Dekoncentracja mediów to zadanie na przyszłość – rozmowa z posłem PIOTREM BABINETZEM

Sądzę, że możliwe jest zliberalizowanie art. 212, pochodzącego z mrocznych czasów komuny i stanu wojennego, a nie jego całkowite zniesienie – mówi Piotr Babinetz, przewodniczący sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu w rozmowie z Andrzejem Klimczakiem.

 

Od kilku lat działa Pan w sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Niedawno został Pan jej przewodniczącym. Gratulujemy! Co zadecydowało, że wybrał Pan właśnie tę Komisję?

 

Od końca lat 90. ubiegłego wieku pracowałem (teraz jestem na urlopie bezpłatnym) w Muzeum Podkarpackim w Krośnie, w komisjach kultury działałem zarówno w Radzie Miasta Krosna jak i później w Sejmiku Województwa Podkarpackiego, z wykształcenia i zamiłowania jestem historykiem, organizowałem wiele imprez kulturalnych, koncertów, konferencji, toteż praca w sejmowej Komisji Kultury była dla mnie oczywista od początku mojej obecności w Sejmie RP.

 

Pozwolę sobie zacytować obowiązki statutowe Komisji Kultur i Środków Przekazu: Do zakresu działania Komisji należą sprawy polityki kulturalnej i informacyjnej państwa, w tym rozwoju kultury i sztuki, twórczości, upowszechniania kultury, ochrony dziedzictwa kulturalnego, prasy, radia i telewizji, wydawnictw, społecznego ruchu kulturalnego oraz współpracy kulturalnej z zagranicą. Które z wymienionych obszarów są najbardziej w Polsce zaniedbane i  dlaczego, a które stanowią priorytet?

 

Uważam, że ciągle za mało propagowane są polskie tradycje niepodległościowe, szczególnie jeśli chodzi o przebicie się z prawdą o polskiej historii, o postawie i bohaterstwie Polaków do odbiorców w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Czyli jest potrzeba m.in. wielkich produkcji filmowych we współpracy z zagranicznymi kooperantami, które byłyby oglądane w świecie. Jeśli chodzi o Komisję Kultury i Środków Przekazu, przed nami ciągle problem systemowego rozwiązania sprawy finansowania mediów publicznych. Myślę, że także dekoncentracja mediów, wsparcie dla drobnych, lokalnych polskich mediów. Ponadto wsparcie rozwoju działalności artystycznej i kulturalnej, także w odległych od Warszawy miejscach Polski. Rozwój współpracy kulturalnej z krajami Międzymorza czy Trójmorza, to również ważne wyzwanie.

 

Jako Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zgłaszaliśmy potrzebę dalszych zmian w Prawie prasowym, którego większość zapisów pochodzi jeszcze z roku 1984, z czasów głębokiego komunizmu. Co Komisja robi w tej sprawie?

 

W ostatnich latach znowelizowaliśmy tę ustawę, jeśli chodzi o autoryzację, czyli zapisy jej dotyczące zostały zliberalizowane, nie ma już odpowiedzialności karnej za nie dokonanie autoryzacji. Również dzięki nowelizacji ustawy: Prawo prasowe, utrudniona została możliwość ukarania, czy zwolnienia broniącego swojej autonomii dziennikarza przez redaktora naczelnego, wydawcę czy właściciela medium.

 

Zmiany w Prawie prasowym, które były dokonywane w latach 90. i po roku 2000, odbywały się bez udziału środowiska medialnego. Naszym zdaniem – niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę – niesie to zagrożenie tworzenia zapisów prawnych sprzyjających politykom a nie wolności mediów i niezależności dziennikarzy.

 

Ale jednak przytoczone przeze mnie wcześniej przykłady nowelizacji zapisów tej ustawy, wzmacniają wolność mediów i niezależność dziennikarzy. Co do przyszłych działań Komisji deklaruję chęć konsultacji dalszych prac, choć oczywiście teraz wszystko zależy od wyborców, a następnie decyzji nowego Sejmu co do składu nowej Komisji Kultury i Środków Przekazu.

 

Kwestia słynnego już art. 212, który jest często stosowany jako narzędzie ograniczające wolność słowa? Czy w kolejnej kadencji Sejmu można się spodziewać rozpoczęcia prac nad zmianami tego zapisu?

 

Mam nadzieję, że tak, ponieważ jest to postulat zgłaszany od wielu lat przez środowiska dziennikarskie, ale codzienna praktyka pokazuje, że jeszcze trochę brakuje w Polsce takiej, jak się to mówi, „kultury politycznej”. Sądzę zatem, że możliwe jest zliberalizowanie tego zapisu, pochodzącego zresztą z mrocznych czasów komuny i stanu wojennego, a nie jego całkowite zniesienie.

 

PiS, którego jest Pan członkiem, obiecywał „repolonizację” mediów. Termin niezbyt szczęśliwy, ale chyba żaden demokratyczny kraj nie odnotował tak wysokiego udziału kapitału zagranicznego w mediach krajowych jak Polska? To w wielu wymiarach państwowych i społecznych niebezpieczna tendencja…

 

Tak, to jest niezwykle istotna kwestia, każde szanujące się państwo, wspólnota narodowa, powinna pilnować, aby „czwarta władza” nie znalazła się w większości w rękach zewnętrznego kapitału, a już szczególnie skoncentrowanego w bardzo konkretnej, jednej parze rąk – nawet pobliskiej. W Polsce doprowadzono do skrajnie wysokiego udziału kapitału zagranicznego w wielkim obszarze szczególnie prasy.

 

Ze sprawą przewagi kapitału zagranicznego w mediach krajowych poradziły sobie Węgry, nie naruszając jednocześnie świętego prawa własności. Czy nie warto by było pójść tą samą drogą?

 

Prawo i Sprawiedliwość nie zamierza wycofać się z prac legislacyjnych w celu rozwiązania tego problemu. Myślę, że lepiej nazwać, ten potrzebny do ewolucyjnego przeprowadzenie proces, „dekoncentracją” mediów. Wzór węgierski jest oczywiście warty wzięcia pod uwagę, ale trudno teraz przesądzać, czy pójdziemy tą drogą. Natomiast w tej kadencji zrealizowaliśmy bardzo wiele zamierzeń programowych, przede wszystkim takich, na które Polacy bardzo czekali. Niektóre, trudne zagadnienia, pozostały na najbliższą przyszłość. Dekoncentracja mediów do nich z pewnością należy.

 

Ukłonów PiS w stronę mediów i dziennikarzy było o wiele więcej w chwili gdy ugrupowanie przejmowało władzę. Chociażby sprawa związana z mediami publicznymi, a szczególnie z oddziałami TVP, gdzie za czasów koalicji PO-PSL dziennikarzy zwalniano z redakcji i zmuszano do zakładania działalności gospodarczej. Dzisiaj ta sytuacja nie zmieniła się, wręcz została zakonserwowana, a takie firmy zewnętrzne są de facto ubezwłasnowolnione przez wydawców w TVP3.

 

To jest rzeczywiście poważny problem, myślę że trzeba zapytać o to władze TVP i Radę Mediów Narodowych. Zwrócę się do tych instytucji w tej sprawie z sugestią poszukania rozwiązania korzystnego dla dziennikarzy.

 

A co Pan sądzi o radach programowych mediów publicznych, w których zasiadają politycy. Czy taka konstelacja zapewnia niezależność mediów?

 

To wynika z ustawy i jest tak od wielu lat. Myślę, że skoro w radach programowych są jednocześnie przedstawiciele bardzo odległych od siebie środowisk politycznych, to nie stanowi to zagrożenia w postaci blokowania którejś części opinii publicznej. Na przykładzie rad programowych chociażby TV Rzeszów i Radia Rzeszów widać zresztą, że wiele osób z puli politycznej to ludzie kultury, nauki lub mediów, a nie politycy. Słabość rad programowych polega raczej na tym, że mają formalnie niewielkie kompetencje, aby mobilizować media do ambitniejszych programów kulturalnych, czy poruszania w jeszcze większym stopniu problemów, którymi na co dzień żyją Polacy, odchodzenia od perspektywy Warszawy czy Rzeszowa na rzecz lokalnych społeczności.

 

Słowo PRAWDA, od co najmniej dekady, na „zamówienie” polityków zamienia się w mediach na znaczeniowo różne sformułowania, takie jak np. dziennikarstwo dedykowane, poprawność polityczna itp. To nie służy wolności mediów i niezależności dziennikarzy. Czy wierzy Pan w powrót prawdziwego dziennikarstwa opisującego rzeczywistość a nie kreującego ją?

 

Oczywiście, że trzeba w to wierzyć, ale po pierwsze rywalizacja między mediami powoduje pościg za sensacją, wypieranie ambitniejszych treści przez np. disco polo, a po drugie wielu właścicieli mediów traktuje je jako uczestników gry politycznej i walki o władzę. Powrót do dziennikarstwa, szczególnie w tym dominującym nurcie, opisującego rzeczywistość, a nie kreującego ją, to będzie trudny proces. I pewnie nigdy w pełni nie uda się tego osiągnąć.

 

Działalność dziennikarska nie jest Panu obca. Przygodę, z wówczas podziemną, prasą zaczynał Pan jako bardzo młody człowiek w „Gońcu Podkarpackim w połowie lat 80.

 

Tak, to było ważne doświadczenie, od 1985 roku w czasach licealnych, działałem w młodzieżowej, antykomunistycznej organizacji „Goniec Podkarpacki”. Mieliśmy wówczas w Krośnie pisemko podziemne o takim właśnie tytule, w którym publikowałem teksty na temat bieżącej sytuacji oraz historyczne, jak cykl o generale Tadeuszu Jordan-Rozwadowskim. W późniejszych latach prowadziłem cykliczną audycję historyczną w Katolickim Radio Fara Krosno. Także miałem również kontakt z pracą w radio.

 

Był Pan też kolporterem wydawnictw drugoobiegowych. To było wówczas niebezpieczne zajęcie…

 

Moje zadania polegały przede wszystkim na prowadzeniu akcji ulotkowych, „dowodziłem” grupami ulotkowymi, ale zdarzało się i kolportowanie wydawnictw. To była druga połowa lat 80., ale nasi poprzednicy z młodzieżowej konspiracji w Krośnie, którzy działali w początkach stanu wojennego, byli bardziej narażeni na dekonspirację i represje. I rzeczywiście w 1982 roku były zatrzymania i aresztowania, takim cichym bohaterem tamtych czasów w Krośnie był więziony wówczas przez komunistów Grzegorz Kiełtyka – faktyczny organizator podziemia młodzieżowego w Krośnieńskiem.

 

Bliżej jednak Panu do kwestii historycznych nie tylko ze względu na wykształcenie kierunkowe, ale też pewnie ze względów rodzinnych i rodzinnej tradycji?

 

Rzeczywiście w tradycji rodzinnej zawsze historia i pamięć walk o niepodległość Polski była obecna. Mój praprapradziadek,  pułkownik Dionizy Czachowski, był naczelnikiem wojennym województwa sandomierskiego w Powstaniu Styczniowym i poległ w walkach z Moskalami. W powstaniu tym walczyli jego dwaj synowie Adolf i Karol – mój prapradziadek. Mój dziadek ze strony ojca Stanisław Babinetz był ochotnikiem w walkach w obronie Przemyśla i Lwowa w 1918 roku oraz uczestnikiem kampanii wrześniowej 1939 roku. Dziadek od strony mamy Mieczysław Binkowicz działał w konspiracji w Armii Krajowej i wiele jego opowieści pamiętam do dzisiaj.

 

Bardziej współcześnie współredagował Pan periodyk naukowy „Dzieje Podkarpacia”. Czy dziennikarska pasja towarzyszy Panu również dzisiaj?

 

„Dzieje Podkarpacia” to był periodyk Podkarpackiego Towarzystwa Historycznego, redagowany przez znanego archeologa Jana Gancarskiego, ja pomagałem w redakcji. Mamy zresztą w Krośnie skupione przy Muzeum Podkarpackim małe środowisko historyków na czele z Czesławem Nowakiem, badaczem konspiracji niepodległościowej, a śp. Wiesław Syrek napisał bardzo cenną biografię Józefa Cieśli „Topora” i jego antykomunistycznej grupy żołnierzy niezłomnych. Teraz nie mam czasu niestety na redakcyjne, a ani prawie nawet na historyczne pasje, choć staram się czasem napisać jakiś artykuł, czy zbadać jakieś źródła, przede wszystkim dotyczące legionistów Józefa Piłsudskiego z Krośnieńskiego.

 

 

Rozmawiał Andrzej Klimczak

 


Piotr Babinetz

Rocznik 1969. Polityk, samorządowiec, historyk. Poseł na Sejm, przewodniczący sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu.  Absolwent Wydziale Nauk Historycznych i Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Mieszka w Krośnie. Działał w Konfederacji Polski Niepodległej, KPN – Obóz Patriotyczny, Przymierzu Prawicy, następnie przystąpił do PiS.  Członek i sekretarz zarządu Podkarpackiego Towarzystwa Historycznego. Pracownik  Muzeum Podkarpackiego w Krośnie (obecnie na bezpłatnym urlopie).

 

 

3 (131)/2019

W trzecim w 2019 r. numerze „Forum Dziennikarzy” warto przeczytać:

 

  • Zaskakujący raport Fundacji Solidarności dziennikarskiej i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich o stanie mediów w krajach Trójmorza. Oprócz raportu, relacje znanych dziennikarzy badających sytuację mediów w kilku krajach, będących niegdyś pod wpływem ZSRR.
  • Relacja z benefisu oraz rozmowa z obchodząca jubileusz 50-lecia pracy Elżbietą Królikowską Avis. Niezwykłe wyznania, niezwykłej osoby.
  • O nietuzinkowy festiwalu im ks. Macieja Kazimierza Sarbiewskiego pisze Jacek Wegner
  • Dziennikarską wyprawę do Torunia relacjonuje Anna Malinowska
  • Na spotkanie z kardynałem Adamem Kozłowieckim do Zambii zabiera nas Stefan Truszczyński
  • Drogami i bezdrożami chińskiej prowincji Yunnan oprowadza nas Jolanta Danak-Gajda

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

 

 

2 (130)/2019

W wiosennym numerze „Forum Dziennikarzy” w świąteczny klimat wprowadzi czytelników Arcybiskup Marek Jędraszewski, udowadniający, że Droga Krzyżowa jest ponadczasowa, a jej symbolika niezwykle ważna nie tylko dla dziennikarzy.

*W tym wydaniu „Forum” wydrukowaliśmy ważne relacje z międzynarodowej konferencji „Wolność (słowa) kocham i rozumiem”, widziane z perspektywy Jacka Karolonka, Jerzego Kłosińskiego oraz Wojciecha Piotra Kwiatka. Konferencja odbyła się w siedzibie SDP na ulicy Foksal w Warszawie.

*Poznamy też laureatów prestiżowych nagród SDP za rok 2018, a Jerzy Jachowicz nagrodzony Laurem SDP za odwagę i wyznaczanie standardów dziennikarstwa śledczego w wolnej Polsce, w rozmowie z Wojciechem Pokorą zdradzi kulisy pełnego niebezpieczeństw zawodu.

*Niezwykle ważne badania Fundacji Solidarności Dziennikarskiej nad stanem mediów w krajach Trójmorza, ujawniają szkodliwe wpływy na media w 12 krajach. Dziennikarze uczestniczący w projekcie wskazują jednocześnie jak wyjść z impasu. Polecam szczególnie tekst znanego publicysty węgierskiego, Zoltana Kiszelly, który wyjaśnia jak Węgry odzyskały kontrolę nad krajowymi i regionalnymi mediami – może to wskazówka dla naszych rodzimych polityków…?

*O regionalnych mediach na Słowacji i kłopotach żurnalistów opowiada Jozef Jurcisin, znany dziennikarz z Preszova.

*Niezwykle ciepłe wspomnienie Haliny Miroszowej znajdziemy w tekście Stefana Truszczyńskiego-„Matka Polka z Woronicza”

*Bardzo ważny materiał o współczesnej manipulacji historią i symboliką Marka Tenora: „Wykuwanie drogi do szczęścia ludzkości”: W Rzeszowie zawiązał się sojusz obrońców Pomnika Walk Rewolucyjnych, który zgodnie z ustawą dekomunizacyjną powinien zostać rozebrany. Sprawa z pozoru ma tylko lokalny wymiar. W rzeczywistości wykracza daleko poza granice województwa podkarpackiego, bo pokazuje, jak można z rozmysłem manipulować prawdą historyczną, zamieniając symbol rewolucyjnego terroru i komunistycznego totalitaryzmu w symbole miasta, obywatelskiej wolności i ruchu LGTB.

*Tekst „To był bal…” opatrzony fotoreportażem Donata Brykczyńskiego opowiada o wspaniałej a zarazem pożytecznej zabawie dziennikarzy. Celem tej inicjatywy była m.in. pomoc kolegom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji.

*Numer kończy satyra w wykonaniu znanego profesora Tomie Kawakamiego, oraz bardzo poważny felieton Marcina Wolskiego „Czyje media?”, w którym autor uświadamia czytelnikom zagrożenia związane z obcym kapitałem w krajowych mediach. seogratis.org

No i oczywiście wiele innych ciekawych tekstów i ilustracji, które musicie Państwo w najnowszym numerze „Forum Dziennikarzy” odkryć sami.

Do lektury zaprasza

Andrzej Klimczak

Redaktor naczelny „Forum Dziennikarzy”

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

1 (129)/2019

W pierwszym w 2019 r. numerze „Forum Dziennikarzy” polecamy tekst  o walce Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich o budynek w Warszawie przy Foksal 3/5. To historia ludzi działających z pasją od dziesięcioleci na rzecz polskich środowisk medialnych. To również historia walki z urzędniczymi zakusami przejęcia siedziby dziennikarzy. Zachęcam nie tylko do lektury ale do włączenia się w walkę o Wasz dom dziennikarzy.

\

„Głos narysowany z więzienia”, to relacja z wystawy więzionego przez Rosję od dwóch lat ukraińskiego dziennikarza, Romana Suszczenki, który za krat przy pomocy, tynku, ołówka, cebuli, buraka czy keczupu tworzy niezwykłe dzieła sztuki. Te obrazy to głos zniewolonego człowieka potrzebującego wsparcia wolnego świata. Wystawa otwarta została w budynku SDP przy ul Foksal.

 

Cykl materiałów poświęconych mediom w dwunastu krajach Trójmorza pokazuje stan wolności słowa i standardy pracy dziennikarzy w krajach będących niegdyś  w granicach wpływów ZSRR. Zaskakują podobne problemy mediów i dziennikarzy na terytorium objętym badaniami dzięki projektowi Fundacji Solidarności Dziennikarskiej.

 

Stefan Truszczyński zabierze nas na egzotyczną wyprawę po Ameryce Południowej w towarzystwie niezwykłego przewodnika, misjonarza księdza Józefa Maślanki.

 

Aleksandra Solarewicz wprowadzi w nostalgiczny nastrój lwowskiego dwudziestolecia międzywojennego, dążąc śladem swojego dziadka, przedwojennego dziennikarza.

 

W zupełnie inny świat zabierze nas Maria Giedz pokazując katolicki świat Meksyku, barwny lecz odmienny od tego, który znamy.

 

Forum Dziennikarzy zawiera jak zwykle cykl satyryczny Tomie Kawakamiego oraz satyryczny rysunek Cezarego Krysztopy.

 

A na zakończenie, o wolności słowa w Polsce, pisze w swoim felietonie Marcin Wolski.

 

Oprócz zapowiadanych tekstów, czytelnicy w najnowszym numerze znajdą również szereg innych ciekawych artykułów.

Polecam

Andrzej Klimczak

Redaktor Naczelny „Forum Dziennikarzy”

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

(128)/2018

Ten numer „Forum Dziennikarzy” został poświęcony patriotyzmowi ludzi mediów i nie tylko. Dwa ostatnie miesiące mijającego roku 2018, nasycone są wszelkimi rocznicami, odnoszącymi się do naszej państwowości i niepodległości. Nie mogło więc, w ostatnim w tym roku numerze, naszego pisma zabraknąć spojrzenia żurnalistów na kwestie wolności, niezależności i patriotyzmu, zarówno w przeszłości jak i współcześnie.

  • O przemianach jakie dotknęły ludzi opozycji z lat osiemdziesiątych, opowiada Stefan Truszczyński w tekście „Co się stało z naszą klasą?”
  • Jak patriotyczna postawa dziennikarzy uzależniona jest od zagranicznego kapitału zainwestowanego w polskie media, wyjaśnia Tomasz Kleszczewski w materiale „Dziennikarz-patriota od święta”.
  • Barbara Miczko-Malcher, dziennikarka Polskiego Radia, dokumentalistka, która nagrywała między innymi Żołnierzy Wyklętych oraz uczestników Poznańskiego Czerwca w 1956 roku, opowiada o swojej pasji i doświadczeniach w rozmowie z Jolantą Hajdasz w wywiadzie „Pasja i patriotyzm”.
  • Czy współczesna dbałość o czystość języka polskiego jest już tylko walką z wiatrakami? – zastanawia się językoznawca, Profesor Kazimierz Ożóg w teście Aliny Bosak „Donkiszoteria”.
  •  „Walka o Polskę” – to fotoreportaż Jerzego Kośnika, artysty fotografika, który towarzyszy wydarzeniom w Polsce od czasu „Festiwalu Solidarności” aż po Marsz dla Niepodległej w roku 2018. Wspomnienia artysty budują swoisty klimat tego niepowtarzalnego fotoreportażu.
  • To, że Solidarność ludzka może być silniejsza od politycznych zawieruch i tragedii wojny, udowadnia Robert Błaszak w tekście „Kumpel ist kumpel”.
  • O niezwykłym poświęceniu polskich misjonarzy i misjonarek na „Czarnym lądzie” przypomina Stefan Truszczyński w tekście „Siostra Marta z Zambii”.
  • Ukraińcy chcą aby w zagranicznych mediach pokazywano ich kraj inaczej. Dzisiaj nasz wschodni sąsiad ma w Europie opinię państwa niebezpiecznego i niesprzyjającego turystyce. A jak jest naprawdę? Przeczytacie w tekście Andrzeja Klimczaka „Jak pokazać swoje państwo w mediach”
  •  „Pamięci dziennikarzy spoczywających na lwowskich nekropoliach” swój tekst poświęca Jolanta Danak Gajda, inicjatorka trwającej już od dziewięciu lat akcji  SDP poszukiwania grobów przedwojennych dziennikarzy na cmentarzach Ukrainy.
  •  „Gdy odwaga kosztowała drożej” – Działalność ludzi mediów w czasach komunizmu, ich poświęcenie i ryzyko jakie podejmowali opisuje Paweł Szczawnicki.
  • Tomie Kawakamie, jak zwykle obecny w „Forum Dziennikarzy” komentuje z nutą ironii wyniki niedawnych wyborów samorządowych oraz kwestie cywilizacyjnych „zasług” zaborców.
  • O czasach komunizmu i dziennikarzach, którzy mogli wybierać między uczciwością lub łajdactwem, napisał Marcin Wolski w swoim felietonie „Przyzwoitość”, przypominając, że również dzisiaj dążenie do prawdy i wystrzeganie się nienawiści, pozostaje podstawą i sensem naszego zawodu.

Ostatni w tym roku numer „Forum Dziennikarzy” wzbogacony jest, jak zwykle, w grafikę Cezarego Krysztopy, który właśnie został zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność”.  Serdecznie Gratulujemy!

Mamy też nadzieję, że awans Cezarego jest pierwszym sygnałem, że „Forum Dziennikarzy” staje się „kuźnią kadr”, czego życzymy w przyszłym roku wszystkim naszym autorom i współpracownikom.

W imieniu Zespołu Redakcyjnego

Andrzej Klimczak

Redaktor Naczelny „Forum Dziennikarzy”

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Numer 3 (127)/2018

Ukazał się nowy numer „Forum Dziennikarzy”, a w nim m.in.

* Szpalty za kratą –  Stefan Truszczyński o prasie wydawanej w więzieniach

* Polskie media na Ukrainie – Konstanty Czawaga o odrodzeniu gazet dla naszych rodaków mieszkających na Ukrainie

* Wizyta w „psychuszce” – Piotr Kościński o tym co może spotkać dziennikarzy wyjeżdżających na Białoruś

* Pamir z tylnego siedzenia – reportaż Jolanty Danak-Gajdy z Tadżykistanu

* Chasydzi – urzekające zdjęcia Waldemara Sosnowskiego

* Wokół padali ranni i zabici – rozmowa z Pawłem Bobołowiczem, korespondentem wojennym z Donbasu

* Największa dziennikarska przygoda – Andrzej Klimczak wspomina swoje zawodowe spotkania z Janem Pawłem II

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Rozważania nie tylko dla dziennikarzy – rozmowa z abp. MARKIEM JĘDRASZEWSKIM metropolitą krakowskim

 

O ponadczasowym charakterze Drogi Krzyżowej mówi abp Marek Jędraszewski w rozmowie z Andrzejem Klimczakiem.

 

Można powiedzieć, że nic się nie zmieniło od czasów, gdy Chrystus stanął przed Piłatem. Nadal wydawane są niesprawiedliwe wyroki przez sędziów, media, polityków…

 

Te współczesne, niesprawiedliwe wyroki łączą się z problemem Piłata. W Ewangelii obserwujemy swoisty dialog między prokuratorem a Oskarżonym. Chrystus mówi w pewnym momencie: Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.

 

Piłat pyta wówczas: Cóż to jest prawda?

 

Dzisiaj często obserwujemy niegasnące echo tamtego pytania, kłamliwą narrację, która prowadzi często do prawdziwego linczu medialnego. To problem ogólnoświatowy, który nie omija także i Polski. Wynika on z tego, że wielu osobom brakuje tego podstawowego fundamentu, jakim jest obiektywna prawda. Po wtóre, coraz częściej obserwujemy brak szacunku i poszanowania godności drugiej osoby. Nie próbuje się zrozumieć człowieka, który jest oskarżany. To, co się dzieje dzisiaj, jest multiplikacją tamtego sądu, który odbył się prawie dwa tysiące lat temu. Dzisiaj równie często stajemy przed Piłatem, pozbawieni prawa do obrony.

 

Mówi Ekscelencja o prawie do obrony… Nie wszyscy mają możliwość skorzystania z niej, tak jak skazywane na śmierć nienarodzone dzieci.

 

Należy podkreślić, że te wyroki śmierci zapadają w imię demokratycznie stanowionego prawa. Wręcz w niektórych kręgach uważa się, że kobieta ma prawo do zabijania swojego dziecka. Na dodatek głosi się, że jest to wartość europejska, której należy chronić jak źrenicy oka. Żyjemy w społeczeństwie, które, gdy chodzi o dobro najważniejsze, czyli o życie całkowicie bezbronnych i niewinnych istot, zachowuje  się w sposób zbrodniczy.

 

Świat zwariował? Za prawem do zabijania opowiada się część polityków i dziennikarzy, którzy propagują taki proceder. Do tej zbrodni przykładają rękę również ci, którzy mówią, że są przeciwni aborcji, a którzy w imię pragmatyzmu i politycznej arytmetyki nie stanową barier dla tego szaleństwa.

 

Świat zwariował, bo są tacy politycy, dziennikarze, ale i niemała część współczesnego społeczeństwa, które w jakiejś mierze jest ofiarą przekazów medialnych i takiego a nie innego stanowionego prawa. Zbyt mało mówi się o ważnej, wychowawczej funkcji prawa. A przecież jeżeli określa się jakieś normy, to po to, aby prawo stało na straży prawdziwego dobra. Tymczasem w przypadku aborcji mamy do czynienia ze zbrodniczym prawem, które zostało ustanowione w sposób demokratyczny. To wskazuje na jeszcze jedną istotną rzecz, na którą zwrócił uwagę święty Jan Paweł II w encyklice „Centesimus Annus” w 1991 roku – dodajmy, że powstała ona w stulecie innej, słynnej encykliki Leona XIII „Rerum novarum”, odnoszącej się do kwestii społecznych. Jan Paweł II pisał: Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm. Właśnie z tym zjawiskiem mamy do czynienia współcześnie.

 

Powszechnie uważa się, że problemy, o których rozmawiamy, wynikają również z braku autorytetów, w tym autorytetów Kościoła.

 

Najpierw robi się wszystko, aby tych autorytetów nie było, a potem się biadoli, że ich nie ma. To jest jednak tylko część zagadnienia.

 

Odnosząc się do sprawy Jezusa sprzed prawie dwóch tysięcy lat, w kilku miejscach Ewangelii znajdziemy kwestię autorytetu. Żydzi ciągle domagali się od Jezusa jakiegoś znaku, będącego potwierdzeniem, że jest On prawdziwie Synem Bożym. Jezus dokonując cudów, takich argumentów im dostarczał. Tymczasem oni twierdzili, że te cuda – ich oczywistości bynajmniej nie podważali – są skutkiem tego, że Jezus działa mocą Belzebuba, księcia złych duchów. Dochodziło tutaj do szczególnej ekwilibrystyki, gdy chodzi o ich sumienia. Doświadczane przez nich ewidentne dobro, czyli dokonane przez Jezusa cuda, powinno ich skłonić do uznania w Nim Bożego Syna. Ponieważ z góry przyjęli to za niemożliwe, wygodniej było im oskarżyć Sprawcę dobra o współpracę ze złym duchem, niż otworzyć się na prawdę o Chrystusie. Ich przewrotność wskazuje na to, że człowiek, który nie jest wewnętrznie prawy i który nie idzie za głosem własnego, dobrze uformowanego sumienia, jest zdolny do największego cynizmu.

 

Zło, o którym wspomina Ksiądz Arcybiskup, często staje się dla jego ofiar prawdziwym krzyżem. Co dla współczesnych oznacza podjęcie krzyża?

 

Krzyż nie powinien chrześcijan dziwić. On należy do ich losu. Jezus powiedział przecież: Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Być godnym Jezusa, to znaczy być gotowym dźwigać krzyż i być znakiem sprzeciwu dla niegodziwości tego świata – tak jak znakiem sprzeciwu był sam Chrystus. To jest wpisane w nasz los. Oczywiście nie jest to łatwe, lekkie i przyjemne. Z drugiej strony, Jezus ukazywał swoim uczniom ostateczne horyzonty ich życiowej drogi. Obiecywał, że jeśli pójdą za Nim, to dojdą do Ojca bogatego w miłosierdzie i posiądą Królestwo Niebieskie na wieki. Chrześcijanin, który niesie krzyż, musi być wpatrzony w ostateczny cel swojej wędrówki.

 

Na Drodze Krzyżowej Jezusowi towarzyszyła Jego Matka. W naszej współczesnej wędrówce  towarzyszą nam bliscy, znajomi a także nieznani ludzie. Jednak relacje między nimi są dalekie od tej ze stoku Golgoty, pełnej miłości i wsparcia.

 

Niewątpliwie mamy do czynienia z procesem atomizacji, głęboko wchodzącym w tkankę naszych społeczeństw. Dzieje się to niejako na nasze własne życzenie, ponieważ wiele osób przyjmuje lansowaną dziś tezę, że liczy się tylko osobisty sukces. Najważniejszy jest wyścig szczurów, a nieważne jest, kto i w jaki sposób w tym wyścigu polegnie. Coraz bardziej każdy koncentruje się na własnym „ja”. W konsekwencji jesteśmy coraz bardziej samotni. Ta samotność staje się źródłem cierpienia, depresji, a nawet, w skrajnych przypadkach, samobójstwa. Stąd wielki wysiłek Kościoła jako wspólnoty wierzących, która idzie za Chrystusem mocą Ducha Świętego, aby żyć właśnie we wspólnotach, począwszy od wspólnoty małżeńskiej i rodzinnej. Jeżeli wiarę przeżywa się wspólnotowo, a jej przejawem jest chociażby uczestnictwo w niedzielnej Mszy świętej, to nie zaznamy poczucia osamotnienia, prowadzącego niekiedy do skrajnej rozpaczy.

 

Jezus upada pod ciężarem, a do pomocy w niesieniu krzyża jest zmuszony Szymon. Po chwili jednak uświadamia sobie, jak ważną dla niego samego jest ta pomoc. Politycy i dziennikarze to ludzie, którzy powinni służyć innym. Czy Ksiądz Arcybiskup dostrzega w tych środowiskach właśnie tak realizowaną misję?

 

W dużej mierze współczesny świat istnieje dzięki mediom i politykom. Ich działalność może być coraz bardziej prawdziwie humanistyczna, ale też może stać się prawdziwym przekleństwem dla ludzi. Jeśli jest to służba człowiekowi, czy też całemu społeczeństwu, poprzez wierność obiektywnej prawdzie, z poczuciem wielkiego szacunku dla odbiorcy, to wtedy mamy do czynienia z niesieniem pomocy tym, którzy czują się zagubieni, oszukani, którzy zwątpili w sens jakichkolwiek działań.

 

Stacja VI Drogi Krzyżowej pokazuje scenę, w której Weronika, ryzykując represje, przedziera się przez szpaler zbrojnych, aby przetrzeć chustą twarz Jezusa. To akt odwagi i współczucia. Może tym, którzy powinni służyć innym, po prostu brakuje odwagi i empatii?

 

Odwaga niezwykłej, prostej kobiety – bo tak ją przedstawia tradycja Kościoła – która nie zważając na niebezpieczeństwo przedarła się przez kordon żołnierzy. Dla niej najważniejsza była ta chwila ulgi, jaką mogła przynieść Skazańcowi, dźwigającemu krzyż na Golgotę.

 

Jeśli w naszym sercu tkwi troska o drugiego człowieka, to właśnie ona jest niejako miejscem, w którym rodzi się odwaga. Odwaga nie jest jakąś abstrakcyjną cnotą, wyrobioną w nas przez częste ćwiczenia. To jest tak silny skarb naszego ducha otwartego na innych, że możemy świadczyć prawdę w trudnych sytuacjach, nawet wtedy, gdy to świadectwo niesie z sobą jakieś zagrożenie dla nas. Takie świadectwo niesie autentyczne wyzwolenie, zgodnie ze słowami Chrystusa: ”Prawda was wyzwoli!”

 

Stacje Drogi Krzyżowej ukazują również upadki Chrystusa. Porównujemy tamte upadki do naszych własnych, które symbolizują nie tylko przewinienia, ale też dążenie do celu…

 

Upadamy, bo idziemy… Ta droga nie zawsze jest łatwa i siły nieraz topnieją. Pragniemy jednak powstawać i iść dalej. To jest istota drogi, jaką pokazał nam Jezus, oczekując, że pójdziemy za Nim, wpatrzeni w Jego wzór.

 

Kościół wnosi bardzo ważne rozróżnienie między złem a osobą, która to zło popełniła. Jest daleki od potępienia człowieka. Potępia zło, ale jednocześnie pragnie pomóc człowiekowi, aby się podniósł. Na tym polega miłosierdzie – w przeciwieństwie do myślenia tego świata, które często jest myśleniem totalitarnym. Błędnie uważa się, że jeżeli jakiegoś złego człowieka zniszczy się fizycznie, to przez to świat stanie się lepszy. Tymczasem tak naprawdę będzie gorszy, bo „się wzbogaci” o kolejną zbrodnię. Prawdziwe wzbogacenie świata ma miejsce wtedy, gdy pomagamy komuś powstać, okazując mu nasze miłosierdzie. Świat się zbawia przez miłosierdzie, a nie przez nienawiść.

 

Stacja VIII Drogi Krzyżowej pokazuje scenę spotkania Chrystusa z płaczącymi niewiastami. To symbol wrażliwości na ludzką krzywdę. Jaki jest stan tej wrażliwości w Polsce?

 

Myślę, że stan wrażliwości społecznej w naszym kraju jest dobry. Wystarczy popatrzeć na to zagadnienie poprzez pryzmat działalności Caritas czy też innych organizacji niosących pomoc. Obserwujemy wiele spontanicznych akcji: paczka dla Ukrainy lub pomoc świadczona chrześcijanom w Syrii. Okazuje się, że hojność naszego społeczeństwa jest naprawdę ogromna. Są jeszcze w Polsce bardzo liczne dobre serca, wrażliwe na cierpienia innych ludzi, ale jest też zaufanie do pewnych instytucji, poprzez które przekazuje się pomoc dla potrzebujących.

 

Tuż przed ukrzyżowaniem Chrystus zostaje odarty z szat. To symbolika braku poszanowania ludzkiej godności i honoru. Dzisiaj łatwo depcze się ludzką godność, gdy posiada się władzę lub stosuje medialną presję.

 

24 lutego tego roku, na zakończenie wyjątkowego w dziejach Kościoła spotkania z przewodniczącymi episkopatów całego świata, Ojciec Święty Franciszek mówił, że przyczyną zła dotykającego dzisiaj dziesiątków milionów dzieci jest władza, pycha, chęć dominacji, rządy pieniądza. To prowadzi do tego, że uderza się w godność człowieka – kobiety, mężczyzny, krzywdzi się dzieci – i to na niewyobrażalną wprost skalę. Jest to wielkim zgorszeniem i złem współczesności. Do tego dochodzą naganne z punktu widzenia moralnego inicjatywy, tak jak instrukcje WHO, które przekazują instrukcje, jak należy seksualizować dzieci, odbierając im dzieciństwo – i to jeszcze w wieku przedszkolnym. W ten klimat wpisuje się także karta LGBT. W gruncie rzeczy przekreśla ona wizję człowieka, według której Bóg stworzył kobietę i mężczyznę, powołanych do wzajemnej miłości i do szczęścia posiadania dzieci. Dzisiaj się to kwestionuje. Przekreśla się ludzką naturę, uderzając w Boży zamysł co do człowieka. W konsekwencji dochodzi do jego degradacji. Tak bardzo zdehumanizowanych czasów, jakie obecnie przeżywamy, jeszcze nie było. To problem globalny.

 

Jezus przybity do krzyża mówi: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. Czy to zdanie umierającego Człowieka-Boga może współcześnie budzić refleksję u tych, którzy występują przeciw zasadom, tradycji, przeciw prawdzie? Czy też można uznać, że nie powinno się podejmować dialogu ze złem?

 

Ze złem trzeba walczyć, tak jak Chrystus walczył do końca. Sam stał się ofiarą przerażającego okrucieństwa, zła i nienawiści. Widział jednak w swoich oprawcach kogoś, kogo Bóg kocha mimo wszystko. Kogoś, kogo powołał do istnienia i daje mu szansę odnowy i naprawy swoich błędów. We wspomnianym wołaniu Chrystusa widzimy ogromną przestrzeń Bożego Miłosierdzia dla tych, którzy jeszcze żyjąc na ziemi mają szansę zrozumieć swoje zło, żałować, prosić o przebaczenie i na koniec usłyszeć to, co usłyszał jeden z łotrów ukrzyżowanych obok Jezusa: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju. Myślę, że nie ma większej nadziei dla człowieka niż właśnie ta.

 

Wystarczyły trzy dni, żeby ta nadzieja spełniła się w zmartwychwstaniu Chrystusa. Dzisiaj w Polsce odmawia się ludziom prawa do nadziei, twierdząc, że niczego nie można zmienić, ponieważ układ postkomunistyczny z postsolidarnościowym łączą trwałe, wspólne interesy.

 

Myślę, że nie jest to pełna diagnoza polskiego społeczeństwa. Nie wszyscy ludzie Solidarności brali udział w porozumieniach Okrągłego Stołu. Ponadto była też część uczestników tych negocjacji, która wobec tamtych ustaleń była i pozostaje po dzień dzisiejszy bardzo krytyczna, co więcej: stara się przeciąć te dziwne powiązania, których symbolem stała się Magdalenka.

 

To prawda, Jezus zmartwychwstał trzeciego dnia. Jednakże wówczas, nawet mimo oczywistego świadectwa ze strony strażników strzegących Jego grobu, znaleźli się ludzie, którzy chcieli innym nadzieję odebrać. Stąd działania arcykapłanów i ówczesnych przywódców narodu żydowskiego głoszących kłamstwo, że ciało Jezusa zostało wykradzione z grobu, kiedy strażnicy spali. To kłamstwo, jak pisze św. Mateusz, trwa do dzisiaj. To oznacza, że mimo upływu czasu – a św. Mateusz pisał swą Ewangelię kilkadziesiąt lat po Zmartwychwstaniu – nadal byli ludzie, którzy poprzez kłamstwo próbowali innym odebrać nadzieję.

 

Ta historia w jakiejś mierze powtarza się także dzisiaj. Jest wielu ludzi, którzy niegdyś sprawowali władzę i za wszelką cenę chcą do niej powrócić. Dlatego też usiłują innym odebrać nadzieję, przekonując, że wszystko raz na zawsze zostało określone i że nic się nie da zmienić.

 

Tymczasem nie ma niczego raz na zawsze. Tego uczy historia, nawet ta stosunkowo wobec nas nieodległa. Hitlerowska Trzecia Rzesza i bolszewicki komunizm miały trwać co najmniej tysiąc lat. Okazało się że jeden system trwał 12 lat i skończył się wraz z samobójczą śmiercią Hitlera, a drugi padł na początku lat dziewięćdziesiątych.

 

Pamiętam wypowiedzi polityków z najwyższej półki, np. Giulio Andreottiego, który twierdził, że jakakolwiek zmiana układu pojałtańskiego skończy się wojną atomową w Europie, a zatem nie można ustalonego w Jałcie porządku politycznego w ogóle naruszać. To była z jego strony, ale także ze strony zdecydowanej większości polityków zachodnich, próba petryfikowania złej sytuacji dla Polski, dla Europy i dla świata w imię tak zwanego politycznego realizmu. Pojawił się jednak wizjoner – Jan Paweł II, który wiedział, że jedynym panem historii nie jest człowiek, ale sam Bóg. Jeśli człowiek sprzymierzy się z Nim, to może dokonać ogromnych zmian w tym świecie – i to w sposób pokojowy. Solidarność narodziła się w Polsce na skutek jego pierwszej pielgrzymki do kraju. Realny kształt przyjęła rok później. Wtedy można było sądzić, że ten ruch społeczny porywa się z motyką na słońce. Ostatecznie okazało się, że nawet wprowadzenie stanu wojennego nie było w stanie przerwać tego silnego nurtu ludzkich sumień. O tym właśnie pisał kardynał Karol Wojtyła w poemacie „Myśląc Ojczyzna”, stawiając czysto retoryczne pytanie: Czyż może historia popłynąć przeciw prądowi sumień? Na dłuższa metę: nie! Taka właśnie nauka płynie z naszej historii!

 

W swojej ostatniej książce „Droga Krzyżowa Narodu Polskiego”, Ekscelencja przypomina wydarzenia historyczne czasów zaborów, wielkich rodaków, patriotów, ale też starania zaborców, którzy, cytuję: Poprzez przepisy, nakazy i zakazy chcieli skrępować a następnie całkowicie wyeliminować wszelki rozwój duchowy i materialny (Polaków). Historia lubi się powtarzać?

 

Czasem stajemy się świadkami, a nawet uczestnikami nieoczekiwanych zwrotów w naszej historii. Te zwroty dają niekiedy wrażenie czegoś, co już było. Jestem przeciwny rozumieniu historii jako koła ciągle powtarzających się wydarzeń. Ale też, z drugiej strony, jeśli historia ma być nauczycielką życia, to musimy właściwie odczytywać pewne analogie, które narzucają się nam niejako same z dalszej lub nieodległej przeszłości. Ciągle odnosi się wrażenie, że wolna i w pełni suwerenna Polska jest solą w oku niektórych państw – stąd ciągle ponawiane z ich strony próby jej pomniejszenia. A ponadto historia naszych bohaterów pokazuje, że polski naród w swym umiłowaniu wolności jest prawdziwie niezłomny. To powinno być nauką nie tylko dla nas, Polaków – zwłaszcza teraz, kiedy usiłuje się budować Europę jako wspólny dom dla wszystkich narodów ją zamieszkujących.

 

Rozmawiamy w budynku Kurii Krakowskiej, tuż obok słynnego „Okna Papieskiego”. Pamiętam jak stojąc w tłumie, wówczas młodych ludzi, krzyczeliśmy pod tym oknem: zostań z nami! Czy Jan Paweł II został z Polakami w przestrzeni duchowej?

 

Tak,  został w sercach wielu Polaków. Widzę wielką gotowość wielu młodych ludzi, aby kontynuować to, co rozpoczął nasz wielki Papież. Wielu Polaków przyjęło Jego naukę i żyje tak, jak On wskazywał. Dobitnie wyraził to zwłaszcza podczas pielgrzymki do niepodległej już Polski w roku 1991, gdy jego nauczanie dotyczyło poszczególnych przykazań Dekalogu jako fundamentu w pełni wolnej i sprawiedliwej Polski. Wielu naszych szlachetnych Rodaków świadomie podejmuje duchowy testament, jaki nam zostawił, po to, aby go przekazywać kolejnym pokoleniom Polaków – tym, którzy go wprawdzie nie widzieli i którzy nie wołali do niego „Zostań z nami!”, ale którzy – z drugiej strony – w pełni zasługują na to, aby być dumnymi z tego najwspanialszego Syna polskiej ziemi.

 

Rozmawiał Andrzej Klimczak

 

 

 


Abp Marek Jędraszewski

Rocznik 1949. Święcenia kapłańskie przyjął w 1973 r. z rąk abp. Antoniego Baraniaka. Studiował na papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Był poznańskim biskupem pomocniczym oraz arcybiskupem metropolitą łódzkim. Od 2017 r. jest arcybiskupem metropolitą krakowskim, pełni też funkcję zastępcy przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Profesor nauk teologicznych.