„Kompetencje radcy jak fatamorgana” – proces dziennikarza ze Słupcy objęty monitoringiem CMWP SDP

Ponad 3 lata toczy się proces red. Marcina Pryki z „Kuriera Słupeckiego” i portalu slupca.pl   oskarżonego o naruszenie dóbr osobistych radcy prawnego Urzędu Gminy w Orchowie. W artykule opublikowanym w 2016 r. pt. „Kompetencje radcy jak fatamorgana”, dotyczącym sprawy zamiany zakresu obowiązków radcy prawnego dziennikarz opisał o wątpliwościach związanych z wynagrodzeniem radcy świadczącego usługi prawnicze dla jednostek samorządu terytorialnego.

 

Wg dziennikarza artykuł ten w przeważającej części był relacją z posiedzenia sesji Rady Gminy Orchowo, a w całym cyklu artykułów dotyczących tej sprawy dziennikarz opierał się na dokumentach opublikowanych w „Biuletynie Informacji Publicznej Gminy Orchowo”, w tym m. in. na zakresie czynności radcy prawnego, Regulaminie Organizacyjnym Urzędu Gminy w Orchowie, protokołach z posiedzeń sesji i komisji Rady Gminy w Orchowie. Radca prawny w 2018 roku złożył akt oskarżenia wobec Marcina Pryki z żądaniem 1 roku pozbawienia wolności, 3 lat zakazu wykonywania zawodu dziennikarza, 30 tys. zł nawiązki na hospicjum i opublikowania przeprosin w trzech lokalnych tygodnikach oraz portalu. Sprawa toczy się do dziś.

 

CMWP SDP jest obserwatorem tego procesu . Centrum reprezentuje red. Piotr Górski . Poniżej publikujemy jego relację z najprawdopodobniej ostatniej rozprawy w tym procesie .

 

26 lutego odbyło się posiedzenie Sądu Rejonowego w Słupcy w sprawie karnej wytoczonej przez Jarosława Hendrysiaka- radcę prawnego -z prywatnego oskarżenia- dziennikarzowi Marcinowi Pryce – z “Kuriera Słupeckiego”. Wobec braku nowych wniosków dowodowych przewodnicząca składu sędziowskiego, sędzia Elżbieta Ożóg-Kazimierczak ogłosiła zakończenie przewodu sądowego. Następnie zarządziła przejście do kolejnego punktu rozprawy, w którym strony wygłosiły mowy końcowe, a podsądny w swoim słowie ostatnim mógł przedstawić finalne argumenty w sprawie i oczekiwania dotyczące wyroku.

 

Zabierając głos Jarosław Hendrysiak, podtrzymał stawiane w akcie oskarżenia zarzuty. Utrzymywał, że proces wykazał świadome wprowadzanie w błąd czytelników przez red. Marcina Prykę. Za udowodnione uznawał: podawanie nieprawdziwych informacji oraz brak prób weryfikowania faktów w artykułach, które ukazywały się w słupeckim czasopiśmie ponad 3 lata temu. “Wolność wypowiedzi nie oznacza zgody na kłamstwa, pomówienia i niszczenie drugiego człowieka”- argumentował. Jego zdaniem, proces udokumentował też zastosowanie przez dziennikarza z góry założonej, niczym nie popartej, wcześniej przyjętej tezy, o niezgodnej z prawem działalności oskarżyciela. Miało mieć to miejsce wtedy, gdy red. Marcin Pryka pisał o nienależnym pobraniu honorarium przez oskarżyciela, który wtedy zatrudniony był na stanowisku radcy prawnego w Urzędzie Gminy Orchowo. Dziennikarz utrzymywał, że reprezentowanie przez mec. Hendrysiaka Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej przed sądem mieści się w obowiązkach służbowych wynikających z zatrudnienia w urzędzie gminy. Według strony skarżącej nie było to prawdą w świetle umowy o pracę. Pobranie tu osobnego honorarium, w mowie końcowej strony skarżącej, uznane zostało za rzecz zgodną z przepisami. Jako celowo podjętą i niczym nieuzasadnioną próbę zdyskredytowania swojej osoby przez red. Marcina Prykę skarżący przytaczał również publikacje informujące o policyjnym “zainteresowaniu” (np. “Kompetencje Hendrysiaka pod lupą policji”, która ukazała się w “Kurierze Słupeckim” w maju 2017 r.), które -według mec. Hendrysiaka- nigdy nie miało miejsca. Zdaniem skarżącego publikacje te zostały napisane wyłącznie po to, by dowodziły, że “Hendrysiak to przestępca, Hendrysiak to niekompetentny radca prawny”. Oskarżyciel swoje wnioski dokumentował orzecznictwem Sądu Najwyższego dotyczącym szczególnej staranności i rzetelności dziennikarskiej (m.in. uchwała w składzie 7 sędziów SN z lutego 2005 r.) oraz art. 12 ustawy Prawo prasowe (o powinnościach dziennikarza). Utrzymywał, że działalność publicystyczna red. Pryki miała charakter czynów, “które mogą poniżyć (..) w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności”. Zaznaczał, że motywem tych działań była zemsta, za to -jak mówił – że był wieloletnim oponentem politycznym ojca oskarżonego, długoletniego wójta gminy Orchowo a w wyborach w 2014 r. poparł kontrkandydata do tego urzędu. Mec. Jarosław Hendrysiak w swym wystąpieniu bardzo dużo miejsca poświęcił omówieniu poszczególnych artykułów prasowych autorstwa oskarżonego dziennikarza. Utrzymywał, że wszystkie miały za cel zdyskredytowanie go w oczach opinii publicznej Podsumowując mowę końcową strony skarżącej wniósł o: uznanie red. Marcina Pryki za winnego zarzucanych mu czynów , a także -osobno- o zasądzenie od oskarżonego nawiązki w wysokości 30 tys. zł na rzecz “Stowarzyszenia Hospicjum im. Piotra Króla” w Środzie Wielkopolskiej oraz o podanie wyroku do publicznej wiadomości (w sposób opisany w dokumencie oskarżyciela z marca ubiegłego roku).

 

Zupełnie inne niż oskarżyciel wnioski z procesu wywodził mecenas Andrzej Miatkowski reprezentujący oskarżonego red. Prykę. Po pierwsze wnosił o uniewinnienie swego mandanta od zarzucanych mu czynów, których -zdaniem mec. Miatkowskiego- oskarżony nie popełnił. Mecenas utrzymywał, że zakończony właśnie przewód sądowy w całości uzasadnia taki   wniosek. Odnosząc się do prywatnego aktu oskarżenia przytoczył m.in. fragment sentencji Postanowienia Sądu Najwyższego z 25 września 2017 r. (sygn. II KK 146/17), w którym stwierdza się: “Zadaniem dziennikarza jest przekazywanie informacji budzących lub choćby mogących budzić zainteresowanie społeczeństwa i jeśli z tej powinności wywiąże się on w sposób pozostający w zgodzie z obowiązkami nałożonymi nań przepisami prawa, w szczególności przepisami ustawy Prawo prasowe, działanie jego mieści się w granicach pozaustawowego kontratypu”.

 

Tu uwaga autora relacji: w przytaczanym postanowieniu Sąd Najwyższy stwierdza, że -przy zachowaniu określonych zasad (w szczególności przepisów ustawy Prawo prasowe) nie stosując się do określonych, innych przepisów, działanie dziennikarza spełnia przesłanki wyłączające bezprawność takich czynów. Oznacza to, że dziennikarz nawet wtedy pozostaje w granicach swych uprawnień zawodowych.

 

Obrońca red. Pryki dowodził następnie, że zakończony przewód sądowy wykazał właśnie, że jego mandant wypełnił wszystkie warunki (m.in. weryfikował zarówno dokumenty jak i informacje podane mu przez wiarygodne osoby) rzetelności dziennikarskiej przy przygotowywaniu artykułów będących przedmiotem niniejszej sprawy. Podnosił fakt, że również źródła osobowe, zeznania świadków, w tym Władysława Jakubowskiego- ówczesnego przewodniczącego Rady Gminy Orchowo, potwierdzają to, że działania podjęte przez oskarżonego były prawidłowe. Kończąc mec. Miastkowski podkreślał, że zdaniem obrony, “czyny opisane w akcie oskarżenia winny być rozpatrywane – jeżeli już- to osobno. Nie jest to – tak jak sugeruje akt oskarżenia – czyn ciągły”- mówił obrońca. – “Każdy zarzut, to jest inne działanie, inny artykuł, przepis prawa, tyczący zupełnie innego zagadnienia. Obrońca utrzymywał też, że gdyby zarzuty były formułowane i rozpatrywane osobno, to przeważająca ich część uległa by już przedawnieniu. – Uwzględniając to wszystko wnoszę- tak jak na wstępie- o uniewinnienie oskarżonego- konkludował mec. Miastkowski.

 

Oskarżony, w swym ostatnim słowie zauważył, że w ciągu ostatnich 2 lat bardzo dużo już powiedział i napisał w tej sprawie. Dołączył się do wniosku o uniewinnienie zaznaczając, że “tak naprawdę, ten proces nie dotyczy radcy prawnego, tylko polityka. W dodatku takiego, który nie szczędzi słów krytyki swoim oponentom. W moim przeświadczeniu- kontynuował, nie chodzi tu także o sprawiedliwość, bo oskarżyciel prywatny już wytoczył trzy sprawy cywilne, w których domaga się wysokiego zadośćuczynienia pieniężnego”.

 

Na koniec sędzia Elżbieta Ożóg-Kazimierczak podnosząc argument zawiłość materii procesowej i powołując się na art.411 par.1 Kodeksu postępowania karnego ( “W sprawie zawiłej albo z innych ważnych powodów sąd może odroczyć wydanie wyroku na czas nieprzekraczający 14 dni”) odroczyła ogłoszenie wyroku do dnia 10 marca br.

 

Proces przed Sądem Rejonowym w Słupcy jest obserwowany przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Rolę amicus curiae pełni w nim także Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

 

Relację sporządził: Piotr Górski

CMWP SDP krytycznie o publikacji „Gazety Wyborczej” na temat żony ministra sprawiedliwości

CMWP SDP z zaniepokojeniem przyjmuje podjętą przez „Gazetę Wyborczą” próbę dyskredytowania ministra sprawiedliwości poprzez publikacje niewiarygodnych informacji o jego żonie i apeluje do mediów o przestrzeganie zasad etyki dziennikarskiej, szczególnie w trwającej obecnie w kraju prezydenckiej kampanii wyborczej.

 

26 lutego b.r. “Gazeta Wyborcza” zamieściła artykuł Wojciecha Czuchnowskiego pod tytułem “Niebezpieczne związki Patrycji Koteckiej. Niejasna przeszłość żony Ziobry”, w którym, opierając się na zeznaniach byłego członka gangów Piotra K. ps. Broda z 2009 r., skierowano pod adresem żony ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry, zarzuty bliskich kontaktów ze środowiskiem przestępczym Warszawy .

 

Tymczasem informacje ujawniane przez media w odpowiedzi na publikację „Gazety Wyborczej” (m.in. portal wpolityce.pl ) potwierdzają, iż w/w artykuł oparty był na kłamstwach i konfabulacjach   niewiarygodnych osób . W ocenie CMWP SDP termin, treść opublikowanego artykułu i sposób jego promocji w mediach , w tym w społecznościowych,   wskazuje na to, iż jest on elementem nieuczciwej walki politycznej, której celem jest dyskredytowanie ministra sprawiedliwości i związanego z nim obozu politycznego.

 

Należy przy tym zauważyć, iż informacjom GW stanowczo zaprzeczyła zarówno Prokuratura Krajowa, jak i p. Patrycja Kotecka. Prokuratura Krajowa w specjalnym oświadczeniu podkreśliła , iż wyjaśnienia Piotra K. na których opiera swoje zarzuty Gazeta Wyborcza, były przez nią wielokrotnie i szczegółowo sprawdzane w postępowaniach prowadzonych od 2009 r. i nie zostały przez nią potwierdzone. Przeciwnie, dowody zgromadzone przez prokuraturę w tych postępowaniach jednoznacznie wykazały, że Piotr K. ps. „Broda” mijał się z prawdą. Piotr K . obecnie jest podejrzany, ściganym listami gończymi oraz Europejskim Nakazem Aresztowania i utracił status świadka koronnego.

 

W związku z tym CMWP SDP przypomina, iż zgodnie z zasadami Światowej Karty Etyki Dziennikarskiej przyjętej 12 czerwca 2019 podczas 30. Kongresu Międzynarodowej Federacji Dziennikarskiej (IFJ) podstawowym obowiązkiem dziennikarza jest szacunek dla prawdy i prawo opinii publicznej do jej poznania. Spełniając ten obowiązek dziennikarz powinien zawsze przestrzegać zasady rzetelności w zbieraniu i publikowaniu informacji i nie wolno mu wykorzystywać wolności prasy dla partykularnych korzyści. Jest to podstawą zasady wolności słowa w demokratycznym państwie, do której przestrzegania zobowiązani są zarówno przedstawiciele władzy, jak i mediów.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 28 lutego 2020 r.

CMWP SDP z niepokojem o próbach blokowania treści krytycznych wobec ideologii LGBT

W ostatnich dniach niektóre treści publikowane przez Radio Maryja na Twitterze zostały zgłoszone przez niezidentyfikowanych użytkowników jako niezgodne z prawem i naruszające zasady tego portalu społecznościowego. Wszystkie zgłoszone rzekomo naruszające prawo treści dotyczyły artykułów krytycznych wobec ideologii LGBT oraz ideologii gender. W przypadku każdej ze skarg Twitter ocenił, że nie stwierdzono naruszenia zasad oraz obowiązujących przepisów prawa, w związku z tym nie podjęto żadnych działań wobec zgłoszonych wpisów. CMWP SDP zwraca jednak na ten fakt uwagę, ponieważ jeszcze w ub. roku nawet jeden taki wpis mógł skutkować zablokowaniem konta i brakiem możliwości dostępu do publikowanych na nim treści. Liczba zarejestrowanych przez konto Radio Maryja prób blokady jest znacząca i dlatego CMWP SDP postanowiło zwrócić na ten fakt uwagę dziennikarzom i użytkownikom mediów społecznościowych.

 

Jedna ze skarg od użytkownika dotyczyła czterech artykułów. Pierwszy z nich dotyczył sytuacji w Nowym Sączu, gdzie radni zapowiadają kroki prawne wobec środowiska LGBT, które stworzyło tzw. „Atlas Nienawiści” . Zgłoszony był również artykuł, który informował o konferencji w Bydgoszczy poświęconej współczesnym zagrożeniom kulturowym, w tym zagrożeniu ideologią gender oraz tekst opracowany na podstawie audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja, w którym informowano m.in. iż przewodniczący rady miejskiej w Tuchowie zapewnia, że nie wycofa się z rezolucji w sprawie powstrzymywania ideologii LGBT+ , Kolejny blokowany artykuł dotyczył zawieszenia współpracy francuskej gminy Saint-Jean-de-Braye z gminą Tuchów z powodu przyjęcia przez radnych tej małopolskiej gminy uchwały w sprawie powstrzymania ideologii LGBT.

 

Dr Jolanta Hajdasz,

dyr. CMWP SDP

[TYLKO U NAS] J. Hajdasz: Polska jest na początku drogi, którą przeszedł Zachód, gdzie krytyka nagannych zjawisk, np. ideologii LGBT – dzisiaj już nie ma miejsca

 

Nowe zeznania w procesie dot. śmierci red. Jarosława Ziętary w 1992 r.

21 lutego b.r. Sąd Okręgowy w Poznaniu kontynuował proces Mirosława R. ps. “Ryba” oraz Dariusza L., ps. “Lala”, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Świadkowie w procesie zeznawali dzisiaj o napisie zawierającym m.in. cyfry i nazwisko redaktora Jarosława Ziętary, który pojawił się w 2016 r. na murze jednej z posesji w Puszczykowie, należącej do twórcy Elektromisu Mariusza Ś. Relację z rozprawy zamieścił m.in. portal niezależna.pl i PAP .

 

Według ustaleń prokuratury, oskarżeni Mirosław R. i Dariusz L., podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. Oskarżeni nie przyznają się do winy. W toku postępowania śledczy ustalili, że oskarżeni działali wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą. 60-letni obecnie Mirosław R. i 50-letni Dariusz L., byli w pierwszej połowie lat 90. pracownikami poznańskiego holdingu Elektromis, którego działalnością interesował się Ziętara.

 

W piątek 21 lutego sąd przesłuchał m.in. Leszka J. Mężczyzna przeprowadzał remont na jednej z posesji należącej do twórcy Elektromisu Mariusza Ś. w Puszczykowie. Jak mówił, jesienią 2016 roku w trakcie remontu nieruchomości, pracownicy znaleźli na murze napis. Miał on zawierać nazwisko “Ziętara”, “Kapela”, a także cyfry.

 

– Byłem odpowiedzialny za przeprowadzenie remontu, układaliśmy kostkę i utwardzaliśmy powierzchnię. O ile dobrze pamiętam na napisie było tam nazwisko “Kapela” i podane jakieś cyfry. Było to dziwne, bo napis był po wewnętrznej stronie muru, zatem nie był to zwykły akt wandalizmu, bo ktoś musiał wejść na posesję. Przebywałem na tej nieruchomości kilka miesięcy, zanim ten napis został znaleziony. Napis był za altaną kamienną, dlatego nie było go widać. Dopiero kiedy pracownicy zaczęli sprzątać, to ujawnili ten napis. Wyglądał na świeży, nawet ktoś jakby próbował zatrzeć go ziemią, żeby go postarzyć. To był czarny napis, wykonany jakby pędzlem. Był dość duży, miał ok. metra długości – cytuje portal niezależna.pl świadka Leszka J. Jak dodał, słowo “Kapela” skojarzył z nazwiskiem Romana K., który pracował w ochronie w Elektromisie. Świadek dodał, że o znalezieniu napisu poinformował telefonicznie swojego przełożonego. – Trudno mi powiedzieć, jaka była reakcja Krystiana Cz., bo rozmawialiśmy przez telefon. Kazał mi zrobić zdjęcie tego napisu. Potem przyjechało trzech albo czterech policjantów z Krakowa to oglądać – podkreślił Leszek J.

 

Zeznania składał także Mikołaj Ś., syn twórcy Elektromisu Mariusza Ś. Mężczyzna mówił, że po ujawnieniu napisu na murze pomagał oskarżonemu Mirosławowi R. w ustaleniu, co mogą oznaczać napisy znalezione w Puszczykowie. – Widziałem tylko zdjęcie tego napisu. To był mój dom, tam się wychowywałem do 8 roku życia. Dom został sprzedany, a następnie ok. 3-4 lat temu odkupiony. Z tego co mi wiadomo, tego napisu już tam nie ma. Mój ojciec Mariusz Ś. prosił mnie, bo widział ten napis, żebym zobaczył w internecie, co to może oznaczać. Mój ojciec zawsze powtarzał, że “dzieci lepiej ogarniają internet”. Z tego co pamiętam tam było 6 nic nie znaczących znaków, podzielonych przerwą na murzę. I następnie sprawdzałem co oznacza pierwszy “zestaw” cyfr, a następnie drugi. Szukałem w wyszukiwarkach internetowych i sprawdzałem w grafice Google co to może oznaczać – powiedział. Dodał, że jego zdaniem “pierwsze wyniki nie miały znaczenia. Pojawiały się cement, cegły, materiały do komputera”. – Po przeszukaniu na drugiej, lub trzeciej stronie zobaczyłem zdjęcie. Pan R., który siedział przy mnie zwrócił uwagę na to zdjęcie, ja też, bo było jedyne tego typu zdjęciu. Po wejściu na tę stronę okazało się, że jest to tzw. stary agregator zdjęć, mam na myśli stary system w tworzeniu stron internetowych – dodał. – Osoba na tym zdjęciu była koło motocykla, trzymała kask w ręce. Po powiększeniu tego zdjęcia pan R. stwierdził, że jest to osoba podobna do Jarosława Ziętary. Zdjęcie nie było w super jakości, widać było, że było starsze, wyglądało na zeskanowane – podkreślił. – Następnie pan R. poprosił mnie, żebym sprawdził czy jest więcej takich podobnych zdjęć. Ale takich już nie było. Zaważyłem jednak, że była tam osoba starsza, w wieku ok. 40-50 lat i pokazałem tę osobę R., kto to może być. Była to osoba podobna do pana Ziętary. I następnie pan R. poprosił mnie żebym zrobił album zdjęć z tą osobą i wysłałem mu to w folderze – zaznaczył świadek. Dodał, że kiedy próbował ustalić gdzie mogło zostać to zdjęcie zrobione, okazało, że zdjęcie było robione w Australii.

 

Sąd przesłuchał w piątek także Hannę K., wdowę po zmarłym w 1993 roku Romanie K. ps. “Kapela”. Były mistrz Polski w judo, policjant i ochroniarz Elektromisu, według prokuratury był zamieszany w porwanie Ziętary. Mężczyzna miał popełnić samobójstwo w mieszkaniu kochanki. W mediach pojawiały się jednak informacje, że samobójstwo Romana K. zostało upozorowane. Prokuratura nie znalazła dowodów na potwierdzenie tych hipotez. W poprzednich zeznaniach, odczytanych dziś przez sąd, kobieta podkreśliła, że jej zdaniem śmierć jej męża nie była przypadkowa. – Nie wiem kto zabił mojego męża, ale jestem przekonana, że zginął w sposób zbrodniczy. On nie popełniłby samobójstwa – zaznaczyła. Dodała, że w jej opinii “Mirosław R. może stać za pozbawieniem życia mojego męża”. – Pamiętam, że jak jeszcze byłam w szpitalu przy Romku, to Mirosław R. cały czas chodził nerwowo, patrzył przez szybę. Nikt nigdy nie powiedział mi nic więcej o śmierci Romka

– mówiła. Dodała, że szwagier zabiegał o wznowienie śledztwa, ale miał usłyszeć, że “lepiej się tą sprawą nie zajmować, jeśli jemu i jego rodzinie nie ma się stać nic złego”.

 

Zeznania składała także m.in. Anna W., żona Wojciecha W. ochroniarza w Elektromisie, który kilka lat po zniknięciu dziennikarza zginął w wypadku samochodowym. Sąd przesłuchał także matkę Dariusza L., Janinę. Mężczyzna pracował w Elektromisie, później zginął w wypadku samochodowym. Według śledczych, Dariusz L. ps. “Lewy” wiedział, co się stało z Ziętarą.

 

CMWP SDP jest obserwatorem tego procesu .

 

Źródło: niezależna.pl, PAP, CMWP SDP

Sąd uchylił zakaz wykonywania zawodu dla dziennikarki i lewicowej działaczki politycznej z Wronek

Anna Wilk-Baran została prawomocnie uznana winną pomówienia spółki Amica. Jednocześnie jednak sąd drugiej instancji uchylił jej zakaz wykonywania zawodu, o co apelowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

 

20 lutego b.r. Sąd Okręgowy w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego, który uznał, że dziennikarka “Gazety Powiatowej” z Wronek i działaczka polityczna Anna Wilk-Baran związana z ugrupowaniami lewicowymi m.in. Ruchem Palikota winna jest pomówienia spółki „Amica” . Sąd nakazał jej opublikowanie przeprosin, wpłatę tzw. nawiązki 5 tys. zł na wskazany cel charytatywny i nałożył na nią ponad 2 tys. zł grzywny.

 

Sąd drugiej instancji uchylił jednocześnie Annie Wilk Baran zakaz wykonywania zawodu, o co od początku apelowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP . Stanowisko w tej sprawie zostało opublikowane w maju ubiegłego roku . W toku postępowania Centrum uzyskało także pisemne potwierdzenie spółki Amica, iż wycofuje się z żądania zakazu wykonywania zawodu przez dziennikarkę.

 

Stanowisko CMWP SDP w tej sprawie

 

Oświadczenie spółki Amica

 

Sąd zrezygnował także z zastosowania wobec Anny Wilk-Baran środka karnego w postaci zakazu prowadzenia działalności wydawniczej i zajmowania stanowisk w podmiotach prowadzących działalność wydawniczą. Amica pozwała dziennikarkę z art. 212 kodeksu karnego za określenia na temat spółki uzyte przez nią w opublikowanych w 2017 roku na łamach “Gazety Powiatowej”z Wronek oraz profilu na Facebooku. Anna Wilk-Baran w artykule „Tylko, że muszę Ci zadawać trudne pytania o Amice…” napisała m.in. : „ w otoczeniu Amici bandziorów nie brak”. Materiał „Recydywista powiązany z Amicą napadł na dziennikarkę” zakończyła: „Wroniecka spółka na tle powyższych wydarzeń i znajomości powinna się poważnie zastanowić czy warto nadal nazywać się spółką akcyjną? Może przestępcza grupa zorganizowana, będzie adekwatniejszą nazwą?” (pisownia oryginalna – red.). Jak twierdzi Anna Wilk Baran publikacje te były związane z jej informacjami na temat rzekomego łamania praw pracowniczych w Amice, które sprawdza prokuratura.

 

Przeciwko publikacjom Anny Wilk Baran występują jednak także mieszkańcy Wronek i pobliskich miejscowości opisując  stronniczość i nierzetelność jej publikacji oraz wskazując na jej powiązania z konkurencyjną wobec Amici firmą. Latem informowali oni o powołaniu stowarzyszenia osób pokrzywdzonych przez jej artykuły i wpisy w mediach społecznościowych. W sprawie publikacji Anny Wilk-Baran o Amice toczy się obecnie także postępowanie cywilne, które zostało zawieszone do czasu zakończenia śledztwa dotyczącego łamania praw pracowniczych w firmie. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. Anna Wilk Baran kandydowała do PE z listy Lewica Razem.  Mandatu europosła nie zdobyła.

Kolejna rozprawa w procesie byłego członka Rady Programowej TVP 3 Gdańsk przeciwko jej dyrekcji

18 lutego 2020 r.  w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, w XV Wydziale Cywilnym odbyła się kolejna już rozprawa wytoczona przez Henryka Jezierskiego, dziennikarza wydawnictw motoryzacyjnych przeciwko red. Joannie Strzemiecznej – Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk. Proces toczy się już od ponad dwóch lat. Przedmiotem sporu jest wyemitowany w dniu 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk materiał informacyjny, autorstwa Agaty Mielczarek, dotyczący wyborów członków do Rady Programowej w tejże stacji oraz w Radiu Gdańsk. Znalazły się w nim, na podstawie danych z IPN, odniesienia m.in. do osoby redaktora Jezierskiego, w kontekście jego domniemanej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL.

 

Sprawę prowadził sędzia Piotr Kowalski. Na rozprawę stawił się Henryk Jezierski wraz z pełnomocnikiem, własną córką, mecenas Małgorzatą Jezierską-Wojdak. Stronę pozwanej Joanny Strzemiecznej – Rozen reprezentował jej pełnomocnik mecenas Wenanty Plichta. Joanna Strzemieczna-Rozen nie uczestniczyła w rozprawie. W posiedzeniu jako publiczność, uczestniczyło dwóch kolegów Henryka Jezierskiego.

 

Z ramienia Centrum Monitoringu Wolności Prasy toczący się proces sądowy obserwuje Maria Giedz. Do Sądu zostało wysłane stanowisko CMWP SDP w przedmiotowej sprawie.

 

Na poprzedniej rozprawie, która odbyła się 17 stycznia b.r., pełnomocnik powoda domagał się udostępnienia nagrania na telefonie komórkowym rozmowy autorki telewizyjnego materiału informacyjnego z powodem. Dziennikarka przeprowadzając rozmowę zapisywaną na kamerze jednocześnie miała włączony dyktafon w telefonie komórkowym. Zdaniem mec. Jezierskiej-Wojdak było to działanie nielegalne i nagranie to różni się w treści od tego zapisanego kamerą. Okazało się, że odtworzenie tego nagrania przekopiowanego na płytę cd i wręczonego pełnomocnikowi pozwanej nie jest możliwe, gdyż płyta jest pusta. Mec. Wenanty Plichta wniósł więc o odroczenie sprawy, bo trudno rozmawiać o nagraniu, którego nie ma. Okazało się jednak, że Sąd był w posiadaniu nagrania na pendrivie przekazanym do akt przez powoda. Sędzia Piotr Kowalski postanowił odtworzyć zawarty na pendrive plik na sali rozpraw. Nagranie to było niewiele dłuższe (15 minut) od tego wyemitowanego w telewizji. Niestety jest zupełnie nieczytelne. Słychać w nim startujące i lądujące samoloty, często przejeżdżające samochody, a w tle niezrozumiałą rozmowę. Można było wyłapać jedynie pojedyncze słowa.

 

– To jest oszustwo – mówił Henryk Jezierski

 

– W jaki sposób Pana nazwisko pojawiło się w kontekście służb bezpieczeństwa? – pytała Anna Mielczarek.

 

– Nawet nie wiedziałem, że coś takiego jest – odpowiadał Jezierski.

 

Zagłuszenia, trzaski, szumy…

 

– Po siedmiu latach nie ma żadnych dowodów…, to są złe metody…, pokazuje jaki był udział…, poczekajmy, dajmy szansę na rozwój…, – słychać męski głos.

 

Ponownie słychać trzaski, silnik samolotu, samochody… Dopiero kiedy dziennikarka wsiadła do samochodu słychać wyraźnie słowny zapis numeru telefonu. W trakcie wyjaśnień okazało się, że nagrania dokonywano w okolicach lotniska. Mec. Jezierska-Wojdak stwierdziła, że co prawda występują „trudności w odsłuchaniu tego nagrania, to przebija się oświadczenie, że powód nie prowadził współpracy z SB i wskazywał na brak dowodów tejże współpracy.” Ponadto uznała, że „jakość nagrania wskazuje, iż było ono prowadzone z ukrycia i dopiero zmienia się ta jakość, gdy dziennikarz wpisuje numer telefonu”.Sędzia Piotr Kowalski wyjaśnił, że dziennikarka tłumaczyła (podczas zeznań), iż dokonuje się takiej formy zapisu i że nie było ono upubliczniane.Mec. Jezierska-Wojdak doszukiwała się przyczyny dokonania tego drugiego nagrania. Przypuszczała, że Mielczarek „dlatego nagrywała z ukrycia, bo podjęła dodatkowe kroki, bała się, asekurowała się, a być może zrobiła to z polecenia Strzemiecznej- Rozen?… Powodowi nie dano możliwości odniesienia się do tego nagrania”.

 

Mec. Plichta stwierdził, że jakość nagrania jest fatalna i do zapoznania się z jego treścią wymagane jest skupienie, wsłuchanie się w jego treść. Jego zdaniem „nie jest to nagranie z ukrycia, gdyż zbyt wyraźnie słychać odgłosy maszyn, samolotów, samochodów”. Ponadto jest to takie samo nagranie, jakiego dokonano kamerą, jednak dziennikarz nie może wykorzystywać w całości zebranego materiału. Mec. Plichta po raz kolejny złożył wniosek o zwrócenie się do IPN o wykaz listy funkcjonariuszy zatrudnionych w wydziale III w latach 1986-1990, tych którzy zajmowali się infiltrowaniem środowiska dziennikarskiego. Ponieważ „szereg materiałów z różnych powodów zostało zniszczone. Jeśli będzie taka lista funkcjonariuszy, to można złożyć wniosek o przesłuchanie tych osób na okoliczność współpracy z powodem”. Niemal natychmiast mec. Jezierska-Wojdak wniosła o oddalenie tego wniosku. Jej zdaniem to nie ma żadnego znaczenia. Natomiast ważnym jest tylko to, że „materiał wyemitowany w telewizji jest kłamliwy i nierzetelny”. Mec. Plichta wyjaśniał, że wszystkie materiały dowodowe zostały zniszczone, pozostali świadkowie, ale tych pełnomocnik powoda nie chce dopuścić do głosu, bo mogłoby się okazać, że Henryk Jezierski był TW. Jezierska-Wojdak ripostowała. Mówiła, że to szukanie po omacku, działanie bezsensowne, że dziennikarze przygotowujący audycją nie dysponowali takimi dowodami. „Czyli widać jasno, że dowodów nie ma i nie będzie”.

 

Sąd postanowił oddalić wniosek pozwanej. Sędzia Piotr Kowalski swoją decyzję argumentował tym, że „kwestia poszukiwania dowodów i ich przedstawienia jest zajęciem stron. A wychodzi na to, że to Sąd ma, wykorzystując swoje uprawnienia proceduralne, pozyskiwać listę przyszłych świadków, których strona mogłaby wykorzystać. Poza tym jest to spóźnione oświadczenie. Rozprawa trwa już dwa lata, a to spowodowałoby przedłużenie sprawy. Samo postępowanie mogłoby się przedłużyć o rok. Sąd ten wniosek oddalił mając na uwadze sprawność postępowania. Sąd nie jest instytucją śledczą.” Mec. Plicha nie dał za wygraną i wyjaśniał, że ten wniosek zmierza do ustalenia prawdy. Istotne w sprawie dokumenty zostały zniszczone. Ostatnie legalne niszczenie dokumentów przeprowadzono w 2010 r. Poza tym w aktach paszportowych dotyczących Henryka Jezierskiego występuje ciekawa wzmianka, że akta Jezierskiego były tajne.

 

Sąd postanowił zapoznać się szczegółowo z dokumentami paszportowymi i dopuścić je do sprawy. Sąd odroczył posiedzenie do dnia 13 marca 2020 r. do godziny 14.

 

Opracowanie i zdjęcia : Maria Giedz

 

CMWP SDP o odmowie udzielenia informacji dziennikarzom z Radia Szczecin

Zamiast konkretnych odpowiedzi na pytania jest atak na media – w ten sposób można podsumować sytuację, jak spotkała dziennikarzy z Radia Szczecin, którzy  zwrócili się do  Marszałka województwa zachodniopomorskiego z pytaniem o o wydawanie milionów złotych na obsługę prawną województwa.

 

Sprawa ma swój początek w wyjaśnianiu przez dziennikarzy m.in. dziennikarzy Radia Szczecin tzw. afery kopertowej dot. prof. Tomasza Grodzkiego i finansowaniem Fundacji działającej przy kierowanym w przeszłości przez niego szpitalu w Szczecinie Zdunowie. Po tym jak szczecińskiej radnej  Małgorzacie Jacynie-Wit nie udało się uzyskać informacji w ramach złożonej interpelacji na temat  finansów  Fundacji, radna zwróciła się o odpowiedź do zarządu województwa. Zarząd marszałka Olgierda Geblewicza także nie odpowiedział na te pytania , a dziennikarze ustalili przy tym, że od roku obsługą prawną Urzędu Marszałkowskiego zajmuje się związana z PO kancelaria z Warszawy, mimo iż przetarg na kompleksową obsługę prawną Urzędu Marszałkowskiego wygrała – także związana z Platforma Obywatelską – szczecińska Kancelaria “Mazurkiewicz Cieszyński Mazuro”. Zlecenie  za lata 2019-2023 opiewa na 5 milionów złotych. Mimo to  zarząd województwa płaci dodatkowo innej kancelarii (z Warszawy) 6,5 tys. zł miesięcznie.

 

Gdy dziennikarze z Radia Szczecin zwrócili się do Urzędu Marszałkowskiego z pytaniem, czy zlecanie dodatkowych usług prawnych nie jest marnowaniem publicznych pieniędzy, nie otrzymali merytorycznej odpowiedzi. Zamiast niej 13 lutego biuro prasowe marszałka napisało : “W ocenie marszałka województwa Zachodniopomorskiego Olgierda Geblewicza, kompletnym marnotrawieniem pieniędzy publicznych jest wynajmowanie przez Radio Szczecin takich „celebrytów PiS” jak Magdalena Ogórek, Piotr Semka czy Piotr Cywiński, tylko i wyłącznie do głoszenia informacji zgodnych z linią partii rządzącej (…) Wynajęcie renomowanej Kancelarii „Chmaj i Wspólnicy sp. k” specjalizującej się w zakresie prawa konstytucyjnego zostało wymuszone przez agresywną politykę rządu Prawa i Sprawiedliwości wobec samorządów, w tym Samorządu Województwa, charakteryzującą się recentralizacją Państwa oraz niezgodnym z Konstytucją RP przejmowaniem kompetencji” – czytamy w piśmie do Radia Szczecin.

 

Każdy, kto przeczyta tę odpowiedź nie będzie miał wątpliwości, że jest ona lekceważąca, że dziennikarze Radia Szczecin nie zostali potraktowani poważnie przez biuro prasowe marszałka – oceniła  Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP. – Z pewnością odpowiedź biura prasowego marszałka województwa zachodniopomorskiego narusza ustawę o dostępie do informacji publicznej, a ze względu na wagę poruszanego zagadnienia i rolę, jaką pełnią media we współczesnym społeczeństwie. W tym kontekście warto przypomnieć, iż wolność słowa stanowi jedną z podstawowych zasad demokratycznego państwa prawnego. Została ona wprost  wyrażona w art. 54 w ust. 1 Konstytucji RP, który zawiera  nie tylko powszechną gwarancję wolności wyrażania swoich poglądów ale także  pozyskiwania i rozpowszechniania informacji – powiedziała Jolanta Hajdasz komentując na antenie  Radia Szczecin nie udzielenie  dziennikarzom tego radia  merytorycznych informacji przez biuro prasowe województwa zachodniopomorskiego.

Odpowiedź biura prasowego Zarządu województwa zachodniopomorskiego: 13.02.2019 r. Odp. dla T.Duklanowski (1)

 

Więcej informacji :

https://radioszczecin.pl/1,401093,radna-pyta-o-fundacje-warszawski-prawnik-do-gebl

http://radioszczecin.pl/1,401160,bezczelnosc

https://m.gpcodziennie.pl/126778-chamstwo-marszalka-geblewicza.html

 

CMWP SDP w lutowym Kurierze Wnet

Postępowanie dyscyplinarne na Uniwersytecie Szczecińskim przeciwko profesor, która ośmieliła się na Facebooku opublikować wpis o tym, jak przed laty musiała zapłacić „na fundację” w szpitalu prowadzonym przez marszałka Grodzkiego, gdy była leczona jej mama, skazanie w Nowym Sączu niepełnosprawnego obrońcy życia na karę grzywny za powieszenie plakatu informującego o zbrodni aborcji w szpitalach, skazanie poety i dziennikarza obywatelskiego z Sosnowca za rozesłanie maili do instytucji samorządowych – to sprawy , w których CMWP SDP zabierało publicznie głos w styczniu b.r. broniąc tych, którzy odważyli się w ważnych dla nas wszystkich sprawach zabierać głos publicznie. Co charakterystyczne – nie byli to zawodowi dziennikarze, ale naukowiec, poeta, czy działacz pro-life. Ale z dziennikarstwem mają wiele wspólnego, wykorzystali bowiem środki masowego komunikowania (bilbord, wpis w mediach społecznościowych, a nawet maile), by informować opinie publiczną o sprawach najbardziej istotnych, o których wg nich opinia publiczna musiała się dowiedzieć. I za to spotkała ich kara na tyle sroga, że nie można być wobec niej obojętnym, że trzeba było protestować i nagłaśniać skandal, że sądy, czy podobne im instytucje np. na uczelni wyższej nie przestrzegają zasady wolności słowa.

 

I jeszcze styczniowe sensacyjne zeznania gangstera „Baryły” w procesie o zabójstwo red. Jarosława Ziętary w 1992 roku – ja nie pogrążyłem żadnego bandziora czy gangstera tylko klawisza i ubeka. Bił ludzi. Był dobry w biciu ludzi, gdy był klawiszem. Ciągle piszecie najbogatszy, senator, a to klawisz i ubek – zeznaje gangster na temat byłego senatora Aleksandra Gawronika i mówi przy tym, iż widział w bagażniku kości i czaszkę zamordowanego. Wiemy o tym dzięki systematycznej, wytrwałej i solidnej pracy dziennikarki Aleksandry Tabaczyńskiej, która w imieniu CMWP jest obserwatorem procesów w sprawie tego niewyjaśnionego do dziś zabójstwa. W prasie codziennej, w mediach tradycyjnych nie ma zbyt wielu relacji z tego procesu. Źródłem informacji dla wielu w tej sprawie może być jedynie  cmwp.sdp.pl i jest portal sdp.

 

Cała strona informacji o działaniach CMWP SDP  w  styczniu 2020 r. została opublikowana w bieżącym, 68 numerze  Kuriera Wnet. . Zachęcamy do lektury !

CMWP SDP w programie “Koniec systemu” red. Doroty Kanii w TV Republika

11 lutego b.r. Jolanta Hajdasz wzięła udział w  programie “Koniec Systemu” emitowanym na antenie Telewizji Republika, w którym red.  Dorota Kania ujawniła  informacje nt. rektora Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika, prof. Andrzeja Tretyna. We wrześniu ub. roku rektor  zawiesił  prof. Aleksandra Nalaskowskiego, pracownika UMK  za opublikowanie felietonu.  Oficjalną przyczyną tej decyzji nie była jego działalność naukowa, ale krytyczne zdanie profesora Nalaskowskiego  na temat marszów równości oraz ideologii LGBT opublikowane  w tym felietonie na łamach tygodnika “Sieci”.

 

Red. Dorota Kania ujawniła w swoim programie, iż  profesor Andrzej Tretyn pochodzi z  tzw. resortowej rodziny. Jego ojciec Edward Tretyn był funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego – pracował jako strażnik w Służbie Więziennej. Był także członkiem komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej, która podlegała Moskwie. Z  funkcjonariuszami władzy komunistycznej związani byli także inni członkowie jego rodziny.  Informacje na ten temat znajdują się w dokumentach Instytutu Pamięci Narodowej.

 

W swojej wypowiedzi  dyr. Jolanta Hajdasz przypomniała okoliczności wystosowania przez CMWP SDP protestu  przeciwko postępowaniu wyjaśniającemu,   jakie rektor Andrzej Tretyn wszczął wobec prof. Nalaskowskiego, co w ocenie Centrum było naruszeniem zasady wolności słowa i swobody wypowiedzi. List otwarty w  obronie prof. Nalaskowskiego podpisało wówczas blisko 35 tysięcy osób. 3 stycznia b.r. decyzją rzecznika dyscyplinarnego UMK ds. nauczycieli akademickich postępowanie wyjaśniające ws. prof. Aleksandra Nalaskowskiego umorzono .

cała audycja z TV Republika : https://telewizjarepublika.pl/andrzej-tretyn-modelowy-rektor-iii-rp,91285.html

Jolanta Hajdasz w Polskim Radiu 24 o wyroku skazującym dla b. dziennikarza i wydawcy “Wprost”

– Sąd Rejonowy w Warszawie skazał dziennikarzy, którzy nie byli głównymi bohaterami całej tej sprawy, na tak wysokie grzywny, za czyny, których tak naprawdę – w mojej ocenie – w ogóle nie było – mówiła 8 lutego b.r. w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, wiceprezes  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Rozmowę z nią przeprowadził red. Piotr Wąż.  Jolanta Hajdasz odniosła się w ten sposób do wyroków skazujących dla Michała Majewskiego i Michała M. Lisieckiego po awanturze w siedzibie “Wprostu”. Wyrok za złamanie art. 224 par. 2 Kodeksu karnego wydała sędzia Monika Tkaczyk-Turek. Paragraf ten mówi, że “karze podlega ten, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną” by uniemożliwić czynności służbowe funkcjonariuszy. W związku z decyzją sądu Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wydało oświadczenie, w którym stanowczo zaprotestowało przeciwko skazywaniu dziennikarzy za obronę tajemnicy dziennikarskiej.

 

Sprawę komentowała w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, która stwierdziła, że wyrok jest kuriozalny i skandaliczny. – Sąd Rejonowy w Warszawie skazał dziennikarzy, którzy nie byli głównymi bohaterami całej tej sprawy, na tak wysokie grzywny, za czyny, których tak naprawdę – w mojej ocenie – w ogóle nie było – stwierdziła wiceprezes SDP . Podkreśliła, że paragraf, z którego skazani zostali dziennikarze, absolutnie nie przystaje do sytuacji w redakcji “Wprostu”. Ponadto podkreśliła, że sąd w ogóle nie wziął pod uwagę kontekstu omawianej sprawy, czyli świeżo ujawnionej wówczas afery taśmowej. Zaznaczyła, że obok spraw tak oczywistych, jak utrzymywanie tajemnicy dziennikarskiej i ochrony źródeł, ma znaczenie także fakt, że osoby opisywane przez tygodnik sprawowały wówczas władzę, co oznacza, że nie można było mieć pewności, czy służby państwa nie będą chciały sprawy zamieść pod dywan.

 

Gościowi PR24 zwrócono uwagę, że sędzia Monika Tkaczyk-Turek znajduje się na słynnej “liście Siedleckiej” zwanej też “listą wolności”, na której znajdują się sędziowie “niewygodni dla władzy”. Jak podkreśliła, na stanowisko Centrum Monitoringu Wolności Prasy informacja ta nie miała żadnego wpływu, bo SDP broni w tej kwestii elementarnej wolności słowa.

 

– Te fakty są dodatkowym argumentem, żeby widzieć w tym wyroku coś skandalicznego i coś, co nie jest obiektywnym osądzeniem sytuacji, jaka miała miejsce pięć lat temu, tylko jest jakimś rodzajem osobistego zaangażowania. Uderzyć chce się w kogokolwiek, kto miał z tamtą sprawą w jakikolwiek sposób coś wspólnego – mówiła Jolanta Hajdasz.

 

Cała audycja  jest tu : https://polskieradio24.pl/5/3/Artykul/2451832