącą liczbę procesów. W całej historii CMWP nie ma tego typu procesów. One wyglądają zupełnie inaczej. Natomiast tutaj mamy do czynienia z bardzo specyficzną sytuacją, która wymaga przynajmniej zdiagnozowania i nazwania rzeczy po imieniu – oceniła Jolanta Hajdasz.

 

Powyższą  wypowiedź przytaczamy z relacji, jaką prowadził  w czasie trwania posiedzenia Komisji portal wPolityce.pl Link do relacji TUTAJ.

 

Szef Towarzystwa Dziennikarskiego Seweryn Blumsztajn przyznał, że wszystkie sprawy przeciwko dziennikarzom mogą mieć efekt mrożący i rozwiązaniem byłoby zniesienie art. 212 kk. Zauważył jednak, że w sprawach, których dotyczyło posiedzenie komisji, występują m.in. sformułowania typu „nazistowski wydawca”.  Nie dziwi więc go reakcja wydawnictwa, które mocno podkreślało swój antynazizm. – Większość z tych tekstów ukazała się wtedy, kiedy w Polsce rozpętano antyniemiecką nagonkę – stwierdził prezes TD. Przedstawiciele Towarzystwa Dziennikarskiego zwrócili też uwagę na procesy wytaczane przez obóz rządzący i spółki skarbu państwa dziennikarzom RASP i „Gazety Wyborczej”.

 

Wojciech Biedroń, dziennikarz portalu wPolityce.pl i tygodnika „Sieci”, przedstawił swoją sprawę . – Kiedy otrzymałem prywatny akt oskarżenia od pana Dekana (prezes RASP – przyp red.), pomyślałem, że to żart. Napisałem odpowiedź na list Dekana, którą zamieszczono w tygodniku „Sieci”. Obok zamieszczona była pełna treść jego listu. Każdy z czytelników mógł odnieść się do moich słów i słów pana prezesa. W tekście nie było absolutnie żadnego kłamstwa, manipulacji. To była publicystyczna reakcja. Tymczasem Dekan, człowiek, który jest w Polsce tylko i wyłącznie gościem uznał, że może ścigać niezależnego dziennikarza z art. 212, bawi się w ten sposób w coś, co jest niedopuszczalne – chce, żeby inni dziennikarze przypadkiem nie tknęli tego tematu. I średnio raz w miesiącu siedzę sobie w wydziale karnym obok złodziei samochodów, bandytów, ponieważ Dekan uznał, że może ścigać. Dekan ani razu nie pojawił się w sądzie. Nie pojawił się także w trakcie mediacji wyznaczonych przez sąd. Nie raczył pofatygować się do Polski. To jest właśnie obrzydliwe, kolonialne traktowanie Polaków. Tych słabszych, mniej majętnych. Nie stać mnie na to, żeby zapłacić 100 tys. złotych, czego domaga się w pozwie cywilnym. Chcę, żeby to było jasne: tak samo traktuję kierowanie prywatnych aktów oskarżenia wobec dziennikarzy „Newsweeka”, „GW”. To relikt, z którym musimy skończyć – mówił Wojciech Biedroń.

 

Wiceszef Ministerstwa Spraw Zagranicznych Szymon Szynkowski vel Sęk przedstawił działania swojego resortu w sprawie RASP. Wiązało się to m.in. z kontrowersyjną okładką dziennika „Fakt” w tzw. sprawie ułaskawienia pedofila przez prezydenta Andrzeja Dudę, która ukazała się w czasie kampanii wyborczej. Szynkowski vel Sęk podkreśli, że taka publikacja w tym terminie  uznana została za element „nadużycia wolności słowa do szerzenia informacji, które mają wywrzeć oddźwięk polityczny”. Stanowisko w tej sprawie zostało przekazane przedstawicielowi niemieckiej ambasady. Temat ten był również poruszony w telefonicznej rozmowie z sekretarzem stanu MSZ Niemiec.  Odnosząc się do spraw sądowych wytyczanych przez RASP dziennikarzom wiceminister MSZ powiedział: – Zaniepokojenie MSZ budzi nie sam fakt wytoczenia procesów, bo to jest prawem każdego podmiotu, każdej osoby. Ale sytuacja, w której mamy do czynienia z wytoczeniem sekwencji procesów przeciwko dziennikarzom rodzi zaniepokojenie i podejrzenie, czy istotnie nie mamy do czynienia z sekwencją mająca wywołać efekt odstraszający w odniesieniu do dziennikarzy korzystających z wolności słowa w zakresie komentowania działalności dużego koncernu medialnego. Wiceminister zdradził również, że niemieccy politycy wielokrotnie interesowali się planami tzw. ustawy dekoncentracyjnej, a związane to było z obecnością mediów niemieckich w Polsce, m.in. RASP, którego taka ustawa mogłaby dotyczyć. – Niemiecki rząd ma prawo interesować się losami RASP tak, jak nasza dyplomacja ma obowiązek interesować się losem polskich firm poza granicami kraju. Ale w związku z tym, że władze Niemiec żywo interesują się dyskusją dotyczącą losów ustawy dekoncentracyjnej uważam, że w oczywisty sposób mamy prawo sygnalizować swoje zaniepokojenie działalnością RASP – stwierdził Szynkowski vel Sęk.

 

Posłowie z komisji kultury przyjęli dezyderat, w którym wyrazili „wysokie zaniepokojenie próbami systemowego zastraszania dziennikarzy i polskich mediów przez wydawnictwo Ringier Axel Springer”. I zwrócili się „do rządu, w szczególności do Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o podjęcie działań mających na celu zaakcentowanie tego problemu w relacjach bilateralnych z niemieckimi partnerami”.

 

opr. cmwp.sdp.pl na podstawie wPolityce.pl, sdp.pl, źródła: wPolityce.pl, tvp.info

 

Relacja z posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu wraz  z materiałami filmowymi TUTAJ.

Sympozjum w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu z udziałem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

Arcybiskup Wacław Depo, prof. dr hab Tadeusz Guz, red. Michał Karnowski, red. Wojciech Reszczyński, red. Dariusz Pogorzelski , dr Grzegorz Osiński  oraz dr Jolanta Hajdasz , dyr. CMWP SDP   byli prelegentami sympozjum religijno -kulturalnego  jakie zostało  zorganizowane  w  Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w  Toruniu.  Sympozja te odbywają się na tej uczelni co roku z okazji liturgicznego wspomnienia św. Franciszka Salezego. Ze względu na ograniczenia związane z pandemią koronawirus spotkanie odbyło się w trybie hybrydowym , część prelegentów występowała zdalnie, a sympozjum było transmitowane w Internecie. 

 

Spotkanie otworzył o. Tadeusz Rydzyk, rektor-założyciel   uczelni i dyrektor i założyciel Radia Maryja i Telewizji Trwam. W swoim wystąpieniu podkreślił, że media są środkami masowego komunikowania, a  nie “środkami masowego przekazu”  jak mówiono w  czasach komunistycznych. Tymczasem  dziennikarstwo podobne jest do kapłaństwa  na co zwracał uwagę  Jan Paweł II – przypomniał o. Tadeusz Rydzyk. Ojciec Święty mówił, że  dziennikarstwo to powołanie do komunikowania, po to, by dojść do jedności w prawdzie i miłości, czyli jednoczyć rodzinę ludzką dla jej dobra – mówił o. Tadeusz Rydzyk CSsR i zacytował tekst bajki przedstawiony przez ks. Ignacego Kłopotowskiego na łamach pisma „Polak-Katolik” z 1907 roku, które doskonale ilustrują odpowiedzialność, jaka spoczywa na ludziach mediów.

 

Wypowiedź o. Tadeusza Rydzyka: TUTAJ.

 

Z kolei abp Wacław Depo metropolita częstochowski, i przewodniczący Rady Episkopatu Polski ds. Środków Społecznego Przekazu  zwrócił uwagę na to, iż człowiek, będąc istotą rozumną i wolną, a co się za tym kryje, również odpowiedzialną za siebie i innych, powinien szukać prawdy, trwać przy poznanej prawdzie i podporządkować jej swoje życie . Ksiądz arcybiskup odniósł się do słów św. Jana Pawła II, które zawarł w encyklice „Fides et ratio”. Papież pisał, że „człowiek to jedyna istota w świecie stworzonym, która nie tylko zdolna jest wiedzieć, ale także zdaje sobie sprawę z tego, że wie i dlatego pragnie poznać istotną prawdę tego, co postrzega”. Powinniśmy w tym kontekście odczytać zachętę do używania rozumu, zastanowienia się nad ludzką kondycją i towarzyszącymi jej odwiecznie pytaniami: Kim jestem? Skąd pochodzę? Dokąd zmierzam? Dlaczego istnieje cierpienie? Dlaczego istnieje zło? Czy istnieje życie po śmierci? (…). Obecnie uprawniona wielość stanowisk, gdzie każdy ma swoją „prawdę”, ustąpiła miejsca bezkrytycznemu pluralizmowi opartemu na założeniu, że wszystkie opinie mają równą wartość – powiedział metropolita częstochowski.
Po nim głos zabrała Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP.  Media społecznościowe to kluczowy dziś podmiot jakim należy się zajmować biorąc pod uwagę wolność słowa – powiedziała w swoim wystąpieniu dr Jolanta Hajdasz.  Znajdujemy się w decydującym momencie, by uzmysłowić innym niebezpieczeństwo związane z  nieograniczonymi możliwościami działań mediów społecznościowych  – dodała.  W Polsce niestety mamy wiele przykładów na to, iż ta swoista  cenzura stosowana przez wielkie internetowe korporacje dotyka praktycznie wyłącznie kont organizacji, instytucji i osób związanych z konserwatywnym, prawicowym i katolickim światopoglądem. Na przykładzie naszego kraju można  wykazać, iż cenzura stosowana przez BIG TECH nie ma charakteru przypadkowych pomyłek algorytmu (choć oczywiście ich nie można także wykluczyć), ale jest cenzurą ideową, której celem może być chęć wykluczenia chrześcijańskich, czy szerzej –prawicowych poglądów z przestrzeni publicznej mediów społecznościowych . Najwyższy czas, by powstrzymać tę samowolę na poziomie państw narodowych i na poziomie ponad narodowym, o ile to jest jeszcze w ogóle możliwe – podsumowała Jolanta Hajdasz

 

Całość wystąpienia dr Jolanty Hajdasz: https://www.radiomaryja.pl/multimedia/sympozjum-w-wsksim-oblicza-przemian-cywilizacyjnych-wystapienie-dr-jolanty-hajdasz-dyrektor-centrum-monitoringu-wolnosci-prasy/

 

Kolejne wystąpienia są tu:

 

wystąpienie ks. prof. dr hab. Tadeusza Guza: https://www.radiomaryja.pl/multimedia/sympozjum-oblicza-przemian-cywilizacyjnych-wystapienie-ks-prof-dr-hab-tadeusza-guza/

 

wystąpienie red. Michała Karnowskiego:  https://www.radiomaryja.pl/multimedia/sympozjum-oblicza-przemian-cywilizacyjnych-wystapienie-red-michala-karnowskiego/

 

wystąpienie red. Wojciecha Reszczyńskiego: https://www.radiomaryja.pl/multimedia/sympozjum-oblicza-przemian-cywilizacyjnych-wystapienie-red-wojciecha-reszczynskiego/

 

wystąpienie dra Grzegorza Osińskiego: https://www.radiomaryja.pl/multimedia/sympozjum-oblicza-przemian-cywilizacyjnych-wystapienie-dr-grzegorza-osinskiego/

 

wystąpienie dra Dariusza Pogorzelskiego: https://www.radiomaryja.pl/multimedia/sympozjum-oblicza-przemian-cywilizacyjnych-wystapienie-red-dariusza-pogorzelskiego/

 

Sympozjum poprzedziła Eucharystia w Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu. Człowiek, jeżeli zaczyna zajmować miejsce Pana Boga, rozkłada sumienie, a rozłożone sumienie człowieka sprawia, że ludzie stają się łatwymi do manipulowania. Dobrze wiemy, kto nami manipuluje. Dzisiaj skąd mamy ocenę tego, co się dzieje w świecie? Właśnie przez mediapowiedział o. dr Zdzisław Klafka CSsR, rektor WSKSiM, którego cytuje portal radiomaryjna.pl .

 

Fot. Maja Stasyszyn