Bez wyroku w sprawie redaktora Wojciecha Biedronia

Przed Sądem Okręgowym w Łodzi już po raz drugi nie ogłoszono wyroku w sprawie redaktora Wojciecha Biedronia z tygodnika Sieci w związku z jego artykułem na temat byłego sędziego Wojciecha Łączewskiego, który teraz występuje w roli oskarżyciela prywatnego. 4 stycznia 2021 roku wyroku nie było, ponieważ Łączewski zmienił miejsce zamieszkania i – jak argumentował były sędzia – nie wiedział o poprzednich terminach a na rozprawie 27 stycznia oskarżyciel prywatny wystąpił do łódzkiego sądu o wyłączenie z postępowania sędziego Marka Pietruszki, który przewodniczy składowi orzekającemu.  

 

Sprawa dotyczyła publikacji na temat b. Sędziego W. Łączewskiego, w której opisano, jak miał on nawiązać prywatną korespondencję z osobą, którą uznał za dziennikarza Tomasza Lisa i miał namawiać red. naczelnego “Newsweeka” do obrania nowego kierunku w politycznej walce z rządem. Sąd Okręgowy uznał, że redaktor Wojciech Biedroń pomówił sędziego “o właściwości, które mogły go narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu sędziego poprzez nieprawdziwe wskazanie, że wobec pokrzywdzonego toczy się postępowanie dyscyplinarne”. W istocie chodziło o postępowanie wyjaśniające, ale nawet wielu prawników stosuje te określenia zamiennie.

 

Wojciech Łączewski, jeszcze jako sędzia, wystąpił w listopadzie 2016 r. z prywatnym aktem oskarżenia wobec red. Wojciecha Biedronia.   Latem 2018 roku sąd I instancji uznał dziennikarza za winnego. Podstawą był art. 212 kodeksu karnego mówiący o zniesławieniu. Biedroniowi wymierzono 25 tysiące złotych grzywny. Na początku 2019 roku, po apelacji, Sąd Okręgowy w Łodzi złagodził wyrok i zmniejszył grzywnę do 3 tys. zł., ale uznał winę dziennikarza.

 

We wrześniu 2020 roku Sąd Najwyższy uchylił wyrok wymierzający grzywnę red. Biedroniowi. Sprawa wróciła do II instancji, czyli do Sądu Okręgowego w Łodzi. Na jego wokandzie pojawiła się na początku 2021 roku.

 

27 stycznia Wojciech Łączewski złożył wniosek o wyłączenie ze składu orzekającego, jego przewodniczącego sędziego Tomasza Pietruszki. Redaktor Biedroń poinformował, że oskarżyciel prywatny dosyć szczegółowo powoływał się na wiele okoliczności i dokumentów, m.in. na raport Najwyższej Izby Kontroli. Chodzi o rzekome niejasności w tym losowaniu sędziów, a – zdaniem oskarżyciela prywatnego – sędzia Tomasz Pietruszka jest źle wybrany poprzez nową Krajową Radę Sądownictwa  – relacjonował Wojciech Biedroń. We wniosku znalazło się również stwierdzenie, że jestem znajomym sędziów z KRS ” –mówił dziennikarz. Powołując się na raport NIK i podważając status sędziego orzekającego w sprawie, w moim przekonaniu, Wojciech Łączewski dąży do przedłużenia tego przewodu sądowego i wydaję mi się, że liczy na możliwe przedawnienie – powiedział CMWP SDP Biedroń.

 

Także zdaniem wielu prawników wniosek o wyłączenie sędziego spowoduje znaczne opóźnienie wyroku. Teraz sąd musi orzec, czy przewodniczący składu, sędzia Tomasz Pietruszka może nadal prowadzić tę sprawę. Już wcześniej, bo 4 stycznia 2021 miał być ogłoszony wyrok. Tak się jednak nie stało. “Podobno oskarżyciel prywatny zmienił adres zamieszkania i właśnie, wpłynął wniosek, z którego wynika, że nie został powiadomiony o poprzednim terminie rozprawy” – powiedział na początku stycznia mecenas Dariusz Pluta, który jest adwokatem Wojciecha Biedronia.   Nie podoba mi się tego typu zachowanie oskarżyciela, ale sąd nie miał wyjścia i musiał wyznaczyć nowy termin  – podkreślił wtedy red. Biedroń.

 

Zdaniem dziennikarza w tej sprawie chodzi jednak o coś innego. “Ciągle przed sądem staje dziennikarz. Dziennikarz skazany z haniebnego artykułu 212 kodeksu karnego. Ja nigdy nie byłem karany, a dziś sytuacja jest taka, że po raz kolejny, 30 lat po upadku komuny, dziennikarz musi odpowiadać z artykułu 212.” – mówił Wojciech Biedroń. Do sądu trafił akt oskarżenia, który opisuje działania Wojciecha Łączewskiego także wobec publicysty Sieci.

 

Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP. Obserwatorem procesu w imieniu CMWP SDP jest red. Hubert Bekrycht. Przeciwko wyrokowi skazującemu red. Wojciecha Biedronia Centrum występowało m.in. w lutym 2019 r.

 

Protest CMWP SDP  przeciwko skazaniu red. W. Biedronia TUTAJ.

 

Gmina kontra dziennikarz. Kolejna sprawa z art. 212 kk objęta monitoringiem CMWP SDP

25 stycznia br. przed Sądem Rejonowym w Częstochowie odbyła się rozprawa z prywatnego aktu oskarżenia z art. 212 kodeksu karnego Gminy Rędziny przeciwko red. Pawłowi Gąsiorskiemu, redaktorowi naczelnemu  portalu gminaredziny.pl . Gminie nie spodobało się sformowanie, że “gmina nieźle zarabia na Waszych odpadach”. Według aktu oskarżenia są to nieprawdziwe informacje, a twierdzenie, że m.in. “mieszkańcy za dużo płacą za śmieci”  spowodowało utratę zaufania do gminy Rędziny przez mieszkańców.

 

Według aktu oskarżenia, Gmina Rędziny poczuła się zniesławiona tym, iż red. Paweł Gąsiorski napisał artykuł  na temat wpływów i wydatków za śmieci w gminie Rędziny. Wg red. Pawła Gąsiorskiego  źródłem informacji zawartych w artykule była  informacja publiczna przesłana przez wójta Pawła Militowskiego.

 

Artykuł będący przedmiotem oskarżenia jest TUTAJ.

 

Sprawa dotyczy więc  udostępnienia przez red. P. Gąsiorskiego informacji publicznej z 26 września 2019 w sprawie wydatków i dochodów dotyczących odbioru, gospodarowania i transportu odpadów od mieszkańców Gminy Rędziny za lata 2017 – 2018. 25  stycznia b.r. strony zarówno oskarżyciela, jak i oskarżonego stawiły się z pełnomocnikami. Pełnomocnik oskarżyciela sprzeciwił się jawnemu prowadzeniu postępowania. Przewodniczący sędzia M. Garlik zezwolił na pozostanie na sali dwóch osób m.in. obserwatora w imieniu CMWP SDP – red. Haliny  Żwirskiej. Następnie sędzia zapytał czy strony porozumiały się w czasie mediacji. Strony zgodnie oświadczyły, że nie widzą możliwości zawarcia ugody. Pełnomocnik oskarżyciela będzie wnosił o przesłuchania Pawła Militowskiego – wójta gminy Rędziny. Sędzia wyjaśnił również, że oskarżyciel nie otrzymał odpowiedzi na złożony wniosek, gdyż nie jest to oskarżenie cywilne, a Gmina ma osobowość prawną. Jednak odczytał część tej odpowiedzi Sądu.

 

Następnie sędzia zarządził skierować sprawę na 13 kwietnia 2021, godz. 8.50 . Pouczył także oskarżonego, że niestawienie się na rozprawie nie wstrzymuje jej biegu oraz stwierdził, iż należy uznać za zawiadomionego Pawła Militowskiego przez pełnomocnika oskarżyciela. Świadkowie: Aneta Paszek, Katarzyna Oziębłowska i Joanna Włodarczyk zostaną wezwani na godzinę 10.00. Na tym rozprawa zakończyła się.

 

Sprawę swoim monitoringiem objęło Centrum Monitoringu i Wolności Prasy SDP oraz Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

 

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu red. Michała Majewskiego za ochronę źródeł informacji w tzw. aferze taśmowej

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wyraża stanowczy protest przeciwko apelacyjnemu wyrokowi Sądu Okręgowego w Warszawie na podstawie którego były dziennikarz „Wprost” red. Michał Majewski został uznany winnym i skazany na 18 tys. zł grzywny za obronę wydania laptopa red. nacz. tygodnika Sylwestra Latkowskiego prokuraturze i agentom Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, by zachować  tajemnicę dziennikarską. CMWP SDP podtrzymuje swoje stanowisko w tej sprawie sformułowane po wyroku skazującym w sądzie I instancji w lutym 2020 r. i zapewnia iż będzie wspierać dziennikarza w skardze kasacyjnej, jeśli on zdecyduje się ją złożyć.

 

Wyrok dotyczy zdarzenia z 18 czerwca 2014 r., gdy po ujawnieniu przez tygodnik „Wprost” nagrań z podsłuchów m.in. prominentnych polityków PO i osób związanych z ówczesną partią sprawującą władzę prokuratorzy oraz funkcjonariusze ABW wkroczyli do redakcji tygodnika „Wprost” w ramach śledztwa prowadzonego przez stołeczną prokuraturę w sprawie nielegalnych podsłuchów i zażądali wydania nośników nagrań tuż po tym, jak tygodnik ujawnił pierwsze nagrania rozmów polityków i biznesmenów podsłuchanych w dwóch warszawskich restauracjach, co wywołało tzw. aferę taśmową. Ówczesny redaktor naczelny tygodnika, Sylwester Latkowski powołując się na tajemnicę dziennikarską odmówił wydania materiałów. Prokuratura zarządziła przeszukanie, a funkcjonariusze ABW próbowali siłą odebrać red. Latkowskiemu laptop, co nie im się nie udało. W obronie ówczesnego szefa „Wprost” stanęli dziennikarze wielu różnych mediów, w tym także Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. 3 lutego 2020 r. Sąd Rejonowy w Warszawie uznał red. Michał Majewskiego i wydawcę pisma Michała M. Lisieckiego za winnych i skazał ich na grzywny z artykułu 224 § 2, który mówi o tym, że podlega karze ten, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej odpowiednio na grzywny 18 tys. zł i 20 tys. zł .

 

W ocenie CMWP SDP przypisywane dziennikarzom zarzuty nie miały miejsca, a sąd zlekceważył swoim wyrokiem zarówno wszystkie okoliczności tego zdarzenia, jak i ich kontekst czyli ważny interes społeczny , jakim było zarówno ujawnienie treści nagrań z podsłuchów , jak i ochrona tajemnicy dziennikarskiej związanej z ich publikacją.

 

CMWP SDP pragnie podkreślić, iż skazywanie dziennikarzy bez uwzględniania wszystkich okoliczności wykonywanej przez nich pracy i bez uwzględniania kontrolnej funkcji mediów w demokratycznym państwie prowadzi do uruchomienia i upowszechnienia w pracy dziennikarskiej mechanizmu autocenzury, czyli samoograniczania się także innych dziennikarzy i nie podejmowania przez nich w publikacjach trudnych i kontrowersyjnych problemów społecznych, co w oczywisty sposób niszczy zasadę wolnego słowa i prowadzi do ograniczenia swobód obywatelskich. Jest to tzw. efekt mrożący (ang. chilling effect), wielokrotnie opisywany zarówno na gruncie prawa polskiego, jak i innych krajów jako działanie przeciwko wolności słowa i wypowiedzi. Dlatego w ocenie CMWP SDP wyrok ten narusza fundamentalną dla ustroju demokratycznego zasadę wolności słowa

 

CMWP SDP pragnie podkreślić, że zarówno na gruncie prawa krajowego jak i międzynarodowego wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są wszystkie instytucje państwowe. W/opisany wyrok budzi więc zdecydowany sprzeciw, nie sposób bowiem przyjąć, by wskazane wyżej orzeczenie miało się przyczynić do wzmocnienia demokracji czy respektowania zasady wolności słowa.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 22 stycznia 2021 r.

 

Stanowisko CMWP SDP  z 6.02.20 jest TUTAJ.

 

Wsparcie CMWP SDP dla Ewy Stankiewicz w związku z odwołaniem premiery jej filmu „Stan Zagrożenia” przez TVP

W związku z zaskakującym odwołaniem premiery filmu „Stan Zagrożenia” autorstwa  Ewy Stankiewicz  przez TVP S.A.  Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich  oświadcza, iż w pełni  solidaryzuje się z  red. Ewą Stankiewicz, dziennikarką i dokumentalistką  i apeluje do Telewizji Publicznej o emisję tego filmu w najbliższym możliwym terminie. 

 

„Stan zagrożenia” miał zostać pokazany w TVP1 20 stycznia b.r. o godz. 21:00 w ramach pasma dokumentalnego. W dniu planowanej publikacji po południu pojawiły się informacje, że emisję filmu odwołano, co potwierdziło się wieczorem, gdyż o godz. 21 w TVP1 transmitowano mecz piłkarski o Superpuchar Włoch.

 

Wg informacji publikowanych w mediach Centrum Informacji Telewizji Polskiej w wydanym wieczorem komunikacie wyjaśniło, że do firmy „wpłynęły zastrzeżenia natury formalno-prawnej, stwarzające poważne wątpliwości co do ryzyka użycia w filmie materiałów prawnie chronionych”. Telewizja publiczna poinformowała, że po przeprowadzeniu szczegółowych analiz prawnych zdecydowano się przełożyć emisję „Stanu zagrożenia” na 10 kwietnia b.r.  Decyzja TVP S.A. zaskoczyła zarówno Autorkę filmu , jak i jego producentów.  Ewa Stankiewicz w oświadczeniu wydanym  21 stycznia b.r. stwierdziła, że decyzja o wycofaniu „Stanu zagrożenia” z emisji została podjęta w ostatniej chwili, a film jeszcze w środę po południu był w ramówce.

 

Ewa Stankiewicz to autorka filmów, reportaży telewizyjnych i radiowych, w tym dokumentu pt. Solidarni 2010, stanowiącego zapis rozmów prowadzonych pomiędzy ludźmi zgromadzonymi podczas żałoby narodowej po katastrofie na Krakowskim Przedmieścia w Warszawie oraz podczas uroczystości pogrzebowych Pary Prezydenckiej w Krakowie (współautor Jan Pospieszalski, 2010), Krzyż. Solidarni 2010 część druga (współautor Jan Pospieszalski, 2011) będący niejako kontynuacją filmu Solidarni 2010. Film opowiada o wydarzeniach związanych ze sporem o krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, który przez wiele tygodni budził w Polsce wielkie emocje oraz Lista pasażerów (także wraz z Janem Pospieszalskim, 2011).  Jest prezesem Stowarzyszenia Solidarni2010 i o od lat dąży do ujawnienia prawdy o Zamachu Smoleńskim i ukarania winnych śmierci Prezydenta RP i 95 innych osób ważnych dla suwerenności Polski. W 4 kwietnia 2018 r. była prelegentką  w konferencji organizowanej przez CMWP SDP  pt. “W poszukiwaniu prawdy. Katastrofa Smoleńska w relacjach dziennikarzy” (zdjęcia są z tej konferencji) .

 

CMWP SDP  oświadcza, że w porozumieniu z Autorką filmu „Stan Zagrożenia” red. Ewą Stankiewicz będzie dążyć do doprowadzenia do emisji w/w filmu w TVP i pragnie przypomnieć, że wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są wszystkie organy demokratycznego państwa, a jakakolwiek forma cenzury prewencyjnej jest w Polsce konstytucyjnie zakazana. CMWP SDP apeluje więc do TVP S.A. o emisję filmu p.t. „Stan Zagrożenia” w najbliższym możliwym terminie także ze względu na wyjątkową tematykę tego filmu dokumentalnego oraz osobę jego Autorki gwarantującej wysoki poziom merytoryczny i dziennikarski oraz artystyczny produkowanego dzieła.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa 21 stycznia 2021 r.

 

Oświadczenie Ewy Stankiewicz

w związku z nagłym odwołaniem emisji filmu „Stan Zagrożenia” z 20 stycznia 2021 r.

 

Telewizja Polska wydała oświadczenie, informując że wstrzymała emisję filmu „Stan Zagrożenia” mojego autorstwa w dniu 20.01.2021 r. o godz. 21:00 na antenie TVP1 po przeprowadzeniu szczegółowych analiz prawnych. Decyzję musiano podjąć bardzo nagle – o czym świadczy pozostawienie filmu w ramówce do późnych godzin popołudniowych. Oświadczenie wydano godzinę po czasie planowej emisji filmu. Film jest gotowy od 9 miesięcy, przeszedł analizy prawne, jest obwarowany umowami, został wstawiony w ramówkę i promowany zwiastunem TVP od tygodnia. Na krótko przed emisją zaczęto nagle szukać pretekstu do jej wstrzymania. Najpierw miały to być błędy językowe, a następnie prawne. Wyciągnięto korespondencję sprzed 8 miesięcy – z maja ubiegłego roku – próbę interwencji jednego z polityków, który usiłował zablokować – już wtedy- emisję filmu. Żadne nowe zarzuty się nie pojawiły.

 

Jednocześnie – jak oświadcza TVP – nową datę emisji wyznaczono na dzień 10.04.2021 r., czyli w jedenastą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Po zapewnieniach dyrekcji TVP że film zostanie wyemitowany 10 kwietnia ubiegłego roku (2020), potem w maju 2020, potem 11 stycznia 2021, w końcu 20 stycznia 2021 – nie mam nadziei, że film zostanie wyemitowany w ogóle. Nie godzę się na żadną cenzurę treści filmu. A zarzuty skierowane w opisanych okolicznościach wyglądają na pretekst i otwierają furtkę do dalszej blokady.

 

Wiem, że film cieszył się ogromnym zainteresowaniem – w statystykach zapowiadającego twitta widniało ponad 150 tysięcy odsłon – a mowa tylko o pojedynczej informacji na moim koncie. Pod wpływem potrzeby uzyskania wiedzy na temat Smoleńska i szukania nowych źródeł informacji a także w wyniku promocji w telewizji, radiu i mediach społecznościowych, czy też prywatnego rozprzestrzeniania wiadomości – bardzo wiele osób nastawiało się na obejrzenie Stanu Zagrożenia.

 

Wiem, że niektórzy całymi rodzinami zasiedli przed telewizorami. Całkowicie ich zignorowano, po wielu dniach zapowiedzi – po prostu – bez słowa wytłumaczenia – wyemitowano mecz. Otrzymałam lawinę wiadomości z wyrażeniem rozgoryczenia, oburzenia i dojmującego smutku z powodu działań TVP. Bardzo mi przykro, że zostaliście Państwo na to narażeni.

 

Telewizja Polska pisze w oświadczeniu, że wspiera działania zmierzające do wyświetlenia prawdy o katastrofie smoleńskiej. Moim zdaniem to wygląda inaczej. Niewielu zdeterminowanych twórców związanych z Telewizją, stara się wciąż coś zrobić coś na własną rękę. Co do zasady jednak w Telewizji można jedynie „upamiętniać”, rzewnie wspominać i „oddawać cześć”. Wszelkie analityczne i poważne prace śledcze mają „pod górkę”, de facto nie są obecne na antenie. Nie mówiąc już o inicjatywie ze strony TVP do stworzenia grupy dobrych dziennikarzy śledczych i zlecenia im prac dotyczących największej powojennej tragedii w historii Polski – śmierci polskiego Prezydenta i 95 osób kluczowych dla naszego Państwa na terenie Federacji Rosyjskiej. Dlaczego to wydaje się takie nie do pojęcia? Zresztą Telewizja nie jest tu odosobniona, jeśli chodzi o instytucje i organy Państwa Polskiego – Smoleńsk można tylko wspominać lub realnie amatorsko ośmieszać.

 

Jeśli miarą suwerenności Polski kiedyś – była zdolność powiedzenia prawdy o tym, kto zabił naszą elitę w Katyniu – jak uważał Prezydent Lech Kaczyński – to miarą naszej suwerenności dziś, jest zdolność powiedzenia o tym, jak i dlaczego zginął on sam i 95 polskich obywateli.

 

Przegrała wolność słowa – zwyciężyły naciski polityczne. Nie zobaczycie Państwo filmu Stan Zagrożenia. Tak jak od 5 lat nie widzicie Raportu Podkomisji – podstawowego narzędzia do naprawy bezpieczeństwa Państwa, ani zarzutów Prokuratury. Tutaj sojusze są zdumiewające.

 

Ewa Stankiewicz

 

Oświadczenie jest TUTAJ.

 

Wsparcie CMWP SDP dla walki o życie Polaka w szpitalu w Plymouth – aktualne informacje

Jolanta Hajdasz  jako dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  16 stycznia br. podpisała petycję  do władz Wielkiej Brytanii  z  apelem o przekazanie do naszego kraju rodaka, który przebywa w szpitalu w Plymouth w Wielkiej Brytanii oraz 19 stycznia br. petycję w języku angielskim w tej samej sprawie.  CMWP SDP protestowało przeciwko  ograniczaniu przez Sąd  w Wielkiej Brytanii prawa do korzystania z wolności słowa przez polską opinię publiczną poprzez wydany czasowo zakaz informowania “o sprawie  Polaka w średnim wieku znanego  pod inicjałami RS”, któremu szpital odmawia podawania pokarmów i płynów . Protest był opublikowany 2 stycznia br.  Petycje  podpisał także Krzysztof Skowroński, prezes SDP. 

 

Protest CMWP SDP jest TUTAJ.

 

Polska wersja petycji: TUTAJ.

 

Angielska wersja petycji: TUTAJ.

 

Wg aktualnych, publikowanych w mediach informacji PAP brytyjski sąd przychylił się w poniedziałek 18.stycznia  br. wieczorem  do wniosku szpitala w Plymouth w południowo-zachodniej Anglii, by nie zezwalać konsulowi RP na dostęp do przebywającego tam, pozostającego w śpiączce obywatela Polski . Poinformowali o tym jego bliscy. Jak dodali, sąd uzasadnił decyzję tym, że „nie byłoby to w najlepszym interesie” mężczyzny. Zgodnie z wcześniejszą decyzją sądu, szpital w Plymouth ponownie odłączył rurki, którymi był on odżywiany i nawadniany.  Informacje te potwierdzili także prawnicy z brytyjskiej  organizacji Standing with Christians for Life and Liber, z którymi współpracowało CMWP SDP w tej sprawie. 

 

Wg potwierdzonych przez nas informacji, sąd uzasadnił swoja decyzję tym, że „nie byłoby to w najlepszym interesie” mężczyzny. Zgodnie z wcześniejszą decyzją sądu, szpital w Plymouth ponownie odłączył rurki, którymi był on odżywiany i nawadniany. Sprawa dotyczy R.S. – mężczyzny w średnim wieku (jego personalia nie mogą być publikowane ze względu na dobro rodziny), który od kilkunastu lat mieszka w Anglii i który 6 listopada 2020 roku doznał zatrzymania pracy serca na co najmniej 45 minut, w wyniku czego, według szpitala, doszło do poważnego i trwałego uszkodzenia mózgu. W związku z tym szpital w Plymouth wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie, na co zgodziły się mieszkający w Anglii żona i dzieci mężczyzny. Przeciwne są temu jednak mieszkające w Polsce matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica.

 

Żona R.S. uważa, że nie chciałby on być podtrzymywany przy życiu przy obecnym stanie, a druga część rodziny argumentuje, że jako praktykujący katolik opowiadał się za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem nie chciałby, aby jego życie zakończyło się w ten sposób. 15 grudnia Sąd Opiekuńczy – specjalny sąd zajmujący się wyłącznie sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji – uznał, że żona mężczyzny wie lepiej niż jego matka i siostry, jaka byłaby jego wola. Orzekł też, że w obecnej sytuacji podtrzymywanie życia mężczyzny nie jest w jego najlepszym interesie i w związku z tym odłączenie aparatury podtrzymującej życie będzie zgodne z prawem, zaś mężczyźnie należy zapewnić opiekę paliatywną, by do czasu śmierci zachował jak największą godność i jak najmniej cierpiał.

 

Aparatura podtrzymująca życie została w zeszłym tygodniu odłączona po raz czwarty. W pierwszych trzech przypadkach z powrotem ją przyłączono – po dwóch, pięciu i trzech dniach – w związku ze złożonym wnioskiem o apelację, którego nie przyjęto, w związku z nowymi dowodami przedstawianymi przez tę część rodziny, która walczy o życie oraz z powodu skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, której ten jednak nie przyjął.

 

Część rodziny, która walczy o życia, zaznacza, że stan R.S. poprawił się zauważalnie od czasu pierwszego orzeczenia sądu. Wskazała, że po odłączeniu go od aparatury wspomagającej oddychanie, oddycha on samodzielnie i nie było potrzeby jej ponownego przyłączenia; później w sporze chodziło tylko o odłączenie lub nieodłączanie rurek podających mężczyźnie pożywienie i wodę. Przedstawiała też jako dowód nagranie wideo, na którym mężczyzna mruga oczami w trakcie obecności rodziny w szpitalu, a także opinię neurologa wyrażającego odmienne zdanie na temat jego szans na powrót do w miarę samodzielnego życia. Ponadto zaproponowała przetransportowanie mężczyzny do Polski, gdzie mógłby dalej żyć. Na to jednak nie zgadza się żona mężczyzny.

 

Jak mówiła wcześniej matka mężczyzny, w trakcie wizyty członków rodziny w szpitalu R.S. płakał, ruszał głową, reagował na głos, zatem nie można mówić o tym, że znajduje się on w śpiączce ani tym bardziej w stanie wegetatywnym, lecz jest to już stan minimalnej świadomości. Jej zdaniem szpital nie wykonał wszystkich badań w związku z poprawą stanu mężczyzny.

 

Na posiedzeniu w dniach 30 i 31 grudnia Sąd Opiekuńczy odrzucił te dowody, wskazując, że nagrane smartfonem wideo nie ma takiej samej wagi jak badania medyczne, mruganie oczami, według lekarzy, jest naturalnym odruchem osoby pozostającej w tym stanie i niekoniecznie jest ono reakcją na obecność kogoś z rodziny. Wskazał też, że przywołany neurolog Patrick Pullicino jest jednocześnie katolickim księdzem i aktywnym działaczem organizacji na rzecz prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zatem jego opinia nie jest bezstronna. Ponadto nie miał on wglądu w dokumentację medyczną.

 

Sąd nie zgodził się też na przetransportowanie R.S. do Polski, argumentując, że wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury.

 

W niedzielę minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau zapewniał w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że resort zrobił wszystko, co możliwe, by pomóc Polakowi. Wskazał, że wysłał notę dyplomatyczną do swojego brytyjskiego odpowiednika, MSZ trzykrotnie występowało z wnioskiem wspierającym skargę polskiej części rodziny chorego do ETPC, a marszałek Sejmu Elżbieta Witek w bardzo osobistym liście zwróciła się do spikera Izby Gmin.

 

Jolanta Hajdasz w PR24: poglądy koncernów ważniejsze niż demokratycznie wybrana władza

– Cieszę się, że doszło do zdarzenia, które wszystkim otworzyło oczy (…). Skoro można zablokować konta (Donalda Trumpa – przyp. red.) arbitralną decyzją firm prywatnych, wielkich koncernów, to nie ma żadnego problemu, by zablokować konta innych podmiotów czy organizacji – mówiła  18 stycznia b.r. w w Polskim Radiu 24 dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy, o blokowaniu kont amerykańskiego prezydenta w serwisach społecznościowych.Należący do Google’a YouTube jest kolejnym z serwisów społecznościowych, który zawiesił konto amerykańskiego prezydenta w następstwie szturmu jego zwolenników na Kapitol 6 stycznia. Zginęło wówczas pięć osób. Wcześniej zrobiły to m.in. Twitter, Facebook, Instagram, Snapchat i Twitch. Rozmowę prowadził ł red.Ryszard Gromadzki.

 

Dr Jolanta Hajdasz zwracała uwagę, że problem cenzury w mediach społecznościowych był znany już od dłuższego czasu, a ostatnie wydarzenia go uwypukliły. – Dziś okazuje się, że nie jest kwestią zbudowanie firmy alternatywnej i mozolne konkurowanie z gigantami, które – jak wierzyliśmy – są oazą wolności słowa w sieci, ale ważny jest także dostęp do serwerów. Wypowiadanie dostępu do serwerów takim serwisom jak Parler pokazuje, że dziś to drukarnia decyduje o tym, co będzie publikowane w gazecie. To ogromnie niebezpieczny mechanizm – podkreśliła. Gość audycji przywołała w tym kontekście wydarzenia, do których doszło w 2018 r. podczas referendum aborcyjnego w Irlandii. – Okazało się wtedy, że Facebook arbitralnie wyłączył materiały obrońców życia, co przyznał rok później właściciel firmy. Obrońcy życia przegrali to referendum, sami nie zdając sobie sprawy z tego, w jak nierównej walce biorą udział – przypomniała. – Tak można wpływać na wybory polityczne, w ten sposób wygrywać wszelkie dyskusje dziejące się w państwach demokratycznych, zanim będą się toczyły. Można powiedzieć, że to, jakie ma poglądy właściciel koncernu medialnego, będzie o wiele ważniejsze, niż jakakolwiek demokratycznie wybrana władza, na co nikt nie powinien się zgadzać – stwierdziła dr Jolanta Hajdasz.

 

Cała audycja: TUTAJ.

Odłożony wyrok przeciwko TVP3 Gdańsk. Sprawa objęta monitoringiem CMWP SDP

Na 15 stycznia 2021 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku zaplanował zakończenie toczącego się od 2018 r. procesu z powództwa Henryka Jezierskiego podejrzanego o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa przeciwko dziennikarce TVP3 Gdańsk oraz dyrekcji TVP3 Gdańsk. Wszystko wskazywało na to, iż tego dnia zostanie wydany wyrok. Z nieznanych przyczyn sprawę przełożono, wyznaczając nowy termin – 12 marca 2021 r. W imieniu Centrum Monitoringu Wolności Prasy rozprawy obserwuje red. Maria Giedz.

 

Jest to kolejna na terenie Gdańska sprawa dziennikarzy – red. Joanny Strzemiecznej-Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk oraz red. Agaty Mielczarek, dziennikarce TVP3 Gdańsk, oskarżonych o naruszenie dóbr osobistych osoby, która według IPN – na podstawie dokumentów – była zarejestrowana jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa PRL. Przedmiotem sporu jest wyemitowany w dniu 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk materiał informacyjny dotyczący wyboru członków do Rady Programowej publicznych mediów w Gdańsku. Henryk Jezierski, który w kontrowersyjny sposób wszedł w skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk, po czym został odwołany, zarzuca obecnie dziennikarce i dyrektor TVP 3 Gdańsk bezpodstawne przypisanie mu współpracy ze Służbami Bezpieczeństwa z czasów PRL. Od 2018 r. obie rozprawy toczyły się osobno – były to dwa różne powództwa. 2 października 2020 r. zostały połączone.

 

Henryk Jezierski złożył także pozwy wobec trzech innych trójmiejskich dziennikarzy (Hannie Kordalskiej-Rosiek, Januszowi Wikowskiemu i Krzysztofowi Załuskiemu), a także prezesowi SDP Krzysztofowi Skowrońskiemu (sprawa została umorzona) oraz Annie Dąbrowskiej, sekretarzowi Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy – wszystkie w kwestii przypisania mu współpracy z SB.

 

Henryk Jezierski zaprzecza, aby był współpracownikiem SB. IPN podaje, że w jego zasobach zostały odnalezione trzy zapisy ewidencyjne dotyczące Henryka Jezierskiego:

  1. Nr 57968 – Wydz. III zarejestrował w dniu 27 kwietnia 1988 r. Jezierskiego na kandydata tajnego współpracownika (KTW) o pseudonimie „JUREK”. 1 lipca 1988 r. sprawę przerejestrowano na TW „JUREK”
  2. 3 lipca 1989 r. Wydział III Gdańsk przekazał sprawę Jezierskiego do Archiwum Wydziału „C” do numeru I-26134 akta sprawy zarejestrowanej do numeru 57968. Na karcie dopisano „odmowa współpracy rok brakowania – 2005”.
  3. Zapis na karcie MKr – 3 z kartoteki odtworzeniowej MSW w Warszawie dotyczącej Henryka Jezierskiego, z której wynika, że akta archiwalne Wydziału „C” WUSW Gdańsk nr I-26134 zmikrofilmowano i zniszczono. Jako datę zniszczenia mikrofilmu nr 25134/I wskazano 2010 r.

 

Opracowanie: Maria Giedz

 

 

Debata w Senacie na temat sprzedaży spółki Polska Press koncernowi PKN Orlen z udziałem SDP i CMWP SDP

Jadwiga Chmielowska , sekretarz generalny SDP i Jolanta Hajdasz, dyr. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  uczestniczyły we wspólnym  posiedzeniu  Senackich Komisji Kultury i Środków Przekazu oraz Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, jakie odbyło się 14 stycznia br. Tematem dyskusji  było przede wszystkim przejęcie spółki Polska Press przez PKN Orlen. Jolanta Hajdasz przedstawiła stanowisko ZG SDP w sprawie zakupu od niemieckiego wydawcy Verlagsgruppe Passau gazet i portali regionalnych przez PKN Orlen podkreślając, iż  SDP z nadzieją przyjmuje tę transakcję i widzi w niej szansę na przełamanie dominacji  wydawnictw zagranicznych na rynku regionalnej prasy drukowanej i regionalnych portali w Polsce.  Przeciwnego zdania byli m.in przedstawiciele Towarzystwa Dziennikarskiego oraz zaproszeni medioznawcy, którzy widzą przede wszystkim zagrożenia związane z przejęciem gazet od niemieckiego wydawcy  przez  firmę państwową. Dramatyczną sytuację gazet drukowanych spowodowaną m.in. pandemią koronawirusa opisał Bogusław Chrabota, prezes Izby Wydawców Prasy i zaapelował o działania wspierające ten segment mediów. W spotkaniu uczestniczył także Witold Kołodziejski,  przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, który wskazywał na konieczność przeprowadzenia procesów dekoncentracyjnych w mediach ze względu na przepisy i rekomendacje  Unii Europejskiej. 

 

Spotkanie prowadziła Barbara Zdrojewska, przewodnicząca Komisji Kultury i Środków Przekazu. Jako pierwszy głos zabrał  mec. Piotr Kryczka, współautor raportu na temat dekoncentracji mediów, który przyznał , iż jego opracowanie ma charakter teoretyczny i niewiele może się przydać do analizy bieżącej sytuacji w Polsce. Po nim głos zabrała dr hab.  Katarzyna Gajlewicz-Korab z Uniwersytetu Warszawskiego, która omówiła sytuację mediów francuskich w kontekście problemów związanych z uprzywilejowaną pozycją mediów narodowych w tym kraju. Katarzyna Gajlewicz-Korab rozważała, czy należy bezkrytycznie powielać nie zawsze jej zdaniem korzystne dla mediów  rozwiązania francuskie np. subwencjonowanie prasy drukowanej, czy obowiązujące ograniczenia kapitałowe. Z kolei prof. Tadeusz Kowalski mówił o repolonizacji i dekoncentracji jako o mitach podkreślając iż transakcja Orlenu jest  raczej “nacjonalizacją” , a koncentracja w mediach jest procesem naturalnym, charakterystycznym w naszych czasach. Po nim  Marek Radziwon przedstawił sytuację mediów w Rosji opisując przebieg zmian własnościowych w prasie , radiu i telewizji od lat 90-tych  i  porównał transakcję Orlenu do działalności Gazpromu na rynku mediów w Rosji. Przedstawiono także sytuację własnościową mediów na Węgrzech wskazując na zagrożenia związane z przejmowaniem przez państwowe podmioty środków masowego komunikowania.

 

Zagrożenia związane z transakcją PKN Orlen wskazywali także m.in Seweryn Blumsztajn i Jan Ordyński z Towarzystwa Dziennikarskiego oraz Krzysztof Luft i Jan Dworak, a także Jerzy Jurecki z „Tygodnika Podhalańskiego”  i prof. Stanisław Jędrzejowski.

 

Spotkanie miało charakter seminaryjny.

 

CMWP SDP w PAP o blokadzie kont w mediach społecznościowych i konieczności ochrony wolności słowa w sieci

Dopiero po likwidacji kont społecznościowych Donalda Trumpa wiele osób uświadamia sobie, że należy bronić się przed ideologiczną cenzurą – powiedziała PAP dyr. Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, wiceprezes SDP, dziennikarka i medioznawca dr Jolanta Hajdasz.  Tekst został opublikowany 14 stycznia b.r. Jego autorem jest Hubert Bekrycht. 

 

Publikujemy pełny tekst depeszy PAP: 

 

Dyrektor CMWP SDP uważa, że dopiero po ostatnich wydarzeniach w Stanach  Zjednoczonych, m.in. likwidacji kont społecznościowych urzędującego prezydenta USA Donalda Trumpa, do wielu internautów dotarło, jak łatwo dziś medialnym korporacjom stosować cenzurę i jak  niebezpieczna jest tzw. cenzura ideowa. Dzisiaj nożyczki cenzora trzymane są w rękach właścicieli gigantycznych medialnych, społecznościowych korporacji” – podkreśliła Hajdasz. „To kilka osób na świecie, które mogą wpływać na to, o czym będziemy mogli się dowiedzieć lub nie , o tym, czy coś znajdzie się  w przestrzeni publicznej lub nie” – zaznaczyła. „Musimy znaleźć narzędzia, aby bronić się szczególnie przed cenzurą ideologiczną, bo nigdy nie wiemy, w którym momencie właściciel, na przykład medium społecznościowego, coś  wyłączy, a coś innego zechce promować czy czemuś sztucznie zawyżać tzw. zasięgi ” – dodaje.

 

Zdaniem szefowej CMWP SDP w ostatnich dniach okazało się, że nawet w internecie można bezkarnie ograniczyć wolność słowa, co zaskoczyło z pewnością wielu internautów. „Okazało się, że portale społecznościowe to też środki masowego komunikowania – tak jak prasa, radio, czy telewizja – w których ktoś konkretny decyduje o tym, czy coś będzie publikowane, czy nie” – zwraca uwagę Hajdasz. „Kiedy powstawały media społecznościowe panowała opinia, że to fantastyczny wynalazek i narzędzie służące komunikowaniu masowemu, gdzie każdy z nas może stać się nadawcą” – wskazywała.

 

„Oczywiście przez wiele lat tak było i w części tak ciągle tak jest, na tym polega przewaga internetu  w stosunku do mediów tradycyjnych ” – zastrzegła dyrektor dodając, że trudno sobie obecnie wyobrazić medium, które nie korzysta z nowych technologii. „Prasa, radio, telewizja promują nawet bezwiednie te konkurencyjne w stosunku do siebie media, bo praktycznie każda audycja czy program ma swoje  konto na facebooku i twitterze i zachęca każdego do ich odwiedzania . „Dziennikarze jednego  medium, promują zupełnie inne medium, właśnie to  społecznościowe, a to przecież prywatna firma  konkurująca z nimi o uwagę odbiorców –  zauważyła.

 

My, dziennikarze dostrzegaliśmy to niebezpieczeństwo cenzury już wcześniej – powiedziała szefowa Centrum Monitoringu Wolności Prasy. „Obserwujemy przecież coraz bardziej wymyślne regulaminy mediów społecznościowych, pod którymi trzeba się podpisać, aby korzystać z usług tych mediów ” – mówiła. „Obserwujemy też, w jakich okolicznościach następują blokady kont. W CMWP SDP stykam się z tym regularnie” – zaznaczyła Hajdasz.

 

„Z perspektywy mojej trzyletniej pracy w Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP widzę dość wyraźnie tę cenzurę ideową w mediach społecznościowych – przyznała. „Blokowane były przede wszystkim konta konserwatywne, prawicowe, o czym mówiliśmy nawet na specjalnych konferencjach w  SDP” – dodała. „Blokowano np. konta organizatorów i uczestników Marszu Niepodległości przez świętem 11 listopada. Blokowano też konta przeciwników aborcji eugenicznej, kiedy zbierane były w tej sprawie podpisy. Blokowano  nawet konto arcybiskupa, który krytykował ideologię LGBT” – przypominała. To są tylko przykłady niechęci mediów społecznościowych do prawej strony przestrzeni publicznej. Widać tu ewidentnie cenzurę” – podkreśliła dziennikarka.

 

Jolanta Hajdasz opowiedziała także o – jej zdaniem – wyjątkowo kuriozalnej sprawie, którą aktualnie zajmuje się CMWP SDP. „Media społecznościowe (YouTube) blokowały  w tym roku filmiki harcerzy z Warszawy. Materiały dotyczyły codziennych harcerskich spraw np.  życia na obozie harcerskim” – mówiła. „Najpierw filmiki były blokowane, po proteście, przywrócono je, ale obniżono tzw. zasięgi i wyłączono monetyzację oraz podniesiono wiek oglądających” – relacjonowała. „Wg YouTube trzeba mieć skończone 18 lat, aby oglądać taki harcerski filmik, to jakiś absurd. Przecież ten przekaz wręcz jest przeznaczony dla dzieci i młodzieży, a nie dla dorosłych” – mówiła dyrektor CMWP SDP. Ostatnie wydarzenia w USA – zdaniem Hajdasz – wyraźnie pokazały manipulacje mediów społecznościowych. „To, że można zablokować treści publikowane przez  urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych, oznacza, że można zablokować w każdej chwili każdego pod jakimkolwiek pretekstem” – powiedziała. „Kto zatem ma decydować o tym które treści powinny być zablokowane,  czyli de facto cenzurowane, a które nie ? – pytała.

 

Widać jak daleko poszło cenzurowanie w mediach społecznościowych. Niebezpieczne jest, że to nie podlega żadnej kodyfikacji, żadnej kontroli. Najwyższy czas to po porostu zmienić” – podkreśliła.  Pytana przez PAP o to, jak cenzura w sieci zmieni współczesne dziennikarstwo, dyrektor CMWP SDP odpowiedziała, że ma nadzieję, że na lepsze, bo nadszedł czas na refleksję odbiorców mediów. Wierzę, że wzmocni się dziennikarstwo profesjonalne, tradycyjne, dziennikarstwo oparte na sprawdzonych zasadach etyki zawodowej, gdzie informacje publikuje się po sprawdzeniu ich w co najmniej dwóch wiarygodnych źródłach, a dziennikarz podpisuje się pod publikacją swoim imieniem i nazwiskiem” – powiedziała. „Warto też poświęcić czas i uwagę na edukowanie odbiorców mediów. Tak by nauczyli się oni na nowo szukać i korzystać z mediów sprawdzonych, których źródła są wiarygodne. Czytelnik, słuchacz czy widz, chcąc znaleźć  rzetelny przekaz, nie powinien wszystkich treści traktować tak samo ” –  zauważyła Hajdasz. Powiedziała, że gdyby nie wyłączenie kont społecznościowych prezydenta USA, wiele osób nadal żyłaby w nieświadomości, że w mediach społecznościowych możliwa jest cenzura .

 

„Wśród internautów istnieje jedynie takie przekonanie: +Jak użyjesz niewłaściwego słowa, to cię wyłączą, ale jak będziesz przestrzegał regulaminu, to nikt cię nie zablokuje.+ Otóż właśnie są sytuacje, w których konto blokuje się z niewidomego powodu, a ocena , co blokować, a co nie, jest subiektywna . A tak nie powinno być. Każdy przekaz, który nie narusza przepisów prawnych  powinien mieć szansę na publikację, a od oceny, czy ktoś te przepisy naruszył , czy nie, są niezawisłe sądy – podkreśla szefowa CMWP SDP.  Szefowa Centrum Monitoringu Wolności Prasy uważa, że należy jak najszybciej opracować działania zapobiegające cenzurze mediów społecznościowych.

 

Są opracowania i projekty Unii Europejskiej, jak z tym zjawiskiem walczyć. Warto je analizować . Pod koniec ubiegłego roku również nasze Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało projekt ustawy o ochronie wolności słowa w internecie. Przyjmuję te działania z nadzieją, czekam na publikację ostatecznej wersji tego projektu, w mojej ocenie mogą to być  korzystne dla nas wszystkich rozwiązania” – poinformowała.  „Trzeba zacząć kontrolować to, co kontrolowane być powinno. Wolność słowa  nie oznacza wolności od wszystkiego i do wszystkiego” – zaznaczyła  dziennikarka. „Wolność słowa musi być związana z odpowiedzialnością, ale jest dobrem nas wszystkich,  na pewno nie powinni o niej decydować właściciele wielkich korporacji medialnych  – powiedziała Jolanta Hajdasz. (PAP)

 

Autor: Hubert Bekrycht

 

Pełny tekst depeszy PAP: TUTAJ.

 

 

CMWP SDP o blokowaniu kont Donalda Trumpa na Twitterze, Facebooku i Instagramie w TV Republika

Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP komentowała  zablokowanie w mediach społecznościowych kont prezydenta USA Donalda Trumpa w porannym programie TV Republika 12 stycznia b.r. Przyzwyczailiśmy się do tego, że Facebook , Twitter , czy Google to jest technologia,  takie nowoczesne narzędzie usprawniające komunikację miedzy nami. Tak nie było,  o czym dość boleśnie  się teraz przekonujemy. Skoro można zablokować konta urzędującego prezydenta USA, to można w każdej chwili zablokować konto każdego z nas, praktycznie bez względu na publikowane przez nas treści – mówiła Jolanta Hajdasz . Gospodarzem programu był red. Aleksander Wierzejski .

 

Więcej TUTAJ.