CMWP SDP w programie “Koniec systemu” red. Doroty Kanii w TV Republika

11 lutego b.r. Jolanta Hajdasz wzięła udział w  programie “Koniec Systemu” emitowanym na antenie Telewizji Republika, w którym red.  Dorota Kania ujawniła  informacje nt. rektora Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika, prof. Andrzeja Tretyna. We wrześniu ub. roku rektor  zawiesił  prof. Aleksandra Nalaskowskiego, pracownika UMK  za opublikowanie felietonu.  Oficjalną przyczyną tej decyzji nie była jego działalność naukowa, ale krytyczne zdanie profesora Nalaskowskiego  na temat marszów równości oraz ideologii LGBT opublikowane  w tym felietonie na łamach tygodnika “Sieci”.

 

Red. Dorota Kania ujawniła w swoim programie, iż  profesor Andrzej Tretyn pochodzi z  tzw. resortowej rodziny. Jego ojciec Edward Tretyn był funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego – pracował jako strażnik w Służbie Więziennej. Był także członkiem komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej, która podlegała Moskwie. Z  funkcjonariuszami władzy komunistycznej związani byli także inni członkowie jego rodziny.  Informacje na ten temat znajdują się w dokumentach Instytutu Pamięci Narodowej.

 

W swojej wypowiedzi  dyr. Jolanta Hajdasz przypomniała okoliczności wystosowania przez CMWP SDP protestu  przeciwko postępowaniu wyjaśniającemu,   jakie rektor Andrzej Tretyn wszczął wobec prof. Nalaskowskiego, co w ocenie Centrum było naruszeniem zasady wolności słowa i swobody wypowiedzi. List otwarty w  obronie prof. Nalaskowskiego podpisało wówczas blisko 35 tysięcy osób. 3 stycznia b.r. decyzją rzecznika dyscyplinarnego UMK ds. nauczycieli akademickich postępowanie wyjaśniające ws. prof. Aleksandra Nalaskowskiego umorzono .

cała audycja z TV Republika : https://telewizjarepublika.pl/andrzej-tretyn-modelowy-rektor-iii-rp,91285.html

Jolanta Hajdasz w Polskim Radiu 24 o wyroku skazującym dla b. dziennikarza i wydawcy “Wprost”

– Sąd Rejonowy w Warszawie skazał dziennikarzy, którzy nie byli głównymi bohaterami całej tej sprawy, na tak wysokie grzywny, za czyny, których tak naprawdę – w mojej ocenie – w ogóle nie było – mówiła 8 lutego b.r. w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, wiceprezes  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Rozmowę z nią przeprowadził red. Piotr Wąż.  Jolanta Hajdasz odniosła się w ten sposób do wyroków skazujących dla Michała Majewskiego i Michała M. Lisieckiego po awanturze w siedzibie “Wprostu”. Wyrok za złamanie art. 224 par. 2 Kodeksu karnego wydała sędzia Monika Tkaczyk-Turek. Paragraf ten mówi, że “karze podlega ten, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną” by uniemożliwić czynności służbowe funkcjonariuszy. W związku z decyzją sądu Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wydało oświadczenie, w którym stanowczo zaprotestowało przeciwko skazywaniu dziennikarzy za obronę tajemnicy dziennikarskiej.

 

Sprawę komentowała w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, która stwierdziła, że wyrok jest kuriozalny i skandaliczny. – Sąd Rejonowy w Warszawie skazał dziennikarzy, którzy nie byli głównymi bohaterami całej tej sprawy, na tak wysokie grzywny, za czyny, których tak naprawdę – w mojej ocenie – w ogóle nie było – stwierdziła wiceprezes SDP . Podkreśliła, że paragraf, z którego skazani zostali dziennikarze, absolutnie nie przystaje do sytuacji w redakcji “Wprostu”. Ponadto podkreśliła, że sąd w ogóle nie wziął pod uwagę kontekstu omawianej sprawy, czyli świeżo ujawnionej wówczas afery taśmowej. Zaznaczyła, że obok spraw tak oczywistych, jak utrzymywanie tajemnicy dziennikarskiej i ochrony źródeł, ma znaczenie także fakt, że osoby opisywane przez tygodnik sprawowały wówczas władzę, co oznacza, że nie można było mieć pewności, czy służby państwa nie będą chciały sprawy zamieść pod dywan.

 

Gościowi PR24 zwrócono uwagę, że sędzia Monika Tkaczyk-Turek znajduje się na słynnej “liście Siedleckiej” zwanej też “listą wolności”, na której znajdują się sędziowie “niewygodni dla władzy”. Jak podkreśliła, na stanowisko Centrum Monitoringu Wolności Prasy informacja ta nie miała żadnego wpływu, bo SDP broni w tej kwestii elementarnej wolności słowa.

 

– Te fakty są dodatkowym argumentem, żeby widzieć w tym wyroku coś skandalicznego i coś, co nie jest obiektywnym osądzeniem sytuacji, jaka miała miejsce pięć lat temu, tylko jest jakimś rodzajem osobistego zaangażowania. Uderzyć chce się w kogokolwiek, kto miał z tamtą sprawą w jakikolwiek sposób coś wspólnego – mówiła Jolanta Hajdasz.

 

Cała audycja  jest tu : https://polskieradio24.pl/5/3/Artykul/2451832

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu dziennikarza i wydawcy z „Wprostu” za ochronę źródeł informacji

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wyraża stanowczy protest przeciwko wyrokowi Sądu Rejonowemu w Warszawie na podstawie którego były dziennikarz „Wprost” red. Michał Majewski i wydawca pisma Michał M. Lisiecki zostali uznani za winnych i skazani na odpowiednio 18 tys. zł i 20 tys. zł grzywny za zachowanie w czerwcu 2014 roku w gabinecie Sylwestra Latkowskiego, któremu funkcjonariusze ABW starali się odebrać laptop.

 

Chodzi o sytuację, w której po ujawnieniu przez tygodnik „Wprost” nagrań z podsłuchów m.in. prominentnych polityków PO i osób związanych z ówczesną partią sprawującą władzę prokuratorzy oraz funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wkroczyli do redakcji tygodnika „Wprost” w ramach śledztwa prowadzonego przez stołeczną prokuraturę w sprawie nielegalnych podsłuchów i zażądali wydania nośników nagrań tuż po tym, jak tygodnik ujawnił pierwsze nagrania rozmów polityków i biznesmenów podsłuchanych w dwóch warszawskich restauracjach, co wywołało tzw. aferę taśmową. Ówczesny redaktor naczelny tygodnika, Sylwester Latkowski powołując się na tajemnicę dziennikarską odmówił wydania materiałów. Prokuratura zarządziła przeszukanie redakcji, a funkcjonariusze ABW próbowali siłą odebrać red. Latkowskiemu laptop, co nie im się nie udało. W obronie ówczesnego szefa „Wprost” stanęli dziennikarze wielu różnych mediów, w tym także Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP – link jest tu :

http://archiwum.freepress.org.pl/show_news.php?id=490

 

3 lutego b.r. Sąd Rejonowy w Warszawie uznał red. Michała Majewskiego i wydawcę pisma Michała M. Lisieckiego za winnych i skazał ich na grzywny z artykułu 224 § 2, który mówi o tym, że podlega karze ten, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej.

 

W ocenie CMWP SDP wyrok ten narusza fundamentalną dla ustroju demokratycznego zasadę wolności słowa. Przypisywane dziennikarzom zarzuty nie miały miejsca, a sąd zlekceważył swoim wyrokiem zarówno wszystkie okoliczności tego zdarzenia, jak i ich kontekst czyli ważny interes społeczny, jakim było zarówno ujawnienie treści nagrań z podsłuchów, jak i ochrona tajemnicy dziennikarskiej związanej z ich publikacją .

 

Skazywanie dziennikarzy bez uwzględniania wszystkich okoliczności wykonywanej przez nich pracy i bez uwzględniania kontrolnej funkcji mediów w demokratycznym państwie prowadzi przy tym do uruchomienia i upowszechnienia w pracy dziennikarskiej mechanizmu autocenzury, czyli samoograniczania się także innych dziennikarzy i nie podejmowania przez nich w publikacjach trudnych i kontrowersyjnych problemów społecznych, co w oczywisty sposób niszczy zasadę wolnego słowa i prowadzi do ograniczenia swobód obywatelskich. Jest to tzw. efekt mrożący (ang. chilling effect), wielokrotnie opisywany zarówno na gruncie prawa polskiego, jak i innych krajów jako działanie przeciwko wolności słowa i wypowiedzi.

 

CMWP SDP pragnie podkreślić, że zarówno na gruncie prawa krajowego jak i międzynarodowego wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są wszystkie instytucje państwowe. Opisana praktyka sądowa budzi więc zdecydowany sprzeciw, nie sposób bowiem przyjąć, by wskazane wyżej orzeczenie miało się przyczynić do wzmocnienia demokracji czy respektowania zasady wolności słowa.

 

CMWP SDP zapewnia o swojej gotowości udzielenia skazanym dziennikarzom  nieodpłatnej pomocy prawnej w przypadku składania przez nich apelacji od w/w wyroku .

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 6 luty 2020 r.

Wolność słowa w praktyce. Podsumowanie 2019 roku w CMWP SDP w Kurierze Wnet

Można się mylić, ale nie wolno kłamać. To najprostsza i najważniejsza zasada etyki dziennikarskiej, którą przestrzegać powinni wszyscy ludzie mediów. Ale w zamian za to demokracja powinna pozwalać im publikować materiały i publicznie prezentować swoje oceny bez ingerencji i bez kary za krytykę. A jak jest w praktyce  w Polsce ?  Dobrze widać to z pewnej odległości. Kurier Wnet  w numerze 67 (1/2020) publikuje obszerne posumowanie minionych 12 miesięcy  w CMWP SDP czyli jedynej instytucji zajmującej się tylko i wyłącznie monitorowaniem przestrzeni medialnej pod kątem przestrzegania zasady wolności słowa demokratycznego państwa czyli z perspektywy działalności istniejącego od 1996 r. Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

W tym zestawieniu widać jak na dłoni tematy tabu współczesnej debaty publicznej . Jest nim przede wszystkim krytykowanie ideologii LGBT i obrona życia, warto przekonać się,  jak wiele osób usiłujących w 2019 r. w przestrzeni publicznej powiedzieć coś krytycznego na ten temat ponosiło z tego powodu konsekwencje zawodowe. To np. prof. Nalaskowski, to abp Jędraszewski, to red. Tomasz Sakiewicz i „Gazeta Polska” , na którą spadły gromy za małą naklejkę z przekreśloną tęczą z napisem „strefa wolna od LGBT”…. Ale z drugiej  strony widać też wyraźnie, iż mimo wielu protestów, rozpraw dziennikarzy i spraw prowadzonych przeciwko redakcjom, w naszym kraju media cieszą cię prawdziwą wolnością słowa. Można opublikować wszystko i każdy może w przestrzeni publicznej prezentować swoje racje, a próby naruszenia swobody wypowiedzi są publicznie pokazywane i omawiane w mediach. Zachęcamy gorąco do lektury Kuriera Wnet !

 

Audycja na ten temat:  https://wnet.fm/2020/01/29/dr-hajdasz-ludzie-na-zachodzie-boja-sie-przedstawiac-swoje-poglady-w-polsce-tego-nie-ma-nie-ma-u-nas-tematow-tabu/

 

CMWP SDP o wolności słowa z okazji Światowego Dnia Środków Masowego Przekazu

Mamy naprawdę wolność słowa, możemy się nią cieszyć, ale o nią trzeba cały czas walczyć, trzeba cały czas zabiegać, żeby ktoś nam jej po prostu nie odebrał – powiedziała w rozmowie z Redakcją Informacyjną Radia Maryja dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich  pytana o stan wolności  polskich mediów z okazji przypadającego tego dnia  (24 stycznia ) Światowego Dnia Środków Masowego Przekazu. Wydarzenie to zostało ustanowione przez Papieża VI w 1967 roku. W Kościele Katolickim w tym dniu wspomina się św. Franciszka Salezego, patrona dziennikarzy, opiekuna i orędownika osób odpowiedzialnych za środki społecznego komunikowania.

 

„W epoce, w której fałszerstwo ukazuje się jako coraz bardziej wyrafinowane i osiąga zastraszający poziom (deepfake), potrzebujemy mądrości, aby zebrać i stworzyć opowiadania piękne, prawdziwe, i dobre. Potrzebujemy odwagi, aby odrzucić te fałszywe i złowrogie” – napisał Ojciec Święty w orędziu na 54 . Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu. Nosi ono tytuł „Obyś mógł opowiadać i utrwalić w pamięci” (por. Wj 10, 20). Życie staje się historią”. Tradycyjnie papież ogłasza je 24 stycznia – we wspomnienie patrona dziennikarzy – św. Franciszka Salezego. W Polsce dzień ten jest obchodzony w trzecią niedzielę września, która w roku bieżącym przypadnie 20 września.

 

Na wstępie Ojciec Święty wyjaśnia, że wybierając temat tegorocznego Światowego Dnia Środków Społecznego Przekazu kierował się przekonaniem, że „aby się nie zagubić, powinniśmy oddychać prawdą dobrych historii, takich, które budują, a nie niszczą; historii, które pomagają odnaleźć korzenie i siłę, aby iść razem naprzód”. Papież  Franciszek zauważa, w historii wije się również zło, jesteśmy zachęcani do posiadania i konsumpcji, często w sieci komunikacyjnej powstają historie destrukcyjne i prowokacyjne, „które niszczą i rwą delikatne nici współistnienia. Zestawiają one razem niesprawdzone informacje, powtarzając wypowiedzi banalne i fałszywie przekonujące, uderzając hasłami nienawiści. Nie tworzy się wtedy ludzkiej historii, ale odziera się człowieka z jego godności” – pisze Ojciec Święty. Zwraca zarazem uwagę, że w zestawieniu z nimi dobre historie trwają, ponieważ “dają życiu pokarm”.

 

Przesłanie Papieża jest bardzo ważne i bardzo przejmujące – zwróciła uwagę dr Jolanta Hajdasz komentując dla Radia Maryja  tekst tegorocznego papieskiego orędzia . Odwołanie się do historii jest szczególnie istotne w kontekście tego, czym zajmują się na co dzień środki masowego komunikowania. Pogoń za bieżącymi wydarzeniami sprawia, że bardzo często dziennikarzom ucieka gdzieś szerszy kontekst danej sprawy i przestają oni zwracać uwagę na społeczne skutki oddziaływania mediów i informacji, które tworzą, więc takie zatrzymanie się i zastanowienie, ta refleksja o tym, co było kiedyś, a co przekazujemy dziś jest bardzo ważne w naszych czasach – podkreśliła dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Rozmówca Radia Maryja zaznaczyła, że dziennikarze powinni znać i interesować się historią oraz przekazywać ją prawdziwie.– Trzeba znać historię, żeby rozumieć to, co się stało w przeszłości, zrozumieć to, co dzieje się dzisiaj i ewentualnie pomóc sobie przewidzieć to, co może stać się w przyszłości na podstawie tego, co było kiedyś. Znajomość historii jest kluczem do tylu spraw, więc jest szczególnie jest dla dziennikarzy i na pewno ułatwia pokonanie różnego rodzaju problemów z przeszłości, które  miały miejsce między pojedynczymi ludźmi, czy między narodami – powiedziała Jolanta Hajdasz

 

Audycja: https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-dr-j-hajdasz-mamy-wolnosc-slowa-o-ktora-trzeba-caly-czas-walczyc-zeby-ktos-nam-jej-po-prostu-nie-odebral/

Pełen tekst Orędzia Papieża Franciszka na 54. Dzień Środków Społecznego Przekazu jest tu: https://ekai.pl/dokumenty/oredzie-papieza-franciszka-na-54-swiatowy-dzien-srodkow-spolecznego-przekazu/

Protest CMWP SDP przeciwko próbom wykluczenia katolików z debaty publicznej

CMWP SDP z oburzeniem przyjmuje rezygnację Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK i Galerii Sztuki Bunkier w Krakowie ze stałego patronatu medialnego lokalnej rozgłośni Polskiego Radia – Radia Kraków z powodu obecności na jego antenie audycji z udziałem ks. abp. Marka Jędraszewskiego. Jest to zaskakująca i zdumiewająca próba kwestionowania autonomii programowej tego radia, ponieważ jej źródłem są osobiste zastrzeżenia dyrektor w/w instytucji kultury dotyczące pojawiającego się w Radiu Kraków katolickiego duchownego. Sytuacja ta prowadzi do naruszenia zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa .

 

20 stycznia b.r. Mariusz Bartkowicz prezes zarządu – redaktor naczelny Radia Kraków S.A. poinformował, iż Maria Anna Potocka, dyrektor MOCAK-u i Bunkra Sztuki, zdecydowała o rezygnacji ze stałego patronatu medialnego Radia Kraków nad kierowanymi przez siebie miejskimi instytucjami kultury w Krakowie. Jedynym znanym opinii publicznej uzasadnieniem tej decyzji jest tłumaczenie, iż dyrektor w/w instytucji kultury uczyniła tak w proteście przeciwko obecności na antenie Radia Kraków audycji z udziałem metropolity krakowskiego abp. Marka Jędraszewskiego.

 

CMWP SDP pragnie podkreślić iż szanuje prawo każdej instytucji, w tym oczywiście także publicznych instytucji kultury, do samodzielnego wyboru patronów medialnych prowadzonej przez siebie działalności, w/ opisana sytuacja wykracza jednak poza ramy standardowego „patronatu medialnego” ze względu na społeczne oddziaływanie instytucji kultury na życie publiczne i kształtowanie przez nie postaw społecznych. CMWP SDP zwraca uwagę dziennikarzom i odbiorcom mediów, że jest to sytuacja precedensowa – utrzymywana z funduszy publicznych instytucja jaką jest Muzeum Sztuki Współczesnej poprzez swoje działanie stara się usunąć z przestrzeni publicznej osoby wyrażające ważne i dla wielu Polaków fundamentalne treści w momencie ostrego sporu ideologicznego, jaki obecnie toczy się w Polsce w związku np. z promocją ideologii LGBT prowadzoną nieskrępowanie w różnych środkach masowego komunikowania. CMWP SDP podkreśla, iż to swoiste „ukaranie” publicznego radia w Krakowie za audycje z abpem Markiem Jędraszewskim jest niebezpiecznym przykładem działań o charakterze cenzorskim i narusza polską Konstytucję oraz polskie Prawo Prasowe.

 

CMWP SDP apeluje do kierownictwa Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK i Galerii Sztuki Bunkier w Krakowie o cofnięcie w/ opisanej decyzji oraz zaniechanie takiego działania w przyszłości. CMWP SDP zapewnia, że w pełni wspiera Radio Kraków S. A. , które publicznie deklaruje gotowość utrzymania na antenie rozmów z abpem Markiem Jędraszewskim mimo utraty przez to możliwości współpracy z niektórymi instytucjami kultury finansowanymi przez miasto Kraków. Szukasz przechowalni bagażu czy schowku na bagaż? Jeśli jesteś w Kraków, pamiętaj, że iLuggage jest tuta!

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 22 stycznia 2020

Apel CMWP SDP   o przywrócenie red. Dariusza Rosiaka do pracy w Polskim Radiu

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP z najwyższym niepokojem przyjmuje informacje o odsunięciu od pracy w Polskim Radiu S.A. red. Dariusza Rosiaka i apeluje do kierownictwa Polskiego Radia S.A. o przywrócenie go do pracy dziennikarza w publicznym radiu.

 

Red. Dariusz Rosiak jest związany z Programem III Polskiego Radia od 2006 roku, zajmował się przede wszystkim tematyką międzynarodową. Jest uznanym w środowisku dziennikarskim autorem audycji „Raport o stanie świata” emitowanej w Programie III PR. Spółka nie przedłużyła z nim umowy o pracę obowiązującej do końca stycznia 2020 roku. Kierownictwo Polskiego Radia nie podało powodów rezygnacji anteny ze współpracy z dziennikarzem, co jest wyjątkowo dokuczliwą represją dla red. Dariusza Rosiaka, który jak każdy dziennikarz wykonuje zawód wymagający transparentności i zaufania wśród odbiorców. Nie kwestionując prawa każdego pracodawcy do prowadzenia własnej polityki kadrowej w zarządzanej firmie, CMWP SDP apeluje do kierownictwa Polskiego Radia S.A. o przywrócenie go do pracy dziennikarza w publicznym radiu ze względu na jego wiedzę, doświadczenie i osiągnięcia zawodowe.

 

Red. Dariusz Rosiak posiada niemal 30-letnie doświadczenie pracy w mediach. Z wykształcenia jest anglistą. Był wieloletnim pracownikiem francuskiego  radia RFI i polskiej sekcji BBC. W latach 90. był korespondentem w Londynie, pisał dla „Życia”, „Życia Warszawy”, „Tygodnika Powszechnego”. Był także zastępcą redaktora naczelnego „Newsweek Polska”, pierwszym redaktorem naczelnym tygodnika „Ozon”, publikował w „Polityce”, pracował w BBC oraz „Rzeczpospolitej”. Jest także laureatem Nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego, w 2016 r. był nominowany do Nagrody Literackiej „Nike” za książkę „Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan” oraz otrzymał Nagrodę im. Beaty Pawlak.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

Kolejna rozprawa w procesie przeciwko red. Agacie Mielczerek i red. Joannie Strzemiecznej-Rozen

Proces pomiędzy powodem Henrykiem Jezierskim, dziennikarzem wydawnictw motoryzacyjnych, który chciał być członkiem Rady Programowej TVP3 Gdańsk, a pozwaną red. Joanną Strzemieczną–Rozen, dyrektorem tejże stacji toczy się od ponad roku. 17 stycznia 2020 r. odbyła się w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, w XV Wydziale Cywilnym kolejna rozprawa. Przedmiotem sporu jest wyemitowany w dniu 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk materiał informacyjny, autorstwa Agaty Mielczarek, dotyczący wyborów członków do Rady Programowej w gdańskiej telewizji oraz w Radiu Gdańsk. Znalazły się w nim, na podstawie danych z IPN, odniesienia m.in. do osoby redaktora Jezierskiego w kontekście jego domniemanej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL.

 

Sprawę prowadził sędzia Piotr Kowalski. Na rozprawę stawił się Henryk Jezierski wraz z pełnomocnikiem (prywatnie jego córką) mecenas Małgorzatą Jezierską-Wojdak. Stronę pozwanej Joanny Strzemiecznej – Rozen reprezentował jej pełnomocnik mecenas Wenanty Plichta. Joanna Strzemieczna-Rozen nie uczestniczyła w rozprawie. W posiedzeniu jako publiczność, uczestniczyło dwóch kolegów Henryka Jezierskiego.

 

Z ramienia Centrum Monitoringu Wolności Prasy toczący się proces sądowy obserwuje Maria Giedz. Do Sądu zostało wysłane stanowisko CMWP SDP w przedmiotowej sprawie.

 

Podczas tego posiedzenia toczyła się burzliwa dyskusja na temat, jak twierdzi Jezierski, prywatnego nagrania jego rozmowy, którą przeprowadzała redaktor Agata Mielczarek, autorka materiału informacyjnego wyemitowanego w telewizji. Henryk Jezierski uważa, że podczas nagrywania go kamerą Agata Mielczarek jednocześnie włączyła dyktafon w telefonie komórkowym. Zarzuca jej, że dokonała nagrania do celów prywatnych. Ponadto uważa, że na nagraniu komórkowym może być inna jego wypowiedź niż ta zarejestrowana kamerą. Dlatego też domagał się udostępnienia tego nagrania. Mielczarek dołączyła owo nagranie do akt. Kopię nagrania otrzymała Jezierska-Wojdak, ale jak się okazuje jest ono nieczytelne. Zażądała więc od pełnomocnika dyrektor telewizji czytelnego nagrania.

 

– Nie mam tego nagrania, nigdy się z nim nie spotkałem, nie znam jego treści. Nie ma go też dyrektor rozgłośni – mówił mec. Wenanty Plichta.

 

Dyskusja na ten temat trwała niemal godzinę. Powód domagał się od sędziego Kowalskiego odtworzenia tego nagrania podczas procesu. Sąd zgodził się odroczyć posiedzenie do 18 lutego 2020 roku do godziny 9.00, podczas którego zostanie podjęta próba odtworzenia owego nagrania.

 

Mec. Wenanty Plichta stwierdził, że do akt wpłynęła płyta z nagraniem dokumentów (akt paszportowych) z IPN. Jednak nie miał możliwości jej odtworzenia. Wniósł więc o udostępnienie mu kopi tej płyty. Tego samego domagała się mec. Jezierska Wojdak.

 

Opracowanie i zdjęcia Maria Giedz

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. „Baryła” widział kości i czaszkę dziennikarza. „Jaruś będzie cichutki”

Zeznania Macieja B. pseudonim „Baryła” : Ja nie pogrążyłem żadnego bandziora czy gangstera tylko klawisza i ubeka. Bił ludzi. Był dobry w biciu ludzi gdy był klawiszem. Ciągle piszecie najbogatszy, senator, a to klawisz i ubek. Jego pogrążyłem.

 

Te słowa wybrzmiały na sali sądowej 17 stycznia 2020 roku, w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Wypowiedział je Maciej B. pseudonim Baryła i wydaje się, że nie tyle do sądu, ale ludzi mediów, którzy relacjonują proces o podżeganie do zabójstwa 24. letniego wówczas dziennikarza Jarosława Ziętary. O czyn ten oskarżony jest Aleksander Gawronik, który do winy się nie przyznaje i zdecydowanie zaprzecza postawionym zarzutom, a słowa Macieja B. uważa za kłamstwa łatwe do obalenia.

 

Dziennikarz „Gazety Poznańskiej”, Jarosław Ziętara, nie dotarł do pracy 1 września 1992 roku i wszelki ślad po nim zaginął. Do dziś nie odnaleziono ciała chłopaka. Od blisko czterech lat toczy się proces w poznańskim Sądzie Okręgowym, przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi, który to według prokuratury miał podżegać do zabójstwa dziennikarza. 1 września 1992 roku Ziętarę uprowadzono, a czynu tego dokonało trzech ochroniarzy zatrudnionych przez, twórcę holdingu Elektromis Mariusza Ś. Dziennikarz miał zginąć, bo zamierzał opublikować materiały dotyczące biznesmenów. Proces przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi, a także drugi przeciwko ochroniarzom o pseudonimach Ryba i Lala obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

 

Maciej B., już po raz kolejny zeznaje w tej sprawie i podtrzymuje swoje wcześniejsze zeznania. Jest więźniem, odsiaduje karę dożywocia za morderstwo w innej sprawie. Jako młody chłopak znał się z ochroniarzami Elektromisu, szczególnie z nieżyjącym Dariuszem L. pseudonim Lewy i razem z nimi brał udział w różnych „brudnych robotach” takich jak zastraszanie czy pobicia. W piątek 17. stycznia potwierdził, że na terenie firmy Elektromis „Gawronik kazał zaj…ać Jarosława Ziętarę”. Z tej wersji Baryła już się raz wycofał, tłumacząc się rozgoryczeniem na prokuraturę i śledczych. W zamian za współpracę miał otrzymać prezydencki akt łaski. Gdy zorientował się, że nie jest to możliwe, odwołał zeznania, by w lutym 2019, podczas „procesu ochroniarzy” wrócić do początkowej wersji. Jednak w zeznaniach są nieścisłości, o które dopytuje sąd, prokurator i obrońca. Maciej B. tłumaczy się emocjami, kłopotami, które ma oraz stresem spowodowanym obecnością mediów. Jednak różnice w zeznaniach z poszczególnych lat nie wpływają na główną ich tezę. „Gawronik powiedział, że Ziętarę trzeba zaj…ać, bo się wpie…la w ich interesy. Szef Elektromisu Mariusz Ś. był przy tej rozmowie, ale do niczego nie namawiał. Samego porwania ani zabójstwa nie widziałem. Słyszałem jednak, że porywaczami byli ochroniarze Elektromisu. Ale nie wysyłał ich szef firmy Mariusz Ś. lecz to Aleksander Gawronik załatwił z nimi swoje sprawy związane z Ziętarą.” Inny ochroniarz Roman K. pseudonim Kapela, który nie żyje od 1993 roku i zginął w dziwnych okolicznościach – miał według Baryły przywieźć na posesję Marka Z. w Chybach OP-1. Są to płaszcze chroniące przed substancjami chemicznymi. A w Chybach, jak twierdzi Maciej B. – rozpuszczono szczątki dziennikarza w kwasie. Maciej B. opowiedział również, że w bagażniku Lewego, który również już nie żyje, bo zginął w wypadku samochodowym – pokazano mu zapakowane w brezentowy worek kości i czaszkę. Jeden z obecnych, Baryła nie pamięta kto, pogłaskał czaszkę dodając, że „Jaruś już teraz będzie cichutki”. Maciej B. oświadczył również, że boi się o rodzinę, ale chce powiedzieć wszystko, co wie o tej sprawie. Wielokrotnie wyrażał chęć poddania się badaniom wariograficznym.

 

Na sali sądowej zeznaniom Macieja B. przysłuchuje się biegły psycholog. Następna rozprawa w kwietniu.

 

Tekst i zdjęcia : Aleksandra Tabaczyńska

Za: https://cmwp.sdp.pl/

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Założyciel holdingu Elektromis nic nie wie, a Aleksandra Gawronika zna słabo…

Jarosława Ziętary nie znał. Wiedzę o nim miał tylko z mediów i to dopiero sprzed kilku lat. Nie wiedział, że dziennikarz interesował się działalnością jego firmy Elektromis. Zawsze prowadził legalne i dobre interesy. Aleksandra Gawronika z kolei znał słabo i nie mieli bliskich kontaktów. Jedyne biznesowe spotkanie dotyczyło sprzedaży tygodnika „Poznaniak”, za który były senator ostatecznie nie zapłacił i transakcję anulowano. Na badanie wariografem nie zgodził się, bo nie widział takiej potrzeby – tak w skrócie można podsumować zeznania świadka Mariusza Ś. , którego Sąd Okręgowy w Poznaniu przesłuchał  16 stycznia b.r. podczas pierwszej w tym roku rozprawy w tak zwanym procesie ochroniarzy  dotyczącym zabójstwa red. Jarosława Ziętary z “Gazety Poznańskiej” w 1992 r.

 

Tego dnia przed Sądem Okręgowym w Poznaniu miało zeznawać czterech świadków. Zgłosiło się jedynie dwóch i jako pierwszy zeznawał Mariusz Ś. twórca i właściciel holdingu Elektromis. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP jest obserwatorem tego procesu, w imieniu CMWP SDP w rozprawach uczestniczy red. Aleksandra Tabaczyńska.

 

Według prokuratury, to właśnie na terenie Elektromisu Aleksander Gawronik podżegał do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary, którego mieli porwać i przekazać zabójcom zatrudnieni w holdingu ochroniarze: Mirosław R. pseudonim Ryba i Dariusz L. pseudonim Lala. Obaj mężczyźni nie przyznają się do winy.

 

Mariusz Ś. stwierdził, że nic nie wie o losie Jarosława Ziętary i nigdy nie angażował się w żadną działalność przeciwko dziennikarzowi. Wyraził nawet pogląd, że skoro nie odnaleziono do dziś zwłok, to nie można wykluczyć, że reporter żyje. Choć sprawa od momentu zniknięcia, czyli od 1 września 1992 roku, jest głośna, Mariusz Ś. miał dowiedzieć się o niej dopiero wtedy, gdy w 2012 r. śledztwo wznowiła krakowska prokuratura. Wtedy to polecił swojemu pracownikowi, by ten przejrzał archiwalne numery nieistniejącego już tygodnika „Poznaniak”, którego Ś. był właścicielem, pod kątem Jarosława Ziętary. Okazało się, że „Poznaniak” kiedyś sporo pisał o Ziętarze. Ja czytałem w tamtych latach swoją gazetę, ale nie zwróciłem wówczas uwagi na artykuły o jego sprawie. Poznaniak był popularny bo było w nim sporo sensacji i dużo krwi – zeznał świadek. Na pytanie dlaczego w Elektromisie Mariusz Ś. zatrudniał byłych milicjantów i funkcjonariuszy UB – odpowiedział, że wiedział że są wyszkoleni i liczył, że jako funkcjonariusze państwowych organów będą uczciwi. Zaprzeczył, by w Elektromisie istniała specjalna komórka do inwigilacji i podsłuchów oraz by przechowywano mundury policyjne czy ich podróbki oraz by stał tam fikcyjny radiowóz.

 

Mariusz Ś. stwierdził, również, że Jarosław Ziętara został wykreowany na poważnego dziennikarza, a w jego ocenie nie miał żadnych osiągnięć zawodowych. Dopytany, na czym opiera taką opinię, powołał się na swojego rzecznika prasowego, Konrada Napierałę. Jednocześnie dodał, że prasa pisała o działalności Elektromisu bardzo krytycznie, a on  byłby w stanie zablokować nieprzychylne publikacje w “Gazecie Poznańskiej”, gdyby o to poprosił, bo miał relacje przyjacielskie z właścicielami dziennika. W tej gazecie pracował red. Jarosław Ziętara.

 

Mariusza Ś. zapytano także o Jerzego U., prawdopodobnie (rozprawę z udziałem U. utajniono) naocznego świadka porwania red. Jarosława Ziętary, który miał przyjąć zlecenie na inwigilację młodego dziennikarza. Mariusz Ś. stwierdził, że to był znajomy Krystiana Cz. Cz. to z kolei były milicjant, który przeprowadzał w Elektromisie kontrole. Został zatrudniony przez Mariusza Ś. najpierw na stanowisku handlowca, ale szybko awansował, został dyrektorem, prezesem i zaufanym współpracownikiem Mariusza Ś. Na przełomie 2014/15 roku Krystian Cz. dowiedział się, że ma zostać przeprowadzona na terenie Elektromisu prowokacja polegająca na tym, że zostaną podrzucone jakieś kości czy szczątki. I jak relacjonuje Ś. teren został zabezpieczony, uszczelniono ogrodzenie i zatrudniono dodatkowych ludzi w tym firmę ochroniarską Jerzego U., którą to zaproponował Krystian Cz. Jednak ludzie Elektromisu nie powiadomili żadnych organów o spodziewanej prowokacji. Na pytanie, dlaczego, Ś. odpowiedział, że do prokuratury nie ma zaufania, a do mediów nie chodzi. Jednak trzy lata później zmienił zdanie i została zawiadomiona prokuratura, a na temat Jerzego U. wydano oświadczenie, z którego wynika że U. domagał się trzech milionów złotych za zmianę zeznań.

 

Mariusza Ś. pytano także o Macieja B., również świadka oskarżenia. Ś. oświadczył nie zna mężczyzny, a pseudonim Baryła jest mu znany z mediów. Taka osoba nie występowała w moim otoczeniu – powiedział.  Zaprzeczył również, by doszło do spotkania z Aleksandrem Gawronikiem i ludźmi Elektromisu na terenie parkingu Elektromisu wiosną 1992 roku.

 

Po zeznaniach Mariusza Ś. mecenas Wiesław Michalski złożył wniosek o powołanie na świadka dziennikarza “Głosu Wielkopolskiego” Łukasza Cieśli, który relacjonuje od początku przebieg procesu. Powołanie dziennikarza na świadka uniemożliwiłoby dalszą pracę reportera. Jest to już trzecia próba ograniczenia udziału przedstawicieli mediów w rozprawach. Wniosek, by dziennikarz znalazł się  wśród  świadków procesu, został złożony po raz drugi, a ponadto mecenas zwrócił się do sądu jeszcze w maju o wyłączenie jawności rozpraw z uwagi właśnie na publikowane relacje. Wszystkie wnioski zostały decyzją sądu oddalone.

 

Dwóch wezwanych na 16 stycznia świadków nie stawiło się w sądzie. To Mirosław M. oraz Zdzisław W., na którego sąd nałożył 1000 zł kary. Ostatnim świadkiem był Grzegorz M. pseudonim Pączek, zatrudniony w Elektromisie od 1993 roku. Były milicjant i policjant, rozpoczął pracę w ochronie Mariusza Ś., a oskarżeni byli jego przełożonymi. Najpierw Mirosław R., a następnie po kilku latach Dariusz L. Świadek do dziś zawodowo jest związany z firmą wywodzącą się z Elektromisu. O sprawie porwania Jarosława Ziętary słyszał tylko z mediów i nic o niej nie wie.

 

Tekst i zdjęcia : red. Aleksandra Tabaczyńska

za: https://cmwp.sdp.pl/