Red. Hanna Szumińska z wikiduszniki.pl uniewinniona! Decyzja Sądu zbieżna z opinią CMWP SDP

Uniewinnieniem zakończyła się sprawa red. Hanny Szumińskiej z portalu wikiduszniki.pl. Sąd Apelacyjny w Poznaniu 12 grudnia br. ogłosił wyrok, w którym uniewinnił dziennikarkę oskarżoną o przestępstwo zniesławienia z art. 212. Sędzia Ewa Taberska w ustnym uzasadnieniu swojego werdyktu stwierdziła, że oskarżona dziennikarka nie może zostać skazana, ponieważ nie przekroczyła zawodowych norm etycznych oraz używała w swoich publikacjach sformułowań hipotetycznych. Sąd podkreślił, iż wyjazd radnego i funkcjonariusza policji za publiczne pieniądze jest faktem, który miał prawo zostać przedstawiony opinii publicznej, a dziennikarz zawsze może stawiać pytania. Funkcjonariusze publiczni muszą się też liczyć z tym, że media interesują się ich działalnością. Dziennikarz, oprócz informowania opinii publicznej ma prawo także zainteresować swoich odbiorców. Red. Hanna Szumińska próbowała dotrzeć do informacji, wykonywała swoją pracę dziennikarską i nie miała zamiaru nikogo zniesławić.

 

Przypomnijmy, iż red. Hanna Szumińska została oskarżona o przestępstwo z art. 212 § 2 k.k., które miało polegać na pomówieniu dwóch osób: lokalnego radnego oraz funkcjonariusza Policji. Na portalu internetowym wikiduszniki.pl oraz w gazecie „Forum+ Miesięcznika Ziemi Szamotulskiej” w styczniu 2018 r. Hanna Szumińska opublikowała felieton, w którym stawiała pytania, czy radny „załatwił” policjantowi darmowy wyjazd zagraniczny do Estonii, w zamian za odstąpienie od czynności służbowych (nieodebranie prawa jazdy). Jej krótka publikacja na ten temat ( około 2 tysięcy znaków) stały się przyczyną wniesienia aktu oskarżenia oraz wydania przez Sąd Rejonowy w Poznaniu wyroku skazującego. Od tego orzeczenia pełnomocnik Hanny Szumińskiej wniósł apelację. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło tę rozprawę monitoringiem, obserwatorem procesu była red. Aleksandra Tabaczyńska. W ocenie CMWP SDP skazanie dziennikarki za ten artykuł był rażącym naruszeniem zasady wolności słowa demokratycznego państwa. Sąd Rejonowy uznał przy tym, iż dziennikarka dopuściła się dwóch odrębnych czynów i wymierzył jej dwie kary (i przez to dwie tzw. nawiązki finansowe na cele społeczne). Oznacza to dwukrotne skazanie za jeden czyn, wbrew przepisom prawa karnego materialnego oraz poglądom judykatury w tej materii. Tymczasem dziennikarka działała w interesie społecznym i w ogóle nie powinna być skazana za ten artykuł. Takie stanowisko CMWP SDP przesłało do Sądu.

 

Więcej na ten temat tutaj

Kolejna rozprawa i nowe kontrowersje wokół byłego członka Rady Programowej TVP3 Gdańsk

Współpraca ze Służbami Bezpieczeństwa, rekomendacja samego siebie na członka Rady Programowej TVP3 Gdańsk oraz oszczercze, wulgarne i antyżydowskie publikacje były podstawą do podjęcia realizacji materiału telewizyjnego, który stał się tematem sporu pomiędzy red. Henrykiem Jezierskim, dziennikarzem motoryzacyjnym, a red. Joanną Strzemieczną – Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk. Proces z oskarżenia Jezierskiego toczy się w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, w XV Wydziale Cywilnym. Kolejna już rozprawa przeciwko Strzemiecznej – Rozen odbyła się w dniu 3 grudnia 2019 roku. 

 

Przedmiotem sporu jest wyemitowany w dniu 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk materiał informacyjny, autorstwa Agaty Mielczarek, dotyczący wyborów członków do Rady Programowej w tejże stacji oraz w Radiu Gdańsk. Znalazły się w nim, na podstawie danych z IPN, odniesienia m.in. do osoby redaktora Jezierskiego, w kontekście jego domniemanej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Jezierski temu zaprzecza. Sprawę prowadził sędzia Piotr Kowalski. Powód Henryk Jezierski spóźnił się na rozprawę. Reprezentowała go jego córka, mecenas Małgorzata Jezierska-Wojdak. Na rozprawę stawiła się pozwana Joanna Strzemieczna – Rozen wraz z pełnomocnikiem mecenasem Wenantym Plichtą.

 

Z ramienia Centrum Monitoringu Wolności Prasy toczący się proces sądowy obserwuje Maria Giedz. Do Sądu zostało wysłane stanowisko CMWP SDP w przedmiotowej sprawie.

 

Rozprawa, podczas której zeznawała tylko pozwana Joanna Strzemieczna-Rozen toczyła się prawie pięć godzin i zakończyła się jej odroczeniem do dnia 17 stycznia 2020 roku.

 

Mecenas Jezierska-Wojdak dołączyła do akt sprawy decyzję nr 1041/OP/2019 wydaną przez IPN 11 maja 2019 r., w której widnieje stwierdzenie, że „Henryk Jezierski nie był pracownikiem, funkcjonariuszem lub żołnierzem organów bezpieczeństwa państwa i w archiwach IPN nie zachowały się dokumenty wytworzone przez niego lub przy jego udziale”… Jednocześnie dokument zawiera informację, że w IPN zostały odnalezione zapisy ewidencyjne, z których wynika iż Henryk Jezierski został zarejestrowany jako kandydat na tajnego współpracownika, a następnie przerejestrowany na tajnego współpracownika. Znajduje się też zapis z 2005 r. o odmowie współpracy oraz że w 2010 r. akta Wydziału „C” WUSW zmikrofilmowano i zniszczono.

 

Pełnomocnik strony przeciwnej złożył wniosek o anulowanie dokumentu z 11 maja 2019 r., bowiem w czerwcu 2019 r. nastąpiła zmiana systemu prawnego i w świetle nowych unormowań takiej decyzji IPN nie wydałby powodowi. Jest więc ona bezprzedmiotowa i należy ją usunąć z obrotu prawnego – tłumaczył. Jednocześnie złożył do akt sądowych artykuł napisany przez Henryka Jezierskiego i opublikowany na stronie internetowej prowadzonej przez powoda w dniu 15 lutego 2019 r., a zatytułowany „Z rejestru SB na listę PiS”.

 

Sprzeciwiła się temu mec. Jezierska-Wojdak, twierdząc, że nie jest to istotne, gdyż w artykule tym powód, czyli Jezierski zarzuca działalność agenturalną innym osobom nie związanym z toczącą się sprawą przeciwko pozwanej Strzemiecznej-Rozen. Sąd przyjął ten materiał dowodowy i uznał, że sam oceni, czy ma on jakąś wartość dla toczącego się procesu.

 

Pełnomocnik powoda chciała, aby dopuszczono do sprawy „prywatne nagranie” Agaty Mielczarek. Zostało ono, jak twierdziła Jezierska-Wojdak, wykonane w ukryciu podczas rozmowy Mielczarek z Henrykiem Jezierskim. Plichta wniósł o oddalenie tego wniosku i zaczął wyjaśniać, że powód był obecny przy nagraniu. Sędzia Piotr Kowalski dopuścił ten dowód.

 

Mec. Plichta dodał, że Henryk Jezierski w swojej wcześniejszej wypowiedzi zeznał, iż wielokrotnie kontaktował się z SB. Dlatego Plichta wniósł o nakazanie IPN przedłożenia Sądowi kontaktów Jezierskiego ze Służbami Bezpieczeństwa. Chodziło o przedstawienie listy funkcjonariuszy zatrudnionych w wydziale III w latach 1987-1990. Na podstawie zeznań funkcjonariuszy można będzie ustalić, czy doszło do współpracy powoda z SB i w jakim zakresie.

 

Jezierska-Wojdak złożyła sprzeciw, gdyż jej zdaniem jest to spóźniony wniosek. Pełnomocnik powoda drążyła temat dalej, podkreślając, że autorka materiału telewizyjnego wymusiła na Henryku Jezierskim taką wypowiedź, z której wynika, że się przyznaje do współpracy z SB.

 

Sędzia Kowalski przerwał tę dyskusję, a raczej przepychankę słowną i zarządził kontynuowanie przesłuchania strony.

 

Do głosu została dopuszczona Joanna Strzemieczna-Rozen. Wyjaśniała na czym polega jej praca w telewizji gdańskiej. Mówiła, że najważniejszym programem jest Panorama, kto jest kierownikiem Panoramy, ilu jest wydawców i jak rozkłada się ich praca w ciągu siedmiu dni tygodnia. Na pytanie, gdzie i kiedy powstała idea przygotowania tego materiału odpowiadała, że są kolegia podczas których analizuje się już wyemitowane materiały oraz robi plany na najbliższy okres. W kolegium uczestniczą wydawcy, a także reporterzy, którzy pracują nad tymi materiałami.

 

– Znaliśmy decyzję Rady Mediów Narodowych. Niektóre osoby wprowadzone do Rad Programowych budziły kontrowersje – mówiła Strzemieczna-Rozen. – Jak tylko informacja z nazwiskami ukazała się w internecie (listy Rady Programowej były publikowane w wielu miejscach) rozdzwoniły się telefony od osób oburzonych faktem, że powód został powołany w skład Rady Programowej.

 

Przyczyną tego był fakt, że wielu dziennikarzy, zwłaszcza ze starszego pokolenia, śledzi publikacje IPN-u, a książka Daniela Wicentego „Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym” wydana w 2015 r. wzbudziła w środowisku duże zainteresowanie. Jezierski jest w niej wymieniony jako m.in. TW (tajny współpracownik).

 

– Wielu kolegów było oburzonych faktem wprowadzenia Jezierskiego do Rady Programowej TVP3 Gdańsk i tym, że to on jako były TW ma doradzać i oceniać obecną pracę dziennikarzy – wyjaśniała pozwana.

 

Strzemieczna-Rozen odmówiła podania nazwisk osób, które bezpośrednio do niej dzwoniły, bo obawia się nękania ich przez powoda. Jedna z tych osób już ma proces karny z oskarżenia Jezierskiego.

 

Kwestia wprowadzenia Henryka Jezierskiego do Rady Programowej gdańskiej telewizji nie była jedyną przyczyną, dla której kolegium telewizyjne zdecydowało się na przygotowanie materiału wyemitowanego 27 stycznia 2017 r.

 

– Młodzi dziennikarze przyszli do mnie i pokazali ileś antysemickich publikacji powoda. Nawet pisała o tym „Gazeta Wyborcza” – dodała Strzemieczna-Rozen. – W tekście, publikowanym w internecie, „Cel uświęca trupy” powód obraził osoby nieżyjące, m.in. Lecha Kaczyńskiego, marszałka Piłsudzkiego. Użył zwrotu „agitacyjne gudłajstwo”, „małostkowy kurdupel realizujący żydowskie geszefty”, „szabas goni obrzezane mózgi” i wiele innych. Są to obraźliwe określenia dla narodu żydowskiego. To był ten drugi powód, dla którego się zajęliśmy.

 

Mec. Plichta wskazał, że najbardziej bulwersujące w tym artykule autorstwa Jezierskiego są zdania: „Z Warszawy wyleciał mściwy, małostkowy kurdupel bezwzględnie realizujący żydowskie geszefty”, czy: …”stawiania na piedestały nijakiego Józefa Piłsudzkiego, litewskiego przybłędy z pochodzenia, który przez wnikliwych badaczy historii (nie mylić z „historykami”) znany jest m.in. jako agent austriacko-niemiecki o pseudonimie „Ziuk”, tchórz (dezercja przed Bitwą Warszawską), zakompleksiony żołdak (…) i usłuszne narzędzie żydomasonerii…”

 

– Trzecim powodem jest to, że zwrócili się do nas ludzie z Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, którzy negowali powołanie powoda do Rady Programowej – wyjaśniała pozwana. – Osoba, która ma wejść w skład Rady musi być rekomendowana, w tym przypadku przez Zarząd Główny KSD. Tylko, że powód zarekomendował się sam. W tym czasie oddział gdański KSD był już rozwiązany.

 

– Na poniedziałkowym kolegium zadecydowaliśmy, że zajmiemy się tą sprawą, materiał został wyemitowany w piątek – kontynuowała Strzemieczna-Rozen. – Zdecydowaliśmy też, że program zrealizuje młoda reporterka urodzona w 1992 r., bardzo dobra, rzetelna dziennikarka (Agata Mielczarek), która z racji młodego wieku nie będzie podejrzewana o stronniczość.

 

– Redaktor Agata Mielczarek uzyskała w IPN wszystkie materiały, którymi dysponuje Instytut – mówiła pani dyrektor. – Miała dostęp do materiałów źródłowych. Autor książki wypowiada się w programie. Pokazał, że najpierw był to zapis KTW, a następnie K przekreślono i zostało TW. Wicenty mówił, że materiały zostały zniszczone, że to czym dysponował było kopiami. Mielczarek nie widziała żadnego dokumentu napisanego odręcznie przez powoda, ale widziała wszystko, co pokazał jej historyk. Były tam też informacje o wyjazdach za granicę w 1983 r., kiedy nikt nie dostawał paszportu.

 

Pozwana była pytana przez mec. Jezierską-Wojdak m.in. o to, czy Wicenty w rozmowie z Mielczarek, czyli autorką materiału komentował współpracę Jezierskiego z SB. Strzemieczna-Rozen wielokrotnie powtarzała, że nie uczestniczyła w powstawaniu materiału. Tłumaczyła, że dyrektor tak dużej instytucji, jaką jest telewizja nie może uczestniczyć we wszystkich realizacjach. Autorka kontaktowała się ze swoją szefową.

 

– Ja jedynie prosiłam na kolegium, aby uwzględnić dwie strony. Materiał obejrzałam dopiero na antenie – wyjaśniała Strzemieczna-Rozen. – Nie wiem jaki był odzew po emisji tego materiału. Wiem tylko tyle, że środowisko dziennikarskie interesuje się takimi sprawami, bo to są sprawy niezałatwione. Pokazaliśmy, że jest taki problem. W tej sprawie w ciągu 5 minut wypowiadało się 6 osób, w tym powód dwa razy, trzymając książkę i wiedząc o co chodzi. W tym materiale pokazaliśmy kontrowersje wokół Rad Programowych. Jedną z tych trzech kontrowersji była współpraca Jezierskiego z SB.

 

Strzemieczna-Rozen mówiła też o tym, że powód, kiedy był członkiem Rady Programowej wielokrotnie ją obrażał używając wulgarnych słów, na co ma świadków. Rzucał oszczerstwa na jej temat. Uczestniczył w posiedzeniach Rady do momentu odwołania go przez Radę Mediów Narodowych.

 

– Wulgaryzmy i oszczerstwa stosowane wobec mnie przez Jezierskiego doprowadziły mnie do desperacji, i w marcu 2018 r. wzięłam wszystkie otrzymane od niego maile i poszłam na policję oraz do prokuratury. Do dzisiaj nie zareagowano na to – przyznaje Strzemieczna-Rozen. – Wiem, że powód miał pseudonim „Jurek”, a jego zadaniem było zdobywanie informacji w środowisku dziennikarskim, ale ten jego „dorobek” został zniszczony, co jest powszechnie znane.

 

Dyrektor telewizji była też pytana o kryterium doboru osób wypowiadających się w materiale. Wyjaśniała więc, powtarzając po raz kolejny, że dwa razy wypowiadał się powód, była wypowiedź autora książki, szefowej Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, dziennikarza współpracującego z Jezierskim w latach 80. XX w. oraz przewodniczącego Rady Mediów Narodowych. Podkreślała, że nikt nie został pominięty. Wyjaśniała też, że dziennikarze pracujący w TVP byli objęci obowiązkiem oświadczeń lustracyjnych, a członkowie Rad Programowych też powinni takie oświadczenia składać.

 

Pytano ją również o to, czy red. Mielczarek miała inny kontakt z powodem niż ten podczas nagrania. Strzemieczna-Rozen twierdziła, że Mielczarek nie znała powoda. Wcześniej skontaktowała się z nim telefonicznie i pojechała na nagranie. Sama pozwana nie rozmawiała z powodem poza kontaktami z nim w Radzie Programowej TVP3 Gdańsk i to tylko do momentu odwołania go z Rady Programowej decyzją Rady Mediów Narodowych z czerwca 2018 r.

 

Po tym fakcie pojawiły sią w internecie, na portalu powoda, oszczercze publikacje dotyczące Daniela Wicentego oraz Strzemiecznej-Rozen. Pozwana nie pamiętała, czy po wyemitowaniu materiału powód żądał sprostowania. Nie znała też treści odpowiedzi powoda skierowanej do RMN, wiedziała jedynie, że zwrócił się ze skargą do RMN.

 

Po obszernym i bardzo szczegółowym zeznaniu Strzemiecznej-Rozen pytania do pozwanej kierowała pełnomocnik Henryka Jezierskiego. Pytała o to samo, o czym już pozwana mówiła. Dociekała i to kilkakrotnie, kto był pomysłodawcą zrealizowania programu? Skąd znała skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk? Jakie było kryterium doboru osób wypowiadających się w materiale? Dlaczego nie chce podać nazwisk osób, które oburzone na nowy skład Rady Programowej dzwoniły do telewizji? W pytaniach pojawiały się sugestie, prośby o zdanie pozwanej na dany temat. Przy okazji tych dziesiątek pytań pojawiło się stwierdzenie, na podstawie wypowiedzi red. Marka Formeli, dziennikarza, który pracował z Jezierskim w tej samej redakcji w latach 80-tych., że Jezierski w tamtych czasach był politycznym dziennikarzem, że dzwoniono do niego z SB, że obsługiwał egzekutywy PZPR i podpisywał się pseudonimem.

 

Strzemieczna-Rozen kilka razy stwierdziła, że powiedziała już wszystko co wie na dany temat. Dodała jednak, że 13 grudnia 2016 roku gdańska telewizja wyemitowała program dotyczący publikacji Wicentego, w którym mówiono o pozytywnej i negatywnej weryfikacji dziennikarzy (Jezierski był pozytywnie zweryfikowany). Po tej audycji Henryk Jezierski nie zareagował.

 

Po ponad godzinnym zadawaniu pytań, które były często jednym pytaniem w różny sposób sformułowanym Wysoki Sąd pouczył mec. Jezierską-Wojdak, że nie może prosić o komentarze pozwanej.

 

Mec. Plichta w imieniu pozwanej wyjaśnił, że dyrektor gdańskiej telewizji nie uczestniczyła w wyborze Rady Programowej dokonanej przez Radę Mediów Publicznych. Jezierska-Wojdak nadal jednak drążyła sprawę już nie Rady a red. Mielczarek: czy odmówiła realizowania tego programu? Czy była do tego zmuszana? Czy i jak kontaktowała się z powodem? Czy znała książkę autorstwa Wicentego? Czy pani wie, że autorka programu przystępując do jego realizacji mogła mieć wiedzę historyczną?”. Pełnomocnik Jezierska-Wojdak sugerowała też wydarzenia, przy których pozwana nie była obecna.

 

Po raz kolejny doszło do przepychanki słownej pomiędzy pełnomocnikami obu stron. Sędzia Piotr Kowalski, będąc zmęczonym tymi „dociekliwymi” pytaniami stwierdził, że nie chce opinii, tylko fakty, że te wszystkie pytania można było zadać w 15 minut, że to przekrzykiwanie się jak na jarmarku uwłacza powadze Sądu.

 

Henryk Jezierski, jak i jego pełnomocnik nie dali za wygraną, pytali o złoty zegarek kupiony przez telewizję, o wykształcenie Daniela Wicentego, pracownika IPN, co było powodem doboru do programu wypowiedzi Marka Formeli?…

 

Wysoki Sąd zadecydował o zakończeniu przesłuchania. Postanowił zwrócić się do IPN o nadesłanie akt paszportowych Henryka Jezierskiego do roku 1989; dołączyć do akt odpis nagrania zarejestrowanego przez świadka Mielczarek w trakcie rozmowy z Jezierskim przed emisją programu i wykonać kopię dla pełnomocników stron, a także zwrócić się do IPN o wykaz funkcjonariuszy SB w latach 1986-1989 III Wydziału UWSW w Gdańsku. Dopuścił też jeszcze jedną rozprawę, która odbędzie się 17 stycznia 2020 roku o godzinie 14.30.

 

Opracowanie i fot. Maria Giedz

Protest CMWP SDP przeciwko atakom prezydenta Sopotu na red. Jakuba Świderskiego z TVP3 Gdańsk

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko utrudnianiu pracy dziennikarzy podczas wykonywania ich zawodowych obowiązków, czego przykładem jest zachowanie prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego wobec reportera i współpracownika TVP3 Gdańsk S.A. red. Jakuba Świderskiego, jakie miało miejsce w czasie spotkania z mieszkańcami Gdańska i Sopotu 3. grudnia b.r.  Spotkanie dotyczyło planów zagospodarowania przestrzennego terenów wokół Ergo Areny, hali widowiskowo-sportowej położonej na granicy obu miast. Prezydent Sopotu odmówił udzielenia odpowiedzi dziennikarzowi na zadanie pytanie, a w kolejnej wypowiedzi powiązał go ze śmiercią prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Red. Jakub Świderski nagrywał wystąpienia przemawiających osób telefonem komórkowym. Gdy pozwolono mieszkańcom zadawać pytania, red. Świderski zabrał głos, dopytując się o tereny zielone, na których miałaby powstać zabudowa mieszkaniowa. Prezydent nie udzielił odpowiedzi i usiłował odebrać mu mikrofon, co widać na opublikowanym w mediach społecznościowych i na portalu Radia Gdańsk filmie. Red. Jakub Świderski od 3 lat realizuje na antenie TVP 3 Gdańsk programy w ramach cyklu “W imieniu Sopocian”. Prezydent Jacek Karnowski nie udziela dziennikarzowi wywiadów, zabronił także wypowiadać się w jego programie swoim podwładnym i niektórym radnym. Wielokrotnie w sytuacjach publicznych używał wobec dziennikarza słów uważanych powszechnie za obraźliwe.

 

CMWP SDP przypomina, że w celu uzyskania informacji dziennikarz ma prawo zadawać przedstawicielowi władzy publicznej pytania w sposób, jaki uznaje za skuteczny, szczególnie w sytuacji, w której polityk unika odpowiedzi na pytania ważne z punktu widzenia interesu społecznego. Słowne i fizyczne ataki na dziennikarzy są jaskrawym naruszeniem zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa i nigdy nie powinny mieć miejsca.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

 

Warszawa 6 grudnia 2019 r.

 

Film ze zdarzenia: https://www.youtube.com/watch?time_continue=153&v=-dieDVrnPKY&feature=emb_title

 

Dodatkowe informacje  na ten temat : https://radiogdansk.pl/wiadomosci/item/103204-skandaliczne-zachowanie-prezydenta-sopotu-ublizyl-i-chcial-odebrac-mikrofon-dziennikarzowi-ktory-zadal-mu-pytanie-film?fbclid=IwAR2MqdKmKCA_Xq_DCaofIMT2i7ARLGpu91YrX6hFM_-3-B8EpGcs6DfO3Mk

Ciąg dalszy sprawy red. Agaty Mielczarek z TVP3 Gdańsk

5 grudnia 2019 r. odbyła się w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, w XV Wydziale Cywilnym, kolejna już rozprawa przeciwko red. Agacie Mielczarek, dziennikarce TVP3 Gdańsk. Red. Mielczarek została pozwana przez Henryka Jezierskiego, dziennikarza wydawnictw motoryzacyjnych. Przedmiotem sporu jest wyemitowany w dniu 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk materiał informacyjny dotyczący wyboru członków do Rady Programowej w tejże stacji oraz w Radiu Gdańsk. Pozywający, który wszedł w skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk, po czym został odwołany, zarzuca telewizji bezpodstawne przypisanie mu współpracy ze Służbami Bezpieczeństwa z czasów PRL.

 

Sprawę prowadziła sędzia Małgorzata Misiura. Obie strony, wraz z pełnomocnikami, stawiły się na rozprawę. Pełnomocnikiem Henryka Jezierskiego jest mec. Małgorzata Jezierska-Wojdak, a Anny Mielczarek mec. Tomasz Plaszczyk. Na rozprawę nie stawił się prawidłowo zawiadomiony świadek – Agnieszka Oszczyk. Z wypowiedzi mec. Plaszczyka wynikało, że świadek przesłał do Sądu usprawiedliwienie drogą mailową. Jednak sędzia nie otrzymał usprawiedliwienia. Z ramienia Centrum Monitoringu Wolności Prasy toczący się proces sądowy obserwuje Maria Giedz, do Sądu zostało wysłane stanowisko CMWP SDP w przedmiotowej sprawie.

 

Pełnomocnik Henryka Jezierskiego mec. Małgorzata Jezierska-Wojdak wniosła też o oddalenie opinii CMWP.

 

Podczas rozprawy zostało zaprezentowane nagranie materiału prasowego, o którego treść toczy się spór, a wyemitowanego w TVP3 Gdańsk 27 stycznia 2017 roku. Po obejrzeniu tego materiału mec. Jezierska-Wojdak zarzucała autorce tendencyjność doboru osób wypowiadających się, a przede wszystkim dopuszczenie do wypowiedzi Henryka Jezierskiego bez przygotowania do odparcia zarzucanych mu czynów. – Powód był zaskoczony, więc mówił nieskładnie, natomiast wypowiedź red. Marka Formeli była wyreżyserowana – twierdziła Jezierska-Wojdak. – Nie uprzedzono powoda, że będzie pytany o współpracę i nie poinformowano, że tematem rozmowy będzie książka Wicentego (chodzi o książkę Daniela Wicentego „Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym”, wydaną przez Gdański Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w 2015 r.). Na tle wypowiedzi pana Formeli wypowiedź Jezierskiego wypadła chaotycznie, nieskładnie. Poza tym Formela otrzymał publikację Wicentego przed wystąpieniem w telewizji, a Jezierski nie.

 

Jezierska-Wojdak przeprowadziła też długi wywód zastanawiając się, czy lepszym dla powoda nie byłaby rezygnacja z wypowiedzi. Kilkakrotnie dodawała, że materiał oprócz przedstawienia nieprawdziwych faktów miał wywołać mylne wrażenie. Podkreślała też, że materiał jest tendencyjny i fałszywy. Słowa „fałszywy”, „tendencyjny” i „wyreżyserowany” powtarzały się niemal w każdym zdaniu mec. Małgorzaty Jezierskiej-Wojdak, która z przerwami mówiła około godziny podczas dwugodzinnego posiedzenia sądu. Dodała też, że po obejrzeniu tego materiału odnosi się wrażenie, że powód rzeczywiście współpracował z SB.

 

Pozwana Agata Mielczarek, a także jej pełnomocnik Tomasz Plaszczyk wyjaśnili, że materiał nie był wyreżyserowany i że Henryk Jezierski uważa się za doświadczonego dziennikarza, którego trudno „zapędzić w kozi róg”, a ponadto nikt nie ma wpływu na to co i jak mówi osoba zaproszona do nagrania. Trudno też uznać, że został zmuszony do takiej, a nie innej wypowiedzi. Sędzia Małgorzata Misiura kilkakrotnie próbowała uporządkować wypowiedzi mecenas Jezierskiej-Wojdak. Ta z kolei dopominała się o przedstawienie dowodów na współpracę, czyli żądała materiałów operacyjnych, a nie tylko rejestrację zachowaną w archiwach IPN.– Nie było formalnych dowodów na współpracę. Orzecznictwo polskiego sądownictwa jest bogate i trzeba wykazać, że ktoś współpracował. Nie ma definicji współpracy. Nie wystarczy kogoś zarejestrować jako współpracownika – wyjaśniała pełnomocnik Henryka Jezierskiego.

 

Mecenas Plaszczyk dołączył do akt sądowych artykuł napisany przez Henryka Jezierskiego i opublikowany na stronie internetowej prowadzonej przez powoda w dniu 15 lutego 2019 r., a zatytułowany „Z rejestru SB na listę PiS”. Miał to być dowód na stosowanie przez Henryka Jezierskiego podwójnych standardów wobec siebie.

 

– Jemu wolno w sposób niecenzuralny opisywać innych – wyjaśniał Plaszczyk. – Ale o nim nic nie wolno napisać.

 

Artykuł dotyczy, jak podaje Jezierski, agenturalnej działalności Waldemara Jaroszewicza, który jest m.in. członkiem Rady Programowej Radia Gdańsk.

 

Strona przeciwna wniosła o oddalenie wniosku. Podczas tego procesu mec. Jezierska-Wojdak sprzeciwiała się każdemu wnioskowi. Ponadto mec. Jezierska-Wojdak przerywała prawie każdą wypowiedź pełnomocnika pozwanej. Została za to przez Sąd upomniana. Sędzia oświadczyła, że przyjmuje wszystko, co jest składane do akt.

 

Red. Agata Mielczarek wyjaśniła, że bohaterem wyemitowanego w telewizji materiału nie był Henryk Jezierski, tylko Rady Programowe powołane w TVP3 Gdańsk i w Radio Gdańsk. Z kolei mecenas Plaszczyk wskazał na kontrowersje wokół składu Rad Programowych mediów narodowych przedstawione w programie. Wnioskował też o dołączenie do akt sprawy materiały z toczącego się równolegle procesu z powództwa Henryka Jezierskiego przeciwko dyrektorowi TVP3 Gdańsk Joannie Strzemiecznej-Rozen. A także wnosił o dołączenie akt z procesu karnego toczącego się w Sądzie Rejonowym Gdańsk Północ, również z powództwa (prywatnego aktu oskarżenia) Henryka Jezierskiego przeciwko dziennikarce Hannie Kordalskiej-Rosiek. Podkreślał, że te trzy procesy są ze sobą ściśle powiązane tematycznie.

 

Jednak Sąd oddalił wnioski pełnomocnika, argumentując, że procesy są w toku i że trzeba poczekać na ich rozstrzygnięcie. – Gdyby sprawy były zakończone, nie byłoby problemu, dopuścić dowodów akt, a tak to co? – zastanawiała się sędzia Misiura. Wówczas mec. Plaszczyk złożył wniosek, o możliwość przedstawienia w ciągu 7 dni w jakim zakresie należy przeprowadzić dowód z wyżej wymienionych spraw.

 

Mecenas Jezierska-Wojdak negowała potrzebę przesłuchania świadka Agnieszki Oszczyk., twierdząc, że świadek nic nowego nie wniesie do sprawy. Wniosła też o oddalenie wniosku dotyczącego zapoznania się z zeznaniami świadków toczących się procesów z powództwa Henryka Jezierskiego, twierdząc, że są nieprzydatne. Uważa również, że sprawa karna nie ma żadnego związku z tą sprawą.

 

Sędzia Misiura zastanawiała się nad koniecznością przesłuchania świadka Małgorzaty Oszczyk, chociaż przyznała, że jest zwolenniczką przesłuchiwania świadków, nawet jeśli ich zeznania nic nie wnoszą do sprawy. Pełnomocnik pozwanej Tomasz Plaszczyk wyjaśniał, że chodzi o procedurę przygotowania i wyemitowania materiału prasowego. Między innymi zapisów na pasku, które nie są autorstwa red. Mielczarek. Autorka nie jest odpowiedzialna za całość wyemitowanego materiału. To jest praca zbiorowa, bo tak pracuje się w telewizji. Autorka wyemitowanego materiału nawet nie wie, kto napisał tekst na pasku. – Nie tworzę programu sama. Są wcześniejsze zapowiedzi programu, nad którymi pracuje grono ludzi – wyjaśniała Agata Mielczarek. Sprawa została odroczona do dnia 31 marca 2020 roku. Sąd uznał, że jeśli świadek Oszczyk nie stawi się, zostanie na niego nałożona grzywna w wysokości 300 zł, ponadto jego zeznania będą pominięte jako dowód w sprawie.

 

Opracowanie i zdjęcia Maria Giedz

Wiarygodność, personalizacja oraz innowacje – to przyszłość mediów. Konferencja PAP z udziałem CMWP SDP

Przyszłością mediów są zawsze ludzie, ale wspomagani nowoczesnymi technologiami – powiedział minister cyfryzacji Marek Zagórski podczas II edycji konferencji „Media Przyszłości”, zorganizowanej w Warszawie 4 grudnia przez Polską Agencję Prasową przy współpracy z międzynarodowymi ekspertami.Dynamiczny rozwój innowacyjnych technologii to – jak uznali uczestnicy konferencji – jedna z największych szans, ale i ogromne wyzwanie dla branży medialnej. Podczas warsztatów, debat i prezentacji wskazywano również na istotną rolę mediów w przekazywaniu rzetelnych i coraz bardziej spersonalizowanych informacji. W konferencji CMWP SDP reprezentowała Agnieszka Kaczorowska, specjalista ds. projektów . Poniżej zamieszczamy relację z konferencji. 

 

źródło:http://kurier.pap.pl/biznes/konferencja-pap-wiarygodnosc-personalizacja-oraz-innowacje-przyszlosc-mediow

 

Według ministra Marka Zagórskiego, świat mediów zmienia się bardzo szybko – niemalże z miesiąca na miesiąc, ale jedno powinno pozostać niezmienne: „treść zawsze będzie najważniejsza”. „Oczywiście sztuczna inteligencja będzie nad tą treścią pracować, będzie ją przerabiać, ale zawsze gdzieś na początku jest pierwiastek intelektualny” – podkreślił szef resortu cyfryzacji. Jak powiedział, jednym z najważniejszych wyzwań jest walka z dezinformacją. „Musimy się przed tym bronić i znaleźć takie rozwiązania, aby bronić się skutecznie” – zaznaczył minister Zagórski. „Mamy też dużo pracy przed sobą, jeśli chodzi o kwestię regulacji” – dodał. Jego zdaniem, należy się zastanowić np. w jaki sposób zabezpieczać odbiorców social mediów oraz jak dbać o prawa autorskie jednocześnie nie ograniczając wolności wypowiedzi i w internecie. „Dobre prawo jest warunkiem tego, aby media mogły dobrze funkcjonować” – podkreślił minister cyfryzacji.

 

„Metafora, która pozwala najlepiej opisać sytuację, w jakiej się znajdujemy – to sztorm” – stwierdził prof. Mike Rosenberg, wykładowca na wydziale planowania strategicznego w Szkole Biznesu IESE University of Navarra. W opinii Rosenberga, burza, z którą obecnie mierzy się świat, ma dwie części. Jedna to część cyfrowa, która uderza we wszystkie firmy medialne na całym świecie. Drugi sztorm, który jest równie ważny – to sztorm polityczny. „Następuje polaryzacja i zwiększają się dystanse pomiędzy ludźmi. Trwa walka między różnymi grupami, które dyskutują, co to znaczy być społeczeństwem obywatelskim, jaka jest rola rządu, za co odpowiada obywatel. To są fundamentalne pytania. Tak samo jak filmowy huragan Grace uderzył w kuter, tak samo cyfrowy i polityczny sztorm uderza teraz w media i firmy medialne” – stwierdził ekspert prezentując najważniejsze trendy na rynku mediów informacyjnych. Według Roseberga, burza cyfrowa wpływa na biznes medialny również w pozytywny sposób. „Przykładem jest aparat cyfrowy, dzięki któremu można też nagrywać dobrej jakości filmy. To ilustracja tego, w jaki sposób cyfryzacja zmniejsza koszty produkcji wysokiej jakości materiałów” – powiedział.

 

Podczas konferencji PAP „Media Przyszłości” dyskutowano również o tym, jaki wpływ na media będzie miało upowszechnienie technologii 5G. Jak stwierdził szef firmy Ericsson w Polsce Martin Mellor, do końca tego roku na całym świecie będzie 13 mln użytkowników tej sieci, ale już przez następne pięć lat ich liczba wzrośnie do poziomu 2,6 mld. Według niego, aż 76 proc. ruchu w sieci będą stanowić usługi wideo z wykorzystaniem rzeczywistości rozszerzonej (AR) oraz wirtualnej (VR). Potencjał sieci 5G pozwoli na dużo szybszą, stabilniejszą i bardziej oszczędną komunikację różnych urządzeń i sensorów. Jako najważniejszy trend – według najnowszego raportu Ericsson o najgorętszych zjawiskach, jakie wystąpią do 2030 roku – Mellor wskazuje Internet zdolny do transmitowania zapachu, smaku i dotyku. „Internet stanie się w pełni sensoryczny. AR, VR i rzeczywistość stworzą jeden spójny ekosystem rzeczywistości połączonej, w której zdalne przeprowadzanie operacji, sterowanie maszynami i w pełni autonomiczne auta staną się czymś zupełnie naturalnym” – zaznaczał szef firmy Ericsson w Polsce. „Innowacja to ubezpieczenie na życie dla każdej firmy” – stwierdził Peter Kropsch, prezes niemieckiej agencji informacyjnej DPA podczas wystąpienia na temat wdrażania nowych technologii w mediach. „Jeżeli nie będziemy inwestować w nowe produkty, zbankrutujemy” – dodał. Zwrócił uwagę, że dojrzałe firmy medialne mają problem z nadmierną biurokracją. Według niego, należy z nią walczyć, biorąc przykład ze startupów z obszaru next-mediów, które są zogniskowane wyłącznie na produkt. Jednak – według Kropscha – najważniejsi są ludzie bezpośrednio zaangażowani w projekt oraz współpraca między działami firmy i podział zadań na zasadzie: „rób to, co najlepiej umiesz i łącz się z innymi”. Jak stwierdził, proces innowacji w organizacji medialnej to kolejne bramy, w które trzeba wkraczać, by produkt końcowy zaistniał na rynku i odniósł sukces. „Media przyszłości to media, które będą spersonalizowane, dostosowane do obiorcy i coraz bardziej konkurencyjne, gdyż coraz łatwiej jest uzyskać dostęp do nowoczesnych technologii” – powiedział z kolei adwokat Konrad Dobrowolski z kancelarii PwC Legal. W części warsztatowej konferencji mówił on o dyrektywie UE dotyczącej praw autorskich, wchodzącej w życie w 2021 roku, która budzi nadzieje wydawców prasowych na lepszą ochronę ich interesów. Duża niewiadomą pozostaje jednak zastosowanie tych przepisów unijnych w polskim prawie krajowym.

 

Uczestnicy konferencji zastanawiali się tez nad metodami zwalczania fake newsów. Zdaniem Alexandru Iona Giboi, sekretarza generalnego europejskiego stowarzyszenia agencji prasowych EANA, nowoczesne technologie będące przyszłością mediów, są jednocześnie tym, co pomaga w rozprzestrzenianiu się niepotwierdzonych informacji. W jego opinii, również social media są „siewcą fake newsów”.

 

Zdaniem wiceministra kultury Pawła Lewandowskiego, wprowadzenie prawa regulującego tę kwestię uderzy w wolność słowa. Dlatego „jedyną możliwością walki z fake newsami, by nie stworzyć zagrożenia dla wolności słowa, jest wzmacnianie roli tradycyjnych mediów i pozostawienie tego im”. „Ostatecznie media to czwarta władza, więc powinniśmy mieć do nich zaufanie” – podkreślił wiceminister. W jego ocenie, pluralizm mediów jest najistotniejszym elementem gwarantującym rzetelność podawania informacji. „Stworzenie warunków dla pluralizmu mediów to też jeden ze sposobu walki z fake newsami” – zaznaczył Lewandowski „W każdym kraju pojawiają się fake newsy. Jeśli będziemy działać wspólnie, to będziemy w stanie im przeciwdziałać” – powiedziała Armela Krasniqi z albańskiej agencji informacyjnej ATA. „W całej Europie działa 40 agencji prasowych. Jeśli potrzebujemy wiedzieć, co dzieje się w danym kraju, zwracajmy się do lokalnej agencji prasowej. Bo to ona jest najbardziej wiarygodnym źródłem informacji” – podsumował Wojciech Surmacz, prezes PAP. Ważnym tematem konferencji była przyszłość mediów lokalnych, które – aby przetrwać – muszą poszukiwać nowych źródeł dochodu, lepiej identyfikować potrzeby mieszkańców regionu oraz wchodzić w partnerstwa z innymi mediami lub podmiotami publicznymi. Jednym z pomysłów mediów amerykańskich – przedstawionych przez Kristen Hare z Poynter Institute – jest skoncentrowanie prac zespołów dziennikarskich na tych tematach, które są w stanie wywołać autentyczne zaangażowanie lokalnej społeczność, nawet kosztem mniej istotnych newsów.

 

Piotr Marek, prezes grupy TipMedia wskazywał, że przykładem rozwoju mediów lokalnych w Polsce jest Braniewo. „Społeczność liczy niespełna 20 tys. mieszkańców, a działa tutaj aż pięć lokalnych portali informacyjnych” – podkreślił. Uczestnicy debaty o mediach lokalnych podkreślali też, że dziennikarze nie są już tylko redaktorami, ale muszą też robić zdjęcia czy wideo, a na rynku liczą się ci, którzy nie dzielą się na radio, portal czy telewizję, więc również lokalne redakcje stają się wieloplatformowe. Ważnym tematem dla wydawców mediów lokalnych wciąż są sposoby finansowania. Michał Kaczorowski z portalu Trojmiasto.pl zauważył, że procentuje „budowane latami” zaufanie czytelników, które przejawia się w liczbie odsłon strony.

 

W konferencji PAP „Media Przyszłości” uczestniczyło kilkuset przedstawicieli mediów ogólnopolskich i lokalnych oraz firm technologicznych, a także specjaliści ds. komunikacji. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęły Ministerstwo Cyfryzacji oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Partnerem strategicznym konferencji były Polskie Koleje Państwowe S.A.

 

Źródło informacji: PAP

 

zdjęcia : Agnieszka Kaczorowska

 

Jednak przegrana. Sąd Apelacyjny skazał red. Pawła Gąsiorskiego

27 listopada b.r. Sąd Apelacyjny w Katowicach  odrzucił  apelację Pawła Gąsiorskiego, redaktora naczelnego portalu zycieporaja.pl.  i podtrzymał wyrok skazujący pierwszej instancji przyznając powódce czyli obecnej wójt gminy Poraj dodatkowo zwrot kosztów sądowych w wysokości 1215 zł.  Razem z kosztami procesu w I instancji (2 tys. zł) i wpłatą na cel społeczny (2 tys. zł) daje to kwotę ponad 5 tys. zł, jaką musi zapłacić skazany dziennikarz.  CMWP SDP objęło ten proces monitoringiem i przekazało do Sądu swoją opinię jako amicus curiae apelując do Sądu o uniewinnienie dziennikarza. Niestety , sąd nie wziął tych argumentów pod uwagę.
Sprawa toczyła się  z powództwa obecnej wójt gminy Poraj przeciwko Pawłowi Gąsiorskiemu, który po tym,  jak otrzymał od jednego z mieszkańców gminy kopię faktury za zakup środków czystości, kosmetyków oraz  dwóch par rajstop , opublikował ją wraz z krótkim komentarzem i tytułem  “Kupiła rajstopy za pieniądze mieszkańców” .
Wpis ukazał się 7 maja 2018 roku na portalu internetowym www.zycieporaja.pl oraz został opublikowany na profilu Gminy Poraj na portalu www.facebook.com oraz w grupie zamkniętej Gmina Poraj na portalu www.facebook.com.  Sąd uznał,  iż dziennikarz swoim artykułem zniesławił Panią Wójt i nakazał dziennikarzowi przeprosiny oraz zapłatę za koszt procesu i wpłatę na cel społeczny.
Wójt twierdzi, że w spornej publikacji zawarte były nieprawdziwe informacje, iż pełniąc funkcję publiczną robi prywatne zakupy za pieniądze pochodzące z budżetu gminy. Publikacja zarzuca ówczesnej zastępcy wójta Gminy Poraj, że na koszt gminy zakupiła proszek do prania, tabletki do zmywarki, krem do rak , patyczki zapachowe oraz dwie paczki rajstop. Red. Paweł Gąsiorski opublikował skan faktury wystawionej na gminę Poraj ze szczegółowym spisem w/w zakupów.
Szczegółowy opis sprawy oraz stanowiska CMWP SDP  jest tutaj.
Redaktor Paweł Gąsiorski wystąpi do Sądu z wnioskiem o uzasadnienie tego wyroku.

Protest CMWP SDP przeciwko cenzurowaniu „Tygodnika Zamojskiego”

CMWP SDP wyraża protest przeciwko postanowieniu Sądu Okręgowego w Zamościu zakazującemu “Tygodnikowi Zamojskiemu” publikowania artykułów na temat Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Zamościu oraz nakazującemu tygodnikowi usunięcie ze strony internetowej www.tygodnikzamojski.pl artykułów dotyczących przedsiębiorstwa. Zgodnie z postanowieniem Sądu zakaz publikacji ma obowiązywać co najmniej 11 miesięcy. W ocenie CMWP SDP jest to złamanie fundamentalnej dla demokratycznego państwa zasady wolności słowa.

 

Artykuły, które przywołuje Sąd Okręgowy w Zamościu w swoim postanowieniu powstały w ramach realizacji ochrony ważnego interesu społecznego. Poruszony w inkryminowanych artykułach “Tygodnika Zamojskiego” temat jest bardzo istotny i budzi duże zainteresowanie czytelników, ponieważ dotyczy newralgicznych i kluczowych dla opinii publicznej spraw, jakimi są zawsze procedury związane w wydatkowaniem publicznych środków finansowych. Prasa ma nie tylko prawo, ale i obowiązek informować społeczeństwo o możliwych nieprawidłowościach w tym zakresie, a wszelkie informacje na ten temat nie powinny być ukrywane przed opinią publiczną. Uzasadnionym interesem społecznym przemawiającym za publikacją artykułów jest również ochrona prawa społeczeństwa do informacji. CMWP SDP pragnie zwrócić uwagę, iż m.in. po krytycznych artykułach “Tygodnika Zamojskiego” na temat PGK Rada Nadzorcza tego przedsiębiorstwa stwierdziła nieprawidłowości w procedurze przetargowej i zawiadomiła o tym prokuraturę . Postępowanie w tej sprawie nadal trwa, jest przedłużone do 20 grudnia b.r. Już ten fakt jest bezspornym uzasadnieniem zainteresowania środków masowego komunikowania, w tym „Tygodnika Zamojskiego” przedsiębiorstwem PGK w Zamościu oraz czyni całkowicie niezrozumiałym zakaz jakichkolwiek publikacji na jego temat . W ocenie CMWP SDP jest to praktyka porównywalna z cenzurą prewencyjną, której stosowanie jest w Polsce konstytucyjnie zakazane. CMWP SDP pragnie podkreślić, że zarówno na gruncie prawa krajowego jak i międzynarodowego wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są wszystkie organy państwowe. Opisana praktyka sądowa budzi więc zdecydowany sprzeciw, nie sposób bowiem przyjąć, by wskazane wyżej orzeczenie miało się przyczynić do wzmocnienia demokracji czy respektowania zasady wolności słowa.

 

pełen tekst oświadczenia : 22.11.19 Protest CMWP SDP przeciwko cenzurowaniu Tygodnika Zamojskiego

 

19 listopada b.r. CMWP SDP  objęło monitoringiem sprawę z powództwa Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej (PGK) w Zamościu przeciwko “Tygodnikowi Zamojskiemu” oraz  zgłosiło  do Sądu Okręgowego w Zamościu  (22 listopada b.r.) zastrzeżenie na postanowienie Sądu zakazującego  tygodnikowi publikowania artykułów na temat PGK oraz nakaz usunięcia ze strony internetowej www.tygodnikzamojski.pl artykułów dotyczących przedsiębiorstwa. Zgodnie z postanowieniem Sądu zakaz publikacji ma obowiązywać co najmniej 11 miesięcy.

 

pismo o objęciu monitoringiem CMWP SDP sprawy przeciwko “Tygodnikowi Zamojskiemu”  CMWP.Zawiadomienie.Tygodnik.Zamojski.19.11.19

 

4 listopada b.r. Sąd Okręgowy w Zamościu wydał postanowienie zabezpieczające, zakazując “Tygodnikowi Zamojskiemu” (Wydawnictwo Zamojskie) publikacji na temat miejskiej spółki Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej (PGK) przez 11 miesięcy. Wydawca ma też usunąć ze strony internetowej artykuły na temat spółki. Dziennikarka tygodnika Jadwiga Hereta w sierpniu 2018 roku opisała w artykule “Centralne Biuro Antykorupcyjne w PGK”, że zamojska spółka PGK wybrała w przetargu na budowę farmy fotowoltaicznej ofertę miejscowej firmy za 8,5 mln zł, odrzucając o 2 mln tańszą propozycję firmy z Gdańska. Rada Nadzorcza  PGK stwierdziła nieprawidłowości w przetargu i zawiadomiła prokuraturę. Postępowanie prokuratorskie w tej sprawie trwa, jest przedłużone do 20 grudnia. We wrześniu do Sądu Okręgowego w Zamościu wpłynął pozew o ochronę dóbr osobistych Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej  przeciwko wydawnictwu, redaktorowi naczelnemu Michałowi Kamińskiemu i autorce tekstów.

 

“Tygodnik Zamojski” nie pisze obecnie o PGK (o czym poinformował na okładce wydania z 20 listopada).  20 listopada red. nacz. Tygodnika Zamojskiego Michał Kamiński złożył zażalenie na postanowienie sądu.

Skazany za “rajstopy”. CMWP SDP w obronie red. Pawła Gąsiorskiego z portalu zycieporaja.pl

Ta sprawa jest wyjątkowo kontrowersyjna – jeden krótki artykuł napisany na podstawie solidnego wydawałoby się dowodu (faktury) i … skazanie dziennikarza. CMWP SDP objęło tę sprawę monitoringiem oraz przekazało do Sądu Apelacyjnego w Katowicach swoją opinię, w której jednoznacznie wykazuje, dlaczego skazany dziennikarz powinien być uniewinniony. 

 

Sąd Okręgowy w Częstochowie 23 stycznia b.r. skazał red. Pawła Gąsiorskiego, redaktora naczelnego portalu www.zycieporaja.pl za to, iż „poprzez sporządzenie publikacji prasowej” dopuścił się bezprawnego naruszenia dóbr osobistych Katarzyny Kaźmierczak, ówczesnej zastępcy Wójta Gminy Poraj, sprawującej obecnie funkcję Wójta Gminy Poraj. Katarzyna Kaźmierczak skierowała przeciwko red. Pawłowi Gąsiorskiemu pozew z tytułu naruszenia  jej dóbr osobistych. Jak określono w pozwie, do naruszenia dóbr osobistych powódki doszło na skutek opublikowania przez red. Pawła Gąsiorskiego wpisu p.t ,,Kupiła rajstopy za pieniądze Mieszkańców!”. Wpis ukazał się 7 maja 2018 roku na portalu internetowym www.zycieporaja.pl oraz został opublikowany na profilu Gminy Poraj na portalu www.facebook.com oraz w grupie zamkniętej Gmina Poraj na portalu www.facebook.com. Katarzyna Kaźmierczak twierdzi, że w spornej publikacji zawarte były nieprawdziwe informacje, iż pełniąc funkcję publiczną robi prywatne zakupy za pieniądze pochodzące z budżetu gminy. Publikacja zarzuca ówczesnej zastępcy wójta Gminy Poraj, że na koszt gminy zakupiła proszek do prania, tabletki do zmywarki, krem do rak , patyczki zapachowe oraz dwie paczki rajstop. Red. Paweł Gąsiorski opublikował skan faktury wystawionej na gminę Poraj ze szczegółowym spisem w/w zakupów.

 

sporny artykuł jest tu :http://zycieporaja.pl/wiadomosci/kupila-rajstopy-za-pieniadze-mieszkancow/

 

Pozwem z dnia 14 maja 2018 r.  Zastępca Wójta Gminy Poraj wniosła o  opublikowanie przez dziennikarza przeprosin za opublikowanie nieprawdziwych informacji na jej temat, ponieważ wg niej dziennikarz miał  podstaw, żeby twierdzić, że robi ona prywatne zakupy na koszt Gminy Poraj. Po przeprowadzeniu postępowania w sprawie Sąd I instancji wydał wyrok, którym nakazał dziennikarzowi złożenia oświadczenia zgodnie z żądaniem powódki oraz zasądził od pozwanego na cel społeczny kwotę 2 tysięcy  zł oraz na rzecz powódki zwrot kosztów procesu (także 2 tys. zł) .

 

W uzasadnieniu wyroku Sąd wskazał, iż co prawda pozwany nie wskazał w artykule pozwanej z imienia i nazwiska, ale Sąd i komentujący artykuł internauci nie mieli wątpliwości, iż artykuł dotyczy powódki. Sąd również nie dał wiary pozwanemu, iż treść artykułu opisuje działania gminy i gminnych urzędników, a nie konkretnej osoby – powódki. Sąd, chociaż ustalił, iż pozwany próbował się kontaktować telefonicznie z powódką i uzyskał z urzędu gminy fakturę VAT potwierdzającą nabycie rajstop, nie uznał tego za przejaw rzetelności i staranności dziennikarskiej. Ponadto pomimo ustalenia przez Sąd, iż Gmina Poraj kupiła dwie pary rajstop, to Sąd nie uznał, tego działania za bezprawne, uzasadniające dopuszczalną krytykę dziennikarską.

 

Tymczasem wg CMWP SDP ocena, czy w niniejszej sprawie doszło do naruszenia dóbr osobistych p. Katarzyny Kaźmierczak nie może zostać dokonana w oderwaniu od faktu, iż była i jest  ona osobą publiczną. W dniu publikacji powódka sprawowała funkcję zastępcy wójta Gminy Poraj a obecnie jest Wójtem Gminy Poraj. W związku z powyższym jej działalność wzbudza duże zainteresowanie społeczeństwa i mediów. Wymaga także podkreślenia, iż dopuszczalność publikowania o powódce wyłącznie artykułów pochlebnych oznacza w istocie cenzurę prasy i stanowi naruszenie jej prawa do przedstawienia krytyki, wolności wyrażania opinii i swobody wypowiedzi.  Co najistotniejsze –  informacje zawarte w publikacji są prawdziwe. Zakup m.in. dwóch par rajstop na rzecz gminy zostało potwierdzone dokumentem (fakturą), który nie był kwestionowany przez powódkę. Prawdą jest, że gmina zakupiła rajstopy na koszt gminy a zatem za pieniądze jej mieszkańców (podatników). Sąd Okręgowy w Częstochowie błędnie przyjął, że pozwany nie udowodnił, aby to powódka osobiście dokonywała zakupów, natomiast sporna publikacja sugeruje, że to właśnie powódka dokonywała owych zakupów. Taki tok rozumowania Sądu I instancji nie jest zasadny. Fakt, że w publikacji znajdują się następujące sformułowania : ,,Panie Pawle niech pan sprawdzi drogerię Notu tam wicewójtowa kupuje rajstopy na koszt gminy „ oraz ,,Próbowałem w tej sprawie skontaktować się z wicewójt, ale bez skutku” nie jest sugerowaniem, że to powódka zakupiła rajstopy na rzecz gminy. Pierwsze sformułowanie jest cytatem informacji jaką dziennikarz otrzymał od swego informatora. Wynika to jednoznacznie z kontekstu i treści publikacji. Drugie sformułowanie – nie jest sugerowaniem, wskazywaniem na osobę powódki, lecz określeniem, że dziennikarz usiłował skontaktować się w sprawie z wicewójtem, ponieważ zgodnie z wewnętrznymi regulacjami Urzędu Gminy Poraj, to zastępca wójta odpowiada za nadzór nad prawidłowym wydawaniem środków finansowych na materiały biurowe, środki czystości, sprzęt, artykuły spożywcze (vide par. 8 ust. 12 zarządzenia nr. 50/2016). Dziennikarz usiłował zatem skontaktować się z osobą kompetentną do udzielenia interesujących go informacji. Sąd Okręgowy wydając wyrok dokonał nieuprawnionej i błędnej nadinterpretacji artykułu.

 

CMWP stoi na stanowisku, że wniesione w niniejszej sprawie powództwo można uznać za tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie prawa Pawła Gąsiorskiego do wolnej wypowiedzi dziennikarskiej, poprzez zniechęcenie go do podejmowania ważnego społecznie tematu. W tym kontekście uwzględnienie powództwa stanowi naruszenie praw człowieka i obywatela i powoduje tzw. efekt mrożący, skutecznie odstraszając innych do wyrażania opinii na kontrowersyjne tematy dotyczące społeczności lokalnej. W tym kontekście, wyroku Sądu I Instancji nie da się pogodzić ze społeczną funkcją wolnych mediów, które są obserwatorem życia publicznego i mają stać na straży państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP). CMWP  SDP stoi na stanowisku, że wyrok ten narusza międzynarodowe standardy wolności słowa i powinien zostać zmieniony.

 

 

Skazana za felieton. CMWP SDP w obronie dziennikarki

Red. Hanna Szumińska została oskarżona o przestępstwo z art. 212 § 2 k.k., które miało polegać na pomówieniu dwóch osób: lokalnego radnego oraz funkcjonariusza Policji. 

Na portalu internetowym wikiduszniki.pl oraz  w gazecie „Forum+ Miesięcznika Ziemi Szamotulskiej”  w styczniu 2018 r.  Hanna Szumińska opublikowała felieton, w którym stawiała pytania, czy radny „załatwił” policjantowi darmowy wyjazd zagraniczny do Estonii, w zamian za odstąpienie od czynności służbowych (nieodebranie prawa jazdy). Jej krótka publikacja na ten temat  ( około 2 tysięcy znaków) stały się przyczyną wniesienia aktu oskarżenia oraz wydania przez Sąd Rejonowy w Poznaniu   wyroku skazującego. Od tego orzeczenia pełnomocnik Hanny Szumińskiej wniósł apelację. Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP objęło tę rozprawę monitoringiem. W ocenie CMWP SDP  skazanie dziennikarki za ten artykuł jest rażącym naruszeniem zasady wolności słowa demokratycznego państwa. Sąd Rejonowy uznał przy tym, iż dziennikarka dopuściła się dwóch odrębnych czynów i wymierzył jej dwie kary (i przez to dwie tzw. nawiązki finansowe na cele społeczne).  Oznacza to dwukrotne skazanie za jeden czyn, wbrew przepisom prawa karnego materialnego oraz poglądom judykatury w tej materii. Tymczasem dziennikarka działała w interesie społecznym i w ogóle nie powinna być skazana za ten artykuł. Takie stanowisko CMWP SDP przesłało do Sądu. Rozprawa apelacyjna zaplanowana jest na 20 listopada w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. 

 

W dniu dnia 7 stycznia 2018 r. red. Hanna Szumińska opublikowała na str. internetowej www.wikiduszniki.pl oraz na łamach gazety Forum+ Miesięcznika Ziemi Szamotulskiej artykuły, które  dotyczyły lokalnego radnego oraz funkcjonariusza Policji. Nie wymieniała ich nazwisk.

 

Artykuł , po którego publikacji została oskarżona i skazana z 212 kk red. Hanna Szumińska jest tu :CMW.H.Szumińska.artykuł.Dokument 218

 

W artykule czytamy m.in. : Radny AD z Podrzewia załatwił aspirantowi policji Przemysławowi J. darmowy wyjazd do Estonii. Aby to było możliwe, policjant otrzymał honorowe członkostwo Ochotniczej Straży Pożarnej. Czy stało się tak dlatego, że aspirant J. nie odebrał radnemu prawa jazdy, choć powinien? O szczegółach pisaliśmy w tekście „Jak policjant został strażakiem”. Natomiast na łamach Forum+ zamieściła artykuł, który został opatrzony tytułem „Tej hipotezie nikt nie zaprzeczył Jak policjant został strażakiem”. Nadto nad ww. tytułem znajdował się tekst „Na tropie prawdy”. W ww. artykule oskarżona zamieściła tekst: Łatwo odpowiedzieć komu, trudniej udowodnić dlaczego. Wyjazd do Estonii załatwiła ta sama osoba, która wciągnęła J. Na członka honorowego – Andrzej D. Zadaliśmy pytania, ale nie jesteśmy w stanie potwierdzić powtarzanej przez mieszkańców gminy opinii, że była to nagroda za to, że Andrzejowi D, nie odebrano prawa jazdy za naruszenie prawa o ruchu drogowym.

 

Sąd Rejonowy uznał, że dziennikarka nie zachowała szczególnej staranności przy zbieraniu materiałów do artykułów prasowych i ich redagowaniu. W szczególności, nie uznał skuteczności zadanych przez nią w trakcie przygotowywania artykułu pytań przyjmując, że pytanie zadane za pomocą Facebooka nie spełniało wymagań – mimo że Prawo prasowe  nie przewiduje żadnych obostrzeń co do formuły zapytania prasowego. Uznał również, że dziennikarka powinna była poinformować osoby, których materiał prasowy miał dotyczyć  o zamiarze jego opublikowania, chociaż żaden przepis prawa takiego obowiązku nie przewiduje. Nie wziął też pod uwagę statusu prawnego osób, do których odnosiła się treść artykułów prasowych (obydwaj są funkcjonariuszami publicznymi  i dla społeczności lokalnej – osobami publicznymi). Sąd nie objął opisem  wszystkich elementów publikacji, opierając się na wersji zaprezentowanej przez oskarżycieli, a nie na wersji faktycznie opublikowanej. Ponadto sąd oddalił kluczowy dla obrony wniosek dowodowy o przesłuchanie świadka na okoliczność tego, kto był informatorem dziennikarki.  Nie bez znaczenia dla przedmiotowej sprawy jest także wybór przez Autorkę artykułu „Jak policjant został strażakiem” specyficznego gatunku dziennikarskiego, jakim jest felieton. Felieton jest to bowiem publicystyczny, krótki utwór dziennikarski (prasowy, radiowy, telewizyjny) utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający subiektywny punkt widzenia autora, w którym porusza on i komentuje aktualne tematy społeczne, zwracając uwagę na ujemne zjawiska w życiu codziennym. Warto podkreślić, iż w tej krótkiej publikacji, dziennikarka nie podaje żadnego nazwiska, a co więcej, przyznaje, iż opisuje historię, której nie udało jej się jednoznacznie potwierdzić, zwraca tylko uwagę na fakty i ich zadziwiającą koincydencję stawiając pytania na końcu felietonu. Działanie takie jest absolutnie uzasadnione ze względu na funkcję kontrolną, jaką w demokratycznym kraju pełnią środki masowego komunikowania w stosunku do innych podmiotów działających w przestrzeni publicznej i co równie istotne, jest zgodne ze sztuką dziennikarską. W tym wypadku więc skazanie dziennikarza jest w ocenie CMWP SDP rażącym naruszeniem zasady wolności słowa demokratycznego państwa.

 

Podsumowując powyższe rozważania i oceniając całokształt sprawy przez pryzmat wolności słowa, CMWP stoi na stanowisku, że wniesiony w niniejszej sprawie akt oskarżenia można uznać za tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie prawa red. Hanny Szumińskiej do wolnej wypowiedzi dziennikarskiej, poprzez zniechęcenie jej do podejmowania ważnego społecznie tematu. W tym kontekście jej skazanie stanowi naruszenie praw człowieka i obywatela i powoduje tzw. efekt mrożący, skutecznie odstraszając innych do wyrażania opinii na kontrowersyjne tematy dotyczące społeczności lokalnej. W tym kontekście, wyroku Sądu I Instancji nie da się pogodzić ze społeczną funkcją wolnych mediów, które są obserwatorem życia publicznego i mają stać na straży państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP). CMWP stoi na stanowisku, że wyrok ten narusza międzynarodowe standardy wolności słowa i powinien zostać uchylony.

 

Warszawa, 16 listopada 2019 r.

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Jeden świadek nie żyje, inni nie znali, nie widzieli…

Zakończyły się zaplanowane na ten rok rozprawy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu w sprawie uprowadzenia, pozbawienia wolności i pomocnictwa w zabójstwie poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary.

 

O czyny te oskarżeni są Mirosław R. pseudonim Ryba i Dariusz L. pseudonim Lala, którzy nie przyznają się do winy. Obaj mężczyźni to judocy a także byli milicjanci. Na początku lat 90. zaczęli pracę w ochronie w poznańskiej firmie Elektromis. Na ławie oskarżonych zasiadłby również Roman K., pseudonim Kapela, ale nie żyje od 1993 roku. K. miał także brać udział w porwaniu Ziętary 1. września 1992 roku. Krążące wersje dotyczące śmierci ochroniarza mówią o jego samobójstwie, przypadkowym postrzale w głowę, a nawet, że został zastrzelony, a samobójstwo upozorowano. Podobno istniały obawy, że zacznie coś mówić właśnie w sprawie Jarosława Ziętary. Proces od lutego 2019 roku obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

W listopadzie przewidziane były dwie rozprawy, jedna z nich została odwołana, a w czwartek, 14 listopada, przesłuchano kolejnych świadków oraz podano terminy następnych posiedzeń, które odbędą się w pierwszych czterech miesiącach 2020 roku.

 

Zeznawało czerech świadków: Krzysztof S., Henryk J., Tomasz R. oraz Walerian P. Wszyscy potwierdzili przed sądem, że nie znali dziennikarza, nigdy go nie widzieli, nie wiedzą o żadnym pobiciu kogokolwiek z udziałem ochroniarzy Elektromisu. Trzech mężczyzn sprawę dziennikarza znało wyłącznie z mediów, a czwarty Walerian P. w ogóle o niej nie słyszał.

 

Krzysztof S., 60 lat, w latach 90 pracował w Elektromisie jak sam o sobie powiedział jako „samodzielny od zakupów”. Dodał, że jego obowiązkiem był zakup towaru i sprowadzenie go do Polski. Nie zajmował się jednak sprzedażą na terenie kraju. W Elektromisie, według S, pracowało sześć grup, które zajmowały się pozyskiwaniem towarów. Krzysztof S. stał na czele jednej z nich, VI. Świadek stwierdził, że 70% zakupów robiła właśnie VI grupa. Z Elektromisu odszedł z własnej woli, po pięciu latach i przez to stał się – jak powiedział – osobą wyklętą. Polegało to na tym, że „pracownicy mieli zakaz kontaktowania się ze mną”.

 

Ponad to stwierdził, że nie ma żadnej wiedzy o związkach Ziętary z Elektromisem. Nie słyszał, by młodego dziennikarza pobito pod siedzibą firmy, ani  kogokolwiek innego. Tłumaczył, że w tamtym czasie bardzo dużo jeździł po Europie i był bardzo zajęty, a sprawę zna jedynie z mediów. Nie potrafił także wyjaśnić jak trafił do Elektromisu i kto go przyjmował do pracy.

 

Wcześniej prowadziłem kwiaciarnię w Pniewach. Gdy cofniemy się w czasie o 30 lat, Pniewy były wtedy strategicznym miastem. Wszyscy musieli jechać przez Pniewy. (Miasto 50 km od Poznania na trasie do Berlina). To były czasy gdzie nic nie można było kupić. Ludzie przychodzili do mojej kwiaciarni nie tylko po kwiaty, ale również po kawę, pomarańcze, ja to wszystko tam miałem i stąd moje szerokie kontakty. Mogło być tak, że kiedyś przyszedł tam również Mariusz Ś. lub ktoś inny z kadr i tak to się zaczęło – domniemywał Krzysztof S. Świadka spytano również jaką rolę w Elektromisie pełnił Mariusz Ś.

 

Często nabijaliśmy się, że Mariusz Ś. jest w firmie na etacie strażaka. Nie wiem, jaką funkcję formalnie pełnił.

 

Podczas czwartkowej rozprawy twierdził także, że do Elektromisu sprowadzano papierosy z zagranicy i jego zdaniem było to legalne.

 

Tu warto uzupełnić, powołując się na publikacje poznańskich dziennikarzy, że Krzysztof S. był jednym z oskarżonych w aferze Elektromisu polegającej m.in. na wielkich oszustwach podatkowych, został nawet nieprawomocnie skazany w aferze Elektromisu, ale ostatecznie sprawa się przedawniła. Jednak w czwartek nie wspomniał, że miał proces, w którym wyszło m.in. na jaw, że papierosy pochodziły z nielegalnych źródeł. S. prowadził także drużynę Miliarder Pniewy, która w latach 90. występowała na najwyższym szczeblu rozgrywek piłkarskich.

 

Henryk J. to 59 letni były pracownik Elektromisu. Z zawodu strażak, w holdingu zatrudniony był od marca 1989 roku do 2018. Początkowo był handlowcem, następnie pracował w dziale tworzenia sieci dyskontowej Biedronka i Żabka. Swoje zeznania podsumował: pracowałem tam 30 lat i muszę powiedzieć, że super praca.

 

Tomasz R. pseudonim Chomik, to 54 letni były milicjant, który działał również w ZOMO. Ze służby odszedł jeszcze w 1988 roku. Jak sam zeznał został cinkciarzem i stał pod kantorami. Z czasem sam wpadł w kłopoty. Miał procesy za wymuszenia rozbójnicze. W tym samym czasie trenował boks w Poznańskim Klubie Sportowym Olimpia. Z klubu zna obu oskarżonych.  Rybę pamięta dobrze, bo był, jak się wyraził wybitnym judoką, a Lalę, słabiej, wie jednak, że taki „chłopak tam się przewijał”. Tłumaczył równocześnie, że sam trenował boks, a oskarżeni judo. Pytany o ludzi związanych z Elektromisem oświadczył, „ to nie było moje środowisko, to były znajomości na część”.

 

Ostatni na sali sądowej pojawił się, 78 letni Walerian P., który do dziś związany jest z branżą tekstylną, pomimo, że wyjechał z Polski już w 1963 roku. Mieszka w Niemczech, a do Polski przyjeżdża głównie w interesach. Był związany z polskimi firmami odzieżowymi, z których większość już nie istnieje. O sprawie Jarosława Ziętary nic nie wie nawet z prasy.

Tu jednak warto dopowiedzieć, że według poznańskich mediów, Walerian P. był bohaterem artykułu autorstwa zamordowanego dziennikarza, który ukazał się na łamach tygodnika „Wprost” na początku lat 90. Chodziło o tekst dotyczący „wspólnika in blanco” oraz tzw. „białego Żyda”. Pytany o te epitety przez prokuratora Walerian P. oświadczył, że nie słyszał by tak go nazywano oraz zaprzeczył, by to mogło chodzić o jego osobę. Wspomniany tekst, jak donoszą poznańskie media, zahaczał o interesy służb specjalnych i świadek miał zabiegać o jego sprostowanie. Ostatecznie takie ukazało się we Wproście, zredagowane pod nieobecność Ziętary i bez jego wiedzy. Jarosław Ziętara odszedł z tygodnika.

 


 

8 stycznia w Sądzie Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces dwóch byłych ochroniarzy firmy Elektromis oskarżonych przez krakowską prokuraturę o porwanie w 1992 r. dziennikarza śledczego Jarosława Ziętary, które doprowadziło do jego zabójstwa. Z aktu oskarżenia wynika, że ochroniarze o pseudonimach: “Ryba” i “Lala” przedstawili się Jarosławowi Ziętarze jako policjanci i “zaprosili” dziennikarza do samochodu przypominającego radiowóz, później przekazali go zabójcom. Przed 1989 r. obaj byli milicjantami, pracowali w kompanii antyterrorystycznej, po upadku komunizmu zaczęli pracować jako ochroniarze w Elektromisie. Obaj mężczyźni nie przyznają się do winy.

 

Od 2016 r. w poznańskim sądzie toczy się także proces byłego senatora Aleksandra Gawronika, który według śledczych podżegał do zabójstwa dziennikarza. On także nie przyznaje się do winy.

 

Dziennikarz śledczy Jarosław Ziętara zaginął w 1992 roku. Wyszedł do pracy, do której nigdy nie dotarł. Według prokuratury został zamordowany. Jego ciała do tej pory nie odnaleziono, a w 1999 roku został sądownie uznany za zmarłego.

 

Aleksandra Tabaczyńska